Pan Tu Nie Stał przywraca stylistykę PRLu

0
1235

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski

Jak sami piszą na swojej stronie internetowej www.pantuniestal.com, ich marzeniem było przywrócenie „zgrzebnej estetyki czasów minionych”. Przekuli więc swoją pasję do PRL-owskiego wzornictwa w całą gamę humorystycznych akcesoriów oraz konfekcję damską i męską, „dla zdrowych i chorych”. Przedstawiam Wam jedną drugą małżeńskiego duetu PTNS, Justynę Burzyńską.

Justyno, kiedy i jak powstał pomysł na Pan Tu Nie Stał?

Pomysł zrodził się z zamiłowania do dobrego polskiego wzornictwa. W dzieciństwie przesiąknęliśmy specyficzną kulturą wizualną, do której obecnie wracamy i serwujemy ją w nowoczesnym wydaniu naszym klientom. Pierwsze wizualne bodźce, zabawki, książki, ubrania, przedmioty z najbliższego otoczenia miały niebagatelny wpływ na nasze preferencje estetyczne. Od 2006 roku prowadziliśmy z Maćkiem (moim mężem) bloga, który miał promować dobre polskie wzornictwo. W domu mamy sporą kolekcję wszelakich papierków powstałych w latach 60-tych do 80-tych. Plakaty, ilustracje do książek, okładki magazynów, opakowania, etykiety… Publikowaliśmy zdjęcia tych zbiorów na blogu, są one niesłychanie barwne i ciekawe. PTNS było dla nas obojga dodatkowym zajęciem, raczej hobby. Chcieliśmy mieć sklep, taki jak mieszkanie rodem z lat 70-tych: z meblościanką i dywanem tureckim, z domową atmosferą. Wszystko odbywało się bardzo stopniowo, poprzez prowadzenie bloga, pierwsze produkcje koszulek w domu, drukowane w garażu, aż do założenia sklepu internetowego i produkcji zlecanej profesjonalnym wykonawcom. Początkowo w asortymencie PTNS były wyłącznie t-shirty z nadrukami, później poszerzyliśmy ofertę o inne głupie głupoty i durne durnoty.

A co dla Was oznacza Łódź? Jaki jest Wasz związek z miastem i jego wpływ na to, co robicie jako PTNS?

Łódź to miasto, w którym się urodziłam, mieszkam od zawsze, więc automatycznie czuję się z nim związana. Maciekpochodzi z Zamościa, przyjechał tutaj na studia i pierwszy rok studiówbył dla niego jak obuchem w głowę. Mieszkał na Starych Bałutach wmieszkaniu wynajmowanym od alkoholika. Ale wrósł w to miasto, środowisko.Łódź się zmienia. Nie jesteśmy może Berlinem, ale nie mamy się czegowstydzić. Choćby rozrywki latem: LDZ Alternatywa, czyli cotygodniowekoncerty za darmo, kino pod chmurką „Polówka”, itp.Produkcja naszych rzeczy odbywa się w Łodzi i okolicach, nie wychodzimy poza granice powiatu. To nasza strategia działania, żeby pokazać, że wŁodzi też można robić niezłe rzeczy. Stąd to nasze podkreślanie, żekoszulki szyte są w Łodzi, nadruki robione na miejscu, wszystkieakcesoria: metki, skórki, guziczki również produkowane są lokalnie.

Na Waszych produktach, w Waszym sklepie, a nawet na Waszej stronie internetowej przewija się język rodem z poprzedniej epoki. Jak udało Wam się tak wiernie oddać klimat PRL?

Inspiruje nas język polski. Zapomniane, staromodne wyrazy, określenia, które wyszły już z obiegu, np. sprawunki, bonifikata, absztyfikant, itp. Również język starych reklam: fantastyczny, bardzo klarowny, przekazujący dużo treści. Nie wszystko było wtedy „najlepsze”, „dla niezwykłych ludzi”, „najtańsze” i w ogóle „naj”.

Widzicie zainteresowanie zagranicy polską modą àla PRL?

Zamówień zagranicznych nie przychodzi dużo, specyfika marki jest taka, że trzeba być osadzonym w naszej kulturze, mieć konkretne skojarzenia, żeby docenić te produkty.

Jaki obierzecie kierunek dalszego rozwoju marki? Skąd czerpiecie inspiracje do tworzenia nowych wzorów?

Na wiosnę otwieramy sklep w Warszawie! W planach mamy ciągłe poszerzanie asortymentu, również bardziej modowego. Słuchamy naszych klientów, przyjmujemy uwagi i sugestie, wznawiamy wzory, o które dopytują.

Współpracujecie niekiedy z innymi markami lub designerami. Sama nabyłam u Was jakiś czas temu zestaw przepięknych notesików od Nieladaco.

Z Łukaszem z Nieladaco Maciek pracował w studiu graficznym Fajne Chłopaki. Łukasz zajmował się hobbistycznie introligatorką, a później wystartował z produkcją notesów. Zrobił również specjalnie dla nas projekty zeszytów i wyprodukował je.

A czy Wasze techniki wytwarzania przypominają choć trochę te z czasów PRL?

Stara typografia, projekty estetycznie spójne: taka oszczędność środków ma niezwykły urok. W naszych projektach dominuje szary karton, naturalne materiały. Druk również wybieramy taki, gdzie czynnik ludzki ma duże znaczenie. Kiedyś np. zamówiliśmy sobie wizytówki, które wydrukowali nam w małej drukarni. Nie dopasowali kolorów, druk jest słabej jakości. Do nas to przemawia, ponieważ widać w tym działanie człowieka, a nie bezdusznej maszyny. Również idea przetwarzania, recyklingu jest ważna w naszych działaniach. Do urządzenia naszego sklepu wykorzystaliśmy rzeczy z odzysku: meble zrobił nam zaprzyjaźniony stolarz z drewna po rozbiórce domu, otrzymaliśmy od klientów szafki metalowe, które kiedyś były używane w przychodniach lekarskich, dekoracją sklepu jest stary radziecki telewizor.

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski