Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 146

“Przzedstawienie i nie tylko”

0

Scena trzecia: EPILOG – Pokój, łoże, a na nim leżący człowiek: to Krzysztof Kolumb, samotny, opuszczony przez wszystkich, zmęczony i chory. Promienie światła zapalają się nad jego głową. Rozbrzmiewają dźwięki muzyki. Jesteśmy w Valladolid w Hiszpanii. Jest dzień 26 maja roku 1506.

KOLUMB: (Podnosząc się z trudem) A teraz znów plotka, że jestem ponoć synem Giovanniego Battisty Cibo z Genui; syn papieża! (Śmieje się) Ja synem Innocentego VIII! (Znów zaczyna się śmiać) Czegóż to ja jeszcze nie słyszałem na swój temat! Na przykład że szykując się do pierwszej podróży ponoć korzystałem z pochodzącej z 1485 roku mapy pewnego tureckiego kartografa o imieniu Pivirei lub Klivirej…, nie przypominam sobie teraz, na której zostały już naszkicowane i opisane nowe ziemie. Cóż! Dajmy spokój, lepiej się uśmiechnąć… Mógłbym przyznać jedynie, że do przedsięwzięcia pierwszej podróży natchnął mnie Marco Polo; po tym jak przeczytałem jego “Opisanie świata”; to tak! (Długa przerwa) Mój brat Bartolomeo, mój ojciec Domenico, moja matka Susanna, moja żona Felipa, moja przyjaciółka Beatriz, mój syn Fernando, moje przygody na morzu – dziś wszystko wydaje mi się daremne, tak jak daremne jest życie! (Muzyka cichnie) Ożeniłem się z Felipą, ponieważ ją kochałem, ale później w rzeczywistości żyłem obok Beatriz. Zdobyłem niewyobrażalne bogactwa dla Hiszpanii, a umieram w nędzy. Odkryłem nową ziemię, prawie raj, a musiałem go opuścić i pozwolić innym w nim zamieszkać. (Przerwa) Jeśli się jednak dobrze zastanowić, była w moim życiu rzecz trwała, prawdziwa i piękna: Miłość. Uczucie Miłości! Wyżalę się więc! (Długa przerwa) Król Ferdynand przyjął mnie chłodno po moim powrocie do Hiszpanii, po tym jak przeszedłem również długą chorobę podczas mojej ostatniej podróży, to on sprawił, że zacząłem rozważać sens życia, potępieńczo go szukać, stawiać sobie pewne zadania. I tak oto pod tym wpływem zacząłem unikać innych zamykając się w paradoksalnym odosobnieniu. I zatrzymałem się, aby rozważać marność i nicość wszelkich spraw. Wynik jest taki, że teraz jestem tutaj sam, zapomniany przez wszystkich, w ciężkiej sytuacji materialnej, wyniszczony fizycznie i moralnie; tutaj w Valladolid, gdzie nie pozostaje mi nic prócz śmierci, miejmy nadzieję, w stanie łaski Bożej. Tak, gdyż Bóg, biedak, nie ma nic wspólnego z tą sprawą. Wina leży całkowicie po stronie Życia. Bo takie jest Życie. Ono jest jak piękna pani: wzbudza twój zapał, uwodzi cię, ekscytuje, daje nadzieję, a potem, gdy najmniej się tego spodziewasz, pozostawia cię… przynajmniej pozostawia cię sobie samemu. Także moja matka, która wydała mnie na świat, tak jak i Życie, pozostawiła mnie, być może aby podążyć za swoją matką w zaświaty. Słowem Życie to piękna obietnica, która prędzej czy później cię rozczaruje. Sądzę jednak, że gdybyśmy się częściej przypatrywali, zamiast tylko widzieć, to, kto wie, być może nie narażalibyśmy się na pewne rozczarowania, na pewne niespodzianki. Naprawdę byłem osobą pełną zapału życia, bardzo ciekawą, bardzo silną, a jednak w pewnej chwili – mimo że z pewnym opóźnieniem i może z odrobiną łagodności, w porównaniu do tłumu innych istot ludzkich – życie w końcu na mnie spadło w całej swojej brutalności i oznajmiło mi, że mój czas upłynął. Mam na karku siedemdziesiąt długich lat, jest wiosna, pora kiedy cała przyroda się budzi, a ja powinienem zasnąć oddając się Śmierci? Kiedy na morzu zmierzałem ku nieznanemu pewnego dnia – przypominam sobie – poczułem, że Śmierć musi być trochę jak cel mojej podróży. I rzeczywiście, czy to bliska czy daleka, była przede mną i na mnie czekała. Jednak nawet wówczas, gdy tylko na horyzoncie pojawiał się ląd, chciałem się łudzić i pokładałem nadzieję w kolejnych wybrzeżach, w nieskończonym świecie z niekończącymi się celami. Wiedziałem jednak, że świat to kula, że świat jest skończony. Po opłynięciu go wraca się do punktu wyjścia: tak jak w Życiu które, w chwili Śmierci, w pewnym sensie prowadzi cię do ponownych narodzin. Tak więc rzuciłem wyzwanie i Życiu, i Śmierci, moim możliwościom i nieznanemu jednocześnie! “Jednakże człowiek taki jak ja, w służbie Hiszpanii, w służbie całego świata, nie może umrzeć, nie powinien umrzeć, nigdy nie umrze!” powtarzałem sobie. Tymczasem jestem tutaj pozbawiony sił, woli, stary i umierający. Czuję, że ten pokój, to łoże, te tkaniny z czerwonego aksamitu staną się nieuchronnie moją mogiłą. Uwięziony w tych murach, z dala od mojego oceanu, będę musiał tutaj zostawić ten mój świat – sam, opuszczony przez wszystkich. Mój stosunek do rzeczywistości zawsze był skomplikowany, gdyż miałem zbyt dużo fantazji i ducha przygody. A teraz chciałbym się łudzić, że nie umrę. Czuję się jednak jak bym był wydrążony. Niegdyś, gdy miałem jakiś problem w stosunkach z moją kobietą, z ludźmi w ogóle lub z Niebem, mówiłem sobie: “ Jeśli są problemy, nie ma pary, nie ma przyjaźni, nie ma mnie, nie ma Boga”. Prawdą jest, że to wszystko były umysłowe wypociny, ale wyrażały one pragnienie życia i walki mającej prowadzić do rozwiązania tych problemów. Dziś natomiast nie lękam się niczego, już w nic nie wierzę! Żyję w pokoju umysłu, umysłu, który, wiem dobrze, zawsze kłamie i który okłamuje tych spośród swoich posiadaczy, którzy nie wykształcili w sobie pewnej woli pokonywania własnych negatywnych skłonności, którzy podążają za inną wolą, wolą pokonywania konkretnych trudności, jedynie po to, aby zrealizować materialne cele; tego umysłu który, będąc właśnie rozumowy, z trudem zawierza się uczuciom i sprawom duchowym. Dziś jednak, muszę wyznać, boję się nieznanego, tego samego nieznanego, które kiedyś natomiast mnie fascynowało i które pobudzało całe moje życie. (Zastanawia się) Rodzimy się, poznajemy, poznajemy siebie, umieramy. Tak, umieramy, gdy stajemy się świadomi, że życie samo w sobie to klęska, rodzaj pokuty. I na nowo widzę ogromne fale oceanu, oślepiające światło słońca, dręczący mrok nocy, odległe ziemie, mewy, błękit, świty, zachody słońca, rozpacz i uniesienie odbijające się w oczach moich towarzyszy podróży. I na nowo słyszę ich krzyki strachu, ich okrzyki radości, pijackie pokrzykiwania, odgłosy morza, wiatru, burz, wioseł, drewna, żagli, długiej niekończącej się ciszy. I na nowo czuję silny zapach morza, bryzę na ciele, smak soli na wargach, nagłą panikę, szaloną radość, dławiący upał, nieznośne zimno. I oto żebrzę na Dworach Hiszpanii i Portugalii; oto kapryśna królowa Izabela, bracia Pinzón, igła kompasu, który tak nagle wariuje i wprowadza zamęt w mojej duszy, głowie i nerwach, oto Gwiazda Polarna, przyjaciel Diego, bunt, oto ląd w piątek 12-tego października, wyspa San Salvador i Kuba, hamak dzikusów, dzikusi którzy palą, ich papugi, złoto, ucieczka Pinzóna, Santa Maria utyka na mieliźnie i Diego, który pozostaje, aby rządzić zdobytymi ziemiami. Dzikusi przewiezieni do Hiszpanii jako niewolnicy. Ja zakuty w łańcuchy, odesłany do Hiszpanii wraz z moim bratem i upokorzony przed moimi towarzyszami, a następnie utrata tytułu wicekróla zdobytych ziem, wymuszona rezygnacja z wszelkich bogactw, mój zupełny upadek. Nic nie były warte godność, duma, szacunek i uwaga wobec innych! Warto było jedynie zaakceptować myśl o nicości i iluzoryczności wszelkich spraw – tego poczucia potrzebujemy, aby oddalić widmo śmierci przez cały ten czas, gdy tkwimy w tym przeklętym żywocie. Aby oddalić widmo śmierci, tej samej, która od urodzenia prowadziła mnie za rękę i która nigdy mnie nie opuściła i nie opuszcza do tej pory nawet na moment, nawet teraz gdy, pokonany, umieram. (Opada na łóżko bez życia. Światła gasną. Rozbrzmiewa ta sama muzyka co wcześniej)

C. COLOMBO

Trychologia – odkrycie włoskiego przemysłu kosmetologicznego

0

Magdalena Radziszewska

Italię bez wątpienia można nazwać kolebką piękna. I tym razem nie mówię o pięknie krajobrazów, architektury, czy też o światowej sławy włoskich markach i cenionym na całym świecie włoskim designie. Włochy to miejsce, w którym bardzo rozwinęła się dziedzina kosmetologii, czyli działu dermatologii zajmującego się leczeniem i pielęgnacją skóry. To właśnie tam narodziła się wciąż mało znana, ale niezwykle interesująca gałąź nauki – Trychologia, której istotę chciałabym Wam przybliżyć.

Jest to nowa i wciąż rozwijająca się dziedzina nauki z pogranicza medycyny estetycznej i dermatologii. Zajmuje się ona wszystkimi przypadkami wypadania włosów, które okazuje się być coraz częściej spotykaną dolegliwością na świecie. Źródeł tego typu problemu należy doszukiwać się zarówno w podłożu zdrowotnym, jak i niekorzystnych warunkach w jakich żyjemy. Do najczęstszych czynników powodujących kłopoty ze skórą głowy oraz wypadaniem włosów należą zanieczyszczone środowisko, stres oraz promieniowanie emitowane przez komputery i telefony komórkowe. Osobom, które borykają się z problemami „na głowie” często zaleca się specjalną dietę, bogatą w ryby morskie, orzechy, migdały, pestki dyni, czerwone mięso oraz nabiał. Wszystkie negatywne czynniki zarówno zdrowotne, jak i te środowiskowe sprawiają, że krew w skórze głowy krąży wolniej, w następstwie czego mieszki włosowe stają się „uśpione”. Pobudzić można je tylko dostarczając im odpowiednie substancje odżywcze.

Prekursorem trychologii był Enzo Formentini, profesor Uniwersytetu Bolońskiego, który poszukując alternatywnych metod leczenia schorzeń skóry głowy odkrył skuteczne metody kuracji tych dolegliwości. Profesor Formentini, bazując się na naturalnych składnikach, stworzył produkty, zawierające m.in. kwasy owocowe, proteiny, minerały, olejki i wyciągi z ziół, które tworzą zestawy substancji aktywnych, dobierane indywidualnie do każdego typu schorzenia.

Celem trychologii jest rozpoznanie przyczyn oraz typu schorzenia, które identyfikuje się za pomocą mikrokamery. Skórę głowy i włosy obserwuje się w 200-krotnym powiększeniu. W przypadku stwierdzenia choćby najmniejszych objawów choroby w mieszkach włosowych zostaje zastosowana kuracja, będąca połączeniem zabiegów trychologicznych oraz terapii medycznej.

Zapoczątkowana przez profesora Formentiniego trychologia powoli rozwija się także w Polsce. W większych miastach, takich jak Warszawa, Kraków czy Poznań powstało już kilka klinik trychologicznych, a zainteresowanie tą nową dziedziną wciąż rośnie. Trychologia to niezwykle skuteczna metoda walki z wszelkimi dolegliwościami skóry głowy oraz włosów. Często zdarza się, że udana kuracja pozwala pacjentowi na uniknięcie sięgania po bardziej radykalne środki walki ze schorzeniem, takie jak np. przeszczep włosów.

Jeśli chodzi o medykamenty i kosmetyki wykorzystywane podczas kuracji trychologicznych, prym wiodą wysokiej jakości produkty hiszpańskie i włoskie. Generalnie przemysł estetyczny w Polsce upodobał sobie przede wszystkim znane i docenione przez konsumentów włoskie marki, takie jak Sweet Skin System, Sculptura, czy Sweet Skin Solare. Pojawiają się nawet firmy, takie jak powstała w 1997 roku Italian Beauty, które zajmują się wyłącznie wprowadzaniem na Polski rynek kosmetyczny wysokiej klasy produktów najlepszych włoskich firm.

Muszę przyznać, że fraza „Bella Italia” wydaje mi się teraz trafna jak nigdy dotąd!

Il mio ricordo del maestro Franco Califano

0

Matteo Mazzucca

Ci siamo conosciuti in un ristorante di Roma quando avevo 20 anni. Ero stato invitato ad una cena da alcuni amici e mi ero ritrovato seduto al tavolo con il noto cantautore Franco Califano.

Franco mi colpì subito per la sua estrema schiettezza e semplicità. Simpatico, con gli occhi da furbo, ma molto sincero. Quando l’ho conosciuto aveva 60 anni, ma ne aveva già vissuti almeno 120. Proprio per questo lo chiamavano il “Maestro”. Oltre ad essere un grande artista, Franco era un uomo con una grande esperienza di vita.

Quella sera, durante la cena, ho avuto modo di parlare a lungo con Franco. Amava fare amicizia con i giovani. Era disponibile. All’epoca ero ancora uno studente universitario e della vita ne sapevo poco e niente. L’incontro con Franco Califano è stato sicuramente decisivo per me. La sua musica mi ha sempre ispirato ed è anche grazie a lui ed ai suoi consigli che ho deciso di fare il cantante.

Franco Califano era un grande cantautore ed un noto playboy della Dolce Vita romana. Autore di testi di brani bellissimi, aveva scritto canzoni di grande successo come “Un grande amore e niente più” con cui Peppino Di Capri aveva vinto il festival di Sanremo, “Minuetto” per Mia Martini, “Un’estate fa” per Mina, “La musica è finita” per Ornella Vanoni, “E la chiamano estate” per Bruno Martino. Aveva inoltre collaborato recentemente con i Negramaro e con Federico Zampaglione (Tiromancino).

Franco Califano se n’è andato il 30 Marzo 2013, all’età di 74 anni.

Come dice il testo della sua canzone “Un tempo piccolo”, Franco era nato “sotto le stelle”. Infatti, la mamma di Franco era a bordo di un aereo che sorvolava il cielo di Tripoli, quando le si ruppero le acque. L’aereo dovette atterrare d’urgenza per consentire al piccolo Franco di venire al mondo.

Mi piace pensare che se ne sia andato così come’era venuto: dal cielo.

In una recente intervista gli hanno domandato: “Se la tua vita finisse adesso che diresti?”. Franco ha risposto citando il titolo di una sua canzone: “Non escludo il ritorno”.

Ciao Franco!

Seminarium “GREEN ENERGY FOR AERONAUTIC AND AUTOMOTIVE APPLICATIONS”

0

Warszawa, Instytut Lotnictwa, 17 kwietnia 2013

“Green energy for aeronautic and automotive applications”

Znaczenie zrównoważonego rozwoju, a w szczególności wykorzystanie alternatywnych źródeł energii o niewielkim wpływie na środowisko było tematem seminarium polsko- włoskiego, goszczonego przez Instytut Lotnictwa, zorganizowanego w Warszawie w dniu 17-tego kwietnia 2013 przez Ambasadę Włoską, Włoski Instytut Kultury i ICE.

Zaprezentowane zostały najnowsze wyniki badań włoskich i polskich naukowców na temat różnorodnych źródeł energii i ich wykorzystania do zasilania różnych pojazdów. Chodzi tu szczególnie o rozwiązania technologiczne, które wykorzystują wodór, energię słoneczną, silniki elektryczne, biopaliwa i silniki ostatniej generacji zasilane gazem naturalnym.

Seminarium zainaugurował Jego Ekscelencja Ambasador Włoch w Polsce Riccardo Guariglia, a po wystąpieniach otwarcia dyrektora Instytutu Lotnictwa dr hab. inż. Witolda Wiśniowskiego i dyrektora ICE w Warszawie Giuseppe Federico, nastąpiła prezentacja technologii w zakresie różnych rozwiązań zasilania silników. Temat ten został zgłębiony przez prof. Giulio Romeo z Politechniki w Turynie, mgr inż. Krzysztofa Drabarka z Politechniki Warszawskiej i dr inż. Zbigniewa Pągowskiego z Instytutu lotnictwa.

Sesję zakończył mgr inż. Piotr Wójcik, dyrektor IVECO Polska przedstawiając świadectwo zaangażowania wielkiej europejskiej grupy przemysłowej z branży motoryzacyjnej jaką jest IVECO z Turynu w ramach duetu “Ekologia-Gospodarka”, grupy oferującej szeroką gamę pojazdów zasilanych gazem naturalnym.

Ogromne znaczenie miała również prezentacja prof. Giulio Romeo na temat realizacji projektu samolotu (pierwszego w Europie i na świecie) zasilanego wodorem, o zerowych emisjach. Projekt finansowany przez Komisję Europejską i koordynowany przez prof. Giulio Romeo, zakończył się sukcesem w postaci zdanych testów w oblatywaniu.

Doświadczenie i badania Politechniki Warszawskiej przedstawione przez mgr inż. Krzysztofa Drabarka zilustrowały sukces motoszybowca o napędzie elektrycznym o zerowych emisjach, który w 2012 r. przeszedł pozytywnie testy oblatywania.

W końcu dr inż. Zbigniew Pągowski z Instytutu Lotnictwa wskazał na konsekwencje technologiczne wykorzystania biopaliw w motoryzacji i lotnictwie.

W seminarium uczestniczyło ponad 50 przedstawicieli instytucji oraz firm reprezentujących branże lotniczą i motoryzacyjną, naukowców, inżynierów oraz mediów reprezentujących oba kraje.

 

W 70. rocznicę powstania w Warszawskim getcie

0

Leonardo A. Losito

Inauguracja prawdopodobnie największego żydowskiego muzeum w Europie, która odbyła się w połowie kwietnia w Warszawie, zbiegła się z 70. rocznicą wybuchu powstania w Getcie warszawskim (19 kwietnia 1943), które z historycznego punktu widzenia reprezentowało pierwszy europejski opór wobec sił zbrojnych Hitlera. Nigdy nie brakowało polemik na temat pamięci o Żydach; negacjoniści (zwłaszcza w Iranie ajatollahów i nie tylko tam) jeszcze dziś upierają się w negowaniu istnienia Holokaustu i w uznawaniu krwawej represji nazistowskiej wobec powstania w getcie (zakończonego po miesiącu walk zniszczeniem całej dzielnicy żydowskiej na rozkaz generała Stroopa z SS) jako zwykłej operacji Policji.

W tych dniach dyskutowało się w Warszawie o propozycji rządu Tuska o wzniesieniu obok niedawno otwartego Muzeum Żydów pomnika dla Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, tzn, tych którzy nawet za cenę własnego życia próbowali, często z powodzeniem, pomóc Żydom z Shoah. Sama wspólnota żydowska wydaje się być podzielona w tym względzie. Niektórzy z najważniejszych członków uważają, że nie jest to odpowiednie miejsce ani czas, aby wspominać o niezaprzeczalnym bohaterstwie około sześciu tysięcy Polaków, stawiając pomnik obok muzeum wielotysięcznej historii istnienia żydowskiego w rocznicę zniszczenia getta. Natomiast inni twierdzą, że postawienie pomnika Sprawiedliwym wśród Polaków jest nie tylko słuszne ale wręcz konieczne – szczególnie w momencie, w którym w całej Europie nacjonalizm i antysemickie napięcia odzyskują zjadliwość.

Jest to kwestia bardzo złożona również dlatego, że chodzi tu o zestawienie wrażliwości i wymagań głęboko odmiennych zarówno historyczne i koncepcyjne, wobec którego jest trudno zastosować kryteria wspólnych wartości i obiektywną analizę. Faktem jest, że nie wszyscy Polacy byli (i nadal są) wrodzy wobec Żydów. Równie niezaprzeczalne jest, że zadrażnienia, nieporozumienia i uprzedzenia wobec Żydów są nadal powszechne w polskiej strukturze społecznej. Jedynie w Warszawie, ostatnie badanie, zlecone przez Wspólnotę Żydowską i wykonane wśród 1250 licealistów, pokazuje, że ponad 40% respondentów nie chciałoby mieć kolegów z klasy lub sąsiadów pochodzenia żydowskiego. Ten procent rośnie aż do 60% w przypadku tych, którzy nie chcieliby mieć życiowego partnera o takim pochodzeniu. Tym co najbardziej jednak martwi jest fakt, że to właśnie młodzi ludzie wyrażają taką opinię.

Zobaczmy jak sprawa wygląda na przykład we Włoszech? Nie ma wątpliwości, że brakuje poważnych i rzetelnych publikacji. Wydawnictwa takie jak „La Giuntina di Firenze”, „Sellerio” czy inne mają bogaty katalog tytułów koncentrujących się ogólnie na kwestiach związanych z judaizmem. Jednak pewne genueńskie wydawnictwo o zadeklarowanym apologicznym charakterze na temat nazistowskich faktów i figur, publikuje bez żadnego problemu jedyne wydanie bezkrytycznie dostępnego po włosku raportu generała Stroopa z SS (tego, który w liście do Himmlera napisał triumfalnie, że W Warszawie nie istnieje już dzielnica żydowska), z równie niegodziwą przedmową niewymownego francuskiego negacjonisty Roberta Faurissona.

Innym przykładem jest gość honorowy i uznany maitre a penser cyklicznych spotkań antysemickich i antyizraelskich irański prezydent Ahmadineżad, który regularnie tworzy „wspaniałe” teorie i pisma, z których wynika, że komory gazowe używane podczas Holokaustu były jedynie wymysłem propagandowym pro-izraelskiej prasy czy też, że nigdy nie doszło do eksterminacji 6 milionów Żydów przez nazistów. Uważa on, że oczywiście zostało zginęło około 500.000 Żydów, lecz z przyczyn wynikających – zgodnie z tym co podaje monsieur Faurisson – z ciężkich warunków obozów przymusowej pracy, epidemii tyfusu lub anglo-amerykańskich bombardowań obozów koncentracyjnych.

We Włoszech, gdzie temat holokaustu stał się tematem raczej popularyzowanym za pomocą blogów i bolesnych deklaracji lidera neoqualquinista jak Beppe Grillo, możemy jedynie oczekiwać publikacji raportu Stroopa w wersji krytycznej, która filologicznie będzie bez zarzutów. Jak na przykład ta polska z 2009 r. wydana przez Instytut Pamięci Narodowej, z bogatą liczbą not i bibliografią, przygotowana przez doskonałego uczonego Andrzeja Żbikowskiego z Żydowskiego Instytutu Historycznego, zarządzanego dziś przez ex parlamentarzystę i szanowanego opiniotwórcę prof. Pawła Śpiewaka.

W oczekiwaniu aż jakiś nasz rodzimy germanista poczuje potrzebę, aby wypełnić tę niewyjaśnioną lukę, włoski czytelnik, który chce się dowiedzieć, co dokładnie zdarzyło się 70 lat temu w getcie Warszawy zrównanym z ziemią (w tym także Wielka Synagoga) przez nazistów, będzie mógł przeczytać tłumaczenie z polskiego książki „Getto walczy” opublikowanej po raz pierwszy w 1945 r. przez Marka Edelmana, dwudziestosześcioletniego komendanta ŻOB (Żydowska Organizacja Bojowa składająca się z 220 nieustraszonych chłopców i dziewcząt – wśród, których najmłodszy, Jurek Blones, miał zaledwie 13 lat).

Autorem tłumaczenia książki Edelmana, opublikowanego w marcu zeszłego roku we Florencji jest Włodek Goldkorn. Z czułością zadedykował on tę publikację swoim wnukom, Arturo i Pietro, a także redaktorowi działu kulturalnego w tygodniku „L’Espresso”, który ma na swoim koncie wiele książek i artykułów na ten temat. Obiecał mi on, że przybędzie na rocznicę do Warszawy, aby zaświadczyć wszystkim tym, którzy wątpią, że Włochy, które piszą i czytają, nie zapomniały o tej tragicznej, a jednocześnie podniosłej karcie w historii.

W TROSCE O CZŁOWIEKA

0

Diana Golec

Drugi tydzień okresu Wielkanocy jest czasem wyjątkowym, kiedy każdy ma szansę uczyć się wychodzenia naprzeciw drugiemu człowiekowi. Jest to Tydzień Miłosierdzia, który w Polsce obchodzimy po raz 69. Poprzedzająca go niedziela Miłosierdzia Bożego to święto patronalne Caritas Polska – katolickiej organizacji wspierającej potrzebujących. O skutecznym niesieniu pomocy oraz postawie miłosierdzia opowiadał ks. Marian Subocz – dyrektor Caritas Polska w wywiadzie dla kanału You Tube Gazzetta Italia.

Caritas na przestrzeni lat opracowało cały system niesienia pomocy, począwszy od przeciwdziałania rozpowszechnianiu się ubóstwa aż po konsekwentne zwalczanie jego skutków. Profesjonalizm tej instytucji opiera się na dobrym rozpoznaniu sytuacji potrzebujących, a co za tym idzie trafnym udzielaniu pomocy. Elementem profilaktyki są takie programy, jak „Skrzydła” czy też „Tornister Pełen Uśmiechów”, które wspierają kształcenie dzieci i młodzieży, gdyż – jak zaznacza ks. Marian Subocz – skrzydła pozwalają latać, a nauczanie zapobiega bezrobociu, biedzie i patologii. Tam, gdzie jednak nie udało się zapobiec tym zjawiskom, Caritas używa środków zaradczych sytuacjom permanentnego ubóstwa lub zwalczających skutki katastrof. Dyrektor Caritas podkreśla, że zadaniem Kościoła jest ochrona życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Ta postawa zaowocowała stworzeniem Okien Życia, gdzie matki mogą pozostawić dzieci przeznaczone do adopcji. Jest to szansą dla niechcianych noworodków na normalne życie. Sam pomysł zrodził się we Włoszech już w średniowieczu! Z kolei osoby starsze czy też chore mogą liczyć na opiekę i wsparcie w hospicjach oraz zakładach opieki leczniczej prowadzonych przez Caritas.

Kościół oparty jest na trzech filarach: Słowa Bożego, sakramentów i caritas, a więc miłości miłosiernej – zauważa ks. Marian Subocz, dodając że obowiązek do niesienia pomocy nie spoczywa jedynie na Caritas, jako instytucji, ale na każdym człowieku – wynika to z przykazania miłości Boga i bliźniego oraz wartości wspólnych każdemu człowiekowi. Ponadto osoby wierzące powinny pamiętać, że skoro zostały obdarzone miłosierdziem Zmartwychwstałego Chrystusa, to same są również wezwane do okazywania czynnej miłości potrzebującym. Co więcej, pochylać się mają nie tylko nad braćmi w wierze, ale również nad osobami niewierzącymi, gdyż taka postawa i niesiona pomoc stają się świadectwem miłości Boga względem tych, którzy jeszcze Go nie odkryli w swoim życiu. Ks. Marian Subocz wyjaśnia, że jest to sposób na okazanie miłosierdzia względem duszy, bo nie tylko ciało domaga się zaspokojenia potrzeb. Coraz częściej zdarza się tak, że dusza jest o wiele „głodniejsza” od ciała, co sprawia, że człowiek pozbawiony nadziei przestaje radzić sobie w życiu codziennym. Właśnie te osoby, choć nie zawsze świadomie, czekają, by je zauważyć i wesprzeć, gdyż same nie zawsze mają odwagę poprosić o pomoc. Z myślą o nich Caritas podjął szereg inicjatyw będących wsparciem długoterminowym w trudnych sytuacjach zarówno materialnych jak i duchowych. Na niekończącą się listę potrzeb może odpowiadać dzięki wsparciu finansowemu zwykłych ludzi, którzy chcą się podzielić tym, co mają.

Ks. Marian Subocz zachęca między innymi do oddania 1% podatku na Caritas lub osobistego zaangażowania w prowadzone dzieła poprzez wolontariat, aby tym samym odpowiedzieć na wezwanie Ojca Świętego Franciszka, który nie tylko słowami, ale i własną postawą pokazuje drogę dotarcia do osób potrzebujących. Wskazuje na to chociażby imię Biedaczyny z Asyżu, którego obrał sobie za patrona, a który był mistrzem w posługiwaniu ubogim.

MODA NA SUKCES: Walter Nicoletti w “apulijskich” odcinkach od 15 kwietnia w telewizji włoskiej, Canale 5

0

Znana na całym świecie amerykańska opera mydlana o perypetiach rodziny Forrester kończy już 25 lat. Z tej okazji cast serialu wybrał się do Włoch, do Apulii, by tam nakręcić w maju zeszłego roku roku 10 kolejnych odcinków przedstawiających wesele Hope i Liama. Jednym z aktorów, tu niespodzianka, jest Włoch z Matery, Walter Nicoletti, młody aktor znany z ról filmowych i teatralnych w „Operazione Vacanze”, „La mia mamma suona il rock”, „Si può fare l’amore vestiti”, „Outing: fidanzati per sbaglio”, „Leone nel basilico”, „Le troiane”, „Il sindaco del rione sanità”. Producenci z Bell-Phillip Television Productios inc. czuwali nad planem. Sceny w doborowym, stałym składzie (Ronn Moss – Ridge, Katherine Kelly Lang – Brooke, Don Diamont – Bill Spencer, Jacqueline Macinnes Wood – Steffy, Kim Matula – Hope e Scott Clifton – Liam) kręcono w Polignano nad morzem, Alberobello i Fasano. Walter w tych kilku odcinkach emitowanych we Włoszech w kwietniu 2013 gra jednego z gości zaproszonych na ślub. Specjalnie dla Gazzetty Italia aktor opowiada o tej niesamowitej hollywoodianej przygodzie.

Walter, to wielki zaczczyt dla włoskich i mam nadzieje, że wkrótce i dla polskich telewidzów, głównie pań, móc zobaczyć cię na planie opery mydlanej emitowanej na całym świecie! Jak dostałes się do Mody na sukces?

‘Szczerze mówiac, to ja jestem zaszczycony, mogąc udzielić ci tego wywiadu. Przygoda z The Beautiful [tytuł oryg.] była zwykłym łutem szczęścia, pamiętam dobrze ten okres. Był 7 maja 2012, znajdowałem się w studiu prawniczym, gdzie przechodziłem moją adwokacka praktykę. Wczesnym rankiem zadzwoniła do mnie dobra koleżanka po fachu i prezentatorka z Apulii, Marianna Pontrandolfo, zachecając mnie do wzięcia udziału w castingu do Mody na sukces. Natychmiast wysłałem życiorys z bookiem fotograficznym i po kilku godzinach otrzymałem pozytywną odpowiedź od produkcji, która to 8 maja zapraszała mnie do Polignano nad morzem, wspaniałej nadmorskiej miejscowości nad adriatyckim wybrzeżem Apulii’.

Ile czasu spedziłeś z bohaterami serialu?

‘Miałem przyjemność i zaszczyt poznania wszystkich bohaterów serialu. Spędziłem z nimi całe dnie. Pamiętam bardzo dobrze żarty Ronna Mossa i Katherine Kelly Lang. Bardzo sympatyczni byli również Don Diamont (Bill Spencer), Jacqueline Macinnes Wood (Steffy), Kim Matula (Hope) i Scott Clifton (Liam). Wszyscy aktorzy robili sobie pamiątkowe zdjecia z planu, byli pod wrażeniem miejsca. Chciałbym podkreślić, iż wszyscy aktorzy razem z reżyserem Michael’em Stich’em to fantastyczne i bardzo skromne osoby. Wszyscy usłużni, mili i bardzo profesjonalni. Prawie każda scena udawała się za pierwszym razem!’.

Wedlug ciebie, dlaczego Amerykanie wybrali ten region Włoch?

‘Amerykanie w ostatnich latach są coraz bardziej zafascynowani pięknem naszego kraju, w szczególności Południem Włoch. Chciałbym tylko przypomnieć, iż w 2004 w Bazylikacie została nakręcona “Pasja” Mela Gibsona. Apulia jest jednym z najatrakcyjniejszych regionów: to ziemia tzw. trulli i olbrzymich grót podziemnych, czy tajemniczych morskich jaskiń i zamków średniowiecznych ciągnących się wzdłuż Adriatyku i jego zielono-szmaragdowych wód. Zwraca uwagę również jej architektura: barokowe Lecce, czy białe miasteczka, bizantyjskie krypty, ciepłe kolory. W tym regione znajduje się też siedziba Apulia Film Commission. Myślę, iż Amerykanie dokonali wyśmienitego wyboru, świetując swoją srebrną rocznicę w tym regionie!’.

Ty nie jesteś apulijczykiem, ale pochodzisz z bliskiej Apulii Matery. Opowiedz nam dokładnie, gdzie zostały nakręcone wszystkie włoskie odcinki ślubu Liama i Hope?

‘Matera jest jednym z najstarszych miast świata (ślady obecności człowieka już od okresu paeolitu). Matera jest miastem kamieni, ma oryginalne centrum, wiele grót naturalnych i dwa wielkie naturalne amfiteatry Sasso Caveoso i Sasso Barisano. Sceny do serialu zamknęły się w ciągu 4 dni (w całosci 10 odcinków) i tłem do nich były miejscowości takie jak: Polignano, Fasano, Alberobello (miasto Trulli). Odcinek ze ślubem został nakręcony przy pomniku Domenico Modugno, nad morzem w Polignano w tle z błękitnym Adriatykiem’.

To twój pierwszy kontakt z telewizją amerykańską? Pracowałeś już kiedyś z ekipą międzynarodową?

‘Moda na sukces i praca z ekipą amerykańską rodem z Hollywood, miastem kina, byla moim pierwszym międzynarodowym doświadczeniem. Zawsze ich podziwiałem, wywodząc się z Actor Studio, które specjalizuje się w nauczaniu metody gry Starsberga. Nauczyłem się od nich wielu nowych technik. To prawda, co mówi się w aktorskim świecie, iż “aktor jest jak złodziej”, gdyż kradnie oczami, kradnie obserwując. Trzeba zawsze umieć obserwować, słuchac, niezależnie od wieku i środowiska’.

Mógłłbyś opisać swoją rolę?

‘Grałem jednego z gości zaproszonych na ślub. Naprawdę przyjemna rola, śpiewam z ekipą piosenkę „Nel blu dipinto di blu (Volare)” Domenico Modugno, hymn włoskiej muzyki rozrywkowej; w serialu patronuje ona pocałunkowi państwa młodych’.

Jak sobie zapamiętasz tą apulijską przygodę?

‘Jestem szczęściarzem, ta przygoda pozwoliła mi dojrzeć zawodowo i dała wiele niezapomnianych wspomnień, które będę mógł kiedyś opowiedzieć moim synom. To były cudowne dni. Jestem zdania, iż trzeba żyć chwilą. Słowa na nic się tu zdają’.

Jakie są osobiście dwie mityczne gwiazdy serialu: Ridge i Brook?

‘Ridge i Brooke, tak jak i inni aktorzy castu, to bardzo normalne osoby, jak już mówilem, miłe i sympatyczne. W pauzie robili sobie zdjęcia i pozdrawiali swoich fanów. Zachowywali się jak turyści! Byłem pod wrażeniem ich brawury, nigdy się nie mylili, nagrywali około dziesięciu scen na dzień. Prawdziwi profesjoniści’.

Ktoś z nich zaprosił cię do Stanów lub obiecał, że powróci?

‘Aktorzy i produkcja obiecali, że powrócą do Apulii w wakacje, żeby na spokojne nacieszyć się miejscem. Ja też nie wykluczam, iż spotkam się z nimi, gdy powrócą, ale tym razem w roli turysty’.

La Polonia, una delle nazioni più stressate al mondo

0

Magdalena Radziszewska

Al giorno d’oggi lo stress è un elemento costante della nostra vita. Mani sudate, pelle d’oca, batticuore come reazioni ad emozioni più forti; chi non li ha mai provati? Uno stress effimero, che è il merito di un ormone che si chiama adrenalina, ha un’azione positiva, a patto che l’organismo abbia la possibilità di calmarsi. Quando ci sentiamo stressati e l’organismo non ha tregua, aumenta il livello di cortisolo, il cosiddetto “ormone dello stress”, mentre scende il livello di serotonina e dopamina che fanno parte del gruppo degli “ormoni della felicità”. Un continuo sforzo del sistema nervoso conduce a numerose e gravi malattie.

I polacchi, con particolare attenzione, dovrebbero prendersi a cuore queste informazioni. Secondo l’ultima ricerca dell’azienda Extended DISC, la Polonia apparterrebbe al gruppo dei paesi in cui è stato registrato il livello più alto di stress.

L’indice nazionale di stress TM, che si basa sulla ricerca condotta dalla Extended DISC, dimostra, in senso opposto, il grado di percezione della calma, dell’armonia e della mancanza di stress da parte dei diversi popoli.  L’indagine è stata condotta in diversi paesi su migliaia di intervistati, professionalmente attivi. In Polonia l’indice ammonta a 2,18 ed è molto più alto di quello registrato in altri paesi europei, come per esempio la Germania, dove l’indice TM si ferma a 1,60. I risultati dell’analisi sono inversamente proporzionali al livello di agiatezza di una società – più basse sono le condizioni di vita in un paese, più alto è l’indice di stress: per esempio, negli Stati Uniti, in Canada oppure in Gran Bretagna l’indice TM è basso (1,49- 1,59). I risultati dipendono anche dalle prospettive di sviluppo in una nazione (il risultato della Polonia è il più simile a quello della Corea). Un gruppo completamente a sè è costituito dai paesi dell’America Meridionale, dove malgrado un basso livello di agiatezza, l’indice di stress ammonta solamente a 1,17. Probabilmente questo fenomeno è condizionato da influssi culturali (per esempio dal fenomeno della “mañana”, tipico dei  paesi latinoamericani).

La maggioranza  dei polacchi conduce una vita molto stressante, soprattutto la fetta di società che riveste alte cariche manageriali. Una fretta continua, l’eccesso di obblighi, la paura di perdere il proprio lavoro sono i principali fattori dello stress che ci accompagna nella vita quotidiana. La cosa peggiore è che un lavoratore polacco medio si sente di anno in anno sempre più stressato. Dall’ultima ricerca condotta dall’azienda Regus risulta che quasi la metà dei polacchi (il 40%) avvertirebbe un livello di stress superiore a quello sperimentato  negli anni precedenti.

Secondo gli intervistati (la ricerca è stata condotta soprattutto nell’ambiente lavorativo), lo stress sarebbe più spesso provocato da fattori di natura professionale che da quelli di natura personale: lo stress maggiore deriverebbe dalla personale situazione finanziaria, dai problemi sul lavoro e dal contatto con i clienti.

L’analisi aveva come scopo anche la ricerca di possibili soluzioni del problema. Secondo gli intervistati, lo stress si potrebbe utilmente ridurre rendendo il lavoro flessibile. L’analisi più recente conferma, a tal proposito,  i risultati di una ricerca precedente condotta dalla Regus, secondo la quale il 58% degli intervistati si sentirebbe  molto meglio se avesse la possibilità di lavorare secondo ritmi più liberi e individuali. A detta degli intervistati, un lavoro flessibile avrebbe un influsso positivo sulla vita familiare, migliorerebbe la qualità della vita e  aiuterebbe a trovare un equilibrio tra lavoro e vita privata. Inoltre, un lavoro flessibile incrementerebbe  la produttività ed eliminerebbe i costi legati al lavoro presso un ufficio.

Un intenso ritmo di vita, un eccessivo carico di lavoro, la battaglia quotidiana per far carriera, i conflitti con i collaboratori, sono solo alcuni dei fattori che aumentano il livello “dell’ormone dello stress” nel sangue. Siamo una nazione che mira al miglioramento delle proprie condizioni di vita: purtroppo, disperati e concentrati sul nostro scopo, ci dimentichiamo dei disturbi provocati dallo stress, come dipendenze, dolori e crampi muscolari, depressione, insonnia, o problemi nella vita familiare.

Una ricerca su internet conferma, in maniera spietata, questo ritratto della nostra nazione, con un dato interessante: inserendo la frase “i polacchi e lo stress” si viene subissati da migliaia di pagine sull’argomento, il che conferma quanto sia diffusa l’idea che noi polacchi siamo “sull’orlo di una crisi di nervi”. Invece, tentando la stessa ricerca sui browser (polacchi) con “gli italiani e lo stress”, inspiegabilmente non troviamo alcun risultato… Forse gli abitanti del Belpaese, malgrado il tran-tran frenetico della vita quotidiana, hanno trovato il segreto per ridurre lo stress ed essere calmi? Forse dovremmo prendere esempio dai nostri amici meridionali?

Zatrzymać się i zadać sobie pytanie

0

Diana Golec

Dla chrześcijan po raz kolejny nadszedł czas Wielkiego Postu poprzedzającego Wielkanoc. Kolejność ta oczywiście jest celowa. Trzeba doświadczyć oczyszczenia, by móc dostąpić triumfu zmartwychwstania. Czasem zdarza się nam o tym zapomnieć! Zajęci mocno absorbującą nas codziennością wchodzimy w Wielki Post niejako z biegu i tak też go przeżywamy. Obciążeni niezliczoną ilością zajęć opatrzonych imperatywem „muszę to zrobić” lub „muszę z tym zdążyć” podejmujemy pospieszne postanowienia wielkopostne, które niejako mają uspokoić sumienie, domagające się rozwoju. Postanowienia te często powierzchowne, zeszłoroczne (ostatnio udało się wypełnić, więc już sprawdzone), nie przystające do obecnego etapu drogi duchowej, na jakim się znajdujemy, bywają echem naszych postanowień z dzieciństwa. I tu ewidentnie widzimy potrzebę postępu.

Wystarczy uświadomić sobie, że tak jak każdy szybki samochód staje się niebezpieczny bez hamulca, tak też rozpędzone życie pozbawione chwil zatrzymania się grozi utratą kontroli nad nim. Stąd Liturgia Kościoła zaprasza do 40 dni przygotowania się do Świąt Wielkanocnych. Konieczne jednak jest, by przystanąć i zacząć od zadania sobie pytania: jakie dobro ma we mnie zakiełkować i wzrosnąć przez ten czas?

Nie ulega bowiem wątpliwości, że powstrzymanie się od jedzenia słodyczy, czy picia alkoholu w Wielkim Poście na pewno wyrabia silny charakter i wspomaga umiejętność panowania nad sobą, ale czy o to chodzi Jezusowi, który w Ewangelii wzywa do postu, jałmużny i modlitwy? Czy może większym dobrem będzie głębokie spojrzenie wewnątrz siebie i uczciwe uznanie tego w czym jesteśmy słabi, by nad tym właśnie pochylić się w wyjątkowym czasie Wielkiego Postu.

To nie jest łatwe zadanie. Najpierw pojawia się myśl, że przecież było już tyle nieudanych prób poprawy tego, w czym najmocniej „kuleje” dusza i nie widać żadnych efektów. Kiedy nawet ta pokusa zostanie zwalczona a głębokie postanowienie powzięte, znów przychodzi szara, pospieszna rzeczywistość, która ogranicza chwile refleksji nad wypełnianiem tego, co sobie zamierzyliśmy. Pojawia się więc zniechęcenie, ucieczka w minimalizm. Tymczasem Bogu chodzi o to, by podejmować wysiłek dosięgnięcia do wyznaczonej poprzeczki! Dla Niego bardziej liczy się to czy próbuję walczyć, a nie to czy zwyciężam – choć i na to przyjdzie czas.

Ciekawy jest wątek opowiadania C.S. Lewisa „Lew, czarownica i stara szafa”. Pokazuje wysiłek czwórki rodzeństwa Pevensi, by w królestwie Narnii przywrócić harmonię i pokój. Nie dość, że dzieci borykają się ze zdradą jednego spośród nich, to w dodatku muszą pokonać czarownicę, która jest tak potężna i przebiegła, iż same starania bohaterów nie wystarczają. Z pomocą przychodzi Aslan, który decyduje się na oddanie swego życia, by wykupić winę zdrajcy. Umiera więc, ale oto wraz ze wschodem słońca staje się cud – Lew, za sprawą pradawnych czarów, wraca do życia i ostatecznie pokonuje wiedźmę.

Śmierć i życie dzieli ogromna przepaść. By ją pokonać człowiek potrzebuje paschy [z hebr. przejście] Jezusa Chrystusa, który tę drogę już przebył i sam stał się mostem… Oto właściwe znaczenie zmartwychwstania! Jest nim ofiara Boga, który samego siebie dając na okup, pokonuje grzech, rozprawia się ze śmiercią, a tym samym przywraca sens wysiłkom słabego człowieka w dążeniu do dobra i staje się jego siłą.

Moc Bożej miłości daje nadzieję na to, że choć często nie widzimy efektów naszych zmagań ze złem, to ostatecznie nasz trud zostanie nagrodzony w sposób podobny do tego w przypadku bohaterów Narnii. Nagrodą jest wieczna i piękna kraina.

Karnawał w Viareggio

0

Eric Matteucci

Drodzy włoscy przyjaciele z Polski, dzięki miesięcznikowi Gazzetta Italia i jej dyrektorowi Enrico Buscema, mam możliwość opowiedzieć wam o Viareggio, pięknej nadmorskiej miejscowości na wybrzeżu toskańskim, znanej na całym świecie z dostojnego karnawału, który w tym roku obchodzi swoją 140 rocznicę. Nasza impreza stała się już tradycją dzięki mistrzom figur z masy papierowej z Viareggio, którzy na całym świecie uznawani są również za jednych z najlepszych w konstruowaniu wozów karnawałowych, które osiągają wysokość nawet 20-30 metrów. Satyra na różne aspekty społeczeństwa jest elementem, który łączy kulturę z tymi papierowymi gigantami, jak są definiowane harmonijnie poruszające się wozy karnawałowe. Sto, dwieście tysięcy osób podczas magicznych defilad wzdłuż wybrzeża z panoramą jedyną w swoim rodzaju… Morze po jednej stronie, a kilka kroków dalej spektakl kolorów i radości, która pomimo zimowego chłodu rozgrzewa każde serce. Mieszkańcy Viareggio mają Karnawał we krwi i w DNA, cały rok czeka się na to wydarzenie będące dumą całego miasta. Zachęcam was wszystkich przebywających w Polsce do zaplanowania, wcześniej czy później, podróży do naszego przytulnego miasta, Tyrreńskiej perły, będącej królową karnawałów we Włoszech i w Europie.

Kto chciałby zobaczyć transmisję z niedzieli 17 lutego oraz 3 marca, może to zrobić wchodząc na stronę internetową telewizji Versilia, która transmituje defiladę w Internecie. Na zakończenie chciałbym podziękować Pani, która zamieściła skomponowaną przeze mnie piosenkę „Viareggio è magica” („Viareggio jest magiczne”) na waszej stronie internetowej, co pozwoliło na przypadkowe spotkanie z Waszym dyrektorem, który skontaktował się ze mną za pośrednictwem Facebook’a.

“Viareggio è magica” dokonała prawdziwych czarów. Rozpowszechnianie karnawału w Viareggio za pomocą piosenki sprawia, że dumny jest nie tylko ten, kto ją napisał, ale także ci, którzy ją śpiewa, czyli Egisto Olivi, Silvia Barbieri, Dino Mancino (znany ze swojej trasy z Giorgio Panariello i licznych występów z Zucchero) oraz grający na gitarze i basie Simon Luca Ciffa. Z naszej strony serdeczne podziękowania dla Was wszystkich!

 

Uścisk łączący Viareggio i Warszawę!

Link do strony telewizji Versilia, gdzie można obejrzeć transmisję online:

http://www.reteversilianews.com/.