Leonardo da Vinci – inspiracje i nauka

0
313

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski

Co wiemy o Leonardzie?

Każdy z nas od razu pomyśli: „Był wielkim malarzem, to jasne!” Rzeczywiście, jego prace malarskie, których do dzisiaj przetrwało zaledwie piętnaście, najpełniej mówią o wielkości tego artysty. Przypominając sobie jego najsłynniejsze dzieła musimy jednocześnie przywołać w wyobraźni  tło kulturowe, towarzyszące ich powstaniu. 

Florencja, w której mieszkał i uczył się Leonardo to kolebka renesansu. W 1420 odkryto perspektywę linearną, co umożliwiło odtwarzanie trójwymiarowej przestrzeni na płaszczyźnie.

Renesansowe dzieła sztuki naznaczone były dążeniem artystów do realistycznego odtwarzania otaczającego ich świata. Studiowanie prac starożytnych, a także intensywne badania przyrodnicze umożliwiły nadawanie pracom artystycznym zupełnie nowych form. Zmienił się również diametralnie status renesansowego artysty. Z rzemieślnika, wykonującego prace według wskazówek zleceniodawcy i mistrza, przeobraził się w indywidualnego twórcę.  Stało się tak dzięki wzrostowi szacunku dla działalności artystycznej. Artyści renesansowi mieli nadzieję, że dzięki swej sztuce osiągną nieśmiertelność. Po nowemu także pojmowali sztukę zleceniodawcy – bogaci kupcy i wpływowi duchowni. Zamawianie dzieł plastycznych traktowali jako podnoszenie swej pozycji społecznej. 

Vinci, akwarela

Odkrywanie biografii Leonarda jest wielką przygodą, którą jako wyzwanie podejmują nie tylko współcześni historycy sztuki, ale również muzycy, artyści, konstruktorzy, inżynierowie a nawet lekarze! Nie mogą się nadziwić, jak wiele odkryć naukowych, wynalazków i dzieł inspiruje ich do dzisiaj i jakże często przemyślenia oraz badania Leonarda są zgodne z myślą naukową XXI wieku!

Leonardo urodził się niedaleko Vinci, w oddalonym o kilka kilometrów maleńkim Anchiano. (rys. tytułowy)

Jak prawie wszystko w jego biografii, miejsce to jest sprawą sporną, lecz by jego historia miała się gdzie rozpocząć, dom który należał częściowo do dziadka Leonarda –  Antonia da Vinci stanowi jej początek. Istotnym elementem biografii artysty jest to, że dorastał samotnie. Był synem notariusza i służącej z oberży. Jako chłopiec mieszkał przez pewien czas przy dzisiejszej Via Roma w Vinci. 

Przechadzając się między wzgórzami Toskanii, odkrywając tajemnice przyrody, stawiał sobie wiele pytań, na które później będzie próbował odpowiedzieć. To wtedy zapewne narodziła się w nim wielka potrzeba odgadnięcia struktury świata. Jego wielki głód poznania, zrodzony w atmosferze poezji i estetyki ukształtował go jako uniwersalnego artystę. 

Paradoksalnie, na przekór wielkiemu zainteresowaniu nauką, wykształcenie Leonarda było niekompletne i powierzchowne, dalekie od tego, jakie w tamtej epoce otrzymywali włoscy chłopcy ze średniozamożnych rodzin. Faktem jest, że jako nieślubny syn nie mógł studiować w żadnym ze słynnych uniwersytetów. Leonardo w sposób szczególny odczuwał braki w edukacji, gdy próbował realizować swe wielkie wizje. Znał podstawy łaciny, ale nie na tyle, by odkryć głębię myśli antycznej. Posiadał pewną wiedzę z zakresu matematyki, ale zbyt małą, by mogła wesprzeć jego intuicję naukową. W wieku czterdziestu lat spróbował uzupełnić swoje wykształcenie. Do końca pozostał mu lęk przed słowem. Wolał posługiwać się rysunkiem do którego miał wyjątkowy talent. 

Dla mnie, rysownika medycznego i gitarzystki największą inspiracją są rysunki Leonarda (zwłaszcza anatomiczne), oraz badania i szkice dotyczące muzyki. Stąd ograniczenie do tych kilku dziedzin. 

Cecylia Gallerani i jedna z perkusji Leonarda

Malarz i rysownik

W wieku czternastu lat wyjechał z ojcem do Florencji, gdzie został przyjęty do pracowni Andrei Verocchio, w której uczył się cztery lata, by móc zarejestrować się w gildii św. Łukasza – najznamienitszej, otrzymującej najlepsze zamówienia. 

