Język św. Franciszka. O braterstwie, szaleństwie, poezji

0
3
Stefano Redaelli
Używając tego kodu QR można posłuchać włoskiej wersji artykułu czytanego przez Ludwika Amatore, tłumacza i przewodnika po Muzeum Powstania Warszawskiego

tłumaczenie pl: Dorota Kozakiewicz-Kłosowska

 

W roku św. Franciszka (będzie) słychać powracające pytanie: co zrobiłby, co powiedziałby św. Franciszek, gdyby powrócił dzisiaj, w świecie rozdartym przez wojny (56 trwających konfliktów zbrojnych, najwięcej od czasów II wojny światowej), przemoc (w ciągu roku we Włoszech odnotowano w sieci ponad milion wiadomości zawierających treści nienawiści – skierowane głównie przeciwko obcokrajowcom, kobietom i Żydom), nierówności społeczne (5,7 miliona osób we Włoszech i 2,5 miliona w Polsce żyje w absolutnym ubóstwie), czy krzywdy? 

A jak my zareagowalibyśmy na jego przybycie? To pytanie zadał sobie krytyk literacki Carlo Bo na początku lat osiemdziesiątych w krótkim, acz treściwym tekście zatytułowanym Se tornasse San Francesco Gdyby wrócił Św. Franciszek (wyd. Il nuovo Leopardi, 1982); zadaje je sobie zakonnik Enzo Fortunato w swojej najnowszej książce, która nosi niemal ten sam tytuł: E se tornasse Francesco? A gdyby wrócił Św. Franciszek? (wyd. San Paolo, 2025).

Odpowiedź Carla Bo nie jest optymistyczna: „W większości przypadków, gdy puka do naszych drzwi, udajemy, że nie słyszymy, nie otwieramy i stajemy się narzędziami jego doskonałej radości”. A jeśli już go usłyszymy, odpowiadamy: „Odejdź, jesteś zwykłym idiotą, nie możesz tu przychodzić”. Lub, w najlepszym przypadku, jeśli nie zatykamy uszu, ani nie podnosimy głosu, aby go przepędzić, wykonujemy gest, na który właśnie w tym, poświęconym mu roku, musimy zwrócić szczególną uwagę: „wpuszczamy do naszych domów jego legendę, ale pozostawiamy na zewnątrz jego prawdy, czyli cierpliwość, przebaczenie i miłość”.

W 800. rocznicę jego śmierci ogromna jest pokusa, by przedstawić św. Franciszka jako pacyfistę, ekologa, swego rodzaju łagodnego superbohatera równości i sprawiedliwości (których tak bardzo potrzebujemy). Uproszczenie, czy rzutowanie tej złożonej, wielowymiarowej postaci na ograniczoną przestrzeń, na dwuwymiarową powierzchnię świętego obrazka, okładki książki, gazety, jest najelegantszym sposobem na jej oswojenie. I receptą na niezrozumienie.

Być może jednak Carlo Bo nie był wystarczająco pesymistyczny, może moglibyśmy zareagować jak Wielki Inkwizytor u Dostojewskiego – osądzając i skazując św. Franciszka za jego nieznośny, utopijny model życia, który zmusza nas do ignorowania go, odrzucania, czynienia z niego legendy, przedmiotu kultu, świętego obrazka. Aby zareagować w ten sposób, potrzebna byłaby pewna głębia intelektualna; a wręcz banalnie, przenieślibyśmy te dylematy z poziomu etyki i teologii na poziom zdrowia psychicznego i uznali go za psychiatrycznie zdiagnozowanego szaleńca, a następnie wysłalibyśmy na obowiązkowe leczenie.

Albo potraktowalibyśmy go poważnie, wysłuchali, nauczyli się jego języka, werbalnego i niewerbalnego, na który składają się słowa, gesty, działania. „Całym ciałem mówił” – tak o nim pisano.

Okładka: Diana Wietrzykowska-Pizoń

Jakim językiem mówił Św. Franciszek? 

Językiem braterstwa. 

Oczywiście także językiem pokoju, ekologii, ale przede wszystkim właśnie braterstwa, z którego wynikała cała reszta. Franciszek chciał być bratem wszystkich: każdej kobiety i każdego mężczyzny, zwierzęcia, żywej istoty, słońca, wiatru, wody, ziemi, a nawet śmierci. W pierwszej kolejności jednak chciał być bratem ubogich i chorych. Miał słabość do najbiedniejszych, do najsłabszych słabych. Nie była to filantropia, ale utożsamianie się z nimi. Nie ograniczał się do służenia im, żył z nimi i tak jak oni. Ponieważ byli najbardziej podobni do Chrystusa. Kiedy Franciszek spotyka trędowatego, nie tylko daje mu jedzenie, ale obejmuje go i dzieli się posiłkiem z tego samego talerza.

Językiem szaleństwa. 

