Zacznę od dziwnej przemiany. Oto debiutancki, solowy album Damiano Davida, wokalisty znanego z energetycznego, włoskiego fenomenu Måneskin, który dotarł aż do Ameryki, zgarniając nominację do nagrody Grammy. Literacko na „funny little fears” znajdziemy uderzającą szczerość. Damiano nie gra żadnej roli, nie udaje złego chłopca. Śpiewa o samotności, strachu przed bliskością, lęku przed rutyną i poszukiwaniu prawdziwego „ja” pośród sławy. Muzycznie płyta balansuje między dobrze wyprodukowanym popem, indie rockiem, a chwilami nawet subtelnym synthwave’em. Artysta prezentuje się tu dojrzale, jest bardziej delikatny, czasem niepokojący, ale głęboko ludzki. Tylko pytanie dlaczego to wszystko połączone w całość, nie ma już takiej siły, jak intensywnie wykreowane, może czasem groteskowe i kiczowate, ale przy tym porywające tłumy piosenki Måneskin?
Giorgio Poi – Schegge
Zupełnym przeciwieństwem Damiano Davida jest Giorgio Poi, w którym z pewnością zakochaliby się fani Sufjana Stevensa czy Maca DeMarco. To łagodna melancholia i gitarowa finezja, które pozwalają oderwać się od rzeczywistości. Poi w swoim stylu stworzył koncept, który nie stara się być spójną narracją – to raczej zbiór małych momentów. Tytuł (po włosku „odłamki”, „drzazgi”) nie jest przypadkowy – to muzyczny kolaż emocji, wspomnień i subtelnych obserwacji, który odsłania coraz to nowe warstwy przy każdym kolejnym przesłuchaniu. Wszystko jest tu niesamowicie kruche: teksty, harmonie, a nawet sama struktura piosenek. Szczerość, która nie potrzebuje rozgłosu i list przebojów, subtelna, delikatna, a przy tym rozdziera niewyobrażalnie. Świetny album!
Rkomi – Decrescendo
Na najnowszej płycie rozlicza się też Rkomi. Tytuł zwiastuje jego wyciszenie, odwrót od hałasu, może nawet końca pewnego etapu. I faktycznie, to nie tylko kontynuacja jego artystycznych poszukiwań, ale także świadome opuszczenie sceny z klasą. Droga, która prowadziła przez trapowe korzenie, chwytliwe kąski z tik-toka, przez flirt z popem i rockiem, aż po muzykę bardziej refleksyjną. W tym wydaniu Rkomi chowa się za subtelną warstwą gitar, ciepłych syntezatorów i minimalistycznych beat’ow które nigdy nie dominują wokalu, lecz go wspierają. Mniej krzyku, więcej treści i to jest jego zwycięstwo.
Il Mostro, Francesca Olia /fot. Emanuele Scarpa, Netflix
19 czerwca 1982 r., Baccaiano di Montespertoli w prowincji Florencji. Ciemna, ale dość ruchliwa boczna droga. Para młodych ludzi zatrzymuje się na poboczu. Uprawiają seks. Z daleka ktoś ich obserwuje. Gdy kończą, widzą ciemną postać zbliżającą się do samochodu. Uruchamiają silnik i próbują uciec, ale nie udaje im się uniknąć strzałów, które najpierw padają w kierunku chłopaka, a potem jego partnerki. Potwór znów zaatakował. Tym razem na skalę globalną, ponieważ miniserial „Il Mostro”, stworzony przez Stefano Sollimę i Leonardo Fasoli dla serwisu Netflix i zaprezentowany po raz pierwszy podczas 82. Festiwalu Filmowego w Wenecji, przez długi czas pozostawał na szczycie rankingu platformy.
Potworem z Florencji prasa nazwała jednego lub kilku niezidentyfikowanych seryjnych morderców, którzy w latach 1968–1985 popełnili osiem podwójnych morderstw, zawsze przy użyciu tej samej broni. Ofiarami ataków były pary zatrzymujące się na poboczach na przedmieściach Florencji. Była to pierwsza tego typu seria morderstw we Włoszech. Sprawa ta wywołała ogromne poruszenie w mediach w czasie popełnienia zbrodni, a także później, podczas procesów przeciwko domniemanym sprawcom, i została szeroko opisana i sfilmowana. Do dziś pozostaje jedną z najbardziej przerażających nierozwiązanych spraw kryminalnych, inspirując reżyserów i pisarzy. Wystarczy wspomnieć obszerną powieść śledczą „Potwór z Florencji. Śledztwo w sprawie seryjnego mordercy” Douglasa Prestona i Mario Speziego, wydaną przez Wydawnictwo Czarne (w tłumaczeniu Kai Gucio), o której pisaliśmy w numerze 102. Gazzetty. Tyle że w książce wszystko zaczyna się w 1974 roku, a w serialu akcja rozpoczyna się w 1982 roku, po czym cofamy się w czasie, aby szukać śladów w podobnym morderstwie sprzed lat.
Serial Sollimy wraca do początków sprawy Potwora z Florencji, zaczynając od pierwszego śledztwa i rekonstruując jedno z najdłuższych i najbardziej kontrowersyjnych dochodzeń w historii Włoch. Film analizuje dokumenty, hipotezy i tropy, które do dziś są przedmiotem dyskusji, szczegółowo opowiadając zwłaszcza tak zwany „trop sardyński”. „Aby historia była jasna (…) musi zaczynać się od początku. Opowiadanie z uczciwością, szacunkiem i rygorem nadal musi mieć sens. Być może nie po to, aby rozwiązać problem, nie po to, aby zrozumieć, ale po to, aby pamiętać. Jest to sposób, by pozostać blisko osób, które pozostały tam, na zawsze w nocy i powiedzieć: nie zostaliście zapomniani” – stwierdził reżyser.
Obejrzenie wszystkich czterech odcinków pod rząd, w ciemnej sali, na dużym ekranie, w towarzystwie innych dziennikarzy i kinomanów akredytowanych na Festiwalu w Wenecji, oprócz tego, że jest prawdziwym maratonem, z pewnością robi większe wrażenie. Na początku wszyscy zastanawiali się, co jeszcze można dodać do tej dobrze znanej już historii. Sollima i Fasoli przedstawili ją z różnych punktów widzenia, rozpoczynając od ślubu Stefana Mele (wspaniały Marco Bullitta) i Barbary Locci (doskonała rola Franceski Olia) i stopniowo dodając kolejne szczegóły: spotkanie małżonków ze Stefano Vincim (Valentino Mannias) i jego bratem Francesco (Giacomo Fadda), aby ostatecznie odtworzyć cały skomplikowany obraz sytuacji, który nie wyjaśnia wszystkiego do końca, ale dobrze nakreśla sardyńską część śledztwa, pozostawiając jednocześnie widza z niedosytem i otwierając przestrzeń dla kontynuacji.
Doskonała praca scenarzystów, reżyserów i aktorów, w połączeniu ze spektakularnymi zdjęciami Paolo Carnery sprawiły, że niemal natychmiast po premierze 22 października serial znalazł się w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych produkcji w 85 krajach i do dziś pozostaje jednym z najczęściej oglądanych tytułów na platformie Netflix.
Jedna z najbardziej olśniewających scen teatralnych Europy epoki baroku znajdowała się w murach Zamku Królewskiego w Warszawie. Był to pierwszy stały teatr operowy na ziemiach polskich i jeden z pierwszych na północ od Alp. Wystawa Wielka gra opowiada o tym, jak ambitny król zamienił dwór w centrum porywających widowisk i jak sztuka stała się potężnym narzędziem władzy.
Królewska pasja
Władysław IV Waza, król Polski w latach 1632–1648, należał do najbardziej światłych monarchów swojej epoki. Jako koneser sztuki szybko zrozumiał, że może ona służyć nie tylko sprawom ducha, lecz także polityce.
W młodości odbył długą podróż po Europie, podczas której odwiedził m.in. Florencję, Rzym, Mantuę, Parmę, Wenecję i Wiedeń. Tam zetknął się z najnowocześniejszymi formami spektakli teatralnych.
Po powrocie postanowił stworzyć podobne miejsce w Warszawie. Już w 1628 roku na Zamku wystawiono operę Acys i Galatea i tym samym zainaugurowano działalność teatru dworskiego.
Położona w południowym skrzydle rezydencji sala teatralna była w kolejnych latach rozbudowywana i modernizowana przez włoskich architektów. Wkrótce stała się jedną z najbardziej zaawansowanych technologicznie przestrzeni teatralnych w Europie.
