Setna rocznica urodzin Pier Paola Pasoliniego, jednej z najważniejszych postaci powojennych Włoch, pisarza, poety, dramaturga, publicysty, malarza i filmowca, stanowi dobrą okazję, by zastanowić się, w jaki sposób pielęgnowana jest pamięć o nim i o jego niezwykle bogatym dorobku twórczym.
W ramach mojego kursu historii kina włoskiego, który prowadzę na Uniwersytecie Warszawskim, poprosiłam studentki i studentów o napisanie krótkiego eseju na jeden z wybranych tematów. Trzy osoby spośród kilkudziesięciu postanowiły

poświęcić swoją pracę twórczości Pier Paola Pasoliniego: dwie napisały o Salò, czyli 120 dniach Sodomy, jeden ze studentów podzielił się swoimi refleksjami na temat filmu Mamma Roma. Wszystkie trzy teksty uzyskały ocenę najwyższą z możliwych. Dlaczego o tym piszę? Otóż jest to dla mnie kolejny dowód na to, że postać i twórczość Pasoliniego niezmiennie wzbudzają zainteresowanie i przyciągają uwagę kolejnych pokoleń młodych ludzi o otwartych, krytycznych, skłonnych do refl eksji umysłach. Nie tylko we Włoszech, co wydaje się bardziej oczywiste, ale również w Polsce. Skądinąd włoskie grupy poświęcone Pasoliniemu w mediach społecznościowych są nie tylko liczne, ale też bardzo aktywne. Obchody setnej rocznicy urodzin artysty jeszcze oczywiście wzmogły to niesłabnące zainteresowanie. To rodzi moje głębokie przekonanie, że Pasolini żyje! Gdybym miała możliwość
wybrania jakiejś postaci z przeszłości, z którą mogłabym i chciała dziś porozmawiać, bez chwili wahania wybrałabym właśnie Pasoliniego. Podobnie musiał myśleć urodzony w Pordenone we Friuli Davide Toffolo, kiedy w 2002 roku pisał swoją powieść graficzną zatytułowaną po prostu Pasolini. Jest to w największym skrócie opowieść o młodym reporterze, który wpada współcześnie na trop człowieka przedstawiającego się jako „signor Pasolini”. Mężczyzna ten posiada wszelkie atrybuty naszych czasów, takie jak adres e-mailowy, i pragnie udzielić młodemu dziennikarzowi wywiadu, przedstawić swoje poglądy, na które składają się cytaty z tekstów Pasoliniego. Uciekając się do takiego zabiegu, Toffolo udowadnia dobitnie, że myśl Pasoliniego nie tylko się nie zestarzała, a wręcz przeciwnie zyskała na aktualności i pobrzmiewają w niej nuty prorocze. Toffolo to nie tylko autor komiksów, ale też gitarzysta formacji „I tre allegri ragazzi morti”. Grupa od zawsze zainteresowana Pasolinim, poświęciła mu sporą część swojej działalności, a w 2011 roku odbyła tournée po wielu włoskich miejscowościach, podczas którego, obok własnych piosenek, zaprezentowała projekty artystyczne dotyczące artysty z ich rodzinnego Friuli.
Wracając do komiksów, pierwsza rysunkowa opowieść stworzona została przez dziennikarza Graziana Origę dosłownie kilka miesięcy po tragicznej śmierci Pasoliniego. Jej tytuł, Le ceneri di Pasolini, nawiązuje w oczywisty sposób do głośnego tomu poezji Le ceneri di Gramsci (1957). Kolejna, wydany we Francji
Pasolini Jeana Dufaux i Massima Rotundo, pochodzi z 1993 r. W 2008 r. ukazuje się powieść graficzna Il delitto Pasolini Gianluki Maconiego, rekonstrukcja ostatnich godzin przed brutalnym zabójstwem poety. Ostatnia pozycja to Diario segreto di Pasolini Gianluki Costantiniego i Elettry Stamboulis z 2015 r., hipotetyczny dziennik/autobiografia artysty. Poświęcam tak wiele miejsca pozycjom przynależnym raczej kulturze popularnej, nie zaś monumentalnym dziełom, takim jak Vita di Pasolini Enza Siciliana, czy poświęcone mu liczne opracowania o charakterze naukowym, gdyż wydaje mi się, że są one najlepszym dowodem na to, jak bardzo postać i twórczość Pasoliniego łączyła i łączy różne sfery kultury i wpisuje się w najróżniejsze rejestry jej odbioru.