Zażyłość z trędowatym, całkowite wyrzeczenie się majątku przed ojcem i sądem kościelnym; konsekwentne wyrzekanie się wszelkich dóbr materialnych i schronienia (aż do śmierci walczył o to, by Reguła zakazywała posiadania domów, ale przegrał); pokojowa wizyta u sułtana w samym środku krucjaty z ewangelicznym przesłaniem miłości i pojednania; kazanie wygłoszone ptakom; rozmowa z wilkiem. Wszystkie te zachowania można by przypisać jednej z (licznych) pozycji z Diagnostycznego i statystycznego podręcznika zaburzeń psychicznych. Psychiatra Vittorino Andreoli poświęca św. Franciszkowi rozdział w książce Follia e santità Szaleństwo i świętość (wyd. Rizzoli, 2005), pokazując, jak te dwie tajemnicze formy mogą współistnieć, nie wyjaśniając siebie nawzajem. Wydaje się tak absurdalny, skandaliczny i nieodpowiedni – ten radykalny wybór bliskości z najbiedniejszymi i bezwarunkowej biedy – że musi on wręcz graniczyć z szaleństwem.

Język poezji. 

Pierwszy wiersz napisany we włoskim volgare jest autorstwa Franciszka (co prawda Indovinello veronese Zagadka Werońska to starszy tekst, ale nie poetycki) i jest to hymn pochwalny. Wiersz błogosławi Boga, stworzenie, ludzkość, ich piękno, ale także przemijalność. Wersety opiewają piękno i sens wszystkiego, co istnieje i łączą każdego człowieka, istotę ożywioną i nieożywioną, w więzi braterstwa. Wszyscy (wszystko) jesteśmy stworzeni, a zatem skazani na przemiany i przemijanie, poddani cyklowi życia i śmierci: piękni również z tego powodu. Piękni i podobni w swoim przeznaczeniu (także w chorobie i śmierci), w możliwości służenia sobie nawzajem. Tak zaczyna się historia literatury w języku włoskim, tymi na wskroś ludzkimi wersami św. Franciszka.

Potraktowanie go na poważnie oznacza powrót do źródeł: do języka poetyckiego, który podkreśla piękno i przemijalność wszystkiego; do języka szaleństwa, z jego lekkomyślnością stawiania wyższego dobra ponad dobrem własnym; do języka braterstwa, który oczyszcza relacje z wszelkich form przemocy, szanuje i traktuje drugą istotę jak równą sobie, z równymi prawami i potrzebami. Oznacza to powrót do źródła tego, co w nas ludzkie: do korzeni.

Jak więc chcemy upamiętnić świętego z Asyżu w 800. rocznicę jego śmierci? Za pomocą serafickich rysów oficjalnej biografii Bonawentury, przywołując legendę? A może to nie wystarczy, trzeba sięgnąć do poprzednich i alternatywnych wersji, które zniknęły na rzecz oficjalnej hagiografii, ale potem ponownie się pojawiły. Wyłania się z nich  św. Franciszek niewygodny, niepozbawiony też sprzeczności, niezrównoważony, po prostu ludzki. Obszernie opisują to Alessandro Barbero w San Francesco (wyd. Laterza, 2025) i Aldo Cazzullo w Francesco. Il primo italiano Franciszek. Pierwszy Włoch. (wyd. HarperCollins, 2025). Gorąco polecam te lektury.

A przede wszystkim, jak chcemy go uczcić, oddać mu cześć? Możemy spróbować ponownie nauczyć się jego języka: braterstwa, szaleństwa, poezji. To obszary, w których staliśmy się analfabetami. Być może dlatego nie rozumiemy się już nawzajem, nie dogadujemy nawet między „podobnymi” sobie, rodakami, członkami rodziny, współlokatorami, zbyt zajęci obroną naszego dobra, naszych idei, naszych interesów. Może dlatego ignorujemy się, ranimy, walczymy, zamrażając nasze serca, zbrojąc się przy naszych granicach.

Smutnym i mrocznym stuleciem jest to, w którym świętujemy św. Franciszka, chyba mroczniejszym wiek, w którym on żył. Franciszek z Asyżu może przywrócić światło i radość: letizia szczęśliwość/błogość, jak ją nazywał.

W ostatniej książce napisanej przed śmiercią, zatytułowanej Gioia Radość (wyd. Einaudi, 2025), wielki psychiatra Eugenio Borgna wyjaśnia, czym jest franciszkańska letizia: „Szczęśliwość, z którą czasami mylona jest radość/wesołość, jest radością franciszkańską, dlatego pozwala nam dostrzegać ludzi w ich jasnej stronie, a nie tylko w tej mrocznej, uświadamiając nam, że w każdym z nas światło i cień przeplatają się, a cienie rozjaśniają się tylko wtedy, gdy potrafimy zwracać się do innych z miłością i wrażliwością”.

Letizia – radość doskonała – kolejny element języka franciszkańskiego. Wystarczyłaby nam nawet niewielka, nawet niedoskonała letizia, aby zapoczątkować nowy sposób komunikowania się, zbliżania się do siebie, odkrywania na nowo, że wszyscy jesteśmy braćmi.