Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Czytam, żyję lepiej: polecenia książkowe na wakacje

0
Księgarnia "Acqua Alta" w Wenecji

Neapol, Sardynia, Sycylia, wspomnienia z podróży, przygody między Wenecją a Warszawą, szczęście, którego najlepiej szukać w Polignano a Mare, a także kryminały, historie rodzinne i przyjaźń w górach!

Wakacje to idealny czas, żeby oderwać się od natrętnej, wirtualnej codzienności, która nas osacza e-mailami, wideokonferencjami, mediami społecznościowymi i WhatsAppem, i odnaleźć przestrzeń na marzenia i refleksję, zanurzając się we wzbogacającej lekturze. Razem z zaprzyjaźnionymi wydawnictwami proponujemy parę tytułów, które będą doskonałym urozmaiceniem letnich wyjazdów. Z tego przekroju różnorodnych gatunków i stylów, każdy z pewnością wybierze coś dla siebie. 

 

Wydawnictwo Sonia Draga

Sandrone Dazieri „Zło, które ludzie czynią” 

Tłumaczenie: Joanna Kluza

„Zło, które ludzie czynią, żyje po ich śmierci; dobro schodzi najczęściej wraz z nimi do grobu.” Cytat z “Juliusza Cezara” Shakespeare (akt III, scena II) jest mottem i inspiracją dla tytułu powieści.

Trzydzieści lat temu Itala Caruso, policjantka stojąca na czele siatki korupcyjnej, otrzymała zadanie znalezienia dowodów, które pozwoliłyby skazać na więzienie Okonia, mordercę, który porwał i udusił trzy nastolatki. Itala nie może odmówić, ale wie, że dokonuje złego wyboru. Za jakiś czas Okoń znowu atakuje, porywa i więzi w piwnicy Amalę Cavalcante. Amala zdaje sobie sprawę, że nie wyjdzie stamtąd żywa, chyba że znajdzie sposób na ucieczkę. Francesca Cavalcante jest ciotką Amali i prawniczką. Trzydzieści lat wcześniej bezskutecznie broniła mężczyzny, którego uznano za Okonia. Wie, że jej klient był niewinny, a prawdziwy zabójca wciąż tam jest. I że to on mógł porwać jej siostrzenicę. Gershom Peretz, znany jako Gerry, twierdzi, że jest izraelskim turystą, ale przybył wkrótce po porwaniu Amali i wydaje się być gotów zrobić wszystko, aby ją odnaleźć. Nawet zabić. 

Silvia Avallone „Czarne serce” 

Tłumaczenie : Lucyna Rodziewicz-Doktór  

Poruszająca powieść o sercach pełnych mroku, o sile gniewu i o trudzie przebaczenia samemu sobie

Jedyną drogą prowadzącą do Sassai, małej osady pośród gór, jest stroma i wijąca się przez bukowy las ścieżka. To tutaj pewnego dnia pojawia się Emilia o rudych kręconych włosach, chuda jak patyk trzydziestolatka w fioletowych traperach i w jaskrawozielonej kurtce.

Jej przybycie obserwuje z sąsiedniego domu Bruno – w sposób, w jaki obserwuje się intruza. To kobieta z obcym akcentem, mnóstwem toreb i walizek: co ona robi w miejscu tak odizolowanym od reszty świata?

Kiedy wreszcie się spotykają, każde z własnym bagażem samotności, w oczach Emilii – „pozbawionych światła, jak dwie wymarłe gwiazdy” – Bruno dostrzega otchłań podobną do własnej. Oboje doświadczyli zła: on jako ofiara, ona jako oprawca, za co zapłaciła wieloma latami w zakładzie karnym, ale bez szansy na odkupienie swoich czynów.

Sassaia to ich kryjówka: jedyny sposób, by uciec przed przyszłością, w którą żadne z nich już nie wierzy. Ale przyszłość przychodzi mimo wszystko i kieruje się własnymi prawami. Winny czy nie, ofiara czy oprawca – czas przemija i pokazuje, jacy naprawdę jesteśmy: bezgranicznie delikatni i fatalnie ludzcy.

Przenikająca historia, która wzrusza i bawi, która manewruje między potępieniem a zbawieniem i ukazuje, że każdy, niezależnie od swoich poczynań, zasługuje na zrozumienie i przebaczenie.

Paolo Giordano „Tasmania

Tłumaczenie : Joanna Kluza

Poruszająca historia o kryzysach, tych wielkich i małych, o bezpiecznym miejscu, w którym można się schronić, i o trudnościach, z którymi przychodzi się nam mierzyć.

Paolo czuje, że jego życie rozpada się na kawałki. Żona, Lorenza, postanawia zrezygnować ze starań o ciążę, on natomiast nie przestaje marzyć o własnym dziecku – bycie ojcem dla syna Lorenzy mu nie wystarcza. Małżonkowie coraz bardziej oddalają się od siebie. Paolo pogrąża się w pracy i wyrusza w podróż, by odnaleźć utracony sens.

Jako dziennikarz relacjonuje z Paryża konferencję klimatyczną po atakach terrorystycznych, które wstrząsnęły światem. Obsesyjnie pragnie też napisać książkę – o bombie atomowej i skutkach jej użycia. Podążając za marzeniami, przemierza Europę, aż w końcu trafia do Japonii. Na swej drodze spotyka różnych ludzi, a każdy z nich stara się znaleźć własną bezpieczną przystań, w której można przetrwać nadchodzące kryzysy: globalne ocieplenie, pandemie, wojny i autorytarne rządy.

Tasmania jest powieścią o przyszłości, której pragniemy i której się obawiamy, i o teraźniejszości tworzącej się na naszych oczach. Lęk i zaskoczenie, że tracimy kontrolę, to uczucia nieodłącznie wpisane w nasze czasy, i niewielu potrafi opowiadać o nich tak pięknie jak Paolo Giordano. 

Giulia Caminito, „Woda w jeziorze nigdy nie jest słodka”

Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień

Piękna powieść o trudach dorastania, problemach, z jakimi musimy mierzyć się na każdym etapie życia, i nie zawsze dobrych rodzinnych relacjach

Gaia dzielnie stawia czoło światu, który zdaje się nie mieć jej nic dobrego do zaoferowania. Mieszka w Anguillarze, nieopodal Rzymu – tu znajduje miłość i przyjaźń, tu odczuwa ciężar oczekiwań, kłamstw, rozczarowań i samotności. Wraz z biegiem czasu desperacko chce stać się inną osobą niż matka, Antonia, kobieta dumna i uparta, która chorobliwie stara się kontrolować niepełnosprawnego męża i czwórkę dzieci. Ale czy można przeciąć węzeł łączący nas z rodzicami? A może są momenty, w których nie zdając sobie z tego sprawy, zachowujemy się dokładnie tak jak oni?

Woda w jeziorze nigdy nie jest słodka opowiada o trudnej drodze ku dorosłości. O sile kobiety, która ma odwagę podążyć za marzeniami, i o potrzebie sprzeciwiania się wszystkim, czasem nawet najbliższym.

Paolo Cognetti „Osiem gór” 

Tłumaczenie: Tomasz Kwiecień

Góry to nie tylko śnieg, przepaści, granie, potoki, jeziora i pastwiska. Góry to sposób życia. Kolejne kroki, milczenie, czas i właściwa miara. 
Pietro jest dzieckiem z miasta, nieco humorzastym samotnikiem. Jego matka pracuje w poradni rodzinnej na przedmieściach, ojciec jest chemikiem, który każdego wieczoru wraca z pracy przepełniony złością. Choć różni, połączyła ich wspólna pasja – góry. To w nich poznali się i pokochali, i związali ze sobą tak mocno, że nawet rodzinna tragedia nie była w stanie ich rozdzielić.
Gdy odkrywają Granę, maleńką wieś w dolinie u stóp masywu Monte Rosa, czują, że znaleźli swoje miejsce na ziemi. To tam Pietro spędza odtąd wszystkie letnie wakacje i poznaje Bruna, rówieśnika o włosach w odcieniu konopnego sznurka i o szyi spalonej słońcem, który zamiast odpoczywać, musi paść krowy.
 W czasie tych letnich miesięcy Pietro zaczyna wędrować po górach ze swoim ojcem, odkrywa tajemnice doliny i opuszczonych budynków, zdobywa strome ścieżki. Wtedy też zawiązuje się jego przyjaźń z Brunonem, która – choć często na odległość – przetrwa bardzo długo.

Wydawnictwo Austeria

Jarosław Iwaszkiewicz „Podróże do Włoch”

Jeżeli mam wierzyć zapisom moim w przewodnikach i bedekerach, to byłem w Rzymie coś trzydzieści razy, we Włoszech bez Rzymu sześć razy i trzynaście razy na Sycylii. Te podróże rozciągały się na przestrzeni przeszło pół wieku. Zaproponowano mi, abym napisał coś w rodzaju Voyage en Italie Taine’a czy też Listów z Włoch Kremera, ale trudno mi będzie wrażenia rozproszone na takiej przestrzeni lat i w tak odmiennych warunkach odebrane skupić w jakąś rozsądną całość. Tym bardziej że nie jest moim zamiarem spojenie tych wrażeń przez podłożenie pod moje dzieło podszewki filozoficznej, jak to uczynił Taine, albo nie jest moją ambicją zobrazowanie dziejów sztuki europejskiej, jak to uczynił Kremer, podbijając swoje wywody w dodatku filozofią Hegla. A nie chciałbym także przekazywać pracy o „podróży do Włoch” w kształcie oddzielnych obrazków, rozsypanych jak paciorki, nie nanizanych na jedną nitkę i zabarwionych już nazbyt osobistym spojrzeniem na widoki i sprawy Italii, jak to uczyniła z wielkim zresztą wdziękiem i erudycją pani Kaschnitz.

Już z tych paru słów, które dotychczas napisałem, wynika, że jestem nieco przelękniony po pierwsze ilością moich poprzedników, którzy w ciągu wielu stuleci pisywali swoje „podróże do Włoch”, każdy na swój sposób; po drugie trudnościami, jakie się piętrzą przede mną, gdy chcę to multum przeżyć, rozciągnionych na lat tak wiele, jakoś scementować. Najtrudniej będzie tu dać kwintesencję kraju i obyczaju, który, niezmienny w zasadzie, przecież w ciągu przeszło pół wieku wiele przeżył i przeżycia te przyjął w siebie, nie odmieniając może swojej natury, ale bardzo urozmaicając szczegóły życia codziennego, jak też i treść istotną swego bytowania.

Fragment przedmowy pt. Do czytelnika Jarosława Iwaszkiewicza

Jarosław Iwaszkiewicz „Książka o Sycylii”

Książkę o Sycylii Jarosława Iwaszkiewicza przeczytałem od razu dwukrotnie […]. Starałem się prześledzić poszczególne wątki. Trzy główne występują już od samego początku. A więc rozważania estetyczne. Obok nich wątek refleksji historycznych, społecznych i politycznych i wreszcie nić wspomnień osobistych. Który z wątków najważniejszy? Który z nich dominuje? Oczywiście zdaję sobie sprawę, że samo sformułowanie takich pytań jest niezbyt szczęśliwe. Splatają się przecież te wątki dzięki sztuce pisarskiej Iwaszkiewicza w jakiś piękny wzór i jak w kunsztownym arrasie nie można ich oddzielić, są bowiem elementami nierozłącznej harmonijnej całości, a jednak, gdy teraz myślę o tej książce, najważniejszy w niej wydaje mi się nurt wspomnień osobistych pisarza. Podróże sycylijskie dlatego właśnie stały się tak pasjonującą lekturą, że pozwalają nam lepiej zrozumieć jego twórczość. […]

Henryk Krzeczkowski,
fragmenty recenzji z „Expressu Wieczornego”, 1957, nr 3

Natalia Ginzburg „Nasze dni wczorajsze” 

Tłumaczenie: Alina Pawłowska-Zampino

„Książka Nasze dni wczorajsze stanowi powieściowe pendant do najsłynniejszego utworu Natalii Ginzburg, autobiografii Lessico famigliare (Leksykon rodzinny). Także tutaj obserwatorką i sprawozdawczynią opisywanych wydarzeń jest młoda dziewczyna, która, jak się z początku zdaje, trzyma się z boku i nie do końca jest świadoma tego, co się wokół niej dzieje. Później jednak okazuje się, że w rzeczywistości jest duszą, czułą i dzielną, splotów uczuć, które wikłają się wokół niej.

W tej powieści głos prowadzący narrację, monotonnie i stałym rytmem, trwa w niedojrzałości, przyglądając się światu ze zdziwieniem, pozornie na niego niewrażliwy.

Natalia Ginzburg znajdowała szczególną przyjemność w konstruowaniu rodzinnych historii, którym nieodłącznie towarzyszą: dynamika uczuć i metamorfozy powiązań międzyludzkich, bogactwo charakterów, sympatie i antypatie obecne w życiu każdej prawdziwej rodziny. Są w nich wątki oczywiste i niespodziewane, rodzinna powszedniość oraz motyw niepowtarzalności i nieprzewidywalności dorastania, pokolenia za pokoleniem”.

Italo Calvino

Sebastiano Giorgi „Corte Polacca. Wenecjanin w Warszawie”

Tłumaczenie: Magdalena Wrana

Po sukcesie włoskiej wersji, opublikowanej w lipcu 2023 r. przez wydawnictwo Austeria, opowiadanie „Corte Polacca” – zabawna przygoda między Wenecją a Warszawą, autorstwa Sebastiano Giorgi, ukazało się w maju 2025 r. w języku polskim, ponownie nakładem wydawnictwa Austeria i w tłumaczeniu Magdaleny Wrany. Tłumaczenie książki, zaprezentowane podczas ostatniej edycji Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie, było możliwe dzięki wsparciu włoskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Współpracy Międzynarodowej. Na stronie Austerii książka dostępna jest w języku polskim i włoskim.

Poniżej proponujemy krótki fragment wstępu autorstwa Jacka Pałasińskiego oraz posłowie Jarka Mikołajewskiego. Miłej lektury!

Ja dzielę z autorem miłość do Warszawy i do Wenecji, los obu miast leży mi na sercu, pracuję na rzecz ich zbliżenia, przekonany, że możemy się od siebie nawzajem nauczyć, połączyć nieprzebrane kultury tych metropolii, o których związkach my Polacy wiemy stanowczo za mało. Ale po lekturze książki wiedzieć będziemy znacznie więcej.

Jacek Pałasiński

Otóż żyje Sebastiano Giorgi w Warszawie, do której zabrał ze sobą Wenecję, gdzie mieszka on, jego pamięć, natura i kultura. Tak więc mamy Warszawę, mamy Wenecję i mamy postaci: Agatę, o której wiemy tyle, ile trzeba, czyli nic, poz tym, że jest treścią życia i codziennego zachwytu Sebastiana. Mamy przyjaciela Włocha, który przyjechał, żeby zagrać w filmie o Bernardo Bellotto, czyli o Canaletcie. Mamy Casanovę, który nie dość, że doskonale pasuje do mozartowskiej struktury opowieści, to jeszcze był kiedyś w Warszawie, nie ma więc powodu, żeby nie było go w książce. mamy świat wenecki z podręcznej biblioteczki wspomnień autora, z rozkoszami, ciekawostkami, pamiątkami, problemami (jak ograniczenia w dostępie miasta dla turystów, do których – ograniczeń, nie turystów – Sebastiano ma stosunek wyrazisty i radykalny). Mamy wreszcie Warszawę, ze szczególnym uwzględnieniem Łazienek, które są miejscem akcji filmu realizowanego w tle opowieści.

Jarek Mikołajewski

Link do recenzji napisanej przez Małgorzatę Ślarzyńską: https://www.gazzettaitalia.pl/corte-polacca-sebastiano-giorgi/ 

Joanna Olkiewicz „Sycylia w kalejdoskopie historii i legendy”

Książka Joanny Olkiewicz o Sycylii zaczyna się tak jak trzeba – od mitu, od starcia Zeusa z Tyfonem, a kończy mniej poetycko uwagami o biedzie, zacofaniu, polityce. Ale najważniejsza jest w niej zawsze historia. Sycylii nie da się bowiem zrozumieć bez znajomości jej dziejów, na ogół zagmatwanych. Trzeba wielkiego talentu, aby uprościć to, co złożone, nie gubiąc przy tym szczegółu, nie uogólniając. Olkiewicz widzi Sycylię w kalejdoskopie historii i legendy. Co rusz zmienia punkt widzenia, czasami coś powiększa, przybliża, kiedy indziej spogląda z dystansu. Miesza dziedziny, krajobrazy, zrównuje to, co wzniosłe, z tym, co bliskie życiu. Nie zapomina o ludziach tworzących historię wyspy, zarówno tych zapisanych w annałach, stojących w pierwszym szeregu, jak i tych ginących w pomroce dziejów. Sycylia Olkiewicz jest areną zmagań potężnych sił historii, narodów i religii, a zarazem kameralną sceną, przez którą jak w teatrze defiluje galeria postaci-aktorów, o wyrazistej fizjonomii. Są Grecy, Rzymianie, Arabowie, Żydzi, Normanowie, Andegaweni i Aragończycy, są Burbonowie, współcześni Włosi i Amerykanie. Są królowie, żołnierze, spiskowcy, dziwacy i subtelni miłośnicy sztuki. Są kroniki historyczne i współczesne powieści, jest architektura i film, a obok nich, a właściwie pod nimi surowce naturalne, zmieniające wygląd wyspy. Są morze i góry, są miasta i wsie. Olkiewicz należy do nielicznego grona wielkich popularyzatorów, miłośników Italii, piszących ze znawstwem i miłością. Powtarza to, co winno być powtórzone, i zachęca, aby szukać własnych tropów, wytyczyć prywatny dukt pośród tego, co już istnieje w historii, literaturze, w sztuce. Bo tylko w ten sposób da się poznać i zrozumieć wyspę, o której Sciascia pisał, że jest „tajemnicza, bezlitosna, mściwa i przepiękna”.

Marek Zagańczyk

Joanna Olkiewicz „Opowieści o Włochach i Polakach”

Bujne, rozgałęziające się na wszystkie dziedziny życia, obustronnie korzystne kontakty Polaków i Włochów przewijały się przez całe stulecia, od zarania dziejów. Bardzo rozległe powiązania polsko-włoskie trudno ogarnąć w pełni: to temat-rzeka, porywista i szeroko rozlana, w której wyłaniają się coraz to nowe nurty – jedne wciągają nas w swoją głębię, a inne zaledwie muskają. […] Z ogromu materiału autorka starała się wydobyć to, co najistotniejsze, zarazem zarysowujące całokształt sprawy: jakie historyczne dary o nieprzemijającej wartości złożyli sobie nawzajem Polacy i Włosi i jak wiązały się ich dzieje.

Wydawnictwo Czarne

Jeff Biggers, „Sardynia. Podróż w czasie”

Tłumaczenie: Barbara Gadomska

„Sardynia: Podróż w czasie” Jeffa Biggersa nie jest przewodnikiem, lecz raczej tym, co Sardyńczycy nazywają s’arrogliu, czyli towarzyskim spotkaniem wśród przyjaciół. Jak przyznaje autor: „Chcę, aby ludzie podróżowali i spędzali wakacje na Sardynii, ale chcę, aby była to podróż świadoma. Zapraszam czytelników, aby wieczorem usiedli ze mną, wypili lampkę wina, zjedli i opowiedzieli swoje historie. Taki jest zamysł tej książki”.

Jeff Biggers, amerykański historyk i pisarz, przybył na Sardynię w 2017 r., aby spędzić tam rok urlopu naukowego. Początkowe pragnienie chwili wytchnienia i odpoczynku przerodziło się w zaskakującą podróż, dzięki której odkrył historię i kulturę Sardynii. „Uczestniczyłem w ich wydarzeniach, spędzałem z nimi czas, chodziłem na imprezy. Poznałem przyjaciół, a oni przynosili mi swoje książki, aby zapoznać mnie z lokalnymi pisarzami. Na początku to było bardziej przysłuchiwanie się, potem czytanie. I myślę, że tak zaczynasz wchodzić w inne kultury, odkładając na bok swoje własne wizje. Najważniejsza część tej książki powstała w czasie Covidu. Kiedy byłem bez pracy przez 18 miesięcy, zamknąłem się, aby przeczytać 300 książek, które przywiozłem z Sardynii i zrozumiałem, że chcę być posłańcem tych pisarzy, aby pokazać ten niesamowity skarb literatury. Moja książka jest wprowadzeniem do sardyńskich pisarzy i historyków”.

Gregor von Rezzori, „Niegdysiejsze śniegi”

Tłumaczenie: Małgorzata Gralińska

Przepełniona nostalgią opowieść o schyłku Mitteleuropy. Elegijny portret czasu i miejsca skreślony ręką austriackiego mistrza modernizmu

„Piękne chwile z przeszłości można nosić w sobie niczym ukryty klejnot albo można wlec je za sobą niczym żelazną kulę na łańcuchu skazańca” – pisze Rezzori i przywołuje obrazy z dalekiej przeszłości, a nas, czytelników, włącza w ów strumień czasu i przywraca to, co wydawało się bezpowrotnie stracone.

Przywołując w Niegdysiejszych śniegach historyczny moment upadku Cesarstwa Austro-Węgierskiego, von Rezzori pisze o rozkładzie prywatnego świata, o rozpadzie rodziny, życiu nomady między domami matki i ojca na Bukowinie, domem dziadków w Wiedniu oraz szkołami i internatem. Kreśli portrety bliskich, którzy wywarli wpływ na jego życie: matki o nerwowych skłonnościach, ojca przytłaczającego wszystkich brutalną witalnością, przedwcześnie zmarłej siostry, „dzikiej” opiekunki Kasandry i białowłosej guwernantki, z którą przyjaźń utrzymywał aż do końca jej życia. 

Rezzori zdaje się nie wierzyć w możliwość napisania autobiograficznej, wiernej prawdzie i czasowi, chronologicznej opowieści. Wybiera metodę poruszania się między fikcją a faktem, a ich wzajemne oddziaływanie staje się częścią jego refleksji. 

Vincenzo Latronico, „Do perfekcji”

Tłumaczenie: Katarzyna Skórska

Finalista Międzynarodowej Nagrody Bookera

Praca w branży kreatywnej, bez etatu i siedzenia w biurze. Jasne, modnie urządzone, wypełnione roślinami berlińskie mieszkanie. Eksperymenty kulinarne, dyskusje polityczne, przygody narkotykowe i wieczory, które kończą się późnym rankiem. Ekscytujące, idealne życie, pieczołowicie relacjonowane w mediach społecznościowych – któż nie chciałby być Anną i Tomem?

Jednak poza zasięgiem wzroku znajomych i followersów rośnie niezadowolenie. Codzienność skodyfikowana przez lifestyle’owe magazyny, powielana w nieskończoność na facebookowych i instagramowych feedach zaczyna przytłaczać. Praca nudzi i frustruje, grupa przyjaciół się rozpada, zaangażowanie polityczne zaczyna się i kończy w internecie. Bohaterowie, uwięzieni we własnych wyobrażeniach o życiowej perfekcji, chcą znaleźć coś prawdziwszego. Ale czy coś takiego w ogóle jeszcze istnieje?

Książka Vincenza Latronica to gorzka proza o marzeniach i rozczarowaniach pokolenia współczesnych trzydziestolatków. Przypowieść o autentyczności, którą coraz trudniej odnaleźć.

Piotr Kępiński, „Neapol słodki jak sól”

Kto był w Neapolu, ten wie, że nie można pozostać wobec niego obojętnym. Zapach pizzy i smród śmieci. Piękno architektury i brzydota pobazgranych kamienic. Słodycz dojrzałych pomarańczy i słoność Morza Tyrreńskiego. Neapol od wieków fascynował badaczy, inspirował artystów, przyciągał podróżników. I choć znamy jego literackie czy filmowe oblicze, wciąż tak naprawdę nie wiemy, dlaczego dla jednych jest synonimem męczącego bezładu, a dla drugich – urzekającego włoskiego rozprężenia. 

Piotr Kępiński zabiera nas w literacką podróż i wprowadza w zakamarki neapolitańskiego świata. Wraz z autorem czytamy książki o mieście i śledzimy prasowe nagłówki. Pijemy limoncello i bulion z ośmiornicy, zwiedzamy peryferia i nowoczesne stacje metra, podziwiamy sztukę uliczną i oglądamy filmy z Totò w roli głównej. Spacerujemy z Wezuwiuszem nad głową i gąszczem podziemnych korytarzy pod stopami.

Neapol słodki jak sól to próba redefinicji Neapolu, wychodząca poza utarte schematy wyznaczone przez klasyków oraz popkulturę. Żywa, gęsta, błyskotliwa opowieść o miejscu, które albo się kocha, albo się go nienawidzi. Bo czy jest inne miasto na świecie, po zobaczeniu którego – jak pisał Goethe – pozostaje nam tylko umrzeć?

Wydawnictwo Znak

Maciej A. Brzozowski, „Boskie. Włoszki, które uwiodły świat”

Zapalczywe, namiętne, kochliwe. Bezwzględne, podstępne, próżne. Włoszki zachwycają. Bywają niebezpieczne. Matylda – najpotężniejsza kobieta średniowiecznej Europy – jest przez całe życie rozdarta między wiarą i wiernością. Olimpia rządzi Państwem Kościelnym, słucha jej papież i królowie, a tłumy podziwiają i nienawidzą. Jadwiga dzięki uporowi i konsekwencji z podkieleckiej wsi trafia na włoskie salony, a stąd tylko krok dzieli ją od międzynarodowej sławy. Virginia wrzuca swój portret do kominka, bo nie może znieść rywalizacji z utrwaloną na płótnie podobizną. Krystyna szuka spełnienia w miłości. Znajduje je w polityce, zdolnej opanować jej rozdęte ego. Carla żyje jak księżniczka z francusko-włoskiej bajki. Prasa z zapartym tchem wyczekuje jej potknięć. Monica, piękna dziewczyna z małego umbryjskiego miasteczka, w filmach gra święte, królowe, żonę faraona, naukowca, szpiega, ladacznice – nawrócone i tymczasowe, operową divę, czarownicę i samą siebie. Gdziekolwiek na świecie powiesz „włoska aktorka”, odpowiedzią będzie właśnie ona. Chiara buduje internetowe imperium, z którym zasięgi żadnej innej influencerki nie mogą się równać. Ma tylu fanów, ilu mieszkańców liczą łącznie Szwajcaria, Portugalia i Szwecja. Jest piękna i potężna, dlatego nie dziwi, że „Forbes” nadaje jej tytuł Człowieka roku. Nowe wydanie pierwszej książki o Włoszkach, w której nie znajdziesz Sophii Loren. Ale Monica Bellucci już tu jest! 

2 lipca nakładem Wydawnictwa Znak ukaże się druga część serii, tym razem poświęcona mężczyznom „Rajskie ptaki. Włosi, którzy podbili świat”

 

Wydawnictwo Wielka Litera

Katarzyna Kalicińska, Radosław Figura „Felicità”

Tytuł powieści Katarzyny Kalicińskiej i Radosława Figury jest trochę przewrotny. „Felicità” (Wielka Litera 2024) od razu przywodzi na myśl przebój Albano i Rominy, który zostaje odarty z glorii i chwały, jak tylko zaczynamy uczyć się włoskiego i zrozumiemy sens (lub raczej bezsens) słów. Podobnie jest z tytułem tej książki, można by pomyśleć, że przeczytamy tam o cukierkowym życiu z południowymi Włochami w tle. O płomiennych romansach, dobrym jedzeniu i banalnym dolce far niente. W tym wypadku nasz początkowy sceptycyzm, że mamy do czynienia z kolejnym stereotypem, legnie w gruzach już po lekturze pierwszych rozdziałów. Rzeczywiście czytamy o życiu, ale takim prawdziwym, w którym musimy mierzyć się z przeciwnościami, czasami przekraczającymi nasze możliwości. Główna bohaterka, Zośka, musi zmierzyć się ze zdradą, ze stratą męża i z rozpadem relacji z nastoletnią córką Oliwią. Dynamizm akcji, dialogi bliskie codzienności każdej i każdego z nas sprawiają, że wsiąka się w tę opowieść całkowicie. Bohaterki to zwykłe dziewczyny, z którymi łatwo się utożsamiamy, a ich problemy przypominają pewnie często nasze i to jeszcze bardziej skłania do lektury, bo chcemy wiedzieć, co one zrobiły w tej samej sytuacji. „Felicità” to powieść napisana z perspektywy matki, ale jest też druga część, „Primo amore” Kamili Kisały, która opowiada tę samą historię oczami córki. To ciekawy zabieg i daje wspaniałe możliwości w planowanej serialowej adaptacji obydwu powieści. „Felicità” to książka o poszukiwaniu sensu i radości w momencie, gdy życie zdaje się rozpadać na kawałki. Tytułowe szczęście to tylko przebłyski, nanocząsteczki, które pojawiają się i znikają. Sztuką jest ich dostrzeganie, w prawdziwym życiu również.  

Maria Callas – Divina, której przeznaczeniem były Włochy

0
Maria Callas na Festiwalu Filmowym w Wenecji, foto: Gianfranco Tagliapietra

Maria Callas to jedna z najwybitniejszych śpiewaczek operowych wszech czasów. Mimo upływu lat i dosyć krótkiej kariery, której szczyt trwał niespełna dwadzieścia lat, pozostaje ikoną muzyki klasycznej i teatru. Historia jej życia jest równie porywająca jak jej obejmujący trzy oktawy głos. Jest ona naznaczona przez liczne wzloty i upadki, niezwykłe triumfy i tragiczne porażki, a wszystko to połączone przez silną więź z Włochami, gdzie przeżyła swoje największe sukcesy.

Sophie Cecelia Kalos, urodzona 2 grudnia 1923 roku w Nowym Jorku, dorastała w dwóch kulturach – amerykańskiej i greckiej. Od dzieciństwa przejawiała talent muzyczny, a pierwsze kroki w operze stawiała w Grecji pod koniec lat 30. Po drugiej wojnie światowej przeniosła się do Włoch, gdzie współpracowała z największymi operami. Mediolańska La Scala stała się jej drugim domem. Nagrania jej głosu, choć wzbudzają kontrowersje pod względem technicznym, do dzisiaj są wzorcami do interpretacji operowej. La Divina znana była z niezwykłej barwy głosu, łączącego dramatyczną głębię sopranu ze zdolnością wykonywania lekkich koloraturowych pasaży. Z powodu intensywnych występów, utraty wagi oraz stresu związanego z jej burzliwym życiem prywatnym, na początku lat 60. głos La Callas zaczął tracić swoją dawną świetność. Stawał się on coraz bardziej niestabilny, co skutkowało trudnościami w śpiewaniu wysokich dźwięków i kontrolowaniu barwy. Jednym z symboli jej problemów z głosem jest słynne przerwanie występu w rzymskim Teatro dell’Opera, gdzie miała zaśpiewać tytułową rolę w operze Norma Belliniego. Na widowni znajdowało się wiele osobistości, w tym prezydent Włoch Giovanni Gronchi i jego żona. Po wykonaniu trudnej arii Casta diva, wycofała się do garderoby, skarżąc się na poważne problemy z głosem i nie wróciła już na scenę. Publiczność zareagowała wściekłością i opuściła teatr w niezręcznej atmosferze. Wywołało to ogromny skandal, ponieważ obecność prezydenta Włoch podnosiła rangę tego wydarzenia, a sama Callas była już wcześniej uważana za trudną w obyciu. Kilka lat później całkowicie wycofała się ze sceny. Próbowała sił jako nauczycielka śpiewu, prowadząc kursy mistrzowskie w nowojorskiej Juilliard School. W 1973 roku podjęła jeszcze jedną próbę powrotu na scenę – odbyła światowe tournée koncertowe, ale jej głos nie był już tym samym instrumentem, który wcześniej zachwycał publiczność. Wkrótce wycofała się z życia publicznego, spędzając ostatnie lata w samotności w Paryżu.

Maria Callas po prawej, foto: Gianfranco Tagliapietra

Życie Marii Callas poza sceną było równie dramatyczne jak jej występy. W 1949 roku poślubiła Giovanniego Battistę Meneghiniego, włoskiego biznesmena, który oddał się jej karierze i został menedżerem śpiewaczki. Aby móc w pełni wspierać ją w drodze na szczyt, poświęcił swoje własne interesy. Ich małżeństwo nie przetrwało jednak próby czasu i choć początkowo wydawało się stabilne, zaczęły się pojawiać w nim pewne napięcia, zwłaszcza gdy na horyzoncie pojawił się grecki przedsiębiorca Arystoteles Onassis. Trwający dekadę romans był jednym z najbardziej skandalicznych w historii show-biznesu – Callas porzuciła dla niego męża, lecz ich związek zakończył się, gdy Onassis poślubił Jacqueline Kennedy, wdowę po zamordowanym prezydencie USA. Zdruzgotana Callas nie mogła uwierzyć, że ich związek, który uważała za nierozerwalny, tak raptownie się zakończył. To rozstanie pozostawiło ją w głębokiej emocjonalnej pustce i miało ogromny wpływ na jej psychikę i karierę. Jego skutków nie dało się już odwrócić. Wkrótce potem Callas poznała Piera Paolo Pasoliniego, włoskiego intelektualistę, pisarza i artystę, z którym stworzyła wyjątkową, choć platoniczną więź. Spotkanie zaowocowało filmem Medea, w którym grecka diva zagrała tytułową rolę. Był to jej debiut na wielkim ekranie, w którym artystka miała okazję na nowo odkryć się przed publicznością, tym razem jako aktorka. Ich relacja opierała się na intelektualnym porozumieniu, wzajemnym podziwie swojej wrażliwości oraz buntowniczej postawie wobec społeczeństwa. Więź między nimi była intymna i oparta na wzajemnym zrozumieniu. Pasolini zginął tragicznie w 1975 roku, co było dla Callas kolejnym ciosem, wzmagającym w niej poczucie osamotnienia. Po jego śmierci coraz bardziej zamykała się w sobie, aż w końcu całkowicie odsunęła się od świata.

Plakat filmowy „Medea”, arch. Antonio Bettanini

Maria Callas niezmiennie od lat pozostaje inspiracją dla świata kina, który stara się oddać jej burzliwe losy. Najnowszą próbą oddania hołdu śpiewaczce jest ubiegłoroczny film Maria w reżyserii Pabla Larraìna z Angeliną Jolie w roli głównej. Każda biografia wnosi coś nowego do rozmowy o artystce, ale czym właściwie ta produkcja różni się od poprzednich?

