Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 101

PRO FUTURO: Dwujęzyczna Szkoła Podstawowa – Program Dwujęzyczności – Język Włoski

0

Szkoły Pro Futuro to ponad 24-letnia tradycja w edukacji dzieci. Pierwsza szkoła została uruchomiona w 1992 roku i jest jedną z najdłużej działających szkół niepublicznych w Polsce.

Wyróżnia nas dwujęzyczny program w języku angielskim oraz wysokie wyniki potwierdzone w egzaminach zewnętrznych.

Od nowego roku szkolnego 2018/2019 otwieramy pierwszą w Polsce klasę z dwujęzycznym programem nauczania w języku włoskim.

Nasi uczniowie osiągają najwyższe noty z egzaminów języka angielskiego przeprowadzanych przez pracowników Cambridge ESOL Examinations i British Council. Szkoła jest również ośrodkiem egzaminacyjnym międzynarodowego certyfikatu TELC, do którego przygotowywani są nasi uczniowie.

Partnerem strategicznym Pro Futuro jest wybitny, światowy autorytet procesów efektywnego nauczania – Colin Rose, który jest twórcą nowoczesnych metod nauki wykorzystujących najnowszą wiedzę o funkcjonowaniu i uczeniu się mózgu. Dzięki temu nasi uczniowie z dużą łatwością uczą się trwale i skutecznie.

Obok atrakcyjnego programu nauczania szkoła zapewnia uczniom możliwość korzystania z bogatej oferty zajęć dodatkowych, sportowych, muzycznych, plastycznych, aktorskich oraz rozwijania swoich uzdolnień za pomocą indywidualnej ścieżki rozwoju.

Nauczamy w nowatorski sposób dzięki najnowszej wiedzy z neurobiologii i neuropsychologii.

Wychodzimy z założenia, że ruch jest niezbędny do prawidłowego rozwoju dzieci, dlatego utworzyliśmy Uczniowski Klub Sportowy, który promuje sport.

Dbamy o rozwój dzieci w obszarze wiedzy, emocji, relacji społecznych i aktywności fizycznej.”

Szkoła, jako pierwsza na rynku polskim wprowadza autorski program dwujęzyczności włoskiej.

Wykorzystuje on nowoczesne metody nauczania, takie jak „CLIL”.

Ważnym elementem programu dwujęzyczności jest też „immersione”, czyli zanurzenie w języku. Poza lekcjami języka włoskiego, w szkole Pro Futuro uczniowie uczęszczają na prowadzone w języku włoskim: Arte (zajęcia artystyczne), Scienze (zajęcia naukowe prowadzone metodą eksperymentu), Lettura  (nauka czytania), laboratori psicologici (warsztaty z psychologiem).

Uczniowie szkoły Pro Futuro mogą przystąpić do egzaminów TELC, CILS i CELI z języka włoskiego.

Szkoła organizuje wyjazdy do szkół włoskich. W programie rocznym przewidziana jest dwutygodniowa wymiana.

W Dwujęzycznej Szkole Podstawowej nr 61 Pro Futuro stosuje się  metody uczenia oparte na najnowszej wiedzy o funkcjonowaniu i uczeniu się mózgu oraz pedagogiki.

Głównym programem metodycznym szkoły jest program „Tak uczymy”, w skład którego wchodzą : edukacja wielozmysłowa, gimnastyka mózgu, techniki uczenia się, piłki gimnastyczne zamiast krzeseł w I etapie oraz ewaluacja wewnętrzna.

Szkoła Pro Futuro stawia na indywidualne podejście do ucznia oraz dostosowanie metod nauczania do jego rozpoznanych potrzeb, możliwości i potencjału.

Został stworzony  metodologiczny system, którego celem jest dostarczanie wiedzy w najefektywniejszy dla uczniów sposób oraz trenowanie w nich umiejętności skutecznego i szybkiego uczenia się.

W ramach Pracowni Rozwoju każdy uczeń jest diagnozowany i monitorowany, i tworzony jest portret ucznia.

Przykładem indywidualnego podejścia jest program „Wielka 5”, w ramach którego uczniowie wyznaczają cele i optymalne warunki współpracy z nauczycielem każdego z 5 kluczowych przedmiotów .

Z programem „Wielka 5” bezpośrednio powiązane są mini-konferencje – spotkania z rodzicami prowadzone samodzielnie przez uczniów, podczas których – w języku polskim i włoskim – omawiają swoje postępy, prezentują wykonane prace i przedstawiają swoje cele edukacyjne i wychowawcze.

Uczniowie I etapu edukacyjnego objęci są programem „Lider”. Wspólnie z wychowawcą klasy ustalają swój cel – jakim liderem chcieliby zostać (np. czytania czy dbania o rośliny w klasie) oraz działania prowadzące do uzyskania tytułu. Partnerskie traktowanie uczniów wpływa korzystnie na ich samodzielność i samosterowność.

 

 

Elementem świadczącym o indywidualnym podejściu do ucznia jest również oferta zajęć dodatkowych. Uczniowie w każdej klasie mogą uczęszczać przez cały semestr na wybrane przez siebie zajęcia dodatkowe. Szkoła dba o to, żeby wybór zajęć był indywidualną decyzją każdego z uczniów. Szkoła oferuje również Indywidualną Ścieżkę Rozwoju, w ramach której organizowane są samodzielne zajęcia z nauczycielami, instruktorami czy trenerami.

Nasza szkoła jest wyposażona w tablice multimedialne, korzysta z platformy edukacyjnej Its Learning , nauczyciele  i uczniowie na zajęciach korzystają z tabletów i licznych aplikacji.

O wysokiej jakości nauczania w szkole Pro Futuro świadczy również współpraca  z

  • Wyższą Szkoła Pedagogiczna im Korczaka – praktyki studentów w ramach programu Erasmus,
  • Akademią Pedagogiki Specjalnej im M. Grzegorzewskiej – praktyki studentów,
  • Istituto Italiano – egzaminy zewnętrzne z języka włoskiego
  • TELC- egzaminy zewnętrzne przeprowadzane w Szkole Pro Futuro będącej Centrum Egzaminacyjnym
  • Polską Akademią Nauk przy EDUSCIENCE  – największym projekcie innowacyjnym realizowanym w obszarze nauk matematyczno-przyrodniczych.
  • The Door – Szkoła Języka Włoskiego w Genui

więcej informacji: http://profuturo.edu.pl/

 

“W glowie W”

0
“W glowie W” to spektakl zainspirowany “Wariatem i zakonnicą” S.I. Witkacego. Spektakl powstał dzięki wsparciu Polskiego Konsulatu Generalnego w Mediolanie oraz Konsulatu Honorowego w Turynie. Debiutował w 2011 na deskach Teatro Astra w Turynie a do dzis jest grany z powodzeniem w róznych teatrach i strukturach teatralnych w Piemoncie. Czas zmierzyć się z polską publicznością. Dzięki wsparciu I wspólpracy Włoskiego Instytutu Kultury w Warszawie w czerwcu po raz pierwszy odbędą się pokazy w Polsce, spektakl będzie grany w dwóch wersjach 8-go czerwca po włosku a 9 czerwca po polsku.
Konfrątujac się z oryginałem, opracowanie dramaturgiczne przez Davide Capostagno jest podróża w głab umysłu wizjonerskiego i oszalałego Walpurga-Rossi, który w tej wersji jest włochem, nie tylko poetą ale rownież aktorem i reżyserem teatralnym, a jego alter ego, postacie które pojawiają się wyłącznie na ekranie to Gruen- francuski psychoanalista oraz niemiecki psychiatra Burdygiel.
Z jednej strony celowo zostają pominięte najbardziej wyraziste i zawikłane wizje filozoficzne Witkacego z drugiej natomiast obserwuje się z wielką doza ironi i autoironi narcyzyzmy, nawyki i obsesje typowe dla świata artystycznego a w szczególności teatralnego.
Użycie projekcji video ciągle rozszerza i przenosi punkt widzenia proponując różne formy; dramat , parodie oraz urozmaicony pejzaż tonów grotescowych i ironicznych. Postacie drugorzędne celowo mają rysy bohaterów pierwszoplanowych / i aktorów/ figlarnie podkreslajac solipsystyczną nature tego dzieła.
Reżyseria i opracowanie dramatu Davide Capostagno.
Obsada: Beata Dudek i Davide Capostagno.

Igor Mitoraj: projekt monografii upamiętniającej polsko-włoskiego geniusza

0

Z okazji zbliżającego się Dnia Republiki Włoskiej – Święta Narodowego Włoch, zwracam się do wszystkich Państwa – obywateli Włoch mieszkających w Polsce oraz do wspólnoty włoskiego biznesu w Polsce – o poparcie projektu przygotowanego przez Fundację na Rzecz Dialogu, polegającego na złożeniu hołdu, w czwartą rocznicę śmierci, wybitnemu polsko-włoskiemu artyście – IGOROWI MITORAJOWI.  Włosi kochali mistrza i nazywali – „Igor Mitoraj, il Michelangelo venuto dall’Est“ (Silvia Giacomoni, “La Repubblica”, 28 giugno 1991). Ambasadora Włoch w Polsce – Alessandro De Pedys, napisał we wstępie do monografii o artyście z Pietrasanta: “Questo volume è un doveroso tributo al genio di questo grande artista: Igor Mitoraj, polacco di nascita, italiano di adozione, europeo nello spirito”. 

Chcieliśmy poinformować Państwa, że powstała, pierwsza w literaturze światowej polsko-włoska monografia, poświęcona twórczości rzeźbiarskiej artysty z Pietrasanta. Autorką jest profesor Beata Klocek di Biasio, a autorem wstępu – co stanowi wyraz szczególnego uznania dla artysty z Pietrasata – jest Ambasador Włoch w Polsce, Ekscelencja Alessandro De Pedys.

Monografia-album zawiera ponad 100 pięknych fotografii rzeźb artysty na tle architektury Krakowa, Rzymu, Florencji, Londynu i innych miast w Europie. Prestiżowa monografia-album oparta jest na nieznanych dotąd dokumentach biograficznych m.in. z archiwum Akademii Sztuk Pieknych w Krakowie i jest plonem ponad pięcioletniej pracy autorki – absolwentki Wydziału Historii Sztuki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Uniwersytetu La Sapienza w Rzymie.

Fundacja nasza prosi o pomoc w wydaniu drukiem tej książki. Zamierzamy wydać 1000 egzemplarzy albumu-monografii i jeszcze w tym roku obdarować wszystkich sponsorów oraz przekazać tę dwujęzyczną pracę do bibliotek uniwersyteckich w Polsce i we Włoszech. Prosimy o udział w sponsorowaniu projektu, który symbolicznie przypomina dziś, w XXI stuleciu, o wiekowych związkach kultury i sztuki Włoch i Polski.

Loga sponsorów zostaną z wdzięcznością odnotowani na okładce monografii i wszystkie osoby zaangażowane w realizacje projektu zostaną zaproszone do udziału w gali promocyjnej, która odbędzie się w czwartą rocznicę śmierci artysty, w Olimpijskim Centrum Sportu im. Jana Pawła II w Warszawie (przed którego siedzibą znajduje się potężna i piękna rzeźba Ikaro Alato – dzieło Igora Mitoraja). Podczas uroczystości mile widziani  goście wysłuchają wykładu i obejrzą arcyciekawą prezentację: “Rzeźby Igora Mitoraja w 44 miastach na świecie”.

 

Profesor Bohdan Michalski

Ekspert Fundacji na Rzecz Dialogu

Foundation for Dialogue

www.narzeczdialogu.pl

ul. Mołdawska 7/50

02-127 Warszawa

+48 513 873 551

Fundacja na Rzecz Dialogu – konto: Bank Polska Kasa Opieki S.A.
Nr 02124060031111001075495311

Made in Italy od 25 maja w polskich kinach

0

„Made in Italy” to trzeci film wyreżyserowany przez muzyka Luciano Ligabue, inspirowany jest albumem artysty o tym samym tytule opublikowanym w listopadzie 2016 roku. „Tak jak w przypadku poprzednich filmów”, komentuje reżyser, „również tym razem opowiedziana przeze mnie historia zaczerpnięta jest z życia i opiera się zwłaszcza na doświadczeniach moich przyjaciół, których dotknęła niesprawiedliwość ze strony państwa: zbyt wysokie podatki, spóźnienia w wypłacie emerytury czy strata pracy”.

„Made in Italy” to pełne frustracji wyznanie miłosne skierowane do własnego kraju. Riko (Stefano Accorsi) to skromny, uczciwy człowiek utrzymujący się z pracy, która została mu narzucona i mieszkający w domu, który ledwo może utrzymać. Mimo tego, że prowadzi życie przewidywalne i zgodne z zasadami życia społecznego, może liczyć na pomoc kilku zaufanych przyjaciół i na swoją żonę Sarę (Kasia Smutniak), którą, mimo wzlotów i upadków, szczerze kocha od samego początku. Jego syn jest pierwszym z rodziny, który poszedł na studia. Ale Riko jest też człowiekiem pełnym złości na czasy, w których przyszło mu żyć, odmierzane przez wciaż powracające kłopoty. Kiedy traci grunt pod nogami, pęka mydlana bańka, w której żyje. Riko zdaje sobie sprawę, że musi wziąc życie w swoje ręce i w pewnym sensie zacząć wszystko od nowa, nie poddając się upływającemu czasowi.

Film został przedpremierowo zaprezentowany podczas przeglądu nowego kina włoskiego Cinema Italia Oggi, który odbył się w kwietniu w ośmiu polskich miastach. Od 25 maja będzie można zobaczyć go w kinach w całej Polsce. Dystrybutorem filmu jest Spectator.

Claudia Cardinale

0

Claudia Cardinale w Polsce, czyżby po raz pierwszy?

Nie już wcześniej odwiedzałam ten kraj; byłam między innymi w Krakowie i w kilku innych miastach.

 

Tym razem jest Pani w Krakowie z racji Festiwalu PKO Off Camera, podczas którego był wyświetlony film „Ultima fermata” w reżyserii Giambattisty Assantiego, w którym odegrała Pani jedną z ról. Jak się Pani grało w tym filmie?

 

To było bardzo ciekawe doświadczenie. Mój ojciec pracował na kolei w Tunezji, więc kiedy otrzymałam scenariusz filmu “Ultima fermata”, nie zawahałam się ani chwili, od razu przyjęłam zaproponowaną mi rolę, właśnie dlatego że przypominał mi pracę mojego taty. Dodatkowo jest to bardzo ciekawy film z pięknym krajobrazem, świetną muzyką i bardzo dobrymi aktorami. Film ten jest nostalgiczny i jednocześnie romantyczny, wszystko w nim przychodzi i odchodzi… dlatego mi się podoba.

 

Dla nas wszystkich jest Pani ikoną włoskiego kina, ale w przeciwieństwie do innych aktorek, wydaje się, że Pani stawiła czoła przygodzie kinematograficznej w sposób spontaniczny i instynktowny. Czy to właśnie podejście pomogło Pani przeżyć złożoność swojej kariery?

 

W rzeczy samej, jeśli zajmuję się kinem, to paradoksalnie dlatego, że nigdy nie chciałam tego robić. Jeśli jesteś pożądana, to starają się o Twoje względy i zawsze będą się do Ciebie zalecać. Zawsze powtarzałam, że nie chcę być aktorką, bo chciałam zostać odkrywcą. Można jednak powiedzieć, że przez tę pracę w pewien sposób zdołałam spełnić swoje marzenie, ponieważ podróżowałam po całym świecie. Od Australii, do Ameryki, od Amazonii do Rosji. Grałam w filmie „Dziewczyna z walizką” Valeria Zurliniego i w zasadzie zawsze jestem na walizkach. Nie będziesz miała nic przeciwko, jeśli zapalę? To Visconti nauczył mnie palić.  

 

Proszę się nie przejmować. Więc jest Pani zadowolona?

 

Tak, dlatego że mimo wszystko żyje się tylko raz, a ja czuję się jakbym przeżyła 152 razy. Ahah! Byłam księżniczką, wieśniaczką, a nawet prostytutką. Krótko mówiąc, zagrałam w wielu filmach, wcielając się w zupełnie różne role i to jest fantastyczne. Nakręciłam dwa filmy z serii „Różowa Pantera” z Davidem Nivenem, który na planie powiedział mi coś niewiarygodnego: „Klaudio, obok spaghetti jesteś najlepszym odkryciem Włochów”.

 

Z której odegranej roli jest Pani najbardziej dumna?

 

Trudno powiedzieć. W tym momencie doszłam do 152 filmów, mam 75 lat i nadal bez przerwy pracuję. To niesamowite, biorąc pod uwagę że zwykle kobiety kończą swoją karierę w wieku maksymalnie 60 lat. Bez wątpienia jedną z najważniejszych jest rola Angeliki z „Lamparta” w reżyserii Luchino Viscontiego. Z nim nakręciłam cztery filmy „Rocco i jego bracia”, „Lampart”, „Błędne gwiazdy Wielkiej Niedźwiedzicy” i na koniec „Portret rodzinny we wnętrzu”. Pamiętam doskonale pierwszy dzień naszego spotkania podczas walki w „Rocco i jego bracia”, on wziął megafon i wykrzyczał: „Nie zabijcie mi tylko Cardinale!”. Od tamtej pory chciał mnie do wszystkich swoich filmów i od tamtego dnia bywałam często w jego domu, podróżowaliśmy razem, ostatnią wspólną podróż odbyliśmy do Londynu, aby zobaczyć pożegnalny koncert Marlene Dietrich. Niezapomnianym przeżyciem była dla mnie również praca z reżyserami jak Fellini, Marcello Mastroianni, Jean-Paul Belmondo i Bolognini, z którym zresztą nakręciłam wiele filmów, bardzo wiele. Zrobiłam również 10 filmów o mafii Camorra z Pasquale Squitieri. Miałam wielkie szczęście pracować w moim pierwszym amerykańskim filmie z Johnem Waynem i Ritą Hayworth. Byłam bardzo młoda, wydawałam się nastolatką, a Rita Hayworth była dla mnie… prawie jak matka!

 

Który z reżyserów zrozumiał Panią i docenił najbardziej?

 

Wielu, również dlatego że w większości filmów grałam jedyną rolę kobiecą. Trudno mi zatem wybrać jednego reżysera. Miałam szczęście. Znalazłam się w świecie kinematografii w momencie jej szczytu, u boku wielkich twórców, którym zawdzięczam również swój sukces.

 

Pani ulubiony film?

 

Najważniejszym momentem w mojej karierze był bez wątpienia okres, podczas którego kręciłam równocześnie  „Lamparta” Viscontiego i „Osiem i pół” Felliniego. Luchino chciał, abym była brunetką, natomiast Federico widział mnie blondynką, dlatego musiałam ciągle zmieniać kolor włosów. Były to filmy zupełnie rożne; z Viscontim praca przypominała trochę teatr, z Fellinim natomiast nie było scenariusza i wszystko opierało się na improwizacji, bohaterowie musieli jedynie odliczać 1, 2, 3, 4, uśmiechnij się, 5, 6, siadaj, 7, 8, idź tam, 9, 10, 11, idź tam, a on wkładał w usta to, co chciał.

 

Jeśli chodzi o polskie kino, ma Pani jakieś preferencje?

 

Wiesz, kiedyś robiło się wiele koprodukcji i filmy można było oglądać wszędzie, teraz nie. Ja w Paryżu oglądam przede wszystkim amerykańskie filmy, dlatego że w tych czasach trudno zobaczyć inne. Domyślam się, że w Polsce również dominują amerykańskie filmy. Mówiąc jednak o Polsce, chcę powiedzieć coś, co nie ma nic wspólnego z kinem i dotyczy papieża Wojtyły. Miałam wielki szacunek do jego osoby i cieszy mnie, że również on początkowo był aktorem. Poznałam go, kiedy przybył do Paryża, było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Przeczytałam również wszystkie jego wspaniałe poezje.

 

Jakieś plany na przyszłość?

 

Teraz dużo pracuję z młodymi reżyserami. Ostatnio nakręciłam dwa filmy amerykańskie, jeden w Austrii, a następnie skromny film dokumentalny oraz film z Emmą Thompson, który zostanie zaprezentowany w Nowym Jorku. Teraz, gdy o tym myślę – nakręciłam ostatnio bardzo dużo filmów. Oprócz kina, zajmuję się wieloma innymi rzeczami. Jestem ambasadorką UNESCO i od lat przynależę do wielu rozmaitych organizacji i projektów, przede wszystkim ukierunkowanych na kobiety i dzieci. Ponadto, w Amnesty International angażuję się w walkę przeciw wyrokowi śmierci.

 

Trudne jest życie aktorki?

 

Od prawie trzydziestu lat mieszkam w Paryżu, do którego przeprowadziłam się, ponieważ chciałam, żeby moja córka uczęszczała do szkoły dwujęzycznej angielsko-francuskiej. Żyję tam jak zwykła osoba, nie wychodzę w towarzystwie ochroniarzy. Na ulicy, jeśli ktoś mi przeszkadza, to zwykli ludzie interweniują, jakby byli moimi ochroniarzami.

 

GAZZETTA ITALIA 68 (kwiecień-maj 2018)

0

Olśniewający sardyński mural trafił na okładkę najnowszego, 68. wydania Gazzetta Italia! Ten pełen kolorów numer zawiera aż 8 stron poświęconych modzie: interesujący wywiad z Rafałem Stanowskim, dyrektorem kreatywnym krakowskiego tygodnia mody i szkoły artystycznej SAPU, a także relacja z fashion weeku we Lwowie. Wiele artykułów o podróżach: Corigliano Calabro oraz pomysł na naukę włoskiego nad brzegiem kalabryjskiego morza, Droga miłości w Cinque Terre, inteligentna turystyka w Turynie oraz propozycja wycieczki na Mazury, do polskiej krainy tysiąca jezior. Dalej mamy kino i przegląd filmowy ‘Ciao Italia’, oraz teatr – wywiad z autorem spektaklu poświęconego Irenie Sendler, bohaterce z getta warszawskiego. Jak zwykle w Gazzetcie znajdziecie wiele tekstów o kuchni, wywiady, wydarzenia kulinarne, porady dietetyka, rubryka o winie i przepisy. Ponadto mnóstwo kultury, co nieco o motoryzacji (tym razem przyjrzymy się Lamborghini Miura), piłka nożna (artykuł Huberta Boruckiego z polskagola.pl) i, naturalnie, rzut oka na język włoski. Krótko mówiąc, macie przed sobą kolejny ciekawy i bogaty w treści numer Gazzetta Italia, którego nie może zabraknąć w domu tych, którzy kochają wszystko, co włosko-polskie!

Noli, piąta republika morska

0

Wzdłuż Riwiery liguryjskiej, zaledwie dwadzieścia kilometrów na zachód od Savony, znajduje się Noli, małe, urocze miasteczko rybackie z interesującą historią. Nie wszyscy wiedzą, że przez wieki miasto to de facto było niepodległą republiką morską, często chronioną przez silniejszą Genuę. Republika Noli narodziła się w 1196 roku na skutek dekretu, który to oddzielał  je od Margrabstwa Finale, by kolejno przyłączyć je pod opiekę Genui. To „Dumne Miasto” zachęciło Noli do stworzenia stanu bufora, by móc odeprzeć groźnych nieprzyjaciół. Pomimo silnej protekcji, jaką cieszyło się Noli, miasto zachowało zawsze pewną niezależność handlową i polityczną. To małe państwo, zamknięte między morzem a górami, utrzymywało własną kwitnącą niepodległość, aż do kilku lat przed upadkiem Republiki Genueńskiej w 1797 roku.

Po okresie Restauracji, podobnie jak pozostała część Ligurii, stało się integralną częścią Królestwa Sardynii. Dzisiaj Noli prezentuje swój urok w całej okazałości, usytuowane między dwiema pięknymi górami, znajduje się w magicznej zatoce ogrodzonej przez  morze. Miasto zachowało wiele zabytków i część starych średniowiecznych murów obronnych.

Od kilku lat miasteczko znajduje się na prestiżowej liście „Borghi più belli d’Italia”. Przyjeżdżając z zachodu, jak i ze wschodu Ligurii wita nas romantyczna zatoka, pośrodku której znajduje się stare miasteczko, z góry zaś dominuje zamek z dumnie powiewającą flagą Noli. Zanim wejdziemy w zaułki, charakterystyczne wąskie uliczki starych liguryjskich miasteczek (carruggi),  możemy zwiedzić imponujący kościół Św. Paragorio, wykonany w stylu gotycko-lombardzkim ( znajduje się na zachód od starego miasta). Budowla pochodzi z XI wieku i wpisana jest na listę włoskiego dziedzictwa narodowego. Do końca XVI wieku była katedrą; kolejno tytuł ten nadano kościołowi Św. Piotra, który został uznany za bezpieczniejszy, gdyż mieścił się w obrębie murów obronnych miasta. Kontynuując spacer wzdłuż promenady można zaobserwować typową zabudowę średniowiecznych nolijskich domów, zwróconych fasadą na morze, od którego dzieli je via Aurelia.

Malowniczy dom Casa Pagliano, rozpoznawalny dzięki blankom i wieży po lewej stronie, wyróżnia się uroczą architekturą. Jest to budynek z XIV wieku, który przedstawia typową strukturę średniowiecznych domów Noli: podbudowa kamienna z dużych ciosów, zielonego koloru i wyższej części wykonanej z cegieł, z kilkoma otworami, arkadowymi oknami biforia i triforia. W przeszłości budynek był siedzibą Zakonu Rycerzy Maltańskich. Kilka metrów dalej ukazuje się nam stara, główna brama, la Porta di Piazza, zwieńczona pięknym freskiem z XX wieku przedstawiającym Wniebowzięcie Matki Boskiej, kilku świętych i flagę Noli.

Przechodzimy przez bramę i znajdujemy się we wnętrzu starego średniowiecznego miasta. Kolejno otwiera się przed nami mały plac, gdzie oprócz portyków mieści się ratusz, już wtedy siedziba starej Republiki, a na nim powiewa nolijska flaga przedstawiająca biały krzyż na czerwonym tle.

Pochodzenie flagi nawiązuje do IV Krucjaty ( 1198 ), w której to Noli wzięło udział, adoptując flagę świętego Paragorio odróżniającą się od tej, którą posiadała Republika Genui, czyli flagi świętego Jerzego. Na bruku umieszczono herby czterech republik morskich (Genui, Wenecji, Pizy i Amalfi) jako bezpośrednie nawiązanie do nigdy nie spełnionego marzenia o uznaniu statusu piątej republiki morskiej. Podejmowano próby, ale do dnia dzisiejszego nie otrzymano żadnych rezultatów. U stóp ratusza znajduje się loggia Republiki Noli. Można tu spacerować wśród historii; oprócz piękna portyków, możemy podziwiać marmurowe tablice, które opowiadają nam historię miasta. Na jednej z tablic uwieczniono Dantego, który w swym największym dziele porównuje ostrość gór liguryjskich do czyśćca: “… e discendesi in Noli…”(Boska Komedia – Czyściec – Pieśń IV 25). Od słynnego poety przechodzimy do wielkiego żeglarza, Krzysztofa Kolumba; marmurowa tablica przywołuje genueńczyka poprzez ukazanie mało znanego wydarzenia z jego życia: w 1476 roku  Kolumb wypłynął z tego portu flotą pięciu statków do Holandii. Podczas podróży musiał zmierzyć się z flotą, która chciała go złupić ( nawiązanie do Wenecjan), a jego statek utonął podczas walki. Nawigator odnalazł schronienie w Lizbonie, u przedstawicieli genueńskich. Kolejna marmurowa tablica wspomina Antonio z Noli, sławnego żeglarza, który wszedł w posiadanie wysp Zielonego Przylądka. Innym słynnym mieszkańcem Noli był Giordano Bruno, który to skazany za herezję uciekł z Rzymu i początkowo mieszkał w Genui, by potem przenieść się do tego miasteczka, o czym informuje nas tablica: “Przed nauczeniem Europy / Praw uniwersalnego porządku / Był maestro z Noli /  Gramatyki i kosmografii. Na końcu portyków mieści się galeria sztuki z obrazami przedstawiającymi widoki miasta.

Wracając na mały plac, miejsca, gdzie znajduje się ratusz można wybrać główną drogę ( via Cristoforo Colombo), wzdłuż której napotkamy jeszcze dziś tradycyjne sklepy z gastronomią sprzedające świeże makarony, sklepy z regionalnymi produktami jak oliwa z oliwek, sos pesto, piekarnie z typową liguryjską focaccia i inne. W niektórych miejscach ukazują się małe placyki z przepiękną roślinnością, szczególnie z wijącą się glicyną oraz inne charakterystyczne kąciki z romantycznymi restauracjami.

Jak już wcześniej wspomniano, Noli walczy o przyznanie tytułu piątej Republiki Morskiej, z pewnością mogłoby również wziąć udział w nominacji o hipotetyczny tytuł „Republiki Smaku”. W sklepikach znajdujących się w zaułkach uliczek centrum miasta, oprócz klasycznej liguryjskiej focacci i oliwy z oliwek  produkowanej w tłoczniach w górach nad miastem, możemy na przykład znaleźć słynne słone sardele. W dawnych czasach słone sardele (acciughe) zwano złotem Noli, jeszcze w latach 60-tych można było znaleźć sklepy rybne (pescherie), które sprzedawały świeżo złowione ryby. Il cicciarello (w lokalnym dialekcie Lussu) jest dzisiaj uznany przez Slow Food, można smakować ten specjał w smażalniach w centrum miasta, w cieniu starych kamienic. By zakupić świeże ryby należy kierować się bezpośrednio na plaże, do miejsc, w których to po dzień dzisiejszy możemy spotkać rybaków sprzedających świeży połów prosto z łodzi. Należy pamiętać, że rybacy łowią ryby starą, tradycyjną metodą zwaną sciabica.

Na końcu należy wspomnieć, iż silny związek Noli z tradycją odzwierciedla się również w obchodzeniu świąt ludowych i religijnych. Jedno z nich obchodzone jest 29 czerwca; to dzień  świętych Piotra i Pawła. Kolejno w drugą niedzielę lipca świętuje się procesją, w której nosi się krzyże, w nawiązaniu do patrona Noli, Św. Eugeniusza. W drugą niedzielę września żegna się letnią porę roku regatą, w której to uczestniczą cztery dzielnice: Ciassa, Portellu, Màina i Burgu, każda przedstawiająca inny kolor. To ważne wydarzenie dla mieszkańców, podkreślające ich głęboki związek z tysiącletnią historią nadmorskiego miasteczka.

Roberto Giordano wystawia na scenie bohaterstwo Ireny Sendler

0

W styczniu 2016 roku, w sugestywnym wnętrzu krypty bazyliki Najświętszego Zwiastowania w Neapolu odbyła się premiera przedstawienia „Irena Sendler. Trzecia Matka getta warszawskiego”, historia niezwykłej kobiety, która uratowała podczas drugiej wojny światowej około 2500 żydowskich dzieci. Nieznane dotąd we Włoszech bohaterskie zachowanie Sendlerowej zostało opowiedziane przez Roberto Giordano, aktora teatralnego, kinowego i telewizyjnego oraz reżysera, który rozpowszechnianie tej historii uznał za swego rodzaju misję. Książka reżysera będzie miała niedługo swoje polskie tłumaczenie, a pod koniec maja prawdopodobnie będziemy mogli zobaczyć przedstawienie we Włoskich Instytutach Kultury w Warszawie i Krakowie.

Opowiedz nam jak to się stało, że reżyser z Neapolu, który często koncentruje swoje przedstawienia wokół różnorodności własnego dialektu, sięga po opowieść o gettcie warszawskim i heroicznej postaci Ireny Sendler?

Druga wojna światowa to dla mnie szczególnie ważny okres. Przy wielu okazjach, w minonych latach uczestniczyłem i wystawiałem na scenie przedstawienia na temat Czterech dni Neapolu, podkreślając akty heroizmu ludności neapolitańskiej, tzw. scugnizzi (uliczników, przyp. aut.). 20 dni ciężkiej okupacji nazistowskiej (8-28 września 1943 roku), zakończyły się spontanicznym buntem ludności przeciwko Niemcom.
Kiedy w 2008 roku dowiedziałem się o śmierci Ireny Sendler i o jej niezwykłym poświęceniu, moje życie zmieniło się całkowicie. Ta kobieta, jej historia i jej współpracownicy, od razu zajęli główne miejsce w moim sercu. Zastanawiałem się jak to możliwe, że nikt we Włoszech nie zna tak ważnej historii. W styczniu 2013 roku przy okazji Dni Pamięci, wysłuchałem wywiadu z Elżbietą Fickowską, najmłodszym dzieckiem uratowanym z warszawskiego getta przez Irenę Sendler, który do głębi mnie poruszył! Czułość z jaką „Bieta” opowiadała o czynach Sendlerowej, o jej łącznikach, o ocaleniu, o swoich trzech matkach, tak mocno mnie poruszyła, że postanowiłem wystawić na scenie historię jej życia. Irena prowadziła mnie za rękę niczym jedno ze swoich dzieci. Latem 2015 roku zdecydowałem się wystawić spektakl. Zrobiłbym go za jakąkolwiek cenę, nawet gdybym miał się zadłużyć!
Odrzuciłem napisanie ważnego tekstu dla prestiżowego teatru w Neapolu i udało się zadebiutować! Wszystko dzięki asesorowi ds. kultury Nino Daniele i profesor Suzannie Glavaš. Ze względów kulturowych otrzymałem patronat Amnesty International, Honorowego Konsulatu Polski w Neapolu, władz gminy Neapolu i Ambasady Polskiej w Rzymie.

We Włoszech historia Ireny Sendler była dotąd nieznana, jak przyjęła spektakl publiczność i krytyka?
Przedstawienie zostało przyjęte bardzo pozytywnie i zewsząd spływają jednogłośne wyrazy uznania zarówno od publiczności jak i ze strony krytyki, bo to historia o wielkim człowieczeństwie. Satysfakcja z przekazywania widzom historii o dobroci Ireny Sendler ma dla mnie nieocenioną wartość. Publiczność jest wdzięczna i przesyła niezliczone ilości pozytywnych komentarzy. Pewien chłopiec ze szkoły średniej w Piano di Sorrento napisał w wypracowaniu: „[…] spotkanie Roberta Giordano było niezwykle znaczące i dziękuję wszystkim, którzy dali nam możliwość wysłuchania jego opowieści […] zachowam w pamięci jego słowa.” Otóż to, cel został osiągnięty, pomyślałem czytając te słowa.
Jeśli chodzi o krytykę, dziennik „Il Roma” był mi bardzo bliski, od początku śledził moje poczynania, głównie dzięki dziennikarzom Giuseppe Giorgio i Annie Gentile. Jednak najwięcej uwagi poświęcono nam w internecie.

Zarówno książka jak i spektakl stały się projektem długoterminowym, a rozpowszechnianie tej historii swego rodzaju misją, są w planach występy i publikacje w innych krajach?

Spektakl jest w ciągłym rozwoju. Książka miała już dwa wydania, w wydawnictwie Mongolfiera Giovanniego Spedicati i w Nuvole di Ardesia Vincenzo Ambrosanio.
Profesor Suzanna Glavaš, której jestem niezmiernie wdzięczny, pracuje nad tłumaczeniem tekstu na język chorwacki pod opieką Wspólnoty Żydowskiej z Zagrzebia, podczas gdy profesor Leszek Kazana wkrótce przetłumaczy tekst na język polski.
Wystawienie spektaklu w różnych krajach Europy to marzenie, które mam nadzieję zdołam zrealizować. Niestety nie mając żadnego wsparcia producenckiego, wszystko wydaje się dużo trudniejsze. Ale nie poddaję się! Wszystko co do tej pory zrobiliśmy, powstało dzięki poświęceniom moim i mojej rodziny oraz dzięki wrażliwości profesorów i organizatorów, którzy pomogli w wystawieniu przedstawienia. Moim marzeniem jest znalezienie producenta, który uwierzy w projekt na tyle, aby Irena Sendler mogła dotrzeć do coraz większego grona odbiorców. Poza tym, chciałbym, żeby jakaś zagraniczna grupa teatralna zechciała wystawić spektakl na swojej scenie.

Wśród polskich pisarzy i reżyserów są tacy, których szczególnie cenisz?

