Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 42

Urodziny księcia Józefa Poniatowskiego 7 maja 2022 Pałac Pod Blachą, Zamek Królewski w Warszawie

0

Questa notizia è tratta dal servizio POLONIA OGGI, una rassegna stampa quotidiana delle maggiori notizie dell’attualità polacca tradotte in italiano. Per provare gratuitamente il servizio per una settimana scrivere a: redazione@gazzettaitalia.pl

Konferencja naukowa, wystawa o Napoleonie Bonaparte i piknik z udziałem rekonstruktorów epoki Księstwa Warszawskiego to wydarzenia zaplanowane przez Zamek Królewski w Warszawie na 6 i 7 maja 2022 roku w ramach Urodzin księcia Józefa Poniatowskiego w Pałacu Pod Blachą.

6 maja – konferencja naukowa i wystawa o Napoleonie

Dwudniowe obchody Urodzin księcia… rozpoczną się 6 maja konferencją naukową Książę Józef Poniatowski i epoka Księstwa Warszawskiego, podczas której znawcy i badacze czasów wojen napoleońskich przybliżą zagadnienia dotyczące księcia Józefa i jego wojska.

Tego dnia w Kancelarii Sztabowej Apartamentu księcia Józefa Poniatowskiego w Pałacu Pod Blachą zostanie również otwarta wystawa Sygnatury Napoleona Bonaparte przedstawiająca 22 nieznane, oryginalne dokumenty z podpisem Napoleona Bonaparte – pochodzące z różnych okresów: listy, rozkazy, pisma, raporty i odezwy, a wśród nich najwcześniejsze sygnatury wodza Francuzów, jeszcze jako pierwszego konsula. Ciekawym elementem wystawy jest korespondencja dotycząca zarówno księcia Józefa Poniatowskiego, jak i innych ważnych postaci historycznych czy bywalców Pałacu Pod Blachą, m.in.: Jana Konopki, Ludwika Michała Paca, Jana Henryka Dąbrowskiego. Prawdziwy rarytas stanowi tajny list skierowany do ambasadora Francji w Wiedniu, dotyczący odtworzenia państwa polskiego. Ważne miejsce zajmuje również sprowadzona specjalnie na tę ekspozycję autentyczna teczka na dokumenty, należąca niegdyś do Napoleona.

Na wystawę obiekty użyczyli: Zamek Królewski w Warszawie – Muzeum, Kolekcja dr. Tomasza Niewodniczańskiego, dep. Deutsch-Polnische Stiftung Kulturpflege und Denkmalschutz (Görlitz), Muzeum Romantyzmu w Opinogórze oraz list z kolekcji prywatnej. Prezentacja potrwa do 31 lipca 2022 roku.

7 maja – piknik urodzinowy

W sobotę 7 maja o godzinie 11.00 Zamek Królewski w Warszawie zaprasza na piknik urodzinowy na dziedzińcu Pałacu Pod Blachą. W programie m.in. pojedynki, pokaz musztry i zmiana warty w wykonaniu grup rekonstrukcyjnych: Pułków 4 i 12 Piechoty Xięstwa Warszawskiego, Pokaz mody empirowej i warsztaty.

Nie zabraknie atrakcji dla najmłodszych, którzy będą mogli odkryć tajniki Pałacu Pod Blachą i poszukać skarbu. A dla nieco starszych przygotowany został pokaz Kolory Paryża. Historia makijażu i kosmetyków kolorowych na sto lat przed wynalezieniem tuszu do rzęs zdradzający składy dawnych kosmetyków kolorowych oraz ujawniający sekrety upiększania ówczesnych dam. Kosmetyki zostaną wykonane na podstawie osiemnastowiecznych i dziewiętnastowiecznych przepisów. Piknik zakończony będzie spektaklem pt. Ploteczki spod Blachy na podstawie pamiętników Anny Potockiej oraz rozgrywkami bitewnymi z udziałem tysięcy figurek w systemie Black Powder w wykonaniu Warlord Games.

Na wszystkie wydarzenia obowiązuje wstęp wolny. Dodatkowo 6 i 7 maja bezpłatnie będzie można obejrzeć wnętrza Apartamentu księcia Józefa Poniatowskiego w Pałacu Pod Blachą.

Urodziny księcia Józefa Poniatowskiego

W sobotę 7 maja przypadają urodziny Józefa Poniatowskiego, bratanka króla Stanisława Augusta, ministra wojny Księstwa Warszawskiego i marszałka Francji. Uroczysty piknik jest organizowany przez Zamek Królewski w Warszawie właśnie z tej okazji.

Urodziny księcia Józefa Poniatowskiego

7 maja

PROGRAM PIKNIKU

 

11.00-13.00

Pokazy rekonstruktorów epoki Księstwa Warszawskiego –

Pułk 4 Piechoty Księstwa Warszawskiego, Pułk 12 Piechoty

Księstwa Warszawskiego

11.00 i 14.00

W empirowej szafie – warsztaty

12.00 i 14.00

Szukanie skarbów – gra dla dzieci 7–12 lat

13.00

Pokaz mody empirowej

15.00

Kolory Paryża – prezentacja dawnych kosmetyków

16.30

Ploteczki spod Blachy – spektakl na podstawie

pamiętników Anny Potockiej, historyczny talk-show

w reżyserii Jacka Bursztynowicza w wykonaniu Zamek Atlantis

11.00-14.00 i 15.00-18.00

Rozgrywki bitewne z udziałem figurek w systemie Black

Powder w wykonaniu firmy Warlord Games – rekonstrukcja

bitew: Lipsk, Talavera de la Reyna. Bitwa morska Wiek Żagli

w systemie Black Seas

Piknik w ramach Urodzin księcia Józefa Poniatowskiego 6 i 7 maja 2022 r.

w Pałacu Pod Blachą w Zamku Królewskim w Warszawie. W tych dniach

wstęp do Pałacu Pod Blachą jest bezpłatny.

Wielkie kino od Sorrentina

0
fot. Andrea Pattaro

Nie ma drugiego takiego reżysera, który by zachwycał i bulwersował zarazem. Wychwalany i przeklinany. Dla jednych geniusz, dla innych błazen. Oto Paolo Sorrentino, który powraca ze swoim nowym filmem, który mówi o nim więcej, niż wywiady i kolejne biografie.

Niewielu jest już reżyserów filmowych, którzy używaliby swojej wyobraźni. Niewielu jest kontynuatorów drogi Federica Felliniego, który zawsze powtarzał, że sny są jedyną i najważniejszą rzeczywistością. Niewielu jest też takich twórców kina, którzy do każdej sceny i kadru podchodziłby jak rzemieślnicy. Taki jest właśnie Paolo Sorrentino. Przez jednych wychwalanych, przez drugich krytykowany za płaszczyk uszyty z efekciarstwa, a pozbawiony treści. Błazen, który na włoskim dworze obśmiewa wszystko i wszystkich od polityków, po kościół. Jednak podążając za słowami wspomnianego FeFe, śmiem twierdzić, że kiedy skończy się wyobraźnia, skończy się człowieczeństwo. Na szczęście wiarę na lepsze jutro przywraca kino Sorrentina, który udowadnia to także w naj nowszym, nagrodzonym na 78. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji obrazie „To była ręka Boga”, który w połowie grudnia miał swoją premierę na platformie Netflix. Film nagrodzony w Wenecji siedmioma nagrodami, w tym Srebrnym Lwem – Wielką nagrodą Jury, nagrodą im. Marcello Mastroianniego za najlepszy debiut aktorski czy nagrodą Katolickiej Organizacji Kinematografii i Sztuki Audiowizualnej (SIGNIS), przenosi nas w rodzinne strony reżysera. Tam śledzimy historię młodego Fabietto Schisy (Filippo Scotti), osadzoną w niespokojnym Neapolu lat 80., do którego nieoczekiwane przybywa piłkarska legenda – Diego Maradona.

Neapol to dziś trzecie pod względem liczby ludności miasto we Włoszech. Po II wojnie światowej był miastem traumy i rany ze względu na poważne zniszczenia. Brudny, zaniedbany, nie był już tym okazem z przełomu XVI i XVII w., wówczas rządzony przez ultrakatolickich Hiszpanów, którzy wznieśli większość imponujących zabytków miasta. Lata 70. to czas, w którym dorasta mały Paolo. O jego życiu niewiele wiemy. To, co reżyser chce nam o sobie opowiedzieć dowiadujemy się z jego filmów. Poza tym wiemy też, że jego żoną jest Daniela D’Antonio, z którą ma dwójkę dzieci; Annę i Carlo oraz, że nigdy nie studiował w szkole filmowej. Wszystkie inne fascynacje, traumy, uczucia poukrywane są pomiędzy kadrami jego filmów. Tak też jest w najnowszym obrazie, kandydacie do przyszłorocznych Oskarów, opowiadającym o fascynacji Maradoną. Reżyser od zawsze zakochany był w drużynie SSC Napoli. Przyznał się kiedyś, że ta prawdziwa miłość wybuchła za sprawą transferu Diego Armando Maradony w 1984 roku. Legendzie zawdzięcza także uratowanie życia, o czym po latach opowiedział w wywiadzie dla włoskiej telewizji: ,,We wrześniu 1986 roku moi rodzice chcieli spędzić kilka dni w naszym domku w Roccaraso. Powiedziałem ojcu, że wolałbym zobaczyć drużynę Napoli, grającą mecz wyjazdowy w Empoli. Tata zwykle powtarzał, że jestem na taki wyjazd za młody, ale tym razem – nie wiedzieć czemu – zgodził się. Zostałem więc w domu, żeby następnego dnia pojechać na mecz, a oni wyruszyli w podróż. Następnego dnia, wczesnym rankiem, zadzwonił w naszym mieszkaniu domofon. Dozorca budynku kazał mi zejść na dół. We łzach obwieścił mi, że moi rodzice zmarli w nocy. W naszym domku letniskowym nastąpił wyciek gazu. To dzięki Maradonie jestem dziś jeszcze na świecie.”

Większość pytań, które jako twórca zadaje z ekranu Sorrentino zrodziło się w dzieciństwie. Jako mały chłopiec przez pięć lat chodził do konserwatywnej szkoły katolickiej, w której rządziły ściśle określone zasady. Reżyser w swoich filmach, zwłaszcza w dwóch sezonach serialu „Nowy Papież”, dotyka tego czego sam doświadczył i zaobserwował. Ale odstawia na bok wielkie bazyliki oraz przepełnione malarstwem i sztuką ołtarze. Zagląda dalej, do zakrystii maleńkich minimalistycznych pokoi, w których oprócz łóżka jest jeszcze parę innych potrzebnych elementów. Zagląda do biur, na plebanie, podsłuchuje tam rozmów ludzi, którzy kryją się za złotymi szatami. Interesuje go to, co ukryte. W ten sposób reżyser demaskuje zarówno intrygi wewnątrz Kościoła, jak i te dotyczące Wiecznego Miasta. Rzym w filmie „Wielkie piękno”, jak dotąd najważniejszym w jego karierze, jest kapryśną kochanką, starzejącym się miastem, które straciło blask. Zamiast po maleńkich uroczych uliczkach, bohater podąża po wspomnieniach miasta, które już nie wróci.

Przyglądając się estetyce Sorrentino i językowi, który wypracował na ekranie, zauważymy jak precyzyjnym jest on rzemieślnikiem. W jego kadrach ważny jest każdy kolor, każdy kąt światła. To obrazy przepełnione symboliką, odniesieniami do kultury, malarstwa, spuścizny Italii. Paradoksem jest, że reżyser swoją przygodę z dorosłym życiem zaczął od studiowania ekonomii i nie miał nic wspólnego ze sztuką. Jest tak poniekąd do dzisiaj, bo, jak sam przyznaje, nie znosi chodzić na wystawy, do muzeum czy teatru. Paolo Sorrentino mówi wprost „jestem ignorantem jeśli chodzi o dokonania innych”. Rozpoczynając każdy nowy film, twórca wierzy, że robi coś nowego, unikalnego, świeżego, ale potem sam przyznaje, że tylko tak mu się wydawało. Przyznaje, że jedyne co go porusza to literatura, ale zaraz później dodaje, że niewiele jest rzeczy, które miałyby na niego wpływ, szczególnie we współczesnej literaturze. Wśród tych, których mógłby wymienić i polecić jest z pewnością Louis-Ferdinand Céline.

fot. Andrea Pattaro

Paolo Sorrentino to nie tylko portrecista Włoch, komentator życia swojego kraju, który wytyka swoim braciom i siostrom błędy. Sorrentino to także twórca, który nie boi się współpracy z Hollywood. Zawsze powtarza, że to amerykańskie kino miało na niego w dzieciństwie największy wpływ. Pierwszym filmem, który zrealizował po angielsku były „Wszystkie odloty Cheyenne’a”, w którym podstarzałego, samotnego gwiazdora z wymazanymi szminką ustami brawurowo gra Sean Penn, który bardzo chciał współpracować z reżyserem. Drugim równie ważnym filmem jest „Młodość”, opowieść o dwójce przyjaciół wspominających z nostalgią tamte minione lata.

Nie można nie zauważyć, że jednym z najważniejszych bohaterów filmów reżysera jest także muzyka, a ściślej piosenka. To piosenka niesie bohatera filmu „Oni”, będącego epicką opowieścią o Silvio Berlusconim, w którym obok ukochanego aktora Sorrentina, czyli Toniego Servillo, zagrała Katarzyna Smutniak. Pisząc scenariusze, Paolo zawsze słucha muzyki. Reżyser miesza w swoich obrazach muzykę klasyczną z przebojami, często bardzo popowymi. Tu znów pokazuje swoją siłę, niezależność, odwagę, nie boi się łączyć różnych stylów, światów, gatunków muzycznych. W jednym z wywiadów Sorrentino przyznał, że piosenka czasami potrafi uchwycić więcej niż muzyka klasyczna czy muzyka filmowa. Piosenka w jego myśleniu nadaje sens konkretnej scenie.

fot. Andrea Pattaro

Nie wszyscy wiedzą, że Paolo Sorrentino zajmuje się również pisaniem książek. Na swoim koncie ma chociażby „Nieistotne wizerunki”. To książka projekt, w której Sorrentino dopisuje, w formie krótkiego opowiadania, życiorysy do postaci, które uchwycone zostały na zdjęciach Jacopa Benassiego. Jego opisy są niezwykle odważne, czasem wręcz bezczelne, złośliwe i żartobliwe. One także potwierdzają, że łatwo przychodzi nam ocenianie innych, dopisywanie sobie swoich wersji wydarzeń. To kolejny dowód na wielką siłę wyobraźni artysty. Sorrentino potrafi coś więcej, potrafi przekonać nas do tego, że wymyślone przez niego fikcyjne historie mogą stać się prawdą, w którą zaczynamy wierzyć. To wielka sztuka. Dotyczy to także kina, które tworzy, kina autorskiego, będącego jego pieczołowicie wypracowanym stylem.

Dla niektórych jego kino jest nie do przyjęcia, jest przekroczeniem dobrego smaku, fantasmagorią, bluźnierstwem. Sorrentino demaskuje sprzeczności włoskiej duszy, burzy pomniki, zabytki, bardzo grube mury, które przez lata były świętością. On ma odwagę wytykać błędy, wyzywać od głupców, wskazywać palcem na pustkę, która coraz bardziej rozlewa się w nowym pokoleniu zatraconych w mediach, polityce, pieniądzach. Jego kino jest dowodem na istnienie prawdziwej sztuki.

foto: Andrea Pattaro

***

Więcej artykułów o włoskim kinie znajdziecie tutaj.

Krem z bobu i mięty

0

Doskonałym daniem na zimne wieczory będzie gorąca i dodająca energii zupa-krem.

Składniki dla 4 osób:
600 g bobu (może być mrożony)
1 marchewka
2 cebule dymki
1 mały ziemniak
oliwa z pierwszego tłoczenia
10 liści mięty
0,5 l bulionu warzywnego
sól i pieprz

Przygotowanie:
Umyj bób i wrzuć do wrzącej wody, gotuj przez 40 minut. Po tym czasie odcedź i obierz go ze skórki. Przygotuj pozostałe warzywa i obierz ziemniaka, następnie pokrój wszystko na małe kawałki. Wrzuć na patelnię z trzema łyżkami oliwy i chwilę podsmaż.

Do warzyw dodaj 6 listków mięty i bób. Wymieszaj, wlej bulion, dopraw solą i gotuj przez 10 minut na średnim ogniu. Zdejmij garnek z ognia i zmiksuj wszystko blenderem do uzyskania kremowej konsystencji. Następnie podgrzej, doprowadzając do wrzenia. Rozlej zupę do talerzy, dopraw odrobiną oliwy i posyp liśćmi mięty.

Podawaj na gorąco z chrupiącymi grzankami.

tłumaczenie pl: Agata Pachucy

16. edycja festiwalu Grand OFF

0

Festiwal Grand OFF to najważniejsza inicjatywa promująca kino niezależne w Polsce i jedna, z najważniejszych tego typu inicjatyw na świecie.

Najciekawsze produkcje niezależne z całego świata poddawane są preselekcji i typowane przez profesjonalną Komisję Nominacyjną do nagród w jedenastu kategoriach: scenariusz, reżyseria, zdjęcia, montaż, scenografia, aktorka, aktor, fabuła, dokument, animacja oraz najlepszy film polski. Filmy nominowane ocenia międzynarodowa Kapituła składająca się z ponad 80 znawców filmu, teoretyków, reżyserów, operatorów, montażystów i aktorów z ponad 30 krajów. Nagrody w postaci pięknych statuetek wręczane są na festiwalowej Gali, która w tym roku odbędzie się 3 grudnia w Warszawie. Wcześniej, w czasie festiwalu, w gmachu Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, dedykowany jest widzom bardzo zróżnicowany, interesujący program.

Na nasz festiwal w 2021 roku nadesłano 4183 filmy ze 120 krajów całego świata.

Nabór do 16. edycji festiwalu Grand OFF trwa do 30 czerwca 2022 r.

Przyjmujemy filmy:
– ukończone po 1 stycznia 2020 r.
– stworzone bez profesjonalnego wsparcia podczas produkcji (z wyjątkiem wsparcia ze stron szkół filmowych i artystycznych)
– których czas trwania nie przekracza 45 minut.

Zgłoszenia przyjmowane są poprzez platformę
https://filmfreeway.com/GRANDOFFWORLDINDEPENDENTFILMAWARDS

Pełny regulamin konkursu:
https://www.grandoff.eu/index.php/pl/festiwal/regulamin

Śladami komisarza Montalbano

0
Piazza Duomo z kościołem San Giorgio w tle

Moja fascynacja Sycylią zaczęła się od „Ojca chrzestnego”, ale tegorocznych wakacji na wyspie nie byłoby, gdyby nie mój ulubiony komisarz Montalbano.

Deszczowe majowe wieczory spędziłam oglądając wszystkie dostępne w Polsce odcinki tego kultowego serialu telewizji RAI. Nakręcono go w latach 1999-2021 na podstawie opowiadań Andrei Camilleriego, pisarza, który swoje dzieciństwo i młodość spędził w Porto Empedocle, pierwowzorze Vigàty – miasteczka, w którym Salvo Montalbano wraz z grupą swoich współpracowników z komisariatu Polizia di Stato tropi zabójców, walczy z mafiosami i rozwiązuje wszelakie kryminalne zagadki. Jak na prawdziwego Włocha przystało, komisarz nie może żyć bez kawy, uwielbia dobre wino i jest wielkim smakoszem sycylijskiej kuchni. I mimo długoletniego związku z ukochaną Liwią, która mieszka w Genui, ma słabość do innych pięknych kobiet. Każdy odcinek to osobna historia, doskonale poprowadzona piórem Camilleriego, rozgrywająca się w mitycznym komisariacie, domu komisarza, na ulicach czarujących miasteczek takich jak Scicli, Modica, Ragusa i Noto oraz wśród oliwkowych gajów i winnic. W rolę Salvo Montalbano wciela się doskonały Luca Zingaretti, uczeń Camilleriego. Serialowa sceneria jest kwintesencją tej wspaniałej wyspy, zapraszającą do wybrania się w podróż śladami kultowej postaci komisarza.

Marinella czyli Punta Secca

To właśnie w Punta Secca, niewielkiej rybackiej wiosce na południowym wybrzeżu Sycylii, znajduje się słynny dom Montalbano. Położony jest tuż przy plaży z charakterystycznymi tarasami na obu kondygnacjach. To właśnie tam, przy szumie morskich fal, komisarz pije poranną kawę, odbiera telefony w ważnych sprawach i jada wyśmienite posiłki przyrządzone przez jego gosposię Adelinę. Dziś w domu komisarza znajduje się hotel, a przed nim przez cały dzień można spotkać turystów, którzy podróżują do Punta Secca często tylko po to, żeby zobaczyć miejsca z ukochanego serialu. Pusta plaża, którą znamy z serialu, latem staje się dość zatłoczona i gwarna.

Kilka kroków dzieli dom komisarza od znanej z czołówki serialu latarni morskiej. A stamtąd już niedaleko do kolejnej atrakcji – trattorii Enzo a Mare, gdzie zazwyczaj w południe Salvo jada obiady i oczywiście „non parla quando mangia”. Wszystko w środku i na tarasie wygląda tak jak w filmie. Można usiąść przy stolikach znanych z serialowych kadrów, a serwowane menu degustacyjne złożone głównie z ryb i owoców morza oraz najlepszego cannolo jakiego jadłam na Sycylii, zadowoli wszystkich smakoszy.

Scicli – centrum dowodzenia

Główne miejsce akcji serialu to komisariat w Vigàcie, w którym każdego ranka na komisarza czeka z nowymi wieściami Catarella i zastępca Mimì, zaaferowany zazwyczaj bardziej swoimi miłosnymi podbojami niż wyjaśnianiem skomplikowanych śledztw. Na szczęście jest też niezawodny i lojalny prymus Fazio, który dostarcza zawsze niezbędnych informacji.

Posterunek w Vigàcie to w rzeczywistości Palazzo Municipio – budynek ratusza w Scicli. To urokliwe, barokowe miasteczko w prowincji Ragusa, podobnie jak Noto, Modica, Ragusa i pięć innych miast zostało wpisane w 2002 r. na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Przy głównej ulicy via Francesco Mormino Penna, znanej z filmowych ujęć, odnajdziemy nie tylko komisariat, ale i inne serialowe miejsca – jak apteka i barokowe kościoły.

W sierpniowe upalne popołudnie Scicli było niemal puste. Przed Chiesa di San Giovanni Evangelista gromadzili się goście weselni, a tuż za znaną z serialu apteką kończono ustawiać i dekorować stoły na przyjęcie. Każda kamienica przy deptaku w Scicli to barokowa perełka, a spacer po miasteczku to nie tylko podróż w wyobraźni do Vigàty, ale także wyjątkowa okazja do zanurzenia się w sycylijskim klimacie miasteczka, o którym włoski pisarz Elio Vittorini w swojej książce „Miasta świata” pisał, że to być może najpiękniejsze miasto na świecie. Kontynuując spacer po Scicli warto zobaczyć także kościół św. Bartłomieja (Chiesa di San Bartolomeo), którego położenie w skalnej dolinie z panoramą górnego miasta w tle jest jednym z najbardziej symbolicznych widoków z serialu.

Ragusa, Modica, Noto czyli Vigàta i okolice

Ragusa – jedno z najpiękniejszych sycylijskich miast również gra w serialu Vigàtę. Tak jak i wiele innych, miasto zostało zniszczone podczas trzęsienia ziemi w 1693 r. Zdeterminowani mieszkańcy wybudowali nie tylko nowe miasto, ale wiernie odtworzyli jego starą część – Ragusa Ibla. Warto będąc tutaj, wspiąć się krętymi uliczkami i schodami na taras widokowy przy pięknym kościele Santa Maria delle Scale. To właśnie stamtąd rozpościera się zapierający dech w piersi widok na nowe miasto, również znany z serialu o przygodach komisarza Montalbano.

Ragusa zachwyca przemyślaną w każdym calu architekturą. Wąskie, urokliwe uliczki, są tak bardzo włoskie, że chyba już bardziej się nie da. I, co jest akurat bardzo dziwne, niewielu tutaj turystów czy aut zaparkowanych przy klimatycznych uliczkach. Można zatem poczuć prawdziwą barokową atmosferę miasta. Zupełnie inaczej niż w bardzo turystycznym królestwie czekolady Modice, w której również kręcono serial. Przyjechałam tam późnym popołudniem i większość czasu spędziłam w długiej kolejce do słynnej Antica Dolceria Bonajuto, gdzie od 1880 roku produkowana jest najsłynniejsza w całych Włoszech czekolada. Cały proces jej produkcji zaczerpnięto z receptury Azteków, a sama czekolada składa się wyłącznie z ziaren kakaowca, tłoczonych w dość niskich temperaturach, i cukru, bez dodatku mleka czy tłuszczy, co nadaje jej wyrazisty i charakterystyczny smak. Moja słabość do słodyczy sprawiła jednak, że na zwiedzanie miasta zabrakło już niestety czasu, ale z pewnością jeszcze tam wrócę.

Serialowe ujęcia powstawały także w stolicy sycylijskiego baroku, czyli w Noto. Na schodach prowadzących do monumentalnej fasady katedry św. Mikołaja miłą niespodziankę stanowią rzeźby Igora Mitoraja, które są elementem promocji miasta. Podczas zwiedzania towarzyszyły mi słowa z genialnej książki o Sycylii „Czerwony śnieg na Etnie” Jarosława Mikołajewskiego i Pawła Smoleńskiego: „Wracamy przez Noto, miasto w którym byłem już wiele razy i które teraz robi na mnie to samo wrażenie co zawsze – barkowego cinecittà, dekoracji wybudowanej na potrzeby kontrreformacyjnego westernu. Szerokie aleje, wielkie fasady, za nimi tyle co nic. Ma ta dekoracyjność swoje straszne uzasadnienie: w 1693 roku razem z kilkudziesięcioma miastami zostało Noto zniszczone przez trzęsienie ziemi. Zginęło wtedy podobno sześćdziesiąt tysięcy ludzi. (…) Noto odbudowano z największym rozmachem, stąd ten późny barok jak z Ameryki Łacińskiej.”

Dla mnie Noto to miasto idealne zwłaszcza na wieczorne spacery, kiedy kolory fasad zmieniają się wraz z promieniami zachodzącego słońca, a gdy zapada zmrok można podziwiać piękne iluminacje oświetlające tę wyjątkową barokową dekorację. Do tego pyszności w jednej z pobliskich trattorii i lampka najlepszego pod słońcem sycylijskiego wina. Chciałoby się wykrzyknąć: chwilo trwaj!

Panorama miasta Ragusa

Sycylia komisarza Montalbano i Andrei Camilleriego to jednak nie tylko miasta w barokowej Dolinie Noto. Składają się na nią także ich okolice, wąskie asfaltowe i piaszczyste drogi otoczone charakterystycznymi kamienistymi murkami, oliwkowe i migdałowe gaje oraz winnice. W takie okolice warto celowo zbłądzić, na przykład z głównej trasy łączącej Ragusę z Noto i zgubić się gdzieś na sycylijskiej wsi. Zatrzymać się, by przepuścić stadko owiec przechodzące właśnie przez drogę, odkryć domki i gospodarstwa oraz urokliwe pustkowia, takie jak np. w odcinkach „Punkt zwrotny”, „Zapach nocy” czy „Promień światła”. Taka Sycylia zostaje na długo w pamięci, a słoneczne i gorące wspomnienia można przywołać w zimowe wieczory, podobnie jak uśmiech Angeliki na kartach książki: „I uśmiechnęła się do niego. Zupełnie jakby słońce, które miało już zachodzić, rozmyśliło się i ponownie wróciło na niebo” (Andrea Camilleri, „Uśmiech Angeliki”).

foto: Magdalena Matyjaszek

„Lessico famigliare” wreszcie po polsku

0

W maju 2021 roku, prawie 60 lat od daty wydania oryginału, polscy czytelnicy doczekali się tłumaczenia „Lessico famigliare” Natalii Ginzburg. Autorką polskiego przekładu książki, która ukazała się nakładem wydawnictwa Filtry, jest Anna Wasilewska, autorka ważnych przekładów z języka włoskiego oraz francuskiego. W rozmowie z tłumaczką postaramy się odpowiedzieć na pytanie: jakie znaczenie ma ta książka dzisiaj?

Zacznę od podstawowego pytania. Dlaczego ze wszystkich powieści Natalii Ginzburg akurat ta została przetłumaczona na język polski?

Anna Wasilewska: Lessico famigliare jest najsłynniejszą książką tej autorki. Powieść odniosła olbrzymi sukces – w 1963 roku zdobyła prestiżową nagrodę Premio Strega, pomimo tego że w szranki z Natalią Ginzburg stanęli Primo Levi, Beppe Fenoglio i Tommaso Landolfi. Ku zdziwieniu samej pisarki, książka z założenia skromna, nagle wysunęła się na pierwsze miejsce. W zasadzie można by odwrócić pani pytanie i zastanowić się, dlaczego dopiero teraz ukazuje się książka, która jest uznawana za jedną z najważniejszych powieści ubiegłego stulecia, od prawie 60 lat znajduje się w zestawieniach najlepiej sprzedających się książek we Włoszech oraz na liście obowiązkowych lektur szkolnych. Do końca XX wieku miała 54 wydania. Kiedy dwa miesiące temu powiedziałam Paoli Ciccolelli (byłej dyrektorce Instytutu Kultury Włoskiej w Warszawie), że Lessico famigliare zostało wydane po polsku, wykrzyknęła: „To skandal, że dopiero teraz!”. Książka przez wiele lat była uznawana za trudną do przetłumaczenia ze względu na śladową obecność dialektu mediolańskiego i triesteńskiego i bardzo specyficzny kod językowy, którym posługiwali się członkowie rodziny Levich. Nie sądzę jednak, żeby tej nieobecności należało przypisywać jakiś polityczny powód, na przykład związany z klimatem antysemickim po 1968 roku – w końcu powieść Bassaniego Ogród Finzi-Continich, wydana we Włoszech w 1962 roku, ukazała w Polsce dwa lata po włoskiej edycji.

Czym dla pani jest tytułowy słownik rodzinny?

Dokładnie tym, co znaczy: kodem językowym, który wypracowała sobie rodzina Levich i którym posługiwała się w kręgu swojego „plemienia” (to słowo często pojawia się w powieści). Niemal każda rodzina czy grupa zżytych ze sobą ludzi ma swój sposób mówienia. Rodzina Levich nie stanowiła w tej mierze wyjątku i posługiwała się oswojonym kodem, w którym pojedyncze słowa były często wytrącone z obiegowego znaczenia. Pozwalało to zbudować więzi, nierozerwalnie związane z tymi zwrotami. Ginzburg pisze: „Te zdania są naszą łaciną”.

Jeżeli słownik to zbiór wyrażeń charakterystycznych dla rodziny, czy było jakieś sformułowanie szczególnie trudne do przetłumaczenia?

Tak, ale właściwie tylko jedno. Pochodziło z dialektu i zastanawiałam się nad nim kilka miesięcy. Chodzi o wyliczankę, która powraca jak refren w ustach Maria, brata Natalii. Wyrażenie „Il baco del calo del malo” na pierwszy rzut oka wydaje się wyzbyte sensu, ale wcale tak nie jest – wystarczy zamienić samogłoskę „a” na „u” i otrzymamy wyrażenie „il buco del culo del mulo”, czyli “dziura w dupie muła”. W polskim tłumaczeniu chciałam oddać tę infantylność, trywialność i prostotę. Przychodziły mi do głowy rozmaite sformułowania, ale żadne nie wydawało mi się trafne. Sięgałam po dziecięce wyliczanki, aż wreszcie uświadomiłam sobie, że przecież można mówić na wspak. To nasunęło mi pomysł, że można też pozamieniać sylaby i tak w ostatecznej wersji znalazło się „zapu, dapu, kapu”, nietrudne do rozszyfrowania.

Pozostając przy kwestii języka, mam pytanie związane z rolą tłumacza. Już na jednej z pierwszych stron książki pojawia się słowo negrigura, przetłumaczone przez panią na “murzyństwo”. Czy tłumacz powinien pozostać wierny oryginałowi czy raczej dostosowywać język do współczesnych realiów?

W tamtych czasach słowo negrigura nie miało rasistowskiego charakteru. Ojciec Natalii Ginzburg używał go, kiedy chciał powiedzieć o kim, że jest nieporadny lub nie umie się zachować. To samo pytanie zadał mi pewien włoski historyk, podając przykład tłumaczenia angielskiego, w którym słowo negrigura zostało zmienione. Nie zdecydowałam się na taki zabieg, byłoby to fałszowanie tekstu. Nie będziemy cenzurować literatury, przypisując słowom ich dzisiejsze znaczenia i konotacje.

Anna Wasilewska, fot. Renata Daþbrowska

Natalia Ginzburg przyjmuje w narracji pozycję pozornie na uboczu. Czy można zatem mówić tu o obiektywnym opisie rodziny, czy może kiedy dana myśl przechodzi przez konkretną wrażliwość przestaje już być obiektywna?

Książka zawierzona pamięci nie może być obiektywna, i nawet jeśli chce stwarzać pozory obiektywności, jest wynikiem gry literackiej. Narratorka umiejscawia wprawdzie siebie na drugim planie, ale to ona jest sztukmistrzem, który pociąga za sznurki. Natalia Ginzburg sama decyduje o tym, kiedy postaci pojawiają się na scenie i kiedy z niej schodzą. Portrety członków rodziny są nakreślone grubą kreską. Ich postaci nie mają psychologicznej głębi. Zastygają w charakterystycznych pozach i gestach. Powieść zawsze jest jakąś konstrukcją – Ginzburg wybrała formę wspomnień. Jednak to, w jaki sposób te wspomnienia układa, rozwijając je jak taśmę filmową, robiąc przeskoki w czasie, rzucając światło na jedne wydarzenia, a pomijając inne, daje świadectwo jej obecności. W pamięci zachowują się rzeczy zarówno ważne, jak i błahe.

Czyli można założyć, że ta sama historia opowiedziana przez inną osobę, na przykład brata Natalii, znacząco różniłaby się od wersji, którą możemy dzisiaj przeczytać?

Każda historia opowiedziana przez inną osobę znacząco się różni. Kiedy cztery osoby są świadkami jednego wydarzenia, otrzymujemy cztery różne świadectwa. Pamięć działa trochę jak „głuchy telefon”. Każdy zapamiętuje inaczej: przytacza w swojej interpretacji, czyli przeinacza usłyszaną czy wypowiedzianą frazę. Subiektywnie też pamięta swoją rolę. Na przykład ojciec autorki, Giuseppe Levi, zdziwił się, w jaki sposób został zapamiętany: „Nie wiedziałem, że tak bardzo się złościłem”.

Nie możemy zatem nazwać tej książki literaturą faktu – nawet kiedy autorka przytacza nazwiska osób z włoskiej sceny politycznej, jest to nadal jej wybór. Z kolei kiedy mówi o wojnie, nie popada w nadmierny patos. Opisuje świat zamknięty w czterech ścianach oczami małej dziewczynki, takim jaki on jest. Czy według pani to jest atut „Słownika rodzinnego”?

Dzięki temu ta książka ma nadal swoją moc. Nie używa wielkich słów do opisania wielkiego cierpienia; na tym polega siła literatury. Więcej nic nie trzeba.

Natasha Pavluchenko, moda w artystycznym wydaniu między Tursi a Bielskiem-Białą

0
fot. Marcin Kruk

„Nie trzeba mieszkać w Warszawie, by tworzyć to, co się chce, co się czuje i przebić się w świecie mody” – powiedziała kiedyś dziennikarzowi w Rzymie, popijąc kawę przy Fontannie di Trevi. Projektantka Natasha Pavluchenko od ponad 20 lat mieszka i tworzy na południu Polski, w Bielsku-Białej. A swoje premierowe kolekcje prezentuje co roku podczas Altaroma na pokazach International Couture w Wiecznym Mieście.

Projektantka mody, ilustratorka, designerka. Białorusinka o polskich korzeniach. Przygodę z modą rozpoczęła w wieku 17 lat. Wtedy też, podczas nauki w Fashion Designe Institute of Modern Knowledge w Mińsku, stworzyła swoją pierwszą kolekcję. Jej pradziadek, jeszcze przed I wojną światową, z sukcesem prowadził pracownię krawiecką na warszawskiej Starówce. Potem los rzucił rodzinę na Wschód, na tereny dzisiejszej Białorusi. Natasha, dzięki uczestnictwu i wygranej w konkursie Smirnoff Fashion Awards w Moskwie (2001), dostała możliwość udziału w międzynarodowym Fashion Show w Dusseldorfie, gdzie okrzyknięto ją „Odkryciem Roku 2002”. Kolejne zwycięskie konkursy i przeglądy mody tylko potwierdzały jej talent, rzemiosło krawieckie najwyższej jakości i nowoczesną wizję mody.

Jan Popławski z rodziną (pradziadek Natashy)

Do Bielska-Białej trafiła przez przypadek, ale związała się z tym miastem na dobre. To w tamtejszym Atelier powstały kreacje, które podziwiano w Portugalii, Rosji, Hiszpanii, Niemczech i Azerbejdżanie. Z okazji 90-lecia istnienia Fiat Auto Poland Pavluchenko zaprojektowała wnętrza Fiata 500, a jej designerskie projekty mebli zostały dobrze przyjęte podczas targów w Paryżu.

W jej kreacji wystąpiła na oskarowej gali w Hollywood Ewa Puszczyńska, producentka nagrodzonego filmu „Ida” (reż. Paweł Pawlikowski). Niedawno stworzyła kostiumy teatralne do spektaklu „Kwartet” w kierowanej przez Alicję Węgorzewską Warszawskiej Operze Kameralnej. Natasha Pavluchenko ubiera gwiazdy filmowe i telewizyjne, szefowe koncernów i firm, ale też wszystkich doceniających markę Neo Couture, dostępną w sieci. Stworzyła ją kilkanaście lat temu z myślą o kobietach ceniących indywidualny styl, niepowtarzalny krój i materiały najwyższej jakości. Po zorganizowaniu kilkuset pokazów mody, projektantka zaczęła szukać nowych inspiracji i form ekspresji dających ujście jej kreatywności.

Odwiedzając miejscowość Tursi w południowych Włoszech, w regionie Bazylikata, inspirację znalazła w średniowiecznym Sanktuarium Santa Maria di Anglona, oglądając ornamenty tamtejszych ołtarzy. Po powrocie do Polski projektantka przez ponad miesiąc studiowała ich wzory, badając je pod względem genezy, kolorystyki i historii. Tak powstała „Maria d’Anglona”, ponadczasowa kolekcja, otwierająca nową linię kreatywną i pokazująca, że moda może inspirować się sztuką i sama się nią stać: Nazywam tę kolekcję projektem, bo nie chcę zamykać się wyłącznie w samej przestrzeni modowej – mówi Natasha. Chciałam pokazać, że historia, na którą często nie zwracamy uwagi, może być inspiracją do czegoś nowoczesnego.

„Maria d’Anglona”, nazwana tak na cześć Matki Bożej, patronki tamtejszych ziem, została zaprezentowana po raz pierwszy na Altaroma w Rzymie w styczniu 2020 roku. Projekt uzyskał wsparcie burmistrza miasta Salvatore Cosmy, miejscowego biskupa, społeczności Tursi i przedsiębiorców z regionu. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Maria Cristina Rigano, organizatorka pokazów mody w Paryżu, Pekinie i w Rzymie, krótko po prezentacji kolekcji stwierdziła, że to projekt, w którym historia staje się modą.

Kontynuując rozpoczętą linię kreatywną i znajdując kolejną inspirację we wnętrzach najstarszego bielskiego kościoła pw. św. Stanisława, projektantka stworzyła kilka miesięcy temu zupełnie nową kolekcję dedykowaną miastu, w którym żyje i pracuje: Biała/Everlasting jest dla mnie kolekcją nietypową, zaskoczeniem kolorystycznym. Jest symbolem miłości, czystości i wieczności. Kolor kolekcji pochodzi od nazwy miasta, w którym mieszkam i tworzę, a ono ma niezwykłą duszę oraz niesamowitą historię – mówi projektantka.

fot. Michał Obrycki

Kolekcja miała swoją światową premierę podczas kolejnych pokazów Altaroma, na rozległym tarasie rzymskiego hotelu D.O.M., przy historycznej via Giulia. Pavluchenko pokazała kolekcję przygotowaną wyłącznie w kolorze białym, co jest nowością w jej pracach. Obecna na pokazie Ambasador Polski we Włoszech, Anna Maria Anders, stwierdziła: To moda, która staje się sztuką i czerpie z historii Bielska-Białej, z tradycji włókienniczej miasta, z jego architektury, przetwarza ją i pokazuje światu. Wspaniale, że także w ten sposób można odkrywać polską historię i przybliżać ją Włochom.

W tworzenie kolekcji zaangażowały się władze miasta na czele z Prezydentem Miasta Jarosławem Klimaszewskim, który przyznał, że Biała/Everlasting opowiada przede wszystkim o czystości, naturze i pracy, czyli wartościach, na których opiera się tożsamość i historia Bielska-Białej. Powstanie kolekcji wpisuje się w tegoroczny jubileusz 70-lecia połączenia obu miast, leżących od setek lat po dwóch stronach rzeki Biała.

Podczas wrześniowych obchodów 30-lecia Trójkąta Weimarskiego, zorganizowanych wspólnie z Ambasadami Francji i Niemiec w ogrodach Ambasady RP we Włoszech, goście mogli po raz pierwszy podziwiać obie kolekcje. Zainteresowanie, jakie wzbudziły wśród zagranicznych odbiorców zaowocowało kolejnym pomysłem, skierowanym w dużym stopniu do młodych ludzi – uczniów, studentów i absolwentów szkół artystycznych.

Wspierając się bowiem na doświadczeniu projektantki oraz talentach ludzi, których namówiła do współpracy, władze Bielska-Białej postanowiły zorganizować festiwal łączący modę i sztukę: UrBBan Fusion. Art & Fashion Festival.

Natasha Pavluchenko debiutuje w nim w nowej roli dyrektorki artystycznej Festiwalu. Ale w jej głowie powstaje już nowa kolekcja łącząca modę i sztukę o niezwykle oryginalnych inspiracjach.

***

UrBBan Fusion. Art & Fashion Festival, (1-3.12. 2021 r.) w Bielsku-Białej, nawiązuje do tradycji włókienniczej miasta i łączy na jednej przestrzeni różne rodzaje sztuk. Fotografie artystyczne zaprezentowali Roman Hryciów i Michał Obrycki, a kolekcje modowe uczniowie krakowskiej Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru. Kolekcje Natashy Pavluchenko Maria D’Anglona i Biała/ Everlasting pojawiły się w pokazach performatywnych, łączących modę, muzykę, taniec i sztuki wizualne. Wzięły w nich udział śpiewające aktorki Anna Guzik, Marta Gzowska-Sawicka oraz wokalistka Luna. Całość wyreżyserował Jacek Bończyk, a poprowadził Conrado Moreno. O stylizacje włosów zadbał team Macieja Maniewskiego. Wykłady masterclass poprowadzili znawcy i praktycy mody: Maria Cristina Rigano, Manuel Perrotta (IFN), Rafał Stanowski, dr Paulina Żmijowska i Natasha Pavluchenko. W jury konkursu modowego, przeznaczonego dla młodych ludzi do 31. roku życia, zasiedli przedstawiciele Polski i Włoch. Gazzetta Italia objęła Festiwal swoim patronatem. Szczegóły na: www.urbbanfusion.com

Stulecie urodzin Tadeusza Różewicza

0

Spośród polskich poetów doby powojennej Tadeusz Różewicz (Radomsko 1921 – Wrocław 2014) jako pierwszy doczekał się za życia antologii jego wierszy w przekładzie na język włoski: zbiór ukazał się pod tytułem Colloquio con il principe [Rozmowa z księciem] (Mediolan 1964) pod redakcją Carlo Verdianiego, zasłużonego badacza i popularyzatora literatury polskiej z Florencji.

Później losy recepcji Różewicza we Włoszech układały się nierówno i z całą pewnością mniej intensywnie niż na to zasługiwał, jeśli zestawimy jego obecność z losami pozostałych trzech „wielkich” współczesnej poezji polskiej: Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta, a przede wszystkim Wisławy Szymborskiej. Tym bardziej, że według nich Różewicz był, jeśli nie nauczycielem, to z pewnością fundamentalnym rozmówcą całej trójki, ze swoim prostym, oszczędnym, graniczącym z milczeniem dyskursem; ze swoim pesymizmem skrytym za niezwykle inteligentną ironią, bez „efektów specjalnych” i szczególnego patosu, zawsze zanurzony w owym „niepokoju”, który dał tytuł jego pierwszemu tomowi poetyckiemu z 1947 roku (Niepokój). Cała jego twórczość jest więc zawieszona między awangardą a postmodernizmem, nigdy nie popadając w językową niejasność pierwszego, ani tym bardziej w manierystyczne gry drugiego z tych prądów.

Ale Różewicz był nie tylko poetą: w swojej twórczości teatralnej, a już w swoim pierwszym i chyba najsłynniejszym dramacie Kartoteka (1960, przełożonym na język włoski przez Antona Marię Raffo, innego florenckiego nauczyciela akademickiego i tłumacza o wielkiej kulturze), Różewicz dał się poznać jako jeden z innowatorów polskiej dramaturgii, zbliżając ją do współczesnych europejskich doświadczeń teatru absurdu; także w swojej prozie narracyjnej i eseistyce od końca lat 40. minionego stulecia poruszał tematy, które nadal są dla nas bardzo aktualne, takie jak kultura i turystyka masowa, konsumpcjonizm i zanieczyszczenie środowiska.

Pośród włoskich tłumaczy w ostatnich czasach wyróżnia się inny znakomity uczony szkoły florenckiej, Silvano De Fanti, któremu zawdzięczamy przekład obszernej poetyckiej antologii Le parole sgomente [Słowa wstrząśnięte] (Pesaro 2007) z szerokim i pięknym wstępem oraz Una morte tra vecchie decorazioni [Śmierć w starych dekoracjach] (Udine 2011), krótkiej powieści o wizycie w Rzymie emerytowanego polskiego kioskarza, który wśród myśli, wielkich oczekiwań i gorzkich rozczarowań, po „życiu bez sensu” odnajduje „przypadkową śmierć bez sensu” wśród dekoracji z papier-mâché ze scenografii operowej w Termach Karakalli.

Bohaterem lirycznym i narracyjnym Różewicza jest więc Everyman, „człowiek, którego przed chwilą spotkaliśmy na ulicy” (jak napisze w posłowiu do Śmierci w starych dekoracjach), który, jak wielu innych, przemierzywszy połowę wędrówki życia i w bardziej zaawansowanym wieku, stracił i wiarę, i drogę, zagubiony w świecie, który miast ciemnym lasem, coraz bardziej okazuje się śmietnikiem. Śmietnik staje się tym samym słowem-kluczem poetyki Różewicza, ów śmietnik, który bardziej niż jako zwiastun protestów dzisiejszego ekologizmu, jawi się jako nieuniknione tło egzystencjalnej drogi człowieka, który przeżył katastrofę wojny i totalitaryzmów, poddanego okrucieństwu historii i brzydocie współczesnych społeczeństw.

Przy tym wszystkim w swojej twórczości – poetyckiej, dramaturgicznej, a także narratorskiej – Różewicz woli fragment (Zawsze fragment i Zawsze fragment. Recykling, to tytuły dwóch jego poetyckich zbiorów z 1996 i 1998 roku), kolaż i recykling (tak jak w przypadku odpadków) wcześniej istniejących materiałów. Niech przykładem tu będzie – moim zdaniem – jedno z arcydzieł późnej twórczości Różewicza, książka poetycka Matka odchodzi z 1999 roku, na którą składają się zdjęcia rodzinne, fragmenty z pamiętnika i wiersze poety, fragmenty wspomnień samej matki, Stefanii, która zmarła na raka w 1957 roku, a także zapiski o niej drugiego syna, Stanisława Różewicza (1924-2008), również pisarza i reżysera teatralnego i filmowego.

Włochy odgrywają ważną rolę w życiu i twórczości Tadeusza Różewicza: wystarczy pomyśleć o jego podróżach, wierszach poświęconych miejscom i ludziom, wstrząsających wersetach o śmierci Pasoliniego czy papieża Lucianiego, wierszach inspirowanych Dantem, a także o niektórych ważnych momentach kariery, takich jak wspomniany już tom opublikowany nakładem wydawnictwa Mondadori z 1964 roku czy pierwsza nagroda Librex Montale International, otrzymana przez poetę w Genui w 2005 roku.

Ale włoski temat u Różewicza ma zawsze „drugie dno”: z jednej strony Włochy, ze swoim naturalnym i artystycznym pięknem, wydają się same w sobie stanowić przeciwieństwo brzydoty i nieludzkości współczesnego świata (nie mogło być inaczej dla absolwenta historii sztuki, który przez całe życie prowadził idealny dialog z artystami i ich dziełami, z zabytkowymi miastami i ich muzeami); z drugiej strony, dokładnie z tego samego powodu, Włochy stają się bardzo mocnym memento mori: „jesteśmy w Wenecji razem / nie mogę uwierzyć / pocałuj mnie / Pan jest Polakiem / wypijmy / jestem sam na świecie” (Et in Arcadia ego).

Wśród jego „włoskich” utworów szczególnie dwa: poemat Et in Arcadia ego oraz wspomniana Śmierć w starych dekoracjach, będące efektem trzymiesięcznego pobytu na Półwyspie Apenińskim w 1960 roku, uderzają swoją oryginalnością w porównaniu z tradycyjną wizją Włoch, postrzeganych jako locus amoenus. Jak słusznie pisał Silvano De Fanti, „mit Włoch jest punktem wyjścia dla Różewiczowskiej krytyki współczesnej kultury europejskiej” (wstęp do Le parole sgomente, s. 24). Jest to Arkadia zatem, ale jak w obrazie Guercina, z którego poemat czerpie swój tytuł, to ziemski raj, w którym czai się śmierć i rozkład. Tych, którzy dzisiaj, A.D. 2021, spacerują pewnymi ulicami Rzymu, uderza okrutna aktualność tego, co pisał wówczas poeta: „Szukałem śladów epifanicznych znaków, a zamiast tego znalazłem ślady wielkiego gnoju, dzikiej mieszanki kultury i turystyki” (cytat za S. De Fanti, wstęp do: Le parole sgomente).

W 700-lecie śmierci Dantego Alighieri warto więc przytoczyć przynajmniej kilka linijek jego wiersza Brama (ze zbioru Nożyk profesora, 2001), niepublikowanego do teraz w języku włoskim, który może nam przywodzić na myśl nie tylko incipit III Pieśni Piekła, ale także, paradoksalnie, przypominać Calvina i jego Niewidzialne miasta: „Piekło żyjących nie jest czymś, co nastanie; jeśli istnieje, jest już tutaj, jest piekłem, w którym żyjemy na co dzień, które tworzymy, przebywając razem” (tłum. Alina Kreisberg), choć Różewicz pozostaje wciąż wierny poetyce minimalizmu, charakteryzującej jego pierwsze zbiory:

Lasciate ogni speranza / Voi ch’entrate / porzućcie wszelką nadzieję / którzy tu wchodzicie / napis nad piekłem / w Boskiej Komedii Dantego // odwagi! / za tą bramą / nie ma piekła // piekło zostało zdemontowane przez teologów / i psychologów głębi // zostało zamienione w alegorię / ze względów humanitarnych i wychowawczych // odwagi! / za tą bramą zaczyna się / raz jeszcze to samo (…) / odwagi! / za tą bramą / nie będzie historii / ani dobra ani poezji // a co będzie / nieznajomy panie? / będą kamienie / kamień / na kamieniu / na kamieniu kamień / a na tym kamieniu / jeszcze jeden / kamień /

Po rocznicowych obchodach ku czci Cypriana Norwida i Stanisława Lema, w połowie grudnia także stulecie Tadeusza Różewicza będzie świętowane w Instytucie Polskim w Rzymie, głos zabiorą jego największy tłumacz Silvano De Fanti i Giulia Olga Fasoli, które niebawem obroni pracę doktorską pt. „Costanti e varianti nell’opera poetica tarda di Różewicz” [„Stałe i zmienne w późnej twórczości poetyckiej Różewicza” na Uniwersytecie „La Sapienza” w Rzymie, całość zaś uświetni także spektakl inspirowany Et in Arcadia ego w opracowaniu pisarza Renato Gabriele i muzyka Raffaele Riccardiego.

W Polsce z okazji tej rocznicy odbyły się już konferencje, przedstawienia, imprezy i wydarzenia kulturalne, przede wszystkim we Wrocławiu, w mieście wybranym przez Poetę, ale także w całym kraju. Rok 2021 to nie tylko rok Dantego, Dostojewskiego, Baudelaire’a, ale słusznie także Różewicza, który spośród wielkich współczesnych polskich poetów najmniej był poetą-„wieszczem”, ale paradoksalnie może najbardziej proroczym. Miałem wielkie szczęście poznać go osobiście: po raz pierwszy w 2003 roku wraz z jego wielkim przyjacielem Edoardo Sanguinetim, a potem podczas pamiętnego wieczoru poetyckiego na Kapitolu i równie pamiętnego (dla mnie) spaceru po Testaccio na Cmentarz nie¬katolicki artystów i poetów. Na zawsze pozostanie w mej pamięci jego dziecięcy, melancholijny, słodki uśmiech.

Koncert Inauguracyjny Festiwalu Serate Musicali Cracoviensis

0

Festiwal Serate Musicali Cracoviensis – 10.04.2022 godz.18:00, Aula Florianka, ul. Senera Fenn’a 15, Kraków (wstęp wolny)

Słowo od Dyrektora Artystycznego 

Ten wieczór muzyczny, wynik współpracy polskich i włoskich artystów, to nie tylko pomysł artystyczny, ale przede wszystkim integracja i braterstwo muzyków z różnych krajów Europy. Pierwszy wieczór Festiwalu Serate Musicali Cracoviensis poświęcony jest nowej muzyce na instrumenty dęte, w repertuarze przewidziano 7 prawykonań, w tym 5 premier światowych i 2 premiery polskie. Zespoły instrumentalne obejmują duet obój i fortepian, różne zespoły dęte, trio stroikowe, kwintet dęty, kwartet, sekstet dęty z fortepianem. Kompozytorzy włoscy i polscy wnieśli swój ważny wkład, pisząc i adaptując nowe utwory na instrumenty dęte. Repertuar ten jest wykonywany przez prestiżowych muzyków, co przyczynia się do wysokiego poziomu występów i sukcesu tego pomysłu.

Moje życie artystyczne i prywatne jest samo w sobie przykładem możliwego i szczęśliwego mariażu różnych tradycji i kultur. Dla mnie, osoby z podwójnym obywatelstwem włoskim i polskim, realizacja tego wydarzenia jest marzeniem, które spełnia się dzięki wkładowi wszystkich, którzy współpracowali przy realizacji mojej inicjatywy.

Należy podziękować Włoskiemu Instytutowi Kultury w Krakowie oraz Katedrze Instrumentów Dętych Drewnianych i Akordeonu Akademii muzycznej im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie, a także wszystkim kompozytorom i muzykom, którzy wzięli udział w tym wyjątkowym wieczorze.

Podziękowania należą się pisarce Katarzynie Majgier, za zgodę na wykorzystanie swojej wspaniałej fotografii, która dobrze oddaje tytuł Festiwalu Serate Musicali Cracoviensis.

Wiele zawdzięczam Profesorowi Piotrowi Lato i dziękuję mu za entuzjazm i nieustanny udział. Mam nadzieję na kontynuację tego Festiwalu, którego celem jest wzmocnienie współpracy artystycznej między polskimi i włoskim muzykami oraz stworzenie przestrzeni dla młodych kompozytorów z naszych krajów.

Szczególne i serdeczne podziękowania dla mojej żony Małgorzaty za wymyślenie i stworzenie wspaniałego plakatu i programów pierwszej edycji festiwalu!

Wrocław 04.04.2022 Francesco Bottigliero

Program

Antoni Szałowski: Sonatina na obój i fortepian (1946)
Temporal Duo – Monika Sęk – obój; Łukasz Dębski – fortepian

Francesco Bottigliero: Romanza „Nowy Sącz” (2017) – prapremiera
Temporal Duo – Monika Sęk – obój; Łukasz Dębski – fortepian

Pantaleo Leonfranco Cammarano: Fragmenta (2002) – polska premiera
Wiesław Suruto – flet; Maksymilian Lipień – obój; Piotr Lato – klarnet


Michał Gronowicz: Epigram V
-VIII na ob., cl. i fg. prapremiera
LLLeggiero Woodwind Trio (Maksymilian Lipień – obój, Piotr Lato – klarnet; Damian Lipień – fagot)

Tiziano Citro: Under The Stars (2002) – polska premiera
Wiesław Suruło – flet; Maksymilian Lipień – obój; Piotr Lato – klarnet; Damian Lipień-fagot; Łukasz Dębski – fortepian

Dawid Pajdzik: Dr JanKeys (2019) – wersja na kwintet dęty – prapremiera
Wiesław Suruło – flet; Maksymilian Lipień – obój; Piotr Lato – klarnet; Damian Lipień – fagot; Tadeusz Tomaszewski – róg

Pantaleo Leonfranco Cammarano: Quintetto n.1 „Cinque sensi” (2022) – prapremiera
Wiesław Suruło – flet; Maksymilian Lipień – obój; Piotr Lato – klarnet; Damian Lipień – fagot; Tadeusz Tomaszewski – róg

Francesco Bottigliero: Verbovaya Doshchechka, Introduzione, tema e variazioni – prapremiera
Wiesław Suruło – flet; Maksymilian Lipień – obój; Piotr Lato – klarnet Damian Lipień – fagot; Tadeusz Tomaszewski – róg; Francesco Bottigliero – fortepian