Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Samotny łowca: Spektrum autyzmu u zwierząt

0

Fot. Agata Pachucy

Czy typowe zachowania związane z zaburzeniami ze spektrum autyzmu były kiedykolwiek obserwowane u gatunków innych niż ludzki? To pytanie zainspirowało moją pracę dyplomową, napisaną na zakończenie studiów na kierunku Nauki i Technologie dla Środowiska i Przyrody, na Uniwersytecie w Trieście. I za każdym razem, gdy dzieliłam się postępami moich badań, spotykałam osoby zafascynowane i zaciekawione tym tematem. Z jednej strony pokazuje to, że autyzm jest zagadnieniem budzącym zainteresowanie, z drugiej jednak potwierdza, że wiedza na jego temat wciąż bywa zbyt mocno zakorzeniona w stereotypach: w powszechnym wyobrażeniu osoba autystyczna to zawsze biały, uzdolniony matematycznie mężczyzna. Trochę Sheldon Cooper, a trochę Shaun Murphy. A jeśli autyzm można zaobserwować u zwierząt, to z pewnością ma on coś wspólnego z kotami.

Oczywiście, rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana i aby znaleźć odpowiedź, należy przyjąć możliwie najbardziej bezstronną perspektywę, wolną od uprzedzeń i daleką od łatwych interpretacji.

Autyzm jest zaburzeniem neurorozwojowym, definiowanym przez objawy behawioralne w dwóch ogólnych obszarach: zaburzenia wzajemnej komunikacji i interakcji społecznych oraz wzorce zachowań, ograniczone lub powtarzalne zainteresowania. Zważywszy na to, że jest to zaburzenie znacznie zróżnicowane w zależności od indywidualnych cech każdej osoby, wprowadzono bardziej ogólny termin “spektrum autyzmu”.

Aktualnie zaburzenie to jest ujmowane głównie jako zjawisko patologiczne i w konsekwencji badane w celu identyfikacji mechanizmów genetycznych leżących u jego podstaw. Jednakże, tendencja do postrzegania tej kondycji wyłącznie w kategoriach patologicznych może utrudniać szerszą perspektywę, zdolną do integrowania wszelkich przejawów neuroróżnorodności jako części naturalnej zmienności gatunku. W próbie przezwyciężenia tego ograniczenia i zaproponowania jednocześnie innowacyjnego podejścia do postrzegania zaburzeń ze spektrum autyzmu, porównanie gatunków zwierząt wykazujących specyficzne zachowania społeczne, takie jak gatunki samotnicze, może dostarczyć klucz do alternatywnej interpretacji. Może również zaprezentować interesującą perspektywę zarówno na postrzeganie autyzmu u ludzi, wykraczające poza deficyty i trudności w integracji społecznej, jak i na zrozumienie gatunków zwierząt samotniczych, sugerując, że różnorodność poznawcza, a w konsekwencji behawioralna, może mieć wartość adaptacyjną oraz istotny wpływ ekologiczny.

Porównawcza ekologia behawioralna dostarcza wielu wskazówek: na podstawie obecnego stanu wiedzy, jest możliwe założenie, że zarówno osoby ze spektrum autyzmu, jak i samotnie żyjące ssaki wykazują skłonność do wysokiego poziomu systematyzacji, przywiązania do rutyny, ograniczonego zaangażowania społecznego, a także interesujące podobieństwa w komunikacji mimicznej oraz nadwrażliwość sensoryczną. Jako przykład może posłużyć puma, która przejawia silnie zorganizowane i powtarzalne zachowania, a jej interakcje społeczne ograniczają się do swoistej “wzajemnej tolerancji”, zarezerwowanej dla szczególnych okazji, takich jak okres godowy lub dzielenie się bardzo dużą zdobyczą. Z kolei badania orangutanów w środowisku naturalnym wykazały ograniczoną więź matczyną oraz uczenie się skoncentrowane na technikach zdobywania pożywienia, a także sposób komunikacji charakteryzujący się brakiem bezpośredniego, wzajemnego kontaktu wzrokowego. Badania te obejmują również inne samotnicze drapieżniki, takie jak tygrysy, jaguary, rosomaki i niedźwiedzie brunatne.

Z punktu widzenia neuronauki, postępy w technikach neuroobrazowania umożliwiły identyfikację specyficznych, atypowych struktur mózgowych, którymi wyróżniają się osoby ze spektrum autyzmu. Analogicznie, również między gatunkami ssaków społecznych i żyjących samotnie, obserwuje się różnice neuroanatomiczne i funkcjonalne, które odzwierciedlają odmienne strategie behawioralne. Wśród nich wymienia się: makrocefalię, przyspieszony wzrost mózgu, nieprawidłowości ciała migdałowatego  oraz  podwyższoną  lub  zdezorganizowaną  aktywację  osi podwzgórza-przysadki-nadnerczy (HPA) w obecności nawet łagodnych bodźców społecznych. W ujęciu ogólnym, typowa organizacja neuronalna u osób z autyzmem przypomina tę obserwowaną u zwierząt o zachowaniach samotniczych, które są bardziej predysponowane do ogólnej percepcji otaczającego środowiska niż do wychwytywania niuansów interakcji społecznych. Interesujące jest w tym kontekście porównanie różnic behawioralnych między nornikami preriowymi (gatunkiem monogamicznym i społecznym), a nornikami górskimi (gatunkiem o losowym kojarzeniu i aspołecznym).

Fot. Pixabay

Zbieżność dowodów behawioralnych i neurologicznych zdaje się wspierać możliwość, że predyspozycja do samotniczego trybu życia, zamiast stanowić deficyt społeczny może funkcjonować jako korzystna strategia ewolucyjna w określonych kontekstach ekologicznych, na przykład w środowiskach charakteryzujących się niedoborem zasobów lub ich dużym rozproszeniem terytorialnym. Perspektywa ta wykazuje ważne podobieństwa do hipotezy samotniczego łowcy (J. Reser, 2011), która ujmuje autyzm w kategoriach ewolucyjnych. W środowiskach przodków mogły istnieć nisze lub okresy, w których przeżycie sprzyjało bardziej samotniczemu stylowi życia, a mniej nastawionemu na interakcje społeczne i bardziej skoncentrowanemu na obserwacji szczegółów otoczenia. Osoby zdolne do samodzielnego przemieszczania się, wytrwałe w powtarzalnych działaniach związanych z pozyskiwaniem pożywienia oraz spostrzegające zmiany w otoczeniu, posiadały przewagę adaptacyjną. W konsekwencji geny sprzyjające takim cechom były pozytywnie selekcjonowane u naszych przodków, co tłumaczy, dlaczego allele powiązane z zaburzeniami ze spektrum autyzmu nadal wyst€puj w dzisiejszych populacjach. Model ten reinterpretuje autyzm jako naturalną formę spektrum społecznego, istniejącą wśród ssaków od dawna: zestaw adaptacyjnych cech dostosowanych do niszy ekologicznej samotniczego trybu życia.

W tej perspektywie, zaburzenia ze spektrum autyzmu nie powinny być postrzegane wyłącznie jako patologia, ale raczej jako możliwa adaptacyjna odmiana w obrębie gatunku ludzkiego, która mogła odzwierciedlać strategie przyjęte w toku ewolucji. Analogicznie, podobne strategie mogły rozwijać się również u innych gatunków ssaków, nie jako odchylenia od neurotypowości, ale jako korzystne odpowiedzi wspierające przetrwanie i rozprzestrzenianie się gatunku, obecne u wszystkich osobników. Nie oznacza to jednak, że autyzm nie jest obciążający we współczesnym życiu społecznym, lecz raczej sugeruje, że te cechy nie były przypadkowymi błędami ewolucyjnymi: przeciwnie, mogą być korzystne w określonych warunkach.

A co z kotami? Jeżeli myślicie, że możecie odczytać naturę ich zachowań, to wiedzcie, że «koty są z nami, aby nam przypominać, że nie wszystko na tym świecie można wytłumaczyć».

Tłumaczenie pl: Dobrawa Uścisłowska

Świeżo wydane

0

Damiano David – funny little fears

Zacznę od dziwnej przemiany. Oto debiutancki, solowy album Damiano Davida, wokalisty znanego z energetycznego, włoskiego fenomenu Måneskin, który dotarł aż do Ameryki, zgarniając nominację do nagrody Grammy. Literacko na „funny little fears” znajdziemy uderzającą szczerość. Damiano nie gra żadnej roli, nie udaje złego chłopca. Śpiewa o samotności, strachu przed bliskością, lęku przed rutyną i poszukiwaniu prawdziwego „ja” pośród sławy. Muzycznie płyta balansuje między dobrze wyprodukowanym popem, indie rockiem, a chwilami nawet subtelnym synthwave’em. Artysta prezentuje się tu dojrzale, jest bardziej delikatny, czasem niepokojący, ale głęboko ludzki. Tylko pytanie dlaczego to wszystko połączone w całość, nie ma już takiej siły, jak intensywnie wykreowane, może czasem groteskowe i kiczowate, ale przy tym porywające tłumy piosenki Måneskin?

 

Giorgio Poi – Schegge

Zupełnym przeciwieństwem Damiano Davida jest Giorgio Poi, w którym z pewnością zakochaliby się fani Sufjana Stevensa czy Maca DeMarco. To łagodna melancholia i gitarowa finezja, które pozwalają oderwać się od rzeczywistości. Poi w swoim stylu stworzył koncept, który nie stara się być spójną narracją – to raczej zbiór małych momentów. Tytuł (po włosku „odłamki”, „drzazgi”) nie jest przypadkowy – to muzyczny kolaż emocji, wspomnień i subtelnych obserwacji, który odsłania coraz to nowe warstwy przy każdym kolejnym przesłuchaniu. Wszystko jest tu niesamowicie kruche: teksty, harmonie, a nawet sama struktura piosenek. Szczerość, która nie potrzebuje rozgłosu i list przebojów, subtelna, delikatna, a przy tym rozdziera niewyobrażalnie. Świetny album!

 

Rkomi – Decrescendo

Na najnowszej płycie rozlicza się też Rkomi. Tytuł zwiastuje jego wyciszenie, odwrót od hałasu, może nawet końca pewnego etapu. I faktycznie, to nie tylko kontynuacja jego artystycznych poszukiwań, ale także świadome opuszczenie sceny z klasą. Droga, która prowadziła przez trapowe korzenie, chwytliwe kąski z tik-toka, przez flirt z popem i rockiem, aż po muzykę bardziej refleksyjną. W tym wydaniu Rkomi chowa się za subtelną warstwą gitar, ciepłych syntezatorów i minimalistycznych beat’ow które nigdy nie dominują wokalu, lecz go wspierają. Mniej krzyku, więcej treści i to jest jego zwycięstwo.

„Il Mostro”, najczęściej oglądany serial na Netflixie

0
Il Mostro, Francesca Olia /fot. Emanuele Scarpa, Netflix

19 czerwca 1982 r., Baccaiano di Montespertoli w prowincji Florencji. Ciemna, ale dość ruchliwa boczna droga. Para młodych ludzi zatrzymuje się na poboczu. Uprawiają seks. Z daleka ktoś ich obserwuje. Gdy kończą, widzą ciemną postać zbliżającą się do samochodu. Uruchamiają silnik i próbują uciec, ale nie udaje im się uniknąć strzałów, które najpierw padają w kierunku chłopaka, a potem jego partnerki. Potwór znów zaatakował. Tym razem na skalę globalną, ponieważ miniserial „Il Mostro”, stworzony przez Stefano Sollimę i Leonardo Fasoli dla serwisu Netflix i zaprezentowany po raz pierwszy podczas 82. Festiwalu Filmowego w Wenecji, przez długi czas pozostawał na szczycie rankingu platformy.

Potworem z Florencji prasa nazwała jednego lub kilku niezidentyfikowanych seryjnych morderców, którzy w latach 1968–1985 popełnili osiem podwójnych morderstw, zawsze przy użyciu tej samej broni. Ofiarami ataków były pary zatrzymujące się na poboczach na przedmieściach Florencji. Była to pierwsza tego typu seria morderstw we Włoszech. Sprawa ta wywołała ogromne poruszenie w mediach w czasie popełnienia zbrodni, a także później, podczas procesów przeciwko domniemanym sprawcom, i została szeroko opisana i sfilmowana. Do dziś pozostaje jedną z najbardziej przerażających nierozwiązanych spraw kryminalnych, inspirując reżyserów i pisarzy. Wystarczy wspomnieć obszerną powieść śledczą „Potwór z Florencji. Śledztwo w sprawie seryjnego mordercy” Douglasa Prestona i Mario Speziego, wydaną przez Wydawnictwo Czarne (w tłumaczeniu Kai Gucio), o której pisaliśmy w numerze 102. Gazzetty. Tyle że w książce wszystko zaczyna się w 1974 roku, a w serialu akcja rozpoczyna się w 1982 roku, po czym cofamy się w czasie, aby szukać śladów w podobnym morderstwie sprzed lat.

Serial Sollimy wraca do początków sprawy Potwora z Florencji, zaczynając od pierwszego śledztwa i rekonstruując jedno z najdłuższych i najbardziej kontrowersyjnych dochodzeń w historii Włoch. Film analizuje dokumenty, hipotezy i tropy, które do dziś są przedmiotem dyskusji, szczegółowo opowiadając zwłaszcza tak zwany „trop sardyński”. „Aby historia była jasna (…) musi zaczynać się od początku. Opowiadanie z uczciwością, szacunkiem i rygorem nadal musi mieć sens. Być może nie po to, aby rozwiązać problem, nie po to, aby zrozumieć, ale po to, aby pamiętać. Jest to sposób, by pozostać blisko osób, które pozostały tam, na zawsze w nocy i powiedzieć: nie zostaliście zapomniani” – stwierdził reżyser.

Obejrzenie wszystkich czterech odcinków pod rząd, w ciemnej sali, na dużym ekranie, w towarzystwie innych dziennikarzy i kinomanów akredytowanych na Festiwalu w Wenecji, oprócz tego, że jest prawdziwym maratonem, z pewnością robi większe wrażenie. Na początku wszyscy zastanawiali się, co jeszcze można dodać do tej dobrze znanej już historii. Sollima i Fasoli przedstawili ją z różnych punktów widzenia, rozpoczynając od ślubu Stefana Mele (wspaniały Marco Bullitta) i Barbary Locci (doskonała rola Franceski Olia) i stopniowo dodając kolejne szczegóły: spotkanie małżonków ze Stefano Vincim (Valentino Mannias) i jego bratem Francesco (Giacomo Fadda), aby ostatecznie odtworzyć cały skomplikowany obraz sytuacji, który nie wyjaśnia wszystkiego do końca, ale dobrze nakreśla sardyńską część śledztwa, pozostawiając jednocześnie widza z niedosytem i otwierając przestrzeń dla kontynuacji.

Doskonała praca scenarzystów, reżyserów i aktorów, w połączeniu ze spektakularnymi zdjęciami Paolo Carnery sprawiły, że niemal natychmiast po premierze 22 października serial znalazł się w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych produkcji w 85 krajach i do dziś pozostaje jednym z najczęściej oglądanych tytułów na platformie Netflix.

Wystawa „Wielka Gra. Opera Władysława IV”

0

Wystawa „Wielka Gra. Opera Władysława IV”

17 kwietnia – 19 lipca 2026

Jedna z najbardziej olśniewających scen teatralnych Europy epoki baroku znajdowała się w murach Zamku Królewskiego w Warszawie. Był to pierwszy stały teatr operowy na ziemiach polskich i jeden z pierwszych na północ od Alp. Wystawa Wielka gra opowiada o tym, jak ambitny król zamienił dwór w centrum porywających widowisk i jak sztuka stała się potężnym narzędziem władzy. 

 

Królewska pasja

Władysław IV Waza, król Polski w latach 1632–1648, należał do najbardziej światłych monarchów swojej epoki. Jako koneser sztuki szybko zrozumiał, że może ona służyć nie tylko sprawom ducha, lecz także polityce.

W młodości odbył długą podróż po Europie, podczas której odwiedził m.in. Florencję, Rzym, Mantuę, Parmę, Wenecję i Wiedeń. Tam zetknął się z najnowocześniejszymi formami spektakli teatralnych.

Po powrocie postanowił stworzyć podobne miejsce w Warszawie. Już w 1628 roku na Zamku wystawiono operę Acys i Galatea i tym samym zainaugurowano działalność teatru dworskiego.

Położona w południowym skrzydle rezydencji sala teatralna była w kolejnych latach rozbudowywana i modernizowana przez włoskich architektów. Wkrótce stała się jedną z najbardziej zaawansowanych technologicznie przestrzeni teatralnych w Europie.

Na wystawie dowiesz się między innymi, jak w XVII wieku wywoływano burze na scenie lub sprawiano, że bogowie zstępowali z niebios.

 

Opera jako spektakl władzy

Teatr królewski nie był jedynie rozrywką. Stanowił także skuteczne narzędzie propagandy.

Muzyka, poezja, scenografia, kostiumy i pomysłowe maszyny sceniczne współtworzyły widowiska oddziałujące na wszystkie zmysły. Olśniewając widza, budowały autorytet monarchy.

W świecie Władysława IV niemal każde wydarzenie publiczne miało teatralny charakter – od ceremonii dyplomatycznych po uroczyste wjazdy do miast czy pokazy fajerwerków. Cała Rzeczpospolita stawała się sceną wielkiego spektaklu.

 

Co zobaczysz

Na wystawie zaprezentowano ponad sto obiektów ze zbiorów polskich i europejskich instytucji – od dzieł malarstwa i grafiki po instrumenty muzyczne oraz dokumenty i druki z epoki.

Obok eksponatów zabytkowych narrację uzupełniają:

  • rekonstrukcje i makiety teatru w Zamku Królewskim,
  • projekcje multimedialne,
  • obiekty interaktywne przybliżające działanie sceny barokowej.

 

Wiktoria Nawara wygrywa Masterchefa, marząc o kuchni włoskiej

0

W roku, w którym kuchnia włoska została (słusznie!) uznana przez UNESCO za niematerialne dziedzictwo ludzkości, Wiktoria Nawara, młoda dziewczyna, która z polskiej stolicy ceramiki, Bolesławca, wyjechała na studia kulinarne do Parmy, wygrała 14. edycję programu MasterChef Polska, marząc o zostaniu wielką szefową kuchni włoskiej.

Jak zaczęła się twoja pasja do gotowania?

Ona trwa już od dziecka. W domu wszyscy gotowali: babcia, mama, starsza siostra i co za tym idzie, oczywiście i ja! To pasja, która przyszła do mnie nie tylko poprzez dania kuchni polskiej, ale także poprzez eksperymenty na bazie dań z innych krajów, przede wszystkim z Włoch. Za każdym razem, gdy wracaliśmy z podróży przywoziliśmy nowe przepisy i składniki do eksperymentowania. Nie ukrywam, że już od dziecka moimi ulubionymi daniami była pasta i pizza.

Kiedy zrozumiałaś, że gotowanie nie jest jedynie pasją, ale może stać się również zawodem?

Po studiach. To były czasy moich studiów magisterskich z ekonomii ze specjalizacją w prawie podatkowym. Pracowałam wtedy w kancelarii podatkowej. Kiedy wracałam do domu zmęczona i smutna po całym dniu analizowania podatków, jedyną rzeczą, która potrafiła dodać mi energii i uśmiechu na twarzy było wejście do kuchni. Później miałam szansę wziąć udział w Masterchefie, do którego mogą się zgłaszać jedynie kucharze nieprofesjonalni. Tam, pod okiem jury, w którym był też włoski chef Andrea Camastra, zrozumiałam, że moja pasja do gotowania może przekształcić się w moją pracę. Teraz moim marzeniem jest oczywiście móc pracować dla jakiejś znanej restauracji, a później, kto wie… może otworzyć własną. Najpierw jednak muszę się wiele nauczyć.

Jakie dania ugotowałaś w Masterchefie?

Jesteśmy w Polsce, więc oczywiście było wiele zadań z pierogami, golonką i kotletem mielonym, ale były także takie dotyczące innych kuchni, w tym włoskiej i dań z owocami morza.

Jak ci idzie nauka gotowania w Parmie?

We wrześniu rozpoczęłam naukę w Międzynarodowej Szkole Kuchni Włoskiej Alma. Zajęcia praktyczne i teoretyczne odbywają się pięć dni w tygodniu, wśród nich znajdują się także lekcje kuchni regionalnej, języka włoskiego i kurs sommeliera. Pod koniec roku trzeba wziąć udział w obligatoryjnym stażu w jednej z ważnych włoskich restauracji, a w lipcu odbędzie się egzamin końcowy.

Fot. Masterchef Polska

Co już udało ci się zwiedzić we Włoszech?

Byłam w wielu miejscach, najczęściej w Mediolanie i Bolonii, a także w Kalabrii, Emilii-Romanii i Toskanii, oczywiście byłam także w Rzymie i Wenecji! Ale jeśli pytasz o mój ulubiony region, to jest nim na pewno Kalabria!”

A twoje ulubione danie włoskie?

Tortellini z dynią.

A polskie?

Żurek.

A danie, które wychodzi ci najlepiej?

Wszystko wychodzi mi znakomicie! A tak na prawdę, mam swój specjalny przepis: lasagna alla norma, czyli parmigiana z makaronem lasagne zamiast bakłażana.

10 grudnia 2025 roku kuchnia włoska została uznana za niematerialne dziedzictwo kultury UNESCO.

I bardzo słusznie! Moim zdaniem zdecydowanie na to zasłużyła. To co mnie uwiodło to wyjątkowa uwaga Włochów względem jedzenia, uznanie dla jakości przepisów i składników. W Polsce nadal istnieje potrzeba posiadania talerza wypełnionego po brzegi, tak jakby więcej składników miało świadczyć o lepszym posiłku. To karygodne: liczy się jakość, a nie ilość.

Dla nas Włochów dziwne jest polskie podejście do jedzenia bez ustalonych godzin.

Ja podążam za włoskim rytmem posiłków. Śniadanie o poranku, obiad o 13, a kolacja o 20!

Tłumaczenie pl: Kamila Morawska

 

MŁODZI MUZYCY Z INSTYTUTU A. GRAMSCI W APRILII NA MIĘDZYNARODOWEJ SCENIE

0
W dniu 27 marca 2026 r. w Instytucie Polskim w Rzymie odbyło się wyjątkowe wydarzenie „Piękno w muzyce i poezji”, które odbyło się pod patronatem dyrektorki dr Małgorzaty Furdal. Uczestnikami byli uczniowie Istituto Comprensivo „Antonio Gramsci” w Aprilii oraz Szkoły Polskiej w Ostii (Rzym). Uroczystość uświetnił swoją obecnością Konsul Rzeczypospolitej Polskiej, dr Bartosz Skwarczyński, który podkreślił znaczenie projektu łączącego społeczności szkolne poprzez muzykę i poezję.
Orkiestra Istituto Gramsci, pod kierownictwem profesorów Roberty Barbery, Joanny Łukaszewicz, Glorii Santarelli, Oscara Di Raimo i Stefano Cateny, wykonała repertuar najwyższej klasy, m.in. „Marcia Solenne” Elgara oraz „Notturno op. 9 nr 2” Chopina. Polska Szkoła w Ostii przygotowała dwujęzyczną recytację wierszy Wisławy Szymborskiej, koordynowaną przez profesorki Deborah Tosi i Martę Czajczyńską.Projekt „Piękno w muzyce i poezji” pozwolił uczniom rozwijać umiejętności artystyczne, pogłębiać wymianę kulturową oraz przeżyć wyjątkowe doświadczenie o wymiarze międzynarodowym.

Gazzetta Italia 116 (kwiecień – maj 2026)

0

IX Premio Gazzetta Italia – video

0
fot. Michał Bruzda

 

Francesco Chiamulera: Cortina coraz piękniejsza i nowocześniejsza

0
Evento Una Montagna di Libri

Królowa Dolomitów po 70 latach ponownie gości igrzyska olimpijskie. Biorąc pod uwagę tempo współczesnego świata, to jak cała epoka geologiczna, którą Cortina przeszła z pewnością siebie szlachetnej damy — od pierwszego boomu turystycznego na przełomie lat 50. i 60., symbolizowanego przez komiczną „Różową Panterę” z 1963 roku w reżyserii Blake’a Edwardsa, z Peterem Sellersem w roli inspektora Clouseau i wspaniałą Claudią Cardinale, w dużej mierze kręconą w kotlinie Ampezzo — po Cortinę lat 80., kiedy pod hasłem „wszyscy jesteśmy bogaci” (a jeśli nie byliśmy, to zadłużaliśmy się, by takimi być) stała się sercem zimowego życia towarzyskiego Włoch, uwiecznionego przez Carlo Vanzinę w słynnych komediach „cinepanettone”. O współczesnej Cortinie, która ponownie wita zimowe igrzyska, rozmawiamy z niestrudzonym Francesco Chiamulerą, pomysłodawcą i organizatorem festiwalu literackiego „Una Montagna di Libri”, wybitną postacią społeczności Ampezzo XXI wieku.

Poza ogromnymi korzyściami medialnymi, co konkretnie przynoszą Cortinie igrzyska olimpijskie?

„Igrzyska to niepowtarzalna okazja do rozwoju infrastrukturalnego. Aby mieszkać i pracować w górach, oczywiście potrzebujemy dobrej jakości połączeń i usług. Moją nadzieją, a zarazem przekonaniem, jest to, że te igrzyska będą okazją do obalenia stereotypu, który od 40 lat krąży wokół Cortiny, kiedy przyjaciele i odwiedzający mówią: „piękna, przepiękna, ale trochę spoczęliście na laurach”.

1956–2026: po 70 latach, jaka jest Cortina, która przyjmuje po raz drugi Zimowe Igrzyska?

„Jak zauważył Edward Morgan Forster na początku ubiegłego stulecia, wracając do miejsc wypoczynku, myślimy o poprzednich razach, gdy tam byliśmy; to właśnie na miejscach wakacyjnych spoczywa niewdzięczne zadanie przypominania nam, że czas płynie. Cortina na przestrzeni lat się zmieniła — to górska miejscowość z 5 tysiącami mieszkańców, którzy żyją na tym terenie ze świadomością konieczności sprostania coraz bardziej wymagającej turystyce i starając się nie tracić więzi z przeszłością. A nasz Festiwal, na swój sposób, pomaga podtrzymywać ciągłość historii tego miasta”.

Guido Tonelli, Francesco Chiamulera

Przejdźmy do sedna: jak powstał festiwal literacki „Una Montagna di Libri”?

„Narodził się dla zabawy. W 2009 roku, gdy byłem jeszcze studentem historii na Uniwersytecie La Sapienza, wpadłem na pomysł zaproszenia do Cortiny pisarzy i dziennikarzy, których już znałem. Idąc za mądrą radą przyjaciółki — jeśli coś robisz, rób to dobrze” — i dzięki wsparciu kilku osób z Cortiny, od pierwszej edycji zorganizowaliśmy program z wieloma spotkaniami i prezentacjami. Oczywiście nie mogłem wiedzieć, jak bardzo ten Festiwal później się rozwinie i jak ważną rolę odegra w moim życiu. Podstawową ideą było przywrócenie tradycji ‘Spotkań z autorem’, które w przeszłości sprowadziły do Cortiny takie postacie jak Giovanni Comisso, Dino Buzzati, Ernest Hemingway, Vladimir Nabokov czy Goffredo Parise. Chcieliśmy ponownie połączyć Cortinę z jej kulturalną przeszłością, w której wielkie postacie literatury przyjeżdżały tu na wakacje, ale także po to, by uprawiać rzemiosło pisarskie”.

Festiwal, który przez lata zdobył znaczącą pozycję wśród festiwali literackich.

Podczas ostatnich edycji odnotowaliśmy około 20 tysięcy widzów rocznie. Publiczność ta uczestniczy w około 70 wydarzeniach, zarówno letnich, jak i zimowych, które organizujemy, zapraszając do Cortiny pisarzy i pisarki z całego świata. W tym roku będziemy mieli również specjalny kalendarz związany z Igrzyskami Olimpijskimi i Paraolimpijskimi.

Na łąkach (Alverà, Cortina)

W epoce zdominowanej przez szybkość, fragmentaryczność i pilność bieżących wydarzeń, ile miejsca pozostaje dla literatury rozumianej jako „czas na długą i głęboką refleksję”?

„Na szczęście literatura nadal pozostaje potrzebą, która nie została zapomniana w tych burzliwych czasach, wręcz przeciwnie, prawdopodobnie radzi sobie znacznie lepiej niż dziennikarstwo. Nasz Festiwal jest okazją do przekształcenia przyjemności samotnego czytania w doświadczenie społeczne, polegające na wspólnym spędzaniu czasu wokół książek. I z tego, co zdążyliśmy zauważyć, publiczność śledzi nas z entuzjazmem, wykazując ogromną potrzebę pogłębiania wiedzy”.

Literatura jako przestrzeń refleksji, która pomaga nam lepiej zrozumieć społeczeństwo, w którym żyjemy?

„W czasach naznaczonych straszliwymi wydarzeniami geopolitycznymi czytanie tekstów pozornie bardziej odległych od bieżącej sytuacji staje się sposobem na spojrzenie na nią z innej perspektywy, a także na lepsze zrozumienie teraźniejszości niż tylko poprzez ograniczanie się do codziennych informacji. Najnowszym przykładem tej roli literatury są dwie książki Ukraińca Andrieja Kurkowa „Dziennik inwazji” i „Nasza codzienna wojna”, dzięki którym zrozumiałem, że to, co codziennie czytałem o wojnie na Ukrainie, nie pomagało mi zrozumieć całej sytuacji. Literatura nadal ma swego rodzaju pierwszeństwo w przedstawianiu wydarzeń z dystansem, opowiadając o świecie z lotu ptaka. Dzięki temu literatura przekazuje ci niuanse, których nie dostrzegasz w codziennym, hałaśliwym dziennikarstwie.

Czy zauważasz wśród publiczności Festiwalu „Una Montagna di Libri” rosnące zainteresowanie teraźniejszością? I szczególną chęć głębokiego jej zrozumienia?