Na wystawie dowiesz się między innymi, jak w XVII wieku wywoływano burze na scenie lub sprawiano, że bogowie zstępowali z niebios.
Opera jako spektakl władzy
Teatr królewski nie był jedynie rozrywką. Stanowił także skuteczne narzędzie propagandy.
Muzyka, poezja, scenografia, kostiumy i pomysłowe maszyny sceniczne współtworzyły widowiska oddziałujące na wszystkie zmysły. Olśniewając widza, budowały autorytet monarchy.
W świecie Władysława IV niemal każde wydarzenie publiczne miało teatralny charakter – od ceremonii dyplomatycznych po uroczyste wjazdy do miast czy pokazy fajerwerków. Cała Rzeczpospolita stawała się sceną wielkiego spektaklu.
Co zobaczysz
Na wystawie zaprezentowano ponad sto obiektów ze zbiorów polskich i europejskich instytucji – od dzieł malarstwa i grafiki po instrumenty muzyczne oraz dokumenty i druki z epoki.
Obok eksponatów zabytkowych narrację uzupełniają:
rekonstrukcje i makiety teatru w Zamku Królewskim,
projekcje multimedialne,
obiekty interaktywne przybliżające działanie sceny barokowej.
W roku, w którym kuchnia włoska została (słusznie!) uznana przez UNESCO za niematerialne dziedzictwo ludzkości, Wiktoria Nawara, młoda dziewczyna, która z polskiej stolicy ceramiki, Bolesławca, wyjechała na studia kulinarne do Parmy, wygrała 14. edycję programu MasterChef Polska, marząc o zostaniu wielką szefową kuchni włoskiej.
Jak zaczęła się twoja pasja do gotowania?
Ona trwa już od dziecka. W domu wszyscy gotowali: babcia, mama, starsza siostra i co za tym idzie, oczywiście i ja! To pasja, która przyszła do mnie nie tylko poprzez dania kuchni polskiej, ale także poprzez eksperymenty na bazie dań z innych krajów, przede wszystkim z Włoch. Za każdym razem, gdy wracaliśmy z podróży przywoziliśmy nowe przepisy i składniki do eksperymentowania. Nie ukrywam, że już od dziecka moimi ulubionymi daniami była pasta i pizza.
Kiedy zrozumiałaś, że gotowanie nie jest jedynie pasją, ale może stać się również zawodem?
Po studiach. To były czasy moich studiów magisterskich z ekonomii ze specjalizacją w prawie podatkowym. Pracowałam wtedy w kancelarii podatkowej. Kiedy wracałam do domu zmęczona i smutna po całym dniu analizowania podatków, jedyną rzeczą, która potrafiła dodać mi energii i uśmiechu na twarzy było wejście do kuchni. Później miałam szansę wziąć udział w Masterchefie, do którego mogą się zgłaszać jedynie kucharze nieprofesjonalni. Tam, pod okiem jury, w którym był też włoski chef Andrea Camastra, zrozumiałam, że moja pasja do gotowania może przekształcić się w moją pracę. Teraz moim marzeniem jest oczywiście móc pracować dla jakiejś znanej restauracji, a później, kto wie… może otworzyć własną. Najpierw jednak muszę się wiele nauczyć.
Jakie dania ugotowałaś w Masterchefie?
Jesteśmy w Polsce, więc oczywiście było wiele zadań z pierogami, golonką i kotletem mielonym, ale były także takie dotyczące innych kuchni, w tym włoskiej i dań z owocami morza.
Jak ci idzie nauka gotowania w Parmie?
We wrześniu rozpoczęłam naukę w Międzynarodowej Szkole Kuchni Włoskiej Alma. Zajęcia praktyczne i teoretyczne odbywają się pięć dni w tygodniu, wśród nich znajdują się także lekcje kuchni regionalnej, języka włoskiego i kurs sommeliera. Pod koniec roku trzeba wziąć udział w obligatoryjnym stażu w jednej z ważnych włoskich restauracji, a w lipcu odbędzie się egzamin końcowy.
Fot. Masterchef Polska
Co już udało ci się zwiedzić we Włoszech?
Byłam w wielu miejscach, najczęściej w Mediolanie i Bolonii, a także w Kalabrii, Emilii-Romanii i Toskanii, oczywiście byłam także w Rzymie i Wenecji! Ale jeśli pytasz o mój ulubiony region, to jest nim na pewno Kalabria!”
A twoje ulubione danie włoskie?
Tortellini z dynią.
A polskie?
Żurek.
A danie, które wychodzi ci najlepiej?
Wszystko wychodzi mi znakomicie! A tak na prawdę, mam swój specjalny przepis: lasagna alla norma, czyli parmigiana z makaronem lasagne zamiast bakłażana.
10 grudnia 2025 roku kuchnia włoska została uznana za niematerialne dziedzictwo kultury UNESCO.
I bardzo słusznie! Moim zdaniem zdecydowanie na to zasłużyła. To co mnie uwiodło to wyjątkowa uwaga Włochów względem jedzenia, uznanie dla jakości przepisów i składników. W Polsce nadal istnieje potrzeba posiadania talerza wypełnionego po brzegi, tak jakby więcej składników miało świadczyć o lepszym posiłku. To karygodne: liczy się jakość, a nie ilość.
Dla nas Włochów dziwne jest polskie podejście do jedzenia bez ustalonych godzin.
Ja podążam za włoskim rytmem posiłków. Śniadanie o poranku, obiad o 13, a kolacja o 20!
W dniu 27 marca 2026 r. w Instytucie Polskim w Rzymie odbyło się wyjątkowe wydarzenie „Piękno w muzyce i poezji”, które odbyło się pod patronatem dyrektorki dr Małgorzaty Furdal. Uczestnikami byli uczniowie Istituto Comprensivo „Antonio Gramsci” w Aprilii oraz Szkoły Polskiej w Ostii (Rzym). Uroczystość uświetnił swoją obecnością Konsul Rzeczypospolitej Polskiej, dr Bartosz Skwarczyński, który podkreślił znaczenie projektu łączącego społeczności szkolne poprzez muzykę i poezję.
Orkiestra Istituto Gramsci, pod kierownictwem profesorów Roberty Barbery, Joanny Łukaszewicz, Glorii Santarelli, Oscara Di Raimo i Stefano Cateny, wykonała repertuar najwyższej klasy, m.in. „Marcia Solenne” Elgara oraz „Notturno op. 9 nr 2” Chopina. Polska Szkoła w Ostii przygotowała dwujęzyczną recytację wierszy Wisławy Szymborskiej, koordynowaną przez profesorki Deborah Tosi i Martę Czajczyńską.Projekt „Piękno w muzyce i poezji” pozwolił uczniom rozwijać umiejętności artystyczne, pogłębiać wymianę kulturową oraz przeżyć wyjątkowe doświadczenie o wymiarze międzynarodowym.
W 2026 roku, w dwusetną rocznicę urodzin Carlo Collodiego, czyli „taty” Pinokia, naturalnie przyszła nam do głowy okładka (autorstwa Luki Laca Montaglianiego), na której ta marionetka, niewinny kłamca, wędruje przez współczesny świat pełen złudnych prawd. Artykuł dotyczący tego, jak aktualna jest dzisiaj historia Pinokia, przygotował dr Tomasz Skocki. W tym numerze znajdziecie wiele tekstów poświęconych podróżom: Syrakuzy, Orvieto, Lublin oraz Zamość. W części muzycznej piszemy o ostatnim Festiwalu w Sanremo oraz oczywiście o Salu Da Vinci. Jeśli chodzi o modę, przeprowadzamy wywiad z Pietro Ballandim z włoskiej firmy Kontatto. Nie zabraknie też sztuki – prezentujemy znakomity artykuł o Casa Balla w Rzymie. Zabieramy Was również do Katowic, gdzie odkrywamy jedyną włosko-polską klasę licealną. Opowiadamy także o słynnej fotografce Letizii Battagli, o nowym filmie poświęconym Goliardzie Sapienzy oraz o tajemnicy włoskiej długowieczności. Oczywiście nie brakuje też naszych stałych rubryk: kulinarnych, literackich i motoryzacyjnych. Krótko mówiąc – mnóstwo powodów, by nie przegapić tego wspaniałego numeru Gazzetta Italia!
Królowa Dolomitów po 70 latach ponownie gości igrzyska olimpijskie. Biorąc pod uwagę tempo współczesnego świata, to jak cała epoka geologiczna, którą Cortina przeszła z pewnością siebie szlachetnej damy — od pierwszego boomu turystycznego na przełomie lat 50. i 60., symbolizowanego przez komiczną „Różową Panterę” z 1963 roku w reżyserii Blake’a Edwardsa, z Peterem Sellersem w roli inspektora Clouseau i wspaniałą Claudią Cardinale, w dużej mierze kręconą w kotlinie Ampezzo — po Cortinę lat 80., kiedy pod hasłem „wszyscy jesteśmy bogaci” (a jeśli nie byliśmy, to zadłużaliśmy się, by takimi być) stała się sercem zimowego życia towarzyskiego Włoch, uwiecznionego przez Carlo Vanzinę w słynnych komediach „cinepanettone”. O współczesnej Cortinie, która ponownie wita zimowe igrzyska, rozmawiamy z niestrudzonym Francesco Chiamulerą, pomysłodawcą i organizatorem festiwalu literackiego „Una Montagna di Libri”, wybitną postacią społeczności Ampezzo XXI wieku.
Poza ogromnymi korzyściami medialnymi, co konkretnie przynoszą Cortinie igrzyska olimpijskie?
„Igrzyska to niepowtarzalna okazja do rozwoju infrastrukturalnego. Aby mieszkać i pracować w górach, oczywiście potrzebujemy dobrej jakości połączeń i usług. Moją nadzieją, a zarazem przekonaniem, jest to, że te igrzyska będą okazją do obalenia stereotypu, który od 40 lat krąży wokół Cortiny, kiedy przyjaciele i odwiedzający mówią: „piękna, przepiękna, ale trochę spoczęliście na laurach”.
1956–2026: po 70 latach, jaka jest Cortina, która przyjmuje po raz drugi Zimowe Igrzyska?
„Jak zauważył Edward Morgan Forster na początku ubiegłego stulecia, wracając do miejsc wypoczynku, myślimy o poprzednich razach, gdy tam byliśmy; to właśnie na miejscach wakacyjnych spoczywa niewdzięczne zadanie przypominania nam, że czas płynie. Cortina na przestrzeni lat się zmieniła — to górska miejscowość z 5 tysiącami mieszkańców, którzy żyją na tym terenie ze świadomością konieczności sprostania coraz bardziej wymagającej turystyce i starając się nie tracić więzi z przeszłością. A nasz Festiwal, na swój sposób, pomaga podtrzymywać ciągłość historii tego miasta”.
Guido Tonelli, Francesco Chiamulera
Przejdźmy do sedna: jak powstał festiwal literacki „Una Montagna di Libri”?
„Narodził się dla zabawy. W 2009 roku, gdy byłem jeszcze studentem historii na Uniwersytecie La Sapienza, wpadłem na pomysł zaproszenia do Cortiny pisarzy i dziennikarzy, których już znałem. Idąc za mądrą radą przyjaciółki — „jeśli coś robisz, rób to dobrze” — i dzięki wsparciu kilku osób z Cortiny, od pierwszej edycji zorganizowaliśmy program z wieloma spotkaniami i prezentacjami. Oczywiście nie mogłem wiedzieć, jak bardzo ten Festiwal później się rozwinie i jak ważną rolę odegra w moim życiu. Podstawową ideą było przywrócenie tradycji ‘Spotkań z autorem’, które w przeszłości sprowadziły do Cortiny takie postacie jak Giovanni Comisso, Dino Buzzati, Ernest Hemingway, Vladimir Nabokov czy Goffredo Parise. Chcieliśmy ponownie połączyć Cortinę z jej kulturalną przeszłością, w której wielkie postacie literatury przyjeżdżały tu na wakacje, ale także po to, by uprawiać rzemiosło pisarskie”.
Festiwal, który przez lata zdobył znaczącą pozycję wśród festiwali literackich.
Podczas ostatnich edycji odnotowaliśmy około 20 tysięcy widzów rocznie. Publiczność ta uczestniczy w około 70 wydarzeniach, zarówno letnich, jak i zimowych, które organizujemy, zapraszając do Cortiny pisarzy i pisarki z całego świata. W tym roku będziemy mieli również specjalny kalendarz związany z Igrzyskami Olimpijskimi i Paraolimpijskimi.
Na łąkach (Alverà, Cortina)
W epoce zdominowanej przez szybkość, fragmentaryczność i pilność bieżących wydarzeń, ile miejsca pozostaje dla literatury rozumianej jako „czas na długą i głęboką refleksję”?
„Na szczęście literatura nadal pozostaje potrzebą, która nie została zapomniana w tych burzliwych czasach, wręcz przeciwnie, prawdopodobnie radzi sobie znacznie lepiej niż dziennikarstwo. Nasz Festiwal jest okazją do przekształcenia przyjemności samotnego czytania w doświadczenie społeczne, polegające na wspólnym spędzaniu czasu wokół książek. I z tego, co zdążyliśmy zauważyć, publiczność śledzi nas z entuzjazmem, wykazując ogromną potrzebę pogłębiania wiedzy”.
Literatura jako przestrzeń refleksji, która pomaga nam lepiej zrozumieć społeczeństwo, w którym żyjemy?
„W czasach naznaczonych straszliwymi wydarzeniami geopolitycznymi czytanie tekstów pozornie bardziej odległych od bieżącej sytuacji staje się sposobem na spojrzenie na nią z innej perspektywy, a także na lepsze zrozumienie teraźniejszości niż tylko poprzez ograniczanie się do codziennych informacji. Najnowszym przykładem tej roli literatury są dwie książki Ukraińca Andrieja Kurkowa „Dziennik inwazji” i „Nasza codzienna wojna”, dzięki którym zrozumiałem, że to, co codziennie czytałem o wojnie na Ukrainie, nie pomagało mi zrozumieć całej sytuacji. Literatura nadal ma swego rodzaju pierwszeństwo w przedstawianiu wydarzeń z dystansem, opowiadając o świecie z lotu ptaka. Dzięki temu literatura przekazuje ci niuanse, których nie dostrzegasz w codziennym, hałaśliwym dziennikarstwie.
Czy zauważasz wśród publiczności Festiwalu „Una Montagna di Libri” rosnące zainteresowanie teraźniejszością? I szczególną chęć głębokiego jej zrozumienia?
„W tym miejscu chciałbym wspomnieć o autorach, którzy analizują teraźniejszość, polecając czytelnikom Gazzetta Italia książkę „What We Can Know”, najnowszą powieść McEwana, której akcja rozgrywa się w dystopijnej przyszłości po katastrofach, zarówno ekologicznych, jak i wojennych. Jeśli chodzi o stosunek publiczności Festiwalu „Una Montagna di Libri” do aktualnych wydarzeń, jedno zauważyłem wyraźnie: ludzie dostrzegają fałsz i oszukańczy charakter systemu talk-show i włoskich programów informacyjnych. My, organizatorzy Festiwali literackich, coraz bardziej czujemy się symboliczną i być może desperacką alternatywą dla fałszywego i winnego systemu informacji telewizyjnej, który w niektórych kluczowych kwestiach, takich jak na przykład wojna w Ukrainie, informuje, skłaniając widza do opowiedzenia się po jednej ze stron w swego rodzaju niedopuszczalnym referendum między stanowiskami, które są przedstawiane jako równe i alternatywne, ale w rzeczywistości nie są wcale równoważne! Stanowisko zgodne z prawem i prawem międzynarodowym jest traktowane na równi z postawą najeźdźców i dyktatorów, jakby wszystko było takie samo, jakby była to żartobliwa sytuacja, w której można się podzielić w zależności od sympatii. Na naszym Festiwalu, który jest różnorodny i zajmuje się mnóstwem tematów, zauważam, że wielu uczestników jest poirytowanych tym, że ograniczając się wyłącznie do informacji telewizyjnych, nie rozumieją nic z rzeczywistości, w której żyjemy. Krótko mówiąc, mamy przestrzeń, w której możemy swobodnie dyskutować i informować o najróżniejszych tematach. Kiedy zaprosiliśmy Anne Applebaum pod Tofane, aby opowiedziała o Europie Wschodniej i demokracji, licznie zgromadzona publiczność słuchała jej, jakby piła z cudownego źródła. Nawet gdy poruszamy tematy pozornie odległe od aktualności, obecni czytelnicy wiedzą, że z każdego spotkania wynoszą koncepcje i refleksje, które pomogą im w przyszłości stworzyć lepszy obraz społeczeństwa, w którym żyjemy. Krótko mówiąc, gdy słuchamy Colma Tòibìna mówiącego o Thomasie Mannie, wyraża on poglądy ponadczasowe, a nie ograniczone do lat dwudziestych ubiegłego wieku. Literatura jest nauczycielką życia”.
