„Giardino di Delizie” polsko-włoski zespół

0
75

Ewa Augustynowicz to skrzypaczka, dyrygentka, założycielka i dyrektorka artystyczna polsko-włoskiego żeńskiego zespołu Giardino di Delizie, grającego muzykę barokową. Absolwentka szkół muzycznych pierwszego i drugiego stopnia, przez rok studiowała muzykę dawną w L’Aquili, licencjat zdobyła w Rzymie w Accademia Nazionale Santa Cecilia, a magisterium w Palermo na Sycylii. Wcześniej ukończyła kulturoznawstwo na niemieckiej uczelni Viadrina we Frankfurcie, gdzie przez całe studia była koncertmistrzem orkiestry uczelnianej. Ma doktorat z historii cywilizacji, poświęcony badaniom śladów w różnych krajach Europy tańca, zwanego „polką”.

Dlaczego nazwałaś swój zespół „Giardino di Delizie”?

Nazwę zespołu, który stworzyłam w 2014 roku, wymyślił mój mąż, Włoch, z wykształcenia historyk. Nawiązuje do Florencji z czasów Medyceuszy, gdy w barokowych ogrodach zwanych „Giardino di Delizie”, umieszczano dzieła sztuki, tzw. „delicje”, by odwiedzający mogli je podziwiać.

Do wspólnego grania zaprosiłaś tylko kobiety?

Taki był mój pomysł, ponieważ w przeciwieństwie do Polski, we Włoszech w branży muzycznej dominują mężczyźni. Jest wiele męskich zespołów, prowadzonych przez mężczyzn. Nas wyróżnia to, że jesteśmy zespołem żeńskim, który prowadzi kobieta. Wyróżnia was też polsko-włoski skład To też z góry zaplanowałam. Większość składu zespołu stanowią Włoszki, ale jest kilka Polek: ja, dyrektor artystyczny i skrzypaczka, Anna Skorupska, altowiolistka z Frascati, czy wiolonczelistka Agnieszka Oszańca z Mediolanu. Wszystkie mieszkamy we Włoszech, w różnych miastach, Rzym i okolice, Florencja, Vicenza.

Repertuar też łączy obie kultury

Nasz repertuar ilustruje wpływy polskie we Włoszech i włoskie w Polsce. Płyta „Gems of the Polish Baroque” prezentuje kompozycje instrumentalne najbardziej znanych polskich kompozytorów XVII wieku, Jarzębskiego, Zieleńskiego, Szarzyńskiego. Tak bardzo inspirowali się Włochami, że odnosi się wrażenie, iż są to utwory włoskich kompozytorów. Mielczewski prezentuje trochę folkloru, który z kolei przeniknął do twórczości kompozytorów włoskich czy niemieckich.

Polski folklor inspirował Włochów?

Oczywiście. W XVII wieku wielu włoskich muzyków przybywało do Polski, by pracować w orkiestrze królewskiej na dworze Wazów. Nasza ostatnia płyta „Alla Polacca” pokazuje, jak polska muzyka okresu baroku inspirowała zagranicznych kompozytorów: Tarquinio Merula (La Polachina), Carlo Farina (Sonata La Polaca), Giovanni Picchi (Ballo alla Polacha).

Niemiecki muzyk Georg Philipp Telemann zainspirował się polskimi przydrożnymi oberżami, gdzie na fidelach i innych instrumentach podgrywali nie muzycy, lecz lokalni grajkowie ludowi. Echa tych melodii, motywy poloneza, wybrzmiewają w wielu jego utworach, mamy na płycie jego Concerto alla Polonese. Mamy też „Polnische Sackpfeiffen” (dudy) Austriaka Schmelzera. To dowodzi, że wymiana kulturowa pomiędzy muzykami polskimi i zagranicznymi była naturalna, wpływali wzajemnie na swoją twórczość, dzielili się umiejętnościami i wiedzą.

Dlaczego wybrałaś barok?

Lubię barok. Moja mama grała na skrzypcach. Ja ukończyłam w Polsce klasę skrzypiec, a połączenie mojej gry na skrzypcach współczesnych z instrumentami dawnymi zafascynowało mnie, kiedy wzięłam udział w projekcie „Dydony i Eneasza” Purcell’a. Ukończyłam we Włoszech kolejne studia, gruntownie zgłębiając technikę gry na instrumentach dawnych.

Co to są instrumenty dawne?

W XVI i XVII wieku grano na instrumentach, które miały struny jelitowe. Ówczesne instrumenty, wytwarzane w pracowniach Stradivarius, Guarneri, Amati, różnią się od współczesnych: szyjka skrzypiec była inaczej ułożona, podstrunnik i mostek także inne, smyczki krótsze i bardziej wygięte. Powstanie wielkich sal koncertowych w XIX wieku spowodowało zastąpienie delikatnych i mniej słyszalnych strun jelitowych metalowymi, o donośniejszym dźwięku.

Obecnie muzykę dawną gra się zarówno na instrumentach oryginalnych jak i na ich kopiach. Oryginały mają po 400 lat i z racji walorów kolekcjonerskich bywają bardzo drogie. Jednak dzisiaj niekoniecznie brzmią dobrze. Nawet jeśli w XVII wieku przeżywały swój okres świetności, kiedy miały po kilka, kilkadziesiąt lat, dzisiaj ich drewno jest już często w stanie bardzo kiepskim, więc moda, by grać na nich muzykę dawną, to częściej marketing, niż dbałość o podejście filologiczne. Bardzo często jednak lepszy dźwięk mają kopie, wykonane współcześnie, według muzealnych wzorów; ja np. mam kopię Guarnieri z 2017 roku o super brzmieniu.

Wasza publiczność to…

We Włoszech, melomani słuchający muzyki barokowej, to raczej poważna starsza publiczność, mimo że ta muzyka ostatnio zyskuje na popularności. W Polsce, gdy grałyśmy na Festiwalu Schola Cantorum w Kaliszu, czy na koncercie we Wrocławiu, zaskoczyła nas masa młodych ludzi.

Mówi się, że Włosi są narodem rozśpiewanym Może na meczu piłki nożnej… Albo w autobusie jak jadą kibicować… (śmiech).

W XVI, XVII i XVIII wieku Włochy wyznaczały w Europie trendy muzyczne. Od XIX wieku zaczęło się to zmieniać. Obecnie nie obserwuję wśród młodych Włochów masowego zainteresowania edukacją muzyczną, a skoro nie ma popytu, to i oferta jest marna. W Polsce szkolnictwo muzyczne jest bardzo dobrze rozwinięte i reprezentuje naprawdę wysoki poziom, we Włoszech natomiast prywatne szkoły muzyczne są dużo słabsze, a publiczne nie istnieją. Poziom umiejętności gry na instrumentach wymagany u progu Liceo Musicale jest nieporównywalnie niższy niż w Polsce, co sprawia, że i w konserwatoriach poziom studiów jest niższy niż w u nas.


Jak się żyje we Włoszech?

Bardzo dobrze. Chociaż uważam, że Włochy jako kraj nie od razu przyjmują obcokrajowców. Włosi są przywiązani do swoich „małych ojczyzn” i pielęgnują lokalne różnice kulturowe. Wynika to z włoskiej historii, gdzie przez wieki funkcjonowały liczne księstwa. Zjednoczenie nastąpiło dopiero w XIX wieku i do dzisiaj, żyjąc w jednym kraju, Włosi mówią o sobie Neapolitańczyk, Sycylijczyk czy Toskańczyk. Pokutuje wiele stereotypów. Na przykład, że południe jest religijne i rodzinne, a północ europejska i biznesowa.

Co ci się tam najbardziej podoba?

Tutejszy luz, radość życia i optymizm. Ludzie uśmiechają się więcej niż w Polsce.
I to piękno wokół. Wszystko tu jest piękne, nawet ruiny. Wybrzeże Morza Tyrreńskiego i tutejsze pejzaże. Klimat wspaniały, krótka łagodna zima, do morza niedaleko, cały rok jest ciepło, zielono, kwitną krzewy. Rzym, gdzie mieszkam, architektonicznie jest miastem jak z bajki Walta Disney’a. A przy tym ma dużo zieleni, przepięknych parków. A szczególnie podoba mi się to, jak we Włoszech żyją i są traktowani seniorzy. W każdym wieku podejmują różne aktywności, zdają egzaminy na wyższe uczelnie i studiują, chodzą na różne kursy, śpiewają w chórach, malują, przesiadują w kawiarniach, popijają kawę, wino, aperole, dużo się śmieją. Mam wrażenie, że w Polsce od starszych ludzi oczekuje się głównie bawienia wnuków i zaprzestania snucia marzeń i planów.

Recepta na sukces?

Aktywność i praca. Samo nic nie przyjdzie. Trzeba jeździć po świecie, podpatrywać życie, ludzi, otworzyć się. Ostatnio ukończyłam na Uniwersytecie Muzycznym im. F. Chopina roczny kurs online music management, czyli marketing i budowanie marki. Dzisiaj, będąc artystą, trzeba umieć komunikować się ze światem nie tylko przez samą muzykę.

tłumaczenie it: Beata Sokołowska

Foto: Barbara Sandra Pawlukiewicz Carusotti, Marco Carusotti