“Cóż, przede wszystkim to nie jest biografia, lecz raczej opowieść o ostatnich dniach życia Marii Callas, wzbogacona o serię retrospekcji. […] Skupiamy się na ostatnich ośmiu-dziesięciu dniach jej życia, więc trudno tu mówić o biografii w ścisłym znaczeniu tego słowa. Inne dzieła były raczej podróżą przez całe życie Callas, podczas gdy ten film koncentruje się na bardzo konkretnym okresie. I to jest podstawowa różnica.” mówi Alessandro Bressanello, wenecki aktor, który wciela się w rolę męża Callas, Giovanniego Meneghini.

Główną rolę w filmie gra Angelina Jolie, której wybór wzbudził ogromne zainteresowanie już na etapie zapowiedzi. Reżyser Pablo Larraín wybrał ją nie tylko ze względu na ich fizyczne podobieństwo, ale również elegancję wrażliwość i umiejętność oddania emocjonalności głównej bohaterki. Jolie świetnie odwzorowuje melancholie i samotność Callas oraz jej pasję w dążeniu do perfekcji. Przygotowywała się ona do roli z wielka precyzją, analizując gesty, mimikę oraz sposób poruszania się Callas. Aby w pełni oddać jej postać, zagłębiała się w archiwalne materiały oraz studiowała jej biografię. Jak informowała sama aktorka podczas jednej z konferencji prasowych, przez około siedem miesięcy brała lekcje śpiewu operowego, w trakcie których odkryła, że jest naturalnym sopranem. W filmie wykorzystuje ona swoje nowe umiejętności, a jej głos jest pomieszany z oryginalnymi nagraniami Callas tak, aby występ był jak najbardziej realistyczny. Rola spotkała się z dużym uznaniem krytyków i zaowocowała nominacjami do najważniejszych nagród filmowych.

Zdjęcie z planu filmu „Maria”

Obok Angeliny Jolie w filmie pojawia się znakomita obsada, która pomaga oddać dramatyczne losy primadonny stulecia. W roli Arystotelesa Onassisa, greckiego miliardera i wielkiej miłości śpiewaczki, zobaczymy tureckiego aktora Haluka Bilginera. Ich relacja pozostaje na pierwszym planie filmu i nadaje ton całej opowieści. Ukazana jest zarówno w momentach namiętności, jak i bolesnego rozstania. W pierwszych scenach pojawia się także Giovanni Battista Meneghini, mąż Callas i zarazem jej menadżer, grany przez Alessandro Bressanello. Jego postać przybliża początki jej kariery. Aktor, zapytany o wpływ swojej postaci na życie Callas podkreśla, że to właśnie jej mąż zbudował jej karierę. “Oczywiście, Maria miała niezwykły talent, ale każdy talent potrzebuje kogoś, kto go wypromuje: producenta, menedżera, kogoś, kto potrafi prowadzić, organizować, promować, dbać o każdy szczegół, nawet o wizerunek. Wielcy artyści często wiele zawdzięczają tym, którzy pracują za kulisami. A Meneghini, oprócz bycia jej menedżerem, był też jej mężem, więc zależało mu jeszcze bardziej. Naprawdę ją kochał.”

Zapytany o istotę filmu Maria, Bressanello podkreśla, że “Prawdziwym tematem jest właśnie upadek artysty w momencie, gdy traci swoje zdolności. To bardzo interesujący aspekt, bo jesteśmy przyzwyczajeni do oglądania wielkich gwiazd w ich najlepszym momencie, u szczytu kariery. Ale rzadko widzimy ich upadek, utratę talentu i wynikającą z tego kruchość. I to właśnie badanie upadku ikony sprawia, że film jest tak potężny.”

Angelina Jolie, Alessandro Bressanello, Alba Rohrwacher. Fot. Alexander Zyuryaev

Jedno jest pewne – Maria Callas to niezwykła śpiewaczka, która stała się międzynarodowym fenomenem. Jej dziedzictwo wciąż budzi emocje i pozostaje tematem ożywionych dyskusji. Choć niektórzy fani opery mogą kwestionować jego dokładność czy autentyczność poszczególnych scen w opowieściach o niej, jedno pozostaje niezmienne – legenda Callas trwa dalej, a jej głos nie przestaje oczarowywać publiczności. Dla wszystkich, którzy chcieliby bliżej zapoznać się z jej twórczością, jest to idealny moment, by zanurzyć się w jej świecie i doświadczyć magicznego talentu La Diviny i przekonać się na własnej skórze, dlaczego Maria Callas pozostaje wieczną ikoną opery. 

Mussolini – bezwzględny oportunista

0
Kadr z serialu „M. Syn stulecia”.

Wyobraźcie sobie mężczyznę dobrze zbudowanego, zmysłowego, kierującego się emocjami, ale też bardzo impulsywnego i gotowego do poświęcenia każdego swojego przekonania, aby jeszcze łatwiej osiągnąć sukces. Mężczyznę, który jest bezinteresowny i hojny, inteligentny i uważny, a do tego świetnie zna się na ludziach. Kobiety go uwielbiają. Jest odważny i niezwykle ambitny. To również dobry i przekonujący mówca. Można by pomyśleć (o zgrozo!), że ma zadatki na ideał, gdyby nie fakt, że oprócz tego jest przekonany o swojej wyższości, lubi rządzić, dominować i nie akceptuje ról drugoplanowych. Kobiet raczej używa niż kocha. A ponadto tylko on wie (albo tak mu się tylko wydaje), jaki jest idealny plan naprawy Włoch i dąży do jego realizacji, stosując zastraszanie i represje. To Benito Amilcare Andrea Mussolini. Syn kowala Alessandra Mussoliniego i nauczycielki Rosy Maltoni. 

Imiona nadał mu ojciec, socjalista, pragnący oddać hołd pamięci Benito Juáreza, rewolucyjnego przywódcy i byłego prezydenta Meksyku, Amilcare Ciprianiego, włoskiego patrioty i socjalisty oraz Andrei Costy z Imoli, przywódcy włoskiego socjalizmu. Co za ironia losu.

Mussolini zaczynał jako dziennikarz i wiodący przedstawiciel Włoskiej Partii Socjalistycznej. W 1912 roku mianowano go dyrektorem dziennika partyjnego „Avanti!”, bardzo ceniono jego zaangażowanie i pracę. Był zdecydowanym przeciwnikiem interwencji zbrojnych i używania siły. W 1914 roku zmienił radykalnie poglądy opowiadając się za przystąpieniem do wojny. Ze względu na konflikt z założeniami partyjnymi zrezygnował ze stanowiska w „Avanti!” i założył swój dziennik, „Il Popolo d’Italia”, o linii politycznej zgodnej ze swoimi nowymi przekonaniami. Stworzone przez niego w 1919 roku Związki Kombatanckie były początkowo jedynie organizacją polityczną bez aspiracji do uczestnictwa w wyborach i dołączenia do parlamentu. Mussolini szybko jednak zmienił zdanie (co będzie mu się zdarzało jeszcze wielokrotnie) i w 1921 roku Związki zostały przekształcone w Narodową Partię Faszystowską. Do parlamentu dostali się dopiero za drugim razem, po tak zwanym „marszu na Rzym” (1922), proponując nacjonalistyczny i radykalny program polityczny. Podczas całej swojej kariery politycznej Mussolini dostosowywał się do sytuacji, a jego decyzje zależały od tego, co aktualnie chciał osiągnąć. Kiedy w 1922 stanął na czele rządu, miał 39 lat, był najmłodszym premierem w historii Włoch i w ogóle na świecie. W tamtym czasie miał prawie zerowe doświadczenie w polityce, jego przewodniczką po wielkim świecie i mentorką intelektualną była starsza od niego kochanka Margherita Sarfatti, bogata i wykształcona wenecjanka żydowskiego pochodzenia, kolekcjonerka i krytyczka sztuki.

Kadr z serialu „M. Syn stulecia”.

Antonio Scurati, w powieści M. Syn stulecia (zwycięzca Premio Strega 2019, wyd. polskie Sonia Draga, 2020), przedstawia Mussoliniego w zupełnie nowatorski sposób. Jako demagoga, dyktatora i faszystę, ale również uzależnionego od seksu szowinistę, wielkiego oportunistę, czasem nie do końca pewnego swoich decyzji. Sam autor nazywa swoją książkę powieścią dokumentalną, bo przedstawia tam tylko i wyłącznie fakty z historii Włoch i włoskiej polityki. Całość podzielona jest na kolejne lata, które naznaczają dojście Mussoliniego do władzy od 1919 (założenie Związków Kombatanckich) do 1925 roku (zabójstwo lidera Zjednoczonej Partii Socjalistycznej Giacomo Matteottiego i słynna przemowa Mussoliniego we włoskim parlamencie). Wszystko opisane jest w czasie teraźniejszym, więc, nawet jeśli znamy historię, chwilami łapiemy się na tym, że chcielibyśmy, aby wszystko potoczyło się inaczej. Dodatkowo to osadzenie w tu i teraz sprawia, że jesteśmy świadomi tego, że te wydarzenia równie dobrze mogłyby dziać się na naszych oczach (a może już chwilami się dzieją?). Istotne jest również to, że Scurati nie ocenia, nie opowiada się po żadnej ze stron, tylko sucho, ale bardzo dokładnie przedstawia fakty. Urozmaica swoją opowieść kończąc każdy podrozdział fragmentami artykułów z gazet i korespondencją między bohaterami, których poznajemy na kartach książki.

Antonio Scurati na konferencji prasowej na 81. Festiwalu Filmowym w Wenecji.

Można by się zastanawiać, po co pisać książkę na temat postaci, którą wszyscy doskonale znają, po co jeszcze raz opowiadać historię, którą znamy z podręczników? Autor sam przyznaje, że oglądając jeden z odcinków kronik filmowych Instytutu Luce zdał sobie sprawę, że nikt nigdy nie napisał powieści o Mussolinim i faszyzmie, że był jakiś rodzaj obawy przed opowiedzeniem dyktatury i jej mechanizmów od środka, z poziomu samych bohaterów i bez filtra ideologicznego. Jako wielki fan serialu „Gra o tron” pomyślał, że trzymając się jak najbardziej faktów historycznych, w takim samym stylu, chciałby napisać powieść o przejęciu władzy przez faszystów. Czym był faszyzm dla jego członków, kim oni byli, kim był Benito Mussolini? Na te pytania starał się odpowiedzieć Scurati dekonstruując jednocześnie pomnikowy obraz postaci historycznych i nadając im bardziej ludzki wymiar. Kto na przykład wiedział o tym, że Mussoliniemu śmierdziały stopy? Typowo męska przypadłość, więc może nie dziwić, ale wspominało o tym wielu jego współpracowników, którzy mieli okazję przebywać z nim w jednym pokoju, kiedy duce zdejmował buty i nonszalancko opierał nogi na stole. Takich ciekawostek i smaczków jest w książce bardzo dużo. Głównym zamiarem autora było właśnie zwrócenie Mussoliniemu jego ludzkiego wymiaru, nie robienie z niego ani karykatury ani demona, ale pokazanie go jako człowieka o nieprzeciętnych zdolnościach i skutecznego polityka, który jednak ostatecznie sprowadził na Włochy katastrofę. Właśnie w takiej obiektywnej ocenie, zdaniem autora, tkwi dojrzałość obywatelskiego sumienia danego kraju. „Trzeba umieć patrzeć wstecz, zaglądać do wnętrza własnej historii i zdać sobie sprawę, że faszyzm antropologicznie ukształtował Włochów. Kiedy czytamy tę książkę, widzimy, że jesteśmy podobni do Mussoliniego i faszystów bardziej niż byśmy tego chcieli. Musimy to zaakceptować, stawić temu czoło, wyciągnąć wnioski i stanowczo potępić ten wycinek historii”, twierdzi Scurati. Celem książki i serialu o tym samym tytule, którego światowa premiera odbyła się w tym roku na 81. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, jest poruszenie sumień czytelników i widzów oraz wzbudzenie w nich poczucia odrazy wobec faszyzmu. Zarówno autor powieści, jak i reżyser Joe Wright („Duma i uprzedzenie” 2005, „Pokuta” 2007, Czas mroku” 2017), a także aktorzy mieli poczucie, że opowiadając o tych wydarzeniach spełniają swego rodzaju historyczną misję. Siłą serialu jest fenomenalna gra aktorów. Luca Marinelli, jeden z najbardziej cenionych aktualnie włoskich aktorów, w roli Mussoliniego jest niezrównany. Początkowo miał duże wątpliwości, czy przyjąć rolę, bo jest zatwardziałym antyfaszystą, ale zrozumiał, że wcielając się w tę postać bierze na siebie odpowiedzialność, by opowiedzieć o faszyzmie ku przestrodze. Przygotowując się do roli musiał zawiesić jakąkolwiek ocenę  swojego bohatera. Nie myślał o nim jak o demonie czy szaleńcu, jak zwykło się go określać, ale jak o przestępcy, bo zdecydował się na popełnienie strasznych zbrodni.

Niezaprzeczalnym atutem filmu jest też nowatorstwo narracji, rytm, tempo, które twórcy osiągnęli poprzez doskonały montaż, a także dzięki muzyce, której autorem jest Tom Rowlands z The Chemical Brothers. Ciekawym zabiegiem jest zwracanie się Mussoliniego bezpośrednio do kamery i wyjaśnianie motywów swoich decyzji niejako bezpośrednio do widza. Zwykle nie przekonują mnie takie rozwiązania, ale w tym przypadku, wejście do głowy człowieka opętanego przez żądzę władzy, pomaga w lepszym zrozumieniu jego działań. To wszystko razem pozwoliło na doskonałe pokazanie dynamizmu, strachu i jak najwierniejszego obrazu tamtej epoki. Antonio Scurati początkowo nie był do końca przekonany do takiego stylu filmowego opowiadania. Ekranizację pierwszej części swojej powieści (tytuły kolejnych części to M. Mąż opatrznościowy 2021, M. Ostatnie dni Europy 2024, M. Godzina przeznaczenia 2025, Sonia Draga) wyobrażał sobie raczej w bardziej tradycyjnym, dokumentalnym tonie, dlatego bardzo długo toczyły się rozmowy z twórcami, ale całe szczęście zakończyły się sukcesem.  

Czytając „M. Syn stulecia” warto pamiętać, że na historię trzeba zawsze patrzeć w kontekście, nie można jej oceniać z perspektywy czasów, w których żyjemy. W tamtym okresie Włochy były w totalnej ruinie i w kryzysie ekonomicznym. Ludzie mieli potrzebę odbicia się od dna, chcieli wzrostu gospodarczego i lepszego życia. Mussolini wyszedł jedynie naprzeciw tym oczekiwaniom, a kiedy już zdobył zaufanie i przychylność sięgnął po więcej, uciekając się do radykalnych środków, aby osiągnąć swoje cele. Warto o tym pamiętać, bo jak mówi do nas z ekranu Luca Marinelli jako duce „demokracja jest wspaniała i daje ogromną wolność, nawet wolność do jej zniszczenia”.

 

Polskie tłumaczenie ostatniej części sagi o Mussolinim „M. Godzina przeznaczenia” ukaże się nakładem wydawnictwa Sonia Draga jesienią 2025.

Gazzetta Italia 111 (czerwiec – lipiec 2025)

0

Nowy numer Gazzetta Italia z przepiękną Favignaną na okładce, uchwyconą na wyjątkowych zdjęciach, które znajdziecie w środku. Przestawiamy Wam również wiele interesujących postaci: Jacek Cygan wyznaje swoją miłość do Włoch; reżyser Paolo Genovese wprowadza nas w świat swojego zabawnego i czułego filmu „Follemente”, który właśnie wchodzi do polskich kin; a Raoul Bruni, profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, mówi o wysokim poziomie polskich studentów. 

W tym numerze znajdziecie także liczne artykuły podróżnicze, w tym relację z podróży samochodem z Bari do Como, przewodnik po Sardynii oraz artykuł „Julia w Rzymie”. Dla miłośników kina przygotowaliśmy wspaniałe opracowanie na temat „Fantozziego”. Nie zabraknie również naszych stałych rubryk – od literatury, przez kuchnię, zdrowie, motoryzację, aż po komiksy. A dzięki kodowi QR na jednej ze stron możecie posłuchać głosu profesora Tucciarellego, który opowiada o Szymborskiej! 

Krótko mówiąc, to numer, którego absolutnie nie można przegapić! A jeśli nie będziecie już mogli kupić go w Empiku, możecie to zrobić online na stronie gazzettaitalia.pl lub pisząc do nas na adres: redazione@gazzettaitalia.pl. 

Zdjęcie na okładce: Vito Lombardo 

Międzynarodowa Nagroda Aquila d’Oro w Gnieźnie

0
W sobotę 31 maja w Miejskim Ośrodku Kultury w Gnieźnie odbyła się XX edycja MIĘDZYNARODOWEJ NAGRODY „AQUILA D’ORO” („ZŁOTEGO ORŁA”).
 
Wydarzenie poprowadzili dyrektor konkursu dr Francesco Di Nisio oraz dr Andrea Mariani, który zapewnił tłumaczenie na język polski. Nagrodę w kategorii „Instytucje publiczne” przyznano byłej Premier Polski i Ambasador Rzeczypospolitej Polskiej przy Stolicy Apostolskiej i Zakonie Maltańskim, J.E. Prof. Hannie Suchockiej. Dyrektor Teatru Wielkiego – Opery Narodowej w Warszawie, Maestro Waldemar Dąbrowski, otrzymał nagrodę w kategorii „Muzyka”, natomiast Prof. Ligia Henczel w kategorii „Nauka i postęp”.
 
Komisja Naukowa Nagrody, pod przewodnictwem prof. Fabrizio Politiego, przyznała również „Nagrodę Specjalną ITALIA” dziennikarce Magdalenie Wolińskiej-Riedi w kategorii „Dziennikarstwo”, Staroście Powiatu Gnieźnieńskiego dr. Tomaszowi Budaszowi w kategorii „Instytucje publiczne” oraz Ambasadorowi Włoch w Polsce J.E. Luce Franchettiemu Pardo w kategorii „Instytucje dyplomatyczne”.
 
„Wyróżnienia specjalne” otrzymali Prezydent Gniezna prof. Michał Powałowski w kategorii „Instytucje publiczne”, dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury w Gnieźnie dr Dariusz Pilak w kategorii „Instytucje Kulturalne”, a także przewodnicząca Klubu Włoskiego dr Daria Malinger w kategorii „Kultura Włoska”.
 
Przypominamy, że wydarzenie pod hasłem „Pokój, Wolność i Godność Człowieka” odbyło się we współpracy z FLAEI Cisl i Włoskim Stowarzyszeniem Doktorów Nauk Politycznych (AIDOSP), pod patronatem Prezesa Rady Ministrów, Rady Regionu Abruzja, Parku Narodowego Abruzja, Lacjum i Molise, Parku Narodowego Majella oraz gminy Corfinio.

„Chcemy pokazać Włochom, że Polska jest nowoczesna” – rozmowa z Magdaleną Trudzik, wicedyrektorką Instytutu Polskiego w Rzymie

0

Spotykamy się z Magdaleną Trudzik w Instytucie Polskim w Rzymie, aby podsumować pracę tej ważnej instytucji. 

Czym jest dla Państwa „polskość”? Jakie oblicze polskiej kultury staracie się pokazać włoskiej publiczności?

Magdalena Trudzik: To pytanie trzeba rozpatrywać w dwóch aspektach. Po pierwsze – jako Instytut Polski podlegamy Ministerstwu Spraw Zagranicznych, a co za tym idzie mamy realizować priorytety polskiej polityki zagranicznej w aspekcie dyplomacji publicznej i kulturalnej. W tej chwili największy nacisk kładziemy na współczesne dokonania naszego kraju. Mogę tu przywołać choćby wystawy Roberta Kuśmirowskiego w Bolonii i Turynie. Wspieramy także promocję polskiego teatru. Dość wymienić Łukasza Twarkowskiego i jego spektakl Rohtko i Martę Górnicką i jej Matki. Pieśń na czas wojny na Festiwalu Teatralnym Presente Indicativo – Milano Porta Europa. 

Nie zapominamy też o historycznych związkach polsko-włoskich, które są przyczynkiem ważnych inicjatyw kulturalnych. Odnosimy się do wielowiekowych relacji naszych krajów – od renesansu po czasy współczesne, np. historię bitwy pod Monte Cassino i udział żołnierzy II Korpusu Polskiego generała Władysława Andersa w wyzwalaniu Włoch.

W ofercie programowej Instytutu jest i Penderecki i Moniuszko i Chopin, ale też młodzi współcześni twórcy. Jaki jest klucz, czy wspólny mianownik tych propozycji? 

Jest nim wysoka jakość. Bez względu na dziedzinę sztuki. Obok muzyki klasycznej pojawia się np. jazz, który we Włoszech cieszy się dużym uznaniem. Dowodem na to jest choćby popularność takich instytucji jak rzymska Casa del Jazz czy włoskich festiwali jazzowych, np. w Novarze czy Ankonie. We współpracy z Fondazione Musica per Roma gościliśmy w styczniu Leszka Możdżera i Zohara Fresco. Ta muzyka zawsze znajduje tu swoich odbiorców. 

Czy staracie się także „opowiedzieć Polskę” za pomocą kultury ludowej?

To ważny wątek. W zeszłym roku wystąpił w Rzymie (w pełnym składzie) zespół Mazowsze. Koncert spotkał się z rewelacyjnym odbiorem włoskiej publiczności oraz tutejszej Polonii. 

Chyba niełatwo promuje się polską kulturę we Włoszech, w kraju którego historia i sztuka są tak wspaniałe? 

Rzeczywiście trudno równać się z Włochami, ale myślę, że nie dotyczy to tylko Polski, ale każdego innego kraju starającego się promować swój dorobek we Włoszech.

Dlatego trzeba szukać innych dróg. To, gdzie możemy na równi konkurować czy prezentować wysokiej jakości ofertę programową to właśnie współczesność. Włochów to interesuje. Wspomnianego Roberta Kuśmirowskiego zaprosiło do zorganizowania wystaw w 2024 r. Muzeum Sztuki Nowoczesnej MAMBO w Bolonii. Teraz trwa jego wystawa w Museo Nazionale dell’Automobile w Turynie. Z kolei festiwal sztuk performatywnych Santarcangelo rozwija się od kilku lat pod kierownictwem Tomasza Kireńczuka… 

Czy są jakieś wartości uniwersalne, na które kładziecie Państwo nacisk promując polską kulturę?

Dyplomacja publiczna i kulturalna stanowi ważny instrument realizacji polityki zagranicznej państwa. Chcemy ukazywać Polskę jako kraj solidarny, kreatywny i inspirujący. Staramy się prezentować ją jako miejsce nowoczesne, dynamiczne, z dorobkiem kulturowym. 

Niejednokrotnie udaje nam się zachęcać Włochów do podróży do Polski i często gdy odwiedzają oni Kraków, Wrocław czy Warszawę, obraz Polski zmienia się w ich oczach. Dostrzegają, że jesteśmy krajem zaawansowanym technologicznie, że nasze miasta są świetnie skomunikowane, że mamy nowoczesną architekturę…

Chcemy, aby nasza działalność inspirowała Włochów, a wydarzenia kulturalne zachęcały ich do odkrywania Polski na własną rękę, do poszukiwań filmowych czy literackich. 

Poprzez działalność kulturalną staramy się zainteresować włoskich studentów nauką języka polskiego. Już teraz działa tu aż trzynaście polonistyk. W listopadzie ubiegłego roku zorganizowaliśmy konferencję poświęconą Jarosławowi Iwaszkiewiczowi. Chcieliśmy pokazać Włochom, że warto uczyć się polskiego i, co ważne, ta edukacja zaczyna mieć też wymiar ekonomiczny. Włosi którzy znają polski niejednokrotnie zdobywają dobre miejsca pracy w naszym kraju. 

Polska staje się dla nich atrakcyjnym miejscem do życia?

Tak. To szansa rozwoju zawodowego. Coraz częściej, gdy rozmawiam z moimi włoskimi znajomymi, którzy mieszkają w Warszawie, okazuje się, że ich emigracja do Polski nie jest „na chwilę”, że po spędzeniu tu paru lat, widzą swoje miejsce docelowe w naszym kraju z uwagi na atrakcyjny rynek pracy i inne udogodnienia życia codziennego.

Co Włosi lubią w naszej kulturze?

Niezmienną popularnością cieszą się nasze noblistki… Wisława Szymborska i Olga Tokarczuk – ich książki, regularnie wznawiane, można zobaczyć w wielu włoskich księgarniach i to na honorowych miejscach.

Włochom podoba się też polska kinematografia. W Instytucie Polskim organizujemy co roku festiwal polskiego kina CIAK Polska, na którym prezentujemy zarówno nowości jak i – dzięki współpracy z polską Wytwórnią Filmów Dokumentalnych i Fabularnych – klasyki: filmy Kieślowskiego, Wajdy, Zanussiego, Hasa… Włosi uwielbiają polskie kino moralnego niepokoju.

Cenią też polską kuchnię! Kulinaria to przecież jeden z głównych tematów włoskich rozmów. W ubiegłym roku we współpracy z rzymskim oddziałem Polskiej Organizacji Turystycznej zorganizowaliśmy na Forum Romanum wydarzenie promujące Małopolskę i Toskanię. W nieformalnej rywalizacji pomiędzy kuchnią małopolską i toskańską, wygrała Polska. Serwowano dania w nowoczesnym wydaniu i nieoczywistych wariantach, np. deser w formie czekoladowego żołędzia, w środku którego był mus z leśnych grzybów. Wspaniałe, nieoczywiste połączenie smakowe nawiązujące jednocześnie do polskich smaków i produktów.

Jak Włosi odbierają architekturę polskich miast mając u siebie takie bogactwo historyczne?

Są dwie strony medalu… Rzeczywiście np. w Rzymie znaleziska archeologiczne determinują przebieg i tempo budowy linii metra, ale… czym innym jest leniwe poruszanie się po mieście podczas urlopu, a czym innym codzienne funkcjonowanie… Współczesne rozwiązania architektoniczne w Polsce podnoszą jakość życia w przestrzeni miejskiej. Włosi bardzo to cenią. Nad Wisłą nie brakuje też zachowanych, mimo zniszczeń II wojny światowej, perełek renesansu czy baroku. Myślę, że Włochów zaskakują także, w pozytywny sposób, silne włoskie wpływy w architekturze polskich miast. 

Czy jakieś wątki dotyczące polskiej kultury wydają się Państwu trudne do przekazania?

Chyba nie. Wywodzimy się przecież z tego samego kręgu kultury łacińskiej. Jedyne, do czego musimy wciąż przekonywać, to fakt, że język polski jest piękny i wcale nie taki trudny… Ileż w nim zapożyczeń z łaciny i greki, którą nota bene nadal wykłada się we włoskich szkołach. 

Jakie są Państwa plany na ten rok?

Przygotowujemy się do wystawy poświęconej rodzinie Sobieskich w Rzymie. Odbędzie się ona w Muzeach Kapitolińskich i warto podkreślić, że z tą inicjatywą wyszła strona włoska. Ta wystawa zostanie otwarta jeszcze w tym półroczu i ma nawiązywać do trwającego właśnie Roku Świętego – królowa Marysieńka Sobieska przebywała w Rzymie w trakcie jubileuszu 1700 r. Wystawie będzie towarzyszyła seria koncertów barokowych – m.in. utworów Alessandro i Domenico Scarlattich, pisanych na zamówienie Marii Kazimiery. Pierwszy odbędzie się już 24 maja w rzymskim kościele św. Cecylii na Zatybrzu.

Sięgamy zatem znów do historycznych kontaktów, o których warto pamiętać, ponieważ stanowią wdzięczne pole do współpracy. 

A jeśli chodzi o współczesność?

W marcu odbędzie się wystawa prac artystów z krajów Europy Środkowej, m.in. Dominiki Olszowy i Ali Savashevich w mediolańskiej galerii Eastcontemporary. Również od marca zapraszamy do rzymskiej galerii MAGTRE na wystawę instalacji Agaty Stępień, która koncentruje się na temacie ziemi. Jej kuratorką jest Martyna Sobczyk z krakowskiego muzeum MOCAK. W maju planujemy wernisaż wystawy fotografii Rafała Milacha w rzymskiej galerii Interzone. W kwietniu będziemy świętować 80. rocznicę wyzwolenia Bolonii również przez polskich żołnierzy gen. Andersa. W lipcu planujemy być obecni na festiwalu literackim w Gavoi na Sardynii oraz na festiwalu jazzowym w Ankonie. Na przełomie roku chcemy zaprezentować włoskiej publiczności spektakl Capitain Who – semi-operę, musical szantowy, w którym łączą się gatunki muzyczne z różnych epok: barokowa i operowa z folkiem i jazzem, marynarskie pieśni pracy z muzyką inspirowaną twórczością XVII-wiecznego kompozytora Henry’ego Purcella, dźwięk skrzypiec jazzowych z barokową violą da gamba. Pierwszego października w Fondazione Pastificio Cerere w Rzymie otwiera się polsko-włoska wystawa Radykalne przyjemności. W listopadzie tradycyjnie zapraszamy na festiwal filmowy CIAK Polska. To wybrane propozycje na najbliższe miesiące… Do końca roku na włoską publiczność czeka wiele więcej atrakcji. Zachęcamy do sprawdzania wydarzeń na naszej stronie www.instytutpolski.pl/roma oraz w mediach społecznościowych. 

FRACOMINA – wiosenne oblicza kobiecości

0

Kobiece, silne, świadome swojej wartości i piękna, które współgra ze szczególnym sposobem postrzegania świata. Tak unikalne i wyjątkowe są kobiety Fracomina. Kolekcja wiosna-lato ‘25 tej włoskiej marki to po raz kolejny hołd dla kobiecości i jej różnorodnych oblicz.

Kolekcja FRACOMINA wiosna-lato 2025 to symfonia elegancji, śmiałości i wszechstronności. Zaprojektowana tak, aby towarzyszyć każdej kobiecie w jej codzienności, a też w wyjątkowo ważnych momentach jej życiowej podróży. Odmienne charakterem i stylem linie opowiadają różne historie, ale łączy je niepowtarzalne DNA marki, będące mieszanką ciekawej osobowości, kobiecości i odwagi w wyrażaniu siebie. Każda z linii jest hołdem dla nowoczesnej kobiety i jej wielowymiarowej duszy.

Sukces Włoch na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie 2025

0
Obecność Włoch na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie, które odbyły się w dniach 15–18 maja, odniosła wielki sukces. Włoski pawilon, wraz ze stoiskiem zorganizowanym przez Księgarnię Italicus, przyciągnął tysiące odwiedzających, podobnie jak spotkania autorskie, które za każdym razem gromadziły liczną publiczność.
Sukces ten potwierdzili również organizatorzy Targów, którzy podczas ceremonii zamknięcia niespodziewanie podkreślili wysoką jakość programu spotkań przygotowanego przez stronę włoską, wyróżniając dyrektora Włoskiego Instytutu Kultury Fabio Troisiego oraz dyrektora Włoskiej Agencji Handlu ICE w Warszawie Roberto Cafiero. Dyrektor Targów, Jacek Oryl, podkreślając znaczącą obecność Włoch, przytoczył kilka liczb: 20 pawilonów narodowych, 600 wystawców, tysiące autorów i ponad 120 tysięcy odwiedzających, a także wzrost sprzedaży książek.
Dyrektor Targów ogłosił również, że Targi podpisały umowę na dwie kolejne edycje ze Stadionem Narodowym, który będzie gospodarzem następnej edycji w dniach 28–31 maja 2026 roku – termin ten tym razem nie pokryje się z Targami Książki w Turynie.

Włochy na Targach Książki w Warszawie

0

tłumaczenie pl: Karolina Ciupka

 

W 2024 Włochy po raz pierwszy wystąpiły w roli Gościa Honorowego Międzynarodowych Targów  Książki w Warszawie – wyjątkowego wydarzenia, które pozwoliło Włochom umocnić swoją obecność na polskiej scenie wydawniczej, stając się bohaterem jednego z najważniejszych wydarzeń kulturalnych stolicy. Dzięki Ambasadzie Włoch w Warszawie, biurze ICE i Włoskiemu Instytutowi Kultury powstało imponujące stoisko dedykowane publiczności i profesjonalistom, ożywione przez jedne z największych włoskich wydawnictw, a także program spotkań i konferencji, w których wzięło udział ponad 20 autorów w przeciągu czterech dni Targów. Inicjatywa, koordynowana we Włoszech przez Ministerstwo Kultury, Centrum Promocji Książki i Czytelnictwa oraz Włoskie Stowarzyszenie Wydawców, zyskała duże znaczenie w grudniu ubiegłego roku, kiedy Polska została po raz pierwszy wybrana jako kraj „Fellow” na targach „Più Libri Più Liberi” w Rzymie. 

Również w 2025 roku postanowiono podkreślić obecność Włoch na Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie, zarówno jako znak kontynuacji po sukcesie z poprzedniego roku, jak i w celu dalszego rozwijania współpracy oraz możliwości wymiany między włoskimi i polskimi wydawcami. Centrum włoskiego uczestnictwa będzie ponownie stoisko, zrealizowane przez Włoski Instytut Kultury we współpracy z biurem ICE w Warszawie, które znajdzie się w prestiżowej Sali Marmurowej Pałacu Kultury i Nauki, a które stanowić będzie przestrzeń dla włoskiej biblioteki, promocji włoskich wydawnictw i inicjatyw poświęconych promocji języka. Nie zabraknie też spotkań z autorami, obejmujących zarówno literaturę piękną, jak i eseistykę, od klasyków XX wieku po twórców współczesnych, a także momentów poświęconych ścisłej współpracy wydawniczej: przez cztery dni wydarzenia, od 15 do 18 maja, nie zabraknie więc obecności Włoch także we współpracy z polskimi wydawcami obecnymi na Targach.

Promocja włoskiej kultury w Polsce i ogólnego systemu krajowego Włoch nie może obyć się bez docenienia roli sektora wydawniczego, który jest kluczowy zarówno pod względem wymiany handlowej, jak i wpływu na odbiorców. Dowodem na to jest ogromny sukces, jakim cieszy się wielu włoskich autorów wśród polskiej publiczności, miłość do języka włoskiego oraz wysoki poziom studiów italianistycznych w całym kraju. 

Sektor, który my, instytucje, mamy obowiązek i zaszczyt wspierać oraz przyczyniać się do jego rozwoju, zarówno ze względu na pozytywne skutki ekonomiczne, jak i dlatego, że to właśnie książki pozwalają zachować, przekazywać i wymieniać idee, wartości, uczucia i emocje. Udział w największych w Polsce targach poświęconych książkom i czytelnictwu to niezwykła okazja, prawdziwy krok naprzód w dialogu międzykulturowym między Włochami a Polską, do którego z dumą przyczyniamy się po raz kolejny. Mamy nadzieję, że spotkamy wielu z Was, aby świętować włoską i polską literaturę, a także miłość do czytania, która jednoczy nasze kraje!