Także w tym roku powtórzyła się inicjatywa współpracy pomiędzy włoskimi a polskimi służbami porządkowymi. W ostatnich dniach karabinierów z posterunku San Zaccaria w Wenecji wspierają policjanci Jacek Borsuk (stopień: aspirant) i Katarzyna Pilipiuk (stopień: młodszy aspirant), którzy mieli już okazję pomóc polskiej rodzinie spędzającej wakacje w okolicach Wenecji.
„Tego rodzaju inicjatywy wymiany służb trwają od lat, również z innymi krajami, jak na przykład z Francją” – wyjaśnia generał Karabinierów Marco Aquilio. „We Włoszech przyjmujemy przedstawicieli zagranicznych służb porządkowych w najważniejszych miejscowościach turystycznych, takich jak Rzym, Neapol, Florencja, Mediolan czy właśnie Wenecja. Polska policja zdecydowała się wysłać do Wenecji dwoje funkcjonariuszy, którzy posiadają także kompetencje w zakresie kontroli wodnej”. Borsuk ma bowiem doświadczenie na jeziorach w okolicach Lublina, a Pilipiuk pełni na co dzień służbę nad Wisłą w Warszawie.
Aby uczcić tę współpracę służb porządkowych, odwzajemnianą obecnością Karabinierów w Krakowie, 22 sierpnia odbyło się nieformalne spotkanie w pięknej stacji Karabinierów San Zaccaria. Wzięli w nim udział generał Karabinierów Marco Aquilio, podpułkownik Giuseppe Battaglia, polscy policjanci Borsuk i Pilipiuk, konsul RP w Wenecji Marco Ferruzzi Balbi oraz dyrektor Gazzetta Italia, jedynego włosko-polskiego medium, Sebastiano Giorgi.
Godzina 5:00 rano – cyfrowy budzik w telefonie, od 7:00 – laptop i telefon a czasami dwa, tablet i kilka monitorów. Cztery ładowarki. Poczta elektroniczna, social media, e-prasa, e-porady, zakupy na jednym ekranie. Zatrzęsienie informacji. Często pisanych szybko, prowokująco, mieszają się w sieci z artykułami, które są naprawdę dobre.
W Internecie nie poszukujemy prawie nic na własną rękę, szukam godzinami, bo nie ma ścieżki na skróty. W sieci jest wszystko, tak dużo, że dawkowanie tej wiedzy pojawia się wg jakości pozycjonowania. Szukam potrzebnych treści w bezkresnym Internecie między newsami i mało wartościowymi postami (otulonymi reklamami i zgodami na ciasteczka). Ma to w sobie coś uzależniającego i wciągającego o każdej porze dnia, chłonięcie tylu barw, które nie raz kolorują rzeczywistość, można poczuć się szczęśliwszym. Na chwilę. Widzę pewną zależność. Córka oglądając jest znacznie bardziej podatna na złość, irytację, niż kiedy jej przerywam w czytaniu papierowych książek. Nasz dorosły rozsądek trzyma nerwy na wodzy, oderwani od lektury Internetu nie zirytujemy się od razu, ale będzie w nas więcej nerwowego pośpiechu. Drugą, bardziej niepokojącą zależnością jest to że im mniej czytam gazet i książek, a znacznie częściej przeglądam je cyfrowo, wiem mniej. Przy laptopie nie skupiłam się na treści tak jak trzymając w ręce papier. Jakbym patrzyła, a nie widziała.
Pismo odręczne jest po stokroć cenniejsze i chwytliwsze niż lajki, czy jest na świecie ktoś kto zaprzeczy tej magii?
Zadałam dziesięciolatce pytanie, co ją przekonuje do leżenia z noskiem w papierowych komiksach, do których biegnie rano na sofę? „tutaj wszystko jest tak jakbym chciała, mogę wyobrazić sobie świat bajki, którą czytam i nikt za mnie nie decyduje co ma być. Nie muszę pilnować poziomu naładowania telefonu. Książki nie zniszczą się na plaży od piasku, nie pękną. Mamo od czytania książek nie bolą oczy, mogę ją czytać w samolocie.” Doskonały artykuł, książka to godziny pisania, inspiracji, natchnień, nie ma przypadkowych słów, nie liczy się analiza popularności słów wg Google. Jest w tym też element zabawy, sztuki, przyjemności posiadania czegoś magicznego w dłoniach. Ma początek i koniec, w środku niespodzianka ubrana w starannie przygotowaną okładkę. A kiedy pomyślisz, że skoro nie ma tu przypadku w układzie stron, ile jeszcze niespodzianek można odnaleźć. Zauważyliście, że w wersjach papierowych nawet reklamy są urocze? subtelnie osadzone między starannie dobranymi stronami.
Czytanie z papieru to przyjemność, która od lat zanika. Kiedy cofniemy się o krok milowy! wykonamy i otworzymy książkę, wejdziemy do biblioteki, przypomnimy sobie, co to znaczyło. Trudno ze świata online się przestawić, kiedy cały świat jest pod kciukiem, szybko.. Tylko gdzie tak gonimy, wieczorem zostaje pustka, co zapamiętaliśmy z całego dnia i co utkwi nam w pamięci oprócz piekących piekielnie oczu?
Doskonale opracowana, pięknie ilustrowana seria komiksów
Skąd ta niecierpliwość? W książce przewracając strony krok po kroku staramy się zrozumieć, skupienie przychodzi samo. Tempo narzucamy sobie sami, to co przeczytamy zapamiętamy. „Oglądanie telewizji jest natomiast tak banalnym zajęciem, że nie stwierdzono jeszcze u nikogo niezdolności do jej oglądania. Wszak pismo jest podstawą cywilizacji…” ten cytat pojawia się w wielu publikacjach w sieci (nomen omen to jest to o czym piszę, w Internecie jest dramatyczna powtarzalność treści artykułów, czasami trudno zidentyfikować, kto od kogo coś zapożyczył). Jest to jednocześnie bardzo trafny cytat, nie tylko można go odnosić do wideo, ale również dużej część treści publikowanej w sieci.
Papier nie jest podatny na reklamy, dzięki dobrze pisanym tekstom mamy większy zasób słów, który pozwala nam wypowiadać się swobodnie, lekko, bez błędów. Tak mało trzeba, żeby być mądrzejszym.
Jako autorka bloga śledzę kilka przyjemnych stron i widzę, że utrzymują się bez reklam tylko niektóre. Kiedyś były piękne, artystyczne zdjęcia, dużo tekstu, chwilami zatracałam różnice między książką a powieściami z postów. W książkach to się zachowało, są ponadczasowe, jeszcze chwila i wróci na nie moda, ponieważ klasyka nie przemija.
Raoul Bruni, profesor uczelni na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie – gdzie w latach 2021–2022 kierował Katedrą Literatury Włoskiej – jest jedną z kluczowych postaci włoskiego życia intelektualnego w Polsce. Autor licznych publikacji, członek komitetu naukowego Narodowego Centrum Studiów nad Leopardim (Centro Nazionale Studi Leopardiani), poświęcił większość swojej działalności badawczej Giacomo Leopardiemu oraz jego dziedzictwu literackiemu i filozoficznemu.
To uczony, którego nieprzeniknione koleje losu – po studiach we Florencji i doktoracie na Uniwersytecie w Padwie – zaprowadziły nad Wisłę.
Jak wielu Włochów, przyjechałem do Polski ze względu na relację romantyczną. Zacząłem tu pracować, najpierw ucząc w warszawskiej SWPS, później na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.
Jak kontakt z Polską wpłynął na twoje podejście do literatury?
Życie w tym kraju z pewnością wzbogaciło moje spojrzenie na literaturę. Szczególnie wpłynęła na mnie Warszawa – miasto odbudowane od podstaw, które uważam za interesujące, nowoczesne, inspirujące, pełne księgarni i z bardziej ożywioną sceną literacką niż w wielu włoskich miastach. Wystarczy spojrzeć, jaką publiczność przyciągają tutaj wieczory poetyckie. Warszawa nie pozostawia obojętnym. Naturalnie pojawiła się we mnie chęć zgłębienia relacji literackich między Włochami a Polską. I o ile polscy autorzy są we Włoszech studiowani w zadowalającym stopniu, uważam, że wciąż zbyt mało uwagi poświęca się włoskim pisarzom i dziennikarzom w Polsce. Mam na myśli na przykład pobyt Curzia Malapartego w Krakowie i Warszawie podczas II wojny światowej. To wtedy powstały fragmenty powieści „Kaputt”, której polskie tłumaczenie odniosło pewien sukces. Byli także inni pisarze, jak Guido Piovene, który pisał kroniki z powojennej Polski dla „Corriere della Sera”. Obecnie przygotowuję publikację jego artykułów.
Byłeś pierwszą osobą, która zorganizowała konferencję poświęconą Leopardiemu w Polsce. Czy według ciebie istnieje jakiś szczególny aspekt, który charakteryzuje recepcję twórczości tego autora w Polsce?
W przeciwieństwie do innych krajów, w Polsce Leopardi jest mało znany. Jego popularność w ostatnich czasach wzrosła, nie tylko we Włoszech, także dzięki popularnemu filmowi i nowemu serialowi. W Polsce istnieją ważne opracowania i tłumaczenia autorstwa Joanny Ugniewskiej, Jarka Mikołajewskiego i Stanisława Kasprzysiaka, dzięki którym niektórzy polscy poeci, jak Zagajewski, zainteresowali się autorem „Nieskończoności”. Jednak do tej pory nie odbyła się żadna inicjatywa akademicka poświęcona Leopardiemu. Konferencję, którą zorganizowałem dzięki dużemu wysiłkowi i wsparciu Włoskiego Instytutu Kultury w Warszawie, starałem się uczynić otwartą dla szerszej publiczności poprzez panel z udziałem poetów i badaczy polskich oraz tłumaczeniem symultanicznym. Krótko mówiąc, recepcja Leopardiego ogranicza się w Polsce raczej do środowiska akademickiego. Odczuwalna jest potrzeba intensywniejszych badań i z pewnością szerszej dostępności jego dzieł. Przykładowo, polskie tłumaczenie „Dziełek moralnych” nie jest już publikowane, a egzemplarz w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie jest w złym stanie… Cieszę się jednak z efektów konferencji i innych inicjatyw związanych z Leopardim, które zorganizowałem w Warszawie, jak choćby ostatnie spotkanie poświęcone polskiemu wydaniu listów poety, które zostało nawet wspomniane w sekcji kultury „Corriere della Sera”.
Przed przeprowadzką do Polski uczyłeś w Padwie. Czy zauważyłeś różnice w podejściu polskich studentów?
Warto podkreślić duże zainteresowanie Włochami w Polsce – również w kontekście nauki języka. Potwierdza to także sukces waszej „Gazzetta Italia”. W Warszawie w niemal każdej dzielnicy widać szyldy szkół uczących włoskiego – co świadczy o popycie na nie. Również na poziomie uniwersyteckim italianistyka cieszy się zaskakująco dużą popularnością. Paradoksalnie, dziś dyplom z italianistyki otwiera pod względem zawodowym więcej drzwi w Polsce niż we Włoszech. Jeśli chodzi o poziom studentów, jestem generalnie zadowolony. Mają bardzo dobre przygotowanie językowe, są w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o kompetencje językowe. Widzę u nich mniejsze zainteresowanie literaturą, ale to powszechne zjawisko.
Jakieś strategie, by zwiększyć atrakcyjność tej dziedziny?
Uczę literatury, starając się łączyć ją ze współczesnością. Na przykład Leopardi to autor, który dziś wydaje się bardziej współczesny niż wielu pisarzy naszych czasów– zawsze miał prorocze spojrzenie, do tego stopnia, że stworzył „list do młodzieży XX wieku”. Poza tym zarówno Włochy, jak i Polska są niemożliwe do zrozumienia bez znajomości ich literatury. Włochy, podobnie jak Polska, były przez wieki podzielone na różne państwa i rozwinęły jedność kulturową i językową głównie poprzez literaturę: Dante, Petrarka, Machiavelli – filary kultury i języka w czasach, gdy jeszcze nie istniało państwo włoskie. A wracając do Leopardiego, jego „Rozprawa o obecnym stanie obyczajów Włochów” („Discorso sopra lo stato presente dei costumi degl’Italiani”) to chyba najbardziej aktualny i przenikliwy tekst o współczesnych Włoszech.
Czy sztuczna inteligencja jest jak meteoryt spadający na system edukacji?
Zmiany niosą zarówno szanse, jak i zagrożenia. Sztuczna inteligencja, jak to zwykle bywa z innowacjami, jest przez niektórych uważana za apokalipsę. Nie należę ani do entuzjastów, ani do apokaliptyków. Uważam, że sztuczna inteligencja, jak każda nowa technologia, musi być mądrze zarządzana. Oczywiście my, nauczyciele, musimy wziąć pod uwagę, że może ona znacząco wpłynąć na wartość prac pisemnych studentów. Trzeba znaleźć sposób, by zintegrować sztuczną inteligencję z nauką, może to okazja do ponownego docenienia egzaminów ustnych.
Czy nie zagrozi to zawodowi tłumacza?
Tłumaczyłem teksty za pomocą AI i mogę powiedzieć, że z pewnością nie dorównują one pracy profesjonalisty. „Nieskończoność” Leopardiego czy liczne metafory języka potocznego nie dają się przetłumaczyć cyfrowo. Wręcz przeciwnie – AI może okazać się narzędziem wspomagającym i usprawniającym pracę tłumacza, który może wtedy zrobić o wiele więcej w krótszym czasie. Wśród moich przyjaciół tłumaczy nikt nie obawia się szczególnie o utratę pracy.
Język włoski, mimo że jego użycie ogranicza się praktycznie do Włoch, wciąż jest jednym z najchętniej studiowanych języków. Czy to zbyt romantyczne stwierdzić, że ludzie uczą się go dla jego wartości kulturowej?
Zdecydowanie nie. Włochy mają ogromne dziedzictwo kulturowe, obejmujące wszystkie dziedziny sztuki i zawody. Dowodem na to jest fakt, że nauka włoskiego często staje się hobby lub pasją ludzi, którzy mają już za sobą pewną drogę życiową – zdarza się, że mamy studentów po czterdziestce, którzy, jak sądzę, są najczęstszymi uczestnikami kursów we Włoskim Instytucie Kultury i prywatnych szkołach językowych.
W programie „Passato e Presente” w RAI Storia, który uwielbiam, wspaniały Paolo Mieli zawsze prosi gości o polecenie trzech książek. Jakie ty byś polecił komuś, kto mówi po włosku i chce poznać naszą literaturę?
Zacznę od klasyki: „Zeno Cosini” (tytuł włoski „La coscienza di Zeno”) Itala Sveva. Arcydzieło XX-wiecznej literatury włoskiej, napisane przez autora, który posługiwał się włoskim jako drugim językiem, w mieście o kulturze środkowoeuropejskiej – Trieście. Polecam też książki Carlo Ginzburga – historyka i eseisty, ale też świetnego narratora. Na koniec poleciłbym nowo wydaną powieść autora, którego warto byłoby przetłumaczyć: „Il detective sonnambulo” Vanniego Santoniego (Mondadori).
Na zakończenie, czy są jakieś elementy polskiej kultury, które szczególnie doceniłeś, mieszkając w tym kraju?
Choć trudno mi dobrze czytać po polsku, od kiedy tu mieszkam, zgłębiłem twórczość Zbigniewa Herberta – wielkiego poety, autora mistrzowskiej, pisanej prozą książki o Włoszech, jeszcze nieprzetłumaczonej u nas. Z kolei w kinie bardzo cenię twórczość Pawła Pawlikowskiego.
In Memoriam, to tytuł wystawy malarstwa prezentowanego w Galerii Włoskiego Instytutu Kultury w Krakowie, poświęconej zmarłej w lutym bieżącego roku, brytyjsko włoskiej malarki, polskiego pochodzenia, Marty Czok. Ekspozycja ta stanowi hołd pośmiertny dla artystki oraz przekrojową retrospektywę jej twórczości. Kuratorami wystawy są Henryka Milczanowska i Jacek Ludwik Scarso, a organizatorami – Fundacja dla Polskiej Sztuki Emigracyjnej, we współpracy z Włoskim Instytutem Kultury, w Krakowie i Fundacją Marty Czok, w Rzymie. Wydarzenie odbiło się szerokim echem w mediach polskich i włoskich, które podkreślały siłę wyrazu i odwagę podjętych tematów prezentowanych dzieł.
Pierwsza wystawa artystki odbyła się w 2017 roku, na zaproszenie Włoskiego Instytutu Kultury w Warszawie, również we współpracy z Fundacją Polskiej Sztuki Emigracyjnej. W kwietniu 2020 roku w Muzeum Karykatury w Warszawie otworzono drugą wystawę artystki pt. „I to nazywasz sztuką?”. Wówczas zaprezentowano 30 obrazów, a trzecią w lipcu tego samego roku w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. Kolejne wystawy miały swoją prezentację w 2022 i 2023 roku, kolejno w galeriach Wrocławia, Łodzi i Konstancina Jeziorny k. Warszawy. Trzeba zaznaczyć, że były to szczególnie ważne prezentacje, ze względów artystycznych, a także z uwagi na wątek osobisty i więzy rodzinne artystki. Biorąc pod uwagę czas i miejsce Jej urodzenia – 1947 rok, w Bejrucie w Libanie oraz wojenny szlak II Korpusu Armii Wojska Polskiego, w której służyli Jej rodzice Jadwiga i Józef Czok – spotykamy się z sytuacją niecodzienną – Marta Czok nie poznała Polski. W pamięci jej dzieciństwo to było ciągłe przemieszczanie się, emigracja rodziny z Libanu przez Włochy do Wielkiej Brytanii, gdzie spędziła najmłodsze lata na londyńskich przedmieściach, tam doświadczając trudnej sytuacji materialnej rodziny emigrantów. Wychowywała się w środowisku polskiej kultury, języka i literatury. Obrazy z dzieciństwa głęboko utkwiły w pamięci przyszłej malarki i po latach wielokrotnie wracały w Jej pracach. Wykształcenie zdobyła w prestiżowej St. Martin’s School of Art w Londynie, tu odnotowała sukcesy swoich pierwszych wystaw, w tym w londyńskiej Royal Academy. Kolejne sukcesy wystawiennicze pojawiły się już we Włoszech, gdzie przeprowadziła się wraz z mężem w połowie lat 70. Wystawy w muzeach i galeriach na całym świecie zaopatrzone licznymi wydawnictwami katalogów i albumów zawierały biograficzną informację, w której mocno podkreślała, że jest Polką.
Na zdjęciu od lewej: Dyrektor Włoskiego Instytutu Kultury w Krakowie Matteo Ogliari, Henryka Milczanowska, Jacek Ludwik Scarso
Malarstwo Marty Czok można podzielić na dwa obszary tematyczne, ułatwiające nam poruszanie się w wielowątkowych przedstawieniach. Pierwszy obszar to rodzina, dzieciństwo i zabawy, drugi – metaforyczne formy i odniesienia do historii sztuki i współczesności społeczno-politycznej świata. W wymienionych obszarach tematycznych dominują dwa nurty: pierwszy, satyryczny, pozwalający Artystce na niczym nieskrępowane wypowiadanie się i krytykę społeczno-polityczną oraz drugi, jak sama go określa, lżejszy, pozwalający na swobodną interpretację wspomnień z czasów dzieciństwa, w których narracja często symboliczna i groteskowa, a zarazem prosta i czytelna obraca się wokół życia w zbombardowanym w czasie wojny Londynie. Zaznaczyć jednak trzeba, że ten drugi nurt, w którym głównymi bohaterami są dzieci, Artystka rozwijała w kolejne wątki, posługując się symbolami bohaterów z bajek i legend lub włączając w narracyjną opowieść dziecięce zabawki, którym przypisywała poważne, dorosłe role. Na szczególną uwagę zasługują wielopostaciowe sceny na tle miejskiej architektury, w których Czok przywoływała wspomnienia z wczesnych lat w Londynie. Zaglądanie przez otwarte okna zniszczonych wojną domów bez ścian było jedną z form zaspokajania dziecięcej ciekawości. Sceny narodzin, uroczyste okazjonalne wydarzenia, a także codzienne, zwyczajne czynności w malarstwie Czok urastały tu do roli wyjątkowej celebracji każdego z tych wydarzeń. Śledząc bohaterów Jej malarskiej opowieści, stajemy się mimo woli wspólnikami w podglądaniu angielskich sąsiadów. Nasze oczy przesuwają się po piętrach domów zapełnionych krzątającymi się mieszkańcami. Nie będzie przesadą, jeśli wyda się nam, że w tym życia biegu usłyszymy rozmowy mieszkańców, brzęk układanych na stole naczyń czy stukanie po kamiennym chodniku kółek hulajnogi małej dziewczynki z kucykami, która właśnie z uwagą przygląda się mijanym ludziom. Dziecko w malarstwie Marty Czok ma ważne miejsce. Z wyjątkiem scen rodzajowych, w których zabawne miny dziewczynek zdradzają ich psoty, wszystkie inne mają bardzo ważne role, są wyrazicielami poglądów Artystki, która właśnie pod postacią niewinnego dziecka wyrażała je stanowczo i zdecydowanie. Mówi się, że powinniśmy uczyć się z historii, ale jedyną lekcją, której historia nas naprawdę uczy, to jest to, że niczego się nie uczymy, więc wojny trwają, a ich głównymi ofiarami są zawsze dzieci. Cykl 16 obrazów, które zaprezentowała na wystawie pt. „I bambini nella guerra e sulla Shoah” („Dzieci w wojnie i Shoah”) w Rzymie w 2009 roku i w Padwie w 2011 roku zadedykowała polskim i żydowskim dzieciom deportowanym przez Niemców podczas II wojny światowej, o których pamięć dosłownie zaginęła. Ekspresyjne rysunkowo ciała dzieci jakby zawieszone na tle szarych, zamglonych, płaskich powierzchni, formułują szerszą myśl Artystki, którą w tym miejscu warto przytoczyć: …kiedy dzieci płaczą, wszystkie są takie same. Mój temat, mimo że zaczął się pół wieku temu w moim rodzinnym kraju, obejmuje wszystkie młode ofiary, kimkolwiek są, gdziekolwiek się znajdują i, niestety, gdziekolwiek będą.
Wielu krytyków sztuki i recenzentów twórczości Marty Czok zauważa Jej międzykulturowy horyzont i wielowymiarową wizję rzeczywistości, która łączy symbolizm, narrację, emocje i ironię. Nie sposób nie zgodzić się z tym zdaniem, tym bardziej, że sama Artystka podkreślała wielokrotnie, jak istotne w Jej malarstwie jest „stąpanie po śladach” wybitnych artystów, historycznie utożsamianych z wielką sztuką poprzednich epok, na tle których dokonywała reinterpretacji treści ich dzieł, dostosowując krótkie hasła komentarza w sposób ironiczno-żartobliwy, ale zgodny ze współczesnymi realiami naszego życia.
Niewątpliwie Marta Czok posiadała silną osobowość, poczucie własnej tożsamości, odwagę i bezkompromisowość. Jej zdaniem rolą artysty jest wyrażanie swoich obaw w każdej sprawie, która dotyczy człowieka i jego bezpieczeństwa we współczesnym świecie. Posługując się ironią, a nawet prowokacją, poddawała swoje spostrzeżenia refleksji egzystencjalnej, odnosząc się do tematów historii, religii, a także wojny, której skutki zaważyły na Jej życiu osobistym i rodzinnym. Łamiąc wszelkie wzorce „politycznie poprawne”, odważnie stawiała pytania o moralność i etykę najważniejszych osobistości tego świata. Dotykała tematów historii, przestrzegała przed niedocenianiem wydarzeń z przeszłości, których jako ślepcy, pędzący przez życie, nie zauważamy.
Wystawa: 18.06. – 31.08. 2025
Włoski Instytut Kultury w Krakowie
Grodzka 49 Kraków
* w tekście wykorzystano fragmenty artykułu z katalogu wystawy, pt: „I to nazywasz sztuką”, autorstwa kuratorki wystawy, Henryki Milczanowskiej.
Kupcieswójegzemplarz Gazzetta Italia 112 jużteraz! W ramachprzewodniegotematustosunkówwłosko-polskichznajdziecie w nim artykuły o projektachMerliniego w ŁazienkachKrólewskich, wystawiepoświęconejMariiKazimierzeSobieskiejorazwłoskichakcentach w katedrze w Płocku. Ponadtomnóstwowątkówmuzycznych: włoski rap, fenomen „travoltismo” i najnowszealbumy. W dzialepoświęconymkinuwywiad z reżyseramifilmu „Listysycilijskie” („IDDU”), opowiadającego o bossieMessinie Denaro, którywkrótcetrafi do polskichkin. A do tegohistoriaPolki, któratworzykremy z wina, fotoreportaż z TurniejuPiłkiNożnejWłochów w Polsce i oczywiścieartykuły i rubrykipoświęconekuchni i zdrowiu. Przeczytacie o aromaterapiidlazwierząt, a także o literaturzedziękiwywiadowi z pisarzem Sandrone Dazierim i pogłębionejanalizie (do odsłuchania za pomocąkodu QR z głosemautora) poświęconejSzymborskiej. Wszystko to w towarzystwie Eola, którynaokładceowiewaprzyjemnąbryząnaszewakacje i dmucha w żagle Gazzetta Italia!
30 lipca 2025 odbyła się polska premiera książki „Jak gorzka pomarańcza” Mileny Palminteri, która opowiada historię trzech niezwykłych bohaterek stających przed największym wyzwaniem: odnalezieniem sensu swojego istnienia jako kobiety w świecie, który chciałby decydować za nie.Autorka zabiera nas do XX-wiecznej Sycylii, gdzie miłość miesza się ze zdradą, pożądanie z pragnieniem zemsty, a bohaterowie, choć dumni, z pokorą przyjmują swój los.
Milena Palminteri urodzona w 1949 roku w Palermo, mieszka w Salerno, gdzie pełniła funkcję Dyrektorki Archiwum Notarialnego. Wcześniej, przez ponad dwadzieścia lat pracowała jako konserwatorka w archiwach notarialnych we Florencji, Rzymie, Caltagirone I Materze. Od 2014 roku należy do grupy pisarskiej Lalineascritta, która działa w Neapolu. Jak gorzka pomarańcza to jej debiut. Książka spotkała się ze świetnym przyjęciem wśród włoskich czytelników i została nominowana do prestiżowej Premio Bancarella 2025.
FRAGMENT POWIEŚCI
To właśnie zù Pippino wysłał ją do Rzymu, żeby wzięła udział w konkursie na to stanowisko. Bezpieczna państwowa posada, mówił; mniejsze zło, myślała ona. Uzyskała dyplom prawniczy z oceną wzorową i marzyła, żeby zostać adwokatem, ale czasy jeszcze nie sprzyjały kobietom, które czuły powołanie do pewnych zawodów.
Przez długi czas, kiedy kancelaria zù Peppina zajmowała kilka pomieszczeń w wielkim pałacu, w którym Carlotta dorastała, dziewczynka uwielbiała wdychać powietrze przesycone wonią dokumentów, akt, zawiadomień i innych papierów sądowych. Lubiła odwiedziny bogatych klientów i ubogich pechowców, zwracających się do adwokata z błaganiem o ratunek przed nieszczęściami spadającymi na nich jak lodowata ulewa. Szacunek i poważanie, którymi zù Peppino cieszył się w miasteczku, zrodziły w niej pragnienie, by pójść w jego ślady. Jeszcze zanim się urodziła, prawo stanowiło przecież, że także kobiety mogą wykonywać zawód adwokata.
A jednak to sam adwokat Calascibetta, z żalem, ale stanowczo, odradził Carlotcie wybór tej drogi. Był rok 1947 i w sycylijskich sądach jego znajomi adwokaci i sędziowie wciąż zgadzali się z dziewiętnastowiecznym wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Turynie, który w taki sposób wypowiedział się o kobietach adwokatach: „Zawód adwokata może być wykonywany wyłącznie przez mężczyzn i kobietom nie wolno się nim parać”. Po co miała się Carlotta stawiać w złym świetle, robić wrażenie zarozumiałej?
Mając przed sobą drogę tak najeżoną trudnościami, a także wiedziona pragnieniem, aby jak najszybciej zacząć pracę i wyrwać się z małomiasteczkowego otoczenia Sarraki, Carlotta się poddała.
Rezygnacja ze współzawodnictwa z mężczyznami ciążyła jej jednak jak wyrok. Bez rywalizacji, bez konfliktu nie mogła nawet zaznać gorzkiego smaku porażki.
Że urodzić się kobietą to nie jest los wygrany na loterii, zrozumiała dużo wcześniej, kiedy w trakcie rozmowy ze swoją matką Nardiną o ojcu Carlu Cangialosim, zmarłym w tajemniczych okolicznościach w dniu jej narodzin, zapytała, czy ojciec miał chociaż czas, aby się ucieszyć pierworodną córką. Żywiła niejasne podejrzenie, że w świecie, który na pierwszym miejscu stawiał mężczyzn, jej płeć mogła ojca rozczarować. Pewność, że tak nie było, przyniosłaby jej ukojenie.
Pewnego dnia podjęła próbę skontaktowania się z ojcem, który nigdy nie miał okazji z nią porozmawiać. Doszła do wniosku, że jeśli wejdzie do jego gabinetu, dotknie jego rzeczy i zacznie o nim intensywnie myśleć, tak jak o Jezusie, kiedy prosi się go o jakąś drobną łaskę, zdoła wywołać go z królestwa zmarłych. Usiadła przy jego biurku i naprawdę wydało się jej, że widzi jego smagłą twarz, tę z fotografii na etażerce. Posłała mu wymuszony uśmiech. On, z ramionami skrzyżowanymi na piersi, potrząsnął głową, poruszył się w milczeniu, nogi skrywał mu gęsty czarny dym. Krzyk rósł jej w gardle, podczas gdy on znikał, wchłonięty przez ciemności, w których ona sama go umieściła, surowego i niedostępnego.
W powietrzu pozostało coś dotykalnego i przerażającego — dezaprobata ojca wobec wszystkich win, do których przyznawała się Carlotta: że jest dziewczynką, że umie gwizdać i pluć pestkami oliwek i, co najgorsze, że sika w ogrodzie, przykucając bez wstydu, tak jak pokazała jej niania Sabedda. Nie była udaną córką.
Z tego wstydu zrodził się w niej dystans, nieprzezwyciężona przeszkoda w nawiązaniu kontaktu z nieznanym ojcem ani z jakimkolwiek innym mężczyzną, i tym bardziej ciążyło jej bycie sierotą.
Na pytanie Carlotty mama Nardina, ze zgaszonym uśmiechem, próbowała zacząć mówić o czymś innym, ale wbity w nią wzrok córki zmusił ją do odpowiedzi. Przypomniawszy sobie sycylijskie przysłowie, ratowała się kompromisem: „Kto chce dobrego syna, od dziewczynki
zaczyna”.
— Do diaska! — rozzłościła się mała. — Dopiero co się urodziłam i już chcieliście zaczynać od nowa. Gdybym była chłopcem…
— Co ty wiesz o swoim ojcu? — skarciła córkę Nardina. — Jak świat światem, mężczyzna jest głową rodziny, to on daje i zabiera, on decyduje, on rządzi i wydaje rozkazy. Nie ma sensu się buntować, to przegrana walka! Twój ojciec rozumował tak jak wszyscy… ale nie znałam nikogo, kto traktowałby kobiety z większym szacunkiem. Miałam wiele
szczęścia, nie wiem, czy i z tobą tak będzie.
20 lat pod wodzą prezesa Aurelio De Laurentisa zakończyło się wielkim sukcesem. Zbliża się kolejne wielkie święto – 100 lecie klubu. Jest to podwójny argument, żeby wzmocnić zespół na kolejne wyzwanie – nowy sezon 2025 – 26. Antonio Conte to mistrz wygrywania, pierwszy sezon zakończył kolejnym sukcesem w swojej karierze. Napoli nie było obciążone wielką ilością meczów, w tym Super Coppa Italia, Coppa Italia, Serie A i Champions League… W sezonie 2024-25 mieliśmy czas na zbudowanie zespołu i wygranie czwartego mistrzostwa w historii. Mamy dobry zespół, który jest w stanie walczyć. Kilku zawodników jest już podwójnymi mistrzami i mają szansę po potrójną koronę pod wodzą Conte. Najważniejszym punktem jest samo zarządzanie klubem. Obecnie, biorąc pod uwagę warunki ekonomiczne, SSC Napoli należy do Top 5. To stabilny finansowo klub, zarówno w skali Europy jak i świata.
Aurelio De Laurentiis
Napoli Fans Polonia – kibice Napoli z Rzeszowa
Klub Napoli Fans Polonia, zajestrowany od sezonu 2024-25 razem z klubem kibiców Napoli Fans w Neapolu, to wynik współpracy z Mario Salvinim. Nieoficjalnie grupa istnieje już ponad 12 lat i założył ją w Neapolu Waldemar Piotr Maca. Urodzony 23 pażdziernika 1975 w Rzeszowie, mieszkam w Neapolu od 2004 roku, a wiernym kibicem jestem od 18 lat. Wielka pasja rodziła się z latami…
Obecność kibiców SSC Napoli z Polski wzmocniła się od 2016 roku, kiedy do składu dołączyli polscy piłkarze. Główny zarząd klubu Napoli Fans Polonia jest z Rzeszowa i Krosna. Znaczny udział w największych akcjach miał niezastąpiony Wacek z Krosna, mieszkający w Neapolu, któremu dziękuję. Od 2 lat do grupy dołączają znajomi z Łodzi i Janowic Wielkich. Dzięki pomocy dwóch Michałówmogłem zrealizować wiele nowych projektów. W niektórych brali udział przyjaciele z Paryża, Amsterdamu, Toronto, Zakopanego, Warszawy, Białystoku, Krakowa, Gdyni i Szczecina. Na nowy sezon 2025-26 jest taki plan otwarcia zapisów do członkostwa.
Siedziba Napoli Fans Polonia
Pierwszą siedzibą było moje prywatne mieszkanie w centrum Neapolu. Oczywiście musiało być w kolorach Napoli, na co wygospodarowałem kilka ścian. Obecnie klub się znajduje poza Neapolem, w Pomigliano D’Arco. Jedno z moich marzeń to klub nie tylko dla polskiego kibica w Neapolu. W planach jest wspólny klub Napoli Fan – Mario Salvini i NFP. Siedzibę przewidujemy w dzielnicy Soccavo, w pobliżu starego stadionu treningowego Centro Sportivo Paradiso i Diego Maradony. Dzięki temu ułatwilibyśmy każdemu kibicowi odwiedziny w klubie, udział w spotkaniach i wspólne oglądanie meczów.
Wspólne oglądanie meczów
Miałem możliwość oglądać mecze w 2 klubach fanów Napoli w Cercoli i Casalnuovo. Świętowałem wygranie 3 mistrzostwa Włoch w Cercoli z Napoli Club Partenopeo, poznałem tam wielu ludzi. Po przenosinach do Pomigliano staram się mecze wyjeżdżać na mecze do kibiców w Napoli Club Casalnuovo. Wspólnie z innymi kibicami ogląda się je najlepiej.
Kibic biało-czerwony z Rzeszowa w Neapolu
Jak każdy obcokrajowiec, jestem kibicem swojego klubu Resovia Rzeszów. Jestem też zakochany w przyjacielskim mieście i klubie Napoli Stella Rossa – Cvena Zvezda z Belgradu. 2 lata temu pojechałem do Belgradu na 20 dni i byłem w tym czasie na 12 meczach, w tym derbach i na meczu Champions League. W Neapolu, poza kibicowaniu na stadionie Diego Armando Maradona, jestem wiernym kibicem na stadionie w Cercoli, gdzie kibicuję Napoli Femminile (Serie A Femminile, piłka nożna kobieca) i Napoli Primavera U19 . Od 2 lat jestem zawsze na meczach koszykówki Napoli Basket. Zespół pod wodzą Igora Milicicia i Michała Sokołowskiego wygrał pierwszy Puchar Włoch w swojej historii oraz, co najważniejsze, utrzymuje się w LBA.
NAPOLI FANS POLONIA – zakres działalności
Zakres działania klubu to między innymi stała obecność podczas meczów, przygotowywanie nowej dekoracji historycznej o Napoli, specjalna ścianka o polskich piłkarzach. W zależności od kibiców organizujemy specjalne wycieczki szlakiem Diego Maradony. Wycieczka Maradona Tour ma różne trasy, można ją przejść na piechotę po ścisłym centrumi, ale najlepsze miejsca, takie jak pomniki Diego, muzea i murales Piotra Zielińskiego są poza Neapolem – takie trasy najlepiej zwiedzać samochodem.
Niewielu polskich kibiców pewnie wie, że w Neapolu miała miejsce jedyna polska wystawa o historii Napoli, utworzona po wygraniu trzeciego mistrzostwa w dzielnicy Soccavo przy starym ośrodku treningowym Napoli Centro Sportivo Paradiso, tak zwanym drugim domu Diego Maradony. Starzy kibice mieszkający przy Paradiso nie raz widzieli samego Diego wracającego z treningu. Przez okres 2 lat zrobiłem kilka różnych wystaw fotograficznych z okazji urodzin i rocznic śmierci Diego. Obecnie jest w przygotowaniu nowa dekoracja. Dekoracje ponadto są umieszczane na siatce stadionu Diego Armando Maradona i na Largo Maradona w Quartieri Spagnoli, zaraz przy muralu Diego!
Specjalne podziękowania są dla pierwszego honorowego członka NFP – neapolitańczyka Don Luigiego. Dzięki niemu żadna wystawa nie mogłaby być zorganizowana. Od samego początku, czyli maja 2022, aż do dziś, jest zawsze dyspozycyjny. Jednego mu mogę zazdrościć – mieszkając blisko Paradiso codziennie mógł spotkać Diego.
Organizujemy też wspólne akcje charytatywne w Neapolu, takie jak La Carita Salva il Mondo. Dzięki wielu osobom, możemy dostarczać specjalne paczki dla osób potrzebujących.
Organizowaliśmy też okazyjne akcje na stadionie w Cercoli, między innymi z okazji Dnia Kobiet, Walentynek, play out i play off.
Prowadzę grupy na Facebooku Napoli Fans Polonia oraz Polscy Kibice w Neapolu. Grupy są cały czas aktywne, dzięki wielu kibicom i znajomym. Otrzymuję też dużo wiadomości na Facebooku – Waldemar Piotr Maca i Waldek Wouldy, oraz instagramie – Napoli Fans Polonia. 1 sierpnia 2024 roku, 1926 członków facebookowej grupy NFP świętowało 98 urodziny klubu. Do dzisiaj to grupa urosła aż do 6300 członków! Posty publikujemy głównie w języku włoskim.
Grupa jest otwarta na wiele pomysłów, zapraszam chętnych do współpracy.
Polskie flagi w Neapolu
Polskie flagi na stadionach w Neapolu to znak stałej obecności NFP. Dzięki nim klub jest bardziej znany wśród kibiców w Neapolu. Zazwyczaj jestem na Curva A Superiore, czyli górnej trybunie Ultras oraz na meczach Napoli Basket obok Napoli Ultras Curva Est i na stadionie komunalnym w Cercoli na meczach piłki nożnej kobiecej -Napoli Femminile i Napoli Primavera U19.
Sezon 2025 – 26
W sezonie 2023 – 24 zajęliśmy miejsce dalekie od kwalifikacji w meczach europejskich. Jednak po świetnych zakupach dokonanych przez prezesa klubu Aurelio De Laurentisa, byłem przekonany, że nowy sezon będzie nasz. Najważniejszym punktem projektu 2024-25 było przybycie nowego trenera: Antonio Conte. Potem Lukaku i McTominay… Ważne gole strzelIł też Raspadori.
Po meczu Parma-Napoli byłem wśród osób czekających na zawodników aż do 2 w nocy. Polska flaga z logiem Napoli i napisem Napoli Fans Polonia była wśród setki flag i ponad 1000 osób.
4 Mistrzostwo Włoch w historii Napoli
Wielki finał Serie A w Neapolu… Napoli wygrywa Mistrzostwo Włoch! Przed ostatnią kolejką Serie A, Napoli miało punkt przewagi nad Interem. Walka trwała do ostatniej kolejki. 23 maja 2024 roku odbywa się ostatnia kolejka Serie A. Napoli wygrywa na własnym stadionie Diego Armando Maradona z Cagliari. Inter również wygrywa z Como… 1 punktem przewagi wygrywamy Scudetto !!!
23 maja 2025, godzina 22:48. Na ulicach, stacjach metra i pociągów pełno jest kibiców i turystów, którzy udają się tego dnia prawie wszyscy tylko w 2 lub 3 kierunkach. Większość osób bez biletów na mecz jechało na Piazza del Plebiscito i do Quartieri Spagnoli. Na większości największych placów w Neapolu i okolicach były ekrany. Wiele klubów kibiców organizowało wspólne oglądanie przy swoich siedzibach. Inne grupy kibiców jechały prosto pod stadion. Trzecie mistrzostwo Napoli w Scudetto świętowałem pod stadionem, czwarte już na stadionie. Byliśmy na to gotowi z koszulkami klubowymi NFP Scudetto 4 i flagą polską Scudetto 4.
Dzień Scudetto 23 maja 2025
23 maja br. zrobiłem tzw. Polską Dekoracjęprzy stacji Diego Armando Maradona koło stadionu Maradony. Podobną dekorację flagami i fotograficzną zrobiłem koło domu Piotra Zielińskiego i koło stacji Diego na pożegnanie Zielińskiego w 2022-23. Po 19.00 czas na stadion, przygotować tzw. polski sektor: polskie flagi na trybunie Curva A Superiore. Super mecz, 2 piękne gole a potem celebracja medalowa i koncerty artystów napolitańskich: Goelier, Gigi D’Alessio, Nino D’Angelo , Clementino … Trybuny pełne flag, super choreografia zrobiona przez ultras z Curva A i B. Wszyscy byli gotowi, tylko czekaliśmy na ostatni gwizdek a potem… wśród mnóstwa flag zawisła także nowa polska flaga Scudetto 4. Współnie z kolegami z polski świętowaliśmy aż 7 rano.
Napoli Festa – przejazd autobusów z zawodnikami
26 maja br. odbyła się Napoli Festa – przejazd autobusów z zawodnikami wzdłuż morza, który zebrał tysiące ludzi.
Prawie same sukcesy
Sukcesy odnoszą też piłkarki z Napoli Femminile, które wygrywają mecz z Sampdoria. Pozostajemy w Serie A Femminile! Napoli Basket pomimo ciężkiego sezonu pozostaje LBA. Czekamy jeszcze na wielki finał Napoli Futsal, gramy o mistrzostwo. Największy sukces odnieśli piłkarze Napoli Primavera:wielki finał przy pełnym stadionie. Wygrywamy Play off i powracamy do Serie A. Super sezon zakończony przy pełnym stadionie kibiców!
foto napoli femminile i foto napoli primavera i foto napoli basket….
Jeden kapitan
W historii klubu już mamy dwóch kapitanów, którzy wygrali po 2 mistrzostwa Włoch w ciągu 3 lat. Diego Armando Maradona i Giovanni Di Lorenzo. Diego na zawsze pozostanie jednym z historycznych. Wygrał dwa pierwsze mistrzostwa plus Puchar Włoch i jak na razie jedyny puchar Europa League.
Ostatnie lata dominuje Di Lorenzo, który pozostając na kolejne sezony ma szansę wygrać kolejne Scudetto. W 2026 SSC Napoli obchodzi swoje 100 lecie, marzeniem kibiców jest zdobycie kolejnych pucharów, np. Coppa Italia, Super Coppa Italia, Scudetto lub puchar Champions League…
Diego Maradona
Giovanni Di Lorenzo
Polscy piłkarze w Neapolu
Historia polskich piłkarzy w SSC Napoli raczej nie powtórzy się szybko. Po Igorze Łasickim, Arkadiuszu Miliku, Hubercie Idasiaku i największej polskiej legendzie Piotrze Zielińskim będzie trudno znaleźć zastępców…
Mam kilka wspomnień ze spotkań z Piotrem i Hubertem. Za wierne kibicowanie rodakom dostałem koszulki.
Moje marzenia. Przeżyć to jeszcze raz…
Byłem pewny, że przeżyję szybko kolejne, czwarte mistrzostwo Napoli, nie musząc czekać 33 lata, jak czekaliśmy na trzecie Scudetto w sezonie 2022-23. Jak powiedział rekordzista wśród kibiców Tommaso Starace, który świętował wraz z Napoli 4 mistrzostwa, jedyną rzeczą, której mu brakuje, jest puchar Champions League. Mnie też!
Chciałbym zrobić SUPER MURALES o historii Napoli, Maradonie, Starace, MaGiCa Napoli koło Centro Sportivo Paradiso. To miejsce wymaga przypomnienia.
Polscy kibice SSC Napoli razem!
W Polsce mieszka wielu Neapolitańczyków, między innymi w Łodzi, Krakowie, Warszawie i Wrocławiu. Zapraszam wszystkich fanów Napoli do wspólnego ogładania meczów. Pozdrowienia dla Davida, Paolo i Pasquala z Łodzi, Fabiana we Wrocławiu, grupy z Warszawy, przyjaciół z Radomia i Białegostoku.
Zapraszam kibiców do wspólnych spotkań w Polsce, Neapolu i na całym świecie! Zapraszam też wszystkich polskich fanów Napoli do członkowstwa w Napoli Fans Polonia, zwiedzania Neapolu, wspólnych spotkań przed meczami. Zabierzcie ze sobą flagi, pokażmy naszą obecność i miłość do klubu
Co kryje się w naszych myślach? Kto tak naprawdę mieszka w naszej głowie? Osoba szalona, romantyczna, namiętna, racjonalna? A może w naszym umyśle panuje niezły tłok? W swoim nowym filmie „Follemente”, który trafi do kin w Polsce 4 lipca w dystrybucji Aurora Films, reżyser i scenarzysta Paolo Genovese opowiada o relacjach międzyludzkich i różnych osobowościach, które zamieszkują nasze umysły.
Bohaterami filmu są Piero i Lara. Ich pierwsza randka wywołuje u obojga zrozumiały stres. Oboje chcieliby pokazać się z jak najlepszej strony i uniknąć wpadek, o które w zdenerwowaniu nie trudno, ale też poznać myśli i wyczuć pragnienia drugiej osoby. Genovese zagląda głęboko do wnętrza swoich bohaterów i stara się zrozumieć i pokazać ich obawy, niepewność, pragnienia. Do głosu dochodzą wszystkie oblicza naszej osobowości, które dyskutują, kłócą się i starają przekonać resztę do swoich racji. Powstaje z tego uroczy chaos, który nie zawsze łatwo jest okiełznać. W rolach głównych zagrały gwiazdy włoskiego kina: Pilar Fogliati, Edoardo Leo, Emanuela Fanelli, Maria Chiara Giannetta, Claudia Pandolfi, Vittoria Puccini, Marco Giallini, Maurizio Lastrico, Rocco Papaleo oraz Claudio Santamaria.
Skąd wziął się pomysł na ten film?
Zawsze trudno zrozumieć ten moment, kiedy rodzi się pomysł. Pomyślałem o tym filmie w 1999 roku, 25 lat temu. Zrobiłem kilka reklam dla Rai, których koncepcja brzmiała: w każdym abonencie jest wiele osobowości, spróbujmy zadowolić je wszystkie. Reklamy te były uosobieniem abonenta Rai, który miał w głowie wiele postaci. Każda chciała robić różne rzeczy i żadna nigdy nie była zadowolona. A reklama mówiła: „Programy RAI zaspokoją wszystkie twoje osobowości”. Po nakręceniu spotów zostawiłem ten pomysł na lata. Jakiś czas temu przyszło mi do głowy, żeby opowiedzieć o pierwszej randce i dokładnie o tym, co dzieje się w naszych głowach, o emocjach, lękach, słabościach, o tym, co powiedzieć, co zrobić. Wymyśliłem, że wszystko powinno dziać się w jeden wieczór i spróbowaliśmy to spisać.
Czy nie jest tak, że dzisiaj, korzystając z różnych aplikacji, raczej się chowamy i nie pokazujemy tych wszystkich osobowości, z którymi współżyjemy?
Tak, to prawda. Właśnie dlatego pomyślałem, że interesujące jest pokazanie prawdziwego spotkania i potrzeby reagowania instynktownie, bez zbytniego zastanawiania się nad tym, co powiedzieć. Dzisiaj, dzięki aplikacjom takim jak Tinder, Instagram, Facebook, masz czas na zastanowienie się, co napisać, aby dać najlepszą wersję siebie, a w prawdziwym życiu nie masz tyle czasu. I miło jest widzieć, jak szybko podejmujesz decyzję, która może być również błędna, ale przynajmniej jest instynktowna i prawdziwa.
Zgadza się, dzięki temu pokazujesz siebie z tej bardziej szczerej strony.
Nigdy nie jesteś całkiem szczery, bo i tak jest filtr. Ale przynajmniej nie zwlekasz godzinami z odpowiedzią.
Ta historia może być również motywacją dla młodych ludzi, którzy mają trudności z konfrontacją z innymi, zwłaszcza z pokazaniem swojej słabszej, bardziej wrażliwej strony.
Tak, ponieważ to tak naprawdę pozytywny film, który pokazuje, że spotkanie na żywo jest ekscytujące pomimo obaw. Zamknięcie się za zasłoną ekranu i aplikacji, gdzie czujesz się bezpieczniej inicjując relacje, odbiera możliwość odczuwania szeregu emocji i prawdziwego sprawdzenia się w nowej sytuacji.
Czy od razu zdecydowałeś, które typy osobowości chcesz analizować?
Wszyscy mamy w sobie różne osobowości, z którymi żyjemy. Wraz ze scenarzystami chcieliśmy znaleźć cztery cechy, które z pewnością ma każdy. Racjonalność, namiętność, romantyzm i szaleństwo. Czuliśmy, że te cztery osobowości są wspólne dla wszystkich.
Film doskonale oddaje ten chaos w naszych głowach. Jak pracowałeś na planie, aby wszystko skoordynować i stworzyć tę harmonię między aktorami.
To skomplikowane zadanie. Przede wszystkim to praca pisarska, trzeba być przekonanym, że scenariusz działa. Dużo pracowaliśmy z aktorami na planie. Było to dość trudne, ponieważ w filmie widać już końcowy efekt, a my kręciliśmy sceny osobno, więc aktorzy odgrywający poszczególne osobowości w głowach bohaterów reagowali na coś, czego nie widzieli. A para bohaterów, podczas gry miała głosy, których nie słyszała, więc było to wymagające. Ale myślę, że się udało.
Podczas pisania ważniejsze są dla ciebie dialogi czy komizm sytuacyjny?
Zdecydowanie komizm sytuacyjny, który jest najtrudniejszy, ponieważ dopiero po obejrzeniu filmu z publicznością zdajesz sobie sprawę, czy działa. Jeśli chodzi o dialogi, nie jestem scenarzystą komediowym, ale mniej więcej wiesz, czy żart jest śmieszny, czy nie. Sytuacja jest czymś, co budujesz kawałek po kawałku, zawierasz swego rodzaju pakt z widzem, ponieważ w przeciwieństwie do żartu w dialogu, który jest napisany i skończony, w sytuacji jest część która należy do publiczności, która nie będzie się śmiała, jeśli nie zrozumie i nie przetworzy tego, co zobaczyła. Dlatego trudniej jest go zbudować.
A z jakich reżyserów czerpiesz inspirację, gdy myślisz o komizmie?
Trudno jest się inspirować, ponieważ każda historia ma swoją własną formułę. Ale mogę powiedzieć, że typ komedii sytuacyjnej i słownej, który naprawdę lubię to filmy Woody’ego Allena.
Kiedy pracujesz z aktorami, dajesz im wolną rękę, czy chcesz, aby byli wierni scenariuszowi?
Aktorom nie powinno dawać się swobody. Moim zdaniem najważniejszą rzeczą w filmie jest scenariusz. Jeśli jesteś przekonany, że scenariusz działa, musisz odtworzyć dokładnie to, co napisałeś i co masz w głowie. Zmiany niekoniecznie muszą zadziałać. Zazwyczaj jestem więc dość surowy w kwestii scenariusza. Chcę tego, co napisałem. Potem można dodawać, ale nie zastępować ani zmieniać. Jeśli aktor ma jakiś pomysł, jakąś sugestię, to w porządku, ale zawsze będzie to coś dodatkowego, co mogę wybrać później podczas montażu.
Jak dobierasz muzykę? Podoba mi się pomysł chóralnego odśpiewania „Somebody to Love” zespołu Queen. Jest niczym hymn dla całej historii. Skąd taki wybór?
Wybrałem ten utwór w ostatniej chwili, tuż przed rozpoczęciem zdjęć. Koncepcja tego filmu polega na wejściu do głowy bohaterów i zobaczeniu, co dzieje się w różnych sytuacjach. To nie było łatwe zadanie, ale zdecydowanie łatwiej było nam wyobrazić sobie, co się dzieje, gdy zapomnisz słowa, gdy jesteś zakłopotany, gdy nie wiesz, co powiedzieć i tak dalej. Kiedy natomiast zapytano nas, co się dzieje w naszym umyśle, gdy kończymy uprawiać seks… Nic nie przychodziło nam do głowy.
Filmy rzadko pokazują, co dzieje się po seksie.
Rzadko lub tylko moment, w którym w końcu dochodzimy. Chcieliśmy więc znaleźć coś, co zadziała, co nie będzie banalne, wulgarne lub już gdzieś wykorzystane. Byliśmy już prawie na początku zdjęć, kiedy przypadkiem usłyszałem tę piosenkę w samochodzie. Miała w sobie coś wyzwalającego, coś triumfalnego, a jednocześnie coś zabawnego i ironicznego. Powiedziałem: to może być to, może właśnie poprzez piosenkę oni się wyzwalają. Ale trzeba to zbudować. Ta piosenka działa, ponieważ masz crescendo do tego punktu, w którym publiczność również reaguje. We Włoszech bardzo często w tym momencie ludzie klaszczą. Ponieważ publiczność również uwalnia się wraz z aktorami.
Trzydzieści lat temu, gdy Polska budziła się do nowej rzeczywistości, on przybył z wizją, by tchnąć w ulice Warszawy ducha włoskiej elegancji. Walter Prati, bo o nim mowa, nie tylko dostrzegł potencjał rodzącego się rynku, ale z odwagą pioniera postanowił go ukształtować. Dziś jego agencja – GPoland, to imperium reprezentujące ponad osiemdziesiąt prestiżowych, międzynarodowych marek, a on sam zyskał miano architekta polskiego rynku mody premium. Zapraszamy na rozmowę z Walterem Prati – człowiekiem, który ubrał Polskę w wyrafinowany włoski styl.
Pańska przygoda z Polską rozpoczęła się w 1993 roku. Co przesądziło o tym, że zamiast innych wschodzących rynków wybrał Pan właśnie Warszawę?
Analizowałem wtedy kilka krajów Europy Środkowo‑Wschodniej, z Rosją włącznie, ale to Polska okazała się najbardziej perspektywiczna – i po prostu bezpieczniejsza dla długofalowego biznesu. Zaryzykowałem: w maju 1993 roku otworzyłem pierwszy w regionie monobrandowy salon Max Mara. Rynek luksusu praktycznie tu nie istniał, dlatego ten butik był czymś bezprecedensowym.
W jakim momencie jednomarkowy butik przerodził się w agencję, która dziś reprezentuje ponad 80 międzynarodowych brandów?
Klienci, którzy początkowo przychodzili „tylko” na zakupy, zaczęli pytać, jak otworzyć własne salony z włoską modą. Razem z centralą Max Mary opracowaliśmy więc model franczyzowy. Kolejne kroki były naturalne: do oferty dołączały Marella, Weekend Max Mara, Pennyblack czy Sportmax, a potem – dzięki współpracy z inną włoską agencją – Moschino, Trussardi, Jean Paul Gaultier i Alberta Ferretti. Niedługo później przy Placu Trzech Krzyży uruchomiliśmy pierwszy w Polsce multibrand z zagranicznymi markami.
Polacy od razu pokochali modę z włoskim rodowodem?
Miłość rosła stopniowo. W latach 90. dominowały lokalne marki, a zagraniczne – Benetton czy Mustang – bywały rarytasem. Włoskie kolekcje zachwycały, ale ceny były wysokie, więc liczba klientów ograniczona. Zainwestowaliśmy w billboardy, kampanie prasowe, współpracę z magazynami takimi jak „Twój Styl”. Dzięki temu Polki zobaczyły, czym jest włoska jakość i estetyka, i nauczyły się interpretować ją na swój sposób.
Czy istnieje uniwersalny przepis na sukces luksusowej marki w Polsce?
Absolutnie nie. W świecie luksusu nie ma uniwersalnych rozwiązań. Każda marka, z jej unikalną historią, filozofią i estetyką, posiada własną, niepowtarzalną tożsamość. Dlatego też każda z reprezentowanych przez nas marek otrzymuje od nas indywidualnie skrojoną strategię, która uwzględnia wszystkie aspekty jej funkcjonowania na polskim rynku – od precyzyjnego pozycjonowania cenowego, poprzez spójną narrację w lokalnych mediach, aż po unikalne doświadczenie zakupowe. Kluczowym elementem sukcesu jest jednak silne zaangażowanie i profesjonalne przygotowanie partnera z zagranicy, jego gotowość na międzynarodową ekspansję i zrozumienie specyfiki lokalnego rynku.
Agencję GPoland określa Pan jako „serwis 360°”. Co kryje się za tym hasłem?
Nie jesteśmy jedynie dystrybutorem czy hurtownikiem. Nasze zaangażowanie wykracza daleko poza samą sprzedaż. Zapewniamy naszym partnerom pełen wachlarz usług, obejmujący strategiczny marketing, efektywny public relations, profesjonalne szkolenia dla personelu, kompleksowe wsparcie w zakresie visual merchandisingu, a także kluczową pomoc przy wyborze i negocjacjach najlepszych lokalizacji handlowych. Rozumiemy, że marki zagraniczne, wchodząc na polski rynek, potrzebują nie tylko logistycznego wsparcia, ale przede wszystkim umiejętnego rozbudowania storytellingu, który rezonuje z polskim klientem. W tym obszarze kluczową rolę odgrywają nasze zespoły PR i marketingu, które tworzą spójną i angażującą komunikację. Trzy dekady naszej obecności na rynku przełożyły się również na bezcenne zaufanie zarówno ze strony partnerów handlowych, jak i kluczowych centrów handlowych w Polsce.
Gdy spojrzy Pan wstecz na trzy dekady działalności GPoland, z czego jest Pan najbardziej dumny?
Z tego, że zmieniliśmy krajobraz polskich ulic i centrów handlowych. W 1993 roku luksusowa moda była abstrakcją. Dziś Polki i Polacy noszą ją na co dzień. Wprowadziliśmy na rynek ponad 80 marek, przetrwaliśmy kryzysy i pandemię, a nasz zespół liczy ponad setkę specjalistów. Ale najbardziej cieszy mnie, że każde nowe otwarcie nadal przynosi ten sam dreszczyk emocji, co pierwszy butik Max Mary trzydzieści lat temu.
26 lutego GPoland otrzymało Specjalne Wyróżnienie w kategorii Moda od dwumiesięcznika Gazzetta Italia. Nagrodę, podczas uroczystej gali Premio Gazzetta Italia odebrała Nefer Prati.