Dominika Zamara – głos pasji

0
458

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski

Historia sopranistki Dominiki Zamary to piękna przygoda, która ma początek w jej rodzinnym Wrocławiu, a podąża po scenach całego świata ścieżką sukcesu, na której Włochy odegrały kluczową rolę.

„Punkt zwrotny w mojej karierze nastąpił, kiedy w 2006 roku otrzymałam stypendium do Włoch na studia w Państwowym Konserwatorium w Weronie. To doświadczenie było pouczające, niezwykle pomogło mi rozwinąć się na drodze do kariery zawodowej. Uważam, że dla każdego śpiewaka operowego nauka i obcowanie z włoskim światem muzycznym to obowiązkowy etap rozwoju. W Polsce poziom szkół muzycznych w zakresie solfeżu i fortepianu jest bardzo wysoki, jednak w zakresie nauk śpiewu najlepiej kształcić się we Włoszech”.

Po powrocie do Wrocławia Zamara ukończyła z wyróżnieniem Uniwersytet Muzyczny i rozpoczęła karierę, dzięki której zaczęła śpiewać na scenach Europy i całego świata, częściej za granicą niż w kraju. 

„Wielu polskim śpiewakom zdarza się, że najpierw odnoszą sukces za granicą, a dopiero później są zauważani w Polsce. To wynika między innymi z faktu, że w przeciwieństwie do Włoch, gdzie działają dedykowane agencje artystyczne, w Polsce śpiewacy zatrudniani są na stałe w teatrach, a więc jest mała rotacja. Mnie to nie przeszkadza, bo jeśli śpiewałeś już we Włoszech, gdzie ogląda cię przygotowana i wymagająca publiczność, to później możesz śpiewać już wszędzie”.

Gdzie i jaką rolą zadebiutowałaś?

„Od 2008 do 2009 roku śpiewałem w Czarnogórze w Teatrze Narodowym, w obecności głowy państwa, podczas transmisji telewizyjnych na żywo. Potem wcieliłam się w rolę Giorgetty w operze „Płaszcz” (Il Tabarro) Giacomo Pucciniego w Bari, ale mój prawdziwy debiut miał miejsce w Padwie, w Teatrze Verdi, w roli Mimì w „Cyganerii” (La Boheme) Pucciniego”.

Kiedy zdałaś sobie sprawę, że chcesz zostać śpiewaczką?

„Ach, od samego początku to wiedziałam! Od dziecka zawsze śpiewałam, w końcu to do dziś jedyne, co umiem robić! Inspirację muzyczną z pewnością zaczerpnęłam od mojego dziadka, który był organistą i nauczył mnie grać. Muszę także przyznać, że dużo dały mi spotkania ze wspaniałymi postaciami, które spędziły dużo czasu pomagając mi się rozwijać, jak na przykład mistrz De Mori w Weronie”.

Sukces, który odniosła, skłonił Zamarę do śpiewania w wielu teatrach, by wspomnieć choćby o zeszłym roku, który był dla niej bardzo intensywny. W 2019 wrocławska sopranistka wystąpiła m.in. w Avery Fihser Hall w Nowym Jorku, w Manuel Ponce Hall w Mexico City z Pieśniami polskimi Chopina, w Il tramonto Ottorino Respighiego w Audytorium Pollini w Padwie, a także w Mediolanie w kościele San Marco w Requiem Mozarta w reżyserii Maestro Aldo Bernardiego. Zadebiutowała również w Buenos Aires w Audytorium Beethovena. We Florencji w Audytorium CDR wystąpiła w Stabat Mater Pergolesiego w reżyserii Alana Freilesa, w Teatro de la Sena w Feltre zagrała rolę Sesto w operze Livia Antonio Caldary, w jej światowej premierze reżyserowanej przez Fabrizia Da Ros. W Świdnicy uczestniczyła w prawykonaniu „Krótkiej Mszy” (Missa Brevis) polskiego kompozytora Pawła Pudło, w Turynie zaś wystąpiła na Festiwalu Organalia, a w Treviso w operze Don Giovanni Mozarta w roli Donny Elwiry, w Teatro Marcello w Rzymie w operze „Służąca panią” (La Serva Padrona) Pergolesiego, w roli Serpiny oraz w Pawii w Teatrze SOMS w operze La Traviata Verdiego, pod dyrekcją Gian Marco Moncalieriego, w roli Violetty Valléry. W Warszawie występowała w Teatrze Palladium pod dyrekcją Anny Duczmal-Mróz z okazji 100. rocznicy podpisania Traktatu Wersalskiego, a następnie śpiewała w Studiu Koncertowym Polskiego Radia im. Warszawa Witolda Lutosławskiego w towarzystwie Agaty Steczkowskiej.

Z tych wszystkich scen, na których występowałaś, która stała się Twoją ulubioną?

„Na pewno Teatr Olimpijski w Vicenzy, ma fantastyczną akustykę i został zaprojektowany przez Palladia. Miasto, w którym czuję się najbardziej „u siebie”, to Padwa, ponieważ mieszka tam duża społeczność Polaków. Miałam jednak szczęście występować praktycznie we wszystkich regionach Włoch i w wielu teatrach na całym świecie od Nowego Jorku po Koreę. W lipcu zeszłego roku miałam przyjemność i zaszczyt występować także w Watykanie”.

Czy polsko-włoskie skrzyżowanie kultur jest wartością dodaną dla śpiewaka?

„Tak, ale generalnie myślę, że jest to wartość dodana dla wszystkich, którzy przeżywają tę relację między naszymi dwoma narodami, mającymi przecież wspólne pasje i podobny temperament”.

tłumaczenie pl: Dorota Kozakiewicz-Kłosowska

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski