Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Słowo i milczenie w „Ci, którzy mówią, ci, którzy milczą”

0
Chiara Valerio

Pierwsza powieść Chiary Valerio wydana w Polsce przez wyd. bo.wiem to książka wymykająca się prostym kategoriom. Pozornie przypomina śledztwo i opowieść o niemal obsesyjnym poszukiwaniu prawdy o śmierci członkini małomiasteczkowej społeczności. Z drugiej – jest medytacją o pamięci, próbie zrozumienia świata i własnej tożsamości. Valerio łączy klasyczną narrację z introspekcyjnym strumieniem świadomości, tworząc tekst o mozaikowej strukturze, złożony z fragmentów, wspomnień, niedopowiedzeń i plotek.

Akcja rozgrywa się w latach 90., w mikrokosmosie włoskiej prowincji Scauri, który Valerio odmalowuje z niemal matematyczną precyzją, a każdy detal ma znaczenie. W tym świecie „wszyscy wiedzą wszystko o wszystkich”, ale to, co uchodzi za wiedzę, jest zlepkiem domysłów i niepewnych wspomnień. Na tym tle pojawia się Vittoria – kobieta, która przybyła do miasteczka dwadzieścia lat wcześniej z Rzymu. Towarzyszy jej młoda dziewczyna, Mara, która „wygląda jak jej córka”, ale nie do końca wiemy, jaka relacja łączy kobiety. Vittoria pozbawiona męskiego protektora, niezależna finansowo, samowystarczalna – staje się dla Scauri obiektem fascynacji i niepokoju. Kupuje dom i łódź, żyje na własnych zasadach, intryguje mieszkańców miasteczka. Nie potrzebuje jednak potwierdzenia ze strony mężczyzn, sama decyduje, z kim rozmawia, komu okazuje zaufanie, a od kogo się odcina. Poświęca się swoim pasjom – roślinom, sztuce, towarzyskim spotkaniom, a pod swoją opiekę bierze inne kobiety. W społeczeństwie zdominowanym przez patriarchalne reguły, zdumiewające jest to, że kobieta zyskuje taką władzę. Jak przyznała Valerio podczas premierowego spotkania na targach książki w Krakowie – literatura służy również temu, by tworzyć taki świat, jaki byśmy chcieli. Vittoria uwielbia morze – kąpiele w nim są dla niej rytuałem oczyszczenia, momentem, w którym symbolicznie zrzuca z siebie ciężar konwenansów i oczekiwań. A woda, która przewija się w powieści, może być metaforą jej wolności. Moment, w którym bohaterka zanurza się w morzu, jest estetyczną sceną zapadającą w pamięć – jak syrena, przyciąga wzrok innych, rozbudza pożądanie, ale też niepokój. Vittoria wybiera morze, bo tylko tam może być w pełni sobą. A jej śmierć, choć formalnie uznana za wypadek, ma w sobie gest ostatecznej kontroli – to ona decyduje, kiedy odchodzi, jakby chciała zachować władzę nad własnym losem do ostatniej chwili. 

Sceny z życia Vittorii obserwujemy jak przez dziurkę od klucza już po jej śmierci, podglądając ją tak, jak robią to mieszkańcy miasteczka, którzy przekazują dalej to, co „podejrzane” i „zasłyszane”. A powierniczką całej jej historii staje się czterdziestoletnia adwokatka, Lea Russo, dla której śmierć Vittorii jest wstrząsem i przebudzeniem zarazem. To ona symbolicznie przejmuje kontrolę, przerywając zasłonę milczenia na temat prawdy o kobiecie. Nie bez przyczyny książka rozpoczyna się cytatem Teresy Cremisi „Nikt nie jest w stanie kontrolować siebie w sposób doskonały” oraz „Jak już kogoś raz ogarnie mania kolekcjonowania rzeczy, roślin i wszystkiego, to w końcu przychodzi chęć kolekcjonowania także ludzi” – Mikóla Finzi-Continiego.

Lea Russo prowadzi stabilne życie jako prawniczka, jest żoną profesora i matką dwóch córek. Z pozoru łączy ją niewiele z Vittorią, lecz Valerio konstruuje ich relację jako napięcie między dwiema formami dominacji. Vittoria panowała nad ludźmi, Lea natomiast, po jej śmierci, przejmuje władzę nad opowieścią. To ona zbiera głosy mieszkańców, rekonstruuje przeszłość, decyduje, które wspomnienia zostaną zachowane. Dąży do poznania prawdy o Vittorii i o mieście Scauri. W ten sposób przejmuje rolę narratorki i strażniczki pamięci. 

A Scauri nie jest tu jedynie tłem. To trzeci bohater powieści – żywy organizm, który oddycha, mówi, słucha i milczy. Miasto to wspólnota spleciona z plotek, półprawd i domysłów. O Vittorii mówi się nieustannie, a każde wypowiedziane zdanie buduje kolejną wersję jej historii. W tym sensie Vittoria staje się samym miastem – jego centrum i opowieścią, jego mitem. Była obecna przy wszystkich ważnych wydarzeniach, a jej imię wraca w rozmowach jak echo. Tak jak woda, rozlewa się po pamięci mieszkańców. W ten sposób Valerio znakomicie pokazuje mechanizmy prowincjonalnej władzy – opartej nie na pieniądzach czy instytucjach, lecz na informacji. Wiedza to waluta Scauri. Luigi, mąż Lei, wie wszystko, bo wieczorami słucha opowieści sąsiadów w okolicznym barze czy na ulicy i powtarza je dalej, przekazując niby przypadkiem to, co wszyscy „powinni” wiedzieć. Plotka staje się tu narzędziem utrzymania porządku społecznego. Kobiety i mężczyźni uczestniczą w niej w różny sposób – mężczyźni powtarzają, kobiety przetwarzają. W tym sensie narracja o Vittorii to trochę kobiecy rewanż: to kobieta, Lea, nadaje kształt historii, której mężczyźni nigdy nie rozumieli. Styl Valerio jest magnetyczny. Pisarka rezygnuje z klasycznego dialogu, wprowadzając formę ciągłego przepływu myśli, w którym granice między wspomnieniem, faktem a fikcją są płynne. Buduje narrację, która, podobnie jak jej bohaterki, wymyka się regułom i klasyfikacjom.

Spotkanie z Chiarą Valerio, moderowane przez Sebastiano Giorgi, we Włoskim Instytucie Kultury w Krakowie. Fot. Wojciech Wróbel

„Ci, którzy mówią, ci, którzy milczą” to historia o potrzebie samostanowienia, o emancypacji, która nie zawsze przybiera postać buntu, czasem wyraża się też w milczeniu, w spojrzeniu, w świadomym odchodzeniu. Vittoria jest kobietą, która decyduje o sobie aż do końca; Lea z jej milczenia czyni opowieść. Valerio pisze o tym, że pamięć jest formą władzy, a opowiadanie – aktem przejęcia kontroli. W opowiedzianym przez autorkę świecie nie ma jednej prawdy, są tylko głosy, które się nakładają, znoszą, powtarzają. To właśnie z nich powstaje tkanka miasta i tożsamość bohaterów. W Scauri mieszkańcy „wymieniają się informacjami”, jak pisała autorka – a to, co rośnie z tej sieci, to wspólna historia kobiet, które, mimo ograniczeń, “mówiąc lub milcząc” tworzą własny język i pamięć, a tym samym, własne miejsce w świecie.

Gazzetta Italia 115 (luty – marzec 2026)

0

Cortina, Zimowe Igrzyska Olimpijskie między pięknem a kulturą. Tak brzmi tytuł na okładce numeru 115 Gazzetta Italia. Poświęcamy w nim dużo miejsca pięknej Królowej Dolomitów, przeprowadzając wywiad z jednym z jej najsłynniejszych mieszkańców, Francesco Chiamulerą, pomysłodawcą i organizatorem festiwalu „Una Montagna di Libri”.

W rubryce filmowej przeczytacie o serialu „Potwór z Florencji ” („Il Mostro”), który cieszy się ogromną popularnością na Netflixie, oraz o filmie „La Grazia” wypełniającym polskie sale kinowe. W oczekiwaniu na Sanremo opowiadamy o dwóch artystkach, które zapisały się w historii włoskiej muzyki: Ornella Vanoni i Amanda Lear. Następnie kolej na kuchnię: wywiad ze zwyciężczynią programu Masterchef Polska, Wiktorią Nawarą, która studiuje we Włoszech, oraz artykuł o pistacjach z Bronte. Do tego ciekawe wywiady z „królową polskiego teatru rewiowego” Małgorzatą Potocką i dziennikarzem Remigiuszem Grzelą, który przedstawia nam sylwetkę Oriany Fallaci. Jak zawsze czeka na Was dużo literatury, czyli recenzje książek i dwa artykuły poświęcone Antonio Scuratiemu i Nicoli Lagioia. To wszystko wraz z naszymi stałymi rubrykami. Numer 115 jest naprawdę nie do przegapienia!

CASA POLONIA wizytówką Polski we Włoszech podczas XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan–Cortina 2026

0

Casa Polonia, czyli Mobilny Dom Polski stanie się sercem polskiej obecności podczas XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan–Cortina 2026. To nowoczesna, innowacyjna przestrzeń, w której sportowe emocje spotkają się z polską gościnnością, a kibice, sportowcy, media i partnerzy biznesowi stworzą wyjątkową biało-czerwoną strefę na włoskiej ziemi.
Projekt pełni jednocześnie rolę platformy promocyjnej dla polskich firm i marek, które zaprezentują swój potencjał na międzynarodowej arenie.

Mobilny Dom Polski – Casa Polonia

Casa Polonia to innowacyjny, mobilny Dom Polski zaprojektowany z myślą o kibicach Olimpijskiej Reprezentacji Polski. To miejsce, w którym sportowcy spotkają się z rodzinami i mediami, a kibice będą mogli wspólnie przeżywać najważniejsze olimpijskie momenty. Atmosfera sportowej rywalizacji połączy się tu z polską historią, kulturą i nowoczesnym stylem kibicowania. W trakcie igrzysk Casa Polonia będzie zmieniać lokalizację, podążając za najważniejszymi wydarzeniami olimpijskimi i docierając do różnych grup kibiców.

Strefa muzealna i interaktywna

Parter Casa Polonia zostanie przekształcony w przestrzeń muzealno-interaktywną, prezentującą historię polskiego olimpizmu oraz najważniejsze osiągnięcia naszych sportowców.
Zwiedzający będą mogli zobaczyć: historyczny sprzęt sportowy, medale zdobyte przez polskich olimpijczyków, specjalną wystawę nowej kolekcji marki adidas, stanowisko do nagrywania życzeń i materiałów dopingujących reprezentację.To miejsce, w którym tradycja spotyka się z nowoczesnością, a kibice mogą poczuć dumę z polskich sukcesów.

Media Zone i Fan Zone

W Casa Polonia znajdzie się również Media Zone: profesjonalne studio telewizyjne przeznaczone do realizacji wywiadów, materiałów medialnych i transmisji. Obok studia powstanie przestrzeń dla dziennikarzy, umożliwiająca pracę redakcyjną i obsługę wydarzeń odbywających się w Domu Polskim. Integralną częścią projektu będzie Fan Zone, zlokalizowana w specjalnym namiocie. To tu kibice wspólnie obejrzą transmisje z zawodów, przeżyją sportowe emocje i będą dopingować reprezentację Polski.
W Fan Zone znajdzie się również strefa sportowa z aktywnościami integrującymi kibiców i zachęcającymi do aktywnego spędzania czasu.

Odrobina Polski we Włoszech – lokalizacje Casa Polonia

Casa Polonia odwiedzi trzy włoskie miasta:

Livigno – Strefa Kibica, Via Isola 352
7–8.02.2026 | godz. 14:00–22:00

Mediolan – Strefa Kibica, Via del Burchiello 67
10–12.02.2026 | godz. 14:00–22:00

Predazzo – Strefa Kibica, Corso de Gasperi 8
14–18.02.2026 | godz. 14:00–22:00

Promocja polskiej przedsiębiorczości

Obecność Casa Polonia we Włoszech będzie również doskonałą okazją do promocji polskiej przedsiębiorczości. W Mobilnym Domu Polskim zaprezentują się Małe i Średnie Przedsiębiorstwa z województwa lubelskiego, które pokażą swój potencjał na arenie międzynarodowej. Firmy z regionu przedstawią swoje produkty, usługi i innowacyjne rozwiązania, wzmacniając markę „Made in Poland” oraz wizerunek województwa jako regionu dynamicznego, nowoczesnego i otwartego na współpracę gospodarczą.

Więcej informacji o projekcie Casa Polonia oraz lubelskich przedsiębiorstwach znajduje się na stronie: https://dompolski.pkol.pl/partnerzy/

Casa Polonia w Polsce

22 lutego 2026 roku Casa Polonia pojawi się w Polsce:  OSiR Tomaszów Lubelski, ul. Sportowa 8 | od godz. 18:00.

W programie atrakcje oraz wspólne oglądanie ceremonii zamknięcia ZIO Mediolan–Cortina. Dodatkowo PKOl przygotował całe miasteczko z atrakcjami, które rozpocznie działalność 6 lutego 2026 na Placu Teatralnym przy Centrum Spotkania Kultur. Wspólnie obejrzymy ceremonię otwarcia igrzysk, a w fan zonie będzie można poczuć atmosferę zimowych igrzysk. Wstęp wolny – zapraszamy wszystkich mieszkańców od godz. 18:00.

Artykuł sponsorowany

Język św. Franciszka. O braterstwie, szaleństwie, poezji

0
Stefano Redaelli
Używając tego kodu QR można posłuchać włoskiej wersji artykułu czytanego przez Ludwika Amatore, tłumacza i przewodnika po Muzeum Powstania Warszawskiego

tłumaczenie pl: Dorota Kozakiewicz-Kłosowska

 

W roku św. Franciszka (będzie) słychać powracające pytanie: co zrobiłby, co powiedziałby św. Franciszek, gdyby powrócił dzisiaj, w świecie rozdartym przez wojny (56 trwających konfliktów zbrojnych, najwięcej od czasów II wojny światowej), przemoc (w ciągu roku we Włoszech odnotowano w sieci ponad milion wiadomości zawierających treści nienawiści – skierowane głównie przeciwko obcokrajowcom, kobietom i Żydom), nierówności społeczne (5,7 miliona osób we Włoszech i 2,5 miliona w Polsce żyje w absolutnym ubóstwie), czy krzywdy? 

A jak my zareagowalibyśmy na jego przybycie? To pytanie zadał sobie krytyk literacki Carlo Bo na początku lat osiemdziesiątych w krótkim, acz treściwym tekście zatytułowanym Se tornasse San Francesco Gdyby wrócił Św. Franciszek (wyd. Il nuovo Leopardi, 1982); zadaje je sobie zakonnik Enzo Fortunato w swojej najnowszej książce, która nosi niemal ten sam tytuł: E se tornasse Francesco? A gdyby wrócił Św. Franciszek? (wyd. San Paolo, 2025).

Odpowiedź Carla Bo nie jest optymistyczna: „W większości przypadków, gdy puka do naszych drzwi, udajemy, że nie słyszymy, nie otwieramy i stajemy się narzędziami jego doskonałej radości”. A jeśli już go usłyszymy, odpowiadamy: „Odejdź, jesteś zwykłym idiotą, nie możesz tu przychodzić”. Lub, w najlepszym przypadku, jeśli nie zatykamy uszu, ani nie podnosimy głosu, aby go przepędzić, wykonujemy gest, na który właśnie w tym, poświęconym mu roku, musimy zwrócić szczególną uwagę: „wpuszczamy do naszych domów jego legendę, ale pozostawiamy na zewnątrz jego prawdy, czyli cierpliwość, przebaczenie i miłość”.

W 800. rocznicę jego śmierci ogromna jest pokusa, by przedstawić św. Franciszka jako pacyfistę, ekologa, swego rodzaju łagodnego superbohatera równości i sprawiedliwości (których tak bardzo potrzebujemy). Uproszczenie, czy rzutowanie tej złożonej, wielowymiarowej postaci na ograniczoną przestrzeń, na dwuwymiarową powierzchnię świętego obrazka, okładki książki, gazety, jest najelegantszym sposobem na jej oswojenie. I receptą na niezrozumienie.

Być może jednak Carlo Bo nie był wystarczająco pesymistyczny, może moglibyśmy zareagować jak Wielki Inkwizytor u Dostojewskiego – osądzając i skazując św. Franciszka za jego nieznośny, utopijny model życia, który zmusza nas do ignorowania go, odrzucania, czynienia z niego legendy, przedmiotu kultu, świętego obrazka. Aby zareagować w ten sposób, potrzebna byłaby pewna głębia intelektualna; a wręcz banalnie, przenieślibyśmy te dylematy z poziomu etyki i teologii na poziom zdrowia psychicznego i uznali go za psychiatrycznie zdiagnozowanego szaleńca, a następnie wysłalibyśmy na obowiązkowe leczenie.

Albo potraktowalibyśmy go poważnie, wysłuchali, nauczyli się jego języka, werbalnego i niewerbalnego, na który składają się słowa, gesty, działania. „Całym ciałem mówił” – tak o nim pisano.

Okładka: Diana Wietrzykowska-Pizoń

Jakim językiem mówił Św. Franciszek? 

Językiem braterstwa. 

Oczywiście także językiem pokoju, ekologii, ale przede wszystkim właśnie braterstwa, z którego wynikała cała reszta. Franciszek chciał być bratem wszystkich: każdej kobiety i każdego mężczyzny, zwierzęcia, żywej istoty, słońca, wiatru, wody, ziemi, a nawet śmierci. W pierwszej kolejności jednak chciał być bratem ubogich i chorych. Miał słabość do najbiedniejszych, do najsłabszych słabych. Nie była to filantropia, ale utożsamianie się z nimi. Nie ograniczał się do służenia im, żył z nimi i tak jak oni. Ponieważ byli najbardziej podobni do Chrystusa. Kiedy Franciszek spotyka trędowatego, nie tylko daje mu jedzenie, ale obejmuje go i dzieli się posiłkiem z tego samego talerza.

Językiem szaleństwa. 

Zażyłość z trędowatym, całkowite wyrzeczenie się majątku przed ojcem i sądem kościelnym; konsekwentne wyrzekanie się wszelkich dóbr materialnych i schronienia (aż do śmierci walczył o to, by Reguła zakazywała posiadania domów, ale przegrał); pokojowa wizyta u sułtana w samym środku krucjaty z ewangelicznym przesłaniem miłości i pojednania; kazanie wygłoszone ptakom; rozmowa z wilkiem. Wszystkie te zachowania można by przypisać jednej z (licznych) pozycji z Diagnostycznego i statystycznego podręcznika zaburzeń psychicznych. Psychiatra Vittorino Andreoli poświęca św. Franciszkowi rozdział w książce Follia e santità Szaleństwo i świętość (wyd. Rizzoli, 2005), pokazując, jak te dwie tajemnicze formy mogą współistnieć, nie wyjaśniając siebie nawzajem. Wydaje się tak absurdalny, skandaliczny i nieodpowiedni – ten radykalny wybór bliskości z najbiedniejszymi i bezwarunkowej biedy – że musi on wręcz graniczyć z szaleństwem.

Język poezji. 

Pierwszy wiersz napisany we włoskim volgare jest autorstwa Franciszka (co prawda Indovinello veronese Zagadka Werońska to starszy tekst, ale nie poetycki) i jest to hymn pochwalny. Wiersz błogosławi Boga, stworzenie, ludzkość, ich piękno, ale także przemijalność. Wersety opiewają piękno i sens wszystkiego, co istnieje i łączą każdego człowieka, istotę ożywioną i nieożywioną, w więzi braterstwa. Wszyscy (wszystko) jesteśmy stworzeni, a zatem skazani na przemiany i przemijanie, poddani cyklowi życia i śmierci: piękni również z tego powodu. Piękni i podobni w swoim przeznaczeniu (także w chorobie i śmierci), w możliwości służenia sobie nawzajem. Tak zaczyna się historia literatury w języku włoskim, tymi na wskroś ludzkimi wersami św. Franciszka.

Potraktowanie go na poważnie oznacza powrót do źródeł: do języka poetyckiego, który podkreśla piękno i przemijalność wszystkiego; do języka szaleństwa, z jego lekkomyślnością stawiania wyższego dobra ponad dobrem własnym; do języka braterstwa, który oczyszcza relacje z wszelkich form przemocy, szanuje i traktuje drugą istotę jak równą sobie, z równymi prawami i potrzebami. Oznacza to powrót do źródła tego, co w nas ludzkie: do korzeni.

Jak więc chcemy upamiętnić świętego z Asyżu w 800. rocznicę jego śmierci? Za pomocą serafickich rysów oficjalnej biografii Bonawentury, przywołując legendę? A może to nie wystarczy, trzeba sięgnąć do poprzednich i alternatywnych wersji, które zniknęły na rzecz oficjalnej hagiografii, ale potem ponownie się pojawiły. Wyłania się z nich  św. Franciszek niewygodny, niepozbawiony też sprzeczności, niezrównoważony, po prostu ludzki. Obszernie opisują to Alessandro Barbero w San Francesco (wyd. Laterza, 2025) i Aldo Cazzullo w Francesco. Il primo italiano Franciszek. Pierwszy Włoch. (wyd. HarperCollins, 2025). Gorąco polecam te lektury.

A przede wszystkim, jak chcemy go uczcić, oddać mu cześć? Możemy spróbować ponownie nauczyć się jego języka: braterstwa, szaleństwa, poezji. To obszary, w których staliśmy się analfabetami. Być może dlatego nie rozumiemy się już nawzajem, nie dogadujemy nawet między „podobnymi” sobie, rodakami, członkami rodziny, współlokatorami, zbyt zajęci obroną naszego dobra, naszych idei, naszych interesów. Może dlatego ignorujemy się, ranimy, walczymy, zamrażając nasze serca, zbrojąc się przy naszych granicach.

Smutnym i mrocznym stuleciem jest to, w którym świętujemy św. Franciszka, chyba mroczniejszym wiek, w którym on żył. Franciszek z Asyżu może przywrócić światło i radość: letizia szczęśliwość/błogość, jak ją nazywał.

W ostatniej książce napisanej przed śmiercią, zatytułowanej Gioia Radość (wyd. Einaudi, 2025), wielki psychiatra Eugenio Borgna wyjaśnia, czym jest franciszkańska letizia: „Szczęśliwość, z którą czasami mylona jest radość/wesołość, jest radością franciszkańską, dlatego pozwala nam dostrzegać ludzi w ich jasnej stronie, a nie tylko w tej mrocznej, uświadamiając nam, że w każdym z nas światło i cień przeplatają się, a cienie rozjaśniają się tylko wtedy, gdy potrafimy zwracać się do innych z miłością i wrażliwością”.

Letizia – radość doskonała – kolejny element języka franciszkańskiego. Wystarczyłaby nam nawet niewielka, nawet niedoskonała letizia, aby zapoczątkować nowy sposób komunikowania się, zbliżania się do siebie, odkrywania na nowo, że wszyscy jesteśmy braćmi.

Turystyka i biznes – Polska i Włochy coraz bardziej powiązane

0
Fot. F.R. Lacomino

Wieki przyjaźni, bliskość kulturowa, więzy religijne a może wzajemna fascynacja? Trudno określić, jakie mogą być powody tak głęboko intensywnych i historycznych relacji między Polakami a Włochami. Relacje, które w ostatnim czasie, dosłownie eksplodują nie tylko dzięki rosnącej „Italomanii” (pożyczam tutaj nazwę od jednej ze znanych organizacji) Polaków na punkcie Italii, ale także dzięki coraz liczniejszym interesom biznesowym i turystycznym Włochów w kraju Chopina – w 2024 roku ponad 700 tysięcy mieszkańców Włoch odwiedziło Polskę. Z ciekawością przyglądając się nowemu postrzeganiu Polski przez Włochów, możemy jednocześnie potwierdzić sukces turystyczny Italii wśród mieszkańców Polski. 19 listopada w Hotelu Bellotto w Warszawie odbyło się Buy Italy Tourism Roadshow 2025 zorganizowane przez Włoską Izbę Handlowo-Przemysłową w Polsce (CCIIP). Wydarzenie to zgromadziło najważniejszych przedstawicieli sektora turystyki, lotnictwa i mediów w celu zaprezentowania im czterech zupełnie różnych włoskich regionów – Kalabrii, Emilii-Romanii, Friuli-Wenecji Julijskiej i Sardynii – oraz nowych połączeń lotniczych między Włochami a Polską. 

„Włochy są jednym z najpopularniejszych kierunków w siatce połączeń lotniska Warszawa-Modlin. W sezonie zimowym 2025/2026 oferujemy aż 9 włoskich destynacji obsługiwanych przez linie Ryanair i Wizz Air, w tym m.in. Bergamo, Bolonię, Bari, Brindisi, Rzym, Mediolan-Malpensę, Palermo oraz Wenecję. Obserwujemy rosnące zainteresowanie tym kierunkiem zarówno wśród turystów, jak i osób podróżujących służbowo. W 2025 roku spodziewamy się dalszego wzrostu liczby pasażerów podróżujących między Polską a Włochami, a w 2026 roku liczymy na utrzymanie tego trendu oraz poszerzenie siatki połączeń” powiedział Tomasz Szymczak, Wiceprezes ds. Sprzedaży i Marketingu / SVP Commercial Portu Lotniczego w Modlinie podczas debaty na Buy Italy Toursim Roadshow, którą miałem przyjemność moderować.

„Włochy należą dziś do najdynamiczniej rosnących kierunków w naszej europejskiej siatce: w ciągu pięciu lat podwoiliśmy liczbę przewożonych tam pasażerów. To kraj, który przyciąga nie tylko w sezonie świątecznym, ale również jest idealną destynacją na całoroczne wypady”, zaznaczył Krzysztof Moczulski, Rzecznik Prasowy Polskich Linii Lotniczych LOT, „Wyjątkowa różnorodność włoskich regionów, silna marka turystyczna, znakomita oferta enogastronomiczna i stabilny popyt sprawiają, że jest to dla PLL LOT obiecujący rynek. Potwierdzają to nasze ostatnie nowości w siatce połączeń: otwarcie trasy Kraków-Rzym oraz ogłoszenie rejsów z Warszawy do Bolonii”.

Natomiast Alicja Wójcik-Gołębiowska, Head of Communications CEE & Baltics, Ryanair, skomentowała to tak: „W 2025 oferowaliśmy z Polski ponad 20 włoskich kierunków, wśród których znalazły się Rzym, Bolonia, Wenecja, Perugia, Olbia czy Lamezia Terme. Polacy kochają Włochy, a my odpowiadamy na to rosnące zainteresowanie, wprowadzając nowe połączenia, takie jak Lublin-Trapani czy Alghero-Warszawa-Modlin, które zadebiutują latem 2026 roku. Widzimy również ogromny potencjał we współpracy biznesowej pomiędzy Polską a włoskimi regionami, zarówno w sektorze turystycznym, jak i w szeroko pojętej wymianie gospodarczej”.

Kalabria 

Tym sposobem przechodzimy do prezentacji włoskich regionów zaczynając od Kalabrii, która odnotowuje znaczące wyniki, jeśli chodzi o liczbę odwiedzających: w 2025 roku (w okresie styczeń – sierpień) 40 000 Polaków odwiedziło Kalabrię rezerwując 175 000 noclegów, co oznacza wzrost o 89% w porównaniu do roku 2019. Region obsługują trzy lotniska: Lamezia Terme (SUF), Reggio Calabria (REG) i Crotone (CRV), a liczba lotów z Polski stale rośnie. Lamezia jest bezpośrednio połączona z Katowicami, Krakowem i Wrocławiem, a od 2025 r. również z Warszawą i Poznaniem – z dużą szansą na kontynuację rejsów w 2026 roku. Loty do Reggio Calabria dostępne są z Katowic. Kalabria jest kwintesencją śródziemnomorskiej Italii, miejsca, w którym dwa morza spotykają się z dzikimi górami, a lokalne tradycje są wciąż żywe. Region łączy w sobie kulturę Wielkiej Grecji, dziedzictwo bizantyjskie i normandzkie oraz współczesną energię Południa. Wśród najważniejszych miejsc regionu znajdują się: Reggio Calabria, z promenadą Lungomare Falcomatà i słynnymi Brązami z Riace; Tropea, która jest jednym z najpiękniejszych nadmorskich miasteczek Włoch; Scilla i Chianalea, zwane też „kalabryjską Wenecją”, znajdujące się tuż nad brzegiem morza; Gerace – średniowieczne, kamienne miasteczko z monumentalną katedrą; oraz Cosenza, czyli dynamiczne centrum kultury, łączące ze sobą nową architekturę i stanowiska archeologiczne: Locri, Sibari oraz kompleksy muzealne Wielkiej Grecji. Jest jeszcze Kalabria „WILD” dla osób szukających natury, sportu i miejsc z dala od masowej turystyki, oferująca dziesiątki tras nadmorskich, punkty widokowe, ukryte plaże w skalnych zatoczkach i krystaliczne morza po obu stronach regionu. Do głównych atrakcji regionu na świeżym powietrzu należą: Park Narodowy Sila, czyli jeziora, lasy, trekking i jazda na rowerach; Aspromonte – spektakularne panoramy i malownicze szlaki; Pollino, czyli długodystansowe trasy i surowa przyroda; oraz Droga świętego Franciszka z Paoli – słynny, 247-kilometrowy szlak duchowo-przyrodniczy łączący ze sobą klasztory, parki i miasteczka. Kuchnia Kalabrii wyróżnia się zdecydowanym charakterem i autentycznością. W kontekście gastronomicznym Kalabria jest znana m.in. z ’Nduji z Spilinga, czyli pikantnej pasty mięsnej; z bergamotki z Reggio Calabria, rzadkiego cytrusa wykorzystywanego w perfumach i cukiernictwie, oraz papryczki z Diamante: królowej ostrości. Region słynie również ze swojej oliwy z oliwek extra virgin, lokalnych wypieków i słodyczy oraz serów i wina.

Emilia-Romania 

W okresie od stycznia do sierpnia 2025 roku region Emilia-Romania odnotował wzrost przyjazdów z Polski o 14% (172 tys.) oraz wzrost liczby noclegów o 11,2% (646 tys.) w porównaniu z rokiem poprzednim. Loty z Warszawy, Krakowa i Wrocławia obsługiwane są przez dwa lotniska: w Bolonii i Rimini. W 2026 roku planowane jest uruchomienie dodatkowych połączeń, w tym Warszawa-Bolonia i Rimini-Wrocław. Położona między Morzem Adriatyckim a Apeninami Emilia-Romania oferuje wszystko, co potrzebne na wakacje pełne atrakcji: szeroką linię brzegową, renesansowe miasta sztuki, malownicze średniowieczne miasteczka oraz nieskażoną przyrodę. Region szczyci się trzema miejscami wpisanymi na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO: Rawenną, Modeną i Ferrarą, natomiast Bolonia i Parma posiadają prestiżowy tytuł Miast Kreatywnych UNESCO. Emilia-Romania jest również znana ze swoich „perełek”, takich jak Comacchio, malownicza Dozza ze słynnymi muralami czy średniowieczna Brisighella, znana z wyśmienitej oliwy z oliwek. Region jest najbogatszym kulinarnie w Europie, z rekordową liczbą 44 produktów DOP i IGP. To tutaj powstają najbardziej ikoniczne symbole włoskiej kuchni: Parmigiano Reggiano, Prosciutto di Parma i tradycyjny ocet balsamiczny z Modeny. Miasta takie jak Parma i Modena są obowiązkowym punktem programu dla miłośników gastronomii, a liczne szlaki kulinarne prowadzą przez serce europejskiej kultury kulinarnej tzw. Food Valley. Region przyciąga również miłośników motoryzacji, oferując muzea, fabryki, tory testowe oraz festiwale, jak Motor Valley Fest. To tutaj narodziły się takie marki jak Ferrari, Maserati, Lamborghini, Pagani i Ducati. Dzięki ponad 9000 km ścieżek rowerowych i certyfikowanej sieci hoteli rowerowych Emilia-Romania jest doskonałą destynacją dla fanów jazdy na rowerze. Riviera Romagnola może poszczycić się 110 km bezpiecznych, nowoczesnych plaż, przystosowanych do potrzeb różnych turystów: rodzin, seniorów, osób z niepełnosprawnościami oraz podróżujących ze zwierzętami. Region inwestuje w dostępność, w Rimini „Spiaggia Libera Tutti” oferuje udogodnienia dla osób z ograniczoną mobilnością, a program „Rimini Beach for All” tworzy strefy przyjazne dla osób z autyzmem. Wybrzeże wyróżnia się także licznymi nowoczesnymi promenadami oraz plażami wyróżnionymi Błękitną i Zieloną Flagą.

Friuli-Wenecja Julijska 

Region o niezwykłej spójności, najbliższy Polsce. W zaledwie 90 minut można przejechać z gór nad morze – od Dolomitów Friulijskie, przez Alpy Karnickie i Julijskie, przez winnice Collio, aż po Grado i Lignano Sabbiadoro na wybrzeżu Adriatyku. W 2024 roku region odnotował ponad 10 milionów noclegów, z czego 60% stanowiły przyjazdy turystów zagranicznych, przy imponującym wzroście o 27% przyjazdów i 24% noclegów w porównaniu z rokiem 2023. Polska jest jednym z kluczowych rynków, zajmuje 4. miejsce pod względem przyjazdów i 5. pod względem noclegów. Dostępność regionu poprawiło nowe połączenie lotnicze Kraków-Triest. Friuli-Wenecja Julijska jest mieszanką kultur włoskiej, słowiańskiej i środkowoeuropejskiej. Turystów przyciągają: eleganckie miasto portowe Triest z Zamkiem Miramare, historyczne Udine, graniczne Gorizia – Europejska Stolica Kultury 2025, oraz Pordenone, która będzie Włoską Stolicą Kultury w 2027 roku. Region obejmuje także miejsca wpisane na listę UNESCO, takie jak teren archeologiczny w Aquilei, Palmanova – renesansowe miasto na planie gwiazdy, oraz Cividale del Friuli – skarb Longobardów z malowniczym Mostem Diabła. Znajdziemy tu również niektóre z najsłynniejszych włoskich produktów z certyfikatem DOP: Szynkę San Daniele DOP, ser Montasio DOP i znakomite wina, a Triest uznany jest za włoską stolicę kawy. Friuli-Wenecja Julijska oferuje doskonałe warunki do trekkingu w Dolomitach Friulijskich, Alpach Julijskich i Karnickich, a także spektakularne trasy rowerowe, w tym Ciclovia Alpe Adria i sieć tras dla rowerów górskich i szutrowych. Region oferuje też rafting, canyoning, wspinaczkę i paralotniarstwo oraz krystalicznie czyste jeziora i chronione doliny. Miejscowości nadmorskie Lignano Sabbiadoro, Grado, Marina Julia i Zatoka Triestu oferują szerokie plaże, płytkie i bezpieczne wody, szlaki piesze, rozbudowaną infrastrukturę dla rodzin oraz idealne warunki dla żeglarzy i surferów. Friuli-Wenecja Julijska wyróżnia się również jako kierunek turystyki zimowej, oferując atrakcyjny stosunek jakości do ceny, autentyczną atmosferę i mało zatłoczone stoki.

Fot. Nicola Brollo

Sardynia 

W okresie styczeń-sierpień 2025 roku wyspę odwiedziło ponad 3 miliony turystów, przy czym ruch z Polski wzrósł o 57% w ciągu dwóch lat. Sardynia przyciąga nie tylko plażami, w tym Cala Goloritzé, uznana w 2025 roku za najpiękniejszą plażę świata, ale także kulturą, historią i dziedzictwem UNESCO. Na wyspie znajdują się trzy główne lotniska: Cagliari (CAG), Olbia (OLB) i Alghero (AHO). Dziedzictwo historyczne Sardynii jest wyjątkowe. Wyspa zachowuje ślady historii sprzed tysięcy lat, od siedemnastu prehistorycznych Domus de Janas („domów wróżek”, w rzeczywistości grobowców), wpisanych na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w lipcu 2025, po monumentalne nuragi (w tym Su Nuraxi w Barumini, także wpisany na listę UNESCO w 1997 roku). Na całym terytorium wyspy znajdują się liczne nekropolie i sanktuaria. Krajobraz Sardynii kształtowała cywilizacja nuragów, pozostawiając niezatarte ślady w architekturze, rytuałach i stylu życia mieszkańców. Wyspa coraz bardziej przyciąga miłośników natury i aktywności na świeżym powietrzu w najczystszej postaci. Góry, płaskowyże, kaniony, lasy oraz mozaika wybrzeża czynią Sardynię idealną dla trekkingu, wędrówek, wspinaczek i kajakarstwa. Malownicze panoramy i drogi szutrowe przyciągają także fanów gravelu i jazdy górskiej, a jeziora, laguny i wybrzeża są idealne do nurkowania, paddleboardingu, żeglarstwa i obserwacji ptaków. Również duchowość zajmuje tu wyjątkowe miejsce. Wyspa posiada osiem oficjalnych szlaków pielgrzymkowych i osiem miejsc kultu, prowadzących przez wioski, kościoły i sanktuaria, tworząc unikalną kombinację natury i tradycji. Trenino Verde, kolejka turystyczna przebiegająca przez dzikie krajobrazy Sardynii, pozostaje jedną z najbardziej charakterystycznych atrakcji wolnej turystyki w całym basenie Morza Śródziemnego. Nie bez powodu Sardynia jest jedną z pięciu Niebieskich Stref na świecie, miejsc sprzyjających długowieczności. To tutaj od wieków kultywuje się sztukę dobrego życia, opartą na zdrowym odżywianiu, aktywności fizycznej, relacjach społecznych i harmonii z naturą. Kultura sardyńska wyraża się także w bogatym kalendarzu wydarzeń, od procesji Wielkiego Tygodnia, przez święta Sant’Efisio i Sant’Antioco, po rytuał Candelieri, pochody bractw i spektakularne obchody karnawału.

Fot. Ettore Cavalli

Biblioteka Montessori – długa droga między dziełem a odbiorcą

0

3 lutego o godz. 18.00 we Włoskim Instytucie Kultury odbędzie się spotkanie poświęcone wyjątkowemu przedsięwzięciu wydawniczemu – serii Biblioteka Marii Montessori. Wydarzenie zatytułowane „Biblioteka Montessori – o długiej drodze między dziełem a odbiorcą” będzie okazją do rozmowy o ideach Marii Montessori, ich recepcji w Polsce oraz o wieloletniej pracy, dzięki której polscy czytelnicy po raz pierwszy otrzymali pełny dostęp do jej pism.

Metoda opracowana przez Marię Montessori zrewolucjonizowała pedagogikę, proponując zupełnie nowe spojrzenie na dziecko – jako istotę autonomiczną, obdarzoną naturalnym potencjałem rozwojowym. Szkoły i przedszkola montessoriańskie funkcjonują dziś na całym świecie i są także częścią polskiego krajobrazu edukacyjnego. Paradoksalnie jednak, mimo że Polki uczestniczyły w pierwszych szkoleniach prowadzonych bezpośrednio przez Montessori już na początku XX wieku, dopiero sto lat później polski czytelnik zyskał możliwość poznania wszystkich jej kluczowych publikacji książkowych w rodzimym języku.

Seria Biblioteka Montessori, wydana przez Wydawnictwo Naukowe PWN i autoryzowana przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Montessori (AMI), obejmuje piętnaście tytułów i powstawała przez osiem lat. To projekt wymagający nie tylko kompetencji translatorskich i redakcyjnych, ale także głębokiego zrozumienia kontekstu historycznego, pedagogicznego i filozoficznego myśli Montessori. Dlaczego jej dzieła trafiają „pod polskie strzechy” dopiero teraz? Jakie trudności towarzyszyły pracy nad serią i na czym polega satysfakcja z wypełnienia tak dotkliwej luki w polskiej humanistyce i pedagogice? O tym porozmawiają uczestniczki spotkania:

Luiza Krolczuk – absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim, tłumaczka literatury włoskiej, członkini Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury. Od 2018 roku współpracowała z Wydawnictwem Naukowym PWN, dla którego przełożyła wszystkie włoskie dzieła Marii Montessori, m.in. Sekret dzieciństwa, O kształtowaniu się człowieka, Dziecko w rodzinie, Umysł dziecka. Chłonny umysł oraz Autoedukację. Tłumaczy także literaturę piękną i dziecięcą, współtworzy Fundację Polska 2100. 

W swojej nocie do „Autoedukacji” pisze: Maria Montessori to tłumaczka, kobieta, która przerzuciła pomost komunikacyjny między światem dorosłych a światem dziecka. (…) Walcząc o godną pozycję dziecka, inteligentnie i odważnie przemycała treści palące dla współczesnych jej przyjaciółek. (…) do których Marta Frej woła we współczesnych nam grafikach: „Koleżankujmy się!” (…) Montessori była zapaloną romantyczką, niezłomną idealistką, kobietą na wskroś nowoczesną, niech nie zwiedzie więc jej suknia na dawną modłę i włosy spięte w kok.

Sylwia Camarda, głos autentycznego Montessori w Polsce. Dyplomowana nauczycielka, ekspertka i praktyczka, od lat przywraca edukacji jej pierwotny sens – wspieranie naturalnego rozwoju dziecka w atmosferze zaufania, szacunku i wolności. Prowadzi przedszkole i szkołę Montessori wierne idei Marii Montessori oraz centrum treningowe dla dorosłych, w którym kształci nauczycieli i rodziców. Jako redaktorka naukowa serii Biblioteka Montessori PWN oraz autorka licznych publikacji naukowych, łączy teorię z praktyką, inspirując środowisko edukacyjne do refleksji i odwagi. Jej misją jest edukacja oraz orędownictwo na rzecz dzieci i kobiet.

Aleksandra Małek – psycholożka, absolwentka Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Od 2012 roku związana z Wydawnictwem Naukowym PWN jako wydawczyni publikacji naukowych z zakresu psychologii i pedagogiki. Towarzyszyła autorom ponad 300 książek, koordynowała wydanie wszystkich tomów serii Biblioteka Marii Montessori. W 2023 roku przygotowała zbiór wypisów z dzieł Montessori Naucz mnie robić rzeczy samodzielnie. Jako redaktorka współpracuje także z Oficyną Związek Otwarty, prywatnie jest miłośniczką literatury faktu.

Biblioteka Marii Montessori obejmuje publikacje wcześniej nieznane polskiemu czytelnikowi, dzięki czemu po raz pierwszy możliwe stało się tak pełne i pogłębione poznanie myśli wybitnej lekarki i pedagog. Symbolicznym zwieńczeniem projektu jest tom Autoedukacja – dzieło powstałe u progu kariery Montessori, zawierające fundamentalne założenia jej metody i opis jej praktycznego zastosowania.

Spotkanie w Instytucie Włoskim będzie nie tylko opowieścią o książkach, ale także o drodze idei, odpowiedzialności tłumacza i wydawcy oraz o znaczeniu dostępu do źródeł, które kształtują współczesne myślenie o edukacji i dziecku.

Odrodzenie Matery

0

tekst i foto: Dominika Rafalska

 

Dziś klejnot południa i jedno z najpiękniejszych miast Italii. Kilkadziesiąt lat temu – miejsce zapomniane przez Boga i ludzi. Matera to żywy dowód na to, że metamorfoza i mądrze pomyślana rewitalizacja antycznego miasta, choć trudna, jest możliwa.

Na prowizorycznym przystanku w Polignano a Mare jestem jedyną pasażerką. Dochodzi 7.00 rano i mam wielką nadzieję, że mój autobus przyjedzie punktualnie. Jest! Jedziemy po włoskich bezdrożach, by po kilkudziesięciu minutach znaleźć się w Bari. Tu momentalnie pusty autobus zapełnia się do ostatniego miejsca. Wszyscy jadą do Matery.

Nic w tym dziwnego. Stolica regionu Basilicata jest w zasadzie obowiązkowym punktem podczas podróży na południe Włoch. Jedno z najstarszych miast nie tylko we Włoszech, ale i na świecie ma bardzo dużo do zaoferowania. Miasto wykute w skale, urocze kręte uliczki, piękne kamienne budowle. Matera inspiruje też artystów. Miasto posłużyło za plan filmowy do wielu filmów. Dość wymienić Ewangelię według św. Mateusza w reż. Piera Paolo Pasoliniego (1964), Pasję w reż. Mela Gibsona (2004) czy wreszcie Nie czas umierać z Danielem Craigiem w roli Jamesa Bonda (2021). Porównania Matery do Jerozolimy z czasów Chrystusa czy jordańskiej Petry są jak najbardziej uzasadnione. Patrząc na miasto dzisiaj, trudno uwierzyć, że jeszcze w latach 50. XX wieku nazywano je „hańbą narodu” z uwagi na panujące tam koszmarne warunki życia.

Na południu bez zmian

Trudno dokładnie określić, ile lat ma Matera. Naukowcy przyjmują, że powstała w okresie paleolitu. W miękkich tufowych skałach kanionu rzeki Graviny przez stulecia powstawały groty, kaplice, a nawet całe kościoły. Interesujące jest to, że taki tryb życia był tu znany aż do I połowy XX wieku. 

Ziemie, na których leży Matera przechodziły z rąk do rąk stając się własnością m.in. Rzymian, Greków, Arabów, czy Longobardów. Pierwsza wzmianka o mieście (znanym wówczas pod nazwą Matheolla) pochodzi z 251 r. p.n.e. Ciężkie warunki życia, szerzące się choroby i głód naznaczyły losy miasta i jego mieszkańców na całe stulecia.

Do dzisiaj w Materze zachował się dawny układ urbanistyczny. Historyczna część miasta – Sassi di Matera (wł. Kamienie Matery) składała się z dwóch części: Sasso Caveoso i Sasso Barisano. Ta pierwsza uważana jest za najstarszą dzielnicę Matery. Można tam zajrzeć do autentycznych jaskiń, które dzisiaj zaadaptowano m.in. na mini muzea. Niektóre „tradycyjne domy” Matery są współcześnie także hotelami (nie powinno budzić zdziwienia to, że w niektórych z nich nie ma okien w pokojach).

Smutne piękno 

Opowieść o Materze to jednak nie tylko romantyczna czy dająca natchnienie artystom historia. Przez całe stulecia ludzie żyli tu często w jednej izbie wraz ze zwierzętami, które stanowiły cały ich dobytek. W przeszłości w mieście szerzyły się epidemie i głód, a śmiertelność noworodków wynosiła nawet 44 proc. Dziś trudno sobie wyobrazić, że jeszcze w połowie XX stulecia aż 90 proc. (z 20 tys.) mieszkańców miasta było analfabetami. Ludzie funkcjonowali bez dostępu do wody, kanalizacji i elektryczności. 

„Każdy, kto zobaczy Materę, nie może nie przeżyć wstrząsu, tak pełne wyrazu i poruszające jest jej smutne piękno” – napisał Carlo Levi w książce Chrystus zatrzymał się w Eboli (1945). Levi był włoskim lekarzem, pisarzem i lewicowym działaczem politycznym i społecznym. Należał do antyfaszystowskiej organizacji Giustizia e libertà (wł. Sprawiedliwość i wolność). W latach 30. XX wieku został wygnany z przemysłowej, bogatej północy Włoch na ubogie południe. Przetrwał wojnę w Basilicacie w prowincji Matera. Zesłanie Leviego do Basilicaty i jego, wspomniana wyżej, książka w której opisał niewyobrażalną nędzę południa okazały się krokiem milowym na drodze poprawy warunków życia mieszkańców regionu i samej Matery. 

Publikacja zyskała popularność we Włoszech. W 1979 r. powstał film na jej podstawie w reż. Francesca Rosiego. Ważniejsze jednak wydaje się to, że już w trzy lata po wydaniu książki Materę odwiedził lider Komunistycznej Partii Włoch – Palmiro Togliatti. To on określił część Matery – Sassi „hańbą narodu”. W 1950 r. premier Alcide de Gasperi postanowił stworzyć plan ratunkowy dla miasta i zlecił opracowanie projektu ustawy dotyczącej renowacji i wysiedlenia jej mieszkańców. Już w 1951 r. przedstawiono go w parlamencie. 9 kwietnia 1951 r. na pierwszej stronie dziennika „La Gazzetta del Mezzogiorno” pojawiła się informacja „Sassi di Matera znikną – de Gasperi usuwa narodową hańbę”. 

Za tym stwierdzeniem kryła się jednak wielka odpowiedzialność i mnóstwo ciężkiej pracy. Zadanie było skomplikowane i polityk zadawał sobie sprawę z tego, że potrzebne są kompleksowe badania i zaangażowanie ekspertów różnych dziedzin. Doprowadziły one do stworzenia koncepcji, która przewidywała utworzenie trzech nowych dzielnic: La Martella, Venusio i Picciano. To tam przesiedlano mieszkańców Sassi. Każda rodzina otrzymała trzy hektary ziemi pod uprawę. 17 maja 1952 r. podpisano specjalną ustawę o rewitalizacji Sassi, która przewidywała budowę siedmiu nowych osiedli i renowację 859 domów w dzielnicy. Po 1953 r. wysiedlone centrum zostało oficjalnie zamknięte. Życie wróciło tam dopiero kilka dekad później. Niestety koszty społeczne tego projektu okazały się wysokie. W trakcie wysiedlenia ludności z dzielnicy, bardzo osłabły więzy społeczne a wiele osób, paradoksalnie, z trudem przystosowywała się do życia w nowych, o wiele lepszych, ale nieznanych im warunkach. Zrozumiano to po latach.

Odrodzenie

„Materę można potraktować jako miejsce kulturowe, które stanowi element tradycji, czyli zjawiska przekazywania z pokolenia na pokolenie dziedzictwa kulturowego. Ochrona dziedzictwa powinna polegać nie tylko na zachowaniu i polepszeniu fizycznego stanu architektury miasta, lecz także na ochronie wartości historycznych, na które składają się ważne wydarzenia społeczne, polityczne i kulturalne. Powyższe działania nie byłyby możliwe bez udziału lokalnej ludności ,która od pokoleń zasiedla miasto, stając się jego nierozerwalną częścią” – napisała arch. Marta Stachurska w artykule Dwa oblicza Matery. Problematyka ochrony dziedzictwa kulturowego Matery w procesie rewitalizacji antycznego miasta na łamach „Wiadomości konserwatorskich” (2020, nr 64). Autorka zwraca uwagę, że w pewnym momencie wprowadzając plany rewitalizacji miasta, jednocześnie zaprzestano praktyk siłowego wysiedlania ludności, a nowo podjęte działania zakładały włączenie mieszkańców w proces odbudowy Sassi. 

Zaproponowano im stuletnią, bezpłatną dzierżawę opuszczonych skalnych grot w zamian za pomoc w odrestaurowaniu obiektów. Wszelkie działania związane z rewaloryzacją zespołu urbanistycznego i architektury miały zostać wykonane zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju. „Priorytetem działań było poszanowanie pierwotnej tkanki, przeprowadzanie koniecznych zabiegów z zachowaniem oryginalnego charakteru i kształtu miejsca, bez możliwości wprowadzania trwałych zmian. Wszelkie prace mają podlegać ścisłym wytycznym konserwatora zabytków…” – czytamy w tekście Stachurskiej. 

Wyjątkowy charakter Matery dostrzeżono w 1993 r., gdy uhonorowano ją miejscem na liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Znalazła się tam strefa Sassi (starożytne centrum miasta i górski płaskowyż po przeciwnej stronie wąwozu) oraz Park Kościołów Skalnych (wł. Parco delle Chiese Rupestri). Zwrócono uwagę na integralność i autentyczność miejsca, konieczność jego ochrony oraz wymóg odpowiedniego zarządzania nim. Marta Stachurska: „W uzasadnieniu wpisu na Listę UNESCO Sassi została przedstawiona przede wszystkim jako najwybitniejszy, nienaruszony przykład wzorowo zachowanego osadnictwa w regionie śródziemnomorskim, ilustrujący istotne etapy w historii ludzkości sięgające czasów paleolitu”. Udana rewitalizacja ponownie przyciągnęła do miasta mieszkańców, a także inwestorów i turystów. Część jaskiń zaadaptowano na hotele, galerie, kawiarnie, urocze galerie z rękodziełem. W 2019 r. miasto zostało Europejską Stolicą Kultury.

Dzisiaj Matera zachwyca swoim unikalnym pięknem. Miasto wykute w skałach zdaje się opadać kaskadowo w głąb wielkiego kanionu, blask zachodzącego słońca barwi na złoto białe sylwetki domów i kościołów Sassi. Światło złotej godziny czyni bryłę katedry w Materze wręcz nieziemskim zjawiskiem. Uliczki zdają się wić bez końca. Oprócz jaskiń, autentycznych domów i punktów widokowych w mieście i jego okolicach można zobaczyć ponad 160 skalnych kościołów. Matera przyciąga dzisiaj nie tylko miłośników historii, pięknej architektury czy fotografii, ale też amatorów górskich wędrówek. Smutne piękno Matery i lata naznaczone cierpieniem mieszkańców należą już szczęśliwie do przeszłości.

Podróże są najlepszym uniwersytetem: wywiad z Elżbietą Dzikowską

0

Elżbieta Dzikowska zwiedziła niemal cały świat, od Azji po Amerykę Łacińską. Jako podróżniczka i historyczka sztuki odkrywała przed Polakami świat. A jednak to Włochy są jej ukochanym miejscem na ziemi.

Niemal zawsze zaczynam od tego samego pytania, od słów Federico Felliniego, który mówił, “że sny są jedyną rzeczywistością”. Czy śniła Pani kiedyś włoskim snem?

Proszę pamiętać, że w czasach mojej młodości nie wolno było ani marzyć, ani śnić. Całe życie też zmagałam się z bezsennością. Nawet szamani mi nie pomogli, ale przynajmniej, dzięki poszukiwaniu lekarstwa na moje dolegliwości, miałam okazję zrobić film i napisać książkę „Czarownicy”. Grunt to nie poddawać się. Także wolałam nie śnić o Italii tylko tam pojechać. To przedziwne, ale Włochy zaczęły mnie fascynować, zanim jeszcze tam poleciałam, nawet niewiele wiedziałam o tym kraju, a jednak coś mnie tam przyciągało. Może o nich śniłam zupełnie o tym nie wiedząc. Jak już wreszcie poleciałam do Włoch to sny były mi niepotrzebne. Wszystko stało się realne. Włochy to dla mnie najważniejsze państwo pod względem kultury i mimo wielu zmian, które tam zachodzą od wieków potrafią pozostać sobą i pielęgnować swoją tożsamość.

Czy Włochy są dla Pani czymś więcej niż efektowną scenerią? 

To teren, na którym naturalnie spotykają się moje dwie tożsamości: podróżniczki i badaczki sztuki. Jestem nie tylko sinolożką, ale i historyczką sztuki, a podróże traktuje jako warunek dostępu do dzieł, artystów i zjawisk. Włoski kontekst – od muzeów i kościołów po wystawy czasowe – daje nieograniczone możliwości. Sprawdza się jako „żywe archiwum” przeszłości i jako laboratorium teraźniejszości. 

W czasach PRL, kiedy nie można było marzyć i śnić musiała Pani pokonywać nie tylko tysiące kilometrów, lecz także bariery polityczne, finansowe i mentalne. Pani historia pokazuje jak ogromnej determinacji wymagało wówczas odkrywanie świata.

Pierwszą daleką podróżą była wyprawa do Chin w 1957 roku. Byłam wówczas młodą studentką sinologii na Uniwersytecie Warszawskim, a wyjazd do Państwa Środka stanowił niezwykłą okazję do bezpośredniego kontaktu z kulturą, którą dotąd poznawała tylko z książek. Trzeba pamiętać, że był to okres, gdy Polska znajdowała się w bloku państw socjalistycznych, a relacje z Chinami, choć napięte politycznie, wciąż umożliwiały wymianę akademicką. Podróż sama w sobie była trudnym przedsięwzięciem – wymagała wielu zezwoleń i dwudniowej podróży lotniczej. Po tej podróży marzyłam, żeby się już się nie powtórzyła z powodu turbulencji. Przyznaje, że na świecie boję się dwóch rzeczy: chamstwa i właśnie turbulencji.

Drugą wielką przygodą była pierwsza wyprawa do Ameryki Południowej, na początku lat sześćdziesiątych. W czasach, gdy paszport był luksusem, a bilet lotniczy niemal nieosiągalny. Zdecydowałam się na rejs statkiem towarowym do Meksyku. Podróż trwała trzy tygodnie – w ciasnej kajucie, w towarzystwie obcych osób, z ograniczonym dostępem do wygód. Budżet był minimalny, wystarczał na najtańsze noclegi i posiłki. To doświadczenie nauczyło mnie podróżowania w stylu uważnym, reporterskim.

Lista miejsc na świecie, do których Pani dotarła, które zobaczyła jest imponująca. A jednak, kiedy zapytano Panią w jakimś wywiadzie o ulubione miejsce na ziemi odpowiedziała Pani: Włochy.

Podróżowanie jest dla mnie uniwersytetem, a Włochy dają mi możliwość ukończenia najlepszych studiów, jakie są w ofercie. Właściwie to ich ukończenie jest niemożliwe, ponieważ cały czas jest tam coś do odkrycia. Podróżuje po Włoszech od kilku dekad, byłam tam niezliczoną ilość razy, a jednak wciąż są takie regiony jak Sardynia, które są jeszcze przede mną. Na tej wyspie jest ponad siedem tysięcy zabytków z epoki brązu. Jest tam wiele świadectw człowieka, jak chociażby w zachodnim miasteczku Iglesias są kopalnie z czasów nuragijskich. To wszystko jeszcze przede mną! 

A ta pierwsza podróż do Włoch?

To była chyba podróż z moją przyjaciółką Barbarą Weber do Perugii, gdzie pojechałyśmy tam na Uniwersytet nauczyć się języka włoskiego. Po skończonym kursie kupiłyśmy sobie bilet “tremila kilometri” i jeździliśmy pociągami od stacji do stacji, zwiedziłyśmy całą Florencję docierając aż na Sycylię. Do Florencji przez te wszystkie lata powracałam wielokrotnie, spędziłam tam nawet z moją inną przyjaciółką Barbarą Szubińską Wielkanoc. Nigdzie nie ma takich zbiorów jak we Florencji. To kolebka renesansu, od wieków zachwyca swoim dziedzictwem artystycznym i architektonicznym. Najważniejszym punktem jest oczywiście Galleria degli Uffizi, dawna siedziba urzędów Medyceuszy, przekształcona w muzeum już w XVI wieku. Ale lubię wracać też do Galleria dell’Accademia, słynąca przede wszystkim z monumentalnego „Dawida” Michała Anioła.

Czym jest dla Pani podróżowanie?

Podróżowanie uczy poznania świata, bywa, że uczy odwagi i pewności siebie. Podczas pobytu w Rzymie, wzięłam udział w międzynarodowym kongresie FAO (Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa). Bardzo chciałam przeprowadzić wywiad z szefem tej organizacji, ale… ambasador i inni dyplomaci nie potrafili mi pomóc. Co zrobiłam? Napisała maleńką karteczkę z pytaniem: „Panie Prezydencie, czy może mi pan udzielić wywiadu?” i podałam ją przy wejściu na sesję otwierającą kongres. Niedługo później do sali zaprosił mnie asystent szefa FAO z jego zgodą. 

Potem były podróże z Pani mężem Tonym Halikiem.

Z moim mężem przez dwadzieścia lat, niemal w rok w rok jeździliśmy samochodem z Warszawy do Genui. Tam zostawiliśmy samochód i przesiadaliśmy się do naszej łódki, którą pływaliśmy po morzu liguryjskim. Nic było w stanie nam przeszkodzić, nawet wszczepiony rozrusznik serca Tony’ego. Pięć dni po wyjściu ze szpitala pływaliśmy już po morzu odwiedzając Portofino czy ukrytą osadę San Fruttuoso. Morze wymusza dyscyplinę, pogoda bywa kapryśna, porty mają własne rytmy. Żeby wypłynąć, trzeba być przygotowaną, ale też ufną wobec własnych decyzji. To ta sama logika, którą stosuje w świecie sztuki: najpierw solidny rekonesans, potem odważne wnioski.

A czego nauczyły Panią liczne podróże na weneckie Biennale?

Biennale uczy czujności. Z edycji na edycję zmieniają się tematy, języki, a nawet sposoby oprowadzania widza. Od lat używam Wenecji jak barometru: sprawdzam, gdzie przesunęły się akcenty – ku polityce, ekologii, ciału, technologii i czy polskie opowieści harmonizują z nurtem, czy idą pod prąd. Pierwszy raz poleciałam na Biennale w latach 90. na zaproszenie Romana Opałki. Lata 90. przyniosły tu ważne momenty, które pozwoliły polskiej sztuce przebić się do świadomości światowej publiczności. W 1993 roku Roman Opałka  zaprezentował swoje malarskie „liczenie do nieskończoności”, tworząc przejmującą medytację nad czasem i przemijaniem. Jego prace, stopniowo rozjaśniane aż do całkowitej bieli, stały się jednym z najmocniejszych symboli sztuki konceptualnej XX wieku i w Wenecji spotkały się z ogromnym uznaniem. Cztery lata później, w 1997 roku, Katarzyna Kozyra pokazała „Łaźnie” – instalację wideo, która otworzyła nowy rozdział w myśleniu o ciele i tożsamości. Praca nagrodzona przez jury wzbudziła międzynarodową dyskusję. Zaś w 1999 roku Mirosław Bałka zaprezentował minimalistyczne instalacje dotykające pamięci, cielesności i historii, często odnoszące się do doświadczenia Holokaustu i przemijania.

A jakim miastem jest sama Wenecja?

To największe muzeum pod gołym niebem. Plac św. Marka z majestatyczną bazyliką, której złocone mozaiki opowiadają historię miasta. Pałac Dożów, dawna siedziba władców i symbol politycznej potęgi. Moim obowiązkowym punktem jest też Gallerie dell’Accademia. To tu podziwiać można arcydzieła Belliniego, Carpaccia czy Tycjana. A także Museo Peggy Guggenheim, ulokowane w pałacu nad Canal Grande z pracami Picassa, Pollocka, Kandinsky’ego czy Miró. Kontrastuje ono z dawną sztuką Wenecji, pokazując, jak miasto stało się przestrzenią dialogu między epokami. Wenecja to dla mnie najpiękniejsze miasto na świecie, chociaż nigdy nie zaznałam jej pustej, zawsze jest przeludniona. Coraz trudniej jest mieć kontakt osobisty z tym miastem. Znajduje tam jednak swoje miejsca. Mam nawet na Burano swój zaprzyjaźniony sklep, w którym dostaję zniżkę i kupuje ubrania.

W odkrywaniu Włoch ważne były także Pani spotkania z Igorem Mitorajem.

Mitoraja poznałam pod koniec lat 80. w Pietrasanta, gdzie miał swoją pracownię. Zrobiliśmy tam film z moim mężem prezentowany w programie telewizyjnym “Pieprz i wanilia”. Parę lat później wraz z Wiesławą Wierzchowską zorganizowałam w warszawskiej Zachęcie wystawę z jego pracami, na której pokazano prace artystów polskich tworzących za granicą. Zapamiętałam Mitoraja jako niezwykle skromnego, miłego i spokojnego człowieka, który tworzył monumentalne rzeźby.

Poznała Pani wiele kultur, stąd łatwiej o wnioski. Jacy są więc Włosi?

Włosi są najbardziej otwarci na świecie — to nie tylko ogólne stwierdzenie, ale fakt budowany z codziennych gestów: uśmiechy do rozmówców, przyjazne podejście, spontaniczne zaproszenia. Włochy wspominam jako kraj, w którym bariera między mną a lokalnymi ludźmi znika, podobnie jak w Tybecie, gdzie widziałam ludzi o najpiękniejszych uśmiechach.

„Ciao Varsavia”: intymna podróż między ciałem, tożsamością i miejską melancholią

0

„Ciao Varsavia”, nowy krótkometrażowy film Diletty di Nicolantonio, to intymna i delikatna opowieść o tożsamości i ciele. Poznajemy historię Diany, młodej kobiety zmagającej się z zaburzeniami odżywiania oraz oczekiwaniami społeczeństwa. Wszystko dzieje się na tle melancholijnej i dekadenckiej Warszawy, w której samotność nabiera nowego wymiaru.

W 2025 roku film zdobył Nagrodę Andromeda na Festiwalu Filmowym w Rzymie i został określony przez jury jako „intymna i cicha podróż w głąb kruchości i siły młodej kobiety, która próbuje naprawić swoją relację z ciałem i ze światem”. W Polsce został pokazany 6 grudnia 2025 roku w Kinie Kultura w Warszawie w ramach przeglądu filmów krótkometrażowych „Shardana’s Reel”, organizowanego przez Stowarzyszenie Shardana.

O kulisach powstawania filmu opowiedziały nam Diletta di Nicolantonio, reżyserka i scenarzystka, oraz Sara Serraiocco, koproducentka wykonawcza.

Na zdjęciu: Carlotta Gamba, Diletta di Nicolantonio, Sara Serraiocco

„Film zrodził się z potrzeby mówienia więcej o zaburzeniach odżywiania we włoskich szkołach” – opowiada Diletta di Nicolantonio. – „Postanowiłam rozwinąć ten temat, opowiadając historię dziewczyny, która znajduje się w bardzo trudnym momencie swojego życia. Jej problemy w dużej mierze związane są z obrazem własnego ciała, które w naszym społeczeństwie ma ogromne znaczenie i jest nieustannie oceniane. Moja bohaterka jest w połowie Włoszką, w połowie Polką. Nie ma jednej, wyraźnej tożsamości, znajduje się pomiędzy dwiema kulturami. Będąc bardzo wrażliwą osobą, w niektórych sytuacjach idzie też na kompromisy i traci przy tym siebie”.

Miasto odgrywa w tej historii ważną rolę, odzwierciedlając samotność bohaterki. Przenosimy się do szarej i melancholijnej Warszawy, która wydaje się niemal wyjęta z lat 90.

„Wybrałam Warszawę jako miejsce zdjęć, ponieważ estetyka i pewna melancholia tego miasta bardzo przypominały mi to, co przeżywa bohaterka. Warszawa jest bardzo piękna, ale ma też mocne dekadenckie tony. Widzimy również klinikę w Konstancinie, której piękno z dawnych lat nadaje szczególny charakter scenom kręconym w jej wnętrzach. Dialogów jest niewiele, to miejsca i obrazy opowiadają najwięcej” – wyjaśnia Nicolantonio.

„Od razu zakochałam się w tym projekcie, w bardzo dojrzałym spojrzeniu Diletty i jej ogromnym talencie wizualnym” – mówi Sara Serraiocco, aktorka, dla której film był pierwszym doświadczeniem w roli producentki. – „Razem z operatorem Matteo Cocco bardzo zadbali o warstwę wizualną filmu, na przykład używając obiektywów rosyjskich i anamorficznych. Strona wizualna odzwierciedla to, co przeżywa bohaterka, pokazując między innymi jej dysmorfię ciała”.

Po realizacji krótkometrażowego filmu „Lukiskes”, nakręconego w więzieniu na Litwie, reżyserka skupia się na Polsce, gdzie mieszka od dwóch lat.

„Jestem pochodzenia włosko-chorwackiego. Mam więc w sobie trochę bałtyckiej krwi, która przyciąga mnie do takich miejsc, bardzo bliskich mojej kulturze. Uwielbiam także polskie kino za sposób opowiadania historii. Moimi ulubionymi reżyserami są Zanussi i Kieślowski. Bardzo interesuje mnie też architektura sowiecka”.

W przeważająco polskiej obsadzie zobaczymy dwoje znanych włoskich aktorów: Carlottę Gambę i Fortunato Cerlino.

„Carlotta Gamba była moim pierwszym wyborem do roli głównej bohaterki. Dzięki swojej szczerości i delikatności świetnie pokazała kruchość postaci. W jej spojrzeniu są ból i wrażliwość, których szukałam” – opowiada reżyserka.

„Ciao Varsavia” porusza złożone i aktualne tematy z niezwykłą subtelnością i autentycznością.

Jak wyjaśnia Nicolantonio: „Uważam, że ten film jest ważny, ponieważ pokazuje, jak bardzo chore jest nasze społeczeństwo. Wszyscy, zwłaszcza młodzi ludzie, jesteśmy silnie przywiązani do wyglądu zewnętrznego, narzuconego przez fałszywy i zdeformowany świat mediów społecznościowych. Wiele osób cierpi na zaburzenia odżywiania, nie akceptuje samych siebie. Wszystkim nam przydałby się powrót do rzeczywistości”.

„Jeśli nasz krótki metraż zdoła dotrzeć do wrażliwości młodych ludzi, zwłaszcza dziewczyn, które mogłyby utożsamić się z historią bohaterki, to znaczy, że osiągnęliśmy cel. Mamy nadzieję, że nasz przekaz dotrze do odbiorców” – dodaje Serraiocco.