Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 147

ADRIANA SOARES: “Kobietę trzeba szanować. Kropka. Tworzymy wspaniałe rzeczy i z pewnością dzięki nam świat jest piękniejszy. Bije od nas światło, nie pozwólmy go nigdy zgasić !”

0

Fascynująca i spontaniczna kobieta z przeszłością modelki, obecnie – utalentowany fotograf. Rodzi się w Rio de Janeiro, zawodowiec w sektorze mody od 15 lat. Po wielu latach obserwowania wielkich Couturier, jak Gianfranco Ferrè, Krizia, Alviero Martini, Raffaella Curiel oraz byciu testimonial Tombolini, Di Modena Gioielli tworzy swόj własny styl. Uczy się technik fotograficznych w Wyższym Instytucie Fotografii w Rzymie, stając się tym samym jedną z najbardziej popularnych kobiet – fotografόw w stolicy Włoch. Z Adrianą, z okazji 8 marca, rozmawiam o jej przeszłości (F jak Fashion) jak i teraźniejszości (R jak Rodzina), a przede wszystkim rozmawiam o życiu wszystkich nas – KOBIET.

Adriana, jak byś się zautodefiniowała?

“Trudne pytanie. Tzn. będąc osobą bardzo niepewną siebie, trudno jest znaleźć autodefinicję. Jestem konkretna, namiętna i wszystko to, co robię zależy od moich spontanicznych, instynktownych reakcji”.

Urodziłaś się w Rio de Janeiro, teraz jesteś jedną z najbardziej utalentowanych kobiet-fotografόw w Rzymie. Opowiesz nam swoją historię?

“Dziękuję ci za komplement. Mojemu pochodzeniu zawdzięczam to, kim jestem teraz. Czasami jestem nadwrażliwa i to mi przeszkadza. Mam wrażenie, jakbym miała drugą głowę, ktόra za mnie decyduje. Moja praca łączy to, co jest z tym, co bym chciała żeby było. Przed sesją zdjęciową analizuję moich modeli i w trakcie prόbuję uchwycić to, kim są w rzeczywistości. To przepiękny zabieg. Rozmawiamy o wszystkim, ludzie się otwierają i kończymy na prywatnych sprawach. To jest takie piękne. W pewnym sensie zakochuję się w fotografowanych przeze mnie osobach. To są dusze, wyzwalająca się energia. Jeśli chodzi o moje pochodzenie, urodziłam się we wspaniałym kraju, gdzie ludzie są dla siebie przychylni. Brazylia przypomina trochę pod tym względem Włochy, pewnie dlatego czuję się tu dobrze, a przyjechałam tu już w wieku 13 lat. Uczyłam się w Rzymie i tu dorastałam. Pracowałam jako modelka aż do wieku 30 lat, jeździłam po świecie, pozowałam dla geniuszy typu Gian Franco Ferrè, Krizia. Wystepowałam nieraz w Donna Sotto le Stelle [Kobieta pod gwiazdami], wydarzeniu lipcowym kończącym tydzień mody w Rzymie. Niestety, ta przygoda zakończyła się w 2003 r. Do tej pory wspominam tą fantastyczną energię. Wszystkie telewizje świata zbierały się tam i rozmawiały z nami, modelkami, próbując uchwycić nas spacerujące po schodach w promieniach słońca. Czasem zamykam oczy i podrόżuję, znόw jestem w Chinach, Indiach, Nowym Jorku, Tunezji, Egipcie. Mamma mia, brakuje mi tego wszystkiego, tyle się nauczyłam podrόżujac. Widziałam jak kawałek materiału nabiera życia w rękach Gian Franco Ferrè. Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez mody. Najpierw jako modelka, teraz jako fotograf – przeszłam wewnętrzna ewolucję. Wcześniej to ja byłam piekną do fotogafowania, a teraz ja jestem tą, ktόra czyni pięknymi moje modelki. Wcześniej pokazywałam siebie, dziś istnieję. To naprawdę wspaniała rzecz! Staram się naznaczyć wiecznością chwile, ktόre chwytam!”

Jak długo byłaś modelką? Czego ten zawόd cię nauczył? Jakie są negatywne strony modelingu dla młodej dziewczyny?

“Byłam modelką przez 15 lat i muszę przyznać, że to mi wiele dało. To, czym dziś się zajmuję zawdzięczam modelingowi. Jestem obserwatorką. Każdy z włożonych strojόw wywoływał u mnie emocje, oddawał mi swoją duszę, wzbogacał. Dzięki temu sama stworzyłam coś mojego, osobistego. Pytasz się mnie o negatywne strony tego zawodu, są jak w każdej innej pracy, gdzie krążą pieniądze, jest sława i liczy się tylko wygląd. Można łatwo się w tym zagubić. Lecz teraz wszystko się zmieniło, modelki są bezosobowe, są do siebie podobne. Ostatnie pokazy mody zawiodły mnie. Te piękne kobiety nie emanują już żadną energią. Wszystko się zmieniło. Nie wiem, czy na dobre, czy na złe. Wyglądają jak roboty. Sami projektanci skarżą się na nie. Czyja to wina? Systemu? Młoda dziewczyna powinna być do tego zawodu przygotowana, zachęcana. Nie jest łatwo, jest duża konkurencja, nowe twarze pojawiają się każdego dnia, najlepiej traktować to wszystko jak grę, przejściowe hobby. Era top modelek skończyła się, teraz można traktować modeling jak zabawę. A co najważniejsze, bycie modelką to znoszenie wielu trudόw. Trzeba być zawsze skromną, dyspozycyjną, kulturalną, zdeterminowaną, miłą i trzeba przestrzegać wielu reguł np. dużo spać, zdrowo jeść, nie palić i nie pić. Wokόł tej pracy krążą mity, jest wiele uprzedzeń, większość z nich jest nieprawdziwa. Najważniejsze to znalezienie poważnej agencji, ktόra wyśle cię na castingi, ktόre zapewnią ci pracę. Jesli nie od razu tak jest, nie można się poddawać. Trzeba tylko bardzo uważać. Siła charakteru i akceptacja krytyki lub ewentualnej porażki liczą się tu najbardziej”.

Jesteś bardzo dobrym fotografem, często też angażujesz się w sprawy społeczne, rόwnież właśnie te dotyczące kobiet. Pamiętam wystawę ‘Spojrzenia, Uśmiechy, Twarze… Kobiety’ z roku 2010. To był twόj pomysł, czy ktoś zasugerował ci ten temat ?

“Skontaktował się ze mną Urząd Miasta Rzymu. Chodziło o wzięcie udziału w evencie na Dzień Kobiet. Wtedy uzmysłowiłam sobie, kim jestem, mamą oraz kobietą pracującą i produktywną. My kobiety rodzimy za każdym razem, gdy coś tworzymy, nawet gdy przyrządzamy zwykłą sałatkę. Nasza praca nie jest tylko pracą. Będzie zawsze częścią nas, a nasza energia da jej nowe życie. Kto nie jest roztargniony, na pewno to zauważy, poczuje. Kobieta jest najpiekniejszą i najdoskonalszą istotą, jaką Bόg mόgł stworzyć. Miłość, ktόra zawarta jest w akcie kreacji mogła zostać ofiarowana tylko przez kobietę”.

Twoje nowe projekty?

“Mam wiele projektόw, na jednym w szczegόlny sposόb mi zależy i pewnego dnia wszystkich nim poruszę. Na razie jednak nie mogę nic powiedzieć. Wspόłpracuję też z wieloma gazetami, ktόre pozwalają mi pokazać tzw. “dziewczyny z sąsiedztwa”. Organizuję sesje fotograficzne z wliczonym w to make up’em i stylingiem. Wspaniale jest widzieć uśmiech tych dziewcząt. Dla nich taka sesja to marzenie, ktόre się spełnia”.

Zawόd fotografa jest zdominowany przez mężczyzn. Tobie udało się przykuć uwagę wszystkich, zostałaś dostrzeżona nie tylko ze względu na swoją urodę, ale i prawdziwy talent.

“Miło mi to słyszeć, szczegόlnie że jak już powiedziałam, jestem bardzo niepewna i bardzo krytyczna w stosunku do samej siebie. Nigdy nie jestem całkowicie zadowolona z mojej pracy. Jest też duża konkurencja w moim zawodzie, ale ja nie uważam go za zawόd, to moje życie, to ja. Ludzie dzielą ze mna chwile i dobrze się ze mną bawią – śmieje się, tańczę, przypominam, jak mόwią, postać z kreskόwek. Jestem trochę zwariowana. Przestawiam sama wielkie drewniane panele i światło, często pracuję bez asystenta. Myślę, że fakt, iż jestem kobietą to plus. My kobiety mamy gust, inną wrażliwość, a i moja modowa przeszłość podarowała mi jedyną w swoim rodzaju wiedzę”.

Prowadzisz rόwnież kursy zasad dobrych manier w Rzymie. Skad wziął się pomysł? Co przekazujesz swoim uczennicom?

“Na razie musiałam wszystko zatrzymać. Niestety kryzys wpłynął także na moją działalność. Lecz cały czas staram się przekazywać młodym dziewczynom to, co wyniosłam z tradycyjnego domu w Brazylii. Tam, w wieku 13 lat wzięłam udział w jednym z takich kursόw prowadzonym przez Marię Augustę Nielsen, moją babcię, a potem przez Florindę Bolkan i Josefę Soares moją ciotkę, modelkę znaną z okładek Vogue’ i z wybiegόw dla Roberto Capucci, Pacco Rabanne, Valentino. Tam wykształciłam się w klimacie wojskowym. To była szkoła uczęszczana przez dziewczęta z wysokich sfer, uczyły się dobrych manier i tego, jak dobrze żyć. Uczyły się też, iż gust, prostota i wykształcenie są kluczem do sukcesu. Tego samego uczę i ja! “.

Z kim pracuje ci się lepiej: ze znanymi osobistościami z kina, czy z debiutantami?

“Bez wątpienia z prawdziwymi osobami, ktόre pozwalają się w pełni uchwycić. Często te osoby są jak kamienie, ktόre na moich oczach zmieniają się w diamenty”.

Czym dla ciebie jest feminizm i kobiecość?

“Pomocy, co za pytanie! Feministka? Ta, ktόra z siłą potwierdza, że należy do samej siebie. A jeśli chodzi o kobiecość, ta jest uniwersalna, to energia, ktόrą się emanuje nieświadomie. Chyba sobie zaprzeczyłam, chciałam powiedzieć, iż kobiecość jest wrodzona, są dziewczynki, ktόre ruszają sie jak gazele z harmonią, czym wywołują u innych uśmiech. Są i takie, ktόre przypominają kierowcόw ciężarόwek. Tak, kobiecość to rzecz wrodzona, genetyczna”.

Jak już powiedziałaś, wspόłpracujesz z wieloma gazetami. Gdzie można zobaczyć twoje zdjęcia?

“Wspόłpracowałam i nadal wspόłpracuję z wieloma tytułami, ale nie mogę ich wymienić… “.

Sytuacja wielu kobiet na świecie, szczegόlnie tych z krajόw muzułmańskich, jest dramatyczna. Natomiast My, kobiety z Zachodu, narzekamy na nasz los, pracujemy, zajmujemy się rodziną, a przy tym musimy być sexy. Jakie jest twoje zdanie na temat tych dwόch światόw, Orient, ktόry całkowicie przykrywa kobietę i Zachόd, ktόry ją całkowicie rozbiera, zmienia w przedmiot?

“Jesteśmy owocem naszych czasόw. Niestety, na Zachodzie mamy za dużo i wciąż chcemy więcej, to jest jak konwulsyjny i histeryczny taniec. Nie ma rόwnowagi, harmonii, miłości czy szacunku, nawet dla siebie samych. Kiedy byłam małą dziewczynką, moja sąsiadka doradzała mi: ‘Musisz iść na kompromis, gdyż czas ucieka i szybko staniesz się stara jak ja’. Jestem dumna z tego, że jej nie posłuchałam. Nasza epoka jest dziwna, nic nas już nie dziwi. Zadziwiam bardziej ja jako matka i żona, jedna z niewielu szczęśliwych mężatek. Teraz wszystko robi się na opak, jest się nienormalnymi będąc normalnymi. Orient ma swoją kulturę, swoje tradycje i reguły ciężkie do zrozumienia i zaakceptowania. Mam nadzieję, że kiedyś i tam dotrze większy szacunek, rόwnowaga i więcej miłości w stosunku do kobiet. Kobietę trzeba szanować. Kropka. Tworzymy wspaniałe rzeczy i z pewnością dzięki nam świat jest piękniejszy. Bije od nas światło, nie pozwólmy go nigdy zgasić !

Czy jest coś, czego zazdrościsz mężczyznom ?

“Nic…nic…naprawdę nic… “.

Bergoglio: jasne i ciemne strony nowego pontyfikatu

0

13 marca 2013 r., w drugim dniu konklawe, na tron papieski został wybrany kardynał i katolicki arcybiskup z Argentyny, Jose Mario Bergoglio, który przyjął imię „Franciszek”. Urodzony w rodzinie o włoskich korzeniach, a ściślej mówiąc piemonckich, po obronie dyplomu z chemii na uniwersytecie w Buenos Aires (a później także z filozofii i z teologii) wybiera kapłaństwo wstępując do seminarium w Villa Devoto i rozpoczyna w 1958 r. nowicjat w Towarzystwie Jezusowym. W 1969 r. zostaje wyświęcony na kapłana, a następnie w 1992 r. Jan Paweł II, który wyniesie go również do godności kardynalskiej w czasie konsystorza zwyczajnego w 2001 r., nadaje mu tytuł biskupa tytularnego w Auca i pomocniczego w Buenos Aires.

Wydaje się, że istnieje wielkie podobieństwo na gruncie teologicznym i duchowym pomiędzy Janem Pawłem II a Franciszkiem: serca obu papieży są przepełnione czcią Maryjną; obaj, aż do momentu wyboru na tron Piotrowy, byli bardzo daleko od kręgów sprawujących władzę w Kurii rzymskiej; obaj, aż do pojawienia się białego dymu byli biskupami diecezjalnymi, przewodzącymi dwóm ważnym na świecie diecezjom kardynalskim: Krakowskiej i tej z Buenos Aires. Bergoglio to pierwszy papież z Ameryki Południowej, pierwszy, który przyjął imię Franciszka, ale też pierwszy jezuita wybrany papieżem. Pomimo że wielu uważa go za postępowca, w Argentynie zawsze stał na straży konserwatywnych poglądów, które doprowadziły go do otwartej konfrontacji z rządem Cristiny Kirchner, sprzeciwiając się małżeństwom homoseksualnym oraz swobodnemu dostępowi do środków antykoncepcyjnych. Rzeczywiście wszystko wskazuje na to, że zachowywał zawsze prawicowe poglądy piastując urząd w Buenos Aires.

Jest on kontrowersyjną postacią, w której przeplatają się jasne i ciemne strony, wywołującą sprzeczne opinie, według których raz jest on zwolennikiem dyktatury wojskowej (1976-83), a innym razem porywającym tłumy przeciwnikiem luksusu i marnotrawstwa. Wątpliwości na temat jego dobrej natury wyraził argentyński dziennikarz Horacio Verbitsky, autor słynnej książki pt. „Lot”, w której po raz pierwszy ujawnione zostaje istnienie systematycznego planu likwidacji opozycji wobec reżimu poprzez „loty śmierci” (30 tys. ofiar według Matek z Plaza de Mayo, osiem tysięcy według innych źródeł). Verbitsky opowiedział o odpowiedzialności i zmowie milczenia kościoła w Argentynie w czasie dyktatury. Według jego śledztwa dziennikarskiego Bergoglio (był on prowincjałem Towarzystwa Jezusowego) na miesiąc przed przewrotem z dnia 24 marca 1976 r. nakazał ponoć dwóm kapłanom, Orlandowi Yorio i Franzowi Jalics, którzy pracowali w slumsach Buenos Aires, porzucić ich pracę. Oni jednak odmówili. Verbitsky dalej stwierdza, że Bergoglio, po usunięciu ich z Towarzystwa Jezusowego, naciskał na pełniącego wówczas funkcję arcybiskupa Buenos Aires, aby ten zabronił obu kapłanom odprawiać mszę: pozbawienie ochrony, a tym bardziej ukaranie ich za nieposłuszeństwo, oznaczało przyczynienie się do uznania ich za potencjalnych wywrotowców, ponieważ wystarczyło zaangażować się w prace w slumsach, uznawane za „lewicowe”, aby trafić na czarne listy wojskowych. W rzeczywistości nigdy nie było dowodów ani poszlak wskazujących na jego związki z dyktaturą, a oskarżenia te Bergoglio zawsze odpierał jako „stare oszczerstwa”. W dowód tego, w Roku Świętym 2000, to właśnie on nakazał całemu Kościołowi argentyńskiemu „nałożyć” pokutne szaty, z powodu win popełnionych w latach dyktatury. Jednocześnie Bergoglio jest ważną postacią w Kościele południowoamerykańskim, która ukształtowała swój wizerunek prowadząc skromny tryb życia – rzeczywiście zawsze korzysta z transportu publicznego; nawet gdy został arcybiskupem Buenos Aires mieszkał w małym i skromnym mieszkaniu zamiast w luksusowym apartamencie sąsiadującym z katedrą. Ponadto, gdy został wyniesiony do godności kardynalskiej w 2001 r., zobowiązał swoich rodaków, którzy zorganizowali zbiórkę funduszy, aby móc uczestniczyć w ceremonii w Rzymie, do pozostania w Argentynie i ofiarowania pieniędzy ubogim.

Zawsze opierał się przyjęciu funkcji kurialnych i według niektórych świadectw w czasie konklawe w 2005 r. tak go przeraziła myśl o ciężarze, który miał na niego spaść, że przekonał swoich zwolenników, aby na niego nie głosowali. Natomiast według innych, kardynałowie zablokowali wtedy Argentyńczyka próbując uniemożliwić osiągnięcie minimalnej większości wymaganej przy wyborze, tak aby dać szansę innym kandydatom: faktem pozostaje, że okazał się drugim po samym Benedykcie XVI kandydatem z największą ilością głosów.

Wystarczyło, że nowo wybrany papież zbliżył się do balkonu, by zapomniane zostały cienie jego przeszłości; wystarczył jego szeroki uśmiech, przypominający trochę uśmiech Jana XXIII, by rozpalić entuzjazm; obrazu dopełnia wybór imienia Franciszek, które odsyła do postaci świętego, a więc i do przyrody, ubóstwa oraz dialogu z potrzebującymi. Ludzki, uprzejmy, przeciwny społecznym podziałom i o rewolucyjnych poglądach – tak oto jawi się większości papież Franciszek.

Rozpoczyna się sezon jednośladów

0

Chociaż jazda na rowerze miejskim i górskim należy do moich dwóch pasji, to jednak dziś porozmawiamy o motocyklach.

Okazji do dokonania kilku prognoz na sezon 2013 dostarczyła mi piąta edycja targów motocyklowych, zorganizowana przez firmę Motorini na początku marca.

Odwiedziwszy wszystkie pięć edycji, zdaję sobie sprawę, że rynek z tego sektora nie jest jednak odporny na skutki recesji.

Paradoksalnie największe i najbardziej okazałe były polskie standy firmy Romet (nieładne skutery, elektryczne auta i rowery z innej epoki) oraz Junak, których wolałbym jednak nie komentować, ponieważ po prostu nie odpowiadają moim gustom.

Targi odbyły się tylko w 2 pawilonach wystawienniczych. Wśród najbardziej nieuzasadnionych nieobecności tego roku są: Honda, Harley Davidson i Yamaha.

Natychmiast rozpoczynamy od niekwestionowanego lidera, modelu BMW GS 1200, który w końcu chłodzony jest cieczą (wiem, nie wszyscy myślą tak, jak ja). Za 17 tys. euro będziecie mogli dosiąść tego cacka o doskonałej zwrotności i z wysokiej jakości elektronicznymi komponentami służącymi do zapewnienia bezpieczeństwa. Posiada Traction control, elektroniczne przednie zawieszenie (nie zatapia się jak moja Honda translap) oraz regulowane tylne zawieszenie dla wszystkich tych, którzy nie są wyżsi niż 180cm. Jeśli możecie pozwolić sobie na wydanie takiej kwoty, nie wahajcie się! Będziecie mieli to, co najlepsze.

Ducati, niedawno zakupiona przez grupę Audi, prezentuje nową i ekscytującą generację Hypermotard na rok 2013. Jest to generacja przejmująca z oryginalnego konceptu elementy, takie jak innowacyjność, design, lecz przede wszystkim niesamowita rozrywka, które sprawiły, że ten motocykl stał się jedynym w swoim rodzaju i odniósł ogromy sukces. Właściwie nowy Hypermotard nie tylko przejmuje te cechy, ale również ostatecznie je uwydatnia dzięki nowej gamie złożonej z 3 niewiarygodnych modeli: porywający Hypermotard, ekstremalny Hypermotard SP i nowy, jeszcze bardziej dostępny i praktyczny tourer, szczególnie wskazany do codziennej jazdy Hyperstrada.

Nowa gama łączy zaawansowane technologie z wyjątkowymi rozwiązaniami inżynierskimi, które są wynikiem włoskiego geniuszu i designu, po to aby stworzyć nowy rozdział w historii Hypermotard. Wersje Hypermotard i Hypermotard SP zapewniają doskonałe prowadzenie i emocje zarówno podczas codziennego użycia jak i na torach wyścigowych, natomiast model Hyperstrada został zaprojektowany i stworzony dla tych, którzy łączą jazdę sportową z turystyczną o średnim zasięgu, samemu lub w parze, a wszystko to w niepowtarzalnym stylu Ducati.

Na KTM spotykamy Jacka Czachora, uczestnika ponad 10 rajdów Dakar, którego osobiście bardzo szanuję. Jak zawsze uprzejmy, opowiada nam o narodzinach nowego Ducati Adventure, które posiada 1000 cylindrów, nieskończoną liczbę koni mechanicznych, lecz także wbudowany elektroniczny mechanizm ograniczania prędkości dla tych, którzy nie są w stanie zapanować nad tą rozszalałą bestią o wadze piórkowej poniżej 200kg.

Włoską obecność na tych targach uszlachetniła marka Spidi. Spółka podobnie jak Dainese, producent odzieży technicznej i sponsor zawodów również na poziomie światowym, pochodzi z Vicenzy. Mediolańska marka Tucano Urbano proponowała amatorom skuterów znane i często widywane we włoskich miastach, zwłaszcza kiedy jest chłodno, motokoce.

Na osobny rozdział zasługuje to, w jaki sposób polskie media i nie tylko one pojmują filozofię jazdy jednośladami.

Od dłuższego czasu obserwuję, przede wszystkim na portalach społecznościowych, że młodzi Polacy traktują motocykle jako pewnego rodzaju immunitet w łamaniu przepisów ruchu drogowego, naśmiewaniu się przy tym ze straży miejskiej, Policji i innych służb, a także jeździe na jednym kole, staniu na przednim kole oraz przejazdach z prędkością ponad 170km/h po ulicach miasta. Doszły mnie też słuchy, że pewni pseudo twardziele, którzy biorą udział w nocnych zakładach zawiązują sobie na szyi linkę, a następnie przywiązują ją do motocykla, aby w razie nieszczęśliwego upadku z dużą prędkością, śmierć była sposobem na uniknięcie wstydu i niepełnosprawności. Po prostu biedni idioci!

Również polskie czasopisma branżowe nieustannie zalewają nas zdjęciami na okładkach, propagującymi jazdę na jednym kole i całą serię nieodpowiednich zachowań.

To właśnie z tego powodu zdecydowałem się spróbować napisać przewodnik dla motocyklistów, który sugerowałby 50 tras do przemierzenia w tym pięknym kraju jakim jest Polska, gdzie również przy 70km/h, przemierzając mazurskie drogi, będziesz mógł doznać wielu emocji, podziwiać krajobrazy i zapachy polskiej natury. A do tego bogata oferta kulinarna (do dziś pamiętam pierogi z dziczyzną, których spróbowałem w Białowieży!) i jeśli budżet na to pozwoli dobry hotel ze SPA, aby dać odpocząć plecom mojej cierpliwej towarzyszki podróży.

W tym roku mam nadzieję, że będę mógł wam opowiedzieć o przynajmniej kilku ekstremalnych podróżach i życzę sobie, aby udało mi się przekazać wam przynajmniej część emocji, które ja odczuwam.

Jeśli ktoś kto czyta ten artykuł reprezentuje firmę, która mogłaby być zainteresowana moim projektem… wie gdzie można mnie znaleźć.

 

Człowiek w białej sutannie

0

Diana Golec

„Jestem tylko pielgrzymem, który zaczyna ostatni etap swojej drogi” powiedział Benedykt XVI ostatniego dnia swego pontyfikatu. Od 28 lutego mówimy o nim ‘emerytowany papież’, choć to z pewnością nie koniec jego posługi. Zmieni ona teraz charakter na cichą modlitwę towarzyszącą rozpędzonemu światu. „Pan wzywa mnie, bym 'wszedł na górę’, abym jeszcze bardziej poświęcił się modlitwie i medytacji” – powiedział podczas modlitwy Anioł Pański w Watykanie w ostatnią niedzielę lutego. Z pewnością obrał on, ku ogromnemu zaskoczeniu całego Kościoła, kurs na spokojniejsze wody, ale niewiele jest osób, które zadają sobie pytanie, kto pokierował kompasem, wskazującym mu drogę. Czy nie Ten, kto przywiódł go na Stolicę Piotrową? A skoro tak, to skąd to wyraźne rozczarowanie pewnej części chrześcijan? Być może nasze plany po raz kolejny usiłujemy postawić ponad to, czego pragnie dla nas Bóg. „Nasze ludzkie myślenie i nasze ludzkie wysiłki na ile są współpracą z Panem Bogiem, na tyle są skuteczne, potrzebne, dobre” – mówił abp Józef Michalik podczas mszy dziękczynnej za pontyfikat Ojca Świętego, zaznaczając, „że Benedykt XVI nie odchodzi spod krzyża, On stanie w innym miejscu”.

Przez wieki w zbiorowej mentalności ludzi wierzących powstało głębokie przeświadczenie, że Ojciec Święty to nad-człowiek, którego otacza niewidzialny pancerz, a więc może przyjąć i spokojnie znosić wszystko: zło, podziały wewnątrzkościelne, cierpienie, ból, chorobę, a nade wszystko dręczenie wielu wrogich środowisk. Poniekąd to prawda. Papież z pewnością ma mocny pancerz łaski Bożej, siłę czerpaną z mocy Ducha Świętego i jego darów. Jednak ten, który nosi tytuł Namiestnika Chrystusa to przede wszystkim… człowiek. Tak jak każdy śmiertelnik doświadcza zmęczenia – na ciele i na duszy. Od pewnego czasu obserwowałam z niepokojem ogromne wyczerpanie, które bardzo widocznie zarysowało się na twarzy Papieża. Najmocniej uderzyło mnie to, gdy dwa miesiące temu podczas spotkania Taize, Benedykt XVI przejeżdżał obok mnie w swym papamobile. Był uśmiechnięty, a mimo to smutek w oczach i głębokie bruzdy na jego twarzy kazały mi się zastanowić nad przytłaczającym ciężarem jego zadań. „Wygląda jakby był chory” – powiedziałam do stojącego obok księdza.

Dzisiaj wiadomo już, że Benedykt XVI nosił się wtedy z zamiarem, który wywołał istną lawinę komentarzy, spekulacji, podejrzeń i krytycznych ocen. Papież wiedział, że tak będzie. Najmocniej zapewne przeżywał to, jak jego abdykacja wpłynie na Kościół. Można było bowiem przewidzieć, że zderzą się ze sobą dwa nurty – jeden oskarżający Ojca Świętego o dezercję, a drugi usiłujący okazać zrozumienie. Ci pierwsi uderzyli w szczególnie delikatną strunę, porównując Benedykta XVI do jego poprzednika. Przywoływanie choroby Jana Pawła II stało się niejako kamieniem, rzuconym w rezygnującego Papieża – on dał radę, a ty nie możesz?! – wytykały oskarżycielskie palce z prasy, Internetu i telewizji. Można wyobrazić sobie jak wiele cierpienia podobne osądy mogą zadać człowiekowi, który służył z zaangażowaniem. Komentarze te są dowodem na podstawową nieznajomość zagadnienia posługi w Kościele. Nie jest to bowiem kwestia czysto ludzka, jak próbują przedstawiać ją niektóre media, ale przede wszystkim tajemnica Bożego prowadzenia, które każdy człowiek przeżywa indywidualnie. Ojciec Święty jest narzędziem Ducha Świętego, od którego zależy kiedy i jak ta posługa się zakończy. Stąd bezpodstawne są obawy, że abdykacja Benedykta XVI będzie precedensem do ustanowienia granicy wiekowej dla urzędujących papieży.

Kto może zrozumieć człowieka, który odchodzi, bo nie czuje się na siłach by dobrze sprawować swoje obowiązki wynikające z powołania? Tylko ten, kto sam przeszedł podobną, bolesną drogę, która jest udziałem Papieża i kto czuje ciężar odpowiedzialności. Mimo to jakże kuszące jest podsumowywanie minionego pontyfikatu, wystawianie kolejnych osądów, mówienie co się udało, a co było porażką. Ocenianie Benedykta XVI jednak ostatecznie nie należy do nas. Przedmiot refleksji, zarówno osób wierzących, jak i niezwiązanych z chrześcijaństwem, stanowić powinny wartości, które każdy z nas zaczerpnąć może z przesłania Ojca Świętego. Z pewnością będzie to autentycznym dobrem i przyniesie większy pożytek niż najtrafniejsze nawet analizy ośmiu lat jego pontyfikatu.

Obama ekologicznym prezydentem?

0

Edoardo Zarghetta

Nie wypada być biernym widzem, gdy mowa jest o polityce amerykańskiego prezydenta. Nawet jeśli chodzi tylko o energię i zrównoważony rozwój należy mieć na uwadze to, że Stany Zjednoczone odgrywają bardzo ważną rolę na poziomie światowym dzięki eksportowaniu innowacji technologicznych, modeli rozwoju i dużego zanieczyszczenia.

W styczniu Barack Obama po raz drugi objął urząd w Białym Domu, a zatem można powiedzieć, że będzie on przez kolejne cztery lata tej kadencji Liderem wśród światowych liderów. Wolno nam więc zapytać, czego można się spodziewać w kwestiach energetycznych i ekologicznych amerykańskiej polityki?

Podczas poprzedniej kadencji (2008-2012) mogliśmy zaobserwować trudności, na jakie prezydent natrafił w realizacji polityki przedstawionej w czasie pierwszej kampanii wyborczej. Nie tyle dlatego że działanie rządu w zakresie polityki energetycznej było mało zdecydowane, ale dlatego że oczekiwania wzbudzone przez Obamę zarówno w czasie kampanii „Yes We Can”, jak i poprzez słynną mowę inauguracyjną były bardzo wysokie. W szczególności w tej ostatniej kampanii pojawiło się mocne nawiązanie do możliwości wspomożenia rozwoju gospodarczego i zwiększenia zatrudnienia dzięki odnawialnym źródłom energii oraz walce z ocieplaniem planety: “There is new energy to harness and new jobs to be created” mówił wtedy prezydent. Po upływie czterech lat zobaczyliśmy, że planeta nadal jest zagrożona katastrofą ekologiczną, przede wszystkim z powodu amerykańskiej emisji CO2, i niewiele zostało zrobione, aby zmniejszyć zależność tego kraju od paliwa kopalnego. Prawdziwym celem amerykańskiego rządu było zmniejszenie uzależnienia od importu energii poprzez zwiększenie niezależności energetycznej kraju. Jednak technologie, na których wówczas się oparto, aby osiągnąć ten cel były przeważnie „brudne”: prezydent przyznał licencje na poszukiwanie ropy i gazu na morzu, na budowę 3500 kilometrów rurociągu naftowego od Alaski do Teksasu i na wydobycie gazu metodą hydroszczelinowania (wpompowywanie wody z substancjami chemicznymi w celu wydobycia gazu z płytkich pokładów). W swojej drugiej mowie inauguracyjnej Obama ponownie obiecał, że zajmie się zagrożeniami wynikającymi z globalnego ocieplenia oraz, że chce „zachować ojczyznę daną ludziom przez Boga” poprzez wsparcie odnawialnych źródeł energii. Jednak odezwy Obamy w sprawie środowiska, chociaż tak bardzo nasycone zapałem religijnym i patriotyzmem, będą musiały się zderzyć z Izbą Reprezentantów znajdującą się w rękach konserwatystów. Z tej przyczyny, mimo uznania najwyższej wagi, jaką prezydent nadał tym zagadnieniom w swojej mowie, ekolodzy mają niewielką nadzieję na to, że druga kadencja Obamy przyniesie poważną zmianę w polityce energetycznej USA. Chociaż są sygnały, że podejście administracji do dwóch z trzech zagadnień dotyczących polityki energetycznej opisanych powyżej może się zmienić, w związku z awarią z początku tego roku, która wystąpiła na platformie Kulluk, będącej własnością Shella, a w wyniku której do kruchego środowiska polarnego mogło dostać się 650 000 litrów paliwa diesel i 55 000 litrów smaru. Amerykański rząd ogłosił 60 dniowe moratorium na kontrolę środków bezpieczeństwa stosowanych przez przedsiębiorstwa paliwowe zaangażowane w poszukiwania ropy naftowej w regionie arktycznym. Ponad to, jeśli chodzi o rurociąg naftowy Keystone XL, po ostatecznym zaaprobowaniu go przez zainteresowane stany, Obama poprosił o dodatkowy czas, aby udzielić swojej zgody w tej kwestii. Natomiast o wydobyciu gazu metodą hydroszczelinowania zadecyduje nowelizacja, którą chciały właśnie zainteresowane stany, ponieważ taka metoda wydobycia może przyczynić się do skażenia radioaktywnego wód gruntowych otaczających studnie, jako że woda pompowana pod ziemią zbiera substancje radioaktywne zwykle obecne w podłożu i kieruje je w stronę wód gruntowych i rzek. Decyzje w sprawie tych trzech zagadnień, oprócz odbudowania grupy współpracowników wyznaczonej do kierowania różnymi działaniami rządu w zakresie energii i środowiska, stanowią również wyzwania, które czekają na Obamę w kwestiach energetycznych i zrównoważonego rozwoju. Dla dobra planety miejmy nadzieję, że Obama jak najszybciej potwierdzi swoje ekologiczne przekonania.

Luigi Lippomano

0

LUIGI (ALOISIO lub ALVISE) LIPPOMANO (Wenecja 1496 – Rzym 15 sierpnia 1559) był biskupem katolickim, doradcą w Administracji Centralnej Kościoła Katolickiego oraz członekiem Soboru Trydenckiego.

W 1538 roku został biskupem koadiutorem w Diecezji w Bergamo, a od 9 sierpnia 1548 roku do 20 lipca 1558 sprawował funkcje przewodniczącego Siedziby Episkopatu w Weronie, był również następcą Pietro Lippomano oraz poprzednikiem Agostino Lippomano – obydwaj byli jego krewnymi.

W 1542 roku w Portugalii został nuncjuszem, a z końcem sierpnia 1548 roku pełnił obowiązki wysłannika papieskiego w Niemczech, następnie 13 stycznia 1555 roku został nominowany przez papieża Juliusza III nuncjuszem apostolskim w Polsce. Jednakże, z powodu dwóch konklawe, musiał odłożyć swój wyjazd i oczekiwać na ponowną zgodę nowego papieża, Pawła VI. Po wyruszeniu z Rzymu, musiał zatrzymać się w Augsburgu w Niemczech, aby uczestniczyć w zgromadzeniu stanów I Rzeszy, dlatego też w dalszą podróż do Warszawy mógł udać się dopiero 28 września tego samego roku.

Poprzez misję w Polsce, zorganizowaną przez kardynałów Alessandro Farnese i Jacopo Puteo, musiał stawić czoła niebezpieczeństwu generalnej dysputy na temat problemów wyznaniowych i wzmocnić element katolicki w życiu publicznym, zwracając się do zdolnych kaznodziei i zaufanych profesorów, a także uciekając się do kontroli prasy i zakazu importu ksiąg luterańskich z Niemiec.

Ósmego października, po bardzo męczącej podróży, Lippomano nareszcie dotarł do Warszawy. Tam został natychmiast ugoszczony przez królową Bonę Sforzę w Zamku Ujazdowskim. Nie odpoczął tam jednak zbyt długo, gdyż dwadzieścia dni później był już w Wilnie na audiencji u Króla Polski Zygmunta Augusta, syna Królowej Bony i zmarłego Zygmunta I.

Lippomano natychmiast zorientował się, że sytuacja wyznaniowa w Polsce była dramatyczna, że “do spraw wiary i Kościoła w tym królestwie przywiązuje się najmniejszą wagę” oraz, że protestantyzm rozpowszechnił się już w całym kraju. Wśród arystokracji jego rzecznikiem był kanclerz wielki litewski i wojewoda wileński książę Mikołaj Radziwiłł.

W nawracaniu kraju na katolicyzm nie mógł liczyć na poparcie króla, który wysłał do Rzymu taką osobistość jak Stanisław Maciejowski, który był zwolennikiem używania języków miejscowych w liturgii, komunii eucharystycznej sub utraque specie, małżeństw dla kapłanów, oraz który popierał zwołanie Rady Narodowej. Miał on poparcie ze strony Episkopatu, arcybiskupa Gniezna Mikołaja Dzierzgowskiego, a także prymasa Polski oraz biskupa Warmii Stanisława Hozjusza.

Od lutego do października 1556 roku Lippomano przebywał w Łowiczu, w rezydencji arcybiskupa Gniezna.

Tam, 21 lutego, napisał długi list do Radziwiłła po to, aby nawrócić go na wiarę katolicką, lecz list ten pozostał bez jakiejkolwiek odpowiedzi.

Tymczasem od kwietnia do czerwca w Polsce miały miejsce okropne wydarzenia. Ludzie bezcześcili hostie, dokonywali różnych świętokradztw, dewastowali relikwie, doszło nawet do spalenia na stosie Doroty Łazęckiej a także kilku żydów z Sochaczewa i Płocka. Przy tej okazji protestanci winą za tę egzekucję obarczyli króla, arcybiskupa Gniezna i Lippomano.

Nuncjusz odwiedził diecezje w Gnieźnie, Poznaniu i Włocławku, a także, po raz kolejny, tę w Płocku. Została stworzona sieć współpracy między tymi kapitułami a kanonikami popierającymi dyspozycje Soboru Trydenckiego. We wrześniu Lippomano uczestniczył w Prowincjalnym Synodzie w Łowiczu, w grudniu brał udział w Radzie Polskiej w Warszawie, charakteryzującej się wielkim antagonizmem miedzy katolikami a protestantami.

Niebawem opuścił kraj, będąc przekonanym o tym, że umocnił katolicyzm w Polsce oraz, że pod jego kierownictwem została przeprowadzona reforma Kościoła.

Osiemnaście lat później Girolamo, kolejny duchowny z rodziny Lippomano, razem ze swoim bratem Paolem, kuzynem Luigim zostają wysłani przez Senat Wenecki do Polski, tym razem do Krakowa, aby asystować przy uroczystościach pogrzebowych Zygmunta Augusta oraz przy koronacji Henryka III Walezego, brata króla Francji Karola IX. Girolamo nie wrócił szybko do swojego kraju zafascynowany rozmachem ceremonii, ostentacją królewskiej świetności, która będzie widoczna przez pierwszych kilka miesięcy nowego panowania, ciekawymi miejscami, takimi jak Kopalnia soli w Wieliczce, pięknem krajobrazów i interesującymi relacjami utrzymywanymi między polskimi książętami a innymi książętami, w szczególności rosyjskimi i tureckimi. Obawiał się powrotu do Wenecji również z powodu zarazy, która tam panowała, dlatego zatrzymał się w Polsce na dobrych dziesięć miesięcy. Niestety czas przyjęć, zabaw i bankietów, które polska szlachta urządzała, prześcigając się w pomysłach, nie trwał zbyt długo. Rzeczywiście zdarzy się, tak że “wszystkie zabawy zamienią się w opłakiwanie” najpierw ze względu na śmierć Karola IX, a następnie z powodu ucieczki Henryka. Te wydarzenia wzbudzą wśród Polaków obawę przed „rozlewem krwi, popadnięciem w ruinę, utworzeniem się wielkich frakcji i różnymi nastrojami”.

Ale kim był Luigi Lippomano? Był on potomkiem rodziny Lippomano, Lippamano lub Luppomani, tj. weneckich patrycjuszy z tak zwanych Casade Novissime, familii która osiedliła się w Wenecji około 908 roku. Ta rodzina, pochodząca z greckiej wyspy Negroponte, dawniej Eubea, miała być założona przez anonimowego żyda, który nawrócił się na katolicyzm.

Luigi Lippomano był uczonym, upartym ministrem Kościoła Katolickiego, wybitnym dyplomatą, smakoszem, żarłokiem cierpiącym na skazę moczanową, zdolnym pisarzem, autorem tekstów dogmatycznych i hagiograficznych.

Był nieślubnym synem weneckiego bankiera Bartolomeo, który w 1488 ożenił się z Orsą Giustinian. Jego matka, Marta, była natomiast kobietą służącą jego ojcu.

Jako dziecko uczęszczał do tradycyjnych szkół, ale potem, już jako młodzieniec, w 1520 roku, zgodnie z wolą swego ojca, musiał rozpocząć studia humanistyczne i teologiczne na uniwersytecie w Padwie, gdzie studiował do 1521 roku, a w latach 1522-1523 uczył się na uniwersytecie w Rzymie, gdzie już od siedmiu lat żył jego wuj Girolamo.

Wraz z upadkiem Banku Lippomano w Wenecji jego rodzina, widząc że spłodziła już wielu ważnych prałatów Kościoła Katolickiego, postanowiła oprzeć się na kościelnych karierach swoich przedstawicieli. Z tego powodu również on zostaje nakłoniony do posługi kapłańskiej, z obietnicą natychmiastowego kanonikatu w Bergamo, gdzie jego wuj Niccolò oraz kuzyn Pietro następowali po sobie w biskupstwie.

Od XV do XVII wieku poza prałatami, Agostino – biskupem z Werony, Alvise – biskupem z Veglii, Giovannim – biskupem z Parenzo, Pietrem – przeorem w Klasztorze Trójcy Świętej w Wenecji, Andreą – przeorem w Kościele Św. Marii Pokory w Wenecji, Andreą – przeorem w Kościele Św. Marii Magdaleny w Padwie, Niccolò – dowódcą galery „Braccio di Venezia” we flocie Świętej Ligi w bitwie pod Lepanto, wśród najbardziej znanych członków Lippomano figurują również: Marco – wenecki dyplomata i prawnik, Girolamo – Ambasador wenecki w Turynie, w Dreźnie, w Neapolu, w Konstantynopolu, Geronimo – szlachcic wenecki, Maria – szlachcianka wenecka, która wyszła za mąż za szlachcica Alvise Querini, Cecylia – szlachcianka z Pincary, prowincji Rovigo, która wyszła za szlachcica Dolfin.

Ta rodzina patrycjuszy – istniejąca jeszcze w 1797 roku, w czasie upadku Republiki Weneckiej, ale nieistniejąca już w dniu dzisiejszym – składała się przede wszystkim z bogatych bankierów, z dostojnych prałatów i słynnych dyplomatów. Jednak ze względu na upadek Banku Lippomano oraz na fakt, iż była ona źle postrzegana z racji swoich pro-hiszpańskich poglądów – była bowiem skłonna popierać różne zachowania Hiszpanii, nawet te niezgodne z prawem – popadła w niełaskę.

Jednak mimo tego wszystko w XVII wieku, po imponujących i spektakularnych dwóch dziełach architektonicznych z XV w., tj. „Portyku Lippomano” w Udine i Willi „Ca’ Lippomano” w Carvarzere w prowincji weneckiej, w San Vendemiano w prowincji Treviso, na wzgórzach „Monticello” powstała wystawna willa, będąca wiejską rezydencją tej rodziny, prawdopodobnie zaprojektowaną przez sławnego wówczas weneckiego architekta Baldazara Longhena.

Luigi Lippomano, jako legat i nuncjusz apostolski, podczas swoich podróży przemierzył pół Europy, lecz zmarł w Rzymie w wieku sześćdziesięciu trzech lat, na trzy dni przed śmiercią swojego opiekuna, Papieża Pawła IV. Został pochowany w kościele Santa Caterina dei Funari. Pomimo iż był uważany za najpotężniejszego prałata w Kurii i był sekretarzem Papieża Pawła IV, Luigi Lippomano nie zdołał otrzymać nominacji kardynalskiej. Kto wie, może przyczyną nieotrzymania tego zaszczytu było jego nieślubne urodzenie!

FUNDAMENTY MOJEJ EUROPY

0

Lino Bortolini

Mieszkałem w Piemoncie i zostałem zaproszony przez grupę przyjaciół ze Szkocji na polowanie na gęsi, duże ptaki, które zimą odlatują z obszaru północnego koła podbiegunowego w poszukiwaniu pożywienia.

Bardziej od samego polowania interesował mnie kraj Marii Stuart.

Znałem jej historię, a także historię katolickiej Szkocji, która powstawała w bólu, przede wszystkim, aby ocalić niepodległość, a następnie choć minimalną autonomiczność wobec Londynu.

Znałem historię całej Europy, oczywiście łącznie z historią Anglii, ale odwiedzać te miejsca, obserwować zwyczaje, zgłębiać na miejscu kulturę, architekturę, sztukę i folklor, kosztować tamtejszej kuchni było dla mnie ogromnym przeżyciem.

Zarówno ze względu na kulturę śródziemnomorską, jak i przez wzgląd na tę nordycką.

A zatem wyruszyliśmy w styczniu. Niektórzy dotarli do Edynburga minibusem, inni samolotem. Cała grupa zebrała się w jednym z B&B w Zamku Braco, w okolicach Dunblane, poniżej zamku hrabiego Miur, który był właścicielem obszaru, na którym miało odbyć się polowanie.

Aby przedstawić nam program na kolejne dni, tego samego wieczoru, w dzień przyjazdu, pojawił się szef polowania: był to pan Mac, major polskiej armii, któremu udało się uniknąć schwytania przez niemieckie wojska w momencie nazistowskiej inwazji z 1939 roku i, po tym jak walczył w siłach oporu, otrzymał obywatelstwo angielskie i funkcję nauczyciela w Edynburgu. Miał żonę Polkę, malarkę, która nazywała się Ewa oraz córkę Anię, która studiowała we Włoszech.

Już samo wysłuchanie historii pana Maca i poznanie jego damy było dla mnie emocjonującym przeżyciem; innym równie porywającym było poznanie historii hrabiego Miur i jego żony dokonane następnego wieczora.

Oni przeżyli okres drugiej wojny światowej w Afryce, podążając za sojuszniczymi oddziałami, które wyruszywszy z południa Afryki, wówczas Commonwealth Britannico, dotarły do wybrzeży Mozambiku i podbiły w walce z Mussolinim tereny Somali, Erytrei, Egiptu i Libii, aż po Sycylię.

Na koniec wojny znaleźli się w okolicy miejscowości Reggio Emilia i tam, po wcześniejszym zakupie jeepa z wyprzedaży od sojuszniczego wojska, kupili także całą porcję parmezanu, ważącą 35 kg i zabrali ją do Braco, do ich zamku, aby świętować z przyjaciółmi wymarzony powrót!

Od 1945 do 1975 roku małżonkowie Miur nie mieli sposobności ani okazji, aby ponownie delektować się parmiggiano-reggiano i ze łzami w oczach okazywali głęboką nostalgię za nim.

Z kolei Pan Mac wysłuchiwał ich opowieści nie mając pojęcia czego one dotyczyły, ponieważ nigdy nie skosztował tego sera.

Ja opowiedziałem o mojej żonie, która pochodzi z regionu Emilia Romania, doświadczonej kucharce, zafascynowanej gastronomią, która bardzo często używała parmiggiano w kuchni. Tak bardzo go lubiła, że gdyby mogła, to dodawałaby go nawet do caffelatte.

Hrabina nalegała, abym w lecie odwiedził jej zamek i wielki ogród, o który troszczyła się osobiście. Byłbym jej gościem wraz z całą moją rodziną.

Moja żona była nauczycielką języka francuskiego w szkole średniej w okolicach Bassano del Grappa i często spędzaliśmy nasze wakacje podróżując z przyczepą kempingową po Francji.

Tamtego roku, w lipcu, przybyliśmy na kemping w okolicach Le Havre, odczepiliśmy przyczepę i wsiedliśmy na prom. Kolejnego wieczoru byliśmy już w zamku w Braco.

Zjedliśmy niezapomnianą kolację, przygotowaną na bazie łososia, jelenia, olbrzymich malin i piwa ze szkockiej strony, a także białych i czerwonych win, salami i w końcu także sera parmiggiano-reggiano, który został ustawiony na srebrnej tacy pośrodku stołu, z włoskiej strony.

Kolejnego dnia, przed rozpoczęciem polowania, zbliżyłem się do kierującego polowaniem z butelką grappy w ręku i powiedziałem: „Panie Mac, to jest specjalna butelka, likier wykonany według najstarszej tradycji regionu Veneto, produkowany z wytłoków i pestek winogron, który chciałbym podarować Panu i Pańskim znajomym”.

Pan Mac bez wahania odkorkował butelkę i napił się z niej. Spojrzał na mnie z niewymownym uśmiechem i powiedział: „Lino, to jest zbyt dobre, moi przyjaciele nie zrozumieliby tego, lepiej ja sam wypiję wszystko!” i szybko schował butelkę pod płaszczem.

W kolejnych dniach miałem sposobność, aby porozmawiać z nim o Polsce, o tragedii wojny i o tym, że dla niego, wraz z nadejściem rosyjskiego komunizmu, wojna, po trzydziestu latach, jeszcze się nie skończyła, ponieważ nie mógł powrócić do ojczyzny. Opowiedział mi o swojej wielkiej nostalgii. Opowiedział mi o wielkich urokach polskiej przyrody i zasiał we mnie pragnienie odwiedzenia tego kraju.

Z tego powodu kilka lat później, w 1982-83 roku, pomogłem, na terenie Wenecji, organizatorom w wysłaniu pomocy do kurii warszawskiej i, jak tylko runął Mur Berliński w 1990 zdecydowałem się odwiedzić Polskę.

Przybycie w Bieszczady, do Krakowa, Lublina, Białegostoku, nad mazurskie jeziora, do Pułtuska a następnie do Warszawy, poznanie historii tych miejsc było dla mnie emocjonującym przeżyciem, które bardzo wzbogaciło moją wiedzę kulturową.

Pierwszym tłumaczem języka włoskiego, który został mi przedstawiony był Janusz Malinowski z Olsztyna.

Nauczył się włoskiego pośród huku bomb i pocisków walcząc pod Montecassino!

Nawet po upływie ponad czterdziestu lat bardzo dobrze pamiętał język, właśnie dlatego, że w każdym z nas pozostają niezatarte najtragiczniejsze wspomnienia z życia, trudne momenty, najgłębsze lęki i obawy, podczas gdy bardzo szybko zapomina się o małych, codziennych radościach.

Zanim udałem się do Polski, zapytałem, co powinienem zabrać ze sobą, gdybym chciał zrobić komuś mały prezent. Odpowiedzieli mi: „zabierz typowe włoskie salami, jakąś butelkę wina musującego i przede wszystkim parmiggiano-reggiano!”.

Moją pierwszą podróż do Polski, która trwała piętnaście dni, odbyłem razem z moim synem. Poznaliśmy wtedy prostych, otwartych, uprzejmych ludzi, którzy pragnęli nawiązywać nowe kontakty w każdy możliwy sposób, ludzi, którzy byli spragnieni Włoch, Europy.

Dostrzegłem to już wcześniej we Francji, Hiszpanii i Grecji.

Nareszcie, w ciągu ostatnich dwudziestu lat, mogłem dodać do przyjaciół zamieszkujących w tych krajach także tych z Polski, Czech, Słowacji i Węgier.

Z tego względu czuję się dumny z faktu, iż mogę powiedzieć, że osobiście udałem się odkryć moją Europę, pośród ludzi, i dziś jestem bardzo szczęśliwy wierząc w Europę, przede wszystkim ze względu na osoby, które spotkałem, z którymi bardziej niż kiedykolwiek dzielę kulturę i oczekiwania.

COTYGODNIOWE SPOTKANIA GRUPY TEATRALNEJ

0

COTYGODNIOWE SPOTKANIA GRUPY TEATRALNEJ „ESPERIENTE” W WARSZAWIE.

W każdy piątek, między godz. 17:00 a 20:00, w Galerii „Freta” (ul. Freta 39 w historycznym centrum Warszawy)
odbywają się próby teatralne i przedstawienia.

Zapraszam do udziału każdego, także osoby nie należące do grupy “Esperiente”.

W Galerii są czynne kawiarnia, cukiernia i restauracja.
Wstęp otwarty dla wszystkich.

PROSZĘ O WCZEŚNIEJSZY KONTAKT POD NUMEREM TELEFONU: 696896553 (Alberto) teatro@italianiinpolonia.org

Kongres „Sprawiedliwi wśród Polaków” – Turyn, 31 stycznia 2013

0

Zuzanna Benesz

31 stycznia w Museo Diffuso della Resistenza, della Deportazione, della Guerra, dei Diritti e della Libertà (Powszechne muzeum Ruchu Oporu, Deportacji, Wojny, Praw i Wolności) w Turynie z okazji Międzynarodowego dnia ofiar Holokaustu odbył się kongres „Sprawiedliwi wśród Polaków i przywracanie pamięci” oraz projekcja filmu Agnieszki Holland pt. „W ciemności”, nominowanego do Oscara w kategorii „najlepszy film zagraniczny”.

„Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat” mówi jeden z wersów Talmudu. Sprawiedliwi podjęli ryzyko, aby sprzeciwić się złu. W tym sensie, uratowali naszą ludzkość. Leopold Socha, główny bohater filmu „W ciemności” jest jednym z tych, którzy ocalili życie Żydom podczas Drugiej Wojny Światowej.

Jednakże, jak pokazuje film, relacja między tymi, którzy udzielali pomocy, a Żydami nigdy nie była dwuznaczna. Na początku motywacja Sochy była związana jedynie z pieniędzmi. Natknął się on na grupę Żydów, którzy wykopywali kanał, aby stworzyć sobie dostęp do ścieków i w ten sposób uciec z getta w momencie obławy i jego likwidacji. Zaproponował im pomoc, w zamian za szczodre wynagrodzenie. W rzeczywistości, Socha szybko zdaje sobie sprawę z faktu, iż mógłby zarobić dużo więcej, gdyby ich wydał i że mógł ich zdradzić już od samego początku. Jak mówi Socha do swojego pomocnika Szczepka: „ Zawsze możemy ich zdradzić! Najpierw trzeba sprawdzić, ile mają. Więc? Zgadzasz się?”. Jednakże, egoistyczna motywacja Sochy zmienia się. To samo tyczy się relacji z ukrywającymi się Żydami. Film pokazuje dramatyzm transformacji bohatera – Socha stopniowo dorasta w swoim człowieczeństwie. Na koniec pomaga Żydom ukrywając ich w kanałach, nawet jeśli nie mieli już pieniędzy.

Zdecydowanym walorem tego filmu jest ukazanie dwuznaczności relacji między ratującymi i uratowanymi. Historie pomocy udzielonej Żydom przez Polaków zazwyczaj są opisywane w czarno-białych barwach, podczas gdy relacja między Sochą, a Żydami nie jest ani ekstremalnie zła, ani też zbyt idealna. Z drugiej strony film pokazuje, że sami Żydzi byli często skłonni płacić, gdyż zapłata była zazwyczaj jedynym sposobem na zagwarantowanie sobie możliwości wpłynięcia w jakikolwiek sposób na swój los, a więc również na ochronę ich suwerenności.

„W ciemności” wprowadza temat kanałów, które stanowią przestrzeń zasadniczo symboliczną w pamięci Polaków. Kanały stały się symbolem heroizmu członków Armii Krajowej (AK) oraz Powstania Warszawskiego z 1944 roku. Symbol ten został zaprezentowany w przeróżnych filmach okresu powojennego przez Szkołę Kina Polskiego, począwszy od filmu „Kanały” Andrzeja Wajdy. U Wajdy dwójka partyzantów Powstania Warszawskiego dociera do ujścia kanałów. Partyzantka Iżewska mówi do swojego kompana Janczara: „Nie otwieraj oczu, tu jest za dużo światła! Widzę słońce po drugiej stronie rzeki!” Jest to scena symboliczna: na drugim brzegu rzeki są żołnierze Armii Czerwonej, którzy nie mają zamiaru pomóc Polakom w ich partyzanckiej walce przeciwko Niemcom. W tym filmie historia i przestrzeń podziemna zostały zaprezentowane właśnie w sposób heroiczny.

Agnieszka Holland natomiast zmienia ten symbol: perspektywa wyłącznie polska zmienia się w perspektywę polsko-żydowską. Temat kanałów w jej filmie włącza symbolicznie Żydów w historiografię i pamięć Polaków. Pamiętajmy, że akcja rozgrywa się we Lwowie, który w tym czasie był polskim miastem.

Wróćmy jednak do Turynu. Przed projekcją filmu odbył się kongres „Sprawiedliwi wśród Polaków i przywracanie pamięci”. Udział w nim wzięli: Olek Micer, polski aktor, który wcielił się w rolę Szlomo Landsberga w filmie “W ciemności”, który przedstawił wstęp do dyskusji, opowiadając o swoich doświadczeniach i emocjach przeżywanych w trakcie zdjęć do filmu; Zuzanna Benesz z Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie opisała sytuację, w której znajdowali się Żydzi i osoby, które im pomagały oraz zaprezentowała program „Sprawiedliwi Polacy i przywracanie pamięci” oraz stronę internetową „Sprawiedliwi Polacy” jako przykład obchodów ku czci Sprawiedliwych w Polsce.

Profesor Marco Brunazzi z Instytutu Salvemini opisał okoliczności historyczne i socjologiczne życia w trakcie okupacji nazistowskiej w Polsce. Natomiast Doktor Liliana Picciotto z Fundacji CDEC (Centro di Documentazione Ebraica Contemporanea – Centrum współczesnej dokumentacji żydowskiej) przedstawiła tę sytuację z historycznego i socjologicznego punktu widzenia Sprawiedliwych przebywających we Włoszech podczas wojny. Na zakończenie Doktor Gabriele Nissim, Prezes organizacji Gariwo – La foresta Dei Giusti (Gariwo – Las Sprawiedliwych) zaprezentował trzy osoby, które zasługują na to, aby być zapamiętanymi jako Sprawiedliwi: Marka Edelmana, komendanta Powstania Getta w Warszawie, Mosze Bejskiego, ofiarę Holokaustu i Prezesa Komisji Sprawiedliwych Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie oraz Jana Błońskiego, autora artykułu „Biedni Polacy spoglądają na Getto” opublikowanego w 1987 roku w „Tygodniku Powszechnym”, w którym stawiał czoła problemowi współuczestnictwa Polaków w rzezi Żydów.

Naturalny instynkt każdego z nas każe cofnąć rękę, kiedy znajduje się ona blisko płomienia. Ci, którzy odważyli się pomóc Żydom, ryzykując własne życie i życie swoich bliskich, byli w stanie trzymać dłoń w płomieniu i nie zabierać jej.

Właśnie to wydarzenie przypomniało nam o nich wszystkich. Kongres i projekcja filmu zostały zorganizowane przez Generalny Konsulat Republiki Polskiej w Mediolanie we współpracy z Honorowym Konsulatem Republiki Polskiej w Turynie, władzami miasta Turyn, Museo Diffuso della Resistenza, della Deportazione, della Guerra, dei Diritti e della Libertà oraz Wspólnotą Żydowską w Turynie.

„Podatek IMU i Włosi za granicą” – Izba Deputowanych, 10 stycznia 2013 r.

0

Narducci i Micheloni (PD): „Podatek IMU, od tzw. pierwszego domu (wł. prima casa), Włochów mieszkających za granicą stanowi aspekt niekonstytucyjności oraz naruszenia ustaleń traktatu o UE, należy go zmienić!”

10 stycznia w Rzymie odbyła się konferencja „Podatek IMU i Włosi za granicą”, przeprowadzona przez posła Narducciego i senatora Micheloniego, którzy reprezentują Partię Demokratyczną (PD).

Stawki zastosowane przy opłacaniu podatku IMU od domów Włochów mieszkających za granicą, wpisanych do rejestru AIRE, stały się przedmiotem dyskusji już w momencie rozpoczęcia konferencji. Rzeczywiście w 80% przypadków są oni zobligowani do zapłaty wyższej stawki za dom posiadany we Włoszech, a uznawany za drugie miejsce zamieszkania; chodzi zatem o dom niewynajęty, niedany w użyczenie i który wymaga zapłaty kosztów utrzymania. Od samego początku Narducci i Micheloni wyrazili swój sprzeciw, na poziomie parlamentarnym, wobec ewidentnej dyskryminacji powstałej wobec ich rodaków za granicą. Przyjęli oni także protesty włoskich emigrantów, którzy „w odniesieniu do płatności IMU chcą być traktowani, zgodnie z Konstytucją, tak jak osoby mieszkające we Włoszech”.

Chodzi tu o niewątpliwą i ewidentną dyskryminację, w której dochodzi do niekonstytucyjności i naruszenia traktatów o Unii Europejskiej.
Używając tych argumentów, dwóch parlamentarzystów wybranych za granicą, zwróciło się do sądu administracyjnego pierwszej instancji w Campobasso, składając wniosek o zawieszenie wydanych przez gminę Molise przepisów dotyczących IMU, które opodatkowują domy traktowane jako dodatkowe miejsce zamieszkania (drugi dom), posiadane przez jej mieszkańców rezydujących za granicą. Ci dwaj parlamentarzyści przyjęli na siebie ciężar pokrywania kosztów związanych z procesem.
W międzyczasie, przygotowali oni również skargę skierowaną do Komisji Europejskiej, którą każdy zainteresowany włoski obywatel będzie mógł pobrać, począwszy od 15 stycznia, z neutralnej strony (www.e-avvocato.com) a następnie wysłać do komisji. Poniżej zostały wymienione niektóre części skargi, dotyczące w szczególności tych zagadnień, które analizują aspekty niekonstytucyjności norm IMU.
Aspekty niekonstytucyjności i naruszenia traktatu UE w odniesieniu do IMU opłacanego przez Włochów za granicą.

1) Niekonstytucyjność w związku z naruszeniem artykułów 3 i 53 Konstytucji Włoch: naruszenie zasady równości i racjonalności oraz zasady zdolności płatniczej podatnika.

2) Sprzeczność z traktatami Unii Europejskiej w związku z naruszeniem artykułów 18, 21, 45 i 49 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej: naruszenie zasady o niedyskryminacji oraz o swobodnym przemieszczaniu się i pobycie na terenie państwach członkowskich; naruszenie wolności przepływu osób, usług i kapitału.

3) Naruszenie art. 1, ustęp 4 ter Dekretu z mocą ustawy z 28 stycznia 1993 r., Nr 16 przekształconego w ustawę z dnia 24 marca 1993, Nr 75 […] dla włoskich obywateli niezamieszkałych na terytorium Włoch, jako główny lokal mieszkalny uznaje się ten bezpośrednio przystosowany do celów mieszkalnych, posiadany na podstawie prawa własności lub prawa użytkowania we Włoszech, pod warunkiem, że nie jest wynajęty […].