Mój miesiąc w Polsce

0
274

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski

Dopiero zaczął się pierwszy poranek z mojego miesiąca w Polsce a zdaje mi się, że minęło już kilka dni. Ledwo zdążyłam przyjechać a już zostałam wciągnięta w polskie szaleństwo, począwszy od towarzyszenia mojemu tacie w spotkaniu biznesowym w ambasadzie, a skończywszy na wiadomości, że następnego dnia zacznie się mój pierwszy kurs języka polskiego. 

Idąc do szkoły IKO Nowym Światem, tak jakbym widziała go po raz pierwszy zachwyciłam się poczuciem porządku i elegancji dziewiętnastowiecznych budynków odnowionych między 1950 a 1960 rokiem. Czuję, że coś ciągnie mnie za rękaw kurtki, tata każe mi skręcić w boczną ulicę i wtem krajobraz zmienia się całkowicie, jakbym znalazła się w innej części miasta. W miejscu bieli budynków przy głównej ulicy pojawia się przygaszona żółć bloków zbudowanych w czasach komunizmu. Dotarliśmy na miejsce. Wchodzę do sali i zauważam, że jestem najmłodsza z grupy, na lekcji jest jeszcze nauczycielka angielskiego, która ma męża Polaka, i która po latach spędzonych w Warszawie postanowiła nauczyć się języka, aby zdobyć obywatelstwo polskie; nigeryjska zakonnica, która życie poświęciła dla zakonu na obrzeżach miasta; programator gier komputerowych, młody Japończyk poszukujący pracy i inspiracji; arabski trener personalny, który niedawno się tu przeprowadził oraz kanadyjski profesor ekonomii. Ta sytuacja wydała mi się początkiem żartu, i tym właśnie się stała. 

Już pierwszego dnia musieliśmy spróbować mówić po polsku, jako że podobno jest to najlepszy sposób, aby naprawdę się nauczyć tego języka. Dzięki temu, lekcja po lekcji, zaczęło się tworzyć między nami poczucie solidarności w pomaganiu sobie podczas tej przygody. To było niesamowite, widzieć jak wszyscy ci ludzie, tak skrajnie różni, mieli odwagę podjąć się nauki tego dosyć trudnego języka, akceptując wiele jego dziwaczności, i jak każdy z nich osiąga postawiony sobie cel. Ważnymi postaciami były nasze dwie nauczycielki o dwóch różnych podejściach – jedna skupiała się bardziej na gramatyce, druga na mówieniu – które sprawiły, że po trzech tygodniach nauki potrafiliśmy już tworzyć i rozumieć krótkie dialogi niezbędne w codziennym życiu, używając jednego z najtrudniejszych języków na świecie.

Jednak mój pobyt w Polsce nie skupiał się tylko na kursie językowym. Miałam możliwość zwiedzenia tego kraju, odwiedzając miejsca, w których już byłam i odkrywając nowe. Szczególną charakterystyką Polski jest skrajna różnorodność energii, które można wyczuć w danych miastach, co może wynikać również z rozstawienia geograficznego między nimi. Podróżowałam głównie pociągiem i to, co przykuło moją uwagę to rozległość krajobrazu. Z okien pociągu widać przede wszystkim ogromne lasy lub bezgraniczne łąki o różnych odcieniach zieleni, które nie dają żadnych wskazówek na to jak wyglądać będzie miasto, do którego się jedzie. Obserwowanie tych krajobrazów jest absolutnie relaksujące i magnetyczne, co straciliśmy poniekąd we Włoszech, ponieważ natura jest teraz tylko tłem, straciła rolę głównej bohaterki na rzecz fabryk. 

