Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Raoul Bruni: Warszawa – miasto, które nie pozostawia obojętnym

0

tłumaczenie pl: Zuzanna Miniszewska

 

Raoul Bruni, profesor uczelni na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie – gdzie w latach 2021–2022 kierował Katedrą Literatury Włoskiej – jest jedną z kluczowych postaci włoskiego życia intelektualnego w Polsce. Autor licznych publikacji, członek komitetu naukowego Narodowego Centrum Studiów nad Leopardim (Centro Nazionale Studi Leopardiani), poświęcił większość swojej działalności badawczej Giacomo Leopardiemu oraz jego dziedzictwu literackiemu i filozoficznemu.

To uczony, którego nieprzeniknione koleje losu – po studiach we Florencji i doktoracie na Uniwersytecie w Padwie – zaprowadziły nad Wisłę.

Jak wielu Włochów, przyjechałem do Polski ze względu na relację romantyczną. Zacząłem tu pracować, najpierw ucząc w warszawskiej SWPS, później na Uniwersytecie Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie.

Jak kontakt z Polską wpłynął na twoje podejście do literatury?

Życie w tym kraju z pewnością wzbogaciło moje spojrzenie na literaturę. Szczególnie wpłynęła na mnie Warszawa – miasto odbudowane od podstaw, które uważam za interesujące, nowoczesne, inspirujące, pełne księgarni i z bardziej ożywioną sceną literacką niż w wielu włoskich miastach. Wystarczy spojrzeć, jaką publiczność przyciągają tutaj wieczory poetyckie. Warszawa nie pozostawia obojętnym. Naturalnie pojawiła się we mnie chęć zgłębienia relacji literackich między Włochami a Polską. I o ile polscy autorzy są we Włoszech studiowani w zadowalającym stopniu, uważam, że wciąż zbyt mało uwagi poświęca się włoskim pisarzom i dziennikarzom w Polsce. Mam na myśli na przykład pobyt Curzia Malapartego w Krakowie i Warszawie podczas II wojny światowej. To wtedy powstały fragmenty powieści „Kaputt”, której polskie tłumaczenie odniosło pewien sukces. Byli także inni pisarze, jak Guido Piovene, który pisał kroniki z powojennej Polski dla „Corriere della Sera”. Obecnie przygotowuję publikację jego artykułów.

Byłeś pierwszą osobą, która zorganizowała konferencję poświęconą Leopardiemu w Polsce. Czy według ciebie istnieje jakiś szczególny aspekt, który charakteryzuje recepcję twórczości tego autora w Polsce?

W przeciwieństwie do innych krajów, w Polsce Leopardi jest mało znany. Jego popularność w ostatnich czasach wzrosła, nie tylko we Włoszech, także dzięki popularnemu filmowi i nowemu serialowi. W Polsce istnieją ważne opracowania i tłumaczenia autorstwa Joanny Ugniewskiej, Jarka Mikołajewskiego i Stanisława Kasprzysiaka, dzięki którym niektórzy polscy poeci, jak Zagajewski, zainteresowali się autorem „Nieskończoności”. Jednak do tej pory nie odbyła się żadna inicjatywa akademicka poświęcona Leopardiemu. Konferencję, którą zorganizowałem dzięki dużemu wysiłkowi i wsparciu Włoskiego Instytutu Kultury w Warszawie, starałem się uczynić otwartą dla szerszej publiczności poprzez panel z udziałem poetów i badaczy polskich oraz tłumaczeniem symultanicznym. Krótko mówiąc, recepcja Leopardiego ogranicza się w Polsce raczej do środowiska akademickiego. Odczuwalna jest potrzeba intensywniejszych badań i z pewnością szerszej dostępności jego dzieł. Przykładowo, polskie tłumaczenie „Dziełek moralnych” nie jest już publikowane, a egzemplarz w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie jest w złym stanie… Cieszę się jednak z efektów konferencji i innych inicjatyw związanych z Leopardim, które zorganizowałem w Warszawie, jak choćby ostatnie spotkanie poświęcone polskiemu wydaniu listów poety, które zostało nawet wspomniane w sekcji kultury „Corriere della Sera”.

Przed przeprowadzką do Polski uczyłeś w Padwie. Czy zauważyłeś różnice w podejściu polskich studentów?

Warto podkreślić duże zainteresowanie Włochami w Polsce – również w kontekście nauki języka. Potwierdza to także sukces waszej „Gazzetta Italia”. W Warszawie w niemal każdej dzielnicy widać szyldy szkół uczących włoskiego – co świadczy o popycie na nie. Również na poziomie uniwersyteckim italianistyka cieszy się zaskakująco dużą popularnością. Paradoksalnie, dziś dyplom z italianistyki otwiera pod względem zawodowym więcej drzwi w Polsce niż we Włoszech. Jeśli chodzi o poziom studentów, jestem generalnie zadowolony. Mają bardzo dobre przygotowanie językowe, są w europejskiej czołówce, jeśli chodzi o kompetencje językowe. Widzę u nich mniejsze zainteresowanie literaturą, ale to powszechne zjawisko.

Jakieś strategie, by zwiększyć atrakcyjność tej dziedziny?

Uczę literatury, starając się łączyć ją ze współczesnością. Na przykład Leopardi to autor, który dziś wydaje się bardziej współczesny niż wielu pisarzy naszych czasów– zawsze miał prorocze spojrzenie, do tego stopnia, że stworzył „list do młodzieży XX wieku”. Poza tym zarówno Włochy, jak i Polska są niemożliwe do zrozumienia bez znajomości ich literatury. Włochy, podobnie jak Polska, były przez wieki podzielone na różne państwa i rozwinęły jedność kulturową i językową głównie poprzez literaturę: Dante, Petrarka, Machiavelli – filary kultury i języka w czasach, gdy jeszcze nie istniało państwo włoskie. A wracając do Leopardiego, jego „Rozprawa o obecnym stanie obyczajów Włochów” („Discorso sopra lo stato presente dei costumi degl’Italiani”) to chyba najbardziej aktualny i przenikliwy tekst o współczesnych Włoszech.

Czy sztuczna inteligencja jest jak meteoryt spadający na system edukacji?

Zmiany niosą zarówno szanse, jak i zagrożenia. Sztuczna inteligencja, jak to zwykle bywa z innowacjami, jest przez niektórych uważana za apokalipsę. Nie należę ani do entuzjastów, ani do apokaliptyków. Uważam, że sztuczna inteligencja, jak każda nowa technologia, musi być mądrze zarządzana. Oczywiście my, nauczyciele, musimy wziąć pod uwagę, że może ona znacząco wpłynąć na wartość prac pisemnych studentów. Trzeba znaleźć sposób, by zintegrować sztuczną inteligencję z nauką, może to okazja do ponownego docenienia egzaminów ustnych.

Czy nie zagrozi to zawodowi tłumacza?

Tłumaczyłem teksty za pomocą AI i mogę powiedzieć, że z pewnością nie dorównują one pracy profesjonalisty. „Nieskończoność” Leopardiego czy liczne metafory języka potocznego nie dają się przetłumaczyć cyfrowo. Wręcz przeciwnie – AI może okazać się narzędziem wspomagającym i usprawniającym pracę tłumacza, który może wtedy zrobić o wiele więcej w krótszym czasie. Wśród moich przyjaciół tłumaczy nikt nie obawia się szczególnie o utratę pracy.

Język włoski, mimo że jego użycie ogranicza się praktycznie do Włoch, wciąż jest jednym z najchętniej studiowanych języków. Czy to zbyt romantyczne stwierdzić, że ludzie uczą się go dla jego wartości kulturowej?

Zdecydowanie nie. Włochy mają ogromne dziedzictwo kulturowe, obejmujące wszystkie dziedziny sztuki i zawody. Dowodem na to jest fakt, że nauka włoskiego często staje się hobby lub pasją ludzi, którzy mają już za sobą pewną drogę życiową – zdarza się, że mamy studentów po czterdziestce, którzy, jak sądzę, są najczęstszymi uczestnikami kursów we Włoskim Instytucie Kultury i prywatnych szkołach językowych.

W programie „Passato e Presente” w RAI Storia, który uwielbiam, wspaniały Paolo Mieli zawsze prosi gości o polecenie trzech książek. Jakie ty byś polecił komuś, kto mówi po włosku i chce poznać naszą literaturę?

Zacznę od klasyki: „Zeno Cosini” (tytuł włoski „La coscienza di Zeno”) Itala Sveva. Arcydzieło XX-wiecznej literatury włoskiej, napisane przez autora, który posługiwał się włoskim jako drugim językiem, w mieście o kulturze środkowoeuropejskiej – Trieście. Polecam też książki Carlo Ginzburga – historyka i eseisty, ale też świetnego narratora. Na koniec poleciłbym nowo wydaną powieść autora, którego warto byłoby przetłumaczyć: „Il detective sonnambulo” Vanniego Santoniego (Mondadori).

Na zakończenie, czy są jakieś elementy polskiej kultury, które szczególnie doceniłeś, mieszkając w tym kraju?

Choć trudno mi dobrze czytać po polsku, od kiedy tu mieszkam, zgłębiłem twórczość Zbigniewa Herberta – wielkiego poety, autora mistrzowskiej, pisanej prozą książki o Włoszech, jeszcze nieprzetłumaczonej u nas. Z kolei w kinie bardzo cenię twórczość Pawła Pawlikowskiego.

O wystawach malarstwa Marty Czok w Polsce. In Memoriam

0

Tekst: Henryka Milczanowska

Zdjęcia: Wojciech Wróbel

 

In Memoriam, to tytuł wystawy malarstwa prezentowanego w Galerii Włoskiego Instytutu Kultury w Krakowie, poświęconej zmarłej w lutym bieżącego roku, brytyjsko włoskiej malarki, polskiego pochodzenia, Marty Czok. Ekspozycja ta stanowi hołd pośmiertny dla artystki oraz przekrojową retrospektywę jej twórczości. Kuratorami wystawy są Henryka Milczanowska i Jacek Ludwik Scarso, a organizatorami – Fundacja dla Polskiej Sztuki Emigracyjnej, we współpracy z Włoskim Instytutem Kultury, w Krakowie i Fundacją Marty Czok, w Rzymie. Wydarzenie odbiło się szerokim echem w mediach polskich i włoskich, które podkreślały siłę wyrazu i odwagę podjętych tematów prezentowanych dzieł.  

Pierwsza wystawa artystki odbyła się w 2017 roku, na zaproszenie Włoskiego Instytutu Kultury w Warszawie, również we współpracy z Fundacją Polskiej Sztuki Emigracyjnej. W kwietniu 2020 roku w Muzeum Karykatury w Warszawie otworzono drugą wystawę artystki pt. „I to nazywasz sztuką?”. Wówczas zaprezentowano 30 obrazów, a trzecią w lipcu tego samego roku w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. Kolejne wystawy miały swoją prezentację w 2022 i 2023 roku, kolejno w galeriach Wrocławia, Łodzi i Konstancina Jeziorny k. Warszawy. Trzeba zaznaczyć, że były to szczególnie ważne prezentacje, ze względów artystycznych, a także z uwagi na wątek osobisty i więzy rodzinne artystki. Biorąc pod uwagę czas i miejsce Jej urodzenia – 1947 rok, w Bejrucie w Libanie oraz wojenny szlak II Korpusu Armii Wojska Polskiego, w której służyli Jej rodzice Jadwiga i Józef Czok – spotykamy się z sytuacją niecodzienną – Marta Czok nie poznała Polski. W pamięci jej dzieciństwo to było ciągłe przemieszczanie się, emigracja rodziny z Libanu przez Włochy do Wielkiej Brytanii, gdzie spędziła najmłodsze lata na londyńskich przedmieściach, tam doświadczając trudnej sytuacji materialnej rodziny emigrantów. Wychowywała się w środowisku polskiej kultury, języka i literatury. Obrazy z dzieciństwa głęboko utkwiły w pamięci przyszłej malarki i po latach wielokrotnie wracały w Jej pracach. Wykształcenie zdobyła w prestiżowej St. Martin’s School of Art w Londynie, tu odnotowała sukcesy swoich pierwszych wystaw, w tym w londyńskiej Royal Academy. Kolejne sukcesy wystawiennicze pojawiły się już we Włoszech, gdzie przeprowadziła się wraz z mężem w połowie lat 70. Wystawy w muzeach i galeriach na całym świecie zaopatrzone licznymi wydawnictwami katalogów i albumów zawierały biograficzną informację, w której mocno podkreślała, że jest Polką. 

Na zdjęciu od lewej: Dyrektor Włoskiego Instytutu Kultury w Krakowie Matteo Ogliari, Henryka Milczanowska, Jacek Ludwik Scarso

Malarstwo Marty Czok można podzielić na dwa obszary tematyczne, ułatwiające nam poruszanie się w wielowątkowych przedstawieniach. Pierwszy obszar to rodzina, dzieciństwo i zabawy, drugi – metaforyczne formy i odniesienia do historii sztuki i współczesności społeczno-politycznej świata. W wymienionych obszarach tematycznych dominują dwa nurty: pierwszy, satyryczny, pozwalający Artystce na niczym nieskrępowane wypowiadanie się i krytykę społeczno-polityczną oraz drugi, jak sama go określa, lżejszy, pozwalający na swobodną interpretację wspomnień z czasów dzieciństwa, w których narracja często symboliczna i groteskowa, a zarazem prosta i czytelna obraca się wokół życia w zbombardowanym w czasie wojny Londynie. Zaznaczyć jednak trzeba, że ten drugi nurt, w którym głównymi bohaterami są dzieci, Artystka rozwijała w kolejne wątki, posługując się symbolami bohaterów z bajek i legend lub włączając w narracyjną opowieść dziecięce zabawki, którym przypisywała poważne, dorosłe role. Na szczególną uwagę zasługują wielopostaciowe sceny na tle miejskiej architektury, w których Czok przywoływała wspomnienia z wczesnych lat w Londynie. Zaglądanie przez otwarte okna zniszczonych wojną domów bez ścian było jedną z form zaspokajania dziecięcej ciekawości. Sceny narodzin, uroczyste okazjonalne wydarzenia, a także codzienne, zwyczajne czynności w malarstwie Czok urastały tu do roli wyjątkowej celebracji każdego z tych wydarzeń. Śledząc bohaterów Jej malarskiej opowieści, stajemy się mimo woli wspólnikami w podglądaniu angielskich sąsiadów. Nasze oczy przesuwają się po piętrach domów zapełnionych krzątającymi się mieszkańcami. Nie będzie przesadą, jeśli wyda się nam, że w tym życia biegu usłyszymy rozmowy mieszkańców, brzęk układanych na stole naczyń czy stukanie po kamiennym chodniku kółek hulajnogi małej dziewczynki z kucykami, która właśnie z uwagą przygląda się mijanym ludziom. Dziecko w malarstwie Marty Czok ma ważne miejsce. Z wyjątkiem scen rodzajowych, w których zabawne miny dziewczynek zdradzają ich psoty, wszystkie inne mają bardzo ważne role, są wyrazicielami poglądów Artystki, która właśnie pod postacią niewinnego dziecka wyrażała je stanowczo i zdecydowanie. Mówi się, że powinniśmy uczyć się z historii, ale jedyną lekcją, której historia nas naprawdę uczy, to jest to, że niczego się nie uczymy, więc wojny trwają, a ich głównymi ofiarami są zawsze dzieci. Cykl 16 obrazów, które zaprezentowała na wystawie pt. „I bambini nella guerra e sulla Shoah” („Dzieci w wojnie i Shoah”) w Rzymie w 2009 roku i w Padwie w 2011 roku zadedykowała polskim i żydowskim dzieciom deportowanym przez Niemców podczas II wojny światowej, o których pamięć dosłownie zaginęła. Ekspresyjne rysunkowo ciała dzieci jakby zawieszone na tle szarych, zamglonych, płaskich powierzchni, formułują szerszą myśl Artystki, którą w tym miejscu warto przytoczyć: …kiedy dzieci płaczą, wszystkie są takie same. Mój temat, mimo że zaczął się pół wieku temu w moim rodzinnym kraju, obejmuje wszystkie młode ofiary, kimkolwiek są, gdziekolwiek się znajdują i, niestety, gdziekolwiek będą. 

Wielu krytyków sztuki i recenzentów twórczości Marty Czok zauważa Jej międzykulturowy horyzont i wielowymiarową wizję rzeczywistości, która łączy symbolizm, narrację, emocje i ironię. Nie sposób nie zgodzić się z tym zdaniem, tym bardziej, że sama Artystka podkreślała wielokrotnie, jak istotne w Jej malarstwie jest „stąpanie po śladach” wybitnych artystów, historycznie utożsamianych z wielką sztuką poprzednich epok, na tle których dokonywała reinterpretacji treści ich dzieł, dostosowując krótkie hasła komentarza w sposób ironiczno-żartobliwy, ale zgodny ze współczesnymi realiami naszego życia. 

Niewątpliwie Marta Czok posiadała silną osobowość, poczucie własnej tożsamości, odwagę i bezkompromisowość. Jej zdaniem rolą artysty jest wyrażanie swoich obaw w każdej sprawie, która dotyczy człowieka i jego bezpieczeństwa we współczesnym świecie. Posługując się ironią, a nawet prowokacją, poddawała swoje spostrzeżenia refleksji egzystencjalnej, odnosząc się do tematów historii, religii, a także wojny, której skutki zaważyły na Jej życiu osobistym i rodzinnym. Łamiąc wszelkie wzorce „politycznie poprawne”, odważnie stawiała pytania o moralność i etykę najważniejszych osobistości tego świata. Dotykała tematów historii, przestrzegała przed niedocenianiem wydarzeń z przeszłości, których jako ślepcy, pędzący przez życie, nie zauważamy. 

Wystawa: 18.06. – 31.08. 2025 

Włoski Instytut Kultury w Krakowie

Grodzka 49 Kraków 

 

* w tekście wykorzystano fragmenty artykułu z katalogu wystawy, pt: „I to nazywasz sztuką”, autorstwa  kuratorki wystawy, Henryki Milczanowskiej.

Gazzetta Italia 112 (sierpień – wrzesień 2025)

0

Kupcie swój egzemplarz Gazzetta Italia 112 już teraz! W ramach przewodniego tematu stosunków włosko-polskich znajdziecie w nim artykuły o projektach Merliniego w Łazienkach Królewskich, wystawie poświęconej Marii Kazimierze Sobieskiej oraz włoskich akcentach w katedrze w Płocku. Ponadto mnóstwo wątków muzycznych: włoski rap, fenomentravoltismo” i najnowsze albumy. W dziale poświęconym kinu wywiad z reżyserami filmuListy sycilijskie” („IDDU”), opowiadającego o bossie Messinie Denaro, który wkrótce trafi do polskich kin. A do tego historia Polki, która tworzy kremy z wina, fotoreportaż z Turnieju Piłki Nożnej Włochów w Polsce i oczywiście artykuły i rubryki poświęcone kuchni i zdrowiu. Przeczytacie o aromaterapii dla zwierząt, a także o literaturze dzięki wywiadowi z pisarzem Sandrone Dazierim i pogłębionej analizie (do odsłuchania za pomocą kodu QR z głosem autora) poświęconej Szymborskiej. Wszystko to w towarzystwie Eola, który na okładce owiewa przyjemną bryzą nasze wakacje i dmucha w żagle Gazzetta Italia! 

Premiera książki „Jak gorzka pomarańcza” Mileny Palminteri (fragment)

0

30 lipca 2025 odbyła się polska premiera książki „Jak gorzka pomarańcza” Mileny Palminteri, która opowiada historię trzech niezwykłych bohaterek stających przed największym wyzwaniem: odnalezieniem sensu swojego istnienia jako kobiety w świecie, który chciałby decydować za nie. Autorka zabiera nas do XX-wiecznej Sycylii, gdzie miłość miesza się ze zdradą, pożądanie z pragnieniem zemsty, a bohaterowie, choć dumni, z pokorą przyjmują swój los. 

Polski przekład autorstwa Moniki Woźniak ukazał się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.

O autorce:

Milena Palminteri urodzona w 1949 roku w Palermo, mieszka w Salerno, gdzie pełniła funkcję Dyrektorki Archiwum Notarialnego. Wcześniej, przez ponad dwadzieścia lat pracowała jako konserwatorka w archiwach notarialnych we Florencji, Rzymie, Caltagirone I Materze. Od 2014 roku należy do grupy pisarskiej Lalineascritta, która działa w Neapolu. Jak gorzka pomarańcza to jej debiut. Książka spotkała się ze świetnym przyjęciem wśród włoskich czytelników i została nominowana do prestiżowej Premio Bancarella 2025.

 

FRAGMENT POWIEŚCI

To właśnie zù Pippino wysłał ją do Rzymu, żeby wzięła udział w konkursie na to stanowisko. Bezpieczna państwowa posada, mówił; mniejsze zło, myślała ona. Uzyskała dyplom prawniczy z oceną wzorową i marzyła, żeby zostać adwokatem, ale czasy jeszcze nie sprzyjały kobietom, które czuły powołanie do pewnych zawodów.

Przez długi czas, kiedy kancelaria zù Peppina zajmowała kilka pomieszczeń w wielkim pałacu, w którym Carlotta dorastała, dziewczynka uwielbiała wdychać powietrze przesycone wonią dokumentów, akt, zawiadomień i innych papierów sądowych. Lubiła odwiedziny bogatych klientów i ubogich pechowców, zwracających się do adwokata z błaganiem o ratunek przed nieszczęściami spadającymi na nich jak lodowata ulewa. Szacunek i poważanie, którymi zù Peppino cieszył się w miasteczku, zrodziły w niej pragnienie, by pójść w jego ślady. Jeszcze zanim się urodziła, prawo stanowiło przecież, że także kobiety mogą wykonywać zawód adwokata.

A jednak to sam adwokat Calascibetta, z żalem, ale stanowczo, odradził Carlotcie wybór tej drogi. Był rok 1947 i w sycylijskich sądach jego znajomi adwokaci i sędziowie wciąż zgadzali się z dziewiętnastowiecznym wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Turynie, który w taki sposób wypowiedział się o kobietach adwokatach: „Zawód adwokata może być wykonywany wyłącznie przez mężczyzn i kobietom nie wolno się nim parać”. Po co miała się Carlotta stawiać w złym świetle, robić wrażenie zarozumiałej?

Mając przed sobą drogę tak najeżoną trudnościami, a także wiedziona pragnieniem, aby jak najszybciej zacząć pracę i wyrwać się z małomiasteczkowego otoczenia Sarraki, Carlotta się poddała.

Rezygnacja ze współzawodnictwa z mężczyznami ciążyła jej jednak jak wyrok. Bez rywalizacji, bez konfliktu nie mogła nawet zaznać gorzkiego smaku porażki.

Że urodzić się kobietą to nie jest los wygrany na loterii, zrozumiała dużo wcześniej, kiedy w trakcie rozmowy ze swoją matką Nardiną o ojcu Carlu Cangialosim, zmarłym w tajemniczych okolicznościach w dniu jej narodzin, zapytała, czy ojciec miał chociaż czas, aby się ucieszyć pierworodną córką. Żywiła niejasne podejrzenie, że w świecie, który na pierwszym miejscu stawiał mężczyzn, jej płeć mogła ojca rozczarować. Pewność, że tak nie było, przyniosłaby jej ukojenie.

Pewnego dnia podjęła próbę skontaktowania się z ojcem, który nigdy nie miał okazji z nią porozmawiać. Doszła do wniosku, że jeśli wejdzie do jego gabinetu, dotknie jego rzeczy i zacznie o nim intensywnie myśleć, tak jak o Jezusie, kiedy prosi się go o jakąś drobną łaskę, zdoła wywołać go z królestwa zmarłych. Usiadła przy jego biurku i naprawdę wydało się jej, że widzi jego smagłą twarz, tę z fotografii na etażerce. Posłała mu wymuszony uśmiech. On, z ramionami skrzyżowanymi na piersi, potrząsnął głową, poruszył się w milczeniu, nogi skrywał mu gęsty czarny dym. Krzyk rósł jej w gardle, podczas gdy on znikał, wchłonięty przez ciemności, w których ona sama go umieściła, surowego i niedostępnego.

W powietrzu pozostało coś dotykalnego i przerażającego — dezaprobata ojca wobec wszystkich win, do których przyznawała się Carlotta: że jest dziewczynką, że umie gwizdać i pluć pestkami oliwek i, co najgorsze, że sika w ogrodzie, przykucając bez wstydu, tak jak pokazała jej niania Sabedda. Nie była udaną córką.

Z tego wstydu zrodził się w niej dystans, nieprzezwyciężona przeszkoda w nawiązaniu kontaktu z nieznanym ojcem ani z jakimkolwiek innym mężczyzną, i tym bardziej ciążyło jej bycie sierotą.

Na pytanie Carlotty mama Nardina, ze zgaszonym uśmiechem, próbowała zacząć mówić o czymś innym, ale wbity w nią wzrok córki zmusił ją do odpowiedzi. Przypomniawszy sobie sycylijskie przysłowie, ratowała się kompromisem: „Kto chce dobrego syna, od dziewczynki
zaczyna”.

— Do diaska! — rozzłościła się mała. — Dopiero co się urodziłam i już chcieliście zaczynać od nowa. Gdybym była chłopcem…

— Co ty wiesz o swoim ojcu? — skarciła córkę Nardina. — Jak świat światem, mężczyzna jest głową rodziny, to on daje i zabiera, on decyduje, on rządzi i wydaje rozkazy. Nie ma sensu się buntować, to przegrana walka! Twój ojciec rozumował tak jak wszyscy… ale nie znałam nikogo, kto traktowałby kobiety z większym szacunkiem. Miałam wiele
szczęścia, nie wiem, czy i z tobą tak będzie.

Polscy Kibice SSC Napoli zawsze wierni… Jesteśmy mistrzami Włoch!

0

20 lat pod wodzą prezesa Aurelio De Laurentisa zakończyło się wielkim sukcesem.  Zbliża się kolejne wielkie święto – 100 lecie klubu. Jest to podwójny argument, żeby wzmocnić zespół na kolejne wyzwanie – nowy sezon 2025 – 26. Antonio Conte to mistrz wygrywania, pierwszy sezon zakończył kolejnym sukcesem w swojej karierze. Napoli nie było obciążone wielką ilością meczów, w tym Super Coppa Italia, Coppa Italia, Serie A i Champions League… W sezonie 2024-25 mieliśmy czas na zbudowanie zespołu i wygranie czwartego mistrzostwa w historii. Mamy dobry zespół, który jest w stanie walczyć.  Kilku zawodników jest już podwójnymi mistrzami i mają szansę po potrójną koronę pod wodzą Conte. Najważniejszym punktem jest samo zarządzanie klubem. Obecnie, biorąc pod uwagę warunki ekonomiczne, SSC Napoli należy do Top 5. To stabilny finansowo klub, zarówno w skali Europy jak i świata. 

Aurelio De Laurentiis

Napoli Fans Polonia – kibice Napoli z Rzeszowa 

Klub Napoli Fans Polonia, zajestrowany od sezonu 2024-25 razem z klubem kibiców Napoli Fans w Neapolu, to wynik współpracy z Mario Salvinim. Nieoficjalnie grupa istnieje już ponad 12 lat i założył ją w Neapolu Waldemar Piotr Maca. Urodzony 23 pażdziernika 1975 w Rzeszowie, mieszkam w Neapolu od 2004 roku, a wiernym kibicem jestem od 18 lat. Wielka pasja rodziła się z latami…   

Obecność kibiców SSC Napoli z Polski wzmocniła się od 2016 roku, kiedy do składu dołączyli polscy piłkarze. Główny zarząd klubu Napoli Fans Polonia jest z Rzeszowa i Krosna. Znaczny udział w największych akcjach miał niezastąpiony Wacek z Krosna, mieszkający w Neapolu, któremu dziękuję. Od 2 lat do grupy dołączają znajomi z Łodzi i Janowic Wielkich.  Dzięki pomocy  dwóch Michałów mogłem zrealizować wiele nowych projektów. W niektórych brali udział przyjaciele z Paryża, Amsterdamu, Toronto, Zakopanego, Warszawy, Białystoku, Krakowa, Gdyni i Szczecina.  Na nowy sezon 2025-26 jest taki plan otwarcia zapisów do członkostwa. 

Siedziba Napoli Fans Polonia 

Pierwszą siedzibą było moje prywatne mieszkanie w centrum Neapolu. Oczywiście musiało być w kolorach Napoli, na co wygospodarowałem kilka ścian.  Obecnie klub się znajduje poza Neapolem, w Pomigliano D’Arco. Jedno z moich marzeń to klub nie tylko dla polskiego kibica w Neapolu. W planach jest wspólny klub Napoli Fan – Mario Salvini i NFP. Siedzibę przewidujemy w dzielnicy Soccavo, w pobliżu starego stadionu treningowego Centro Sportivo Paradiso i Diego Maradony. Dzięki temu ułatwilibyśmy każdemu kibicowi odwiedziny w klubie, udział w spotkaniach i wspólne oglądanie meczów.  

Wspólne oglądanie meczów 

Miałem możliwość oglądać mecze w 2 klubach fanów Napoli w Cercoli i Casalnuovo. Świętowałem wygranie 3 mistrzostwa Włoch w Cercoli z Napoli Club Partenopeo, poznałem tam wielu ludzi.  Po przenosinach do  Pomigliano staram się mecze wyjeżdżać na mecze do kibiców w Napoli Club Casalnuovo.  Wspólnie z innymi kibicami ogląda się je najlepiej. 

Kibic biało-czerwony z Rzeszowa w Neapolu 

Jak każdy obcokrajowiec, jestem kibicem swojego klubu Resovia Rzeszów. Jestem też zakochany w przyjacielskim mieście i klubie Napoli Stella Rossa – Cvena Zvezda z Belgradu. 2 lata temu pojechałem do Belgradu na 20 dni i byłem w tym czasie na 12 meczach, w tym derbach i na meczu Champions League.  W Neapolu, poza kibicowaniu na stadionie Diego Armando Maradona, jestem wiernym kibicem na stadionie w Cercoli, gdzie kibicuję Napoli Femminile (Serie A Femminile, piłka nożna kobieca) i Napoli Primavera U19 .  Od 2 lat jestem zawsze na meczach koszykówki Napoli Basket. Zespół pod wodzą Igora Milicicia i Michała Sokołowskiego wygrał pierwszy Puchar Włoch w swojej historii oraz, co najważniejsze, utrzymuje się w LBA. 

NAPOLI FANS POLONIA – zakres działalności  

Zakres działania klubu to między innymi stała obecność podczas meczów, przygotowywanie nowej dekoracji historycznej o Napoli, specjalna ścianka o polskich piłkarzach. W zależności od kibiców organizujemy specjalne wycieczki szlakiem Diego Maradony. Wycieczka Maradona Tour ma różne trasy, można ją przejść na piechotę po ścisłym centrumi, ale najlepsze miejsca, takie jak pomniki Diego, muzea i murales Piotra Zielińskiego są poza Neapolem – takie trasy najlepiej zwiedzać samochodem.  

Niewielu polskich  kibiców pewnie wie, że w Neapolu miała miejsce jedyna polska wystawa o historii Napoli, utworzona po wygraniu trzeciego mistrzostwa w dzielnicy Soccavo przy starym ośrodku treningowym Napoli Centro Sportivo Paradiso, tak zwanym drugim domu Diego Maradony. Starzy kibice mieszkający przy Paradiso nie raz widzieli samego Diego wracającego z treningu. Przez okres 2 lat zrobiłem kilka różnych wystaw fotograficznych z okazji urodzin i rocznic śmierci Diego. Obecnie jest w przygotowaniu nowa dekoracja. Dekoracje ponadto są umieszczane na siatce stadionu Diego Armando Maradona i na Largo Maradona w Quartieri Spagnoli, zaraz przy muralu Diego! 

Specjalne podziękowania są dla pierwszego honorowego członka NFP – neapolitańczyka Don Luigiego. Dzięki niemu żadna wystawa nie mogłaby być zorganizowana. Od samego początku, czyli maja 2022, aż do dziś, jest zawsze dyspozycyjny. Jednego mu mogę zazdrościć – mieszkając blisko Paradiso codziennie mógł spotkać Diego. 

Organizujemy też wspólne akcje charytatywne w Neapolu, takie jak La Carita Salva il Mondo. Dzięki wielu osobom, możemy dostarczać specjalne paczki dla osób potrzebujących. 

Organizowaliśmy też okazyjne akcje na stadionie w Cercoli, między innymi z okazji Dnia Kobiet, Walentynek, play out i play off. 

Prowadzę grupy na Facebooku Napoli Fans Polonia oraz Polscy Kibice w Neapolu. Grupy są cały czas aktywne, dzięki wielu kibicom i znajomym. Otrzymuję też dużo wiadomości na Facebooku – Waldemar Piotr Maca i Waldek Wouldy, oraz instagramie – Napoli Fans Polonia. 1 sierpnia 2024 roku, 1926 członków facebookowej grupy NFP świętowało 98 urodziny klubu. Do dzisiaj to grupa urosła aż do 6300 członków! Posty publikujemy głównie w języku włoskim.  

Grupa jest otwarta na wiele pomysłów, zapraszam chętnych do współpracy.  

Polskie flagi w Neapolu 

Polskie flagi na stadionach w Neapolu to znak stałej obecności NFP. Dzięki nim klub jest bardziej znany wśród kibiców w Neapolu. Zazwyczaj jestem na Curva A Superiore, czyli górnej trybunie Ultras oraz na meczach Napoli Basket obok Napoli Ultras Curva Est i na stadionie komunalnym w Cercoli na meczach piłki nożnej kobiecej -Napoli Femminile i Napoli Primavera U19. 

Sezon 2025 – 26  

W sezonie 2023 – 24 zajęliśmy miejsce dalekie od kwalifikacji w meczach europejskich. Jednak po świetnych zakupach dokonanych przez prezesa klubu Aurelio De Laurentisa, byłem przekonany, że nowy sezon będzie nasz. Najważniejszym punktem projektu 2024-25 było przybycie nowego trenera: Antonio Conte. Potem Lukaku i McTominay… Ważne gole strzelIł też Raspadori. 

Po meczu Parma-Napoli byłem wśród osób czekających na zawodników aż do 2 w nocy. Polska flaga z logiem Napoli i napisem Napoli Fans Polonia była wśród setki flag i ponad 1000 osób. 

4 Mistrzostwo Włoch w historii Napoli 

Wielki finał Serie A w Neapolu… Napoli wygrywa Mistrzostwo Włoch! Przed ostatnią kolejką Serie A, Napoli miało punkt przewagi nad Interem. Walka trwała do ostatniej kolejki. 23 maja 2024 roku odbywa się ostatnia kolejka Serie A. Napoli wygrywa na własnym stadionie Diego Armando Maradona z Cagliari. Inter również wygrywa z Como… 1 punktem przewagi wygrywamy Scudetto !!!   

23 maja 2025, godzina 22:48. Na ulicach, stacjach metra i pociągów pełno jest kibiców i turystów, którzy udają się tego dnia prawie wszyscy tylko w 2 lub 3 kierunkach. Większość osób bez biletów na mecz jechało na Piazza del Plebiscito i do Quartieri Spagnoli. Na większości największych placów w Neapolu i okolicach były ekrany. Wiele klubów kibiców organizowało wspólne oglądanie przy swoich siedzibach. Inne grupy kibiców jechały prosto pod stadion. Trzecie mistrzostwo Napoli w Scudetto świętowałem pod stadionem, czwarte już na stadionie. Byliśmy na to gotowi z koszulkami klubowymi NFP Scudetto 4 i flagą polską Scudetto 4. 

Dzień Scudetto 23 maja 2025 

23 maja br. zrobiłem tzw. Polską Dekorację przy stacji Diego Armando Maradona koło stadionu Maradony. Podobną dekorację flagami i fotograficzną zrobiłem koło domu Piotra Zielińskiego i koło stacji Diego na pożegnanie Zielińskiego w 2022-23.  Po 19.00 czas na stadion, przygotować tzw. polski sektor: polskie flagi na trybunie Curva A Superiore. Super mecz, 2 piękne gole a potem celebracja medalowa i koncerty artystów napolitańskich: Goelier, Gigi D’Alessio, Nino D’Angelo , Clementino … Trybuny pełne flag, super choreografia zrobiona przez ultras z Curva A i B. Wszyscy byli gotowi, tylko czekaliśmy na ostatni gwizdek a potem… wśród mnóstwa flag zawisła także nowa polska flaga Scudetto 4. Współnie z kolegami z polski świętowaliśmy aż 7 rano. 

Napoli Festa – przejazd autobusów z zawodnikami    

26 maja br. odbyła się Napoli Festa – przejazd autobusów z zawodnikami wzdłuż morza, który zebrał tysiące ludzi.                                                           

Prawie same sukcesy                                                  

Sukcesy odnoszą też piłkarki z Napoli Femminile, które wygrywają mecz z Sampdoria. Pozostajemy w Serie A Femminile! Napoli Basket pomimo ciężkiego sezonu pozostaje LBA. Czekamy jeszcze na wielki finał Napoli Futsal, gramy o mistrzostwo. Największy sukces odnieśli piłkarze Napoli Primavera: wielki finał przy pełnym stadionie. Wygrywamy Play off i powracamy do Serie A. Super sezon zakończony przy pełnym stadionie kibiców! 

foto napoli femminile i foto napoli primavera  i foto napoli basket…. 

Jeden kapitan 

W historii klubu już mamy dwóch kapitanów, którzy wygrali po 2 mistrzostwa Włoch w ciągu 3 lat. Diego Armando Maradona i Giovanni Di Lorenzo. Diego na zawsze pozostanie jednym z historycznych. Wygrał dwa pierwsze mistrzostwa plus Puchar Włoch i jak na razie jedyny puchar Europa League. 

Ostatnie lata dominuje Di Lorenzo, który pozostając na kolejne sezony ma szansę wygrać kolejne Scudetto. W 2026 SSC Napoli obchodzi swoje 100 lecie, marzeniem kibiców jest zdobycie kolejnych pucharów, np. Coppa Italia, Super Coppa Italia, Scudetto lub puchar Champions League… 

Polscy piłkarze w Neapolu 

Historia polskich piłkarzy w SSC Napoli raczej nie powtórzy się szybko. Po Igorze Łasickim, Arkadiuszu Miliku, Hubercie Idasiaku i największej polskiej legendzie Piotrze Zielińskim będzie trudno znaleźć zastępców… 

Mam kilka wspomnień ze spotkań z Piotrem i Hubertem. Za wierne kibicowanie rodakom dostałem koszulki. 

Moje marzenia. Przeżyć to jeszcze raz… 

Byłem pewny, że przeżyję szybko kolejne, czwarte mistrzostwo Napoli, nie musząc czekać 33 lata, jak czekaliśmy na trzecie Scudetto w sezonie 2022-23. Jak powiedział rekordzista wśród kibiców Tommaso Starace, który świętował wraz z Napoli 4 mistrzostwa, jedyną rzeczą, której mu brakuje, jest puchar Champions League. Mnie też! 

Chciałbym zrobić SUPER MURALES o historii Napoli, Maradonie, Starace, MaGiCa Napoli koło Centro Sportivo Paradiso. To miejsce wymaga przypomnienia. 

Polscy kibice SSC Napoli razem! 

W Polsce mieszka wielu Neapolitańczyków, między innymi w Łodzi, Krakowie, Warszawie i Wrocławiu. Zapraszam wszystkich fanów Napoli do wspólnego ogładania meczów. Pozdrowienia dla Davida, Paolo i Pasquala z Łodzi, Fabiana we Wrocławiu, grupy z Warszawy, przyjaciół z Radomia i Białegostoku. 

Zapraszam  kibiców do wspólnych spotkań w Polsce, Neapolu i na całym świecie! Zapraszam też wszystkich polskich fanów Napoli do członkowstwa w Napoli Fans Polonia, zwiedzania Neapolu, wspólnych spotkań przed meczami. Zabierzcie ze sobą flagi, pokażmy naszą obecność i miłość do klubu

Paolo Genovese: w dialogu z naszym szalonym umysłem

0

Co kryje się w naszych myślach? Kto tak naprawdę mieszka w naszej głowie? Osoba szalona, romantyczna, namiętna, racjonalna? A może w naszym umyśle panuje niezły tłok? W swoim nowym filmie „Follemente”, który trafi do kin w Polsce 4 lipca w dystrybucji Aurora Films, reżyser i scenarzysta Paolo Genovese opowiada o relacjach międzyludzkich i różnych osobowościach, które zamieszkują nasze umysły. 

Bohaterami filmu są Piero i Lara. Ich pierwsza randka wywołuje u obojga zrozumiały stres. Oboje chcieliby pokazać się z jak najlepszej strony i uniknąć wpadek, o które w zdenerwowaniu nie trudno, ale też poznać myśli i wyczuć pragnienia drugiej osoby. Genovese zagląda głęboko do wnętrza swoich bohaterów i stara się zrozumieć i pokazać ich obawy, niepewność, pragnienia. Do głosu dochodzą wszystkie oblicza naszej osobowości, które dyskutują, kłócą się i starają przekonać resztę do swoich racji. Powstaje z tego uroczy chaos, który nie zawsze łatwo jest okiełznać. W rolach głównych zagrały gwiazdy włoskiego kina: Pilar Fogliati, Edoardo Leo, Emanuela Fanelli, Maria Chiara Giannetta, Claudia Pandolfi, Vittoria Puccini, Marco Giallini, Maurizio Lastrico, Rocco Papaleo oraz Claudio Santamaria.  

Skąd wziął się pomysł na ten film?

Zawsze trudno zrozumieć ten moment, kiedy rodzi się pomysł. Pomyślałem o tym filmie w 1999 roku, 25 lat temu. Zrobiłem kilka reklam dla Rai, których koncepcja brzmiała: w każdym abonencie jest wiele osobowości, spróbujmy zadowolić je wszystkie. Reklamy te były uosobieniem abonenta Rai, który miał w głowie wiele postaci. Każda chciała robić różne rzeczy i żadna nigdy nie była zadowolona. A reklama mówiła: „Programy RAI zaspokoją wszystkie twoje osobowości”. Po nakręceniu spotów zostawiłem ten pomysł na lata. Jakiś czas temu przyszło mi do głowy, żeby opowiedzieć o pierwszej randce i dokładnie o tym, co dzieje się w naszych głowach, o emocjach, lękach, słabościach, o tym, co powiedzieć, co zrobić. Wymyśliłem, że wszystko powinno dziać się w jeden wieczór i spróbowaliśmy to spisać.

Czy nie jest tak, że dzisiaj, korzystając z różnych aplikacji, raczej się chowamy i nie pokazujemy tych wszystkich osobowości, z którymi współżyjemy?

Tak, to prawda. Właśnie dlatego pomyślałem, że interesujące jest pokazanie prawdziwego spotkania i potrzeby reagowania instynktownie, bez zbytniego zastanawiania się nad tym, co powiedzieć. Dzisiaj, dzięki aplikacjom takim jak Tinder, Instagram, Facebook, masz czas na zastanowienie się, co napisać, aby dać najlepszą wersję siebie, a w prawdziwym życiu nie masz tyle czasu. I miło jest widzieć, jak szybko podejmujesz decyzję, która może być również błędna, ale przynajmniej jest instynktowna i prawdziwa.

Zgadza się, dzięki temu pokazujesz siebie z tej bardziej szczerej strony.

Nigdy nie jesteś całkiem szczery, bo i tak jest filtr. Ale przynajmniej nie zwlekasz godzinami z odpowiedzią.

Ta historia może być również motywacją dla młodych ludzi, którzy mają trudności z konfrontacją z innymi, zwłaszcza z pokazaniem swojej słabszej, bardziej wrażliwej strony.

Tak, ponieważ to tak naprawdę pozytywny film, który pokazuje, że spotkanie na żywo jest ekscytujące pomimo obaw. Zamknięcie się za zasłoną ekranu i aplikacji, gdzie czujesz się bezpieczniej inicjując relacje, odbiera możliwość odczuwania szeregu emocji i prawdziwego sprawdzenia się w nowej sytuacji.

Czy od razu zdecydowałeś, które typy osobowości chcesz analizować?

Wszyscy mamy w sobie różne osobowości, z którymi żyjemy. Wraz ze scenarzystami chcieliśmy znaleźć cztery cechy, które z pewnością ma każdy. Racjonalność, namiętność, romantyzm i szaleństwo. Czuliśmy, że te cztery osobowości są wspólne dla wszystkich.

Film doskonale oddaje ten chaos w naszych głowach. Jak pracowałeś na planie, aby wszystko skoordynować i stworzyć tę harmonię między aktorami.

To skomplikowane zadanie. Przede wszystkim to praca pisarska, trzeba być przekonanym, że scenariusz działa. Dużo pracowaliśmy z aktorami na planie. Było to dość trudne, ponieważ w filmie widać już końcowy efekt, a my kręciliśmy sceny osobno, więc aktorzy odgrywający poszczególne osobowości w głowach bohaterów reagowali na coś, czego nie widzieli. A para bohaterów, podczas gry miała głosy, których nie słyszała, więc było to wymagające. Ale myślę, że się udało.

Podczas pisania ważniejsze są dla ciebie dialogi czy komizm sytuacyjny?

Zdecydowanie komizm sytuacyjny, który jest najtrudniejszy, ponieważ dopiero po obejrzeniu filmu z publicznością zdajesz sobie sprawę, czy działa. Jeśli chodzi o dialogi, nie jestem scenarzystą komediowym, ale mniej więcej wiesz, czy żart jest śmieszny, czy nie. Sytuacja jest czymś, co budujesz kawałek po kawałku, zawierasz swego rodzaju pakt z widzem, ponieważ w przeciwieństwie do żartu w dialogu, który jest napisany i skończony, w sytuacji jest część która należy do publiczności, która nie będzie się śmiała, jeśli nie zrozumie i nie przetworzy tego, co zobaczyła. Dlatego trudniej jest go zbudować.

A z jakich reżyserów czerpiesz inspirację, gdy myślisz o komizmie?

Trudno jest się inspirować, ponieważ każda historia ma swoją własną formułę. Ale mogę powiedzieć, że typ komedii sytuacyjnej i słownej, który naprawdę lubię to filmy Woody’ego Allena.

Kiedy pracujesz z aktorami, dajesz im wolną rękę, czy chcesz, aby byli wierni scenariuszowi? 

Aktorom nie powinno dawać się swobody. Moim zdaniem najważniejszą rzeczą w filmie jest scenariusz. Jeśli jesteś przekonany, że scenariusz działa, musisz odtworzyć dokładnie to, co napisałeś i co masz w głowie. Zmiany niekoniecznie muszą zadziałać. Zazwyczaj jestem więc dość surowy w kwestii scenariusza. Chcę tego, co napisałem. Potem można dodawać, ale nie zastępować ani zmieniać. Jeśli aktor ma jakiś pomysł, jakąś sugestię, to w porządku, ale zawsze będzie to coś dodatkowego, co mogę wybrać później podczas montażu.

Jak dobierasz muzykę? Podoba mi się pomysł chóralnego odśpiewania „Somebody to Love” zespołu Queen. Jest niczym hymn dla całej historii. Skąd taki wybór?

Wybrałem ten utwór w ostatniej chwili, tuż przed rozpoczęciem zdjęć. Koncepcja tego filmu polega na wejściu do głowy bohaterów i zobaczeniu, co dzieje się w różnych sytuacjach. To nie było łatwe zadanie, ale zdecydowanie łatwiej było nam wyobrazić sobie, co się dzieje, gdy zapomnisz słowa, gdy jesteś zakłopotany, gdy nie wiesz, co powiedzieć i tak dalej. Kiedy natomiast zapytano nas, co się dzieje w naszym umyśle, gdy kończymy uprawiać seks… Nic nie przychodziło nam do głowy.

Filmy rzadko pokazują, co dzieje się po seksie.

Rzadko lub tylko moment, w którym w końcu dochodzimy. Chcieliśmy więc znaleźć coś, co zadziała, co nie będzie banalne, wulgarne lub już gdzieś wykorzystane. Byliśmy już prawie na początku zdjęć, kiedy przypadkiem usłyszałem tę piosenkę w samochodzie. Miała w sobie coś wyzwalającego, coś triumfalnego, a jednocześnie coś zabawnego i ironicznego. Powiedziałem: to może być to, może właśnie poprzez piosenkę oni się wyzwalają. Ale trzeba to zbudować. Ta piosenka działa, ponieważ masz crescendo do tego punktu, w którym publiczność również reaguje. We Włoszech bardzo często w tym momencie ludzie klaszczą. Ponieważ publiczność również uwalnia się wraz z aktorami.

Walter Prati: człowiek, który ubrał Polskę we włoską elegancję

0

Trzydzieści lat temu, gdy Polska budziła się do nowej rzeczywistości, on przybył z wizją, by tchnąć w ulice Warszawy ducha włoskiej elegancji. Walter Prati, bo o nim mowa, nie tylko dostrzegł potencjał rodzącego się rynku, ale z odwagą pioniera postanowił go ukształtować. Dziś jego agencja – GPoland, to imperium reprezentujące ponad osiemdziesiąt prestiżowych, międzynarodowych marek, a on sam zyskał miano architekta polskiego rynku mody premium. Zapraszamy na rozmowę z Walterem Prati – człowiekiem,  który ubrał Polskę w wyrafinowany włoski styl.

Pańska przygoda z Polską rozpoczęła się w 1993 roku. Co przesądziło o tym, że zamiast innych wschodzących rynków wybrał Pan właśnie Warszawę?

Analizowałem wtedy kilka krajów Europy Środkowo‑Wschodniej, z Rosją włącznie, ale to Polska okazała się najbardziej perspektywiczna – i po prostu bezpieczniejsza dla długofalowego biznesu. Zaryzykowałem: w maju 1993  roku otworzyłem pierwszy w regionie monobrandowy salon Max Mara. Rynek luksusu praktycznie tu nie istniał, dlatego ten butik był czymś bezprecedensowym.

W jakim momencie jednomarkowy butik przerodził się w agencję, która dziś reprezentuje ponad 80 międzynarodowych brandów?

Klienci, którzy początkowo przychodzili „tylko” na zakupy, zaczęli pytać, jak otworzyć własne salony z włoską modą. Razem z centralą Max Mary opracowaliśmy więc model franczyzowy. Kolejne kroki były naturalne: do oferty dołączały Marella, Weekend Max Mara, Pennyblack czy Sportmax, a potem – dzięki współpracy z inną włoską agencją – Moschino, Trussardi, Jean Paul Gaultier i Alberta Ferretti. Niedługo później przy Placu Trzech Krzyży uruchomiliśmy pierwszy w Polsce multibrand z zagranicznymi markami.

Polacy od razu pokochali modę z włoskim rodowodem?

Miłość rosła stopniowo. W latach 90. dominowały lokalne marki, a zagraniczne – Benetton czy Mustang – bywały rarytasem. Włoskie kolekcje zachwycały, ale ceny były wysokie, więc liczba klientów ograniczona. Zainwestowaliśmy w billboardy, kampanie prasowe, współpracę z magazynami takimi jak „Twój Styl”. Dzięki temu Polki zobaczyły, czym jest włoska jakość i estetyka, i nauczyły się interpretować ją na swój sposób.

Czy istnieje uniwersalny przepis na sukces luksusowej marki w Polsce?

Absolutnie nie. W świecie luksusu nie ma uniwersalnych rozwiązań. Każda marka, z jej unikalną historią, filozofią i estetyką, posiada własną, niepowtarzalną tożsamość. Dlatego też każda z reprezentowanych przez nas marek otrzymuje od nas indywidualnie skrojoną strategię, która uwzględnia wszystkie aspekty jej funkcjonowania na polskim rynku – od precyzyjnego pozycjonowania cenowego, poprzez spójną narrację w lokalnych mediach, aż po unikalne doświadczenie zakupowe. Kluczowym elementem sukcesu jest jednak silne zaangażowanie i profesjonalne przygotowanie partnera z zagranicy, jego gotowość na międzynarodową ekspansję i zrozumienie specyfiki lokalnego rynku.

Agencję GPoland określa Pan jako „serwis 360°”. Co kryje się za tym hasłem?

Nie jesteśmy jedynie dystrybutorem czy hurtownikiem. Nasze zaangażowanie wykracza daleko poza samą sprzedaż. Zapewniamy naszym partnerom pełen wachlarz usług, obejmujący strategiczny marketing, efektywny public relations, profesjonalne szkolenia dla personelu, kompleksowe wsparcie w zakresie visual merchandisingu, a także kluczową pomoc przy wyborze i negocjacjach najlepszych lokalizacji handlowych. Rozumiemy, że marki zagraniczne, wchodząc na polski rynek, potrzebują nie tylko logistycznego wsparcia, ale przede wszystkim umiejętnego rozbudowania storytellingu, który rezonuje z polskim klientem. W tym obszarze kluczową rolę odgrywają nasze zespoły PR i marketingu, które tworzą spójną i angażującą komunikację. Trzy dekady naszej obecności na rynku przełożyły się również na bezcenne zaufanie zarówno ze strony partnerów handlowych, jak i kluczowych centrów handlowych w Polsce.

Gdy spojrzy Pan wstecz na trzy dekady działalności GPoland, z czego jest Pan najbardziej dumny?

Z tego, że zmieniliśmy krajobraz polskich ulic i centrów handlowych. W 1993 roku luksusowa moda była abstrakcją. Dziś Polki i Polacy noszą ją na co dzień. Wprowadziliśmy na rynek ponad 80 marek, przetrwaliśmy kryzysy i pandemię, a nasz zespół liczy ponad setkę specjalistów. Ale najbardziej cieszy mnie, że każde nowe otwarcie nadal przynosi ten sam dreszczyk emocji, co pierwszy butik Max Mary trzydzieści lat temu.

 

26 lutego GPoland otrzymało Specjalne Wyróżnienie w kategorii Moda od dwumiesięcznika Gazzetta Italia. Nagrodę, podczas uroczystej gali Premio Gazzetta Italia odebrała Nefer Prati.

Czytam, żyję lepiej: polecenia książkowe na wakacje

0
Księgarnia "Acqua Alta" w Wenecji

Neapol, Sardynia, Sycylia, wspomnienia z podróży, przygody między Wenecją a Warszawą, szczęście, którego najlepiej szukać w Polignano a Mare, a także kryminały, historie rodzinne i przyjaźń w górach!

Wakacje to idealny czas, żeby oderwać się od natrętnej, wirtualnej codzienności, która nas osacza e-mailami, wideokonferencjami, mediami społecznościowymi i WhatsAppem, i odnaleźć przestrzeń na marzenia i refleksję, zanurzając się we wzbogacającej lekturze. Razem z zaprzyjaźnionymi wydawnictwami proponujemy parę tytułów, które będą doskonałym urozmaiceniem letnich wyjazdów. Z tego przekroju różnorodnych gatunków i stylów, każdy z pewnością wybierze coś dla siebie. 

 

Wydawnictwo Sonia Draga

Sandrone Dazieri „Zło, które ludzie czynią” 

Tłumaczenie: Joanna Kluza

„Zło, które ludzie czynią, żyje po ich śmierci; dobro schodzi najczęściej wraz z nimi do grobu.” Cytat z “Juliusza Cezara” Shakespeare (akt III, scena II) jest mottem i inspiracją dla tytułu powieści.

Trzydzieści lat temu Itala Caruso, policjantka stojąca na czele siatki korupcyjnej, otrzymała zadanie znalezienia dowodów, które pozwoliłyby skazać na więzienie Okonia, mordercę, który porwał i udusił trzy nastolatki. Itala nie może odmówić, ale wie, że dokonuje złego wyboru. Za jakiś czas Okoń znowu atakuje, porywa i więzi w piwnicy Amalę Cavalcante. Amala zdaje sobie sprawę, że nie wyjdzie stamtąd żywa, chyba że znajdzie sposób na ucieczkę. Francesca Cavalcante jest ciotką Amali i prawniczką. Trzydzieści lat wcześniej bezskutecznie broniła mężczyzny, którego uznano za Okonia. Wie, że jej klient był niewinny, a prawdziwy zabójca wciąż tam jest. I że to on mógł porwać jej siostrzenicę. Gershom Peretz, znany jako Gerry, twierdzi, że jest izraelskim turystą, ale przybył wkrótce po porwaniu Amali i wydaje się być gotów zrobić wszystko, aby ją odnaleźć. Nawet zabić. 

Silvia Avallone „Czarne serce” 

Tłumaczenie : Lucyna Rodziewicz-Doktór  

Poruszająca powieść o sercach pełnych mroku, o sile gniewu i o trudzie przebaczenia samemu sobie

Jedyną drogą prowadzącą do Sassai, małej osady pośród gór, jest stroma i wijąca się przez bukowy las ścieżka. To tutaj pewnego dnia pojawia się Emilia o rudych kręconych włosach, chuda jak patyk trzydziestolatka w fioletowych traperach i w jaskrawozielonej kurtce.

Jej przybycie obserwuje z sąsiedniego domu Bruno – w sposób, w jaki obserwuje się intruza. To kobieta z obcym akcentem, mnóstwem toreb i walizek: co ona robi w miejscu tak odizolowanym od reszty świata?

Kiedy wreszcie się spotykają, każde z własnym bagażem samotności, w oczach Emilii – „pozbawionych światła, jak dwie wymarłe gwiazdy” – Bruno dostrzega otchłań podobną do własnej. Oboje doświadczyli zła: on jako ofiara, ona jako oprawca, za co zapłaciła wieloma latami w zakładzie karnym, ale bez szansy na odkupienie swoich czynów.

Sassaia to ich kryjówka: jedyny sposób, by uciec przed przyszłością, w którą żadne z nich już nie wierzy. Ale przyszłość przychodzi mimo wszystko i kieruje się własnymi prawami. Winny czy nie, ofiara czy oprawca – czas przemija i pokazuje, jacy naprawdę jesteśmy: bezgranicznie delikatni i fatalnie ludzcy.

Przenikająca historia, która wzrusza i bawi, która manewruje między potępieniem a zbawieniem i ukazuje, że każdy, niezależnie od swoich poczynań, zasługuje na zrozumienie i przebaczenie.

Paolo Giordano „Tasmania

Tłumaczenie : Joanna Kluza

Poruszająca historia o kryzysach, tych wielkich i małych, o bezpiecznym miejscu, w którym można się schronić, i o trudnościach, z którymi przychodzi się nam mierzyć.

Paolo czuje, że jego życie rozpada się na kawałki. Żona, Lorenza, postanawia zrezygnować ze starań o ciążę, on natomiast nie przestaje marzyć o własnym dziecku – bycie ojcem dla syna Lorenzy mu nie wystarcza. Małżonkowie coraz bardziej oddalają się od siebie. Paolo pogrąża się w pracy i wyrusza w podróż, by odnaleźć utracony sens.

Jako dziennikarz relacjonuje z Paryża konferencję klimatyczną po atakach terrorystycznych, które wstrząsnęły światem. Obsesyjnie pragnie też napisać książkę – o bombie atomowej i skutkach jej użycia. Podążając za marzeniami, przemierza Europę, aż w końcu trafia do Japonii. Na swej drodze spotyka różnych ludzi, a każdy z nich stara się znaleźć własną bezpieczną przystań, w której można przetrwać nadchodzące kryzysy: globalne ocieplenie, pandemie, wojny i autorytarne rządy.

Tasmania jest powieścią o przyszłości, której pragniemy i której się obawiamy, i o teraźniejszości tworzącej się na naszych oczach. Lęk i zaskoczenie, że tracimy kontrolę, to uczucia nieodłącznie wpisane w nasze czasy, i niewielu potrafi opowiadać o nich tak pięknie jak Paolo Giordano. 

Giulia Caminito, „Woda w jeziorze nigdy nie jest słodka”

Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień

Piękna powieść o trudach dorastania, problemach, z jakimi musimy mierzyć się na każdym etapie życia, i nie zawsze dobrych rodzinnych relacjach

Gaia dzielnie stawia czoło światu, który zdaje się nie mieć jej nic dobrego do zaoferowania. Mieszka w Anguillarze, nieopodal Rzymu – tu znajduje miłość i przyjaźń, tu odczuwa ciężar oczekiwań, kłamstw, rozczarowań i samotności. Wraz z biegiem czasu desperacko chce stać się inną osobą niż matka, Antonia, kobieta dumna i uparta, która chorobliwie stara się kontrolować niepełnosprawnego męża i czwórkę dzieci. Ale czy można przeciąć węzeł łączący nas z rodzicami? A może są momenty, w których nie zdając sobie z tego sprawy, zachowujemy się dokładnie tak jak oni?

Woda w jeziorze nigdy nie jest słodka opowiada o trudnej drodze ku dorosłości. O sile kobiety, która ma odwagę podążyć za marzeniami, i o potrzebie sprzeciwiania się wszystkim, czasem nawet najbliższym.

Paolo Cognetti „Osiem gór” 

Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień

Góry to nie tylko śnieg, przepaści, granie, potoki, jeziora i pastwiska. Góry to sposób życia. Kolejne kroki, milczenie, czas i właściwa miara. 
Pietro jest dzieckiem z miasta, nieco humorzastym samotnikiem. Jego matka pracuje w poradni rodzinnej na przedmieściach, ojciec jest chemikiem, który każdego wieczoru wraca z pracy przepełniony złością. Choć różni, połączyła ich wspólna pasja – góry. To w nich poznali się i pokochali, i związali ze sobą tak mocno, że nawet rodzinna tragedia nie była w stanie ich rozdzielić.
Gdy odkrywają Granę, maleńką wieś w dolinie u stóp masywu Monte Rosa, czują, że znaleźli swoje miejsce na ziemi. To tam Pietro spędza odtąd wszystkie letnie wakacje i poznaje Bruna, rówieśnika o włosach w odcieniu konopnego sznurka i o szyi spalonej słońcem, który zamiast odpoczywać, musi paść krowy.
 W czasie tych letnich miesięcy Pietro zaczyna wędrować po górach ze swoim ojcem, odkrywa tajemnice doliny i opuszczonych budynków, zdobywa strome ścieżki. Wtedy też zawiązuje się jego przyjaźń z Brunonem, która – choć często na odległość – przetrwa bardzo długo.

Wydawnictwo Austeria

Jarosław Iwaszkiewicz „Podróże do Włoch”

Jeżeli mam wierzyć zapisom moim w przewodnikach i bedekerach, to byłem w Rzymie coś trzydzieści razy, we Włoszech bez Rzymu sześć razy i trzynaście razy na Sycylii. Te podróże rozciągały się na przestrzeni przeszło pół wieku. Zaproponowano mi, abym napisał coś w rodzaju Voyage en Italie Taine’a czy też Listów z Włoch Kremera, ale trudno mi będzie wrażenia rozproszone na takiej przestrzeni lat i w tak odmiennych warunkach odebrane skupić w jakąś rozsądną całość. Tym bardziej że nie jest moim zamiarem spojenie tych wrażeń przez podłożenie pod moje dzieło podszewki filozoficznej, jak to uczynił Taine, albo nie jest moją ambicją zobrazowanie dziejów sztuki europejskiej, jak to uczynił Kremer, podbijając swoje wywody w dodatku filozofią Hegla. A nie chciałbym także przekazywać pracy o „podróży do Włoch” w kształcie oddzielnych obrazków, rozsypanych jak paciorki, nie nanizanych na jedną nitkę i zabarwionych już nazbyt osobistym spojrzeniem na widoki i sprawy Italii, jak to uczyniła z wielkim zresztą wdziękiem i erudycją pani Kaschnitz.

Już z tych paru słów, które dotychczas napisałem, wynika, że jestem nieco przelękniony po pierwsze ilością moich poprzedników, którzy w ciągu wielu stuleci pisywali swoje „podróże do Włoch”, każdy na swój sposób; po drugie trudnościami, jakie się piętrzą przede mną, gdy chcę to multum przeżyć, rozciągnionych na lat tak wiele, jakoś scementować. Najtrudniej będzie tu dać kwintesencję kraju i obyczaju, który, niezmienny w zasadzie, przecież w ciągu przeszło pół wieku wiele przeżył i przeżycia te przyjął w siebie, nie odmieniając może swojej natury, ale bardzo urozmaicając szczegóły życia codziennego, jak też i treść istotną swego bytowania.

Fragment przedmowy pt. Do czytelnika Jarosława Iwaszkiewicza

Jarosław Iwaszkiewicz „Książka o Sycylii”

Książkę o Sycylii Jarosława Iwaszkiewicza przeczytałem od razu dwukrotnie […]. Starałem się prześledzić poszczególne wątki. Trzy główne występują już od samego początku. A więc rozważania estetyczne. Obok nich wątek refleksji historycznych, społecznych i politycznych i wreszcie nić wspomnień osobistych. Który z wątków najważniejszy? Który z nich dominuje? Oczywiście zdaję sobie sprawę, że samo sformułowanie takich pytań jest niezbyt szczęśliwe. Splatają się przecież te wątki dzięki sztuce pisarskiej Iwaszkiewicza w jakiś piękny wzór i jak w kunsztownym arrasie nie można ich oddzielić, są bowiem elementami nierozłącznej harmonijnej całości, a jednak, gdy teraz myślę o tej książce, najważniejszy w niej wydaje mi się nurt wspomnień osobistych pisarza. Podróże sycylijskie dlatego właśnie stały się tak pasjonującą lekturą, że pozwalają nam lepiej zrozumieć jego twórczość. […]

Henryk Krzeczkowski,
fragmenty recenzji z „Expressu Wieczornego”, 1957, nr 3

Natalia Ginzburg „Nasze dni wczorajsze” 

Tłumaczenie: Alina Pawłowska-Zampino

„Książka Nasze dni wczorajsze stanowi powieściowe pendant do najsłynniejszego utworu Natalii Ginzburg, autobiografii Lessico famigliare (Leksykon rodzinny). Także tutaj obserwatorką i sprawozdawczynią opisywanych wydarzeń jest młoda dziewczyna, która, jak się z początku zdaje, trzyma się z boku i nie do końca jest świadoma tego, co się wokół niej dzieje. Później jednak okazuje się, że w rzeczywistości jest duszą, czułą i dzielną, splotów uczuć, które wikłają się wokół niej.

W tej powieści głos prowadzący narrację, monotonnie i stałym rytmem, trwa w niedojrzałości, przyglądając się światu ze zdziwieniem, pozornie na niego niewrażliwy.

Natalia Ginzburg znajdowała szczególną przyjemność w konstruowaniu rodzinnych historii, którym nieodłącznie towarzyszą: dynamika uczuć i metamorfozy powiązań międzyludzkich, bogactwo charakterów, sympatie i antypatie obecne w życiu każdej prawdziwej rodziny. Są w nich wątki oczywiste i niespodziewane, rodzinna powszedniość oraz motyw niepowtarzalności i nieprzewidywalności dorastania, pokolenia za pokoleniem”.

Italo Calvino

Sebastiano Giorgi „Corte Polacca. Wenecjanin w Warszawie”

Tłumaczenie: Magdalena Wrana

Po sukcesie włoskiej wersji, opublikowanej w lipcu 2023 r. przez wydawnictwo Austeria, opowiadanie „Corte Polacca” – zabawna przygoda między Wenecją a Warszawą, autorstwa Sebastiano Giorgi, ukazało się w maju 2025 r. w języku polskim, ponownie nakładem wydawnictwa Austeria i w tłumaczeniu Magdaleny Wrany. Tłumaczenie książki, zaprezentowane podczas ostatniej edycji Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie, było możliwe dzięki wsparciu włoskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Współpracy Międzynarodowej. Na stronie Austerii książka dostępna jest w języku polskim i włoskim.

Poniżej proponujemy krótki fragment wstępu autorstwa Jacka Pałasińskiego oraz posłowie Jarka Mikołajewskiego. Miłej lektury!

Ja dzielę z autorem miłość do Warszawy i do Wenecji, los obu miast leży mi na sercu, pracuję na rzecz ich zbliżenia, przekonany, że możemy się od siebie nawzajem nauczyć, połączyć nieprzebrane kultury tych metropolii, o których związkach my Polacy wiemy stanowczo za mało. Ale po lekturze książki wiedzieć będziemy znacznie więcej.

Jacek Pałasiński

Otóż żyje Sebastiano Giorgi w Warszawie, do której zabrał ze sobą Wenecję, gdzie mieszka on, jego pamięć, natura i kultura. Tak więc mamy Warszawę, mamy Wenecję i mamy postaci: Agatę, o której wiemy tyle, ile trzeba, czyli nic, poz tym, że jest treścią życia i codziennego zachwytu Sebastiana. Mamy przyjaciela Włocha, który przyjechał, żeby zagrać w filmie o Bernardo Bellotto, czyli o Canaletcie. Mamy Casanovę, który nie dość, że doskonale pasuje do mozartowskiej struktury opowieści, to jeszcze był kiedyś w Warszawie, nie ma więc powodu, żeby nie było go w książce. mamy świat wenecki z podręcznej biblioteczki wspomnień autora, z rozkoszami, ciekawostkami, pamiątkami, problemami (jak ograniczenia w dostępie miasta dla turystów, do których – ograniczeń, nie turystów – Sebastiano ma stosunek wyrazisty i radykalny). Mamy wreszcie Warszawę, ze szczególnym uwzględnieniem Łazienek, które są miejscem akcji filmu realizowanego w tle opowieści.

Jarek Mikołajewski

Link do recenzji napisanej przez Małgorzatę Ślarzyńską: https://www.gazzettaitalia.pl/corte-polacca-sebastiano-giorgi/ 

Joanna Olkiewicz „Sycylia w kalejdoskopie historii i legendy”

Książka Joanny Olkiewicz o Sycylii zaczyna się tak jak trzeba – od mitu, od starcia Zeusa z Tyfonem, a kończy mniej poetycko uwagami o biedzie, zacofaniu, polityce. Ale najważniejsza jest w niej zawsze historia. Sycylii nie da się bowiem zrozumieć bez znajomości jej dziejów, na ogół zagmatwanych. Trzeba wielkiego talentu, aby uprościć to, co złożone, nie gubiąc przy tym szczegółu, nie uogólniając. Olkiewicz widzi Sycylię w kalejdoskopie historii i legendy. Co rusz zmienia punkt widzenia, czasami coś powiększa, przybliża, kiedy indziej spogląda z dystansu. Miesza dziedziny, krajobrazy, zrównuje to, co wzniosłe, z tym, co bliskie życiu. Nie zapomina o ludziach tworzących historię wyspy, zarówno tych zapisanych w annałach, stojących w pierwszym szeregu, jak i tych ginących w pomroce dziejów. Sycylia Olkiewicz jest areną zmagań potężnych sił historii, narodów i religii, a zarazem kameralną sceną, przez którą jak w teatrze defiluje galeria postaci-aktorów, o wyrazistej fizjonomii. Są Grecy, Rzymianie, Arabowie, Żydzi, Normanowie, Andegaweni i Aragończycy, są Burbonowie, współcześni Włosi i Amerykanie. Są królowie, żołnierze, spiskowcy, dziwacy i subtelni miłośnicy sztuki. Są kroniki historyczne i współczesne powieści, jest architektura i film, a obok nich, a właściwie pod nimi surowce naturalne, zmieniające wygląd wyspy. Są morze i góry, są miasta i wsie. Olkiewicz należy do nielicznego grona wielkich popularyzatorów, miłośników Italii, piszących ze znawstwem i miłością. Powtarza to, co winno być powtórzone, i zachęca, aby szukać własnych tropów, wytyczyć prywatny dukt pośród tego, co już istnieje w historii, literaturze, w sztuce. Bo tylko w ten sposób da się poznać i zrozumieć wyspę, o której Sciascia pisał, że jest „tajemnicza, bezlitosna, mściwa i przepiękna”.

Marek Zagańczyk

Joanna Olkiewicz „Opowieści o Włochach i Polakach”

Bujne, rozgałęziające się na wszystkie dziedziny życia, obustronnie korzystne kontakty Polaków i Włochów przewijały się przez całe stulecia, od zarania dziejów. Bardzo rozległe powiązania polsko-włoskie trudno ogarnąć w pełni: to temat-rzeka, porywista i szeroko rozlana, w której wyłaniają się coraz to nowe nurty – jedne wciągają nas w swoją głębię, a inne zaledwie muskają. […] Z ogromu materiału autorka starała się wydobyć to, co najistotniejsze, zarazem zarysowujące całokształt sprawy: jakie historyczne dary o nieprzemijającej wartości złożyli sobie nawzajem Polacy i Włosi i jak wiązały się ich dzieje.

Wydawnictwo Czarne

Jeff Biggers, „Sardynia. Podróż w czasie”

Tłumaczenie: Barbara Gadomska

„Sardynia: Podróż w czasie” Jeffa Biggersa nie jest przewodnikiem, lecz raczej tym, co Sardyńczycy nazywają s’arrogliu, czyli towarzyskim spotkaniem wśród przyjaciół. Jak przyznaje autor: „Chcę, aby ludzie podróżowali i spędzali wakacje na Sardynii, ale chcę, aby była to podróż świadoma. Zapraszam czytelników, aby wieczorem usiedli ze mną, wypili lampkę wina, zjedli i opowiedzieli swoje historie. Taki jest zamysł tej książki”.

Jeff Biggers, amerykański historyk i pisarz, przybył na Sardynię w 2017 r., aby spędzić tam rok urlopu naukowego. Początkowe pragnienie chwili wytchnienia i odpoczynku przerodziło się w zaskakującą podróż, dzięki której odkrył historię i kulturę Sardynii. „Uczestniczyłem w ich wydarzeniach, spędzałem z nimi czas, chodziłem na imprezy. Poznałem przyjaciół, a oni przynosili mi swoje książki, aby zapoznać mnie z lokalnymi pisarzami. Na początku to było bardziej przysłuchiwanie się, potem czytanie. I myślę, że tak zaczynasz wchodzić w inne kultury, odkładając na bok swoje własne wizje. Najważniejsza część tej książki powstała w czasie Covidu. Kiedy byłem bez pracy przez 18 miesięcy, zamknąłem się, aby przeczytać 300 książek, które przywiozłem z Sardynii i zrozumiałem, że chcę być posłańcem tych pisarzy, aby pokazać ten niesamowity skarb literatury. Moja książka jest wprowadzeniem do sardyńskich pisarzy i historyków”.

Gregor von Rezzori, „Niegdysiejsze śniegi”

Tłumaczenie: Małgorzata Gralińska

Przepełniona nostalgią opowieść o schyłku Mitteleuropy. Elegijny portret czasu i miejsca skreślony ręką austriackiego mistrza modernizmu

„Piękne chwile z przeszłości można nosić w sobie niczym ukryty klejnot albo można wlec je za sobą niczym żelazną kulę na łańcuchu skazańca” – pisze Rezzori i przywołuje obrazy z dalekiej przeszłości, a nas, czytelników, włącza w ów strumień czasu i przywraca to, co wydawało się bezpowrotnie stracone.

Przywołując w Niegdysiejszych śniegach historyczny moment upadku Cesarstwa Austro-Węgierskiego, von Rezzori pisze o rozkładzie prywatnego świata, o rozpadzie rodziny, życiu nomady między domami matki i ojca na Bukowinie, domem dziadków w Wiedniu oraz szkołami i internatem. Kreśli portrety bliskich, którzy wywarli wpływ na jego życie: matki o nerwowych skłonnościach, ojca przytłaczającego wszystkich brutalną witalnością, przedwcześnie zmarłej siostry, „dzikiej” opiekunki Kasandry i białowłosej guwernantki, z którą przyjaźń utrzymywał aż do końca jej życia. 

Rezzori zdaje się nie wierzyć w możliwość napisania autobiograficznej, wiernej prawdzie i czasowi, chronologicznej opowieści. Wybiera metodę poruszania się między fikcją a faktem, a ich wzajemne oddziaływanie staje się częścią jego refleksji. 

Vincenzo Latronico, „Do perfekcji”

Tłumaczenie: Katarzyna Skórska

Finalista Międzynarodowej Nagrody Bookera

Praca w branży kreatywnej, bez etatu i siedzenia w biurze. Jasne, modnie urządzone, wypełnione roślinami berlińskie mieszkanie. Eksperymenty kulinarne, dyskusje polityczne, przygody narkotykowe i wieczory, które kończą się późnym rankiem. Ekscytujące, idealne życie, pieczołowicie relacjonowane w mediach społecznościowych – któż nie chciałby być Anną i Tomem?

Jednak poza zasięgiem wzroku znajomych i followersów rośnie niezadowolenie. Codzienność skodyfikowana przez lifestyle’owe magazyny, powielana w nieskończoność na facebookowych i instagramowych feedach zaczyna przytłaczać. Praca nudzi i frustruje, grupa przyjaciół się rozpada, zaangażowanie polityczne zaczyna się i kończy w internecie. Bohaterowie, uwięzieni we własnych wyobrażeniach o życiowej perfekcji, chcą znaleźć coś prawdziwszego. Ale czy coś takiego w ogóle jeszcze istnieje?

Książka Vincenza Latronica to gorzka proza o marzeniach i rozczarowaniach pokolenia współczesnych trzydziestolatków. Przypowieść o autentyczności, którą coraz trudniej odnaleźć.

Piotr Kępiński, „Neapol słodki jak sól”

Kto był w Neapolu, ten wie, że nie można pozostać wobec niego obojętnym. Zapach pizzy i smród śmieci. Piękno architektury i brzydota pobazgranych kamienic. Słodycz dojrzałych pomarańczy i słoność Morza Tyrreńskiego. Neapol od wieków fascynował badaczy, inspirował artystów, przyciągał podróżników. I choć znamy jego literackie czy filmowe oblicze, wciąż tak naprawdę nie wiemy, dlaczego dla jednych jest synonimem męczącego bezładu, a dla drugich – urzekającego włoskiego rozprężenia. 

Piotr Kępiński zabiera nas w literacką podróż i wprowadza w zakamarki neapolitańskiego świata. Wraz z autorem czytamy książki o mieście i śledzimy prasowe nagłówki. Pijemy limoncello i bulion z ośmiornicy, zwiedzamy peryferia i nowoczesne stacje metra, podziwiamy sztukę uliczną i oglądamy filmy z Totò w roli głównej. Spacerujemy z Wezuwiuszem nad głową i gąszczem podziemnych korytarzy pod stopami.

Neapol słodki jak sól to próba redefinicji Neapolu, wychodząca poza utarte schematy wyznaczone przez klasyków oraz popkulturę. Żywa, gęsta, błyskotliwa opowieść o miejscu, które albo się kocha, albo się go nienawidzi. Bo czy jest inne miasto na świecie, po zobaczeniu którego – jak pisał Goethe – pozostaje nam tylko umrzeć?

Wydawnictwo Znak

Maciej A. Brzozowski, „Boskie. Włoszki, które uwiodły świat”

Zapalczywe, namiętne, kochliwe. Bezwzględne, podstępne, próżne. Włoszki zachwycają. Bywają niebezpieczne. Matylda – najpotężniejsza kobieta średniowiecznej Europy – jest przez całe życie rozdarta między wiarą i wiernością. Olimpia rządzi Państwem Kościelnym, słucha jej papież i królowie, a tłumy podziwiają i nienawidzą. Jadwiga dzięki uporowi i konsekwencji z podkieleckiej wsi trafia na włoskie salony, a stąd tylko krok dzieli ją od międzynarodowej sławy. Virginia wrzuca swój portret do kominka, bo nie może znieść rywalizacji z utrwaloną na płótnie podobizną. Krystyna szuka spełnienia w miłości. Znajduje je w polityce, zdolnej opanować jej rozdęte ego. Carla żyje jak księżniczka z francusko-włoskiej bajki. Prasa z zapartym tchem wyczekuje jej potknięć. Monica, piękna dziewczyna z małego umbryjskiego miasteczka, w filmach gra święte, królowe, żonę faraona, naukowca, szpiega, ladacznice – nawrócone i tymczasowe, operową divę, czarownicę i samą siebie. Gdziekolwiek na świecie powiesz „włoska aktorka”, odpowiedzią będzie właśnie ona. Chiara buduje internetowe imperium, z którym zasięgi żadnej innej influencerki nie mogą się równać. Ma tylu fanów, ilu mieszkańców liczą łącznie Szwajcaria, Portugalia i Szwecja. Jest piękna i potężna, dlatego nie dziwi, że „Forbes” nadaje jej tytuł Człowieka roku. Nowe wydanie pierwszej książki o Włoszkach, w której nie znajdziesz Sophii Loren. Ale Monica Bellucci już tu jest! 

2 lipca nakładem Wydawnictwa Znak ukaże się druga część serii, tym razem poświęcona mężczyznom „Rajskie ptaki. Włosi, którzy podbili świat”

 

Wydawnictwo Wielka Litera

Katarzyna Kalicińska, Radosław Figura „Felicità”

Tytuł powieści Katarzyny Kalicińskiej i Radosława Figury jest trochę przewrotny. „Felicità” (Wielka Litera 2024) od razu przywodzi na myśl przebój Albano i Rominy, który zostaje odarty z glorii i chwały, jak tylko zaczynamy uczyć się włoskiego i zrozumiemy sens (lub raczej bezsens) słów. Podobnie jest z tytułem tej książki, można by pomyśleć, że przeczytamy tam o cukierkowym życiu z południowymi Włochami w tle. O płomiennych romansach, dobrym jedzeniu i banalnym dolce far niente. W tym wypadku nasz początkowy sceptycyzm, że mamy do czynienia z kolejnym stereotypem, legnie w gruzach już po lekturze pierwszych rozdziałów. Rzeczywiście czytamy o życiu, ale takim prawdziwym, w którym musimy mierzyć się z przeciwnościami, czasami przekraczającymi nasze możliwości. Główna bohaterka, Zośka, musi zmierzyć się ze zdradą, ze stratą męża i z rozpadem relacji z nastoletnią córką Oliwią. Dynamizm akcji, dialogi bliskie codzienności każdej i każdego z nas sprawiają, że wsiąka się w tę opowieść całkowicie. Bohaterki to zwykłe dziewczyny, z którymi łatwo się utożsamiamy, a ich problemy przypominają pewnie często nasze i to jeszcze bardziej skłania do lektury, bo chcemy wiedzieć, co one zrobiły w tej samej sytuacji. „Felicità” to powieść napisana z perspektywy matki, ale jest też druga część, „Primo amore” Kamili Kisały, która opowiada tę samą historię oczami córki. To ciekawy zabieg i daje wspaniałe możliwości w planowanej serialowej adaptacji obydwu powieści. „Felicità” to książka o poszukiwaniu sensu i radości w momencie, gdy życie zdaje się rozpadać na kawałki. Tytułowe szczęście to tylko przebłyski, nanocząsteczki, które pojawiają się i znikają. Sztuką jest ich dostrzeganie, w prawdziwym życiu również.  

Maria Callas – Divina, której przeznaczeniem były Włochy

0
Maria Callas na Festiwalu Filmowym w Wenecji, foto: Gianfranco Tagliapietra

Maria Callas to jedna z najwybitniejszych śpiewaczek operowych wszech czasów. Mimo upływu lat i dosyć krótkiej kariery, której szczyt trwał niespełna dwadzieścia lat, pozostaje ikoną muzyki klasycznej i teatru. Historia jej życia jest równie porywająca jak jej obejmujący trzy oktawy głos. Jest ona naznaczona przez liczne wzloty i upadki, niezwykłe triumfy i tragiczne porażki, a wszystko to połączone przez silną więź z Włochami, gdzie przeżyła swoje największe sukcesy.

Sophie Cecelia Kalos, urodzona 2 grudnia 1923 roku w Nowym Jorku, dorastała w dwóch kulturach – amerykańskiej i greckiej. Od dzieciństwa przejawiała talent muzyczny, a pierwsze kroki w operze stawiała w Grecji pod koniec lat 30. Po drugiej wojnie światowej przeniosła się do Włoch, gdzie współpracowała z największymi operami. Mediolańska La Scala stała się jej drugim domem. Nagrania jej głosu, choć wzbudzają kontrowersje pod względem technicznym, do dzisiaj są wzorcami do interpretacji operowej. La Divina znana była z niezwykłej barwy głosu, łączącego dramatyczną głębię sopranu ze zdolnością wykonywania lekkich koloraturowych pasaży. Z powodu intensywnych występów, utraty wagi oraz stresu związanego z jej burzliwym życiem prywatnym, na początku lat 60. głos La Callas zaczął tracić swoją dawną świetność. Stawał się on coraz bardziej niestabilny, co skutkowało trudnościami w śpiewaniu wysokich dźwięków i kontrolowaniu barwy. Jednym z symboli jej problemów z głosem jest słynne przerwanie występu w rzymskim Teatro dell’Opera, gdzie miała zaśpiewać tytułową rolę w operze Norma Belliniego. Na widowni znajdowało się wiele osobistości, w tym prezydent Włoch Giovanni Gronchi i jego żona. Po wykonaniu trudnej arii Casta diva, wycofała się do garderoby, skarżąc się na poważne problemy z głosem i nie wróciła już na scenę. Publiczność zareagowała wściekłością i opuściła teatr w niezręcznej atmosferze. Wywołało to ogromny skandal, ponieważ obecność prezydenta Włoch podnosiła rangę tego wydarzenia, a sama Callas była już wcześniej uważana za trudną w obyciu. Kilka lat później całkowicie wycofała się ze sceny. Próbowała sił jako nauczycielka śpiewu, prowadząc kursy mistrzowskie w nowojorskiej Juilliard School. W 1973 roku podjęła jeszcze jedną próbę powrotu na scenę – odbyła światowe tournée koncertowe, ale jej głos nie był już tym samym instrumentem, który wcześniej zachwycał publiczność. Wkrótce wycofała się z życia publicznego, spędzając ostatnie lata w samotności w Paryżu.

Maria Callas po prawej, foto: Gianfranco Tagliapietra

Życie Marii Callas poza sceną było równie dramatyczne jak jej występy. W 1949 roku poślubiła Giovanniego Battistę Meneghiniego, włoskiego biznesmena, który oddał się jej karierze i został menedżerem śpiewaczki. Aby móc w pełni wspierać ją w drodze na szczyt, poświęcił swoje własne interesy. Ich małżeństwo nie przetrwało jednak próby czasu i choć początkowo wydawało się stabilne, zaczęły się pojawiać w nim pewne napięcia, zwłaszcza gdy na horyzoncie pojawił się grecki przedsiębiorca Arystoteles Onassis. Trwający dekadę romans był jednym z najbardziej skandalicznych w historii show-biznesu – Callas porzuciła dla niego męża, lecz ich związek zakończył się, gdy Onassis poślubił Jacqueline Kennedy, wdowę po zamordowanym prezydencie USA. Zdruzgotana Callas nie mogła uwierzyć, że ich związek, który uważała za nierozerwalny, tak raptownie się zakończył. To rozstanie pozostawiło ją w głębokiej emocjonalnej pustce i miało ogromny wpływ na jej psychikę i karierę. Jego skutków nie dało się już odwrócić. Wkrótce potem Callas poznała Piera Paolo Pasoliniego, włoskiego intelektualistę, pisarza i artystę, z którym stworzyła wyjątkową, choć platoniczną więź. Spotkanie zaowocowało filmem Medea, w którym grecka diva zagrała tytułową rolę. Był to jej debiut na wielkim ekranie, w którym artystka miała okazję na nowo odkryć się przed publicznością, tym razem jako aktorka. Ich relacja opierała się na intelektualnym porozumieniu, wzajemnym podziwie swojej wrażliwości oraz buntowniczej postawie wobec społeczeństwa. Więź między nimi była intymna i oparta na wzajemnym zrozumieniu. Pasolini zginął tragicznie w 1975 roku, co było dla Callas kolejnym ciosem, wzmagającym w niej poczucie osamotnienia. Po jego śmierci coraz bardziej zamykała się w sobie, aż w końcu całkowicie odsunęła się od świata.

Plakat filmowy „Medea”, arch. Antonio Bettanini

Maria Callas niezmiennie od lat pozostaje inspiracją dla świata kina, który stara się oddać jej burzliwe losy. Najnowszą próbą oddania hołdu śpiewaczce jest ubiegłoroczny film Maria w reżyserii Pabla Larraìna z Angeliną Jolie w roli głównej. Każda biografia wnosi coś nowego do rozmowy o artystce, ale czym właściwie ta produkcja różni się od poprzednich?

“Cóż, przede wszystkim to nie jest biografia, lecz raczej opowieść o ostatnich dniach życia Marii Callas, wzbogacona o serię retrospekcji. […] Skupiamy się na ostatnich ośmiu-dziesięciu dniach jej życia, więc trudno tu mówić o biografii w ścisłym znaczeniu tego słowa. Inne dzieła były raczej podróżą przez całe życie Callas, podczas gdy ten film koncentruje się na bardzo konkretnym okresie. I to jest podstawowa różnica.” mówi Alessandro Bressanello, wenecki aktor, który wciela się w rolę męża Callas, Giovanniego Meneghini.

Główną rolę w filmie gra Angelina Jolie, której wybór wzbudził ogromne zainteresowanie już na etapie zapowiedzi. Reżyser Pablo Larraín wybrał ją nie tylko ze względu na ich fizyczne podobieństwo, ale również elegancję wrażliwość i umiejętność oddania emocjonalności głównej bohaterki. Jolie świetnie odwzorowuje melancholie i samotność Callas oraz jej pasję w dążeniu do perfekcji. Przygotowywała się ona do roli z wielka precyzją, analizując gesty, mimikę oraz sposób poruszania się Callas. Aby w pełni oddać jej postać, zagłębiała się w archiwalne materiały oraz studiowała jej biografię. Jak informowała sama aktorka podczas jednej z konferencji prasowych, przez około siedem miesięcy brała lekcje śpiewu operowego, w trakcie których odkryła, że jest naturalnym sopranem. W filmie wykorzystuje ona swoje nowe umiejętności, a jej głos jest pomieszany z oryginalnymi nagraniami Callas tak, aby występ był jak najbardziej realistyczny. Rola spotkała się z dużym uznaniem krytyków i zaowocowała nominacjami do najważniejszych nagród filmowych.

Zdjęcie z planu filmu „Maria”

Obok Angeliny Jolie w filmie pojawia się znakomita obsada, która pomaga oddać dramatyczne losy primadonny stulecia. W roli Arystotelesa Onassisa, greckiego miliardera i wielkiej miłości śpiewaczki, zobaczymy tureckiego aktora Haluka Bilginera. Ich relacja pozostaje na pierwszym planie filmu i nadaje ton całej opowieści. Ukazana jest zarówno w momentach namiętności, jak i bolesnego rozstania. W pierwszych scenach pojawia się także Giovanni Battista Meneghini, mąż Callas i zarazem jej menadżer, grany przez Alessandro Bressanello. Jego postać przybliża początki jej kariery. Aktor, zapytany o wpływ swojej postaci na życie Callas podkreśla, że to właśnie jej mąż zbudował jej karierę. “Oczywiście, Maria miała niezwykły talent, ale każdy talent potrzebuje kogoś, kto go wypromuje: producenta, menedżera, kogoś, kto potrafi prowadzić, organizować, promować, dbać o każdy szczegół, nawet o wizerunek. Wielcy artyści często wiele zawdzięczają tym, którzy pracują za kulisami. A Meneghini, oprócz bycia jej menedżerem, był też jej mężem, więc zależało mu jeszcze bardziej. Naprawdę ją kochał.”

Zapytany o istotę filmu Maria, Bressanello podkreśla, że “Prawdziwym tematem jest właśnie upadek artysty w momencie, gdy traci swoje zdolności. To bardzo interesujący aspekt, bo jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania wielkich gwiazd w ich najlepszym momencie, u szczytu kariery. Ale rzadko widzimy ich upadek, utratę talentu i wynikającą z tego kruchość. I to właśnie badanie upadku ikony sprawia, że film jest tak potężny.”

Angelina Jolie, Alessandro Bressanello, Alba Rohrwacher. Fot. Alexander Zyuryaev

Jedno jest pewne – Maria Callas to niezwykła śpiewaczka, która stała się międzynarodowym fenomenem. Jej dziedzictwo wciąż budzi emocje i pozostaje tematem ożywionych dyskusji. Choć niektórzy fani opery mogą kwestionować jego dokładność czy autentyczność poszczególnych scen w opowieściach o niej, jedno pozostaje niezmienne – legenda Callas trwa dalej, a jej głos nie przestaje oczarowywać publiczności. Dla wszystkich, którzy chcieliby bliżej zapoznać się z jej twórczością, jest to idealny moment, by zanurzyć się w jej świecie i doświadczyć magicznego talentu La Diviny i przekonać się na własnej skórze, dlaczego Maria Callas pozostaje wieczną ikoną opery.