Home » Arte » Biżuteria Alessandra Barelliniego

Biżuteria Alessandra Barelliniego

Jakie jest twoje przygotowanie do wykonywanego zawodu?

Przez trzy lata studiowałem architekturę we Florencji. Ogólnie lubię sztukę; w czasie studiów zacząłem tworzyć różne przedmioty, głównie błyszczące rzeźby: oryginalne lampy, czy ogólnie rzeźby nieco większe od biżuterii. Bardzo lubiłem pracować z różnymi materiałami, a w szczególności z metalami, więc musiałem pogłębić wiedzę na temat ich obróbki. Czułem, że znajomość technik produkcji biżuterii może stać się użyteczna w mojej pracy: biżuteria to bardzo drobne przedmioty, do wykonania harmonijnego modelu używa się wyrafinowanych technik, które pozostawiają minimalny margines błędu. Postanowiłem więc nauczyć się modelować biżuterię, aby później móc używać poznanych metod i technik do produkcji przedmiotów własnego pomysłu. Zapisałem się do szkoły jubilerskiej we Florencji, do której uczęszczałem przez dwa lata. Po zakończeniu nauki dostałem dobrą ofertę pracy. Mój mistrz zaproponował mi pracę modelarza w dużej firmie: tak zacząłem projektować i konstruować biżuterię. W roku 1999 zwolniłem się z firmy i otworzyłem własną działalność, tworząc linię biżuterii Idrus.

Ile czasu potrzeba na stworzenie przedmiotu od zera?

Niekiedy wykonuję w tym celu 5-10 prób. Lubię dążyć do perfekcji. Niektóre przedmioty udają się już za pierwszym razem. Należy przestudiować proporcje, a potem myśli się o konstrukcji i o ewentualnych poprawkach. Jednak zawsze trzeba na to dużo czasu. Każdy przedmiot zaczyna się od pomysłu. Potem rozwija się tę koncepcję, wykonując szkice i projektując w trójwymiarze na komputerze. Potem realizuję metalowy prototyp, który konstruuję w całości ręcznie, aby odmierzyć proporcje i ocenić efekt estetyczny. Kiedy prototyp jest gotowy i jestem z niego zadowolony, kontynuuję produkcję przedmiotu z użyciem wybranych materiałów (zazwyczaj 18-karatowego złota, diamentów i kamieni szlachetnych). Czasami są to pojedyncze przedmioty, ale niekiedy produkuję całe serie tego samego modelu. W każdym razie z pomocą nowoczesnych technologii, każdy przedmiot wykonywany jest ręcznie według wiekowej tradycji złotniczej.

Kto dostarcza ci Imaterialy?

Złoto kupuje się w banku metali. Jeśli chodzi o diamenty i inne kamienie szlachetne, mam wielu dostawców; jednego z Ameryki, jednego z Antwerpii (Belgia)… Kamienie te pochodzą z miejsc ich występowania: diamenty z Afryki, szafiry i szmaragdy z Ameryki Południowej.

Opowiedz nam o swoich ulubionych modelach.

Tak naprawdę nie mam „ulubionych modeli”, ale na pewno jestem bardziej przywiązany do niektórych z powodu ich znaczenia, a także popularności. Taką kolekcją jest np. Magia. Z początku była to tylko seria pierścionków, ale potem doszedł jeszcze wisior i kolczyki, a w przyszłości być może wzbogaci się ona o jeszcze inne przedmioty. Bardzo podoba mi się wszechstronność wykonywanych przeze mnie przedmiotów. Podoba mi się, kiedy biżuteria zmienia się i przybiera nowe formy czy nowe kolory pod wpływem chwilowej zachcianki. Uważam, że kolekcja Magia właśnie tym się charakteryzuje. Wystarczy wymienić środkową część, wybierając inny kolor złota, kamieni czy emalii, a przedmiot zupełnie zmienia swój wymiar estetyczny, tak jakby był czymś innym, nowym. Lubię, kiedy wykonanym przeze mnie modelem można się bawić, tak jak w przypadku Magii. Inna moja ulubiona kolekcja to Onda (Fala), na którą składają się pierścienie przegubowe, bardzo wygodne. Wygoda mojej biżuterii jest dla mnie priorytetem. Również kolekcja Forma ze swoimi czystymi liniami jest mi bliska. Była jedną z pierwszych, które zaprojektowałem dla Idrusa.

Kim są twoi klienci?

Są to osoby z okolicy, ale i z całego świata. Stany Zjednoczone, Japonia… Nie mam jeszcze klientów z państw arabskich. Obecnie staram się wejść na ten rynek, ale do tego potrzeba odpowiednich kontaktów. Zdobyłem jeden do Dubaju, zobaczymy, czy uda się nawiązać współpracę. Biżuteria to skomplikowana sprawa, ponieważ przedmioty te mają określoną wartość, nie można ich wysłać za granicę w celach pokazowych – to ty musisz pojechać do klienta. Tak więc państwa arabskie, ale też Rosja czy Chiny to dla mnie ciągle jeszcze rynki do odkrycia. Większość moich klientów to Japończycy, Koreańczycy, Niemcy, Francuzi i Włosi. Małym firmom zawsze trudniej jest wejść na nowy rynek; zazwyczaj trzeba trochę zainwestować, a nie zawsze są na to środki. Jednak jeśli znajdzie się odpowiedniego sponsora-pasjonata, można wiele zdziałać!

 

Tags