Równie silna była i pozostaje pamięć o Pasolinim wśród filmowców, nie tylko włoskich.
W 1991 roku brytyjski reżyser Derek Jarman, w krótkometrażowym, mało znanym filmie Ostia podjął się rekonstrukcji ostatnich godzin życia Pasoliniego. Z uwagi na okoliczności i tragiczny charakter śmierci artysty właśnie ten aspekt wydał się twórcom najbardziej interesujący. Tak dzieje się w przypadku filmu Pasolini (2014) Abla Ferrary z Willemen Dafoe w roli tytułowej, czy La macchinazione (2016) Davida Grieco, gdzie w postać twórcy Salò… wcielił się popularny włoski aktor i piosenkarz

Massimo Ranieri. Śledztwu w sprawie zabójstwa reżysera poświęcił swój film Marco Tullio Giordana (Pasolini, un delitto italiano, 1995). Warto wspomnieć o filmie Aurelia Grimaldiego Un mondo d’amore (2002), raczej nie z uwagi na jego wartość artystyczną, ale dlatego że autor zajął się wcześniejszym okresem w życiu Pasoliniego, końcówką pobytu w Casarsie i początkami życia w Rzymie. W 2006 r. Giuseppe Bertolucci zrealizował dokument Pasolini, prossimo nostro, będący zapisem wywiadu z reżyserem przeprowadzonego podczas prac nad ostatnim filmem. Artysta
swoim spokojnym, wyważonym głosem przypuszcza atak na współczesne społeczeństwo, wszczyna alarm. Wywiad, przeplatany zdjęciami z planu filmowego jest dramatycznym aktem oskarżenia kogoś, kto wie więcej, kto widzi dalej. Niezwykły hołd złożył reżyserowi jego młodszy kolega po fachu, Nanni Moretti, który kończy pierwszą nowelę Dziennika intymnego (Na vespie, 1993) podróżą do Ostii, na miejsce zabójstwa Pasoliniego, upamiętnione stojącym tam pomnikiem. To tylko kilka przykładów z dłuższej listy dzieł filmowych zainspirowanych postacią bądź dziełem wielkiego Włocha.
Pamiętają też o Pasolinim twórcy muzyki. Pierwsza piosenka to niemal „instant-song”, skomponowana zaledwie kilka dni po 2 listopada 1975 r. Lamento per la morte di Pasolini to ballada Giovanny Marini zainspirowana Oracją świętego Donata, ludową
pieśnią tradycji abruzyjskiej. Marini powróciła do tego utworu w 2002 r. przy okazji wydania płyty Il fischio del vapore, podpisanej wspólnie z Franceskiem De Gregorim. Sam De Gregori w 1985 r. zadedykował Pasoliniemu piosenkę A pa’, nazywając go na jednym z koncertów „największym poetą XX wieku”. Pięć lat wcześniej piosenkę Una storia sbagliata poświęcił Pasoliniemu największy włoski bard Fabrizio De André. Tekst odnosi się do śmierci reżysera, ale też drugiej ofiary tzw. Pierwszej Republiki, młodej rzymianki Wilmy Montesi: Historię tę trzeba zapomnieć, historii tej nie można przypomnieć, historia ta jest dość złożona, historia ta jest pomylona. Przy okazji 40.

rocznicy śmierci poety powstał film dokumentalny dziennikarki Emanueli Audisio Pasolini, maestro corsaro. Ścieżką dźwiękową do tego filmu stał się album L’alba dei tram i tytułowa piosenka skomponowana przez Rema Anzovina do tekstu Giuliana Sangiorgiego, w interpretacji Maura Giovanardiego. Młody cantautore Enrico Nigiotti (rocznik 1987) w piosence Pasolini śpiewa tak: „Ma come si fa nel mondo che c’è a starci dentro, a respirare” (Jak można żyć w takim świecie, oddychać). Sam mówi o tym w ten sposób: „Pasolini jest piosenką, w której opisuję społeczeństwo, odwołując się do jego słów.” Również w przypadku muzyki lista odniesień do postaci i twórczości Pasoliniego mogłaby być dłuższa.
A jest jeszcze teatr. Wspomniany wcześniej Giuseppe Bertolucci realizuje w 2004 roku spektakl oparty na tekstach Pasoliniego i Giorgia Somalvica, ‘Na specie de cadavere lunghissimo, którego pomysłodawcą i wykonawcą jest aktor Fabrizio Gifuni, przedstawiający do dziś ten monodram na scenach różnych włoskich miast. Takich wydarzeń było i jest zdecydowanie więcej.
Co powoduje tak silną i nieustanną obecność PPP nie tylko we włoskiej kulturze, ale ogólnie we włoskiej pamięci? Można pisać o tym długie rozprawy, poświęcać temu konferencje i seminaria, niezwykle bogata spuścizna artysty poddawana jest kolejnym interpretacjom. Gdyby jednak spróbować pokusić się o krótką odpowiedź, kluczem do zrozumienia fenomenu Pasoliniego jest coś bardzo prostego, a jednocześnie jakże we współczesnym świecie rzadkiego i cennego: intelektualna uczciwość, która każe dawać świadectwo, nazywać rzeczy po imieniu. Odwaga prowokacji, bezkompromisowość, podejmowanie najtrudniejszych, często niepopularnych tematów. To wszystko, co doprowadziło go do słynnego Io so, tekstu opublikowanego pierwotnie w „Corriere della Sera” z 14 listopada 1974 r. pod tytułem Cos’è questo golpe? Io so, umieszczonego potem jako Powieść o rzeziach (Il romanzo delle stragi) w Pismach korsarskich. Tak tłumaczy w nim Pasolini, skąd wie i dlaczego zna nazwiska odpowiedzialnych za zamachy terrorystyczne, które wstrząsały wtedy Włochami: „Znam je, ponieważ jestem intelektualistą, pisarzem, który stara się śledzić bieżące wydarzenia, poznać wszystko to, o czym pisze, wyobrazić sobie to, czego nie wiadomo albo co się przemilcza; który łączy fakty również odległe, układa w całość porozrzucane i fragmentaryczne kawałki pełnej, spójnej sytuacji politycznej; który przywraca logikę tam, gdzie zdaje się panować arbitralność, szaleństwo, tajemnica.” Właśnie ta świadomość intelektualnej odpowiedzialności i powinności stanowi o największej sile życia i twórczości Pasoliniego.
Z niezliczonych książek o artyście wybrałam jedną: PPP. Pasolini, un segreto italiano Carla Lucarellego, niezwykle osobistą opowieść o tym, co doprowadziło autora do zakochania się w Pasolinim. Pisze w niej, że pamięta dokładnie moment, kiedy to się stało: podczas oglądania fragmentu Zgromadzeń miłosnych (Comizi d’amore). To skłoniło mnie do zadania sobie tego samego pytania, na które nie potrafię jednak udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Zakochiwałam się w Pier Paolu stopniowo i zakochuję ciągle od nowa, z każdym przeczytanym zdaniem, wierszem, obejrzanym na nowo filmem.














pisarza i „szamana” pochodzącego z Peru. Jesienią roku 1985 włoski reżyser wyruszył do Meksyku, by spotkać się z Castanedą, a towarzyszyli mu między innymi pisarz Andrea De Carlo (który wcześniej pracował z nim nad filmem „A statek płynie”) i amerykańska aktorka Christine Engelhardt.
Podróż ta, pełna dziwnych wydarzeń i sytuacji, przyczyniła się do zerwania przyjaźni między Fellinim a De Carlo. Ten ostatni wydał w 1986 roku powieść „Yucatan”, zainspirowaną właśnie ich podróżą do Meksyku. Zdenerwowało to bardzo Felliniego, ponieważ w tym samym roku opublikował swoją wersję tej historii (pod pierwotnym tytułem „Viaggio a Tulun”) w „Corriere della Sera”, prezentując ją jako zapowiedź swojego następnego filmu, który jednak nigdy nie powstał.
skontaktował się z reżyserem, aby zaproponować mu komiksową adaptację opowiadania wydanego w „Corriere”. Urodzony w 1945 roku Manara był już wtedy cenionym artystą, znanym głównie z dzieł erotycznych, takich jak „Klik” (1982) czy „Zapach niewidzialnego” (1985). Fellini zaakceptował propozycję rysownika, a tamten niezrealizowany film stał się „Viaggio a Tulum” („Podróżą do Tulum”), komiksem onirycznym, zabawnym i zmysłowym jak najlepsze z jego dzieł stworzonych dla kina. Fabuła, która różni się częściowo od oryginalnej wersji, jest pełna tajemnic, magii i fascynacji cywilizacjami prekolumbijskimi – szczególnie ludem Tolteków.
reżyser Snàporaz, piękna i tajemnicza Helen i niezdarny, sympatyczny Vincenzone. Snàporaz, którego Fellini wybiera na początku komiksu jako swoje alter ego na czas podróży, ma twarz Marcella Mastroianniego i nazwisko postaci, którą wielki aktor zagrał w „Mieście kobiet”, filmie Felliniego z 1980 roku. Postać Helen jest luźno wzorowana na Engelhardt, natomiast dziwna wydaje się obecność Vincenzone – jest to dziennikarz Vincenzo Mollica, który nie towarzyszył Felliniemu w podróży do Meksyku.
Decyzję, by pojawił się on w komiksie zamiast De Carlo można rozumieć jako złośliwość wobec pisarza, ironiczną zemstę za „kradzież” opowieści Felliniego. Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów, wspomnieć można o Sibyl, mrocznej wersji Christiny/Helen, lub o meksykańskim czarowniku Hernandezie, ale „Podróż” pełna jest barwnych i oryginalnych postaci, które czasami pojawiają się tylko w kilku kadrach. Na pierwszych kilku stronach komiksu Helen i Vincenzone, w poszukiwaniu Felliniego, udają do
Cinecittà, gdzie spotykają bohaterów wielu filmów włoskiego reżysera, bardzo dokładnie i realistycznie narysowanych przez Manarę. Dalej Fellini i Manara umieszczają w opowieści chilijskiego reżysera i pisarza Alejandra Jodorowsky’ego i słynnego francuskiego rysownika Jeana „Moebiusa” Girauda – autorów jednego z arcydzieł światowego komiksu, „Incala” (1981-1988).
niezwykle szczegółowe i realistyczne rysunki mistrza Manary. Podobnie jak w innych dziełach włoskiego artysty na pierwszy plan wysuwa się sposób ukazywania kobiecego ciała, jednak dużym błędem byłoby uznanie „Podróży do Tulum” za banalny i wulgarny komiks erotyczny. Sposób, w jaki przedstawione są twarze postaci – szczególnie Mastroianniego – ociera się o fotorealizm, podobnie jak w przypadku krajobrazów, budynków i miejskich scenerii, które narysowane zostały z niesamowitą dbałością o szczegóły i autentycznie filmowym rozmachem.










rusznikarskiej Brescii, dokumentując jej ewolucję technologiczną i artystyczną w okresie od XV do XVIII stulecia. W 2023 roku, po długiej renowacji, zostanie ponownie otwarte Muzeum Risorgimento we wspaniałej nowej odsłonie, która pozwoli zwiedzającym w innowacyjny sposób poznać jeden z fundamentalnych rozdziałów nowożytnej historii Włoch.
wydarzeń: obchody rozpoczną się 23 czerwca br. wystawą „Isgrò cancella Brixia” (Isgrò wymazuje Brixię), która zakończy się 8 stycznia 2023 roku. Wydarzenie ma podkreślić dialog nawiązany między archeologią a sztuką współczesną, między kulturą klasyczną a jej trwaniem w naszych czasach.
