Maciej Zakościelny: „Rzym to najpiękniejszy plan filmowy”

0
8
Maciej Zakościelny i Fabio Volo, "Zróbmy sobie przerwę", reż. Christian Marazziti

W 2006 roku po raz pierwszy pojechał do Rzymu, gdyby ktoś powiedział mu wtedy, że za dwadzieścia lat tam wróci, żeby zagrać po włosku główną rolę w filmie, pewnie by nie uwierzył. Życie pisze jednak zaskakujące scenariusze. Do polskich kin trafiła właśnie polsko-włoska komedia romantyczna Zróbmy sobie przerwę w reżyserii Christiana Marazzitiego, w której Maciej Zakościelny wciela się w głównego bohatera. 

Po trzydziestu latach małżeństwa Walter i Fiorella, rodzice Luki i Martiny, przeżywają poważny kryzys. Walter, właściciel restauracji w Rzymie, jest całkowicie pochłonięty pracą, przez co Fiorella czuje się zaniedbywana i nieistotna. Sytuacja pogarsza się, gdy ich córka Martina zachodzi w ciążę. Walter reaguje oschle i zamiast wspierać rodzinę, skupia się wyłącznie na poszukiwaniu ojca dziecka. To opowieść o miłości, przyjaźni, życiowych wyborach oraz o potrzebie zatrzymania się, choćby na chwilę, w świecie, który nieustannie pędzi naprzód. 

W filmie grasz Polaka, który od 20 lat mieszka we Włoszech. Co było najciekawsze w budowaniu tej postaci – jej polskość, włoskość, czy właśnie życie pomiędzy tymi dwiema kulturami?

Najciekawsze była relacja między trójką bohaterów, dylematy, przed którymi staje mój bohater. Najmniejszą trudnością, wbrew pozorom, okazało się nauczenie się kwestii po włosku. Stało się tak w dużej części dzięki Kasi Hoffmann, która była moim nauczycielem podczas przegotowań do filmu. Właśnie ona nauczyła mnie jak budować zdania, pokazała podstawy gramatyki. Dzięki temu mogłem skupić się na postaci a nie myśleniu o tym jak mówię po włosku. Język polski czy obcy jest dla aktora narzędziem. Ja byłem gotowy jeśli chodzi o włoski przed wejściem na plan. Dzięki temu mogłem skoncentrować się na tym co chcę przekazać, wcielając się w Jana.  

Zróbmy sobie przerwę opowiada o związkach, ale też o potrzebie zatrzymania się i spojrzenia na własne życie z dystansu. Czy ten film zmienił jakoś twój sposób myślenia o tym, czym może być „przerwa” – w relacji, ale również w życiu czy pracy?

Dzięki takim filmom jak ten możemy zrozumieć jak ważny w życiu jest balans. Warto mieć czas na różne rzeczy a nie poświęcać się jednej sprawie, bo jeśli o tym zapominamy, czujemy się coraz bardziej sfrustrowani. Może dzięki Zróbmy sobie przerwę zaczniemy na ten temat rozmawiać lub sami się nad tym zastanowimy. Dla mnie równowaga życiowa oznacza czas na pracę, rodzinę, przyjaciół i dla samego siebie.

Praca na włoskim planie oznaczała spotkanie z inną kulturą filmową. Czy było coś, co szczególnie cię zaskoczyło albo zachwyciło w sposobie pracy włoskiej ekipy i aktorów?

Scenografia, w której graliśmy, to Rzym. Nie studio czy miejsca zaaranżowane. To miasto jest piękne, wygląda jak jeden wielki plan filmowy. Jeśli chodzi o pracę na planie, to nie było drastycznych różnic. Na całym świecie mamy wspaniałe ekipy – przynajmniej ja takie spotykałem. Natomiast we włoskich aktorach spodobała mi się lekkość, z jaką grają. Nie do końca potrafię określić, czy to wynika z kultury, czy z brzmienia języka, ale to fascynujące. Oglądając włoskie kino, Polaków urzeka często ten folklor i nieoczywisty sposób bycia. Byłem ciekawy jak ja się w tym odnajdę. Mój bohater mieszka w Rzymie od lat i jest już stamtąd. Musiałem więc zrobić wszystko, żeby wtopić się w grupę włoskich bohaterów, odnaleźć się wśród nich i poczuć ten świat.

Poznajemy twojego bohatera na przestrzeni dwudziestu lat życia. Jak gra się człowieka, którego trzeba niejako „odnaleźć” w dwóch różnych momentach jego życia? Czy łatwiej było budować tę przemianę poprzez charakteryzację, czy przede wszystkim poprzez sposób poruszania się, mówienia i myślenia bohatera?

Akcja filmu toczy się w 2006 i 2026 roku. Niesamowite jest to, że po raz pierwszy w Rzymie byłem w 2006 roku a w 2026 wróciłem tam drugi raz. Pamiętam jaki byłem wtedy, wiem, jaki jestem teraz. To dla mnie był niezwykły powrót do przeszłości. To skłoniło mnie do popatrzenia na siebie i zastanowienia się nad tym jaki byłem te dwadzieścia lat temu i kim jestem dzisiaj. To pomogło mi bardzo w budowaniu postaci w różnych okresach jego życia.

Czy udział w Zróbmy sobie przerwę zwiększył apetyt na dalszą pracę we włoskim kinie? I czy jest jakaś włoska rola lub reżyser, z którym szczególnie chciałbyś jeszcze pracować?

Apetyt jest zawsze. Szczególnie kiedy można popracować w tak pięknym mieście jak Rzym. Na pewno będę wracał często myślami  do czasu zdjęć we Włoszech. Uwielbiam Wieczne Miasto, do którego nie ma limitu powrotów. Cieszę się, że mogłem zadebiutować we włoskim kinie w takiej a nie innej ekipie i spotkać się z tak fantastycznymi ludźmi. Na koniec zdjęć scenarzysta zapytał mnie czy mógłbym dać mu kontakt, bo napisał serial, w którym chciałby bardzo, żebym zagrał. Czekam zatem. A jeśli chodzi o wymarzonych włoskich reżyserów… Jest ich wielu, ale jako pierwszy przychodzi mi na myśl Paolo Sorrentino. Podziwiam jego sposób pokazywania świata, dobieranie muzyki, troskę o każdy kadr. Obrazy, które tworzy, pochłaniają mnie szczególnie w czasach, kiedy wszystko tak szybko mija. Bardzo lubię ten brak pospiechu w jego filmach.

Czy masz wrażenie, że polskie i włoskie podejście do miłości, związków i kryzysów w relacjach rzeczywiście się różnią?

Życzyłbym każdej parze, żeby miała takie podejście do miłości jak bohaterowie Zróbmy sobie przerwę. Chciałbym, żebyśmy umieli z wielkim uczuciem przechodzić przez różne etapy związku. Czy jest jakaś różnica między miłością po polsku i po włosku? Wszystko zależy od ludzi, którzy się spotykają. Każdy z nas wchodzi w relację ze swoją przeszłością, kulturą, nawykami i osobowością. Wierzę, że miłość jest uniwersalna. Polak może więc pokochać Włoszkę a Włoszka Polaka. Tak jak w filmie.

 

tytuł: Zróbmy sobie przerwę (Prendiamoci una pausa)
gatunek: komedia romatyczna
język: włoski
produkcja: Włochy, Polska, Hiszpania
czas trwania: 102 minuti
reżyseria: Christian Marazziti
obsada: Marco Giallini, Claudia Gerini, Fabio Volo, Ricky Memphis, Maciej
Zakościelny