W 1481 roku Leonardo otrzymał zlecenie na namalowanie obrazu „Pokłon Trzech Króli” dla kościoła San Donato a Scopeto we Florencji. Kontrakt przewidywał przygotowanie dzieła w ciągu trzydziestu miesięcy. Malarz zarzucił dzieło w fazie szkicu, nigdy nie naniósł farb. Podobny los spotkał projekt arrasu dla króla Portugalii. Artysta podjął się przygotowania wzoru do tkania, po czym nie dotrzymał słowa. „Animale che fugge da un elemento nell’altro” (zwierzę umykające z żywiołu w żywioł) – czytamy pod jednym z jego rysunków. To zdanie świetnie ilustruje utrudniającą życie przypadłość charakteru artysty. Przez dziesięć lat wczesnej twórczości Leonardo dokończył…. jedno dzieło! Niemniej jednak historia zapamiętała go jako geniusza malarstwa, niedoścignionego mistrza sfumato (delikatne przejścia barw i cieni), gdy zachwycony nową techniką olejną, szybko osiągnął w niej najwyższą doskonałość. Najpiękniejszym przykładem techniki sfumato, nazwanym „najsłynniejszym obrazem świata” jest oczywiście „Mona Liza”. Leonardo malował to niewielkie dzieło od roku 1503 praktycznie do samej śmierci. Przy obrazie tym, stale obecnym w kolejnych pracowniach, mistrz przystawał by coś poprawić, coś przemyśleć, zobaczyć coś, czego nie dostrzegł wcześniej. Dzięki tym medytacjom portret pełen jest niuansów barwnych i znaczeniowych, wyczuwalnych, ale nieuchwytnych…

W wieku około lat trzydziestu kilku malarz zaczyna prowadzić rodzaj dziennika – zeszyciku, oprawionego w skórę, często nie większego od talii kart, przymocowanego długim rzemykiem do pasa. Tu objawił się prawdziwy, wielki talent Leonarda. Bernard Berenson, XX wieczny, amerykański historyk tak określił treść i styl notatników Leonarda: „(…)umysł jego był niczym wszechświat, w którym malarstwo i rzeźba to zaledwie zarysy dalekich kontynentów. (…) nie wierzył do końca, że słowa mogą dobrze oddawać ideę rzeczy widzialnych. Rzadko więc pisał, jednocześnie nie szkicując”. 

Do naszych czasów dotrwało około siedmiu tysięcy kart z rysunkami i zapiskami, zebranych w dziesięciu kodeksach. Największym z nich jest „Kodeks Atlantycki”, wprawdzie niekompletny, ale zawierający wiele opisów i szkiców dotyczących różnych dziedzin nauki i sztuki. Przechowywany jest on w zbiorach Biblioteki Ambrozjańskiej w Mediolanie. Tylko jeden kodeks znajduje się w prywatnej kolekcji (Billa Gatesa).

Rysunki Leonarda nie miały tylko cieszyć oczy, ale służyć mu jako zapis ewolucji jego myśli i obserwacji. Przenosił na papier myśli w sposób, w jaki nie dokonał tego żaden artysta czy naukowiec przed nim ani po nim. Był to talent najwyższej klasy, spod jego rąk rodziło się piękno przy każdym dotknięciu papieru.

Anioł grający na lirze da braccio

Muzyk

Leonardo da Vinci poza wieloma talentami posiadał również zdolności muzyczne. Rzadko się o tym pisze i mówi, gdyż dowodów tej działalności mamy niewiele. Podobno napisał książkę „O muzyce i instrumentach”, która zaginęła. Jego działalność w dziedzinie muzyki rozwijała się w wielu aspektach: teoretycznym (traktaty dotyczące między innymi filozofii muzyki), praktycznym (wykonawca, wirtuoz), naukowym (opisy zjawisk akustycznych), rzemieślniczym (projekty i budowa instrumentów) oraz „ludycznym”(projekty zabawek, machin grających, itp.).

Być może pierwsze, czynne zetknięcie się Leonarda z muzyką nastąpiło w pracowni Verocchia. Wiemy, że Mistrz miał lutnię i na niej grał. Możliwe, że uczył również swych podopiecznych podstaw gry na instrumentach, równorzędnie z nauką malowania. Giorgio Vasari, autor „Żywotów malarzy, rzeźbiarzy i architektów”, księgi będącej najcenniejszym źródłem informacji o sztuce i artystach epoki Renesansu oraz Manieryzmu, opisał niektóre muzyczne poczynania Leonarda. Musiał rozmawiać z żyjącymi jeszcze przyjaciółmi i uczniami Leonarda, być może z Francesco Melzim, spadkobiercą jego spuścizny naukowej. Od niego być może dowiedział się, że gdy w początkach 1482 roku Leonardo udał się do Mediolanu, na dworze Sforzów przedstawiono go nie jako malarza czy inżyniera, lecz…jako MUZYKA! 

Leonardo nie był wirtuozem lutni, jak opisuje Vasari, lecz liry da braccio. (rys.3)  Była to w istocie odmiana violi da braccio, „starszej siostry” altówki. Lira da braccio miała siedem strun jelitowych. „Pięć, strojonych za pomocą kołków osadzonych w komorze kołkowej w kształcie serca, służyło do odgrywania melodii. Grało się na nich smyczkiem”. Dwie dodatkowe struny, zwane „burdonami”, biegły poza gryfem i, szarpane kciukiem, wydawały tylko jeden rodzaj dźwięku. Leonardo, chcąc się przypodobać Ludovico il Moro, przybył do Mediolanu z niezwykłą lirą da braccio. Tak pisze o tym Vasari: „Przywiózł on z sobą instrument, który własnoręcznie wykonał, nowy i dziwny przedmiot, zrobiony głównie ze srebra, w formie czaszki konia. W użyciu instrument był silniejszy, a brzmienie miał dźwięczniejsze niż inne, przez co przewyższał muzyków, którzy tam odbywali konkurs muzyczny. Był bowiem Leonardo jednym z najlepszych improwizatorów swoich czasów”. Na wielu obrazach z tamtej epoki można zobaczyć postaci muzykujące na owej lirze. Na jednej z bocznych skrzydeł powstałej w Mediolanie „Madonny wśród skał” Leonarda widnieje wizerunek anioła grającego na tym instrumencie, pędzla Ambrogia de Predis. (rys.4) Możliwe, że malarz namalował go, przyglądając się i słuchając, jak gra da Vinci. Znaną zabawką – instrumentem jest perkusja na kółkach, której dźwięk umilał pozowanie Cecylii Gallerani do „Damy z gronostajem”(rys.5)  – jedynego obrazu Leonarda znajdującego się w Polsce, w Krakowie.

lira da braccio

Dusza

Interesującym było pojmowanie przez Leonarda religii oraz poszukiwanie duszy ludzkiej. Patrząc na rysunek Leonarda, przedstawiający „siedzibę duszy” w czaszce ludzkiej, przypominamy sobie inne „mieszkania dusz” znane w kulturze. 

Miejsc, które zamieszkiwała dusza ludzka od początku cywilizacji było wiele. Najbliższe było jej ciało. Według jednych myślicieli bądź mieszkała tam przymusowo, z licznymi przykrościami, utrudnieniami i niewygodami, bądź dobrowolnie, czerpiąc z tego faktu przyjemność i korzyści. 

Arystoteles i będący pod wpływem jego myśli Leonardo sądzili, że dusza ukrywa się w szyszynce, maleńkim organie położonym u podstawy mózgu. (rys.6)  Szyszynka, jak dowodzi współczesna nauka, to „trzecie oko”, które na drodze ewolucji ukryło się głęboko w mózgu. Zachowało jednak połączenie z układem wzrokowym. Leonardo nie mógł o tym wiedzieć, ale „w oku (trzecim!) ulokował duszę! 

Jeśli chodzi o religię, to Leonarda poprzez wieki postrzegano jako wielkiego ateistę. A jak było naprawdę? Jako człowiek renesansu, mieszkaniec Mediolanu, poddany Sforzów, nie mógł jawnie demonstrować ateizmu. A może nigdy ateistą nie był? Pomijając osobiste poglądy twórcy, trzeba zauważyć, że każde z jego dzieł dowodzi niezwykłej i wnikliwej znajomości zarówno Biblii, jak i apokryfów. Cokolwiek myślał o papieżu i o władcach rywalizujących ze sobą włoskich księstw, tematy biblijne były jego chlebem powszednim, bez nich nie stworzyłby tylu słynnych dzieł.

Szyszynka (rys. Leonarda i tkanina D. Pietrzyk)

Anatom

Żaden inny temat nie zajmował Leonarda bardziej niż praca nad anatomią ludzkiego ciała. Po roku 1507 zaczął regularnie przeprowadzać sekcje zwłok. Doświadczenie to, opierające się na bezpośredniej obserwacji, a nie na teoretycznej wiedzy medycznej, miało zasadnicze znaczenie dla badań prowadzonych przez Leonarda. W latach 1510 – 1511 artysta podjął współpracę z Marcantonio della Torre, młodym anatomem i medykiem z Pawii. Natomiast w latach 1514 – 1515 prowadził badania w Rzymie, gdzie posądzono go o czarną magię. Pod koniec życia Leonardo, wzorując się na „Kosmografii” Ptolemeusza, próbował zredagować pierwszy atlas anatomiczny, składający się z rozmaitego rodzaju tablic. Miała to być synteza doświadczeń zdobytych w trakcie sekcji zwłok. Pracy tej nie ukończył.