„W tym miejscu chciałbym wspomnieć o autorach, którzy analizują teraźniejszość, polecając czytelnikom Gazzetta Italia książkę „What We Can Know”, najnowszą powieść McEwana, której akcja rozgrywa się w dystopijnej przyszłości po katastrofach, zarówno ekologicznych, jak i wojennych. Jeśli chodzi o stosunek publiczności Festiwalu „Una Montagna di Libri” do aktualnych wydarzeń, jedno zauważyłem wyraźnie: ludzie dostrzegają fałsz i oszukańczy charakter systemu talk-show i włoskich programów informacyjnych. My, organizatorzy Festiwali literackich, coraz bardziej czujemy się symboliczną i być może desperacką alternatywą dla fałszywego i winnego systemu informacji telewizyjnej, który w niektórych kluczowych kwestiach, takich jak na przykład wojna w Ukrainie, informuje, skłaniając widza do opowiedzenia się po jednej ze stron w swego rodzaju niedopuszczalnym referendum między stanowiskami, które są przedstawiane jako równe i alternatywne, ale w rzeczywistości nie są wcale równoważne! Stanowisko zgodne z prawem i prawem międzynarodowym jest traktowane na równi z postawą najeźdźców i dyktatorów, jakby wszystko było takie samo, jakby była to żartobliwa sytuacja, w której można się podzielić w zależności od sympatii. Na naszym Festiwalu, który jest różnorodny i zajmuje się mnóstwem tematów, zauważam, że wielu uczestników jest poirytowanych tym, że ograniczając się wyłącznie do informacji telewizyjnych, nie rozumieją nic z rzeczywistości, w której żyjemy. Krótko mówiąc, mamy przestrzeń, w której możemy swobodnie dyskutować i informować o najróżniejszych tematach. Kiedy zaprosiliśmy Anne Applebaum pod Tofane, aby opowiedziała o Europie Wschodniej i demokracji, licznie zgromadzona publiczność słuchała jej, jakby piła z cudownego źródła. Nawet gdy poruszamy tematy pozornie odległe od aktualności, obecni czytelnicy wiedzą, że z każdego spotkania wynoszą koncepcje i refleksje, które pomogą im w przyszłości stworzyć lepszy obraz społeczeństwa, w którym żyjemy. Krótko mówiąc, gdy słuchamy Colma Tòibìna mówiącego o Thomasie Mannie, wyraża on poglądy ponadczasowe, a nie ograniczone do lat dwudziestych ubiegłego wieku. Literatura jest nauczycielką życia”.

Dino Buzzati w Croda Da Lago, Cortina
Ernest Hemingway w Cortinie

Kiedy mówimy o teraźniejszości, nie możemy nie zadać sobie pytania, w jaki sposób sztuczna inteligencja szybko wkracza w nasze życie, a tym samym również w literaturę. Co o tym sądzisz?

„To fascynująca i jednocześnie niepokojąca kwestia, której z pewnością nie należy lekceważyć. Łatwo byłoby udzielić pocieszających odpowiedzi w stylu „ludzka inteligencja jest niezastąpiona”, ale nie możemy być tego pewni. Jedyne, co wiemy, to że sztuczna inteligencja nie jest maszyną. Do tej pory wynajdywaliśmy maszyny, które udzielały przewidywalnych odpowiedzi i działały na polecenie człowieka, nie miały własnej inicjatywy. Dzięki sztucznej inteligencji wkroczyliśmy w nowy wymiar. Istnieją bardzo interesujące książki, między innymi autorstwa pisarza i informatyka Nello Cristianiniego, które opisują, jak to, co wiemy o sztucznej inteligencji, jest mniejsze od tego, czego nie wiemy. Oczywiście, jak twierdzi Emmanuel Carrère, nie możemy bagatelizować tej kwestii, do tego stopnia, że rozważam zorganizowanie spotkania w ramach festiwalu „Una Montagna di Libri”, podczas którego na scenie będziemy rozmawiać ze sztuczną inteligencją. Książka, którą gorąco polecam czytelnikom Gazzetta Italia, to „If Anyone Builds It, Everyone Dies”, w której autorzy Eliezer Yudkowsky i Nate Soares twierdzą, że jeśli powstanie sztuczna inteligencja ogólna, ludzkość zginie, ponieważ potrzeby człowieka będą nieistotne w porównaniu z potrzebami sztucznej inteligencji. Krótko mówiąc, dzisiaj możemy sokratycznie stwierdzić, że wiemy, że nie wiemy nic na temat sztucznej inteligencji.

Francesco Chiamulera