LAURA DRYJAŃSKA

0
2115

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski

Zagranicą nie mówi się nigdy lub prawie nigdy o nielegalnej imigracji do Włoch. Luksusowe czasopisma, jak Vanity Fair czy Vogue, czasem zamieszczają kolorowy reportaż, ale tragedia ludzi, którzy stracili życie i ludzi, którym udało się przeżyć morską podróż w nieludzkich warunkach, aby dotrzeć do Ziemi Obiecanej, czyli Włoch, przybijając do brzegu Lampedusy, ciągle się rozgrywa i nie jest rozwiązana. I podczas gdy włoscy politycy spierają się na temat odpowiedzialności z UE, ja spotykam się w Rzymie z niezwykłą, a jednocześnie skromną osobą, dr Laurą Dryjańską, Polką z ogromnym dorobkiem naukowym, która w tej chwili, oprócz prowadzenia badań naukowych na rzymskim uniwersytecie La Sapienza, wraz ze swoim partnerem, dr Robertem Giuą, oraz organizacją Rotary, próbuje powstrzymać tę katastrofę, pomagając przede wszystkim dzieciom odzyskać prawo do życia w wolności.

J.L.: Pani Doktor Dryjańska, z doktorem Robertem Giuą wstąpili Państwo do tak ważnej organizacji, jaką jest Rotary (Rotarian Action Group Against Child Slavery), która stara się powstrzymać handel ludźmi (www.racsrag.org – http://bambinidistrada.wordpress.com/). Problem ten jest bardzo rozpowszechniony i ostatnio, ze względu na niedawną tragedię afrykańskich imigrantów, coraz szerzej znany. Jak zamierzają Państwo przyczynić się do zwalczania tej plagi, przede wszystkim jeśli chodzi o dzieci, których ona dotyczy?

L.D.: W lipcu w Lizbonie odbył się Międzynarodowy Kongres Rotary, na którym były obecne wszystkie organizacje humanitarne, wspierane przez tę organizację, która liczy ponad 1,2 mln członków na całym świecie i która potrafiła w ciągu ostatnich 25 lat zwalczyć, między innymi, chorobę Heinego-Medina na świecie. Dzięki temu Światowa Organizacja Zdrowia stwierdziła, że być może w 2014 r. polio będzie można uznać za chorobę wyeliminowaną. Przy tej okazji mieliśmy szczęście spotkać Marka Little, przewodniczącego tej Grupy Działania Rotary, która zajmuje się zwalczaniem niewolnictwa wśród dzieci, a więc także handlu ludźmi. Mimo że niewolnictwo jest zakazane w prawie wszystkich państwach cywilizowanego świata, w państwach, które podpisały Kartę Praw Człowieka, niestety rzeczywistość pokazuje nam, że przykłady niewolnictwa można odnaleźć nadal w wielu krajach, również zachodnich, jak Europa czy obie Ameryki, a odsetek niewolników jest niestety nadal bardzo wysoki. Pierwszym działaniem spośród tych, które uważamy za niezbędne, aby pomóc dzieciom, które padają ofiarą handlu ludźmi i niewolnictwa jest przeprowadzenie kampanii społecznych oraz informacyjnych. Bez nich ludzie myślą, że mówimy o jakichś odległych problemach, które ich nie dotyczą.

J.L.: W jaki sposób dziecko staje się niewolnikiem?

L.D.: Wiele dzieci przybywa do Włoch, kraju uznawanego zwykle za miejsce przejściowe, albo same, albo w towarzystwie dorosłych, którzy często nie są ich własnymi rodzicami, ale bliższymi lub dalszymi krewnymi, albo tylko przypadkowymi towarzyszami podróży nadziei, która dla niektórych staje się podróżą rozpaczy i śmierci. Trudno ująć w kilku zdaniach to, jak można pomóc tym dzieciom. To co można powiedzieć to to, że dzieci pozbawione opieki powinny być poddane przyspieszonemu procesowi terapii w chronionych instytucjach, powinny uzyskać wsparcie i pomoc społeczną, zdrowotną i psychologiczną, ponieważ wielodniowa podróż, być może z dorosłymi, którzy umierają na ich oczach, musi być prawdziwą tragedią. Poza tym należałoby wspierać i maksymalnie przyspieszyć wszelkie procedury mogące doprowadzić, jeśli nie do adopcji, to przynajmniej do wyznaczenia opiekuna. Stosowanie wobec tych nieszczęsnych dzieci tych samych zasad, które stosuje się wobec włoskich dzieci wydaje się dość absurdalne – wprawdzie chronią one dziecko, ale nie biorą pod uwagę wyjątkowości tych ekstremalnych przypadków.

J.L.: W pierwszych dniach listopada została Pani zaproszona jako “obserwator” do Papieskiej Akademii Nauk Społecznych, aby mówić o przeciwdziałaniu handlowi ludźmi oraz wykorzystaniu nowych technologii.

L.D.: W Watykanie odbyło się ważne wydarzenie, dotyczące właśnie strategii, które cywilizowany świat zechce przyjąć, aby przeciwdziałać niewolnictwu, a w szczególności niewolnictwu dzieci. Ojciec Święty, dobrze wiedząc, co oznacza ludzka nędza, przeżywana często w strasznych warunkach, jak w znanych mu osobiście “villas miserias”(dzielnice nędzy) w Buenos Aires, wezwał w sierpniu prestiżową Papieską Akademię Nauk oraz Papieską Akademię Nauk Społecznych do zorganizowania warsztatu na ten temat, zachęcając wszystkich do przemyślenia w praktyczny sposób, jakich narzędzi użyć (dotyczyło to również najnowocześniejszych narzędzi oferowanych przez technologię), aby zwalczać tę plagę. Tak więc, na przykład, współczesna ewolucja, która zaszła w ostatnich latach w badaniach nad genomem człowieka oraz nad klasyfikacją DNA pozwala snuć przypuszczenia, że być może te rozwiązania da się zasosować, aby zmarginalizować to zjawisko. Uważa się, że być może możliwe jest “leczenie” dzieci ulicy (które nazywamy “shadow children” – “dzieci cienie”) w schroniskach, które sprawią, że ich życie będzie bardziej ludzkie i bezpieczne. Do ich “obrony” można by wykorzystać próbkę śliny, na podstawie której zostanie przeprowadzone badanie DNA i która zostanie połączona z imieniem i nazwiskiem: w praktyce oznacza to więc stworzenie pewnego i niezniszczalnego dokumentu poświadczającego dane osobowe. Jest to jedna z możliwości, wymagająca jeszcze całkowitego opracowania w kwestiach proceduralnych, która utrudniłaby wykorzystywanie dzieci ulicy do niecnych celów, takich jak molestowanie seksualne, przemoc, pedofilia, czy też nielegalne i stopniowe przeszczepy organów.

J.L.: Żyją Państwo pomiędzy Polską a Włochami. Gdzie żyje się lepiej?

L.D.: Po wielu latach studiów zagranicznych wróciłam do Warszawy w 2008 r. i pracowałam na uniwersytecie. Uważam to wydarzenie za kolejny ważny etap w moim doświadczeniu, ale po zdobyciu możliwości zrobienia doktoratu na uniwersytecie La Sapienza w Rzymie, we współpracy z pięcioma innymi europejskimi uniwersytetami, zdecydowałam się na przeprowadzkę. Skończyłam doktorat w zeszłym roku, a tematyka związana z problemami wygnańców szczególnie mnie zainteresowała. Poza zagadnieniami wynikającymi z moich badań, z całą pewnością mogę powiedzieć, że Rzym uważam za jedno z najpiękniejszych miast na świecie. Jako że dużo podróżowałam, myślę, że mogę to stwierdzić z pozycji znawcy. Próbę porównania Włoch i Polski przeprowadzały wszystkie osoby udzielające wywiadów, ale nie chcę się zatrzymywać przy tym pytaniu: nie są porównywalne, zanadto się różnią, są zbyt odległe. Tak więc to, czy nam się podobają zależy całkowicie od nastroju, predyspozycji, generalnie od stylu życia i oczekiwań z nim związanych.

J.L.: Mieszka Pani w Rzymie od 4 lat. Czemu w końcu opuściła Pani Warszawę?

L.D.: Głównym powodem, jak już wcześniej powiedziałam, była specjalizacja związana z doktoratem, która w połączeniu z innymi ważnymi powodami osobistymi sprawiła, że podjęłam decyzję o przeprowadzce. Częste kontakty z moją rodziną w Polsce są jednak dla mnie nadal ważne, i gdy tylko mogę, szczególnie w czasie świąt, odwiedzam moją mamę w Warszawie lub w Krakowie, lub babcię w Starym Sączu, miejscu związanym z moim dzieciństwem.

J.L.: Zrobiła Pani doktorat na uniwersytecie La Sapienza na bardzo popularny temat, który dotyczy dzisiejszych migracji kulturowych, temat związany z “wygnańcami” żyjącymi pomiędzy Rzymem a Warszawą! Teraz prowadzi Pani badania na Wydziale Psychologii Procesów Rozwoju i Socjalizacji. Co jeszcze chciałaby Pani zrobić jeśli chodzi o kwestie społeczne w związku ze swoją karierą uniwersytecką?

L.D.: Po doktoracie wygrałam konkurs na uniwersytecie La Sapienza, tak więc nadal będę prowadzić tego rodzaju badania w najbliższych latach, nie pomijając innych ewentualnych możliwości, gdyby się takie pojawiły, spójnych z moją ścieżką naukową. Ten mój wybór kariery uniwersyteckiej wyrasta z ogromnego podziwu dla doświadczeń mojej matki na polskich uniwersytetach.

J.L.: Wraz z doktorem Robertem Giuą muszą Państwo bardzo kochać dzieci. Jak mają im Państwo zamiar nadal pomagać?

J.D.: W ciągu tych czterech lat uczestniczyłam w działaniach organizacji Rotary we Włoszech, Argentynie, Ekwadorze, i mamy właśnie sprawdzić założenia akcji wspierania gospodarstw domowych, nazywanych w Ameryce Łacińskiej “hogares”, w Peru, mających na celu wspieranie rozwoju psychofizycznego tych porzuconych dzieci.

J.L.: Z jakimi innymi krajowymi i międzynarodowymi stowarzyszeniami Państwo współpracują?

J.D.: Jest wiele stowarzyszeń i instytucji, z którymi aktywnie współpracujemy: Centro Encuentro w Ekwadorze, wzorcowo prowadzone przez arcybiskupa Puyo, jego Ekscelencję Rafaela Cob Garcię, który zajmuje się obecnie 152 dziećmi; organizacja Schiavitù Mai Più (Stop niewolnictwu), związana na przykład ze stowarzyszeniem Associazione Città Aperta, z którą za pomocą filmów i spotkań rozpowszechniamy świadomość straszliwego problemu, jakim jest prostytucja nieletnich i handel ludźmi. Współpracujemy również z Armią Zbawienia, wspierając działania na rzecz bezdomnych i zapewniając pomoc psychologiczną, z Salvamamme Salvabebè, która od ponad piętnastu lat zapewnia pomoc, w Rzymie i nie tylko, samotnym matkom w wyjątkowo ciężkiej sytuacji, zarówno finansowej, jak i psychologicznej, wspierając je prawnie, dając im pożywienie dla maluchów, oraz zapewniając fizyczną i psychiczną ochronę. Ponadto w Rzymie uczestniczę w różnorakich inicjatywach, mających na celu wspieranie młodych w sytuacjach kryzysowych, uczestniczę w charakterze prelegenta w różnych zjazdach, takich jak ten, który odbędzie się pod koniec listopada na Kapitolu, organizowany przez Federazione Scacchi Lazio, a dotyczący kryzysów dotykających młodych oraz prześladowania przez rówieśników.

 

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski