Świeżo wydane

0
14

Damiano David – funny little fears

Zacznę od dziwnej przemiany. Oto debiutancki, solowy album Damiano Davida, wokalisty znanego z energetycznego, włoskiego fenomenu Måneskin, który dotarł aż do Ameryki, zgarniając nominację do nagrody Grammy. Literacko na „funny little fears” znajdziemy uderzającą szczerość. Damiano nie gra żadnej roli, nie udaje złego chłopca. Śpiewa o samotności, strachu przed bliskością, lęku przed rutyną i poszukiwaniu prawdziwego „ja” pośród sławy. Muzycznie płyta balansuje między dobrze wyprodukowanym popem, indie rockiem, a chwilami nawet subtelnym synthwave’em. Artysta prezentuje się tu dojrzale, jest bardziej delikatny, czasem niepokojący, ale głęboko ludzki. Tylko pytanie dlaczego to wszystko połączone w całość, nie ma już takiej siły, jak intensywnie wykreowane, może czasem groteskowe i kiczowate, ale przy tym porywające tłumy piosenki Måneskin?

 

Giorgio Poi – Schegge

Zupełnym przeciwieństwem Damiano Davida jest Giorgio Poi, w którym z pewnością zakochaliby się fani Sufjana Stevensa czy Maca DeMarco. To łagodna melancholia i gitarowa finezja, które pozwalają oderwać się od rzeczywistości. Poi w swoim stylu stworzył koncept, który nie stara się być spójną narracją – to raczej zbiór małych momentów. Tytuł (po włosku „odłamki”, „drzazgi”) nie jest przypadkowy – to muzyczny kolaż emocji, wspomnień i subtelnych obserwacji, który odsłania coraz to nowe warstwy przy każdym kolejnym przesłuchaniu. Wszystko jest tu niesamowicie kruche: teksty, harmonie, a nawet sama struktura piosenek. Szczerość, która nie potrzebuje rozgłosu i list przebojów, subtelna, delikatna, a przy tym rozdziera niewyobrażalnie. Świetny album!

 

Rkomi – Decrescendo

Na najnowszej płycie rozlicza się też Rkomi. Tytuł zwiastuje jego wyciszenie, odwrót od hałasu, może nawet końca pewnego etapu. I faktycznie, to nie tylko kontynuacja jego artystycznych poszukiwań, ale także świadome opuszczenie sceny z klasą. Droga, która prowadziła przez trapowe korzenie, chwytliwe kąski z tik-toka, przez flirt z popem i rockiem, aż po muzykę bardziej refleksyjną. W tym wydaniu Rkomi chowa się za subtelną warstwą gitar, ciepłych syntezatorów i minimalistycznych beat’ow które nigdy nie dominują wokalu, lecz go wspierają. Mniej krzyku, więcej treści i to jest jego zwycięstwo.