„Zamknięte kościoły” Tomaso Montanari

0
174

Już niebawem, nakładem wydawnictwa Austeria, ukaże się książka „Zamknięte kościoły” Tomaso Montanariego, włoskiego historyka sztuki, rektora Uniwersytetu dla Obcokrajowców w Sienie. To będzie pierwsza książka autora przetłumaczona na język polski, poniżej cytujemy jego wprowadzenie do książki.

Pisząc wprowadzenie do mojej wcześniejszej książki, Privati del patrimonio (Pozbawieni dziedzictwa, 2015), pisałem, że „nie jest moim zamiarem wyczerpanie tematu prywatyzacji kultury”, i że na przykład „nie zajmowałem się […] prawie zupełnie aktami agresji, do jakich dochodzi w imię prywatnych interesów w historycznych centrach miast (doskonałym przykładem są wielkie wycieczkowce, które swą obecnością codziennie zadają gwałt lagunie i Wenecji, którą spokojnie można już nazywać „Benettown”) i merkantylizacją kościelnego dziedzictwa. Pierwszym z tych tematów zająłem się w innej książce (Le pietre e il popolo. Restituire ai cittadini l’arte e la storia delle città italiane – [Kamienie i ludzie. Oddajmy obywatelom historię i sztukę włoskich miast], Minimum fax, Roma 2013), a nad drugim mam nadzieję pracować w przyszłości.”

Książka, którą trzymają Państwo w rękach jest próbą zmaterializowania tej nadziei, spełnienia niewypowiedzianej obietnicy.

Należy zacząć od tego, że około 85 000 włoskich kościołów, które same w sobie stanowią pewnie większość „dziedzictwa historycznego i artystycznego Narodu” (Konstytucja Republiki Włoskiej, art. 9, ust. 2), stanowi dobro publiczne. Przynajmniej z moralnego punktu widzenia, całe dziedzictwo Kościoła stanowi dobro publiczne, ponieważ stoi za nim historia:

ci, którzy zajmują się stosunkami między państwem a Kościołem doskonale znają źródło tej „publicznej” koncepcji dóbr kościelnych, a w szczególności dóbr kultury. Pochodzi ona (żeby nakreślić ramę czasową) z XIX wieku, kiedy to nawet działania dywersyjne (lepiej byłoby nazwać je „redystrybucją”) usprawiedliwiano faktem (uznawanym za argument pokojowy), że dziedzictwo kościelne było jakby częścią dziedzictwa publicznego. Publiczne było dziedzictwo, bo taka była też pozycja kościoła w ancien régime i dlatego, że dziedzictwo to powstało, kiedy kompetencje władzy państwowej i kościelnej były mocno wymieszane, wymieszane było też społeczeństwo świeckie ze wspólnotą religijną. […] Chodziło w gruncie rzeczy o bezdyskusyjne dziedzictwo historyczne, będące owocem tysiącletniej historii, w której państwo i Kościół stanowiły dwie strony tego samego medalu.

Dziś to niezwykłe publiczne dziedzictwo, zawierające największe arcydzieła światowej historii sztuki, jest w dużej mierze faktycznie w prywatnych rękach – a więc: niedostępne. Wstęp do coraz większej liczby kościołów jest płatny, są one przeznaczone na różnego rodzaju działalność gospodarczą lub po prostu wyłączone z użytku. Wielu z nich jesteśmy pozbawieni z jeszcze bardziej dramatycznych przyczyn: są opuszczone albo na naszych oczach się rozpadają. Czasem się zawalają i popadają w ruinę, a czasem są po prostu zamknięte.

Istnieje jeszcze bardziej wyrafinowana i subtelniejsza metoda odbierania kościołom ich publicznej funkcji – to negowanie ich kulturowej wartości, której nie da się (co zobaczymy na kolejnych stronach) sprowadzić do (wątpliwej) definicji kościołów jako „dóbr kultury o znaczeniu religijnym”.

Na kolejnych stronach zabiorę państwa do tego, co może się wydawać i w rzeczywistości jest, prawdziwą galerią horroru – materialnego i moralnego. Zobaczymy też w jaki sposób to bogactwo, którego każdy Włoch na swój sposób czuje się dziedzicem, może nie – zamiast, ale obok swej funkcji religijnej, nabrać nowego znaczenia.

Chciałbym od razu wyjaśnić, że ta książka nie ma stanowić „aktu oskarżenia” przeciwko tym, którzy zarządzają włoskimi kościołami, duchownym ani świeckim. Choć duchownych jest coraz mniej i coraz mniej ludzi bierze udział w religijnych obrzędach, włoski Kościół w ostatnich latach zrobił naprawdę dużo, aby chronić swoje – nasze – dziedzictwo kulturowe. Nadzór nad zabytkami, na skraju załamania i wbrew polityce ignorującej zupełnie wspólne dobro, daje z siebie wszystko, aby chronić zabytkowe kościoły. Ale brak środków i personelu, a także postawiona na głowie hierarchia wartości, stawiająca na pierwszym miejscu wielkie dochodowe muzea, wystawy i eventy, skazują na śmierć to wszystko, co nie przynosi pieniędzy. Dlatego też głównym celem książki, którą właśnie zaczynają państwo czytać, jest naświetlenie sytuacji kościołów włoskich.

Trzeba oczywiście mieć świadomość pewnych ograniczeń – będę pisał tylko o kościołach, a czasem też o przyległych do nich kompleksach klasztornych. Szersza, choć nie mniej bolesna, byłaby na przykład perspektywa bibliotek, archiwów czy kościelnych muzeów, nie mówiąc już o dobrach kultury, które same w sobie nie są święte, ale należą do Kościoła. Naturalnie, w większości przypadków kościoły zawierają w sobie dziedzictwo historyczne i artystyczne wszelkiego rodzaju, połączone dodatkowo wspólnym przeznaczeniem: przetrwa albo zginie w całości. Ale choć przeznaczenie jest wspólne, różnymi sposobami i środkami należy zapobiegać najgorszemu.

Ostatnia, niezbędna uwaga. Piszę tę książkę jako historyk sztuki: jej tematem nie jest, dość często omawiana w kręgach kościelnych, bardziej na forum międzynarodowym niż we Włoszech, kwestia redundant churches ogólnie, ale trochę węższa perspektywa, we Włoszech znacznie bardziej paląca – perspektywa historycznych kościołów, które nierozerwalnie łączą w sobie cechy miejsc kultu i zabytków.

Ale to nie jest książka naukowa ani badawcza, to książka napisana z osobistej potrzeby. Napisana z dojmującego bólu, jaki odczuwam na widok popadającej w materialną i moralną ruinę coraz większej części ogromnego i zróżnicowanego dziedzictwa. Napisałem ją więc, bo jestem obywatelem Republiki Włoskiej, wierzącym i praktykującym chrześcijaninem i katolikiem.

Chociaż książka zawiera sporo sugestii i rad jak można zmienić obecny stan rzeczy, odnosi się ona przede wszystkim do horyzontu mentalnego, do idei i uczuć. Jej głównym celem jest poruszenie na nowo debaty publicznej, wznosząc się ponad administracyjne pisma produkowane przez Ministerstwo Kultury i Konferencję Episkopatu Włoch, próba wskazania, dlaczego obywatele włoscy i wszyscy chrześcijanie powinni ratować swoje zabytkowe kościoły, dlaczego trzeba je utrzymać – otwarte, nienaruszone, gotowe służyć ludziom i rozwojowi każdego człowieka.

W tej podróży mam dwie przewodniczki – Konstytucję Republiki Włoskiej i Ewangelię. Te dwa teksty towarzyszyły uczniom Barbiany, szkoły księdza Lorenzo Milaniego, który do dziś pozostaje niedoścignionym wzorem chrześcijanina, który nie jest zaprzeczeniem, a uosobieniem prawdziwego obywatela w świeckim, demokratycznym państwie.