„To nie dlatego, że my, toskańczycy, jesteśmy lepsi lub gorsi od innych, Włochów czy obcokrajowców, ale dlatego, że dzięki Bogu różnimy się od wszystkich innych narodów…”.
To zdanie Curzio Malaparte z jego książki Przeklęci toskańczycy wystarczyłoby, aby zobrazować tym, którzy podążają toskańskim odcinkiem Via Francigena ogromną różnorodność krajobrazu, który spotykają i który idzie w parze z różnorodnością jego mieszkańców.
Ta odmienna Toskania rozpoczyna się wraz z przełęczą Passo della Cisa, wcześniej znaną jako Monte Bardone, która zyskała na znaczeniu w czasach Longobardów. Dalej szlak biegnie w kierunku Lukki i Lunigiany. Na ostrym zakręcie spotykamy stado koni w towarzystwie dzika, może trochę oswojonego, mylącego drogę z pastwiskiem. Kościół Nostra Signora della Guardia, który w swoim wyglądzie i atmosferze przypomina kościoły alpejskie, wita pielgrzyma jeszcze zanim ten będzie zmuszony zmierzyć się z wymagającymi szlakami, biegnącymi przez lasy i ścieżki, uczęszczane również przez zwierzęta juczne. Podążamy w kierunku Pontremoli, miejscowości Puntremel przytaczanej przez arcybiskupa Sigerika. Rzeka Magra, którą kilkakrotnie przecinamy przechodząc przez dolinę, była dawniej granicą polityczną oraz korytarzem tranzytowym dla ruchu handlowego w kierunku północnych Włoch. Majestatyczny krajobraz nadal jest bardzo podobny do tego, który spotkał tu Sigeriko na krótko przed 1000 rokiem. Tak samo jak wsie, zamki i kościoły, które wznoszą się na grzbietach gór. Po zejściu w pobliżu wybrzeża Versilia, będącego teraz ośrodkiem turystycznym, jest nieco trudniej znaleźć wspomnienie o pielgrzymach podążających Drogą Lombardzką. W tym celu trzeba odwiedzić małe wioski w głębi lądu, gdzie symbol pielgrzyma wyraźnie wskazuje ważne miejsca kultu religijnego.
Kontynuując podróż wzdłuż drogi natrafiamy na XVI-wieczny przystanek Sigeriko, Lucę, dziś Lukkę, miejsce, gdzie krzyżują się różne trasy tranzytu transalpejskiego. To tutaj, na ścianie ganku, jest wyryty labirynt, symbol pielgrzymki i czczony wizerunek Świętej Twarzy, drewniany krucyfiks, któremu legenda przypisuje cudowne pochodzenie. Kult tego wizerunku przewyższył już kult prawdziwych patronów miasta, Świętego Marcina i Świętego Paulina.
Pozostawiając za sobą Lukkę, mijamy gęsto uprzemysłowiony obszar, który w przeszłości stwarzał pielgrzymom wiele problemów, ponieważ był mocno bagnisty.
Po przejściu rzeki Arno w pobliżu miasta Fucecchio, szlak Sigerika biegnie w kierunku San Miniato i dalej w kierunku Val d’Elsa, mijając Castelfiorentino, Montaione, Gambassi Terme i Certaldo przed przekroczeniem San Gimignano, czyli „miasta pięknych wież”. Via Francigena, czyli inaczej Drogę Lombardzką przecina Elsa, opisana w Diario przez arcybiskupa jako Aelse, w pobliżu Colle di Val d’Elsa, następnie Burgenove, dzisiaj znane jako Abbadia a Isola, u stóp Monteriggioni, dociera do Sieny. Ernesto Sestan określił Sienę jako „córkę drogi”. Droga Lombardzka przechodzi przez Sienę, Seocine, z północy na południe, poczynając od Porta Camollia i kończąc, zbaczając w stronę Katedry i leżącego naprzeciwko zabytku Pellegrinaio di Santa Maria della Scala, na Porta Romana. Oprócz Val d’Arbia, mijamy przepiękne Buonconvento, Montalcino, Torrenieri i San Quirico d’Orcia. Dalej Droga Lombardzka biegnie pomiędzy delikatnymi wzgórzami, cyprysami i kościołami parafialnymi w Val d’Orcia. Następnie ścieżka staje się trudniejsza, zaczyna iść w górę, po lewej stronie rzeki Paglia, w kierunku Radicofani, opisywanej przez turystów w XIX wieku jako wrogie i niebezpieczne terytorium. I dalej w prawą stronę, w kierunku Abbadia San Salvatore i znajdującego się tam ogromnego klasztoru benedyktynów, z piękną kryptą sięgającą okresu longobardzkiego. Ostatnim toskańskim przystankiem przed Acquapendente jest Sce Petir in Pail, średniowieczna osada, która już nie istnieje. Jest położona na dnie doliny wzdłuż obecnej Via Cassia. Następnie, po Aquapendente, czeka nas długi odcinek Drogi w regionie Lacjum i wreszcie docieramy do Wiecznego Miasta.
foto: Luca Betti
tłumaczenie pl: Karolina Kempisty




















Pozwalała na zbliżenie się do kultury i sztuki tego jakże bogatego w zabytki kraju. Podróż ta miała również na celu zapoznanie się z różnorodnością ówczesnego świata, przygotowywała do pełnienia ważnych i odpowiedzialnych stanowisk. Głównymi przystankami były Wenecja, Florencja, Rzym oraz Neapol. Za protoplastę tego typu podróży uchodzi Thomas Coryat, który w 1608 roku udał się w pieszą podróż do Włoch. Pierwszym, który użył tego pojęcia w wydanej w 1670 książce był Richard Lassels. Wiek XVII i kolejny to wręcz wysyp „turystów”. Tak – właśnie stąd pochodzi to określenie. Z czasem sam Tour rozszerzył się o Paryż, Genewę, Wiedeń oraz kilka niemieckich miast. Wśród wielu znanych uczestników byli Lord Byron, Goethe, Mozart oraz nasi królowie Jan III Sobieski i Stanisław August Poniatowski. Atmosferę towarzyszącą temu zjawisku świetnie pokazują dwa filmy: „Pokój z widokiem” Jamesa Ivory z 1985 roku oraz „Miesiąc nad jeziorem” Johna Irvinga z 1995 roku. Ponieważ w tym roku mamy dwusetną rocznicę wydania książki (w 2018 – przyp. red), której koncepcja zrodziła się w trakcie takiej podróży, wspomnijmy jeszcze o Mary Shelley. Książka ta nosi, chyba wszystkim znany, tytuł “Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz”.
Początek seryjnej produkcji 3500 GT zbiega się z problemami finansowymi Maserati: firma trafia pod zarząd komisaryczny. Mimo zwycięstwa w F1 rok wcześniej, zdecydowano o zaprzestaniu udziału w imprezach sportowych, pozostając jedynie przy produkcji aut wyścigowych na zamówienie od innych załóg. Na szczęście 3500 GT zaczyna się sprzedawać całkiem dobrze. Od 1959 obok wersji coupe pojawia się wersja otwarta w karoserii zaprojektowanej przez Giovanniego Michelotti, a produkowanej przez Vignale z Turynu. Za mechanikę odpowiadał inżynier Giulio Alfieri, do napędu auta posłużył lekko zmodyfikowany silnik z wyścigowego modelu 350S. W trakcie siedmiu lat produkcji samochód był stale udoskonalany, np. od 1959 r. zaczęto stosować hamulce tarczowe, w 1960 wprowadzono 5-biegową skrzynię biegów, a w 1961 bezpośredni wtrysk paliwa. Wersja ta otrzymała nazwę 3500 GTI i był to pierwszy włoski samochód produkowany seryjnie z takim rozwiązaniem.
Aby sprostać realizacji setek zamówień Maserati musiało przejść metamorfozę od manufaktury do bardzo wydajnej fabryki. Włosi nie byli na to gotowi, postawiono więc na podwykonawców m.in. niemiecką firmę ZF [skrzynie biegów], angielskie Borg&Beck [sprzęgła], Salisbury [dyferencjały] i innych. Bardzo wysokie stawki podatkowe we Włoszech tamtego okresu skutkowały brakiem rodzimych firm wyspecjalizowanych w produkcji podzespołów samochodowych. Wyjątkami były Magneti Marelli [zapłony magnetyczne] i Weber [gaźniki]. Koncepcja produkcji samochodu na istniejących gotowych podzespołach głównie angielskich firm, pozwoliła zaoszczędzić czas i pieniądze związane z projektowaniem i wdrażaniem własnych rozwiązań. W sumie od 1957 do 1964 roku powstało ponad 2200 sztuk tego samochodu. Dla porównania, w ciągu 10 lat, poczynając od 1947 r. Maserati wypuściło na rynek zaledwie 150 sztuk drogowego modelu A6.
„Pracownicy rzymskiego serwisu wyjeżdżali wieczorem, by w nocy w Modenie pobrać potrzebne części, rano po powrocie dokonawszy napraw oddawali klientowi gotowe auto. Sam klient nie miał nawet bladego pojęcia ile wysiłku włożono w to, by go zadowolić”. WOW!
Lata produkcji: 1959-64 Wersja Vignale
Jak to możliwe, że przedmiot o takiej wartości historycznej może być dziś nieznany tak wielu osobom? Krótko mówiąc: powojenny wzrost gospodarczy przyniósł wiele zmian w zwyczajach i w stylu życia, szczególnie pracowników. Albo z powodu rosnącej liczby miejsc oferujących tanie menu, albo z powodu coraz mniejszej ilości wolnego czasu, lunch na wynos praktycznie zniknął, wyparty przez nowe rozwiązania, które wówczas wydały się wygodniejsze, szybsze i praktyczniejsze.
Zacznijmy od pojemnika: elektryczny, termiczny lub z osobnymi przegrodami? Na początek wybierzcie coś prostego, możliwie najprostszego, zacznijcie z rzeczami, które macie w domu o ile mają hermetyczne zamknięcie: unikniecie nie tylko zepsutego dnia, ale także zalanej torby! W zależności od waszych upodobań, wymagań, a także dostępnych urządzeń w miejscu pracy (mikrofalówka, podgrzewacz), będziecie mogli wybrać coś bardziej konkretnego.
Do potrawy nie zapomnij dodać nabiał i łatwo przyswajalne składniki, aby nie obciążyć trawienia i wspomóc koncentrację. Rośliny strączkowe, podobnie jak i zboża, można przygotować wcześniej i przechowywać w zamrażarce. Alternatywą jest kupno ich już ugotowanych, dzięki temu szybko można je przekształcić w zupy, hummus i sałatki.

Początkowo kobiety angażowano w transport narkotyków w roli kurierek. Wynikało to głównie ze sposobu ubioru oraz kształtu kobiecego ciała, które umożliwiały skuteczne ukrycie opakowań narkotyków pod częściami garderoby. Następnie działalność przestępcza wtargnęła w przestrzeń silnie powiązaną z kobietami, mianowicie do kuchni, jako że to właśnie w kuchniach dzielono i paczkowano narkotyki. Włoska dziennikarka Marina Pino zebrała w książce Le signore della droga historie kobiet zaangażowanych w dostarczanie i przemyt narkotyków. Jak wynika z jej badań, kobiety te nie wydawały zarobionych pieniędzy na inwestycje, lecz raczej na codzienne wydatki. Mafia wykorzystywała desperację tych kobiet, wynikającą z tragicznych warunków ekonomicznych, a także z troski o własne rodziny i nakłaniała je nie tylko do przemytu narkotyków (np. do Stanów Zjednoczonych), ale również do prostytucji wbrew ich woli. Mimo zaangażowania kobiet w działalność kryminalną mafii, ich pozycja nie wzrastała, a wręcz przeciwnie, powierzano im zadania najbardziej ryzykowne i najmniej opłacalne pod względem finansowym – te zadania, których mężczyźni nie chcieli już wykonywać.
Do oceny historii kobiet aktywnie zaangażowanych w działalność przestępczą, warto wykorzystać kategorię „pseudoemancypacji”, zaproponowaną przez Ombrettę Ingrascì, badaczkę zmieniającej się roli kobiet w strukturach mafijnych. Kobiety, zarówno wypełniając te bardziej tradycyjne role, przykładowo wychowując dzieci w poszanowaniu kodeksu honorowego właściwego mafii czy podżegając mężczyzn do dopełnienia wendety, jak i realizując się w rolach postrzeganych jako męskie, podlegają męskiej dominacji. Władza mężczyzny nad kobietą jest inherentną cechą struktur mafii. Nie jest możliwe przedefiniowanie pojęcia „kobiecości” wychodzące poza tylko pryzmat macierzyństwa czy stawiające na rozwój indywidualny kobiet poprzez edukację. Ewolucja pozycji i roli kobiet na przestrzeni lat wskazuje wyraźnie, że nawet jeśli zyskiwały one coraz więcej władzy, nie ma w mafiach miejsca na prawdziwą emancypację.




Z całą pewnością jednak możemy stwierdzić, że z octami eksperymentowano w Modenie już dużo wcześniej: najstarsze świadectwa sięgają aż wieków średnich. W 1288 książęcy ród d’Este z Ferrary objął panowanie w Modenie i Reggio Emilia. Wiemy, że istniały octownie książęce (wł. acetaie ducali) oraz że do produkcji wyrobów z beczek używano winogron z Sycylii, Hiszpanii bądź lokalnej odmiany trebbiano. Rejestry nie wspominają jednak o gotowanym moszczu winogronowym ani drewnie opałowym do gotowania, możemy zatem zakładać, że ocet aromatyzowany z końca XIII wieku znacząco różnił się od dzisiejszego balsamico, pomimo iż z całą pewnością uchodzi za jego protoplastę.
Pewna książka wydana wraz z końcem osiemnastego wieku wybiega w przyszłość, zajmując się tematem „octu alla modenese”. Mowa o dziele węgierskiego rolnika Ludwika Mitterpacher von Mittenburga. Książkę przetłumaczono na włoski w 1794 r. z uzupełnieniem o kilka uwag, w których autor wyjaśnia: „Sławą cieszy się również ocet po modeńsku, który pozyskuje się w następujący sposób: moszcz z jasnych winogron należy gotować w kadzi przez trzy dni”. Jest to konkretny ślad sprzed czasów świadectwa Aggazzotiego.
Aż do połowy lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku ocet balsamiczny używany był tylko w okolicach Modeny niczym przysmak zazdrośnie skrywany przed innymi na strychach domów rodzinnych. Wraz z decyzją o wprowadzeniu go na rynek, zdano sobie sprawę z ogromnego potencjału tego produktu. Obecnie członkowie Konsorcjum balsamico tradizionale z obszaru Modeny i Reggio Emilia sprzedają go w buteleczkach 100 mililitrowych w dwóch wariantach: produkt leżakujący przez 12 lub 25 lat. Fiolka zaprojektowana w 1987 przez Giorgetto Giungiaro jest używana dla obu wersji. Zawartość uchodzi za bardzo cenną: używa się go w kroplach, a połączenie kilku z nich z parmezanem tworzy uwielbiany przez wszystkich duet z regionu Emilia Romania.



Viscontiego nie można przypisać do jednego nurtu, chociaż jego pierwsze obrazy mocno nawiązywały do neorealizmu („Ziemia drży”, „Najpiękniejsza”), w kolejnych pokazał, że pójdzie inną drogą i woli kino autorskie. Zresztą tak było w każdej dziedzinie sztuki, którą dotykał; kino, opera, teatr, literatura. Trzeba też pamiętać, że to on w dużej mierze stoi za sukcesem Marii Callas, której talent oszlifował na scenie podczas realizacji swoich pierwszych oper. Dzięki niemu bogini opery stała się również aktorką. Był artystą, który pesymizm ubierał w piękno, chorobliwe i śmiertelne piękno. W swoich filmach często opowiadał o ludziach, rodzinach, o Europie, świecie tuż przed katastrofą, przed całkowitym rozpadem („Lampart”, „Zmierzch Bogów”, „Portret rodzinny we wnętrzu”). Potrafił z rozmachem ubierać swoich bohaterów w historyczny kostium, kręcąc epickie i wystawne dzieła, z drugiej strony kręcił kameralne czarno-białe dramaty psychologiczne chociażby zainspirowane literaturą Dostojewskiego. Był inny niż jego koledzy, którzy przez lata rozliczali się z wojenną traumą we wspomnianym neorealizmie, nie uciekał też tak daleko do fantazji jak Fellini, dla niego istotne było tu i teraz zamknięte w czterech ścianach, obnażenie naszych fascynacji, problemów, ułomności.
Wakacyjnemu relaksowi na najwyższym poziomie można oddać się w miejscowościach typu San Benedetto del Tronto, Civitanova, Pesaro czy Gabicce Mare. Wielbiciele natury znajdą dla siebie wiele szlaków pieszych wycieczek i nieodkryte zakątki dzikiej przyrody, np. w Conero, gdzie dotrzeć w niektóre miejsca można wyłącznie pieszo, obcując z urokliwą, śródziemnomorską roślinnością. Plaża Dwóch Sióstr należy do najbardziej malowniczych i zjawiskowych. Krystalicznie czysta woda przy klifie zapiera dech w piersiach i jest jedną z najchętniej wybieranych destynacji wśród tubylców.
W pobliżu górzystej miejscowości Genga podziwiać można jaskinie krasowe Frassasi i ich okazałe nacieki (stalagmity, stalagnaty, stalaktyty, makarony, etc.), ale to nie jedyny powód, by odwiedzić tę część Marche. Zaledwie kilka minut drogi od jaskini czeka nas prawdziwe mistyczne przeżycie – spotkanie z siłą natury i religii w jednym. Świątynia Valadier, bo o niej mowa, to neoklasycystyczny, ośmiokątny kościółek ukryty w grocie. Zbudowany został w 1828 r. przez rzymskiego architekta Giuseppe Valadiera na zamówienie samego papieża Leona XII. Miejsce to nabiera wspaniałego charakteru w okolicy Świąt Bożego Narodzenia, zamieniając się w żywą szopkę. To, co czyni miejsce jeszcze bardziej wyjątkowym i odizolowanym od świata zewnętrznego jest fakt, że dojść do świątyni można wyłącznie pieszo, pokonując niecały kilometr wśród pięknego krajobrazu przyrody.

Nadmorskie miejscowości to prawdziwa gratka dla miłośników kuchni śródziemnomorskiej. W San Benedetto kultową potrawą jest bulion, który, jak głosi legenda, istnieje tak długo, jak zawód rybaka. Obowiązkowo punkt o godzinie 13 zasiądź do stołu i rozkoszuj się smakiem najlepszych makaronów. Spróbuj jednak nie zachwycić się mezzamaniche allo scoglio albo spaghetti con vongole! To właśnie tu odkryjesz miłość do ryb i pojmiesz sens dolce vita, wybierając się na popołudniowo-wieczorną przechadzkę połączoną z aperitivo i długimi rozmowami. Swoją drugą połówkę koniecznie zabierz na romantyczną kolację do Grottamare Alto, z którego rozpościera się widok na całą nadmorską panoramę.