Dino Buzzati w Croda Da Lago, CortinaErnest Hemingway w Cortinie
Kiedy mówimy o teraźniejszości, nie możemy nie zadać sobie pytania, w jaki sposób sztuczna inteligencja szybko wkracza w nasze życie, a tym samym również w literaturę. Co o tym sądzisz?
„To fascynująca i jednocześnie niepokojąca kwestia, której z pewnością nie należy lekceważyć. Łatwo byłoby udzielić pocieszających odpowiedzi w stylu „ludzka inteligencja jest niezastąpiona”, ale nie możemy być tego pewni. Jedyne, co wiemy, to że sztuczna inteligencja nie jest maszyną. Do tej pory wynajdywaliśmy maszyny, które udzielały przewidywalnych odpowiedzi i działały na polecenie człowieka, nie miały własnej inicjatywy. Dzięki sztucznej inteligencji wkroczyliśmy w nowy wymiar. Istnieją bardzo interesujące książki, między innymi autorstwa pisarza i informatyka Nello Cristianiniego, które opisują, jak to, co wiemy o sztucznej inteligencji, jest mniejsze od tego, czego nie wiemy. Oczywiście, jak twierdzi Emmanuel Carrère, nie możemy bagatelizować tej kwestii, do tego stopnia, że rozważam zorganizowanie spotkania w ramach festiwalu „Una Montagna di Libri”, podczas którego na scenie będziemy rozmawiać ze sztuczną inteligencją. Książka, którą gorąco polecam czytelnikom Gazzetta Italia, to „If Anyone Builds It, Everyone Dies”, w której autorzy Eliezer Yudkowsky i Nate Soares twierdzą, że jeśli powstanie sztuczna inteligencja ogólna, ludzkość zginie, ponieważ potrzeby człowieka będą nieistotne w porównaniu z potrzebami sztucznej inteligencji. Krótko mówiąc, dzisiaj możemy sokratycznie stwierdzić, że wiemy, że nie wiemy nic na temat sztucznej inteligencji.
4 marca 2026 r. w Teatrze Sabat w Warszawie odbyła się IX edycja Nagrody Gazzetta Italia. Nagroda, której pomysłodawcą jest dziennikarz Sebastiano Giorgi, dyrektor polsko-włoskiego czasopisma Gazzetta Italia oraz newslettera informacyjnego Polonia Oggi, ma na celu docenienie osób i firm, które swoją działalnością przyczyniają się do rozwoju relacji polsko-włoskich.
Tegoroczną galę otworzył Ambasador Włoch w Polsce Luca Franchetti Pardo, który pogratulował laureatom oraz podkreślił bliskie relacje kulturowe i gospodarcze między Włochami a Polską, w których kreowaniu ważną rolę odgrywa Gazzetta Italia.
Ceremonia rozpoczęła się wręczeniem Wyróżnień Specjalnych dwóm firmom, będącym doskonałym przykładem tworzenia trwałych relacji polsko-włoskich.
Pierwszą z nich jest De Wave Group: firma o solidnych włoskich korzeniach, z międzynarodową wizją i ważnym zakładem w Lipnie w Polsce. De Wave Group specjalizuje się w projektowaniu, produkcji i realizacji wyposażenia statków wycieczkowych i luksusowych jachtów.
Nagrodę z rąk dyrektora Agencji ICE-ITA w Warszawie Roberto Cafiero odebrał Riccardo Pompili, dyrektor naczelny De Wave Group.
Drugie Wyróżnienie Specjalne otrzymało wydawnictwo Austeria, publikujące książki w siedmiu językach, w tym w języku włoskim, który od dawna odgrywa coraz większą rolę w publikacjach. Kosmopolityczne wydawnictwo ma swoją siedzibę główną w dzielnicy żydowskiej Kazimierz w Krakowie. Jest obecne również w Muzeum POLIN w Warszawie, w Syrakuzach na wyspie Ortigia oraz w Budapeszcie.
Nagrodę z rąk dyrektora Włoskiego Instytutu Kultury w Krakowie, Matteo Ogliariego, odebrali Małgorzata i Wojciech Ornat.
Następnie przyszła kolej na nagrody indywidualne. Jako pierwszy statuetkę i talerz ze szkła artystycznego Yalos Murano odebrał Andrea Ceccherelli – profesor zwyczajny slawistyki na Uniwersytecie Bolońskim, tłumacz i badacz literatury polskiej. Nagrodę wręczył Fabio Troisi, dyrektor Włoskiego Instytutu Kultury w Warszawie, który był współorganizatorem wydarzenia.
Kolejną nagrodę otrzymała Urszula Rzepczak, dziennikarka z 35-letnim doświadczeniem, od lat relacjonująca dla polskich mediów najważniejsze wydarzenia z Włoch i Watykanu. Nagrodę wręczył dziennikarz Jacek Pałasiński, laureat Nagrody Gazzetta Italia z 2019 roku.
Trzecim nagrodzonym został Sebastian Świderski, wielokrotny reprezentant Polski w siatkówce, przez wiele lat związany z włoską Serie A. Nagrodę wręczyła siatkarka Małgorzata Glinka.
Czwartą nagrodę otrzymała Monika Mariotti – aktorka, wokalistka i scenarzystka polsko-włoskiego pochodzenia. Nagrodę wręczyła producentka i pisarka Katarzyna Kalicińska.
Korzystając z obecności autorki (Katarzyna Kalicińska) i aktorów (Monika Mariotti, Karolina Porcari, Alessandro Parrello), mieliśmy wyjątkową okazję obejrzeć zwiastun polsko- włoskiego serialu „Felicità”, którego emisja w TVP jest zaplanowana na wrzesień.
Ostatnim nagrodzonym tegorocznej gali był Jacek Cygan – autor tekstów piosenek, poeta, prozaik, scenarzysta i osobowość telewizyjna. Od lat podróżuje po Włoszech i swoją działalnością przybliża do siebie polską i włoską kulturę. W roku 2025 w Wydawnictwie Marginesy w Warszawie ukazała się jego książka „Ciao Goethe. Śladami Goethego w Italii”. Nagrodę Jackowi Cyganowi wręczył pisarz i poeta Jarosław Mikołajewski.
Tegoroczną galę uświetniły trzy występy muzyczne. Najpierw wysłuchaliśmy pięknych dźwięków fortepianu i bandoneonu dzięki występowi włoskiego duetu Duettango. Następnie wystąpił Antoni Figurski, który zagrał na skrzypcach wykonanych we włoskim warsztacie Stefano Trabucchiego. Na zakończenie ceremonii wręczenia nagród gości porwał energetyczny występ Moniki Mariotti.
Na koniec wieczoru bawiliśmy się do polskich i włoskich hitów przy secie DJ-a No Mind.
Serdeczne podziękowania dla Małgorzaty Potockiej, która przywitała naszych gości ze sceny, i całego zespołu Teatru Sabat za gościnę i niepowtarzalną atmosferę.
Dziękujemy też prowadzącym galę: Karolinie Porcari i Alessandro Parrello, oraz tłumaczce Paulinie Szulim i wręczającej nagrody Klaudii Briss.
Za reżyserię tegorocznej gali odpowiadała Natalia Gadomska.
Catering z najwyższej jakości włoskich produktów zapewniła firma Włoski Mąż, z wybranymi oryginalnymi produktami kalabryjskimi od firmy Muraca.
Organizacja gali nie byłaby możliwa bez naszych sponsorów: AICE Poland, AlfaParf Milano, BNP Paribas, Confindustria Polonia, De Wave Group, Generali, GPoland, Horizon, Mecenat Warszawski, Mutti, Overpartners Poland, Porsche Interauto Polska, Trabucchi, Zignago; sponsorów technicznych: Cagiel Beauty, Faraone, Fattorie del Duca, Ferrero, Hotel Warszawa, Włoski Mąż i jak zawsze YALOS MURANO, firmy o długiej weneckiej tradycji, która wykonuje dla nas nagrody z artystycznego szkła w swoim zakładzie na wyspie Murano.
Dziękujemy wszystkim obecnym za ten wyjątkowy wieczór i za tworzenie z nami polsko-włoskiej społeczności.
Zapraszamy do obejrzenia galerii zdjęć autorstwa Michała Bruzdy.