Piotr Salwa: nowoczesność wydziału Artes Liberales

0
105

ten artykuł jest dostępny w wersji polski włoski

Spotkać profesora Piotra Salwę w gospodarczym i architektonicznym ferworze Warszawy, symbolu niedawnego nadzwyczajnego rozwoju Polski, jest równoznaczne z zafundowaniem sobie przerwy pełnej kultury, oazy intelektualnej w samym środku namacalnego rozmachu, który unosi się po mieście. Profesor nauk humanistycznych na wydziale italianistyki i później na wydziale Artes Liberales, Piotr Salwa, ceniony badacz literatury włoskiej, który przez siedem lat pełnił również funkcję dyrektora Polskiej Akademii Nauk w Rzymie.

W jaki sposób rozpoczęła się pana przygoda z językiem włoskim i kulturą Włoch?

W sposób absolutnie przypadkowy! Niedaleko mojego domu przy ulicy Nowowiejskiej, w latach 60-tych, otworzona została czytelnia z włoską literaturą. W tych czasach w Polsce, zachodnie kraje nie mogły mieć własnych instytucji kultury, ponieważ był to przywilej tylko państw socjalistycznych. Przyjaciółka mojej mamy wysłała mnie do tej czytelni, aby uzyskać jakieś informacje. Pracowała tam Renata Machulec, która z wielkim entuzjazmem opowiedziała mi o prowadzonych tam aktywnościach, a w szczególności o darmowych kursach włoskiego. W kursie, na który się w ten sposób zapisałem, uczestniczyło nas niewiele, ponieważ w tamtym czasie nikt nie myślał, żeby wyjeżdżać za granicę i zainteresowanie językiem włoskim było raczej ograniczone, gdyż nie nauczano go w szkołach, a książki i czasopisma włoskie nie były rozpowszechnione. Naszym nauczycielem był Ludovico Tulli, jeden z tych Włochów, którzy w niepewnych latach powojennych woleli emigrować. Tulli wybrał Polskę i pozostał tu do końca życia. Po zakończeniu kursów oraz ukończeniu liceum wybrałem studia na wydziale języków romańskich, jako że wydział italianistyki jeszcze nie istniał.

Pana pierwsza wizyta we Włoszech?

Była to Siena w 1970 roku, dzięki stypendium. To było wspaniałe doświadczenie zdobyte w szkole, w której nauczyciele z sieneńskich szkół średnich nauczali obcokrajowców języka włoskiego. Powróciłem tam dwa lata później, aby przystąpić do egzaminu końcowego. W Turynie natomiast, a raczej w całym Piemoncie, spędziłem po ukończeniu studiów około roku, będąc tłumaczem dla Polaków, którzy jeździli uczyć się produkcji w fabryce Fiat, aby później móc pracować w śląskich zakładach produkcyjnych. Z kulturowego i językowego punktu widzenia, było to całkowite zanurzenie: nie było tam innych Polaków i jeżeli nie znało się włoskiego, to po prostu się nie jadło. Wróciwszy do Warszawy zrobiłem doktorat i w 1976 roku otrzymałem stanowisko wykładowcy na uniwersytecie.

Po wielu latach nauczania na wydziale italianistyki, przeniósł się pan na wydział Artes Liberales. 

Wydział Artes Liberales narodził się z inicjatywy Jerzego Axera, filologa klasycznego zakochanego między innymi w renesansie, który chciał przywrócić pomysł interdyscyplinarnych studiów humanistycznych i z czasem połączyć tematykę literacką z badaniami naukowymi. Na początku Artes Liberales stanowiły jedynie instytut, teraz natomiast jest to prawdziwy wydział należący do Uniwersytetu Warszawskiego, w ramach którego można także uzyskać doktorat. Idea Artes Liberales jest piękna: przybliżać świat, mając na uwadze jego złożoność. Studia koncentrują się między innymi na krajach śródziemnomorskich, zwracając szczególną uwagę na kulturę klasyczną, łacinę, grekę starożytną i nowożytną.

Innymi słowy, jest to dokładne przeciwieństwo modnego ostatnio zachęcania lub prawie zmuszania studenta do poświęcenia się tylko jednej dziedzinie, która ułatwiłaby mu bezpośredni wstęp na rynek pracy. Wydaje mi się, że chodzi tu o produktywne podejście, które rozpowszechniło się na dużą skalę także w Europie, wykorzystujące formy nauczania uciekające się do jak najszybszej drogi uzyskania natychmiastowych zysków, przekształcając uniwersytety w fabryki egzaminów, a proces oceniania w chłodny ciąg testów i quizów.

Budując indywidualne dziedzictwo intelektualne należy zacząć od podstaw: znajomości kultur antycznych, otwarcia umysłu, dialektycznego podejścia, które pobudza zdolność rozumowania. Specjalizacja jest ważna, ale musi łączyć się z solidną bazą kulturową, ponieważ konieczność pracy, a więc specjalizacji, zmienia się, podczas gdy kultura pozostaje i pozwala nam iść ciągle z duchem czasu. Dzisiaj odkrywa się znaczenie zdolności do samodzielnego rozumowania, czego dowodzi także fakt, że wiele korporacji międzynarodowych jest gotowych do przeprowadzania kursów specjalizujących dla nowo zatrudnionych, którzy natomiast muszą wykazać się zdolnościami dialektycznymi, pomysłami, wyobraźnią i otwartym umysłem. Dlatego studiom do tej pory zaniedbywanym, jak filozofia, obecnie przywraca się wartość i są na nowo doceniane, ponieważ dogłębnie kształtują studentów. Studiowanie sztuk wyzwolonych jest więc bardzo nowoczesnym wyborem.

Nauka o języku i literaturze włoskiej jest nowoczesnym wyborem?

Powiedziałbym, że tak. Zainteresowanie językiem włoskim wciąż jest duże i z upływem czasu liczba wydziałów się zwiększyła. W latach 60-tych ubiegłego wieku, istniały tylko wydziały w Warszawie, Krakowie i przez jakiś czas we Wrocławiu. Potem zainteresowanie językiem włoskim eksplodowało i obecnie, można go studiować w Warszawie wybierając między Italianistyką, Lingwistyką Stosowaną, Artes Liberales i Uniwersytetem Kardynała Stefana Wyszyńskiego, natomiast w Krakowie można zdecydować się na studia na Uniwersytecie Jagiellońskim lub Uniwersytecie Pedagogicznym. Italianistyka istnieje także we Wrocławiu, Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu, Toruniu i Lublinie. Krótko mówiąc, oferta jest szeroka; nawet jeśli w języku tym mówi się praktycznie tylko we Włoszech, jest on także językiem kultury artystycznej, muzyki i architektury, co sprawia, że język włoski jest czwartym najchętniej studiowanym językiem na świecie.

O jakim autorze najchętniej opowiada pan na zajęciach?
Z pewnością o Boccacciu i generalnie o nowelistyce, chociaż naturalnie rozmowa o Dantem i Petrarce jest zawsze bardzo satysfakcjonująca.

Jakich współczesnych autorów pan poleca?

„Naturalnie Umberto Eco i kilku mniej znanych i różniących się między sobą, jak Giorgio Bassani i Achille Campanile. Aktualnie mogę polecić także lekturę książki „Adriatyk. Morze i jego cywilizacja” autorstwa Egidio Ivetica, który otwiera okno na tę niezwykłą część Europy – morze, gdzie od wieków konfrontują się ludy i kultury. Jest to książka, którą teraz możecie przeczytać także po polsku.

A gdyby musiał pan wybrać jedno miasto włoskie?

Gdy studenci pytają mnie o radę, gdzie pojechać na Erasmusa lub do pracy, polecam średniej wielkości miasta, jak Padwa czy Piza i chociażby rodzinną firmę, ponieważ to właśnie w ten sposób można najlepiej zrozumieć kulturę włoską. Ja zwiedziłem całe Włochy, z wyjątkiem Sardynii i Basilicaty. Dzięki moim doświadczeniom, studiów i pracy, mogłem dobrze poznać Sienę, Turyn i Florencję, gdzie spędziłem dwa lata studiów, Wenecję, gdzie jeździłem często do Fundacji Cini oraz oczywiście Rzym, gdzie pracowałem przez siedem lat. Mieszkałem w dzielnicy Nomentano i każdego dnia udawałem się do Polskiej Akademii Nauk mieszczącej się na Placu Weneckim. Jeśli mam być szczery, gdybym musiał wybrać
miejsce, w którym miałbym mieszkać, wybrałbym region Wenecji Euganejskiej, który jest pełen cudownych miast, jak Wenecja lub Werona. Według mnie, jest to region, w którym ludzie są najbardziej uprzejmi, a poza tym uwielbiam akcent dialektu weneckiego. Wiele razy pytałem weneckiego profesora Alberta Rizzi, który pracował przez sześć lat w Warszawie, gdzie mógłbym odbyć kurs tego dialektu, lecz on mi zawsze odpowiadał, że nie mam szans, ponieważ jeśli się nie urodzisz w Wenecji Euganejskiej, to nigdy nie będziesz w stanie nauczyć się dialektu weneckiego!

tłumaczenie pl: Zuzanna Ligas

ten artykuł jest dostępny w wersji polski włoski