W czasie zbierania materiałów, po części dzięki blogowi Paolo Statuti, doceniłem takich autorów jak Julian Tuwim i Władysław Broniewski, których teksty włączyłem do przedstawienia. Zafascynował mnie również Władysław Szlengel, poeta z getta warszawskiego (utwór „Pomnik” jest chyba jednym z najpiękniejszych i przejmujących wierszy jakie kiedykolwiek czytałem) i Jerzy Ficowski (mąż Elżbiety Ficowskiej), jeden z ważniejszych polskich poetów po drugiej wojnie światowej, który jako młody chłopak brał aktywny udział w walce przeciwko nazistom. Wielka szkoda, że jego książki nie zostały jeszcze przetłumaczone na włoski. Moim zdaniem to autor, którego teksty powinny być omawiane w szkołach. Jeśli chodzi o kino, na pewno film „Pianista” Romana Polańskiego to prawdziwe dzieło sztuki! „Korczak” Andrzeja Wajdy też zrobił na mnie ogromne wrażenie, zwłaszcza ostatnia scena jest niesamowita, tylko osoba o nieprzeciętnej wrażliwości mogła stworzyć tak poetyckie zakończenie. Podobnie film „W ciemności” Agnieszki Holland powinien obejrzeć każdy. Nie mógłbym też nie wspomnieć o Krzysztofie Kieślowkim i jego „Trzech Kolorach”. Ale ponad wszystko doceniam (zdaję sobie sprawę, że jestem w tym momencie bezczelnie stronniczy!) książkę dziennikarki i pisarki Anny Mieszkowskiej „Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej” oraz nakręcony na jej podstawie film „Dzieci Ireny Sendlerowej”.

Grammelot Daria Fo

0

W 1969 roku Dario Fo, przyszły laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, wystawiał na scenie spektakl „Mistero buffo”, odgrywany w języku łączącym dialekt lombardzki, wenecki i friuliański, mieszając je ze sobą i zanieczyszczając, wzorując się na języku średniowiecznych błaznów.

Tekst opery, opublikowany po raz pierwszy w tym samym roku w mieście Cremona, z podtytułem „Błazenada popularna w języku padańskim XV wieku”, w rzeczywistości nie wprowadzał do historii teatru i do historii języka włoskiego wznowionego języka padańskiego z późnego średniowiecza. Wprowadzał natomiast coś, co Fo nazwał grammelot – kompletnie niegramatyczną i niepoprawną semantycznie, ale bardzo komunikatywną w swej inscenizacji wypowiedź. Aktor, wykorzystując mimikę twarzy i wokalne zdolności, naśladował rytm i dźwięczność danego języka lub dialektu, wygłaszał mowę nie wypowiadając pełnych zdań.

Był to język sceniczny, który nie opierał się na wypowiadaniu słów, ale odtwarzał niektóre właściwości fonetyczne danego języka lub jego odmiany, takie jak intonacja, rytm, dźwięczność, kadencja, obecność poszczególnych głosek, nieprzerwanie je scalając, co przypominało wypowiedź. Składał się jednak z szybkiej i przypadkowej sekwencji dźwięków i był wyposażony w silny ekspresyjny komponent mimiczno-niewerbalny, który aktor wykonywał jednocześnie z przekazem słownym. Przypisywanie sensu fragmentowi grammelot było zatem możliwe dzięki interakcji pomiędzy dwoma poziomami, które go tworzyły: dźwiękiem i gestem.

Oczywiście, przykłady tego, co dziś nazwalibyśmy grammelot można znaleźć wcześniej, w europejskim teatrze popularnym, ale także w kinie, choćby w niezwykłym monologu Adenoida Hynkela w filmie „Dyktator” Charliego Chaplina. We Włoszech natomiast słowo grammelot nabrało znaczenia dopiero po sukcesie spektaklu „Mistero buffo”, mimo że sam Fo uwielbiał tworzyć legendarne historie pochodzenia tej techniki recytacji, mówiąc, że była ona wykorzystywana przez błaznów, aktorów wędrownych oraz komików z commedii dell’arte już w późnym średniowieczu, kiedy to artyści byli skłonni do wypowiadania kwestii mieszając języki, dialekty, wymyślając nowe słowa, przy pomocy gestów i mimiki tak, aby być zrozumianymi, niezależnie od języka, jakim posługiwali się widzowie.

I rzeczywiście, planując swojego “Mistero buffo”, Fo miał w pamięci chłopskich gawędziarzy, których miał szczęście słuchać i oglądać w czasach swojego dzieciństwa, naginając oczywiście swój wybór językowo-teatralny w stronę ściśle określonego ideologicznego sensu, mającego na celu przywrócenie kultury masowej, która w tamtym czasie była zagrożona.

Fascynujący jest mit tych wyimaginowanych, wiecznie podróżujących trup teatralnych, które przemieszczając się po Europie, w komunikacji nie mogły polegać na lingua franca ani liczyć na znajomość języków obcych u publiczności – posługiwali się zatem językami określonymi przez stronę unaparolaalgiorno.it jako „chimeryczne sploty dialektów”, zakładając, że grammelot jest narzędziem będącym w stanie przezwyciężyć wszelkie bariery komunikacyjne; mimo to posiada on podstawę językową i wskazuje na geograficzne pochodzenie bohatera na scenie. Ale nawet sam termin grammelot, lub gramelot (wymowa słowa prawdopodobnie wywodzi się z francuskiego), w rzeczywistości odtwórczy lub pochodny od weneckiego, oznaczał styl językowy utworzony z serii dźwięków, onomatopei, słów i głosek pozbawionych znaczenia, który w zdolnościach niewerbalnych Daria Fo odnalazł idealną kwadraturę.

W “Mistero buffo”, zwłaszcza w części zatytułowanej “La fame dello Zanni”, Dario Fo prześciga mieszankę dialektów, by opowiadać w wymyślonym języku o wszystkożernym głodzie chłopa zurbanizowanego w szesnastowiecznej Wenecji. Zanni: biedak, który śpiąc śni o zjedzeniu czegokolwiek, wyobrażając sobie, że ma trzy kotły, w których może gotować polentę (potrawa z mąki lub kaszy kukurydzianej i wody – przyp. tłum.), dziczyznę i warzywa; ale potem, nie będąc nasyconym, zaczyna jeść części własnego ciała, zostawiając na końcu tylko usta, aby móc przeżuwać. Uświadomiwszy sobie dramatycznie, że to tylko sen, zgłodniały Zanni zadowala się smakiem muchy, która mu przeszkadzała.

Aby zrozumieć dobrze grammelot, potrzeba wielkiego interpretatora, jakim jest na przykład Dario Fo, potrafiący zaimprowizować grammelot, po którym widz uświadamia sobie, że wszystko zrozumiał, nawet jeśli nie zrozumiał nic. W ślad za nim, piosenkarz Adriano Celentano stworzył grammelot muzyczny, w którym naśladował dźwięki języka angielskiego w swojej piosence „Prisencolinensinainciusol” z 1972 roku.

Hymn Polski narodził się we włoskim zagłębiu gastronomicznym

0

Może wydawać się to dziwne, ale na przestrzeni wieków również muzyka zbliżała Polaków i Włochów. Nie mówimy tu o byle jakim utworze, ale o polskim hymnie narodowym, Mazurku Dąbrowskiego, skomponowanym przez Józefa Wybickiego i wykonanym po raz pierwszy w mieście Reggio Emilia w 1797 roku. To patriotyczne wydarzenie do dnia dzisiejszego upamiętnia marmurowa tablica znajdująca się niedaleko ratusza miasta Reggio Emilia. Według źródeł historycznych, porucznik Wybicki, powołany przez polski pułk liczący 1500 osób pod dowództwem Jana Henryka Dąbrowskiego, dotarł do miejscowości Reggio Emilia podążając za wojskiem Napoleona, działającym w regionie Campagna pod koniec XVIII wieku. Udział Polaków miał być potem wynagrodzony przez imperatora francuskiego nadaniem niepodległości ojczyźnie, w tamtym czasie pod zaborami Austrii, Prus i Rosji. Interwencja Napoleona pomiędzy 30 czerwca a 2 lipca 1797 roku miała stłumić bunt arystokratów przeciwko nowoutworzonej Republice Cispadańskiej, małemu włoskiemu państwu zainspirowanemu rewolucją francuską, składającemu się z księstw Modeny i Reggio oraz Bolonii i Ferrary. Podekscytowany Wybicki napisał sławnego Mazurka, aby oddać cześć dowódcy i wyrazić swą miłość do ojczyzny. Utwór wykonany został po raz pierwszy w nocy pomiędzy 10 a 11 lipca 1797 roku przed pałacem biskupim w Reggio Emilia, gdzie zgromadzili się polscy oficerowie. Scena ta w oczach miejscowych Francuzów i Polaków musiała wyglądać mniej więcej tak: w ciepłą, letnią noc tłum gromadzi się wokół orkiestry, ozdobionej włoskimi i francuskimi proporcami; czerwone kaszkiety na głowach zgromadzonych, symbol rewolucji francuskiej, z lotu ptaka wyglądają tak, jakby ktoś rozlał czerwoną farbę; na wietrze powiewają flagi i godła straży obywatelskiej; dyrygent gestem rozpoczyna utwór, i wreszcie ulice miasta wypełniają się nutami mazurka i przynoszą także do Włoch nadzieję na wolność Polaków ciemiężonych w kraju. W walce przeciwko okupacji wziął również udział Goffredo Mameli, autor hymnu narodowego Włoch z 1847 roku. W jednym z ostatnich wersów hymnu Mameli opisuje Polaków i Włochów jako ofiary tego samego kata: „Już austriacki orzeł stracił swe pióra, krew włoską, krew polską pił wraz z Kozakiem, lecz wypaliła mu serce”. W 1997 roku w Reggio Emilia obchodzono dwusetną rocznicę Mazurka Dąbrowskiego. W wydarzeniu brały udział władze obu krajów.

Miejscowość Reggio Emilia znajduje się w samym środku włoskiego zagłębia gastronomicznego, które obejmuje Parmę, Modenę, Bolo i Piacenzę. Miejscowość znajduje się na terytorium, które słynie z produkcji parmezanu, znana jest także ze swoich przedszkoli i metod edukacji pod nazwą „Reggio Children”, używanych na całym świecie. Reggio Emilia, mimo że zajmuje się bardziej produkcją niż turystyką, nie ma czego zazdrościć innym włoskim miejscowościom. W dodatku to właśnie tam 7 stycznia 1797 roku, kilka miesięcy przed hymnem Polski, na fali wolności wywalczonej przez Napoleona narodziła się włoska flaga, nazywana „Tricolore”. Co roku odbywają się tu uroczystości upamiętniające to wydarzenie, w których uczestniczą najważniejsi przedstawiciele państwa. Kto znajdzie się w okolicy, musi koniecznie pospacerować po eleganckich uliczkach w centrum miasta. Godna uwagi jest również katedra, przyłączona do Palazzo Vescovile oraz Sali del Tricolore, dziś siedziby rady wspólnotowej miasta, w której ponad 200 lat temu w czasie zgromadzenia ogłoszony został sztandar „który stał się chorągwią uniwersalną lub flagą Republiki Cispadańskiej, składający się z trzech kolorów: zielonego, białego i czerwonego, które to trzy kolory znajdują się także na cispadańskiej kokardzie, którą należałoby dać wszystkim”, informuje dokument z tamtej epoki. Za katedrą rozciąga się plac San Prospero, z którego wyłania się kościół z czerwonego marmuru. Został on wzniesiony na cześć świętego, który uratował miasto przed barbarzyńcami pod osłoną gęstej mgły, dzięki której było ono niewidoczne dla oddziałów nieprzyjaciela. Obowiązkowym miejscem do odwiedzenia jest Piazza Martiri del 7 Luglio, gdzie co tydzień odbywa się targ mieszkańców pod marmurowym spojrzeniem Teatru Valli, jednego z najpiękniejszych w Italii. Zmęczeni wycieczką mogą odpocząć na świeżym powietrzu przy stoliku jednej z licznych kawiarni na placu Fontanesi, jednym z najładniejszych i najbardziej kameralnych placów w mieście, urodziwym szczególnie latem dzięki otaczającym go drzewom. Można również spędzić wieczór przy kieliszku wina Lambrusco. Jak powiedzieliby miejscowi: “Sòm a post”!

tłumaczenie pl: Adrianna Bekas