Agata Igras: flet – miłość od pierwszego usłyszenia

0
71

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski

Czy w XXI w. znajdzie się jeszcze miejsce w naszym życiu na muzykę klasyczną? Agata Igras, wszechstronna flecistka, od lat wykładająca na Uniwersytecie  Muzycznym w Warszawie, opowiada nam, jaka może być rola muzyki klasycznej w dzisiejszym świecie oraz o jej dobroczynnym wpływie na dorosłych i dzieci. Jako nauczycielka o wieloletnim doświadczeniu wskazuje, jak zachęcić młodzież do uczenia się gry na instrumentach i tworzenia muzyki.

Jest pani wykładowczynią na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. Skąd się wzięła u pani pasja do muzyki klasycznej i jak wyglądała pani droga do kariery akademickiej?

Pochodzę z rodziny, która nie ma muzycznych tradycji – moi rodzice obydwoje świetnie słyszą, ale tradycji muzycznych jako takich nie mamy. Byłam pierwszą osobą w rodzinie, która zaczęła się kształcić muzycznie, a zaczęło się to trochę przez przypadek. Podczas wakacji rodzinnych w Turcji zobaczyłam na wielkim telebimie w Stambule teledysk do piosenki „Fusion”, który łączył muzykę klasyczną (III część koncertu Rondo Russo Saverio Mercadante) z disco. Miałam wtedy 7 lat i od razu zakochałam się w tej muzyce i wygrywającej ją flecistce, śpiewałam tę melodię w kółko i w kółko. A zatem tata na lokalnym targu kupił mi drewnianą fujarkę, na której zaczęłam wygrywać te dźwięki. Moi rodzice, słysząc zalążki talentu w mojej grze, postanowili wypróbować moje umiejętności i posłali mnie do szkoły muzycznej. Profesjonalną edukację muzyczną zaczęłam od 4 klasy podstawowej, co dzisiaj już prawie się nie zdarza, bo dzieci edukuje się od 6 roku życia, a zatem musiałam nadgonić te pierwsze lata edukacji. Później w trakcie studiów, zresztą na tej samej uczelni, na której teraz wykładam, miałam silne przekonanie, że bardzo chciałabym uczyć. Bardzo się cieszę, że w którymś momencie zwrócono się do mnie z prośbą o współpracę z uczelnią. I tak już od ponad 12 lat pracuję na uniwersytecie, od kilku lat mam swoją własną klasę – oprócz grania to właśnie nauczanie i wspieranie młodych ludzi w rozwoju jest moją wielką pasja i kocham to robić.

Czy w trakcie swojej edukacji muzycznej miała pani jakieś wątpliwości co do wyboru instrumentu czy zawsze na pierwszym miejscu był flet?

Gdybym zaczynała kształcenie muzyczne od początku, to wybrałabym być może instrument bardziej harmoniczny, np. wiolonczelę, ale nie żałowałam nigdy wyboru fletu – to była miłość od pierwszego wejrzenia i usłyszenia. Kocham naprawdę wiele instrumentów, jak właśnie wiolonczela czy harfa, ale flet jest i zawsze był mi najbliższy.

Studiowała pani również w Holandii, współpracowała pani z flecistami, kompozytorami z całego świata. Jak pani postrzega rolę muzyki we współpracy i komunikacji międzykulturowej?

Muzyka jest językiem uniwersalnym, jest w stanie połączyć nas ponad wszelkimi podziałami, zarówno kulturowymi, jak i innymi. Dzięki muzyce dużo łatwiej rozmawia się o różnych kulturach, łatwiej wymienia się doświadczeniami, a także wpływami. W muzyce klasycznej przecież wiele elementów przenika z innych krajów, co jest dla muzyków bardzo edukujące i jest świetną okazją do dzielenia się wiedzą czy poznawania różnych tradycji i zwyczajów.

A ma pani ulubionego włoskiego kompozytora? Co ceni pani najbardziej jeśli chodzi o wkład Włoch w rozwój muzycznego dziedzictwa Europy?

Fletowa literatura włoska pochodzi głównie z baroku i wczesnego romantyzmu, wspomniany już Saverio Mercadante tworzył właśnie na przełomie romantyzmu i klasycyzmu. Oprócz tego oczywiście nieoceniony jest wkład Antonio Vivaldiego, który jest autorem wielu koncertów właśnie na flet. Natomiast moim ukochanym kompozytorem włoskim jest twórca oper Giacomo Puccini. Dla mnie Włochy to przede wszystkim opera. Gdybym miała robić w życiu coś innego, to chciałabym być właśnie śpiewaczką operową, a nie instrumentalistką, tak wielka jest moja miłość do opery. Uwielbiam muzykę Pucciniego, jej bogactwo wyrazu, koloru, niespotykane harmonie. Jego kompozycje są źródłem nieskończonej inspiracji. To właśnie w operze, a zwłaszcza w operze włoskiej, znajdziemy naprawdę przepiękne partie fletu – zarówno Verdi, jak i Puccini, dwa flagowe nazwiska w historii opery, mieli ogromny wpływ na rozwój harmonii i tonalności w muzyce klasycznej, a fletowa literatura w późniejszych latach znacząco z tego czerpała. Melodie pisane przez Pucciniego, moim zdaniem, nie mają sobie równych w literaturze operowej i w literaturze symfonicznej w ogóle.

Wróćmy do tematu edukacji. Jak wiadomo, muzyka ma ogromny wpływ na rozwój dziecka. Co pani zdaniem jest najważniejsze w początkowej edukacji muzycznej małych dzieci?

Radość. Uważam, że właśnie radość jest najważniejsza, bo dzięki niej nauka gry na instrumencie nie jest obowiązkiem, ale przyjemnością. Granie na takim instrumencie jak flet prosty w szkole podstawowej kojarzy się nie tylko ze stresem, ale przede wszystkim z karą, a to powinna być przede wszystkim przyjemność. Kiedy z gry na instrumencie płyną jakieś pozytywne emocje, to tylko wtedy mamy szansę otworzyć się i przekazać te pozytywne emocje dalej. Zatem najważniejsze jest to, żeby to była zachęta dla dzieci, żeby muzyka dawała im radość, żeby ich zaczynała interesować i intrygować. Jeżeli to zainteresowanie pozyskamy, to jest nadzieja, że ten maleńki człowiek zacznie się angażować coraz bardziej, będzie chciał śpiewać, tańczyć, grać, dotykać instrumentu, brzdąkać… Nigdy nie wiadomo do czego to nas zaprowadzi, a te działania mają ogromny wpływ na rozwój mózgu czy koordynacji ruchowo-przestrzennej. Mówi się, że muzyka łagodzi obyczaje, ale moim zdaniem koi również emocje. Jest to swego rodzaju wentyl dla emocji, bardzo zresztą potrzebny. W dzisiejszych czasach dzieci i młodzież odcinają się ekranami od świata zewnętrznego, od rówieśników, ale również od samych siebie, a dzięki muzyce mają szansę dotrzeć do swoich uczuć i otworzyć różne pozamykane przestrzenie wewnątrz siebie. Sprawdziłam to również na swoich dzieciach, eksponując je wcześnie na muzykę, ponieważ uważam, że to znacząco wpływa też na naszą podświadomość. Muzyka może usypiać, pobudzać, słowem może wywoływać różne stany i łagodzić emocje, stąd też przecież wzięła się cała dziedzina muzykoterapii.

Na początku marca brała pani udział w konferencji prasowej poświęconej fletowi re.corder, o którym pisaliśmy również w poprzednich numerach Gazzetta Italia. Co skłoniło panią do zaangażowania się w ten projekt?

Przede wszystkim bardzo się cieszę, że pomyślano właśnie o mnie w kontekście tego projektu. Gdy został mi przedstawiony projekt fletu re.corder, jego liczne możliwości, to nie ukrywam, że zachwycił mnie ten pomysł i wspieram go całym sercem. Widzę dużo różnych obszarów, w których można wykorzystać ten instrument. To właśnie ta wiara w możliwości wykorzystania re.cordera zarówno w szkolnictwie, w muzykoterapii, jak i w pracy z osobami z niepełnosprawnościami czy też z osobami starszymi najbardziej mnie motywuje i mam głęboką nadzieję, że już wkrótce będzie to instrument szeroko rozpoznawany i wykorzystywany.

A miała pani okazję sama zagrać na re.corderze? Jak pani ocenia to doświadczenie?

re.corder

Oczywiście. Gra na nim to zupełnie inne doświadczenie, które wymaga przestawienia się z tradycyjnego sposobu gry na flecie, natomiast zachwyca liczba przeróżnych możliwości wydawania dźwięku. Na re.corderze można grać dmuchając, ale nie jest to konieczne, można grać na nim wyłącznie dotykając otworów na flecie. Bardzo ważne dla mnie jest to, że na tym instrumencie automatycznie ustawiona jest intonacja, co znaczy, że dla każdego, nawet dla osób, które nie mają bardzo rozwiniętego słuchu muzycznego, gra na instrumencie jest przyjemna, a wydawany dźwięk jest ładny i czysty. Nawet jeśli chcemy zagrać z kimś w duecie, to gdy zagramy dwie nuty, to one na pewno będą ze sobą kompatybilne brzmieniowo. To jest szalenie ważne, bo ułatwia grę mniejszym dzieciom i je do niej zachęca. Jeśli pomyślimy o klasie pełnej dzieci, to gdy spróbujemy stworzyć z ich instrumentów małą orkiestrę, dzieci zrozumieją co to naprawdę znaczy tworzyć chór dźwięków i jakie to jest niezwykłe doświadczenie dla ciała i psychiki. Niestety przy udziale zwykłych fletów prostych trudne (lub prawie niemożliwe) jest wywołanie pozytywnych emocji, gdy grać zacznie duża grupa dzieci dopiero rozpoczynających przygodę z muzyką.

Moim zdaniem re.corder spełni się przede wszystkim jako narzędzie umuzykalniające, jako instrument, który umożliwi pierwszy pozytywny kontakt z muzyką. Te pierwsze pozytywne doświadczenia być może zachęcą niektórych do sięgnięcia po inne instrumenty, czy to skrzypce, czy to wiolonczelę, a innym pozwoli tworzenie wieloplanowych, skomplikowanych kompozycji w prosty sposób, z wykorzystaniem licznych funkcji re.cordera.

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski