Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 148

Portale randkowe w Polsce

0

Karolina Kij

Współczesny świat narzuca nam wręcz ekspresowe, i chyba nienaturalne, tempo życia, pozbawiając nas często tym samym czasu i energii potrzebnych do podtrzymywania przyjaźni czy znajomości, nie mówiąc już o zawieraniu nowych. Do tych czynników dochodzi również rozpad tradycyjnych form kontaktów międzyludzkich, które w dużym stopniu ułatwiają poszerzanie kręgu znajomych (włączając w to poznanie ewentualnego partnera życiowego). Ten rozpad często prowadzi do izolacji jednostki, która sprawia, że coraz więcej ludzi żyje samotnie. Nawet jeśli dla niektórych osób samotność to świadomy wybór, to zapewne jednak spora część singli chciałaby, mniej lub bardziej poważnego, związku. O skali tej potrzeby dobitnie świadczy ilość internetowych portali randkowych i ich użytkowników. Ile jednak znajomości zawartych poprzez tego rodzaju portale przeradza się w związki? I czy łatwo tam poznać kogoś, kto spełni nasze oczekiwania?

W realnym świecie przy poznawaniu nowej osoby na tzw. pierwsze wrażenie składają się różne szczegóły: wygląd, zachowanie, sposób wysławiania się itp. To pierwsze wrażenie może sprawić, że albo zupełnie stracimy zainteresowanie daną osobą, albo, wręcz przeciwnie, nabierzemy ochoty na bliższe jej poznanie. Portale randkowe ze względu na swój wirtualny charakter odbierają, przynajmniej w początkowych etapach kontaktu, możliwość tej podstawowej weryfikacji. Mamy więc zdjęcie potencjalnego chłopaka/potencjalnej dziewczyny (to na ile takie zdjęcia, często obrobione photoshopem, odzwierciedlają rzeczywistość, to osobny temat), piszemy do siebie wiadomości i w końcu dochodzi do spotkania. I tu w ogromnej większości wypadków ma miejsce, często obopólne, rozczarowanie. Nagle chłopak, który pisał intrygujące SMS-y nie ma zbyt wiele do powiedzenia, nie jest wysokim wysportowanym szatynem, a łysiejącym panem z brzuszkiem (wysłane zdjęcie profilowe po prostu było zrobione dobrych parę lat temu). Natomiast dziewczyna, która ponoć wolny czas poświęca licznym hobby i zainteresowaniom, w rzeczywistości ogląda brazylijskie telenowele i przegląda portale plotkarskie. Przy okazji na jaw często wychodzą inne nieścisłości, dotyczące obu stron, bo w końcu to, co o sobie piszemy zależy tylko od naszego rozsądku, a w wielu wypadkach osobę piszącego odrobinę ponosi fantazja. Oczywiście może się zdarzyć, że spotkana osoba przypadnie nam do gustu, ale, nie ukrywajmy, nie są to bardzo częste przypadki. Portale randkowe, jakże by inaczej, chwalą się zwykle na swoich stronach ilością związków, które się dzięki nim zawiązały. I tak największy polski portal tego rodzaju, Sympatia.pl, posiadający 4 miliony zarejestrowanych użytkowników, dosyć ogólnikowo wspomina o tysiącach par. Natomiast niszowy katolicki portal Przeznaczeni.pl przytacza konkretne dane: mówi o 325 tysiącach zarejestrowanych użytkowników, prawie 1200 małżeństwach, 1100 zaręczonych parach i 3100 zakochanych, co oznacza, że szczęście dzięki temu portalowi znalazło mniej więcej 1,7% spragnionych miłości użytkowników. Moim zdaniem nie są to imponujące liczby, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że dziewięćdziesiąt parę procent osób poszukujących miłości na portalach randkowych, przynajmniej według oficjalnych statystyk, raczej jej tam nie znajduje. Wśród opinii, na forach internetowych, dotyczących portali randkowych przeważają te raczej sceptyczne. Czasem pojawia się, świadczące o rozczarowaniu, zdanie, że takie portale stanowią rodzaj sklepu (uderzające i smutne jest zresztą to porównanie do sklepu, bo czy miłość to towar…?), w którym do woli można przebierać w ofercie, ale rzadko trafi się na kogoś, kto naprawdę nas zainteresuje.
Czemu więc portale randkowe nie tylko cieszą się niesłabnącą popularnością, a nawet pęcznieją (w 2011 r. z portali randkowych w Polsce korzystało w przybliżeniu 5 milionów użytkowników)? Jedną z przyczyn może być to, że w dzisiejszych czasach rzeczywiście nie jest łatwo poznać drugą połówkę w niewirtualnym świecie. Poza tym moje koleżanki, które są zarejestrowane na portalach randkowych twierdzą, że nigdy nie spotkały tam „interesujących” mężczyzn, natomiast prawie każda zna osobę, która w ten sposób kogoś poznała. Dlatego pewnie każda z nich nadal ma tam swoje konto, myśląc, że „skoro innym się udało, to może i do mnie szczęście też się uśmiechnie.”

 

Szlak Barolo i znakomite wina z regionu Langhe

0

Barolo i inne znakomite wina pochodzące ze wzgórz Langhe są głównymi punktami szlaku turystyczno-kulturalnego, który rozciąga się poprzez jedyny w swoim rodzaju krajobraz na świecie. Winiarnie i gospodarstwa rolne, ale również restauracje, lokalni producenci, hotele, zamki i muzea łączą się w filozofii „jakość w każdym aspekcie”.

„Szlak Barolo i znakomite wina z regionu Langhe” jest trasą, która biegnie przez wzgórzaa, gdzie produkuje się wino Barolo, obejmującą winiarnie i gospodarstwa rolne i wyznaczoną, aby dać turystom możliwość spotkania „króla” spośród win w miejscu jego produkcji.

Projekt zrealizowany przez Związek Gmin „Colline di Langa e del Barolo” oraz regionalną winiarnię w Barolo, za zgodą władz regionu Piemontu i Strefy winiarskiej „Langhe Roero e Monferrato”, pokazuje bogactwo enogastronomiczne, kulturowe, architektoniczne i środowiskowe obszaru Langa di Barolo.

Podróż do serca Langhe.

„Szlak Barolo i znakomite wina z regionu Langhe” jest pasjonującą podróżą do serca i do ducha Langhe. Bezdyskusyjnym bohaterem jest wino, ale wraz z nim pojawiają się elementy dziedzictwa kultury i tradycji, bujność przyrody dodająca uroku zmieniającym się krajobrazom oraz silny, lecz przyjazny charakter ludzi z Langa, gotowych przywitać zwiedzających.

Szlak łączy gminy Alba, Barolo, Castiglione Falletto, Cherasco, Diano d’Alba, Dogliani, Grinzane Cavour, La Morra, Monchiero, Monforte d’Alba, Montelupo Albese, Novello, Roddi, Roddino, Rodello, Serralunga d’Alba, Sinio i Verduno, które tworzą jeden z najbardziej fascynujących krajobrazów Piemontu, miejsca pochodzenia wielu najbardziej znanych na świecie piemonckich czerwonych win.

Członkowie Szlaku

W cztery lata od swojego założenia Szlak liczy już około stu członków: ostatni „spis powszechny” naliczył ich 93 z czego 52 to spółki winiarskie, 28 hoteli, ponad 4 sklepy winiarskie i winiarnie regionalne (ta z Barolo, z siedzibą w słynnym zamku Falletti oraz ta z Grinzane Cavour, która również znajduje się w jednym z najbardziej charakterystycznych i sławnych zamków na wzgórzach Langhe).

Obok winnic i hoteli częścią Szlaku są również restauracje, lokalni producenci żywności, muzea, zamki oraz ciekawe turystycznie obszary. Wszystko to razem przyczynia się do stworzenia obszaru zainteresowań enogastronomicznych i kulturalnych, który podarowuje turystom niepowtarzalne wrażania i emocje, odczuwalne tylko w niewielu miejscach na świecie.

Obraz jakości jest potwierdzony przez podmioty, które stanowią część „Szlaku Barolo i znakomitych win z regionu Langhe”. Status stowarzyszenia określa, w rzeczywistości, wiele cech charakterystycznych, które struktury muszą posiadać. Zasadą kwalifikującą jest „jakość w każdym aspekcie” zarówno jeśli chodzi o ofertę enogastronomiczną, jak i przyjęcie turystów, a także spełnianie rygorystycznych norm ochrony środowiska.

Szlak współgrający z naturą

Poza ogólnymi normami – od godzin otwarcia i ekspozycji logo Szlaku, po wysiłek organizacyjny działalności promocyjnej szlaku – wiele cech charakterystycznych statusu zostało pomyślanych, aby osiągnąć najwyższą jakość w przyjęciu turystów i aby zwrócić szczególną uwagę na kwestie ochrony środowiska.

Tak oto harmonia z naturą stają się elementem wyróżniającym, modelem, z którego hotele i gospodarstwa agroturystyczne muszą czerpać inspiracje, aby móc szczycić się logiem „Szlaku Barolo i znakomitych win z regionu Langhe”, w międzyczasie sugerując odwiedzającym odpowiednie formy zachowania się: począwszy od preferowania wody z kranu oraz konsumpcji nieopakowanych przemysłowo paluszków grissini i chleba, aż po użycie papierowych obrusów zamiast tych plastikowych.

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej, zapraszamy do odwiedzenia strony www.stradadelbarolo.it.

 

 

Dzień kobiet

0

Agnieszka Lisiuk, Magdalena Markowska

Nastały czasy, w których praktycznie codziennie jest jakieś święto. Owe święta, zwane też światowymi dniami, są niekiedy tak dziwaczne (jak np. światowy dzień ręcznika), że w sposób naturalny budzą kontrowersje. Dniem uważanym za nie mniej kontrowersyjny, nie z racji sensu ale historii, jest obchodzony 8-ego marca Dzień Kobiet. Wokół jego genezy wciąż krąży wiele nieprawdziwych i mylących mitów, jak choćby ten, traktujący Dzień Kobiet jako wymysł komunizmu. Przeszukując Internet w celu dotarcia do adekwatnych źródeł, natknęłam się na pewną teorię, wg której 8 marca to dzień upamiętniający śmierć 129 pracownic, ofiar pożaru w nowojorskiej fabryce tekstyliów Triangle Shirtwaist. Okazuje się jednak, że żadna z powyższych historii nie wpłynęła w sposób bezpośredni na ustanowienie tego święta, które de facto wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych, a oficjalnie ustanowione zostało w 1910 r. w Kopenhadze podczas drugiej międzynarodowej konferencji socjalistycznej kobiet, na dwa dni przed VIII Kongresem II Międzynarodówki Socjalistycznej. Za pierwszą datę obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet przyjęto wówczas dzień 19 marca 1911, a pierwszymi europejskimi krajami, w których obchody te świętowano były Austria, Dania, Niemcy i Szwajcaria. Z założenia dzień ten miał być czymś na kształt postulatu o wzrost poszanowania dla praw kobiet, o zapewnienie im bezpieczeństwa i wsparcia w zakładach pracy oraz o zaprzestanie dyskryminacji i nadanie im praw do głosowania. Ostatecznie, gdy w 1917 r. abdykował car i władzę w Rosji objął Lenin, ustanowił on, za namową Aleksandry Kołłątaj, 8 marca oficjalną datą Święta Kobiet. Data, początkowo przyjęta tylko w Rosji, wkrótce została uznana za oficjalną również w innych krajach. To tyle jeśli chodzi o historię.

Przejdźmy jednak do sedna, czyli jak Dzień Kobiet obchodzony jest w Polsce a jak we Włoszech. Skoro mowa o kulturze śródziemnomorskiej, warto wspomnieć, że prototypowy Dzień Kobiet istniał już w starożytnym Rzymie. Wraz z początkiem marca, Rzymianie obchodzili tzw. Matronalia, święto czczące nowy rok, macierzyństwo i płodność. W ramach obrzędów, mężowie obdarowywali swoje kobiety kwiatami i spełniali ich zachcianki. Tak było w starożytności, a jak jest współcześnie? Zapytałam kilku włoskich przyjaciół, jakie są ich odczucia w związku z Dniem Kobiet, oraz jak się go świętuje w ich kraju. Dla Elisy z Florencji ten dzień jest raczej momentem skłaniającym do refleksji nad rolą kobiet jak również przypomnieniem o tym, co udało się im wywalczyć, jak równouprawnienie czy prawo do głosowania, ale też o niepowodzeniach, które w wielu krajach są wciąż aktualnym problemem, a dotyczą poniżania, nierównego i przedmiotowego traktowania oraz braku respektowania ich praw. Według Elisy, powyższe kwestie powinny być poruszane na co dzień, nie tylko 8-ego marca, a sama data jest znacząca. Gianluca z Mediolanu natomiast zauważa, że w dzisiejszych czasach zdecydowanie więcej uwagi poświęca się przyjemnemu aspektowi tego święta, ignorując tym samym ten kluczowy. “Jak świętujemy? Dziewczyny zazwyczaj organizują coś w stylu babskiego wieczoru, albo wychodzą gdzieś razem, żeby się zabawić”, mówi Gianluca. “Tradycyjnie mężczyźni obdarowują ważne dla nich kobiety bukietem akacji srebrzystej”. Natomiast Giovanni z Palermo dużą wagę przywiązuje do historycznych kwestii, które dzień ten upamiętnia. Dla niego jest to też okazja do przemyśleń na temat roli rodziny w społeczeństwie. Oczywiście celebracje związane z wręczaniem kobietom kwiatów i czekoladek, oraz z traktowaniem ich tego dnia nadzwyczajnie są bardzo rozpowszechnione, i mimo wszystko właśnie z takimi tradycjami większość identyfikuje to święto. Jak natomiast jest w Polsce? Wydaje mi się, że podobnie. Jak chyba w każdym kraju, również tutaj część społeczeństwa jest świadoma znaczenia tego święta, jednak jest też sporo ignorantów, którym Dzień Kobiet kojarzy się wyłącznie z Władysławem Gomółką i masowym wręczaniem kobietom rajstop i goździków. Z tego też względu niektórzy nie uznają Dnia Kobiet, łącząc go z jednym z haseł PRL-u “Kobiety na traktory!”. Jak Polacy celebrują 8 marca? Tradycyjnie, wręczając swoim kobietom, matkom, siostrom i przyjaciółkom tulipany i ewentualnie coś słodkiego. Na ulicach większych miast można też zobaczyć manifestacje organizowane przez ruchy feministyczne.

Zatem wszystkim kobietom życzymy wszystkiego dobrego, a przede wszystkim motywacji w działaniu i zadowolenia z siebie!

Troll

0

Immaginate di avere un blog, un sito o una pagina su Facebook che con tanta fatica cercate di mandare avanti con articoli, foto, video e tanto altro contenuto; e abbiate tanti followers con cui interagire, e alcuni di loro iniziano a offendere commentando negativamente i tuoi sforzi e infastidiscono gli altri utenti (la maggior parte). Ecco avete incontrato un troll informatico.

I troll informatici sono definiti su Nonciclopedia “una specie animale di origine sconosciuta, caratterizzata dal comportamento irritante volto a far impazzire chiunque si trovi nel loro raggio d’azione”. Nel gergo di Internet e in particolare delle comunità virtuali, si indica una persona che interagisce con gli altri utenti tramite messaggi provocatori, irritanti, fuori tema o semplicemente senza senso, con l’obiettivo di disturbare la comunicazione e fomentare gli animi.

Il termine deriva dal mitologico troll, creatura umanoide diffusa, secondo la leggenda, nell’Europa settentrionale, in particolare in Norvegia.

Alternativamente, l’origine proverrebbe da un altro significato del verbo inglese to troll, muovere un’esca in modo tale da spingere un pesce ad abboccare.

Di norma l’obiettivo di un troll è far perdere la pazienza agli altri utenti, spingendoli a insultare e aggredire a loro volta (generando una vera e propria “battaglia”). Una tecnica comune del troll consiste nel prendere posizione in modo plateale, superficiale e arrogante su una questione vissuta come sensibile e già lungamente dibattuta degli altri membri della comunità. In altri casi, il troll interviene in modo apparentemente insensato o volutamente ingenuo, con lo scopo di irridere quegli utenti che, non capendone gli obiettivi, si sforzano di rispondere a tono ingenerando ulteriore discussione e senza giungere ad alcuna conclusione concreta.

Un troll particolarmente tenace e astuto può scoraggiare gli utenti di una comunità virtuale fino a causarne la chiusura.

La figura del troll può coincidere in alcuni aspetti con quella del fake, ovvero colui che disturba una comunità fingendosi qualcun altro. Tuttavia, un fake potrebbe partecipare in modo disciplinato e costruttivo alla conversazione (diversamente dal troll), mentre un troll potrebbe non celare né falsificare la propria identità (diversamente dal fake). Sovente le due figure, però, hanno obiettivi sovrapponibili.

Alcuni tipi di messaggi e attività associati all’azione del troll:

  1. L’invio di messaggi intenzionalmente sgarbati, volgari, offensivi, aggressivi o irritanti;

  2. L’invio di messaggi con contenuti senza senso, detto in gergo informatico flood (come: semplici lettere, emoticon, testi casuali);

  3. L’invio di un numero di messaggi, anche se non particolarmente provocatori o insensati, tale da impedire il normale svolgimento delle discussioni;

  4. L’invio di messaggi contenenti errori portati avanti con finta convinzione (con frasi come: “Così è la vita è certamente il miglior film di Roberto Benigni, checché ne diciate!”);

  5. L’invio di messaggi a scopo di disinformazione e critica insensata;

  6. Il perorare intenzionalmente e con tensione un’argomentazione basata su un errore difficile da dimostrare o su opinioni potenzialmente verosimili, facendosi seguire nella discussione dalla comunità;

  7. Il pubblicare contenuti di disturbo come suoni, immagini o link a siti offensivi, sovente mimetizzandoli come innocui;

  8. Lo sbagliare deliberatamente e ripetutamente i nomi (di persone o cose) o regole grammaticali per irritare gli altri utenti;

  9. L’attribuire a tanti l’opinione di uno, vittimizzandosi e non rispondendo nel merito, spingendo possibilmente altri utenti a prendere le proprie difese (con frasi come: “vi siete coalizzati contro di me”);

  10. Il ridicolizzare o denigrare ripetutamente gli interventi di un utente “concorrente”;

  11. Lo scrivere deliberatamente messaggi enfatici su un dato argomento divertendosi alla spalle di chi corrobora poi la propria fasulla tesi.

 

Abbiamo cercato di riportare una buona parte degli esempi citati nei forum e nei blog e potremmo andare avanti per pagine, ma possiamo assicurarvi che non riusciremmo mai a darvi un’idea precisa del problema. E se mai avrete il dispiacere di incontrarne uno a “casa vostra” potete star certi che vi darà del filo da torcere. Il nostro suggerimento è di trascurarlo nella maniera più assoluta, vedrete, dopo qualche tempo smetterà di infastidire voi e i vostri lettori, passando alla storia.

Cogliamo l’occasione di questo articolo per invitare tutti i nostri lettori a partecipare sul web dove troverete una Gazzetta Italia quotidiana con molti altri articoli, storie, interviste e video dedicati ai rapporti tra Italia e Polonia. Potete visitare il nostro portale web www.gazzettaitalia.pl oppure Facebookhttp://www.facebook.com/gazzettaitalia su Twitter www.twitter.com/gazzetta_italia e ancora su YouTube http://www.youtube.com/user/gazzettaitalia”gazzettaitalia dove abbiamo appena raggiunto le 100.000 visualizzazioni! Grazie a tutti voi.

 

Kontrowersje związane z deregulacją zawodu pilota wycieczek i przewodnika turystycznego

0

Ilona Rupiewicz

W marcu 2012 roku Ministerstwo Sprawiedliwości opublikowało projekt ustawy, zawierający listę zawodów, które zostaną objęte deregulacją. Wśród proponowanych profesji takich jak kierowca taksówki, radca prawny, adwokat czy komornik, znalazł się także pilot wycieczek i przewodnik turystyczny. W uzasadnieniu ministra Jarosława Gowina pojawia się wiele argumentów, jak na przykład taki, iż Polska zajmuje niską pozycję w rankingu państw, wymagających licencjonowania poszczególnych zawodów (do tej pory w Polsce takich zawodów było 380). Według Ministerstwa deregulacja ma na celu nie tylko otworzenie dostępu do wielu profesji, ale również podniesienie konkurencyjności i zwiększenie potencjału gospodarczego kraju.

Nie będę analizować zasadności deregulacji wszystkich przedstawionych zawodów, ponieważ z pewnością na liście Gowina znalazły się też właściwe propozycje. Skupię się na tym, co jest mi dużo bliższe, i o czym mogę wypowiedzieć się nieco szerzej, to znaczy o deregulacji zawodu pilota wycieczek i przewodnika turystycznego. Ministerstwo, jako argument za ich deregulacją, przedstawia dane z raportu Global Competitiveness, dotyczące konkurencyjności poszczególnych gospodarek. I tak na przykład kraje skandynawskie, które znalazły się w czołówce tej listy, nie wymagają od swoich pilotów i przewodników zdania żadnego egzaminu. Natomiast państwa takie, jak Włochy, Portugalia, Grecja czy Polska znajdują się na najniższych pozycjach w rankingu i jak w wielu wypowiedziach podkreślał minister Gowin, to właśnie w tych krajach zawody pilota i przewodnika objęte są regulacją. W takim razie, jak wytłumaczyć fakt, iż Francja (bezdyskusyjny światowy lider w liczbie przyjmowanych turystów) wymaga od swoich pilotów i przewodników licencji, a jednak kraj ten znalazł się w owym rankingu na wysokiej pozycji? Widocznie owe dane nie mają realnego przełożenia na znaczenie deregulacji w turystyce i w gospodarce.

Ale dość już statystyk, przejdźmy do faktów! Wszyscy z pewnością zgodzą się, że turysta odwiedzający dany kraj, region lub miasto, wymaga od pilota lub przewodnika dużej wiedzy, odpowiedzialności oraz profesjonalizmu. Chociaż w środowisku zdarzają się ,,czarne owce”, to jednak branża jest dość stabilna i często sama weryfikuje kwalifikacje swoich przedstawicieli. Zastanawiam się, w jaki sposób, już po deregulacji, będzie można sprawdzić: znajomość języków, wiedzę, przygotowanie do zawodu, znajomość przepisów prawnych w turystyce oraz zaświadczenia o niekaralności, skoro każdy będzie mógł zamieścić w internecie ogłoszenie o swoich usługach, a potencjalny turysta nie dowie się, czy dana osoba spełnia te niezbędne kryteria. Bo w jaki sposób pilot, który nie zna języka i przepisów prawnych, a wyjedzie z grupą do Kenii lub Meksyku, pomoże turyście, jeśli ten zgubi paszport lub dostanie zawału? Oczywiście, nie każdy, kto nie posiada licencji pilota lub przewodnika, jest osobą niekompetentną, jednak w tym momencie utrudniona będzie weryfikacja takich umiejętności. Rynek oraz biura podróży naturalnie wymuszą wewnętrzną certyfikację, a więc ponownie wrócimy do nieformalnej rzecz jasna, ale jednak regulacji. I paradoksalnie to właśnie państwowa deregulacja zamknie dostęp do zawodu. Nie będzie można uzyskać licencji, co uniemożliwi pracę na przykład we Włoszech – w jednym z najważniejszych dla Polaków kierunków turystycznych. A co z turystyką przyjazdową, jeśli grupa nie będzie miała obowiązku wynajęcia polskiego pilota i przewodnika? Oczywiście skorzysta z usług własnego przedstawiciela lub w ogóle tego nie zrobi. A zatem w jaki sposób Polska ma uzyskać dodatkowe przychody do budżetu po deregulacji, skoro polski pilot i przewodnik nie zarobią ani w swoim kraju, ani nie będą mogli pracować za granicą – w tych krajach, gdzie licencja jest nadal wymagana? Jak widać, w tej sprawie natrafiamy na całą masę absurdów. Nie chcę przedstawiać tu skrajnych i przejaskrawionych sytuacji, ale pozostawiam czytelnika z pytaniem: czy chciałby, aby on sam lub jego dziecko pojechało na wycieczkę z niepełnoletnim lub karanym pilotem ze słabą znajomością jakiegokolwiek języka obcego i przepisów obowiązujących w odwiedzanym kraju? Bo przecież po deregulacji teoretycznie każdy będzie mógł w taki sposób zarabiać na życie…

JERZY GNATOWSKI „Kawa, w moim przypadku, to dodatkowa energia nie tylko w pracy, ale również na co dzień. Odkąd sprόbowałem włoskiej kawy w Cafè Paszkowski na Piazza della Repubblica we Florencji, piję już tylko macchiato w małej szklance”

0

Znany warszawski artysta, fotograf, grafik pracujący w reklamie opowiada o swojej pracy, podrόżach i onirycznym projekcie „Dream Reality” zawieszonym między Włochami, Brazylią i resztą świata.

Jerzy, w materiale filmowym dla FlashFashion.pl powiedziałeś, iż podczas profesjonalnej sesji fotograficznej ważny jest make up, światło i… kawa. Czy mόgłbyś rozwinąć swoją myśl, opowiadając na czym polega praca fotografa?

„Przy sesjach najważniejsze jest, by ludzie wspόłpracujących przy zdjęciach pomagali, a nie przeszkadzali w realizacji twojego celu. Oczywiście fotograf musi wiedzieć czego chce, co chce uzyskać, jaki efekt, a nawet dokładniej, jakie zdjęcie. Dobra atmosfera pomaga, a kawa w moim przypadku jest nie tylko sesyjnym, ale i codziennym dopalaczem. Odkąd sprόbowałem włoskiej kawy w Cafè Paszkowski na Piazza della Repubblica we Florencji, piję już tylko macchiato w małej szklance”.

Fotografujesz modę, gwiazdy (np. kalendarz „Kobiety Kina 2012”), prowadzisz międzynarowode kampanie znanych firm (Inglot), dokumentujesz wydarzenia społeczne jak ostatnio przy Festiwalu Skrzyżowania Kultur – o tym porozmawiamy za chwilę. A ja chciałam tylko przypomnieć, iż przecież twoją fotograficzną drogę zainspirowała wspόłpraca z fotoreporterem Time magazine, Anthonym Suau. Jak doszło do waszego spotkania? Czego cię to doświadczenie nauczyło, w jakim stopniu naznaczyło twoją dalszą twόrczość?

„Przez przypadek, w który i tak nie wierzę, zostałem jego asystentem od tzw. wszystkiego przy realizacji projektu o Europie wschodniej po upadku muru Berlińskiego pt. „Beyond the fall”. Suau był kontraktowym fotografem „Time” magazine. Dziennie robiliśmy min. 1000 km i przejeżdżaliśmy samochodem Polskę drogami, których czasem nie było na mapie. Suau to typowy fotoreporter starej szkoły, niczym postać z filmu. Przy sobie zawsze nosił 2 aparaty Leica, 4 obiektywy, wszystkie bliskie, używał jednego filmu, czarno-białej 400 TriX Kodaka. Musiał być przy sytuacji, blisko niej, w niej. Jeździł na wojny, zdobywał nagrody m.in. Pulitzer Price, World Press Photo. To spotkanie, oprócz technicznych szczegółów, pokazało mi, że nawet reporterskie zdjęcie można komponować, w pewnym sensie reżyserować, że nasza praca, energia zawsze wraca do nas w jakimś momencie, w jakiejś formie, ostateczne zdjęcie oddaje przetworzoną energię, wynagradza nas”.

Kontynuując temat wpływόw, twoje “ja” ukształtowała rόwnież Brazylia. To ona natchnęła cię do realizacji projektu “Senna rzeczywistość”. Opowiedz nam coś o Brazylii i o projekcie…

„To projekt niczym film w zdjęciach, album z częścią multimedialną. To opowieść, w ktόrej sen łączy się z jawą, z udziałem znanych postaci życia kulturalnego w Polsce. Brazylia jest modelem zróżnicowania świata. Jest w niej taka paleta barw, ludzi, zachowań, pejzaży, architektury. W niej chciałbym realizować część projektu “Sennej”.

Twoja firma Masaporta www.masaporta.pl zajmuje się głόwnie reklamą. Plakaty zdobiące Warszawę to wasze dzieło. Czyją promocją zajmujecie się w tym momencie?

„Realizujemy kampanie outdoor i filmy reklamowe. W ostatnim tygodniu realizowaliśmy materiały reklamujące Galę Sylwestrową z udziałem Aleksandry Kurzak, która ma rewelacyjny głos i śpiewa głόwnie za granicą na największych scenach operowych świata”.

Tyle lat minęło odkąd spotkaliśmy się ostatni raz w Rzymie… Jakie wrażenie wywarło na tobie Wieczne Miasto? Kiedy powrόcisz do Włoch?

„Mam niedosyt Rzymu… Jest rozległy, rozbity przestrzennie. Włochy są magiczne, mam nadzieję powrόcić do nich jak najprędziej, w końcu Włochy rόwnież w scenariuszu „Sennej”są miejscem istotnym”.

REMA DAYS, CZYLI NA PRZEKÓR KRYZYSOWI!

0

Świętej pamięci Steve Jobs mówił… „stay hungry… stay foolish“ (bądź zawsze ciekawy i trochę szalony, nawet w czasach kryzysu)

Można powiedzieć, że młody rynek polskiej reklamy potraktował dosłownie nauki guru Apple. Okazja do tych rozważań przyszła mi spontanicznie po dowiedzeniu bardzo zatłoczonych targów Rema Days. Gdy zdecydowałem się tam pójść, byłem bardzo sceptyczny wobec powodzenia targów reklamowych w recesywnej fazie światowej gospodarki. Cóż, przegrałem kolejny zakład z samym sobą!

Ponad trzy pawilony wypełnione stanowiskami całkowicie wychodziły na przeciw aktualnym wymaganiom klientów.

Od sławnego POS ( point of sale = punkt sprzedaży) poprzez regały z kartonu lub pleksi i tym podobne, aż po drukarki będące w stanie dostarczyć wydruk o niesamowitej rozdzielczości na dużych formatach.

Gdy zobaczyłem stanowisko Lecce pen, wzruszyłem się. Byli moimi klientami 20 lat temu, gdy pracowałem w Publitalia, produkowali wtedy długopisy wykonane z surowców odnawialnych takich jak skrobia kukurydziana ulegających biodegradacji!

Cały rozentuzjazmowany zbliżam się i pytam, czy przyjechał także właściciel, ale z przykrością odkryłem, że zostali sprzedani pewnemu zamożnemu Rosjaninowi. Italio, moja kochana, chcesz się obudzić? Jesteśmy narodem genialnym, eklektycznym, skłonnym do poświęceń i elastycznym, ale ktoś lub coś stara się zamroczyć nasze umysły.

Podsumowując, zdecydowanie polecam przedsiębiorcom z sektora, aby również oni wystawili się podczas tego udanego przedsięwzięcia.

 

Kobiety, które zmieniły świat

0

Burza siwych włosów, drobna i szczupła twarz, para inteligentnych oczu i szlachetność ducha. Rita Levi-Montalcini wybrała zimowe barwy, aby opuścić scenę życia. 30 grudnia zeszłego roku w wieku 103 lat ta włoska neurolog i dożywotni senator zgasła w swoim mieszkaniu w Rzymie, a Włochy niewątpliwie straciły jeden ze swoich symboli i najbliższą sercu osobistość. Odkładając jednak na moment wszelkie okolicznościowe wyrażenia głębokiego smutku z powodu jej odejścia, uważam, że należy inspirować się jej życiem, aby móc w szerszy i dogłębniejszy sposób rozmyślać o sensie życia i o inteligencji niektórych wybitnych jednostek, których działania piszą historię, a nawet przekształcają się w uniwersalne przesłanie. Montalcini była jedną z najwybitniejszych włoskich uczonych. Poświęciła całe swoje życie nauce i kulturze, angażując się w sprawy obywatelskie aż do dnia śmierci. Zważywszy na jej ogromne poświecenie w tych dziedzinach, nigdy nie zdecydowała się na założenie rodziny. W latach 50. jej badania naukowe doprowadziły ją do odkrycia i zidentyfikowania czynnika pobudzającego wzrost komórek nerwowych. Dzięki temu w 1986 roku została laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny. Jako pierwsza kobieta została przyjęta do Papieskiej Akademii Nauk w 1974 roku. 1 sierpnia 2011 została uhonorowana tytułem dożywotniego senatora za osiągnięcia naukowe i społeczne. Montalcini zawsze walczyła o równe traktowanie kobiet i mężczyzn w nowoczesnym społeczeństwie; w wielu sytuacjach mówiła o sobie jako o kobiecie wolnej. Wychowana w wiktoriańskim duchu męskiej dominacji, gdzie kobiety miały niewielkie szanse na wyrażenie siebie, Montalcini powiedziała: „odczułam konsekwencje tej edukacji, jednak wiedziałam, że nasze zdolności umysłowe – mężczyzn i kobiet – są takie same, mamy równe możliwości lecz odmienne podejście”. Mniej więcej w połowie lat 70. wzięła udział w działaniach Ruchu Wyzwolenia Kobiet na rzecz regulacji aborcji.

Miała siostrę bliźniaczkę o imieniu Paola, która wybrała karierę artystyczną; była docenianą malarką, tak jak ich matka Adele. W 1992 roku siostry założyły fundację Levi-Montalcini, aby uczcić pamięć ich ojca. Celem tej fundacji było szkolenie i edukacja młodych ludzi oraz zapewnienie stypendiów uniwersyteckich afrykańskim studentkom tworzacym klasę młodych kobiet, które mogłyby odgrywać wiodącą rolę w dziedzinie życia naukowego i społecznych ich kraju. Montalcini była ateistką, wierzyła w świecką i wielokulturową wizję społeczeństwa. Jej najbliższa współpracowniczka, Pina Tripodi, w której to ramionach zmarła wielka noblistka, powiedziała krótko po jej śmierci: „profesorka od zawsze miała jedno marzenie schowane w szufladzie, mianowicie to, aby zaopiekować się afrykańskimi kobietami. Było to marzenie, które ziściło się dopiero na starość, lecz które przepełniło ją radością i zadowoleniem. Miała nadzieję, że uda jej się uratować kilkaset istnień. Nie wyobrażała sobie, aby móc osiągnąć dzisiejsze wyniki: jej fundacja pomogła już 12 tys. kobiet”.

Montalcini była kobietą, która poprzez swoje odkrycia przyczyniła się do zmiany wiedzy o świecie, udowadniając mężczyznom i kobietom, że każdy może uzyskać doskonałe wyniki, jednak wymaga to nieustannych poświęceń i wytrwałości, optymizmu i silnej woli. Przekonywała o konieczności przezwyciężania wszelkich form użalania się nad sobą, nawet te na tle rasowym.

Ze wspaniałego, kobiecego grona najbardziej bystrych umysłów w historii, należałoby naturalnie wspomnieć przy imieniu włoskiej uczonej o innej znanej kobiety nauki, tj. Marii Skłodowskiej-Curie (we Włoszech znanej jako Madame Curie). Maria Skłodowska, prawdopodobnie pierwsza wielka uczona XX wieku, urodziła się w Warszawie, a francuskie obywatelstwo otrzymała zaraz po wyjściu za mąż za Pierre’a Curie. Jest jedyną kobietą, spośród czterech laureatów więcej niż jednej Nagrody Nobla, która została odznaczona tym wyróżnieniem w dwóch różnych dziedzinach. Pierwszą Nagrodę Nobla Skłodowska-Curie otrzymała w dziedzinie fizyki w 1903 roku, natomiast drugą, z chemii osiem lat później, w 1911, dzięki pracom nad radem. Z nadzieją na jak najszersze propagowanie pasji do badań naukowych, Madame Curie założyła w Paryżu Instytut Radowy – Institut du radium, który obecnie nosi nazwę Institut Curie, oraz drugi podobny w Warszawie. Życie Marii Skłodowskiej było poświęcone angażowaniu się w sprawy świata nauki i społeczeństwa, podobnie jak u Rity Levi-Montalcini. Były to niezwykłe kobiety zajmujące się sprawami świata, kobiety które zmieniły świat.

Następna runda: Inflacja?

0

Emiliano Caradonna

Z pewną regularnością na łamach „Gazzetta Italia” starałem się ostrzec naszych czytelników przed niebezpieczeństwem, że pewne działania prowadzone, z jednej strony przez Banki Centralne a z drugiej przez rządy, będą charakteryzować się krótkowzrocznością i moralnym ryzykiem a czasem nawet niewielką wrażliwością w stosunku do obywateli.

Dane ekonomiczne niestety potwierdzają moje przewidywania. W niektórych krajach wzrost gospodarczy praktycznie nie istnieje, a w innych jest efektem zewnętrznych finansowań i dotacji. Stopa zatrudnienia spada w większości państw europejskich. Giełda i rentowność obligacji zyskują na wartości przede wszystkim z racji wielkości zasobów finansowych oddanych do dyspozycji Banków Centralnych a nie ze względu na rzeczywistą, strukturalną i ekonomiczną poprawę sytuacji.

W tej raczej ponurej rzeczywistości zaczyna pojawiać się na horyzoncie widmo inflacji oraz ryzyko zmniejszenia siły nabywczej i tak już chudych portfeli.

W ostatnim czasie Bill Mott, jeden z najbardziej znanych zarządców brytyjskich funduszy, wskazał na łamach „The Telegraph” pięć powodów, dla których należy obawiać się inflacji i zacząć przyglądać się inwestycjom również z tej perspektywy.

(1) Poluzowanie polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych (Quantitative easing) jest już rozpoczęte w sposób potencjalnie nieograniczony oraz jest, otwarcie mówiąc, niemal jedynym źródłem pokrycia deficytu budżetu federalnego.

(2) Rezerwa Federalna wyraźnie powiedziała, że będzie utrzymywać stopy procentowe blisko zera aż do momentu, kiedy bezrobocie spadnie do 6,5%. Nawet jeśli jest to rozsądny cel, to stopy procentowe nie są odpowiednim narzędziem, aby go osiągnąć. Niezbędna jest polityka, która będzie działać w ramach zwiększania oferty zatrudnienia. Co stanie się jeśli ponad 6,5% amerykańskiej siły roboczej będzie w praktyce bez pracy z powodu braku przygotowania i wykształcenia? To stwarza perspektywę, w której stopy procentowe pozostaną przez zbyt długo na za niskim poziomie.

(3) Większa część najważniejszych walut znajduje się Bankach Centralnych, które starają się drukować pieniądze, aby m.in. ograniczyć relatywną wartość ich walut, podejmując próbę promowania eksportu. To podejście (po angielsku beggar-thy-neighbor) może być skuteczne dla jednego państwa, lecz jeśli wszyscy tak postępują, jest ono skazane na niepowodzenie, pomimo jednoczesnego zmniejszenia wartości papierowego pieniądza w stosunku do dóbr fizycznych i usług. Tym właśnie jest inflacja.

(4) Wydaje się, że Bank Centralny Wielkiej Brytanii postanowił zrezygnować z osiągnięcia zaplanowanego celu inflacyjnego poprzez strukturę dążącą do nominalnego numeru PKB. W efekcie tworzy się zasłona dymna, która zezwala na powolny wzrost inflacji na świecie.

(5) Zachodni konsumenci (oraz Banki Centralne) wyciągnęli ogromne korzyści z przeniesienia produkcji na rynki wschodzące a w szczególności do Chin. Zakup towarów wyprodukowanych niskim kosztem posłużył za hamulec dla inflacji zachodniej. Jednak korzyści płynące z tej strategii są już w większości wyczerpane. Rzeczą jeszcze ważniejszą jest to, że rynki wschodzące obserwują znaczący wzrost płac, który z kolei przełoży się na wzrost cen dla końcowych konsumentów.

Inflacja osłabia siłę nabywczą, a więc z trudnością zobaczymy wdrożenie podobnej polityki do tej z lat 70., kiedy to płace za pomocą różnych metod podążały za inflacją. W aktualnym kontekście słabej gospodarki i niepriorytetowego welfare inflacja zamienia się w deflację.

Powodem tej strategii jest to, że wydłużony okres nieustannej inflacji jest mniej bolesnym sposobem na zmniejszenie długu, istotnie należność spada na oszczędzających i smutno jest mówić, że zapłacą ostrożni za szaleństwa lekkomyślnych, o ile wcześniej ostrożni nie stracą cierpliwości.

Pozostaje mi jedynie patrzenie z pewną dozą sceptycyzmu na kolejny odcinek telewizyjnego quizu „Lascia o raddoppia”.

 

“ITALOMANIA” IN POLONIA

0

Magdalena Radziszewska

Drupi, pizza, spaghetti, lussuose Lamborghini e tanti  altri “prodotti” made in Italy godono ormai da molti anni di un grande interesse in Polonia. Questo fenomeno si è intensificato già negli anni Settanta, più precisamente nel 1978, quando il cantante Drupi ha tenuto il concerto al Festival di Sopot, conquistando i cuori polacchi con la famosissima canzone “Sereno è”. Anche se la pizza a quel tempo consisteva in pasta fondente, ketchup e formaggio e non assomigliava per niente a quella italiana, è stata adottata per sempre nel menu polacco. Inoltre lo status sociale di ogni fortunato proprietario di una macchina a marchio FIAT saliva immediatamente. Nonostante l’interesse per l’Italia e le sue eccellenze sia sempre stato molto grande, solo adesso si può dire che abbia assunto la forma di “italomania”. Chiunque abbia visitato almeno una volta la Penisola sa che la sua magia consiste in numerosi fattori, tra i quali il maggiore è il cibo fantastico. I viaggi in Italia hanno avuto come risultato che tra tutte le cucine etniche quella italiana sia una delle più amate in Polonia. Il numero di pizzerie e di ristoranti italiani a Varsavia è in costante aumento e la preparazione di carpaccio, spaghetti o tiramisù non è più così complicata grazie  alla presenza di prodotti italiani originali sugli scaffali polacchi e alla valanga di libri di cucina dedicati alle abitudini culinarie in Italia. Uno dei primi marchi italiani accessibili in Polonia è stato Lavazza, che ha portato una nuova cultura di come bere il caffè, assieme alla moda del tipico espresso italiano. Anche se tuttora molti polacchi dopo un pranzo al ristorante ordinano cappuccino, cosa che farebbe disperare ogni italiano, pian piano si comincia a capire il rito collegato al bere questa “bevanda degli dei”. La moda italiana, che è sempre stata considerata raffinata e lussuosa, gode in Polonia di molta attenzione. Sempre più spesso indossiamo abbigliamento con etichette italiane e acquistiamo nei negozi calzature italiane che sono generalmente considerate garanzia di felicità, comodità ed eleganza. L’ossessione per la bellissima Italia esiste anche tra i giovani. Non parlo degli studenti di filologia italiana, che rappresentano uno stadio grave di questa  “malattia”, ma anche coloro che non legano il proprio futuro all’Italia o alla lingua italiana non evitano il contatto con la cucina, la musica e la letteratura del Belpaese. Buona parte degli adolescenti legge con adorazione i romanzi rosa dell’autore italiano Federico Moccia e guardano volentieri i film tratti da essi (ogni pubblicazione è stata adattata al grande schermo). Anche la musica contemporanea italiana trova i suoi fan tra i giovani polacchi. Il rapper italiano Rocco Hunt gode di molta attenzione fra il pubblico polacco e le sue composizioni vocali più conosciute sono “ O’ mar ‘ e o’ sole” e  “ Come hanno fatto tutti”. Un altro dei rapper più famosi della scena musicale italiana, Clementino, ha anche registrato una canzone in collaborazione con un rappresentante polacco di questo genere musicale, Peja. Per la gioia di tutti gli amanti dell’hip hop in Italia e in Polonia, i due rapper probabilmente continueranno la loro collaborazione.

I viaggi per il weekend, popolari tra gli studenti (ma non solo) non hanno più come meta solo Londra, Praga o Parigi, ma anche, sempre più frequentemente Milano, Roma, Venezia e Firenze.

Chi ha compiuto almeno una volta un viaggio in Italia e ha potuto ammirare le viste suggestive, i monumenti d’arte, ha gustato una vera pizza italiana, l’olio d’oliva, i pomodori maturati al sole e l’inimitabile mozzarella di bufala, non è certamente sorpreso dalla diffusione dell’interesse per il Belpaese in Polonia.

Anche se come nazione siamo l’opposto degli italiani, ci piace lo stile di vita locale e cerchiamo il suo riflesso in una varietà di settori, anche qui, in Polonia.