La Grazia: Sorrentino w dialogu z Kieślowskim

0
10
Toni Servillo, Paolo Sorrentino, fot. Andrea Pirrello

Film „La Grazia” otworzył ostatni Festiwal Filmowy w Wenecji i właśnie tam go oglądałam. W sali Darsena na początku festiwalu, kiedy czuje się jeszcze ogromny głód kina, które wstrząsa, wzrusza i nasyca duszę. Kiedy wciąż ma się tylko oczekiwania i żadnych rozczarowań. Byłam pewna, że obejrzę film technicznie doskonały, ze zdjęciami tak pięknymi, jakie tylko Sorrentino potrafi stworzyć. Nie spodziewałem się jednak tej introspektywnej i tak ludzkiej podróży, naznaczonej wątpliwościami, refleksjami i niepewnością.

Do kogo należą nasze dni? To pytanie, niczym refren, zadaje sobie Mariano De Santis (Toni Servillo), główny bohater filmu. De Santis jest prezydentem Republiki Włoskiej. Nie ma tu żadnych odniesień do istniejących prezydentów, jest to całkowicie wytwór wyobraźni autora. Chociaż od razu przychodzi na myśl aktualny prezydent Włoch Sergio Mattarella. Wdowiec, katolik, ma córkę Doroteę, prawniczkę tak jak on (wspaniała Anna Ferzetti). Pod koniec swojej kadencji, pośród nudnych dni, pojawiają się ostatnie zadania: podjęcie decyzji w sprawie delikatnych wniosków o ułaskawienie dwóch osób skazanych na dożywocie. Prawdziwe dylematy moralne, które w sposób pozornie nie do rozstrzygnięcia krzyżują się z jego życiem prywatnym. Poruszony wątpliwościami, będzie musiał podjąć decyzję.

Toni Servillo, fot. Andrea Pirrello

„La Grazia” to doskonale skonstruowana, poruszająca historia z wyjątkową rolą Toniego Servillo, nagrodzonego Coppą Volpi dla najlepszego aktora. Sorrentino powraca z filmem o dylematach i uczuciach, okraszonym subtelnym i inteligentnym humorem. Sorrentino porusza aktualne kwestie moralne i polityczne dotyczące Włoch, ale jednocześnie pokazuje mężczyznę, który nie potrafi wybaczyć żonie zdrady. Ojca, który nie potrafi zbliżyć się do swoich dzieci i prezydenta, który nie potrafi podjąć decyzji. De Santis jest człowiekiem uwięzionym w przeszłości, co uniemożliwia mu progres w teraźniejszości. Dlatego też zwleka z decyzją, pomimo nacisków ze wszystkich stron. Powolna, niemal medytacyjna narracja sprawia, że widz również wchodzi w proces decyzyjny bohatera. Towarzyszy mu krok po kroku i obserwuje, jak prawie udaje mu się znaleźć rozwiązanie, żeby za chwilę znowu wszystko poddać w wątpliwość. Jest to film o poszukiwaniu harmonii i wewnętrznego spokoju pomimo ciężaru odpowiedzialności, jaki bohater dźwiga na swoich barkach.

Ten rodzaj niepokoju i wątpliwości moralnych jest znany polskim widzom i być może właśnie dlatego film „La Grazia”, który trafił już do polskich kin, cieszy się tak dużym powodzeniem. Sorrentino jako nastolatek był pod wrażeniem „Dekalogu” Krzysztofa Kieślowskiego. Według niego dylematy moralne, o których mówił polski reżyser w swoich filmach, były bardziej interesujące i wciągające niż jakikolwiek inny temat. Wciskały w fotel bardziej niż thriller. „La Grazia” jest próbą reinterpretacji właśnie takiego kina. Jak stwierdził reżyser: „Nie sądzę, abym choćby w najmniejszym stopniu zbliżył się do mistrzostwa Kieślowskiego, ale mój film z pewnością skupia się na wątpliwościach”. W świecie pełnym pewników, gdzie wszyscy wiedzą lepiej od innych i są gotowi udzielać rad, umiejętność przyznania się do niepewności czy błędu jest bezcenną wartością.