Pierwszym przystankiem jest Kraków, miasto z dostojną architekturą i budynkami, które wprawiają w relaksujący nastrój, sprawiając wrażenie, że czas płynie wolniej. Tu wyróżniają się twarze studentów i turystów, którzy spacerują po brukowanych ulicach, mijają główny plac i podążają za murami zamku. Średniowieczna architektura, składająca się głównie z budynków z cegły, to sceneria, w której miesza się energia młodych studentów z niezatartą obecnością przeszłości naznaczonej szczególnie drugą wojną światową. Za Wisłą, która przecina Kraków, znajduje się Fabryka Schindlera, a 70 kilometrów za miastem jest obóz koncentracyjny Auschwitz Birkenau, najbardziej tragiczny i znaczący symbol zagłady Żydów. Da się tu zauważyć dwie rzeczywistości, które opowiadają historie bolesne, acz różne: jedna jest o nadziei, mówi o miejscu, z którego zdołało uwolnić się wielu ludzi, pomimo zagrożenia i niebezpieczeństwa. Druga ukazuje najczarniejszy punkt historii świata. Miejsce jest znane każdemu, przez co wydaje nam się, że jesteśmy gotowi je odwiedzić, wyobrażając sobie jakie emocje może w nas wzbudzić. Jednak jak tylko znajdziemy się w tym miejscu, czujemy, że chyba nigdy nie będziemy w stanie całkowicie pojąć dramatu tych ludzi, którzy się w nim znaleźli.

Po Krakowie przyszedł czas na Gdańsk, czyli całkowite przeciwieństwo, zarówno pod względem geograficznym, jak i kulturowym. Jeśli Kraków jest tłem, to Gdańsk jest głównym bohaterem i tak jak we wszystkich nadmorskich miastach wyczuwalne jest poczucie niezależności i wolności, które odróżniają Gdańsk od pozostałych polskich miast, które odwiedziłam. Razem z majestatycznością głównej ulicy wyróżnia się siła budynków z czerwonej cegły, wśród których Bazylika Mariacka Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, największy kościół z cegły na świecie, oraz Gdański Teatr Szekspirowski projektu architekta Renato Rizzi’ego, otwarty w 2014 roku. Jako że jest to miasto składające się z małych kanałów, nie mogło zabraknąć przedstawienia w wykonaniu mojego taty, który wpadł na pomysł wiosłowania w prawdziwej weneckiej gondoli na Motławie. 

Pod koniec mojego miesiąca w Polsce byłam na festiwalu muzycznym Orange Music Festival (*Orange Warsaw Festival), na który przybywają zarówno młode osoby, jak i rodziny z dziećmi. Było to fantastyczne doświadczenie, które odbywa się na torze wyścigów konnych w Warszawie, gdzie jest kilka scen, na których występują różni artyści z całego świata, otoczonych food-truckami i grami, wszystko idealnie zaplanowane i zorganizowane, tak aby zadowolić zróżnicowaną publikę. Clou wieczoru był występ eklektycznej Miley Cyrus, od dziecka mojej ulubionej wokalistki. 

Ostatniego dnia przed odjazdem spacerowałam ulicami Warszawy i natknąwszy się na typowy bar mleczny przypomniały mi się uczucia towarzyszące mi podczas moich pierwszych wizyt w Polsce. Nie rozumiałam, co tak bardzo w tym miejscu przyciągnęło mojego tatę. Wydawało mi się przestrzenią ciemną, ogołoconą, surową, rygorystyczną, złożoną z tradycji, które wydawały mi się odległe od tego, do czego byłam przyzwyczajona. Lecz z czasem wiele się nauczyłam o tym kraju i zauważyłam jak się zmienia i stara się znaleźć to, czego mu brak, poznając i przyjmując nowe kultury i języki. Polska ma solidne korzenie, które w przeszłości zostały uciemiężone i ukryte, i po fizjologicznym procesie niezbędnym do ich rozkwitu, dziś może dążyć do splecenia ich z innymi, aby stać się silniejszą, bardziej otwartą i bogatszą. Wśród Polaków poznałam wiele osób, które poszukują jakości, piękna i perfekcji, kierując się przy tym strategią i energią. 

Jako młoda Włoszka do tej pory widziałam Polskę jako kraj pełen możliwości na przyszłość, zarówno w turystyce, jak i w świecie pracy, i jestem ciekawa jak bardzo będzie zmieniona, kiedy odwiedzę ją po raz kolejny. 

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski