Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 108

Najpiękniejsze wydarzenie sportowe Włochów w Polsce

0

Kiedy ponad stu młodych i tych już nieco starszych Włochów, Polaków, Hiszpanów, Francuzów, Chilijczyków oraz wiele osób innej narodowości, ubranych w różnobarwne koszulki i spodenki, zebrało się na boisku ChKS Łódź i odśpiewało Mazurka Dąbrowskiego i Fratelli d’Italia, niektórzy z nich dostali z tego powodu gęsiej skórki. Bowiem w czasach, w których przyszło nam żyć, szczególnie ostatnio niezbyt radosnych, rzadko się zdarza poczuć taką autentyczną atmosferę przyjaźni i braterstwa. Dzięki turniejowi Piłki Nożnej Włochów w Polsce można było poczuć te pozytywne wibracje.

Czwarta edycja turnieju odbyła się w weekend 17-18 czerwca w Łodzi, czyli tam, gdzie się  narodził. Organizatorzy zawodów to jak zwykle Amedeo Piovesan, Marco Mannetta i Sebastiano Giorgi, wspierani przez sponsorów. Patronem turnieju zostały Ambasada Republiki Włoskiej w Polsce oraz Gazzetta Italia.

Dopingowani przez około setkę osób, wśród których były żony, narzeczone, dzieci i przyjaciele, zostali uwiecznieni z pietyzmem przez kamery programu „Dzień dobry TVN”, którego realizatorzy przyjechali specjalnie na tę okazję do Łodzi. Osiem drużyn z dumą i wielkim zapałem stanęło w szranki, aby zdobyć Trofeum, a ich wolę walki podgrzewał fakt, że wspomniano o nich na łamach samej Gazzetta dello Sport!

Losowanie grup zostało powierzone dwóm małym fanom i przyniosło podział na dwie zrównoważone grupy. W grupie A z kompletem punktów turniej zakończyła drużyna „Calcio e Birra Cracovia”, potwierdzając tym samym, że jest solidną firmą. W zażartych derbach małopolski pokonała rywala zza miedzy – Atletico Cracovia, zawdzięczające swoją nazwę Hiszpanom od tiki taki występującym w jego barwach.

Tuż za nimi uplasowała się Łódź, następnie godni pochwały chłopcy z Trójmiasta, którzy cały turniej grali w siedmiu bez rezerwowych, a na domiar złego już po pierwszym meczu stracili z powodu kontuzji bramkarza i musieli wypożyczać na kolejne spotkania bramkarza od innej drużyny.

Z kolei w grupie B na czele stawki  znajdowała się  drużyna z Poznania, aż do momentu kiedy miała zmierzyć się z odwiecznym rywalem – A.C. Wawa.

W tak zwanych derbach „elegancji”, bo jak się wydaje obie drużyny zaprezentowały się w najbardziej stylowych koszulkach, niespodziankę sprawili warszawiacy. Warszawiacy, którzy na kilka dni przed zawodami naprędce musieli organizować drużynę, przyjechali do Łodzi głodni sukcesu i woli walki.

Po remisie z drużyną z Wrocławia, który był swoistym przytarciem w kolejnych meczach, nabrali  rozpędu, wbili piąty bieg i pomimo ciężkich przepraw, kuksańców, kontuzji, a nawet podbitych oczu dotarli do finału.

W grupie B za Warszawą i Poznaniem uplasowały się Katowice ze swoim niezniszczalnym kapitanem-bomberem Erminio, który by uspokoić arbitrów i kibiców po swoich wybrykach, na i poza boiskiem, tłumaczył się tym, że następnego dnia ma urodziny i z tej okazji już na samą myśl staje się nerwowy… Co by nie mówić, drużyna z Katowic, wzmocniona dodatkowo dwójką torunian, zapisała się pięknie w tym turnieju z dwóch powodów. Po pierwsze jako najbardziej aktywna społeczność włoska w Polsce Katowice otrzymały nagrodę Gazzetta Italia. A drugi powód godny uwagi to to, że w drużynie tej wystąpił Stefano Meticci oraz jego dwóch nastoletnich synów Alberto i Lorenzo. Potwierdza się fakt, że te wspaniałe zawody  nie tylko łączą zawodników z różnych narodów w jedną drużynę, lecz także mogą łączyć pokolenia. Co zaś dotyczy drużyny z Wrocławia, to po doskonałym pierwszym zremisowanym spotkaniu 1-1 z A.C. Wawa, drużyna  zupełnie przygasła i zakończyła fazę grupową na czwartym miejscu. Jej nieco słabszą dyspozycję należy tłumaczyć faktem, że kapitan Fabio Cortese formował swą drużynę wśród klientów piwoszy w pubie Felicità.

Sobota nie skończyła się po czterech godzinach gry w piłkę! Nieugięci organizatorzy zarządzili rozgrywki ćwierćfinałowe, łącząc drużyny w następujący sposób: pierwsza z czwartą, druga z trzecią. Birra e Calcio Cracovia rozprawiła się 3-1 z drużyną z Wrocławia.

A.C. Wawa mając w swoich szeregach wielu kontuzjowanych, ale też dość długą ławkę rezerwowych, dzięki Bogu trafiła na jeszcze bardziej zdziesiątkowanych białozielonych z Trójmiasta, którzy po około 10 minutach dzielnej obrony załamali się pod naporem przeciwnika. W kolejnym spotkaniu ćwierćfinałowym doświadczony kolektyw z Poznania, w składzie starych wyjadaczy  Tramma-Lucci-Manetta-Russo pokonał team z Łodzi, który grając przed własną publicznością, żonami i narzeczonymi, prawdopodobnie nie umiał sobie poradzić z emocjami.

Czwarty ćwierćfinał z udziałem Atletico Cracovia i Katowice okazał się być najbardziej spektakularny, spotkanie zakończyło się wynikiem 13-0! Tym samym dotrwaliśmy do godziny 8 wieczorem i w końcu dyrekcja zawodów wydała komendę “rozejść się”. Setka piłkarzy wróciła do swoich hoteli, gdzie po wielu godzinach twardej gry w piłkę w upale mogli się zregenerować. Zatem wszyscy udali się szybko do łóżek tak, by na drugi dzień być w pełni sił? Być może tak, ale raporty z tego wieczoru były sprzeczne, są świadkowie, którzy twierdzą, iż tamtego wieczoru na najbardziej znanej z ulic w mieście, Piotrkowskiej, do późnych godzin nocnych językiem dominującym miał być italiano.

Na szczęście w niedzielę rozpoczęliśmy o 15.00. Po prawej stronie tabeli zostały umieszczone pary półfinałowe walczące o pierwsze cztery miejsca w turnieju (Birra e Calcio Cracovia –  Poznań, Atletico Cracovia – A.C. Wawa. W drugiej części tabeli zostały rozstawione pozostałe zespoły walczące o kolejne miejsca.

W przedmeczowych rozmowach krążyły liczne opinie wśród bukmacherów, którzy niemal za pewnik przyjmowali, że w finale dojdzie do derbów Małopolski, po tym jak w ćwierćfinale Atletico Cracovia wygrało 13-0. Nic z tego, bo ich plany pokrzyżował Mister Giorgiola, trener A.C. Wawa. Trzema niemalże diabelskimi posunięciami zdołał zmienić z góry ustalone losy turnieju:

1) Grając w sobotę wszystkie mecze bez Giovanniego Genco, który wówczas bawił się na ślubie, pozwolił uwierzyć rywalom, że już nie wystąpi w zawodach. Tymczasem trener ściąga go pośpiesznie wypasionym samochodem z przyciemnianymi szybami w niedzielę rano z Warszawy na pół godziny przed spotkaniem półfinałowym.

2) Następnie zamaskował twarz napastnika Long Johna Jeremy, malując jego drugie oko na wzór tego  podbitego dzień wcześniej, co miało zmylić obrońcę Atletico De Floriana , by ten nie wiedział w które ma uderzyć.

3) W końcu posłał do gry Masimo “Niebieską Grzywę” Pola, a ten, jak na prawdziwego Sardyńczyka przystało, potrafi mówić dialektem bardzo zbliżonym do języka katalońskiego, przez co wprowadzał zamieszanie w szeregach Hiszpanów z Atletico, tym bardziej, że „Niebieska Grzywa” nie milknie nawet wtedy, kiedy pływa.

I tak oto m.in. dzięki tym fortelom mecz zakończył się wynikiem A.C. Wawa – Atletico Cracovia  5-1! W drugim półfinale gra była ostra jak brzytwa, w końcu to rewanż za finał z poprzedniej edycji Turnieju. Drużyna z Poznania oparła swoją grę na popisowych zagraniach Trammy, który po minięciu kilkunastu rywali został ścięty równo z trawą tuż przed polem karnym. Poznań napierał, ale nie był w stanie przebić się przez twardą jak granit obronę aktualnych mistrzów z Krakowa, którzy po jednej z kontr zdobyli gola na wagę zwycięstwa. O losach  finałowego spotkania pomiędzy  Birra e Calcio Cracovia i A.C. Wawa decyduje jeden epizod. W pierwszych 10 minutach tego spotkania Warszawa stworzyła sobie z kontry trzy stuprocentowe okazje do zdobycia gola. Jednego z nich uratował krakowski bramkarz po niesamowitej paradzie wybijając piłkę, która otarła się jeszcze o spojenie słupka z poprzeczką. Z kolei szybkie wybicie piłki zaskoczyło drużynę z Warszawy, w konsekwencji czego straciła bramkę. Kraków grał niemalże z pamięci, zamykając każdy kawałek pola, Warszawa jednak od czasu do czasu próbowała się odgryzać dość odważnie, ale przy okazji zostawiała miejsce na kontrataki przeciwników i tym  sposobem po końcowym gwizdku widniał rezultat 3-0 dla Birra e Calcio Cracovia, więc zespół ten po raz drugi z rzędu został mistrzem turnieju. Czwarta edycja turnieju przeszła do historii, a przed jej zakończeniem przyznano nagrody. Roberto Trammie, zwanemu „chłopaczyskiem”, z Poznania przyznano nagrodę jako najlepszemu piłkarzowi, następnie młodziutkiemu Angelo Cherubiniemu jako najlepszemu bramkarzowi, natomiast  Gabriele Arienti otrzymał nagrodę króla strzelców. Teraz czas na zastanowienie się i podjęcie decyzji, gdzie można rozegrać kolejną edycję turnieju. Ze względów geograficznych, ale i nie tylko, Łódź wydaje się być najlepszym miejscem, w którym zawody mogłyby  być  rozgrywane na stałe. Zżera nas również ciekawość, co też wymyślą gospodarze, aby uczcić piątą edycję zawodów. Na  poprzednich imprezach zdarzyła się:  piłka na lodzie w pierwszej edycji, w  Poznaniu  piłka przy żeberkach, w Warszawie piłka halowa, a ostatnia edycja to piłka z perspektywy dronów. Kto wie, może następnym razem piłka w kostiumach?

11. KONKURS ARTE LAGUNA: nowy DEADLINE!

0

NOWY DEADLINE

14 grudnia 2016

Nagroda Arte Laguna, międzynarodowe wyróżnienie, mające na celu promowanie Sztuki Współczesnej, rozwija się z roku na rok, podkreślając z edycji na edycję swoje cechy międzynarodowości, jakości, heterogeniczności, a ta 11. edycja tylko to potwierdza. Rośnie liczba współprac, wyjątkowość i zróżnicowanie nagród oraz możliwości oferowane artystom, różnorodność partnerów – europejskich, azjatyckich, amerykańskich, włoskich – technik i dyscypliny artystyczne objęte konkursem, a także liczba prac wystawionych na końcowej wystawie w Wenecji. W poprzednich edycjach konkursu nagrodzone zostały w różnych kategoriach polskie artystki, wśród nich Katarzyna Tomaszewska (edycja 15.16) czy Sandra Burek (edycja 13.14).

Międzynarodowe jury wytypuje 125 finalistów, którzy wezmą udział w wystawie głównej w Arsenale Weneckim, do:

6 nagród pieniężnych w wysokości 42 tys. euro każda

 5 wystaw w międzynarodowych galeriach sztuki

 5 współprac z firmami

pobytu w 9 rezydencjach sztuki

udziału w 3 międzynarodowych festiwalach

publikacji w katalogu

KATEGORIE:

Malarstwo

Sztuka fotograficzna

Rzeźba i instalacje

Sztuka wideo

Występy

Sztuka wirtualna

Grafika cyfrowa

Sztuka środowiskowa

DO KOGO NALEŻY WYBÓR

Wybór nadesłanych prac należy do międzynarodowego jury składającego się z samych ekspertów:

  • dyrektorów muzeów
  • kuratorów sztuki
  • krytyków sztuki

Szczegółowe informacje: www.artelagunaprize.com/pl

 

„Kalejdoskop włoski” Grzegorza Lityńskiego

0

“Obraz przemawia do ludzi na całym świecie bez względu na to, jakim językiem mówią”

Włosi w obiektywie Grzegorza Lityńskiego to pełni charyzmy fachowcy, którym daleko do szablonowych postaci beztroskich kobieciarzy, którym w życiu dobrze wychodzi tylko pizza. O Włochach, dla których Polska stała się drugą ojczyzną, o sile fotografii i o tym, dlaczego warto przełamywać stereotypy rozmawiałam z wrocławskim fotografem, Grzegorzem Lityńskim, który w swoim projekcie „Kalejdoskop włoski” obala powszechne wyobrażenia na temat  Włochów.  

„Kalejdoskop włoski” to fotograficzny projekt walki ze stereotypami. Skąd zrodził się ten pomysł? 

Przez 14 lat mieszkałem poza granicami Polski i wiem z własnego doświadczenia, jak niesprawiedliwe potrafią być uprzedzenia. Pobyt na emigracji uwrażliwił mnie na stereotypy, zwłaszcza te etniczne. W lipcu 2014 roku we Wrocławiu powstał spot reklamowy, którego bohaterem jest Włoch. Jedzie do Wrocławia, „bo tam są piękne kobiety”. Kolejne sceny ukazują Włocha obejmującego urodne Polki, wszyscy pozują do zdjęć. Spot ów był reklamą… Europejskiej Stolicy Kultury. Wywołała ona burzliwą dyskusję, Gazeta Wyborcza pisała wręcz o „Europejskiej Stolicy Seksizmu”. W Konsulacie Honorowym Republiki Włoskiej we Wrocławiu urywały się telefony – Włosi nie chcieli być przedstawiani jako bezmyślni podrywacze, a Polki jako „łatwy łup”. Po kilkunastu godzinach spot zniknął z sieci, ale uczucie zażenowania pozostało.

Tego dnia spotkałem się z panią Moniką Kwiatosz, Konsul Honorową Włoch we Wrocławiu. Rozmawialiśmy o potrzebie działania, ale nie poprzez „oficjalne” protesty, bo z naszego doświadczenia wiedzieliśmy, że to niewiele daje. Postanowiliśmy stworzyć projekt, który ukazywałby Włochów od innej, niestereotypowej strony: pracowitych, energicznych, kreatywnych, pełnych pasji i zainteresowań. Miesiąc później powstał pierwszy fotoreportaż z życia Roberto, włoskiego wulkanizatora we Wrocławiu. Następnie rozszerzyliśmy projekt na cały kraj.

Jaka jest według Pana siła przekazu fotografii? Czy można za pomocą zdjęć obalić pewne stereotypy?

Powszechnie znane jest powiedzenie, że jeden obraz jest więcej wart niż 1000 słów. Nabiera ono szczególnej mocy w dzisiejszych czasach – dobie Internetu, mediów społecznościowych, Youtube’a. Żyjemy obecnie w kulturze zdominowanej przez obraz do tego stopnia, że usiłując udowodnić jakieś twierdzenia, np. obalić stereotyp, stajemy się wręcz niewiarygodni, jeśli nie zilustrujemy naszych argumentów. Ale fotografia od zawsze dysponowała ogromną siłą przekazu. Obraz potrafi bowiem przemawiać do ludzi na całym świecie bez względu na to, jakim językiem oni mówią. Przypomnę w tym miejscu choćby fotografię z Wietnamu przedstawiającą rozpaczającą dziewczynkę poparzoną napalmem (Nick Ut, 1972). Albo zdjęcie z Sudanu ukazujące umierające dziecko na pustyni, za plecami którego czyha sęp (Kevin Carter, 1983). To przykłady fotografii, które poruszyły miliardy ludzi, wywołały gwałtowne dyskusje, reakcje rządów, a nawet protesty uliczne.

Oczywiście, w przypadku dramatycznych wydarzeń, takich jak wojna, głód, tragedie, dużo łatwiej jest wykonać tzw. mocną  fotę. Natomiast trudno jednym zdjęciem przekonać miliony ludzi, by radykalnie zmienili swoje uprzedzenia. Dobrze wiemy jak trudno jest walczyć z popularnymi w USA „Polish jokes”, czyli niewybrednymi dowcipami o Polakach.

„Kalejdoskop” zabiera widzów w świat, który na co dzień nie jest dla nich dostępny. Wizualne odkrycie wielopostaciowości włoskich imigrantów w Polsce, ich pasji, energii i kreatywności ma się przyczynić do zwalczania uprzedzeń. Każdy sfotografowany przeze mnie Włoch to niepowtarzalna osobowość, tak jak niepowtarzalny jest układ w kalejdoskopie. Bohaterów moich fotoreportaży nie da się zaszufladkować czy ująć w prosty schemat. Nie ma tu miejsca na stereotypy.

Bohaterowie „Kalejdoskopu włoskiego” to przedstawiciele zupełnie różnych środowisk, profesjonaliści wykonujący zawody bardzo od siebie różne. Czym kierował się Pan wybierając bohaterów do projektu?

Cel projektu narzucił poszukania raczej nietuzinkowych postaci, a to wymusiło docieranie do ludzi reprezentujących różne zawody i środowiska.

Różnorodność zawodów była od początku bardzo istotna, bo stereotypowy Włoch „potrafi dobrze robić pizzę i nic więcej”. Stąd też obecność w „Kalejdoskopie” przedstawicieli szerokiego wachlarza zawodów: bioenergoterapeuty, dziennikarza, fryzjera, konserwatora zabytków, montera urządzeń pneumatycznych, opiekunki kobiet w ciąży, poety, protetyka, pszczelarza, przewodnika turystycznego, strongmana, terapeutki, trenerów sportowych, weterynarza, właściciela salonu samochodowego i innych.

Zdecydowałem się na pokazanie Włochów, którzy mieszkają u nas co najmniej od 5 lat i wybrali Polskę jako miejsce pobytu na stałe. Ważnym kryterium był też wysoki stopień integracji danych osób z polskim społeczeństwem.

Jak Pan uważa, czy udało się Panu przełamać pewien stereotyp?

Stereotypy narastają latami, są po wielokroć utrwalane w literaturze, reklamie, środkach masowego przekazu, przekazuje się je z pokolenia na pokolenie. Masowość uprzedzeń i ich często wielowiekowe zakorzenienie stanowią o złożoności tego zjawiska i trudności w jego zwalczaniu. Sprawa obalania stereotypów to proces długotrwały.
„Kalejdoskop włoski” to próba przełamania stereotypu, ale skuteczność przesłania będzie mocno zależeć od tego, czy uda się dotrzeć do szerokiej publiczności, by w pełni wykorzystać potencjał narracyjny projektu. Nawet najlepiej wykonany fotoreportaż nic nie da, jeśli będzie znany tylko wąskiej grupie odbiorców. W chwili obecnej podejmuję próby znalezienia możliwości dotarcia do szerokiej publiczności za pomocą wystaw czy albumu.

Niestety nie jest to łatwe. Pieniądze, w tym środki publiczne, wydaje się często absurdalnie. Przykrym przykładem jest wspomniana na początku, pełna stereotypów, reklama Europejskiej Stolicy Kultury we Wrocławiu, na którą wydano kilkadziesiąt tysięcy złotych. A można by te pieniądze zainwestować np. w walkę z uprzedzeniami etnicznymi. Niestety to smutna prawda, żaden stereotyp.

POLONIA OGGI: Skolimowski a Venezia premiato con il Leone d’oro

0

Questa notizia è tratta dal servizio POLONIA OGGI, una rassegna stampa quotidiana delle maggiori notizie dell’attualità polacca tradotte in italiano. Per provare gratuitamente il servizio per una settimana scrivere a: redazione@gazzettaitalia.pl

“Jerzy Skolimowski – ha dichiarato il Direttore della Mostra del Cinema di Venezia Alberto Barbera – è tra i cineasti più rappresentativi di quel cinema moderno nato in seno alle nouvelles vague degli anni Sessanta e, insieme con Roman Polanski, il regista che ha maggiormente contribuito al rinnovamento del cinema polacco del periodo”. Barbera ha così introdotto il maestro Skolimowski durante la conferenza stampa di presentazione del Leone d’Oro alla carriera, l’ambito premio che la Mostra del Cinema di Venezia ha assegnato quest’anno al regista polacco. La consegna ufficiale avverrà stasera durante la serata inaugurale. Stamattina invece è stata l’occasione per fare alcune considerazioni con i giornalisti sulla carriera di Skolimowski e sullo stato del cinema polacco che in questi ultimi anni sta tornando prepotentemente alla ribalta internazionale. Il secondo Leone alla carriera di questa edizione del Festival è stato assegnato al famoso attore Jean Paul Belmondo. Il concorso della mostra si è aperto oggi con il bellissimo musical „La La Land” di Damien Chazelle.

Polonia Oggi

Ulteriori informazioni: www.gazzettaitalia.pl/it/polonia-oggi

TŁUMACZ, film Massimo Natale

0

Tłumacz, reż Massimo Natale

scenariusz: Marie Giaramidaro, Nikolaus Mutschlechner

obsada: Claudia Gerini, Kamil Kula, Silvia Delfino, Anna Safroncik, Marcello Mazzarella,

Piotr Rogucki

produkcja: Polska / Włochy

premiera: 26 sierpnia

 

(Nie)spełnione marzenia

Andrei (Kamil Kula), młody student z Rumunii, dzięki wygranemu stypendium na Uniwersytecie w Trydencie, może zacząć spełniać swoje naukowe marzenia. Ich cena jest jednak wysoka. Aby się utrzymać chłopak musi pracować w kilku miejscach, w dzień i w nocy. Na szczęście znajomość wielu języków daje mu większe możliwości. Oprócz pracy w pizzeri, zajmuje się tłumaczeniami podsłuchów na komendzie, co pomoga mu uzyskać pozwolenie na pobyt we Włoszech dla jego dziewczyny Mihaeli (Marianna Januszkiewicz). Pewnego dnia, otrzymuje kolejną propozycję pracy. Jego promotorka skieruje go do swojej koleżanki Anny (Claudia Grimaldi), aby przetłumaczył z niemieckiego pamiętnik jej tragicznie zmarłego męża. Spotkanie będzie początkiem intrygującej relacji i kolejną szansą, tym razem na spełnienie marzeń o awansie społecznym i lepszym (?) życiu.

Film ukazuje trudną sytuację imigrantów, którzy niekiedy (jak w przypadku naszego bohatera) dla najbliższych są w stanie zdradzić własnych rodaków, a dla uzyskania awansu społecznego uciekają sie do chytrych kłamstw. Czy to jednak przyniesie oczekiwane spełnienie? Ślepe i egoistyczne wręcz dążenie do celu sprawia, że osiągnięcia przestają cieszyć tak, jak powinny, bo ciężko być szczęśliwym mając świadomość, że ktoś inny ucierpiał na naszym sukcesie.

Mimo, że Tłumacz porusza ważne i aktualne wątki, całej historii brak jednak spójności. Być może ukazanie mozaiki prawdopodobnych zdarzeń było celowym zabiegiem, ale chwilami odnosi się wrażenie, że reżyser chciał opowiedzieć dużo (być może za dużo) i w rezultacie pozostawił kilka otwartych epizodów bez oczekiwanej konkluzji. Poszczególne wątki to oddzielne historie, które nie dopełniają całości i bardziej sprawdziłyby się jako odcinki serialu. Mocną stroną filmu zdecydowanie są zdjęcia autorstwa Daniele Ciprì, który współpracował między innymi z Marco Bellocchio przy filmach Vincere i Bella addormentata, a jego projekty reżyserskie przyniosły mu wiele nagród i uznanie we Włoszech i zagranicą.

Młode au pair we Włoszech

0

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami, wiele młodych osób właśnie zaczyna zastanawiać się nad sposobem spędzenia tych trzech najprzyjemniejszych miesięcy w roku. Na przełomie maja i czerwca każdego roku rośnie zainteresowanie wyjazdami typu au pair. W Polsce ten sposób spędzania wakacji nie jest jeszcze bardzo popularny, dlatego chciałabym przybliżyć jego filozofię.

Fenomen au pair to program wymiany kulturowej wśród młodzieży i studentów, skierowany do osób w wieku 18-26 lat i mający na celu przede wszystkim edukację kulturową. W niektórych programach uczestnicy zobowiązani są także do brania udziału w specjalnych kursach specjalistycznych lub językowych, wszystko zależy od tego, do jakiej agencji zamierzamy się zgłosić. Natomiast jeżeli chodzi o warunki uczestnictwa w programie, wymagana jest znajomość języka angielskiego lub języka narodowego kraju, do którego mamy zamiar się udać. Mile widziane jest prawo jazdy i co najważniejsze: doświadczenie i łatwość w nawiązywaniu kontaktu z dziećmi.

Au pair, co do zasady, to osoba, którą traktuje się jako członka rodziny, który pełni funkcję opiekuna dzieci. W zamian za pracę z dziećmi gość otrzymuje kieszkonkowe, gwarantuje się mu pokój oraz wyżywienie. W zależności od rodziny zasady mogą się nieco różnić, ale większość kieruje się zasadą maksymalnej gościnności i otwartości. Rodziny pomagają swojemu gościowi w oswojeniu się z nową rzeczywistością, wprowadzają w życie rodzinne, prezentując swoje zwyczaje, dając pewne wskazówki i rady co do wykonywania obowiązków, do których należą między innymi przygotowanie dzieci do szkoły, pomoc w lekcjach i nauce, zabawa i zapewnienie dzieciom bezpiecznej rozrywki podczas nieobecności ich rodziców oraz przygotowanie im posiłków i wykonywanie wspólnie z nimi drobnych prac domowych. Jest też niepisana umowa, którą respektują prawie wszyscy, że au pair to nowy członek rodziny, czyli jest zabierany na rodzinne wyjścia, święta oraz wspólne wyjazdy, gdzie rodzina pokrywa koszt biletów czy posiłków. Tyle o teorii i filozofii wyjazdów, a jak to się ma w praktyce?

Z własnego doświadczenia wiem, ile obaw ma przyszła au pair, zwłaszcza przed swym pierwszym wyjazdem, dlatego ważne jest dokonanie dobrego wyboru i kilkakrotne nawiązanie kontaktu z przyszłą tzw. host-family, czyli rodziną goszczącą. Najlepszym rozwiązaniem jest rozmowa przez Skype ze wszystkimi członkami rodziny, z którymi przyjdzie nam mieszkać. Ja tak zrobiłam i dzięki temu upewniłam się, że są miłymi i otwartymi ludźmi. Podobnie twierdzi Marta, która była już au pair w poprzednich latach i doradzała mi, co zrobić. Taka rozmowa to podstawa także dla rodziny, przecież to oni powierzają nam swoje pociechy i obdarzają nas zaufaniem wpuszczając do swojego domu.

Podczas rozmów z dziewczynami, które były au pair bądź przygotowują się do wyjazdu zawsze pada jedno słowo – tęsknota. Czas trwania wyjazdu zależy od nas i od rodziny, która nas przyjmuje, ale istnieje możliwość skrócenia pobytu. Jak radzą sobie dziewczyny, gdy tęsknią? Marta poleca nawiązanie kontaktów z au pair, które są w pobliżu i podzielenie się z nimi swoimi problemami lub wątpliwościami. W razie potrzeb działają grupy np. na Facebooku, można umówić się na kawę lub wspólny wyjazd z innymi, a także za pośrednictwem Facebooka można poszukać pomocy i zmienić rodzinę. Zdecydowanie więcej jest pozytywnych stron takiego wyjazdu, przede wszystkim możliwość poznania kultury nowego kraju, miejscowych zwyczajów, kuchni i ludzi. Dziewczyny, które wybrały Włochy jako cel swojej przygody au pair mówią o otwartości i o tym, jak ciepło zostały przyjęte przez swoje rodziny, o powitaniu i przygotowanym miejscu (zawsze czekał pokój). Każda z nas podróżowała i zwiedzała, odkrywanie nowych miejsc to niesamowita sprawa, oprócz tego, co chcemy zobaczyć bardzo często przypadkiem odkrywamy nowe miejsca i poznajemy nowych znajomych, bądź zawieramy przyjaźnie na całe życie. O swoich włoskich przygodach każda z nas mogłaby opowiadać godzinami.

Nigdy nie zapomnę emocji, jakie przeżywałam podczas oglądania meczów z moimi podopiecznymi. Ttrafiłam do rzymskiej rodziny, która kibicowała Romie, a więc per forza [siłą rzeczy – przyp. red.] zostałam wierną fanką i uczyłam ich wymowy nazwisk polskich piłkarzy (Szczęsny i Błaszczykowski), a oni uczyli mnie słownictwa związanego z piłką nożną. Rodzina, u której byłam, rok wcześniej gościła u siebie Amerykankę, która po powrocie do USA otworzyła tam włoską restaurację. Wykorzystała swój pobyt, aby nauczyć się gotowania, podejrzeć, jak Włosi to robią i spisała przepisy, które służą jej na co dzień. Po rozmowie z koleżankami, wszystkie zgodnie przyznałyśmy, że pobyt z włoską rodziną obfituje nie tylko w doskonałe umiejętności kulinarne, ale także w dodatkowe kilogramy… ale dla takiego smaku warto! Każda z nas przywiozła do domu kilka przepisów na dania, które szczególnie przypadły do gustu i teraz stanowią nasza specjalność.

Dla każdej z nas niezwykle cennym doświadczeniem jest możliwość ćwiczenia języka w życiu codziennym. Przebywając z włoską rodziną rozmawia się na różne tematy, począwszy od tego, jak nam minął dzień, aż po wiadomości ze świata.

Praca z dziećmi to zdecydowanie wyzwanie dla osób, które boją się mówić, a muszą zacząć komunikować się błyskawicznie. Kontakt z dziećmi sprawia, że uczymy się szybciej, bo to właśnie maluchy są najlepszymi nauczycielami.

Oprócz przyjaźni i nowych umiejętności, z pewnością przywozimy ze sobą masę wspomnień uwiecznionych na zdjęciach. Uczestnicząc w tych lokalnych atrakcjach z pewnością wzbogacamy swoją wiedzę o Italii, a jak wiadomo apetyt rośnie w miarę jedzenia. Włochy to nie tylko pizza, kawa i lody, ale także ludzie, którzy ujmują nas swoją gościnnością, tworzą niezapomnianą atmosferę i właśnie dlatego chce się tam wracać.

Między historią a legendą: „La Carbonara” – jedna z najbardziej znanych potraw na świecie

0

Nowoczesna kuchnia zatraca swój główny cel, jakim jest przygotowywanie potraw dobrej jakości, które można zarówno podziwiać, zachwycać się ich zapachem, jak i przede wszystkim smakować. W tym artykule nie zamierzam jednak skupiać się na tym jak bardzo znieważana bywa tradycyjna włoska kuchnia, natomiast opowiem Wam kilka anegdot na temat wspaniałej Carbonary.

Od najmłodszych lat szukałem danych historycznych potwierdzających powód, dla którego spaghetti alla carbonara przyrządzone zostały w taki właśnie sposób. W informacjach, do których wówczas dotarłem nie znalazłem konkretnych danych na temat regionu pochodzenia tej potrawy. Najczęściej wspominane były okolice Apenin środkowych, natomiast czas, w którym carbonara mogła się narodzić to prawdopodobnie wiek XIX.

W kopalniach węgla kamiennego, górnicy często byli zmuszeni pozostać nawet przez kilka dni pod ziemią, w związku z czym niemożliwym było przechowywanie świeżej żywności, z wyjątkiem produktów takich jak: makaron, jajka, ser pecorino i bekon. Według opowieści, właśnie z połączenia tych składników narodził sie przepis na spaghetti alla carbonara. Ponadto, według legendy, górnicy nie mając do dyspozycji dużo wody, wykorzystywali tę, w której wcześniej gotowali makaron i aby zapobiec rozprzestrzenianiu się bakterii łączyli ją z tą z wcześniejszego z gotowania szałwii (będącej potężnym środkiem przeciwbakteryjnym). Makaron gotowany w wodzie z dnia poprzedniego stawał się wyjątkowo lepki, sprawiając, iż potrawa nabierała jeszcze bardziej kremowej konsystencji, a lekki zapach szałwii skutecznie zwalczał nieprzyjemną woń jajek, zwykle kojarzoną z nieświeżym zapachem ryb. Ponadto twierdzi się, że charakterystyczny czarny pył pokrywający z wierzchu potrawę nie był niczym innym jak kawałkami węgla, które spadały do talerzy biesiadników. Z czasem, czarny węglowy pył zastąpiony został przez czarny pieprz. Od tego momentu, historie na temat carbonary są liczne i często kontrowersyjne.

Wszystko z powodu tego, iż nie istnieje żaden pisany ślad na temat tej potrawy powstały przed rokiem 1944. Jedna z bardziej wiarygodnych wersji mówi o tym, że w Neapolu albo, co bardziej prawdopodobne, w Rzymie, w okresie lądowania Amerykanów panował dotkliwy brak żywności i pewien nieznany kucharz wpadł na pomysł, aby wykorzystać amerykańskie racje żywnościowe, czyli „bekon i jajka w proszku”, mieszając je ze sobą i przygotowując w ten sposób, być może pierwszą carbonarę. Uliczni sprzedawcy spaghetti, sprzedawali przechodniom ubogie potrawy, takie jak spaghetti z serem i pieprzem, często serwowane w papierze bez sztućców, w zasadzie spożywane rękami. Z pewnością owi sprzedawcy byli prekursorami prawdziwego włoskiego „street food”, ulicznej żywności, „spaghetti i pizzy.” Aby potwierdzić tę tezę i nawiązać do nazwy „carbonara”, przytoczę inne hipotezy. Według pierwszej z nich, bekon lub pancetta, suszony boczek, (obydwa stanowią ambiwalentny składnik przyrządzania dzisiejszej i klasycznej carbonary) w tamtych czasach był bardzo pieprzny, co umożliwiało długie przechowywanie. W rejonie Apeninu Abruzyjskiego produkowana była „Carbonada”, wędlina gotowana na rozżarzonych węglach. Według kolejnej z teorii, pewien były rzymski węglarz (kominiarz), który poświęcił się gastronomii, wymyślił to sławne danie i na cześć swojej dawnej profesji nazwał je carbonara.

W latach od 1951 do 1955, carbonara była jedną z najbardziej popularnych potraw, cieszącą się wielkim powodzeniem na całym świecie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Wiele pisano o niej w gazetach tamtego okresu, wielu restauratorów poddawało ją kulinarnym eksperymentom, a w związku z tym, że wówczas nie istniał jeszcze jej oficjalny przepis, sposób jej przyrządzania często dostosowywany był do upodobań kucharza.

Dotarliśmy do wyznania wielkiego, obecnie 95-letniego, włoskiego kucharza, Renato Gualandiego, księcia kuchni włoskiej, który przekonuje, że to właśnie on jest wynalazcą słynnej carbonary, która miałaby być „wykonana po raz pierwszy w Riccione, 22 września 1944 roku, z okazji wyzwolenia miasta, w obecności amerykańskich generałów. Przepis składał się z następujących składników: makaron spaghetti, serowy krem, śmietana, bekon i jajka w proszku o uroczym czerwonym kolorze. Makaron był nieco kremowy i właśnie ta cecha przyczyniła się do jego sukcesu.”

Teraz, po wielu poszukiwaniach, zapoznaniu się z opowieściami i legendami, przyjaciel i szef kuchni Luca Alferi przedstawia nam wielkie świadectwo szefa kuchni Alberta Ciarla: “Nareszcie! Modliłem się, aby prawdziwa historia w końcu mogła wyjść na jaw; opowiadając ją zawsze celowo omijałem jej źródło, bo chciałem, abyś to ty ją opowiedział”, rzekł Alfieri, przemawiając do Alberta Ciarla, mistrza kuchni i przyjaciela.

Carbonara narodziła się z typowo amerykańskich składników w Rzymie, zaraz po wojnie, w okolicach via della Scrofa, być może przy vicolo della Campana, w małej trattorii. Byłem mały, ale byłem tam i dobrze to zapamiętałem. Moja mama będąc wierną tradycji kucharką, nie chciała nigdy gotować carbonary ze względu na obecność zagranicznych składników takich jak bekon i jajka liofilizowane, które nie były dla nas częścią naszej tradycji kulinarnej, lecz przygotowywano ją z prozaicznego powodu, jakim była chęć przetrwania”,  powiedział Alberto Ciarla w Rzymie.

Luca Alfieri powiedział mi również, że pewnego dnia w roku 1944 w tej małej trattorii na rogu via della Scrofa i vicolo della Campana, pojawiło się dwóch oficerów amerykańskich, znudzonych jedzeniem racji żywnościowych „K”. Wręczyli oni kucharzowi sproszkowane jajka i bekon i niemalże zmusili go do przyrządzenia czegoś dobrego. Następnie, przepis pojawił się ponownie, złożony z tych samych składników, ale z jednym ciekawym wariantem, czyli dodatkiem sera pecorino do parmezanu, niemalże w równych proporcjach. Spowodowane to było znikomą dostępnością parmezanu.

Minęło już wiele lat od czasu, gdy ta „uboga, ale bogata i sławna potrawa” została udoskonalona. Szefowie kuchni, mniej lub bardziej znani, zarówno włoscy, jak i międzynarodowi i miłośnicy carbonary wiedzą doskonale jak należy ją przyrządzić: spaghetti, boczek, żółtka jaj, ser pecorino romano lub parmezan, pieprz, sól i nic więcej!

PS: Cały przepis i procedurę przyrządzania carbonary opublikujemy w następnym numerze Gazzetta Italia w rubryce Kuchnia.

Uchwalenie ustawy o energii i możliwości włoskich firm w sektorze energii odnawialnej

0

Po prawie trzech latach trwania procesu legislacyjnego, Sejm ostatecznie przyjął nowe prawo, które porządkuje temat energii i reguluje kwestię udzielania dotacji państwowych dla sektora energii odnawialnej. Z pewnością była to bardzo oczekiwana ustawa, także przez liczne włoskie firmy i włoskich inwestorów, które widzą możliwość powtórzenia w Polsce projektów wdrożonych z sukcesem kilka lat temu we Włoszech i które aż do teraz oczekiwały jasnych wytycznych, zarówno ekonomicznych, jak i proceduralnych. Zainteresowanie włoskich przedsiębiorstw tym sektorem gospodarki, przede wszystkim w stosunku do energii fotowoltaicznej, nigdy nie zostało przerwane, ale prośby o analizy czy przynajmniej o wyjaśnienia w sprawie, pojawiały się w sposób nieregularny, kiedy wydawało się, że jest już blisko do przyjęcia ustawy, czego coraz bardziej się obawiano w ostatnich 3 latach.

Najważniejsze aspekty tego już przyjętego prawa dotyczą zarówno sposobu zaakceptowania inwestorów, jak i wartości zachęt finansowych ze strony rządu. Różnią się znacznie w stosunku do prawa, które reguluje tę dziedzinę we Włoszech, ponieważ nie ma żadnych zielonych certyfikatów, ale jest system licytacji, gdzie, po pierwszej fazie preselekcji, producenci energii odnawialnej muszą otrzymać certyfikat, żeby móc w nich uczestniczyć. Ten proces umożliwia uzyskanie wszystkich wymagań do uczestniczenia w licytacji, czyli możliwości finansowych, rozwoju planu lokalnego, pozwoleń środowiskowych, przyłączeń do sieci itp.. Podczas licytacji podmioty uczestniczące składają projekty i deklarowaną cenę za energię i licytują się, aż ktoś zadeklaruje najniższą cenę sprzedaży nowej firmie z państwowymi udziałami, która  zajmuje się nabywaniem energii. Inwestorzy i firmy włoskie będą z pewnością najbardziej zainteresowane tematem mikroinstalacji, to znaczy takimi do 40 kW, które także podlegają regulacjom według nowego prawa i dla których została podjęta decyzja, że dystrybutorzy energii elektrycznej zostaną zobligowani do zakupu wyprodukowanej energii i dla których nie są przewidziane szczególne wymagania czy licencje. Ten ostatni wymieniony aspekt mikroinstalacji, jest, być może, najbardziej interesujący, ponieważ pozwoliłby także prywatnym czy średnim włoskim inwestorom, z pomocą instytucji kredytowych, przygotować wspólne projekty związane z odnawialnymi źródłami energii, razem z biznesplanem z rozsądnymi kwotami, oprócz powiązanych zachęt finansowych ze strony rządu, które oczywiście nie będą olbrzymie. Podsumowując, podejście do problemu, wybrane przez Warszawę, było wyborem mniej agresywnego zarządzania i nieotwierania rynku w jak najkrótszym terminie, jak to się stało we Włoszech, gdzie z dnia na dzień ktokolwiek mógł odnaleźć się jako instalator instalacji fotowoltaicznych.

Temat energii odnawialnej jest jednak dużo bardziej rozległy i nie można go ograniczać wyłącznie do ceny na wyprodukowaną energię. Właściwie, dzisiaj Polska jest bardzo chłonna także jeśli chodzi o nowe systemy miejskiego transportu ekologicznego, jak systemu rowerów miejskich czy samochodów miejskich, także elektrycznych. Jest wiele polskich miast, które coraz częściej w swoich centrach dają możliwość wynajęcia roweru czy samochodu, w celu poruszania się w sposób wygodny, ekologiczny, a także zdrowy. Te inicjatywy są doceniane coraz bardziej przez turystów, studentów, a także w końcu częściowo przez wszystkich mieszkańców i władze miejskie, które dokładają starań w tych realizacjach, są często nagradzane za rozwój obywatelski, które to okazują.

Systemy rowerów miejskich, także elektrycznych, znajdują się obecnie we wszystkich głównych miastach kraju: od Wrocławia przez Katowice, Warszawę po Gdańsk. W wielu przypadkach obsługa tych systemów jest powierzona zagranicznym firmom i w niektórych, we współpracy z innymi w celu uczestniczenia w projektach tego typu, są obecne włoskie firmy, z mocnym know-how w tej dziedzinie. Rozwój ekologicznego transportu wymaga instalacji kolumn ładowania dla pojazdów elektrycznych, nie tylko miejskich, które mogą być postawione nie tylko w centrach miast, ale także blisko firm prywatnych, jak centra handlowe, oddziały banków, kina i dać możliwość spokojnego podróżowania bez martwienia się o wyładowanie akumulatorów, także tym, którzy chcą kupić pojazd elektryczny. Instalacja tych urządzeń oprócz tego może być kołem zamachowym dla firm motoryzacyjnych, które coraz bardziej kierują się w stronę produkcji tego typu pojazdów, które na północy Europy już teraz mają całkiem duży udział na rynku pierwotnym samochodów.

 

GAZZETTA ITALIA 58 (sierpień-wrzesień 2016)

0

Gazzetta Italia 58, czyli wywiad o paparazzi i gwiazdach kina lat 60-tych, wakacyjne destynacje, rubryka kulinarna i językowa, oraz wszystkie wydarzenia Włoskich Instytutów Kultury w Polsce. Artykuł otwierający poświęcony jest Stefano Silvino, sycylijskiemu tancerzowi, który w czerwcu tego roku wygrał TVNowski program „You can dance”! Silvino opowiada pełną humoru historię, która przywiodła go z południa Sycylii do Polski, a także odkrywa przed nami swoje artystyczne plany na przyszłość. Pozostając w temacie show businessu, znajdziecie w tym numerze wywiad z aktorem Claudio Santamarią, niedawnym gościem przeglądu filmów włoskich w warszawskim Kinie Muranów. Zobaczycie także serię przepięknych ujęć ze złotej epoki kina, które przeniosą nas do szalonych lat 60-tych, kiedy to paparazzi i gwiazdy filmu żyły ramię w ramię w świetle reflektorów. Okładkę poświęciliśmy (nie)banalnej Sycylii, którą proponujemy jako jeden z kierunków podróży. Część językowa jest w tym wydaniu wyjątkowo bogata, na jej czele mamy wywiad ze słynnym profesorem Krzysztofem Żaboklickim, pionierem studiów italianistycznych w Polsce, a dalej także tekst mówiący co nieco o dialekcie La Spezia, nie mówiąc o znanym i lubianym kąciku językowym, z którego dowiemy się, na ile seksistowska jest włoska gramatyka. 😉 Ale na tym nie koniec! Gazzetta Italia 58 oferuje Wam wiele innych ciekawych artykułów, w tym porównanie włoskiej i polskiej kondycji społecznej kobiety w oparciu o czasopisma kobiece sprzed lat, a także zabawne sprawozdanie z Turnieju Piłki Nożnej Włochów w Polsce.

Odnaleźć siebie w Dolinie Elvo

0

tłum.: Adrianna Bekas

W północnym Piemoncie, kilka kilometrów od regionu Valle d’Aosta, leży jego zielone serce – prowincja Biella, położona pomiędzy Turynem a Mediolanem. Miejsce to jest wyjątkowe dzięki zróżnicowanej rzeźbie terenu. Niziny, na których uprawiany jest ryż, od alpejskich szczytów, sięgających nawet 2600 m n.p.m., dzieli zaledwie kilka kroków. Taka różnorodność w jednym miejscu jest bardzo rzadka w krajobrazie Włoch. Perłą Bielli jest Dolina Elvo, która, położona w najbardziej zachodniej części, oddzielona jest od prowincji Canavese Serrą, jednym z najobszerniejszych wzgórz morenowych w Europie (o długości około 25 kilometrów). Dolina Elvo zrzesza 14 gmin położonych pomiędzy 500 a 2000 m n.p.m. Teren ten słynie z hodowli bydła, zwłaszcza owiec i bawołów, z których mleka otrzymuje się produkty mleczne DOC, takie jak masło i „toma” (tradycyjny żółty ser produkowany w Piemoncie – przyp. tłum.), uznane ostatnio również przez kuchnię Slow Food. Antyczna tradycja hodowli bydła żyje po dziś dzień, ale zajmuje się nią niewielka część społeczeństwa. To właśnie dzięki niej zachował się naturalny krajobraz prowincji z zalesionymi wzgórzami. Przepływa przez nie strumień Elvo, mający swoje źródło 2300 m n.p.m., na zboczach szczytu Monte Mars, najwyższego w części Alp Zachodnich zwanych Biellesi. Dla wielbicieli trekkingu, wspinaczki i pieszych wycieczek to miejsce wprost idealne. Jest tu wiele ścieżek spacerowych i szlaków wspinaczkowych sięgających ponad dwóch tysięcy metrów, są trasy dla rowerzystów górskich i ferraty („żelazne drogi”, szlaki turystyczne zabezpieczone metalowymi elementami, takimi jak linki, drabinki, czy kotwy przymocowane do skały – przyp. tłum.). Na wielu trasach spacerowych spotkać można lokalnych pasterzy, którzy wiosną i latem przenoszą się w góry na okresowy wypas zwierząt lub pasterskie wędrówki. W Dolinie Elvo było kiedyś wiele charakterystycznych mleczarni z kamienia, które z czasem przekształciły się w schroniska turystyczne i muzea. Mówiąc o najważniejszych schroniskach nie można pominąć schroniska Mombarone. Szczyt Mombarone z administracyjnego punktu widzenia należy do trzech gmin: gminy Settimo Vittone (prowincja Turyn), gmin Donato i Graglia (prowincja Biella). Czterogodzinną wędrówkę do tego miejsca wynagrodzi nam zapierający dech w piersiach widok, z którego słynie Mombarone. Ze szczytu, z wysokości 2372 m n.p.m., podziwiać można niczym niezakłóconą panoramę świata wokół. Widać stąd całe wzgórze Serra, szczyty Monviso, Monte Bianco i Monte Rosa oraz całe pasmo Alp Biellesi, które potem ustępują miejsca rozległym równinom prowincji Biella i Vercelli. Miłośnicy biegania po górach nie mogą przegapić Ivrea-Mombarone, maratonu organizowanego co roku od 1922 roku. Jego trasa ma długość 20 kilometrów i biegnie na wysokości 2100 metrów. Co roku wydarzenie to łączy setki osób różnego pochodzenia. Po dotarciu do schroniska można kontynuować wędrówkę zdobywając kolejne dwa szczyty Doliny Elvo: schronisko Coda (2280 m n.p.m.) i góra Mucrone (2231 m n.p.m.). Innym sposobem na poznanie Doliny Elvo jest pokonanie szlaku Infernone, który biegnie wzdłuż krystalicznych wód strumienia Elvo, a pokonać go można w półtorej godziny. Szlak, niemal na całej długości wiodący ponad strumieniem, składa się ze starożytnych mostów rzymskich, mostów wiszących, sznurów i schodów. Jest to jedyne w swoim rodzaju dzieło człowieka otoczone dziką, leśną przyrodą, stworzone dla miłośników głębin, wodospadów i tafli błękitnej wody, w której latem można zażyć orzeźwiającej kąpieli. Szlak Infernone zaczyna się w miejscowości Sordevolo, w której każdego roku odbywa się historyczna inscenizacja Męki Pańskiej, a kończy, przechodząc przez strumień Elvo, w Bagneri – przysiółku w gminie Muzzano (na wysokości 904 m n.p.m.). W Bagneri znajduje się XIV-wieczna osada, wyjątkowe dzieło górskiej kultury. Na terenie Ekomuzeum Doliny Elvo i Serry przywrócono do życia dawną stolarkę, której zadaniem jest ochrona i rozwój manualnych zdolności mieszkańców, które stanowią ich główną zaletę. Ekomuzeum łączy miejsca o różnorodnym charakterze. Jednym z nich jest warsztat przeznaczony do produkcji i obróbki żelaza w miejscowości Netro, gdzie pierwsze jednostki produkcyjne zainstalowano już pod koniec XVI wieku. Zgromadzono tu szereg narzędzi, rysunków, próbek, podręczników i maszyn, które są świadectwem ewolucji systemów pracy i są związane z regionem. Innym elementem Ekomuzeum Doliny Elvo i Serry jest Muzeum Oporu (Il Museo della Resistenza). Można w nim podziwiać wystawę zawierającą cenne materiały ikonograficzne oraz dokumenty zebrane przez bohaterów z Torrazzo i Sala Bellese, gmin, które były nazwane „gminami oporu” podczas drugiej wojny światowej. Na terenie Serry znajdują się kopalnie złota jeszcze z czasów starożytnego Rzymu, które działały pomiędzy II. a I. wiekiem przed Chrystusem. Ich sztuczny krajobraz, zdominowany przez ogromne kopce kamieni, służył do wydobycia cennego złota aluwialnego. Znajduje tu się również jednostka muzealna prezentująca techniki ręcznego wydobywania złota stosowane przez wieki na tym terenie. To tylko kilka z wielu elementów sieci muzeów w Dolinie Elvo, które ukazują niezwykły dorobek kulturowy terenu i kładą nacisk na zachowanie i szerzenie tradycji. W Dolinie Elvo znajduje się także wiele miejsc kultu, wśród nich Sanktuarium Matki Boskiej Loretańskiej oraz klasztor tybetański Mandala Samteng Ling, oba usytułowane 800 m n.p.m. w przysiółku „Sanktuarium Graglia” położonego w gminie o tej samej nazwie. Sanktuarium zostało wybudowane w 1659 roku. Serce świątyni stanowi kaplica, gdzie liczni pielgrzymi czczą Matkę Boską Loretańską z Dzieciątkiem Jezus. Klasztor natomiast, wybudowany w 1991 roku przez mnicha buddyjskiego Paljin Tulku Rinpoce, jest pierwszym klasztorem tybetańskim w północnych Włoszech i stanowi ważny punkt odniesienia dla wyznawców Dharmy oraz podążających ścieżką medytacji.

Odwiedzić Dolinę Elvo to jakby zanurzyć się w świecie dzikim, lecz pełnym bogactw historycznych i tradycji. To jak odkryć na nowo wyjątkowość kultury pracy, docenić kuchnię ubogich pełną tradycyjnych smaków i piękno dziewiczej przyrody, która zapewnia dobre samopoczucie fizyczne i psychiczne. Jednym słowem, odwiedzić Dolinę Elvo to odnaleźć siebie na nowo.