Home » Attualità » „Ida” kandydatem do Oscara, polskie kino wraca do światowych łask?

„Ida” kandydatem do Oscara, polskie kino wraca do światowych łask?

(Foto copyright Piotr Suzin, tłum. Katarzyna Kurkowska)

Podczas ostatniej edycji Festiwalu Filmowego w Wenecji spotkaliśmy się z Pawłem Pawlikowskim, reżyserem odnoszącego sukcesy filmu „Ida”, który będzie reprezentował Polskę w walce o Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczny. Pawlikowski to polski intelektualista, który spogląda na swój kraj obiektywnie, w sposób charakterystyczny dla osoby od lat mieszkającej za granicą.

Czy ten dystans pomógł Panu lepiej zmierzyć się z wieloma polskimi wątkami poruszonymi w „Idzie”?

Rzeczywiście, w „Idzie” poruszam kilka kwestii wybitnie polskich: Polska z jej paradoksami i typami ludzkimi, wiara, tożsamość. Chodziło mi o to, żeby pokazać na ekranie pewien obraz Polski, który jest mi bardzo bliski, z muzyką i atmosferą z tamtej epoki. Zderzenie świata straumatyzowanego przez wojnę, stalinizm, Holocaust z witalnością Polaków oraz ich potrzebą życia. Długo narastała we mnie potrzeba powrotu nie tylko do Polski, ale również do lat 60-tych. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy dziennikarze, chciałbym podkreślić fakt, że nie jest to film o stosunkach polsko-żydowskich.

714B63061.1

Polskie kino może się poszczycić wielką tradycją, jednak ostatnimi czasy wydaje się, że reżyserzy skupili się na kręceniu lekkich komedii, nastawionych na łatwy i szybki zysk.

Tak, obecnie faktycznie powstaje w Polsce wiele komedii, ale także i filmów poważnych, być może nawet zbyt poważnych, m.in. „Pokłosie”, „Daleko od okna” czy „Lęk wysokości”. Brakuje za to filmów, w którym forma i treść miałyby ze sobą coś wspólnego, w których liczy się spojrzenie reżysera na świat. Brak jest dzieł epickich, a jednocześnie bezpośrednich. W Polsce bardzo często filmy są robione albo komercyjnie, albo mają za zadanie zmierzyć się z jakimś społecznym problemem (jak chociażby homoseksualizm) z pozycji dydaktycznej. W porządku, ale dla mnie ważniejsze jest ukazanie pewnej wizji świata, w której forma jest spójna z fabułą; gdzie liczy się film, w którym nie skupiamy się na wyolbrzymianiu emocji. Dla mnie ważne jest unikanie retoryki politycznej, prób wyjaśniania historii czy przedstawiania Polaków koniecznie albo jako bohaterów, albo jako ofiary. Ludzie są uniwersalni i skomplikowani zarazem, moim celem jest ukazanie tej złożoności w bezpośredniej formie.

714B64391.1

W Pana filmografii widać szczególne zainteresowanie tematyką polityczną, np. Serbią lub osobą Józefa Stalina. Planuje Pan nakręcenie filmu o tym rosyjskim dyktatorze?

Przez pewien czas ta tematyka była mi bliska. Jeśli chodzi o Stalina, to chciałem zrobić film o jednym z jego kumpli, wariacie, mordercy. W przeszłości kręciłem dokumenty polityczne, ale bez wydawania politycznych sądów. Celem mojej pracy pozostaje poszukiwanie uniwersalnego i ponadczasowego odczytania danego tematu. Osobiście nie mieszam się do polityki. Za bardzo jej też nie rozumiem. Myślę, że w gruncie rzeczy nie mamy o niej pojęcia. W dzisiejszych czasach media robią z naszych mózgów sieczkę, wiemy wszystko o wszystkich, ale w gruncie rzeczy nie wiemy nic. Nie ufam środkom przekazu. Przestałem słuchać wiadomości (np. odnośnie Ukrainy) i nie wypowiadam się na temat żadnej sytuacji politycznej, jeśli nie znam jej naprawdę z bliska. Wiadomości, których dostarczają nam media, są informacjami z drugiej ręki, ujętymi w tak banalne narracje, że w ostatecznym rozrachunku tracą sens.

Mieszkał Pan przez jakiś czas we Włoszech, czy to na Pana jakoś wpłynęło?

Rok, który spędziłem we Włoszech, był wspaniały! Miałem 22 lata, uciekłem z Oksfordu, gdzie nie mogłem ukończyć doktoratu, a we Włoszech znalazłem nawet pracę. Lubię Włochy, ale nie mógłbym tu mieszkać, nie jest to chyba kraj merytokracji. Trzeba ciągle nawiązywać i utrzymywać odpowiednie znajomości, co mnie się nigdy nie podobało, ani tutaj, ani w Polsce.

Jakie są Pańskie plany? Będzie Pan się jeszcze zajmował Polską?

Pracuję w tej chwili nad trzema filmami, ale nie będą one o Polakach samych w sobie, mnie interesują postaci, a nie fakt, że rzecz dzieje się w moim kraju.

Polska przeżywa teraz okres intensywnego rozwoju gospodarczego.

Tak, generalnie rzecz biorąc, jest to sprzyjający moment dla Polski. Obecnie mieszkam w Warszawie przez co najmniej sześć miesięcy w roku i muszę przyznać, że kocham to miasto. Jestem warszawskim patriotą, tutaj się urodziłem i wychowałem. Jestem naprawdę szczęśliwy ze swojego powrotu i z tego, że mogę się tutaj zatrzymywać na tak długo. I nie mówię tego z czystego sentymentu, ale z obiektywnych przyczyn: w Warszawie dobrze się żyje, dużo się dzieje, mieszka tu sporo ciekawych ludzi.

Uważa Pan Warszawę za jedną z nowych stolic Europy?

Z pewnością jest to piękne miasto w centrum Europy zamieszkiwane przez energiczną społeczność. Kiedy pomyślę o Paryżu, gdzie długo przebywałem, widzę, że w przeciwieństwie do Warszawy francuska stolica jest zbyt zamknięta w sobie, zbyt pewna siebie, dzieje się tam mało, jest zbyt burżuazyjna. W Paryżu ma się wrażenie, że wszystko już zostało jakoś ustalone dawno temu i dziś nie można już tego zmienić. Warszawa natomiast jest otwarta, różnorodna, heterogeniczna oraz pełna pozytywnej energii.

W zeszłym roku na Festiwalu w Wenecji przeprowadziliśmy wywiad z Andrzejem Wajdą przy okazji premiery „Człowieka z nadziei”. Z tego spotkania powstał wniosek, że w trudnych czasach komunizmu, pomimo cenzury, powstawały w Polsce wartościowe filmy doceniane na świecie, a dziś, w wolnym, rozwijającym się gospodarczo kraju filmy nie przekraczają granicy państwa. Gospodarka ma się dobrze, a kultura już nie?

Zgadzam się z tym jedynie po części. Należy pamiętać, że w tamtych czasach Polska była linią frontu oddzielającą dwa światy. Za komuny byliśmy jednym z najciekawszych państw, istniała u nas prawdziwa opozycja, walczyliśmy o coś. Byliśmy „najweselszym barakiem w komunistycznym obozie”, na świecie cieszyliśmy się dużym zainteresowaniem politycznym i społecznym. Dzisiaj staliśmy się zwykłym zachodnim państwem, przez co może straciliśmy nieco na atrakcyjności. Zgadzam się z opinią, że przykro jest obserwować kopiowanie w polskim kinie modeli zachodnich. Nie ma potrzeby przekładania polskich problemów na język Hollywoodu, należy stworzyć coś autentycznego, interesującego z formalnego punktu widzenia i uniwersalnego w swoim obrazie świata. Nie koncentrować się na tym, co dany film mówi o Polsce, ale po prostu działać bez kompleksów. Tak jak czyni to Wielka Sztuka, która stara się zawsze opowiedzieć coś o człowieku ze wszystkimi jego paradoksami i komplikacjami, robiąc to w sposób epicki i właśnie wyzbytym kompleksów. W Polsce jest tego mało. Często natomiast robi się u nas filmy propagandowe, na tematy polityczne, które lansują pewną określoną interpretację danego tematu lub odzwierciedlają pewien punkt widzenia. Alternatywą są filmy opowiadające o naszej mitologii; o tym, jacy to jesteśmy wielcy, piękni i niezrozumiani przez świat. Powstają też mierne komedie. Jest w tym wszystkim zbyt wiele autoreferencjalizmu, nadmiernej samoświadomości. Powinniśmy mówić o życiu, posługując się kanonami uniwersalnymi, skupiać się na człowieku w ogóle, a nie na byciu Polakami. Przecież ludzie żyjący w Polsce nie różnią się tak bardzo od tych mieszkających gdzie indziej. Wielka Sztuka zawsze patrzy na świat z perspektywy uniwersalnej i ponadczasowej.

Tags