Parma – miasto zamknięte

0
156
Katedra. Widok na kopułę autorstwa Correggia

Artykuł został opublikowany w numerze 80 Gazzetty Italia (maj 2020)

Parmigianino, Parmigiano-Reggiano, Parmigiana, Parma Calcio, parmeńska szynka, Acqua… Parma, Parma, Parma. Za wszystkim kryje się miasto regionu Emilia-Romania, gdzieś między Modeną a Piacenzą, a jeśli ktoś przyjmuje szerszą perspektywę to Bolonią a Mediolanem. 

Zaproponowany tytuł „Parma – miasto zamknięte”, nasuwający naturalnie skojarzenie z jednym z najważniejszych filmów Roberto Rosselliniego, narodził się dopiero niedawno, kiedy Włochy stały się europejskim ogniskiem panującego nadal nieszczęścia. Parma leży jakieś 70 km od Codogno, gdzie wykryto pierwszy przypadek dewastującego kraj wirusa (na marginesie – to także dogodna stacja przesiadkowa dla podróżujących pociągiem z Cremony do Piacenzy). XV-wieczny widok Parmy, który pokazuje zamknięte murami miejskimi miasto, jest jednak teraz adekwatną metaforą wszechobecnej kwarantanny i bieżącej sytuacji całej Italii. Początkowo tytuł miał brzmieć „Parma w jeden dzień”, w tym też duchu chcę opowiedzieć o słynnym mieście Emilii-Romanii. Podobno Bernard Berenson oburzył się, kiedy Kenneth Clark powiedział mu, że zamierza zwiedzać Włochy bez przygotowania, idąc na turystyczny żywioł. Nie jest to zawsze dobra metoda, ale z Parmą zaryzykowałem, choć dokładnie wiedziałem, co chcę zobaczyć. Po przyjeździe do Mediolanu, pobiegłem szybko na Centrale, by zdążyć na najbliższy pociąg, który przez m. in. Lodi i Piacenzę w około półtorej godziny, pozwolił mi już stać na peronie parmeńskiego dworca. Skoro plan jest napięty można od razu ulicą Giuseppe Verdiego, kierować się w stronę centrum. 

Widok na plac katedralny

Parma liczy około 170 tysięcy mieszkańców, w mieście znajduje się uniwersytet (jeden z najstarszych),  o czym można od razu przekonać  się po zobaczeniu Piazza della Pace, który jest naturalnym miejscem spotkań młodych ludzi. Ma się wrażenie, że w sezonie akademickim to wielki hot spot poza murami uczelni, gdzie prawdopodobnie przez cały rok można nie tylko wygrzać się na murku albo trawie, ale też po prostu przysiąść z książką i notatkami. Stąd już tylko rzut beretem do artystycznego skarbu miasta, wystarczy pójść w strada Macedonio Melloni i następnie skręcić za chwilę w lewo w zazieleniony pasaż, który prowadzi do Camera di San Paolo. Tam w dawnym klasztorze znajdują się malowidła Corregia (1489-1534),jednego  z ciekawszych twórców swego czasu, który zamiast przepychu  metropolii wybrał prowincję i w niej pozostał. Jego malarstwo jest ciepłym hymnem dla tych, którzy decentralizują przypływu geniuszu i składają go w zaciszne komnaty.

W trzydziestym roku życia Corregio namalował mitologiczny program dla przeoryszy benedyktynek Giovanny Piacenzy (zadziwia, że mógł powstać dla osoby duchownej), przyozdabiając jej cele – Camera della Badessa. Siostra musiała mieć naprawdę szerokie horyzonty humanistyczne, by w tak poza chrześcijański sposób myśleć o swojej „kamerze”. Pod wielką sklepienną pergolą, uśmiechają się do nas puchate putta w rozmaitych konfiguracjach swoich niefrasobliwych myśliwskich zabaw, a triumfuje nad nimi bogini łowów Diana, której podobizna zdobi kominek.

Corregio jest liryczny, co przejawia się także w jego kolejnych zamówieniach, czyli w kościele św. Jana Ewangelisty oraz w katedrze, gdzie przyjął zamówienie namalowania w kopule „Wniebowzięcie Matki Boskiej”. Realizacja powstała w latach 1526-1530 i w pełni zapowiada barok, kiedy o baroku jeszcze nie może być mowy. Nie ma tu dramatu, to doniosłe wydarzenie święte grono przyjmuje łagodnie. Ostatecznie zakonnicy nie byli zadowoleni z realizacji tego nowatorskiego przedsięwzięcia, dopiero Tycjan, przejeżdżając przez miasto, ocenił tę pracę należnie, mówiąc, że nawet gdyby wypełnić kopułę złotem i ją odwrócić, zapłata byłaby za mała.

Skojarzenie z zamkniętym miastem wiążę się także z poczuciem, że Parma swoje skarby gromadzi jeden od drugiego w odległości około 500 m na dość niewielkim terenie. Po drodze między założonymi punktami, warto coś zjeść, a co można zjeść w Parmie? To pytanie retoryczne. Pamiętajmy tylko, że to nazwa Parmigiano-Reggiano jest nazwą oficjalną parmezanu, bez którego wielu nie wyobraża sobie włoskiej kuchni. Wytwarzany jest w regionie Emilii (Parma, Modena, Reggio Emilia, Bolonia). Decyduję się na tortelli parmigianino. Tutaj nie da się nic dodać, można tylko uzupełniać kolejne punkty jednodniowego programu, a zatem katedra, pobliskie niedoceniane średniowieczne baptysterium, wspomniany wcześniej kościół św. Jana Ewangelisty.

By pozostać przy wątkach kulinarnych, po drodze zbieram kolejne punkty w tej jednodniowej grze, za parę euro kupuję małą kanapkę z Prosciutto di Parma, którą pochłaniam zanim przekroczę wejście do pobliskiej świątyni. Basilica Santa Maria della Steccata zachowuje skarby innego wielkiego twórcy miasta, który od niego nigdy nie ucieknie – Parmigianina. Tutaj przychodzi na świat (a Corregio w Coreggio; czy coś tutaj nie jest jasne?), potem spędza trzy lata w Rzymie, gdzie pracuje dla papieża Klemensa VII i jest uważany za następcę Rafaela. Jego karierę pokrzyżowało jednak „Sacco di Roma” w 1527 roku. Parmigianino, czy po prostu mówmy mu po imieniu – Girolamo Francesco, wraca do rodzinnego miasta, gdzie od 1535 roku zdobi kościół, do którego właśnie wszedłem. Biblijne „Trzy głupie panny”  wyraźnie wyróżniają się na kolebce sklepienia (z tego samego czasu pochodzi obraz „Madonna z długą szyją”, przechowywany w Uffizi, zanim tam trafił też wisiał w Parmie w kościele Santa Maria de’Servi). W 1539 malarz przerywa pracę nad malowidłami, za co trafia do więzienia, a jeszcze w między czasie pochłania go alchemia. Wkrótce umiera w wieku 37 lat.

Kiedy wychodzimy z Bazylki Santa Maria Steccata, po prawej stronie rzuca się w oczy Teatro Regio di Parma, otwarty w 1829 roku. W swoim czasie był jednym, obok La Scali, z ważniejszych teatrów operowych w Italii i zachwycał nie tylko książąt Parmy. Warto na marginesie dodać, że z miasta farnezyjskiego rodu pochodził także Arturo Toscanini. Przed powstaniem Teatro Regio przedstawienia odbywały się w zbudowanym w 1618 roku Teatro Farnese, który znajduje się w pobliskiej Palazzo della Pilotta. Jest tam także pinakoteka, na którą składały się zbiory rodziny Farnese, przywiezione z Rzymu w drugiej połowie XVII wieku. Duża ich część trafiła w 1734 roku do Neapolu, niemniej dalej na miejscu można podziwiać wspaniałe obrazy m. in. Corregia, Sebastiana del Piombo czy Cimy da Conegliano. 

„Herkules”, I wiek n.e., Galleria Nazionale di Parma

Spacer po Pinakotece zazwyczaj maksymalnie wypełnia liczbę kroków, którą można zrobić w ciągu dnia. Na dworzec warto wrócić viale Paolo Taschi, by zobaczyć choć na chwilę rzekę Parmę i zaciszną okolicę tutejszych domów, jakich pewnie w dalszej części miasta, wiele. Na koniec chciałbym zadeklarować , że nie zgadzam się ze Stendhalem, który pisał o Parmie, że to miasto „dość nudne”.

W istocie nie ma tu przepychu Rzymu, codziennych fajerwerków metropolii, a perły trzeba zbierać w spokojnych uliczkach centrum. I choć północne Włochy mają teraz inne zmartwienia, warto kiedyś za nimi podążyć.

 

foto: Dawid Dziedziczak