Rysowanie jest procesem wysoce intelektualnym i dla osiągnięcia najlepszych efektów wymaga dużej wnikliwości oraz wykorzystania wyższych funkcji mózgowych. Jeśli uważnie przyjrzeć się rysunkom anatomicznym Leonarda, z których liczne są jedynie szkicami, widać z jaką precyzją mistrz posługiwał się kreską. Charakterystyczne dla wielu rysunków Leonarda jest nanoszenie wielu linii jedna na drugą w poszukiwaniu właściwej formy. Nie wymazywał zbędnych linii – ostateczny kształt rysunku wyłaniał się z wielu prób. Interesującym jest to, że w rysunkach anatomicznych serca Leonardo właściwie nie robił poprawek. Sugeruje to, że w większości z nich obraz nie był tak ważny jak zapis myśli. 

Liczne ilustracje anatomiczne Leonardo wykonywał piórkiem i tuszem na szkicu czarną kredką. Rysował na niebieskim papierze, ale w ostatniej, rzymskiej serii zdecydował się na papier kremowy. Można byłoby oczekiwać, że każdy szkic który wyszedł spod ręki Leonarda to skończone arcydzieło. Jednak prawda jest w pewnym sensie jeszcze ciekawsza. Można bowiem dostrzec różne zastosowania rysunku, który z jednej strony jest wyrazem myślenia wizualnego, a z drugiej przedstawieniem prawdy i piękna.

Nasionko-serce (rys. Leonarda i tkanina D.Pietrzyk)

Badacze podzielili więc rysunki anatomiczne da Vinciego na pięć grup:

  • odzwierciedlające proces myślenia
  • kompilacyjne
  • wykresy
  • wzorcowe – do reprodukcji (druku)
  • „czterowymiarowe” uwzględniające ruch (ruch w czasie oznacza czwarty wymiar, nieobecny w żadnych innych pracach rysunkowych w historii anatomii, z wyjątkiem czasów współczesnych. Patrząc np. na rysunek ramienia, mamy wrażenie że ramię to obraca się przed naszymi oczami!)

Jak nie zachwycić się również porównaniem serca do kiełkującego nasionka, czy serca wołu (które było „modelem” prawie wszystkich rysunków serca ludzkiego) przypominającego nawę kościoła! (rys.7 i 8)

Kończąc moją opowieść o Leonardzie, pragnę przypomnieć, iż do momentu jego osiągnięć, studiowanie nauk przyrodniczych przez malarzy polegało na doskonaleniu się w jak najwierniejszym przedstawianiu natury. Wiedza naukowa była podporządkowana sztuce wizualnej, z całkowitym pominięciem aspektu filozoficznego. 

Leonardo przeciwnie, chciał wiedzieć to, co wykraczało poza sztukę, chciał zgłębić i wyjaśnić sekrety nauki oraz skomplikowaną strukturę wszechświata. Jego Dzieło jest dla mnie, niekończącym się źródłem inspiracji. Stąd też niektóre rysunki czy przemyślenia da Vinci zostały „przefiltrowane” przez moją wyobraźnię i pojawiły się jako realizacje plastyczne, uzupełniające ten tekst. Tworzony przeze mnie od lat projekt artystyczny „Notes dla Leonarda” to mój hołd złożony geniuszowi. Prawdę mówią jego niezwykłe rysunki – intymne, delikatne jak koronka, doskonałe i fascynujące. Są one symbolem systematycznej pracy, zachwytu nad życiem i niestrudzonych prób wyjaśnienia tajemnicy istnienia. I chociaż minęło ponad pięćset lat zachwyt nad dziełem Leonarda nie maleje lecz rośnie. I niech tak zostanie…

Jak głosi legenda, Leonardo zmarł drugiego maja 1519 w ramionach króla Francji Franciszka I, w zamku w Amboise we Francji, gdzie w kaplicy św. Huberta znajduje się jego umowny grób…

___________________________

Dorota Pietrzyk zajmuje się tkaniną artystyczną, rysunkiem i malarstwem. Brała udział w licznych wystawach zbiorowych i miała ponad 20 wystaw indywidualnych. Od wielu lat pracuje jako ilustrator w wydawnictwach medycznych oraz muzycznych w Polsce, Francji, Hiszpanii, USA, Kanadzie. 

Nawa-serce (rys. Leonarda i tkanina D.Pietrzyk)

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski