Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 115

Włoska grupa Salini Impregilo wygrała przetarg na budowę autostrady A1 w Polsce i podpisała umowę o wartości 170 milionów euro.

0

tłum. Ewa Kopeć

Grupa Salini Impregilo wygrała przetarg i podpisała umowę o wartości 170 milinów euro na zaprojektowanie oraz budowę odcinka 20,270 km Autostrady A1 na południu Warszawy w kierunku Katowic. Budowa zostanie sfinansowana częściowo z funduszy unijnych, częściowo z polskich funduszy państwowych.

Prace, które portwają w sumie 33 miesiące, będą prowadzone na 3 węzłach: Rząsawa, Lgota, Blachownia, 4 mostach, 1 moście kolejowym i 21 wiaduktach. Nawierzchnia drogi zostanie w całości wykonana z betonu.

Jest to już kolejne zwycięstwo, jakie Grupa Salini odnosi w polskim przetargu, podwyższając tym samym wartość realizowanych w Polsce zamówień do ponad 500 milionów euro.

Umowa umacnia pozycję Grupy w sektorze polskiej infrastruktury, w ramach którego bierze ona już udział w pracach nad budową Autostrady A1 Kowal – Odolion, drogi S3 Nowa Sol – Legnica, S8 Obwodnicy Warszawy oraz odcinka S7 Chęciny – Jedrzejów na podstawie ostatnio podpisanej umowy.

Sto lat Gazzetta Italia!

0

Pięć lat na rynku, 50 wydanych numerów i ponad 250 osób świętujących urodziny Gazzetta Italia, które miały miejsce 26 czerwca w Oranżerii Klubu Endorfina w Pałacu Zamoyskiego. Świetna lokalizacja, wyjątkowi goście, mistrzowskie pokazy grupy „Barmans Flair Team”, występ fenomenalnego artysty Nicoli Palladiniego, karykatury niektórych gości wykonane przez mistrza komiksów Lucę Laca Montaglianiego, prosecco i finger food, świetna oprawa muzyczna dzięki DJ-owi Pawłowi Lassocie, a wszystko to w otoczeniu dzieł autorstwa malarza Marcina Kowalika –  zamojskiego artysty, znanego także poza granicami Polski, któremu została przyznana Nagroda Gazzetta Italia w kategorii Kultura. Z okazji piątych urodzin, redakcja gazety postanowiła przyznawać corocznie trzy nagrody osobom, które przyczyniły się do promocji stosunków włosko-polskich. 

Dziennikarz Polsatu Sport, Marcin Lepa, otrzymał nagrodę w kategorii Komunikacja, w kategorii Ekonomia nagrodzony został natomiast biznesman Umberto Magrini. 

Poza nagrodzonymi wśród zaproszonych gości byli również przyjaciele i czytelnicy Gazzetta Italia, sponsorzy, dyrektor Włoskiego Instytutu Handlu Zagranicznego, przedstawiciele Ambasady Włoch, Urzędu Miejskiego miasta stołecznego Warszawy, Comites, a także wielu polskich dziennikarzy. Niezapomniany wieczór, który poprowadził dziennikarz i pisarz Witold Casetti, a na scenie towarzyszyła mu piękna Sonia Sopoćko, która obdarowała zaproszonych gości gażdżetami Gazzetta Italia i Money Gram.

Kategoria KOMUNIKACJA

Nagrodę Gazzetta Italia w kategorii Komunikacja mamy przyjemność wręczyć polskiemu dziennikarzowi silnie związanemu z Włochami, Marcinowi Lepie.

Znany i ceniony dziennikarz Polsatu Sport, Marcin Lepa jest absolwentem Wydziału Dziennikarstwa. Swoją pracę dyplomową poświęcił włoskiej telewizji Sat2000. W ostatnich latach został komentatorem największych międzynarodowych imprez sportowych, począwszy od Olimpiady w Soczi przez mistrzostwa świata w siatkówce – zarówno w Polsce jak i we Włoszech – aż do ostatnich Igrzysk Europejskich w Baku.

Prezenter telewizyjny sportów takich jak siatkówka, piłka nożna, kolarstwo czy łyżwiarstwo, Marcin Lepa rozwijał swoje doświadczenia w Przeglądzie Sportowym, Sat2000 we Włoszech i dzienniku „Życie”. W ostatnich latach wyróżnił się w sposób znaczący wielkim profesjonalizmem i równowagą, z którymi opowiada o ważnych i historycznych momentach wielu klubów sportowych i reprezentacji narodowych. Profesjonalizmten wynika również z faktu, że Marcin Lepa jest aktywny sportowo i ma doświadczenie w wielu dyscyplinach począwszy od lekkoatletyki przez piłkę nożną, siatkówkę, tenis i koszykówkę.

Z Włochami łączy go dogłębna znajomość włoskiego sportu, zwłaszcza piłki nożnej i siatkówki, oraz dwadzieścia lat podróży do Bel Paese. To wszystko opiera się na doskonałej znajomości języka, co dodatkowo umacniają kontakty i relacje ze społecznością włoską w Polsce. Marcin Lepa ma także niewątpliwie niesamowitą zdolność komunikowania polskiej publiczności wydarzeń z włoskiego sportu, co czyni już od lat.

To właśnie z tych wszystkich powodów z wielką dumą wręczamy nagrodę Gazzetta Italia 2015 w kategorii Komunikacja Marcinowi Lepie! 

Kategoria EKONOMIA

Nagrodę w kategorii Ekonomia przyznajemy osobie, która najlepiej uosabia zdolność do odniesienia sukcesu za granicą.

Nagrodę Gazzetta Italia 2015 w kategorii Ekonomia otrzymuje Umberto Magrini.  

Umberto Magrini przybył do Polski w 1992 roku, by pracować dla jednej z większych firm sprzętu gospodarstwa domowego. Uzbrojony w pomysły, entuzjazm i przedsiębiorczą intuicję był w stanie przez lata zbudować wielką karierę, dzięki której jest obecnie właścicielem firmy logistycznej Partnerspol. Firma ma siedem siedzib w Polsce, zatrudnia 2500 osób i posiada wśród swoich klientów międzynarodowe marki, takie jak Ferrero, Indesit, Chicco, Artsana, Bolton, G&G Terranova czy Biedronka. Partnerspol, z siedzibą główną w Warszawie, jest synonimem jakości i bezpieczeństwa w sektorze transportu, dystrybucji, magazynowania i co-pakingu.

Chcemy podkreślić, że sukces firmy opiera się również na synergii pomiędzy pracą we Włoszech i w Polsce. Związek polsko-włoski jest również obecny w sferze prywatnej Umberto Magriniego, którego żona, Grażyna Tatarek-Magrini, jest Polką, mają dwójkę dzieci.

Umberto Magrini wraz z żoną jest też właścicielem ekskluzywnego sklepu The Prime, który sprowadza do Warszawy wytwory włoskiego designu i luksusu. 

Sukces zawodowy, który połączony z ponad dwudziestoletnią już wiedzą o Polsce, uczynił z Umberto Magriniego ważną osobę wśród włoskiej społeczności w Polsce. Jest to również zasługa jego żywego charakteru prosto z Umbrii, skąd pochodzi, a dokładniej z Asyżu, miasta świętego Franciszka, oraz zamiłowania do literatury, a w szczególności do dzieł Homera i Dantego, co za tym idzie do „Boskiej Komedii”, którą doskonale zna.

Dlatego z wielką przyjemnością i satysfakcją wręczamy Umbertowi Magriniemu nagrodę Gazzetta Italia 2015.

Kategoria KULTURA

Nagrodę w kategorii Kultura otrzymuje Marcin Kowalik, malarz konceptualny, dla którego historia sztuki figuratywnej, przede wszystkim włoskiej, ma bardzo dużą wartość i stanowi niewyczerpane źródło inspiracji.

Istnieje nić trwale łącząca Kowalika z Włochami. Urodził się w Zamościu, który za sprawą architekta Bernardo Morando dążył do zrealizowania renesansowego włoskiego ideału miasta, a następnie przeniósł się do Krakowa, gdzie uczęszczał na Akademię Sztuk Pięknych. To tam zaczął pracować w atelier Adama Wsiołkowskiego.

Podczas procesu twórczego Kowalik eksperymentuje na płótnie, wykorzystuje umiejętność zdezorientowania odbiorcy poprzez percepcyjne zmiany, niecodzienną perspektywę, bez zahamowań bawi się kolorystyką. I to właśnie eksperymenty, w przenośnym tego słowa znaczeniu, charakteryzują twórczość Kowalika, który swoje prace dzieli na cykle tematyczne. W jednym z nich, zatytułowanym „Nieznane królestwo”, Kowalik poszukuje dialogu malarskiego z dawnymi mistrzami, także włoskimi, m.in. Paolo Uccello, Piero della Francesca, Masaccio.

Sukces Kowalika potwierdza udział w licznych wystawach w Polsce i na świecie; ma on na swoim koncie ponad 30 wystaw indywidualnych w galeriach w stolicach sztuki takich jak Nowy Jork czy Düsseldorf. Prace Marcina Kowalika były także niedawno wystawiane we Włoszech w Pordenone, w ramach wystawy „Pensare Oltre”.

Poza malarstwem, Kowalik – jako organizator, kurator i opiekun artystyczny – angażuje się w różne inne kulturowe projekty, wśród których warto wymienić ufundowanie stypendium „Wiara w malarstwo” kierowane do uczniów ostatnich klas Liceum Plastycznego w Zamościu.

To dla nas ogromne szczęście i zaszczyt móc wręczyć Nagrodę Gazzetta Italia w kategorii Kultura właśnie Marcinowi Kowalikowi.

tłum: Agata Olko
foto: Michał Moryl

Złota oktawa Ludovica Ariosta

0
foto: fineartamerica.com

1516, 1521, 1532: nie, to nie przypadkowe liczby, a daty niektórych kluczowych wydarzeń w historii powstawania jednego z najbardziej znaczących dzieł literatury włoskiej: różnych edycji „Orlanda Szalonego” autorstwa Ludovica Ariosta, które związane są ze stworzeniem utopijnego wówczas języka narodowego, zainspirowanego literackim językiem toskańskim XIV wieku, którego teorię w tamtym okresie stworzył Pietro Bembo.

W każdym razie, celem Ariosta – ściśle związanym z samą ideą tworzonego przezeń poematu – było wykreowanie (z wyraźnym wpływem twórczości Petrarki) całkowitego chaosu opowiadanych wydarzeń (paradygmat nieskończonej różnorodności i nieprzewidywalności wszelkich kwestii) przedstawionego jednak w formalnej jedności, zdolnej opanować artystycznie to, co zwykle ciężko jest kontrolować. Jednym słowem, osiągnięcie harmonii, zrealizowanej w tak zwanej „złotej oktawie”.

Jak możemy się domyślać, analizując odsłony trzech kolejnych edycji „Orlanda Szalonego” i fragmentów oryginału poprzedzających ostatnią z nich, oczywistym i widocznym jest wysiłek włożony przez Ariosta w celu dostosowania się do ideału perfekcji językowej (rozumianej jako skrupulatny wybór słownictwa i harmonia jego związków i odwołań). A wszystko to miało stać się możliwe poprzez połączenie paradygmatów petrarkowskich z tradycją klasycystyczną, jednak wychodząc od języka toskańskiego, z elementami emilianizmów i latynizmów, będących pewnego rodzaju padańskim koiné, wyróżniającymi „Orlanda Zakochanego” autorstwa Boiarda, którego „Orland Szalony” miał być kontynuacją, ku zadowoleniu odbiorców. Odbiorców, którzy stawali się coraz bardziej nieokreśleni po pojawieniu się  prasy.

W ten sposób Ludovico Ariosto podczas prac nad dziełem stanął na czele nurtu myśli Pietra Bembo, blokując różne zapożyczenia językowe tak charakterystyczne dla XV wieku. W poszukiwaniu jednorodnego języka inspirował się dziełami Dantego, Petrarki, Bocaccia i Poliziana, a także brał przykład z łaciny klasycznej, która w tamtym czasie również ewoluowała. Wszystko to miało na celu stworzenie sławnej złotej oktawy, metrycznego schematu opartego na wzajemnym połączeniu zwrotów eleganckich z powszechnymi, powstałym z połączenia muzyki i syntaktyki, dzięki niezwykłej równowadze podobieństw i kontrastów, zdolnych do połączenia aspektów formalnych, konceptów i obrazów.

Koncentrując się na wykonaniu otwartej i polifonicznej formy tekstu, tworząc płynne przejścia między wersami i oktawami, między zdaniami prostymi i złożonymi, tak jak powinno mieć to miejsce w przedstawieniu różnych sytuacji lub obrazów figuratywnych, Ludovicovi Ariosto udało się osiągnąć harmonię ekspresyjną „Orlanda Szalonego”. Inaczej mówiąc, posługując się słowami Cesarego Segre: „(stworzył) przedstawienie stylistyczne pojednania ducha kontemplacyjnego z sensem ciągłej zmienności tego, co rzeczywiste, pojednania subtelności myśli z oddziaływaniem sił historycznych”.

tłumaczenie pl: Magda Karolina Romanow-Filim

Zupa rybna

0

Zupa rybna mojego pomysłu to danie wyjątkowe, bardzo smaczne i odpowiednie na każdą porę roku. Rybę, której użyłem w przepisie, łatwo jest dostać również w Polsce.

Składniki dla 4 osób:

  • 200g dorsza
  • 200g śledzi
  • 150g ośmiornicy
  • 150 g małych kalmarów
  • 30 małży (vongole) w skorupkach
  • 10-14 małży (cozze) w skorupkach
  • 2 duże żółte papryki
  • 1 średnia cebula, pietruszka, czosnek, ostra papryczka
  • ½ szklanki białego wina
  • 500 ml wody
  • mąka
  • 150 ml oleju (do smażenia)
  • oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia (do smaku)

Przygotowanie:

Najpierw pokroić paprykę na kawałki w kształcie rombu i podsmażyć na patelni z odrobiną oleju (nie za długo, nie powinny się rozpaść). Cebulę pokroić w słupki, dusić delikatnie w oleju i podlać odrobiną białego wina.

Dorsza i śledzie należy wyfiletować i oczyścić z ości oraz pokroić w równą kostkę, następnie obtoczyć w bułce, smażyć w głębokim tłuszczu i odłożyć do przestygnięcia.

Kalmary dokładnie oczyścić  i pokroić na kształt pierścieni.

Umyć i dokładnie oczyścić ośmiornicę, pamiętając o wycięciu zęba znajdującego się na środku, pomiędzy mackami.

Pod bieżącą wodą dokładnie umyć małże. Następnie do dużego garnka z pokrywką nalać 3 łyżki oliwy extra-virgin, rozgnieść 2 ząbki czosnku i połączyć razem z małżami. Przykryć pokrywką i gotować na małym ogniu, aż małże otworzą szeroko skorupki (ok. 5-6 minut). Można dodać wodę i resztę składników, zaczynając od ośmiornicy, następnie kalmary, podduszoną cebulę, paprykę i na końcu dorsza oraz śledzie. Kawałki ryby należy rozłożyć delikatnie, aby się nie rozpadły. Dodać sól, pieprz, ostrą papryczkę i posiekaną pietruszkę. Wszystko gotować na małym ogniu przez 10 minut, delikatnie mieszając. Gdyby zupa była zbyt gęsta, można dodać kilka łyżek wody. Podawać z odrobiną oliwy oraz kromką podpieczonego chleba.

Smacznego!

tłumaczenie pl: Emilia Laszczka

Małe Limbo

0

Małe Limbo

wystawa indywidualna Pasquale de Sensiego

Kurator: Alex Urso

09.07.2015 – 31.08.2015

Wernisaż odbędzie się w czwartek, 9 lipca o godzinie 19

Włoski Instytut Kultury w Warszawie,

ul. Marszałkowska 72

 

[cml_media_alt id='112852']Pasquale de Sensi - Grace 22, 2013 - collage su carta, 20x30 cm[/cml_media_alt]

Technikę stosowaną przez Pasquale de Sensiego (ur. 1983 w Lamezia Temere) można nazwać uporczywym, kreatywnym sabotażem. Zarówno bowiem w przypadku obrazów o dużych formatach, jak i malutkich papierowych kolaży, proces twórczy artysty polega na bezustannym sięganiu po fragmenty cudzych dzieł i przeszczepianiu ich, wyrywaniu z oryginalnego kontekstu i umieszczaniu w takim, dzięki któremu zyskają nowe znaczenia, nowe możliwości odczytania.

De Sensi, sprawny kompilator wizualnych figur, ale przede wszystkim szabrownik znaczeń, niczym kleptoman podkrada z bezdennego worka rzeczywistości elementy jej przedstawień, a później zestawia je w nowych konfiguracjach, tworząc kompozycje, w których przeciwieństwa zderzają się ze sobą, koegzystują, wymieniają znaczeniami.

Styl artysty charakteryzuje przede wszystkim silne przywiązanie do techniki kolażu, rozumianego jako taki sposób zestawienia wizualnych elementów, który wymusza dezautomatyzację odbioru. De Sensi wzbogaca czasem swoje dzieła niepokojącymi malarskimi wstawkami, które wprowadzają swoiste napięcie i destabilizują procesy odczytywania. Niekiedy zaś jego kolaże przybierają formę drobnych kompozycji – wyznaczone krawędziami płótna lub papieru przestrzenie stają się miejscami syntezy, neutralnymi polami, które choć odsłaniają przed odbiorcą coraz to nowe znaczenia, nie oferują mu gotowych rozwiązań.

Dzieła de Sensiego, przede wszystkim te wykonane z użyciem papieru, przybierają formę tajemniczych pejzaży, przepełnia je liryzm; wizualne kombinacje, mimo że na pierwszy rzut oka wydają się pozbawione sensu, są jednak w jakiś zadziwiający sposób kompletne. Te enigmatyczne, estetyczne aluzje uwodzą odbiorcę, zachęcają go do odnajdywania interpretacyjnych tropów, dzięki którym będzie w stanie odgadnąć możliwe sposoby odczytania; jednak lektura pozostaje otwarta, przez co skazana na niepowodzenie. Przeważa tu całkowita dwuznaczność przedstawianego obrazu i kolejnych warstw jego zmiennych znaczeń, niepewnych, a jednocześnie doskonale komplementarnych.

Wystawa w Instytucie Kultury Włoskiej w Warszawie jest okazją do zaprezentowania zarówno już znanych, jak i nowych dzieł artysty. Wybór obrazów, plakatów i licznych kolaży stanowi próbę przedstawienia kompletnej mapy artystycznych ścieżek Pasquale de Sensiego.

Alex Urso

Pasquale de Sensi (ur. w 1983, Lamezia Terme) w 2007 roku ukończył Wydział Malarstwa na rzymskiej Akademii Sztuk Pięknych, a w 2010 Wydział Grafiki na Akademii sztuk Pięknych w Perugii. Jego prace prezentowano podczas licznych wystaw indywidualnych, organizowanych w wielu galeriach, m. in. Scatolabianca w Mediolanie, Artcore w Bari czy Meme w Cagliari. Artysta brał również udział w wystawach zbiorowych we Włoszech i za granicą. Współpracuje z wieloma fanzinami i czasopismami poświęconymi sztuce współczesnej. Karierę artystyczną łączy z pracą grafika niezależnych wydawnictw muzycznych. Jest redaktorem działu Showcase w magazynie o sztuce współczesnej „Small Zine”.

 

Warsztaty teatralne

0

OD REŻYSERA

 

Mili Widzowie,

Przede wszystkim chciałbym podziękować Wam wszystkim za to, że zechcieliście na czas przybyć po to, aby być tutaj razem z nami.

 

“Sen o Teatrze”

Przeżyjemy dziś razem, my z wami i wy z nami, niezwykłą podróż w przeszłość, a dokładniej do osiemnastego stulecia.

“Magia Teatru”

Teatr dworski w Łazienkach jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pod wpływem magii, ożywią postacie historyczne, przybyłe w strojach z XVIII wieku. To tylko wybrani bohaterowie spośród wszystkich szlachciców, artystów i awanturników, Włochów i Polaków, którzy przebywali, choć nie zawsze o jednym czasie, na wspaniałym warszawskim dworze króla Stanisława Augusta.

“Cuda Teatru”

Albowiem teatr to nie tylko miejsce magiczne: potrafi on także czynić cuda! W ciągu trzech dni warsztatów teatralnych powstał tekst i sceniczne kreacje na potrzeby dzisiejszego spektaklu. Stało sie to dzięki wam wszystkim, uczestnikom, którzy współdziałaliście z nami, występując w rolach Stanisława Augusta, Casanovy, Cateriny Bonafini, Cateriny Gattai, Marii Teresy Tyszkiewicz, Cagliostra, Bacciarellego, Canaletta, Merliniego, Karla Tomatisa czy Augusta Moszyńskiego.

“Powab Teatru”

Teatr, najbardziej ulotna ze wszystkich sztuk, która istnieje tylko w chwili swego trwania i znika stopniowo, w miarę rozwoju i przemijania akcji, jednakże z tego właśnie powodu pełna jest niezwykłego powabu, i stanowi dla ducha pożywienie, podobnie jak jadło dla ciała.

 

Abyśmy mogli przeżyć, wszyscy razem, ten moment w sposób możliwie najbardziej satysfakcjonujący, pokładamy ufność w naszym profesjonaliźmie i entuzjaźmie, ale liczymy także na Wasz, niezwykle dla nas ważny, aktywny współudział.

 

Dobrej zabawy,

Alberto Macchi

 

 

Kącik językowy: dwukropek i wielokropek

0

tłum. Katarzyna Liaci

Drodzy przyjaciele,

witam Was ponownie w kąciku językowym Gazzetta Italia. Jak z całą pewnością pamiętacie, w ubiegłym miesiącu zaczęliśmy długi wywód poświęcony zagadnieniu stosowania interpunkcji w języku włoskim. Poznaliśmy już zasady używania przecinka oraz średnika (, ;). Kontynuujmy zatem naszą analizę. Dziś pomówimy o:

  1. dwukropku (:), którego dopiero co użyłem powyżej. Stosujemy go, gdy chcemy:
    1. stworzyć pewne wyliczenie, jak to czynimy w tej chwili. Na przykład:  Il caffè espresso è di vari tipi: ristretto, lungo, corretto, macchiato, ecc… [Kawa espresso występuje w różnych odmianach: ristretto, lungo, corretto, macchiato, itd…]
    2. wprowadzić zdanie eksplikatywne, czyli takie, które służy lepszemu wyjaśnieniu. Na przykład: Il mio vicino è un tipo misterioso: chiuso, silenzioso, sospettoso e molto strano. [Mój sąsiad to osoba tajemnicza: zamknięta w sobie, cicha, podejrzliwa i bardzo dziwna.]
    3. przytoczyć zdania wypowiedziane przez kogoś innego. W tym przypadku zdanie takie bierzemy w cudzysłów (we włoskim oba cudzysłowy górne „) i rozpoczynamy je od wielkiej litery. Na przykład: In quell’occasione l’avvocato ha detto: „Signori, vogliamo forse negare che l’imputato dica solo bugie?” [Wówczas adwokat powiedział: “Drodzy Państwo, czyżbyśmy przeczyli temu, że oskarżony kłamie?”]
  1. Wielokropek (…), składający się konkretnie z TRZECH KROPEK, wskazuje na zawieszenie wypowiedzi, służy zrobieniu przerwy lub stworzeniu suspensu przed dalszą częścią wywodu Po wielokropku kolejne zdanie rozpoczynamy małą literą[cml_media_alt id='113544']Liaci - Angolo (2)[/cml_media_alt], jejeśli li oznaczal on zakończenie poprzedniego. Stosujemy go, gdy:
      1. chcemy przygotować czytelnika na pojawienie się metafory. Na przykład: Sembrava volare… come un’acquila. [Zdawał się lecieć… jak orzeł.]
      2. chcemy zostawić czytelnikowi możliwość dopisania własnego zakończenia lub własnego osądu na przykład pod koniec artykułu.
      3. pod koniec wyliczenia, żeby dać do zrozumienia, że nie jest ono wyczerpane. Na przykład: Gliel’ho detto la prima, la seconda, la terza volta… [Mówiłam mu to raz, drugi, trzeci…]

    To by było tyle na dziś, drodzy przyjaciele. Do zobaczenia w przyszłym numerze, gdzie będziemy kontynuować nasz wywód o zasadach włoskiej interpunkcji. Przypominam, że wszelkie pytania możecie kierować na: lingua@gazzettaitalia.pl

    Do zobaczenia i życzę wszystkim dobrego włoskiego!

Frida Kahlo w stajniach papieskich na Kwirynale

0

tłum. Katarzyna Kurkowska

Stajnie Kwirynalskie do 31 sierpnia 2014 będą gościć serię prac przedstawiających całokształt kariery artystycznej Fridy Kahlo. Jest to ponad 40 obrazów o różnej tematyce: autoportrety i portrety, pejzaże meksykańskie i martwa natura, na co dzień „porozrzucane” po muzeach i galeriach całego świata. Symbol bujności artystycznej charakterystycznej dla kultury meksykańskiej, broszura informacyjna do wystawy opisuje Fridę Kahlo jako buntowniczkę, ocultadora, ironiczną pasjonatkę sztuki.  

Kahlo urodziła się w Coyoacan w Mexico City 6 lipca 1907 roku i zmarła 13 lipca 1954, była córką Matilde Calderon pochodzenia hispano-amero-indiańskiego i Guillermo Kahlo, fotografa urodzonego w Niemczech w rodzinie węgierskich Żydów. Urodzona z wadą kręgosłupa, w wieku 18 lat ucierpiała w poważnym wypadku komunikacyjnym, który zmusił ją do przejścia niezliczonych operacji i na [cml_media_alt id='113538']Medoro - Frida Kahlo (2)[/cml_media_alt]lata unieruchomił w łóżku. Jej życie było głęboko naznaczone bólem. Swoją działalność artystyczną rozpoczęła od malowania autoportretów. „Ja sama, czyli to, co znam najlepiej”, temat, do którego powracać będzie często także później, tworząc całą serię niezwykle wymownych prac, wyrażających niemalże obsesyjny stosunek do okaleczonego ciała.

Jej twarz, malowana ostrą kreską, w realistycznych proporcjach i naznaczone symbolicznymi szczegółami, uosabia jej pełne przeszkód poszukiwania własnej tożsamości w obrębie kultury meksykańskiej, przeszłej i współczesnej. Za przykład niech posłuży portret z plakatu wystawy, opowiadający o osobistych pasjach i reelaboracji kulturowej, na którym naokoło poważnej i surowej twarzy artystki obecne są małpki, motyle, liście, a także misterny i efektowny naszyjnik ozdobiony kolibrem. Na innym autoportrecie na czole Fridy pojawia się wizerunek twarzy jej męża, Diego Riviery, myśl wciąż obecna, pilnie domagająca się wyrażenia, odsłonięcia i udostępnienia światu. Interpretacja samej siebie zmienia się z biegiem czasu. Artystka stopniowo oszpeca rysy twarzy, wzbogacając i różnicując detale ją definiujące. Zachowuje wciąż te same wymiary i proporcje, i tak oto autoportrety pozostają odciśnięte w pamięci odbiorcy ze względu na swoją niepowtarzalną żywiołowość, dramatyczną, wulkaniczną, wręcz niepokojącą siłę wyrazu. Jest to rodzaj niezapomnianej magii.

Warta uwagi jest także seria rysunków przedstawiających uczucia i emocje: radość, ból, spokój, wściekłość, gniew, niepokój, nienawiść, miłość, przyjaźń. Zdecydowane, silne i klarowne pociągnięcia pędzla przykuwają uwagę odbiorcy i wciągają go w ostre i pełne cierpienia introspektywne poszukiwania artystki.

[cml_media_alt id='113539']Medoro - Frida Kahlo (3)[/cml_media_alt]

Mnogość punktów widzenia, z których można analizować złożoną twórczość Fridy Kahlo jest przedmiotem wielu konferencji specjalistów: pustka, instrospekcja analityczna osobowości i jej trudnego ludzkiego losu, poszukiwanie własnej tożsamości, aspekty polityczne i kulturowe w ramach historii Meksyku, powiązanie z antycznymi mitami i nawiązania do poezji i literatury, powiązanie z głównymi nurtami jej czasów: futuryzmem, metafizyką, ruchem Novecento Italiano i surrealizmem. Osobowość Fridy, bogata i fascynująca, zachęca do odbycia filmowej podróży poprzez doświadczenia kilku wielkich kobiet, w celu zapoznania się z ich dziełami i zrekonstruowania mozaiki wrażliwości współczesnej kobiety.

JUSTYNA PAWŁOWSKA: Rzym to właśnie moje wymarzone w dzieciństwie „wielkie miasto”

0

tłum. Konrad Pustułka

Pani Justyna jest dowodem na to, że marzenia się spełniają. Marzyła o „wielkim mieście“ i w wieku 20 lat osiadła w Rzymie, gdzie rozpoczęła się jej zawrotna kariera w świecie fotografii, mody i reklamy. Nie od razu, najpierw porzuciła dla pasji tzw. „pewną posadę“ w Ambasadzie RP. Szalona? Być może. Uparta i zdeterminowana? Na pewno. Zaczęła od zera i osiagnęła duży sukces. Dziś Pani Pawłowska jest znaną osobistością i cenionym wykładowcą (uczy Fotografii Mody, Fashion Forecasting i Cool Hunting w rzymskiej Accademia del Lusso), a na swoim koncie ma m. in. współpracę z Augusto Vespasianim, designerem, Erykah Badu, znaną piosenkarką oraz prace dla Comune di Roma, Agipu

Agenzia Generale Italiana Petrolio) oraz w?oskiej sieci sklepów Fiorucci. Dla Gazzetta Italia artystka udziel[cml_media_alt id='113529']Longawa - JUSTYNA PAW?OWSKA (14)[/cml_media_alt]i?a wywiadu online… z Pary?a; mimo nat?oku pracy znalaz?a czas, by opowiedzie? nam o sobie i swoich planach na przysz?o??.  

Gdzie się Pani wychowała i kiedy zrodziła się u Pani fotograficzna pasja?

Urodziłam się w Kielcach, wychowałam się w Skarżysku-Kamiennej, które zawsze wydawało mi się trochę za „ciasne”. Już jako nastolatka marzyłam o życiu w  „wielkim mieście”, o podróżach po świecie.

I marzenie się spełniło, przeprowadziła się Pani do Rzymu w wieku 20 lat. Jak wyglądały Pani pierwsze kroki w Wiecznym Mieście?

Wybór Rzymu nie był przypadkowy, nie byłam zbytnio zafascynowana Włochami, ale w latach 90-tych był to jeden z niewielu krajów, do którego można było wjechać bez problemów. Jestem „kroplą” fali emigracji zarobkowej. Przyjechałam na tzw. wakacje, chciałam znaleźć pracę sezonową i wrócić, ale bardzo szybko zdałam sobie sprawę, że nie jest to takie łatwe, kiedy się nie zna języka. Z czasem znalazłam pierwszą pracę, zapisałam sie na kursy językowe, zawarłam pierwsze przyjaźnie. Mijały miesiące i kiedy przyszło mi wracać, zdałam sobie sprawę, że Rzym to jest właśnie moje wymarzone w dzieciństwie „wielkie miasto”! Fotografia natomiast pojawiła się w moim życiu dość późno, pierwszy aparat kupiłam jak mialam 23 lata, oczywiście zaraz potem zdałam sobie sprawę, że jest to dla mnie coś więcej niż hobby i w wieku 27 lat postanowiłam zaryzykować, zostawiłam dobre, powiedziałabym bardzo dobre miejsce pracy i zaczęłam 3-letnie studia w Scuola Romana di Fotografia. Resztę już znacie.

W jakim typie fotografii wyspecjalizowała się Pani w tej szkole?

Moja specjalizacja to „fashion & advertising photography”, ale moją najwiekszą pasją jest portret, któremu poświęcam coraz więcej czasu. Modne ciuchy to tylko okazja do zrobienia dobrego, kreatywnego portretu.   

Z jakich projektów jest Pani najbardziej dumna?

Oczywiście, z moich prac osobistych. Gdy pracuję na zlecenia nie mam wolnego pola do popisu, klient lub agencja reklamowa decydują prawie o wszystkim. Tylko projekty osobiste pozwalają mi ująć moją wizję świata. Najwięcej satysfakcji dał mi projekt NUDE, sesja haute couture z modelką i 4 kotami sfinksami, który otrzymał wiele nagród, m.in. został pokazany na Festiwalu Fotografii Mody w Cannes. Pamiętam tę sesję jako jedną z najbardziej stresujących: absolutna cisza w studiu, bardzo długie oczekiwanie z nadzieją, że koty zbliżą się samowolnie do modelki. Opłaciło się! Żadne ze zdjęć nie jest fotomontażem [śmieje się].

Nad czym obecnie Pani pracuje?

Robię jednocześnie wiele rzeczy: zlecenia komercyjne, jestem wykładowcą Fotografii Mody, Fashion Forecasting i Cool Hunting w Accademia del Lusso – jednej z rzymskich szkół mody i w wolnych chwilach przygotowuje mój projekt personalny, mając nadzieję, że znajdę czas, by ten nie został tylko pomysłem na kartce papieru….

Żaluje Pani, że dla fotografii zostawiła tzw. „pewne, stałe” miejsce pracy w Ambasadzie RP w Rzymie?

Wolny i do tego kreatywny zawó[cml_media_alt id='113530']Longawa - JUSTYNA PAW?OWSKA (20)[/cml_media_alt]d ma swoje dobre i złe strony, i czasami zdarza się, że żałuję – ale to tylko chwile. Gdybym mogła jeszcze raz zdecydować, powtórzyłabym mój wybór. Jestem osobą, która nie lubi rutyny; nie mówię, że nie ma jej w fotografii, jednak jest jej na pewno mniej niż w biurze.

Osiągnęła Pani w swoim zawodzie duży sukces. Jakie są w tym momencie Pani cele?

Kariera fotografa to jest mozolna praca i powolne wchodzenie po schodkach do góry. Gdy już osiągasz wyznaczony sobie cel, zaraz potem zdajesz sobie sprawę, że przed tobą jest jeszcze wiele pracy i zaczynasz od nowa. To nie jest tylko zawód, to jest styl życia, owszem, bardzo fascynujący, ale który nie pozwala ci na chwilę odpoczynku. Z wiekiem też priorytety się zmieniają, myślę o założeniu rodziny, a to w przypadku kobiet, jak dobrze wiecie, nie idzie w parze z karierą. Przede mna bardzo ciężki wybór.

Pracowała Pani również w innych krajach?

Często bywam w Hiszpanii na zlecenia, a teraz biorę pod uwagę oferty pracy na Bliskim Wschodzie. Zawsze fascynowały mnie kraje egzotyczne, no i teraz, kiedy zarobki są nawet większe niż te europejskie, są to kraje gdzie można pojechać nie tylko na wakacje.

Pani zdjęcia niekiedy przypominają obrazy, zawsze wyrażają emocje, absorbują. Jak opisałaby Pani swój styl?

[cml_media_alt id='113531']Longawa - JUSTYNA PAW?OWSKA (27)[/cml_media_alt]

Nigdy nie próbowałam opisać mojego stylu, wprost przeciwnie, myślę, że go wręcz nie posiadam. Z góry dziękuję tym, co myślą, że go mam. To jest dla mnie superkomplement!

Która z sesji fotograficznych zapadła Pani na długo w pamięć?

Praca dla Stretch Couture, a tak dokładniej dla Augusto Vespasianiego – rzymskiego genialnego projektanta haute couture, którego już niestety nie ma wśrod nas. Pamiętam jedno z naszych ostatnich spotkań i serię zdjęć z amerykańską gwiazdą soul, Erykah Badu, której nigdy nie zapomnę.

 

 

Dieta śródziemnomorska: zalety i najczęściej popełniane błędy

0

tłumaczenie: Karolina Romanow

Znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO od 2010 roku. Wszyscy Włosi są przekonani, że ją stosują, jednak często tak nie jest. Jej zasady są proste, ale niejednokrotnie też źle interpretowane. Mowa oczywiście o diecie śródziemnomorskiej, tak znanej i jednocześnie tak źle rozumianej.

W latach 50., Ancel Keys, amerykański dietetyk, zauważył, że mieszkańcy regionu Morza Śródziemnego byli mniej podatni na niektóre choroby niż Amerykanie. Z tej obserwacji narodził się pogląd, zgodnie z którym dieta śródziemnomorska jest w stanie przedłużyć życie tym, którzy ją stosują.

Coś więcej niż dieta – jest to sposób odżywiania się, na który składają się reguły i zwyczaje żywieniowe zainspirowane tradycjami Morza Śródziemnego. Stała się ona synonimem zdrowego odżywiania; jest doceniana także ze względu na swoje właściwości wspomagające odchudzanie, a przede wszystkim jako źródło afrodyzjaków!

Pomimo swej niekwestionowanej sławy, nie mówi się o niej wystarczająco: podczas zakupów do naszych koszyków trafia wciąż zbyt wiele rafinowanych produktów przemysłowych, a wszystko to za sprawą strategii biznesowych stosowanych przez supermarkety. Ważne jest, aby pamiętać, jakie wybory żywieniowe są właściwe dla naszego zdrowia, i robić zakupy świadomie.

W celu podsumowania wszystkich zasad diety śródziemnomorskiej i stworzenia łatwego do zapamiętania poradnika, proponuję prostą piramidę żywieniową. Przedstawia ona rozlokowanie produktów, które powinny znaleźć się w naszym jadłospisie według zalecanej częstotliwości i ilości ich spożywania. U podstawy piramidy odnajdziemy produkty, które możemy spożywać kilka razy dziennie, natomiast u jej wierzchołka znajdują się te, które powinniśmy ograniczać, na ile to możliwe.

Nie trudno zauważyć, że [cml_media_alt id='113520']Cremesini - Dieta mediterranea (2)[/cml_media_alt]dieta śródziemnomorska koncentruje się bardziej na właściwym wyborze pożywienia niż na liczeniu kalorii. Dorosły człowiek powinien spożywać około 2500 kalorii dziennie, z czego 60% powinno pochodzić z węglowodanów (płatki śniadaniowe, makarony, chleb, ziemniaki), 20% z tłuszczów (oliwa z oliwek, suszone owoce i nasiona) i tylko 10% z białek (ryby, białe mięso, jaja).

Piramidę żywieniową można streścić w następujących wytycznych:

  • Większe spożycie białka roślinnego niż zwierzęcego. Pojęcie „białko roślinne” odnosi się do suszonych owoców i nasion, produktów pełnoziarnistych i oczywiście roślin strączkowych, zwłaszcza soi i jej pochodnych (np. tofu).
  • Ograniczenie spożycia tłuszczów nasyconych na rzecz roślinnych nienasyconych i wielonienasyconych. Mniej masła i więcej oliwy z oliwek, koniecznie ekologicznej i tłoczonej na zimno.
  • Zwiększenie spożycia węglowodanów złożonych na rzecz tych prostych. Zalecane są więc produkty z pełnego ziarna, zamiast tych rafinowanych i z „białej” mąki.
  • Wprowadzenie do jadłospisu różnorodnych źródeł błonnika; owoce i warzywa należy spożywać, jeśli to możliwe, wraz ze skórką. Światowa Organizacja Zdrowia zaleca co najmniej 5 porcji dziennie. Ale uwaga: ziemniaki i groszek nie liczą się jako warzywa!
  • Obniżenie cholesterolu dzięki wprowadzeniu „dobrych” tłuszczów nienasyconych.
  • Częstsze spożycie mięsa białego niż czerwonego, choć i tak zaleca się ograniczenie jego spożycia do jednej porcji w tygodniu. Większe natomiast (ale nieznacznie) spożycie ryb i produktów mlecznych.
  • Drastyczna redukcja: słodyczy, wędlin, wysokoprocentowych napojów alkoholowych, białego cukru, masła, smalcu, sera, wołowiny i wieprzowiny.

Niektóre zasady tej diety stanowią nadal najlepszą ochronę przed chorobami najbardziej powszechnymi, takimi jak miażdżyca, nadciśnienie, zawał mięśnia sercowego i udar mózgu. Owoce, warzywa i produkty z pełnego ziarna oprócz tego, że są bardzo bogate w przeciwutleniacze, chronią nasz organizm przed chorobami układu krążenia i niektórymi formami raka. Ponadto zawierają też odpowiednią ilość witamin, soli mineralnych i błonnika.

Niestety, z biegiem lat niektóre z tych zasad zostały utracone. Zobaczmy, jakie są najczęstsze błędy, których należy unikać.

  • Nadmiar makaronu produkowanego przemysłowo, białego chleba oraz mąki rafinowanej. W sprzedaży są już dostępne mąki z każdego ze zbóż: ryżu, jęczmienia, kukurydzy, gryki… Odkrywajmy śmiało nowe smaki.
  • Nadmiar mięsa i białka pochodzenia zwierzęcego. Rośliny strączkowe, uważane za „biedną” żywność, powinny być obecne w naszym jadłospisie każdego dnia.
  • Nieprzywiązywanie wagi do oliwy i przypraw. Oliwa z oliwek, jeśli jest dobrej jakości (ekologiczna i tłoczona na zimno), ma tylko jedną wadę: przez nią tracimy chęć do korzystania z innych sosów i przypraw!
  • Zapominamy o produktach sezonowych. Prawdziwa dieta śródziemnomorska powinna dostosowywać się do pór roku i cyklów natury oraz opierać się głównie na świeżych, sezonowych i lokalnych produktach.
  • Nadmiar słodyczy i cukru rafinowanego. Ograniczmy ich spożycie do specjalnych okazji, a do codziennych przekąsek (szczególnie dla dzieci) warto wprowadzić więcej świeżych owoców. Eksperymentujmy też śmiało z nowymi przepisami. Przygotowując domowe dżemy, ciasta i ciasteczka, używajmy naturalnego cukru z jabłek, rodzynek lub suszonych owoców zamiast zwykłego białego.