się badać okres księstw włoskich w oryginalny sposób. Od 10 lutego do 10 maja 2023 r. wystawa „Ceruti. Malarz europejski” będzie z kolei okazją do uczczenia artysty, który swoimi wzruszającymi przedstawieniami niższych klas i przenikliwymi portretami dał się poznać jako jeden z najbardziej oryginalnych głosów sztuki figuratywnej XVIII wieku. Galeria Tosio Martinengo ukazuje najważniejszy zbiór jego dzieł na świecie. Od 24 marca do 23 lipca 2023 r. na szóstą edycję Brescia Photo Festival „Luce della Montagna” zaplanowano najważniejszą wystawę fotografii górskiej zrealizowaną w ostatnich dziesięcioleciach, z pracami Vittoria Selli, Martina Chambi, Ansela Adamsa, Axela Hütte.


miasto 8 września 1939 r. Od pierwszych dni okupacji łódzcy Żydzi zostali poddani surowym represjom. Przybierały one rozmaite, niekiedy bardzo brutalne formy – od zmuszania do ciężkich i poniżających prac porządkowych, poprzez rabunki, pobicia, aż do zabójstw. Sankcjonowało je okupacyjne prawo wprowadzane przez niemieckie władze za pomocą rozporządzeń. Represje objęły niemal każdą dziedzinę życia. Żydów wyrzucano z pracy i zakazywano prowadzenia przedsiębiorstw, pozbawiając ich tym samym środków do życia. Zakazano obchodzenia świąt, korzystania ze środków komunikacji miejskiej, wprowadzono godzinę policyjną, a pod koniec 1939 r. zakaz opuszczania miasta.
rozpoznawczych – początkowo żółtych opasek na prawym ramieniu, a od 11 grudnia opaski zastąpiono gwiazdami Dawida noszonymi na wierzchnim ubraniu. W tym samym czasie również wszystkie sklepy i przedsiębiorstwa należące do Żydów musiały być oznakowane żółtą gwiazdą Dawida umieszczoną w widocznym miejscu.
czwartek” 7 marca, gdy Niemcy zamordowali kilkaset osób, które stawiały opór. Na niewiele ponad 4km2 znalazło się ponad 163 tys. osób.
Przełożony Starszeństwa Żydów w getcie, Chaim Mordechaj Rumkowski, za swój cel postawił stworzenie w getcie jak największej liczby zakładów pracy – resortów, które miały uzasadniać istnienie „dzielnicy zamkniętej”. Rumkowski przekonywał Niemców, że osoby zatrudnione dla niemieckiego przemysłu są potrzebne, wyznawał politykę „ocalenia przez pracę”. Wraz z deportacją coraz szerszych grup ludności okazało się, jak złudne były to nadzieje.
deportowano grupę 20 tys. Żydów z Rzeszy i Protektoratu oraz 5 tys. Romów ze wschodniej Austrii. Przesiedleńcy nie znali celu swojej podróży, w grupie tej znajdowało się wiele osób, dla których zetknięcie się z gettem było wstrząsem. Niemała była liczba katolików i protestantów – uznanych za Żydów w oparciu o norymberskie ustawy rasowe. Ich przybycie było jednym z najważniejszych momentów historii getta. Niemal zupełnie nieprzystosowani do warunków getta, nie znający języka, oderwani od dotychczasowego życia przesiedleńcy z Zachodu umieszczeni zostali w tzw. kolektywach – zbiorowych miejscach zamieszkania.




zatytułowany „Cadere Volare”. Tego radosnego chłopaka niektórzy mogą kojarzyć z programu Amici, który łowi nowe talenty. Tak też się stało z urodzonym w Vicenzy dziewiętnastoletnim dziś wokalistą. Konsekwencją telewizyjnego sukcesu była najpierw epka, a teraz pełno wymiarowy album, który promowany był przez taneczny singiel „Farfalle” (piąte miejsce na festiwalu w San Remo). Album ten tylko pozornie skrojony dla nastolatków słuchających mało zaangażowanego popu. To krążek niezwykle dojrzały, mądry, na którym dużo jest miłości, wiele piosenek poświęconych jest mniej lub bardziej ważnym historiom, mniej lub bardziej dojrzałym uczuciom. To dotykanie się z dorosłością, ważny głos w tematach jak radzenie sobie z emocjami, odrzucenie spowodowane orientacją czy próby samobójcze. Dalej to opowieść o młodym człowieku, który pragnie być lekki i wolny. Sangiovanni reprezentuje nowe pokolenie, ale ucieka od moralizowania, z drugiej strony jest niezwykle wiarygodny. Muzycznie miesza popowe odmęty z elektroniką i hip-hopem. W jednym z wywiadów wyznał: „Moja muzyka na pierwszy rzut oka może wydawać się lekka w najbardziej powierzchownym tego słowa znaczeniu, ale to też jest moja siła”. I na tej uczciwości i szczerych emocjach wygrywa. Piekielnie zdolny dzieciak, od którego możemy uczyć się smakowania życia i lekkiego sposobu bycia w trudnych czasach!
odgrywanie, jak w teatrze, przychodzi jej z łatwością. Ditonellapiaga, którą poznaliśmy chociażby na tegorocznym festiwalu w San Remo, gdzie wraz z ikoną lat 80. Donatellą Rettore zaprezentowała chwytliwy kawałek „Chimica”, oddaje hołd muzyce tanecznej i jej różnym odcieniom w najlepszy sposób. Na debiutanckim „Camouflage” przeobraża się w kameleona. Obsypuje nas elementami disco po house, eurodance z początku lat 2000, po brzmienia lżejsze z elementami soulu jak w utworze „Come fai”. Potrafi zaskakiwać klimatem retro z lat 60. jak i totalnie abstrakcyjnym brzmieniem w otwierającym krążek „Morphina” – najlepszym momentem na płycie. Jest też bardzo dobry, zamykający krążek „Carrefour Express”, mówiący o nieodwzajemnionych zauroczeniach, o pragnieniu posiadania tego, czego nie można mieć. Przy tych wszystkich blaskach i cieniach, kolorach i dźwiękach, które nie chcą się zaszufladkować otrzymujemy spójną myśl, a Ditonellapiaga wkracza na scenę muzyczną odważnym krokiem, którego nie da się nie zapamiętać.


dell’Accademia – świątyni sztuki, gdzie zgromadzone są największe skarby weneckiego malarstwa: dzieła Belliniego, Tintoretta, Tycjana, Guardiego i Canaletta. Wszędzie po drodze mijamy liczne witryny sklepowe wypełnione szkłem i biżuterią, które przypominają, że handel zawsze leżał u podstaw egzystencji tego miasta. Są też sklepy z perfumami, niemal galerie sztuki, takie jak Bottega Cini, który sprzedaje produkty marki The Merchant of Venice (Kupiec wenecki) – wyjątkowe i wyrafinowane perfumy o kompozycjach, które przywodzą na myśl całe bogactwo Wenecji w jej najświetniejszych momentach rozwoju.

Najbliższa San Giorgio Maggiore jest Giudecca – największa z wysp archipelagu, na której toczy się codzienne życie Wenecjan. Prawie codzienne, bo czy może być zwyczajne kiedy mieszka się koło Il Redentore – przyczynie święta, w czasie którego raz do roku, w trzecią niedzielę lipca, można dostać się na Giudekkę bez użycia łodzi, idąc po moście pontonowym? Nad wyspą góruje hotel Hilton – z jego baru Skyline, mieszczącego się na dachu, rozciąga się widok na wschodnią i zachodnią część Wenecji. Jest to wyjątkowe miejsce, ponieważ porównywalne widoki można zobaczyć tylko z kościelnych dzwonnic. Bar ten jest także wspaniałym miejscem na wieczorne spotkanie z przyjaciółmi.


świata. Jego matka pochodziła z francuskiej wsi, lubiła zabawę i taniec. Na jednej z takich potańcówek poznała młodego, niezwykle przystojnego włoskiego weterynarza Giovanniego D’Antonguella, pracującego w wędrownym cyrku. Wpadli w sidła miłości i szybko zorganizowali skromne wesele, a po ślubie przeprowadzili się do zakurzonego i mało atrakcyjnego miasteczka Castellaneta, nietkniętego upływem czasu. Rodolfo urodził się nad ranem 6 maja 1895 roku. Nadano mu imiona Rodolfo Alfonso Raffaello Piero Filiberto Guglielmi di Valentina d’Antonguella. We wspomnieniach matki już od maleńkości cechował się uporem, był chłopcem krnąbrnym nieposłusznym, awanturniczym, miał śliczną buźkę jak cherubinek. Jego siostry po latach wyznały, że był pupilem ojca, a matka nie potrafi ła nad nim zapanować. Już jako mały chłopiec przestał okazywać jej posłuszeństwo, odmawiał nawet pójścia do kościoła, a kiedy matka usiłowała go zmusić krzyczał i pluł dookoła. Był prawdziwą udręką, zwłaszcza po tym jak ojciec zabrał go z wizytą do stolicy prowincji Tarentu (wł. Taranto) z okazji specjalnych obchodów milenijnych, gdy nadszedł rok 1900. W wielkim mieście zobaczył życie, inne perspektywy, możliwości, zobaczył automobile i wielkie budynki. W oczach dziecka niewielka włoska mieścina Castellaneta zamieniła się w więzienną celę. Od tej pory był na dobre zdecydowany opuścić miasteczko.
oszczędności z domów sąsiadów, a nawet z portfela własnej matki. Odmawiał też wzięcia się do jakiejkolwiek pracy, był coraz bardziej nieposłuszny i mocno zafascynowany światem erotyki. Zaczął od niewinnych pocałunków, by przejść do seksualnych podbojów, którymi przechwalał się wśród włoskich nastolatków. W wychowaniu Rodolfo pomagała cała rodzina, ale i to nie skutkowało. W pewnym momencie jeden z kuzynów oświadczył, że jeśli ma być kryminalistą niech lepiej jedzie do Ameryki i tam nim zostanie, dzięki temu nie narazi całej rodziny na zhańbienie nazwiska. I tak też się stało, wuj pomógł nawiązać kontakty między Włochami a Ameryką. Na wyprawę do Nowego Świata wpływ miała nie tylko rodzina, ale i sąsiedzi, którzy ciesząc się, że opuści wieś, dołożyli się do budżetu, który miał mu wystarczyć na utrzymanie. 9 grudnia 1913 roku Rodolfo wsiadł na pokład liniowca Cleveland i obrał kurs na Nowy Jork. Dla wielu bliskich jedynym dokonaniem Valentino we Włoszech było opuszczenia ojczystego kraju.
poślubionym mężem współżyć (podobno była lesbijką, która zgodziła się na małżeństwo by ratować swą gasnącą karierę filmową). Następnie w jego życiu pojawiła się Natacha Rambova, scenografka i kostiumografka, z którą ożenił się w 1922 roku. Ożenił się przed sfinalizowaniem rozwodu z Acker, co wywołało kolejny wielki skandal. Zaledwie kilka dni po ślubie funkcjonariusze zatrzymali go i wrzucili do więzienia, oskarżając o bigamię. Wkrótce małżeństwo Valentino z Rambovą zostało unieważnione i pobrali się ponownie w 1923 roku. Wiele osób z otoczenia aktora uważało, że Rambova przynajmniej częściowo spowodowała upadek Valentino, większość jego przyjaciół uznała ją za całkowicie kontrolującą i toksyczną dla jego kariery. I tak też się stało, wielka gwiazda zaczęła blednąć. Kino nieme jeszcze w latach 20. miało zajść jak słońce nad bulwarem w filmie Billy’ego Wildera. Valentino coraz częściej trafiał na strony gazet, które informowały o nienajlepszym stanie jego zdrowia. Podobno cierpiał na depresję.
hotelu, w Nowym Jorku. Podobno przez kilka dni nie wychodził z pokoju. Pewnej nocy nagle upadł i, po tym jak go odnaleziono, został przewieziony do szpitala. Lekarze w rozpoznaniu wpisali, że były to wrzody. Jego stan nie poprawił się po operacji, a wręcz się pogorszył. We wczesnych godzinach poniedziałkowego poranka 23 sierpnia rozmawiał z lekarzami o swojej przyszłości, by zaledwie kilka godzin później umrzeć w młodym wieku 31 lat.