Sophia Loren otwiera cykl w Gazzetta Italia poświęcony wielkim Włoszkom! Wzrok przyciąga wspaniała okładka autorstwa znanego fotografa Graziano Ariciego, który może poszczycić się imponującym archiwum zdjęć znanych osobistości. Numer 61, w którym wiele miejsca poświęciliśmy Włoszkom w ogóle, nie tylko Loren, o czym świadczy artykuł o zmarłej niedawno France Sozzani, nietuzinkowej redaktor naczelnej Vogue Italia, a także wywiad z projektantką wnętrz Marią Rosarią Boccuni, która mieszka w Polsce. Ten, kto kocha modę, kostiumy i Karnawał z przyjemnością odkryje tajniki pracy Atelier Pietro Longhi, jednego z najsłynniejszych zakładów krawieckich w Europie szyjących stroje z minionych epok. Jak zwykle nie zabraknie sugestii dotyczących podróży do Italii; po zaułkach wiecznego miasta oprowadzi nas rzymski reżyser Enrico Carretta w swoich „Pocztówkach z Rzymu”, odwiedzimy imprezowe Jesolo nad brzegiem Adriatyku, a także olśniewające białe miasto, Ostuni. Wyruszymy także w podróż do dwóch przepięknych grodów: Bosa, sardyńskiego miasteczka pastelowych domów, oraz Asolo, miejsca spotkań literatów i artystów. W temacie gospodarki na pierwszy plan wysuwa się rozmowa z dyrektorem ICE Antonino Mafoddą, który określa Polskę mianem kraju idealnego do inwestycji. Sporo miejsca zarezerwowaliśmy dla włoskiej kuchni, polecamy Wam dwa oryginalne przepisy oraz tekst poświęcony Parmigiano Reggiano. Nie zabrakło oczywiście rubryk o zdrowym odżywianiu, winie i języku włoskim. Recenzje książek, historia i anegdoty, na styku Polski i Włoch – naszych ukochanych krajów!
Ferzan Özpetek “Rosso Istanbul”
„Pamiętajcie, najistotniejsze nie jest to, jakie wiedziecie życie. Ważne, jak je sobie opowiecie,
a przede wszystkim, jak opowiecie je innym. Tylko w ten sposób można nadać sens błędom, bólowi, śmierci”.
Cytat z filmu „Noc w haremie”, Ferzan Özpetek
Tłumaczenie z języka włoskiego: Gabriela Hałat
“Rosso Istanbul” to osobista opowieść Ferzana Özpeteka, reżysera o dwóch tożsamościach, tureckiej i włoskiej, opowieść, w której autobiograficzne wątki splatają się z fikcyjnymi. To historia powrotu reżysera do rodzinnego miasta i historia kobiety przypadkowo spotkanej w samolocie, która doświadczy w Stambule zupełnie nowych uczuć.
Smutek miesza się tu z radością, teraźniejszość ze wspomnieniami, stary Stambuł z nowym, osobista burza w życiu bohaterów z antyrządowymi zamieszkami w 2013 r. Miasto, jak i samych bohaterów, zastajemy w momencie przełomu. Özpetek zabiera nas w nostalgiczną podróż do Stambułu, miasta, w którym się urodził i wychował. Miasto wychodzi mu naprzeciw przywołując wspomnienia z dzieciństwa: babkę, „osmańską księżniczkę”, ciotki, stare panny, niezależne, spragnione życia, piękną, pielęgnującą sekret matkę, ojca, który pojawia się po wielu latach nieobecności, smak pierwszej zakazanej miłości.
Wspomnienia, kolory, pasje. Można by uznać, że to właśnie Stambuł, miasto sztuki i awangardy, jest prawdziwym bohaterem tej opowieści.
Rosso Istanbul doczekała się we Włoszech potrójnego wydruku w ciągu kilku tygodni. Obecnie Ferzan Özpetek kończy pracę nad filmem będącym adaptacją książki.
O autorze
Ferzan Özpetek, reżyser i scenarzysta, urodzony w Stambule 3 lutego 1959 r. Od 1976 roku mieszka w Rzymie, gdzie przeprowadził się, by studiować historię kina, historię sztuki, kostiumologię i reżyserię. W 1977 r. debiutuje filmem Hamam – łaźnia turecka, po którym następują Noc w haremie, On, ona i on, Okna, Święte serce, Saturno contro. Pod dobrą gwiazdą, Un giorno perfetto, Mine vaganti. O miłości i makaronach, Magnifica presenza i Zapnijcie pasy. Wielokrotnie nagradzany na całym świecie za reżyserię i scenariusze. W 2008 r. w MoMA (Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku) odbyła się retrospektywa jego filmów. Reżyser operowy (Aida i Traviata). Zasiadał w jury festiwali filmowych w Wenecji i Turynie. Mistrz autorskiego kina.
Filmy Özpeteka, nazywanego nie bez powodu czarodziejem kina, czerpią pełnymi garściami z jego osobistych doświadczeń, pokazując kruchość uczuć, przyjaźń, chorobę, różne odcienie miłości, homoseksualizm, stratę ukochanej osoby.
Claroscuro to niezależne wydawnictwo, powstałe z pasji dwóch osób. Nie mamy „przeszłości wydawniczej”, łączy nas zamiłowanie do słowa pisanego i zainteresowanie innymi kulturami oraz językami, a także potrzeba dzielenia się doświadczeniami literackimi z szerszym gronem odbiorców. Jestesmy autentyczni: nasze książki oscylują wokół problemów, które nas samych dotyczą, których doświadczyliśmy my lub nasi bliscy. Kierujemy je do czytelnika „drogi”, czytelnika-podróżnika, czytelnika-odkrywcy, który decyduje się na porzucenie utartych szlaków na rzecz tych mniej uczęszczanych, ale może ciekawszych.
Naszą najnowszą książką jest Rosso Istanbul Ferzana Ozpeteka w doskonałym tłumaczeniu Gabrieli Hałat. Jestesmy bardzo szczesliwi, że to wlasnie nasze wydawnictwo może przybliżyć ją polskiemu czytelnikowi. Kochamy kino Ozpeteka. Fakt, że teraz, dzięki książce, możemy zajrzeć w jego duszę, poznać swiat, w którym się wychował, sprawia, że i jego filmy postrzegamy w zupełnie inny sposób. Lektura obowiązkowa dla fanów Ozpeteka, dla każdego kinomana, dla wielbicieli Stambułu, dla poszukujących miłosci i prawdziwych historii.
Tomaszewska w pracowni Fallani
W ubiegłym miesiącu Katarzyna Tomaszewska wzięła udział w rezydencji artystycznej w pracowni Fallani Venezia. Młoda artystka z Wrocławia, zwyciężczyni jednej z nagród w poprzedniej edycji międzynarodowego konkursu Arte Laguna, przez 10 dni pracowała wraz z pozostałymi trzema wybranymi artystami w mogącej się poszczycić długą historią pracowni sitodruku Fallani (www.fallanivenezia.com). Tego samego mogli doświadczyć w ubiegłych latach inni artyści, którzy przez lata utrzymywali warsztat przy życiu, zapewniając mu ciągłość, od przeszłości, poprzez teraźniejszość, aż do przyszłości, a wszystko to w celu nawiązania ważnych kontaktów i partnerstw z tymi, którzy żyją sztuką, rozpowszechniają ją i komercjalizują.
Nagroda Arte Laguna, międzynarodowe wyróżnienie, mające na celu promowanie Sztuki Współczesnej, rozwija się z roku na rok, podkreślając z edycji na edycję swoją międzynarodowość, jakość, heterogeniczność, a ta 11. edycja tylko to potwierdza. Nowy deadline: 14 grudnia 2016; wśród nagród znalazły się m.in. 42 tys. euro dla aż 6 uczestników. Nie przegapcie tej okazji! (info: www.artelagunaprize.com/pl)
GAZZETTA ITALIA 60 (grudzień 2016/styczeń 2017)
“Spragnieni kultury uczą się włoskiego!” – to zdanie dyrektora Włoskiego Instytutu Kultury w Warszawie (wywiad w tym numerze) mogłoby stać się mottem najnowszego wydania Gazzetta Italia. Numer 60, bogaty w kulturę, historię, tradycje, język oraz smak, w którym sporo miejsca poświęciliśmy Toskanii: znajdziecie tu artykuł o Sienie, o calcio storico fiorentino oraz o Piekle Dantego, temat bardzo na czasie dzięki filmowi Rona Howarda. W emocjonującym artykule poruszyliśmy temat trzęsienia ziemi w Amatrice, mieście, które po tym, co się wydarzyło, pragnie patrzeć przed siebie i odrodzić się. Spośród artykułów podróżniczych polecamy szczególnie ten o przepięknej, neoklasycystycznej Vicenzy oraz tekst poświęcony książce o Sycylii autorstwa Ewy Cichockiej. Jak zwykle dużo dzieje się u nas w dziale poświęconym sztuce jedzenia, znadziecie w nim wywiad ze znanym krakowskim szefem kuchni Krzysztofem Żurkiem, bożonarodzeniowy przepis na tradycyjne ciasteczka Ricciarelli di Siena oraz na przepyszną pierś kurczaka zapiekaną z cytrusami… In vino veritas” oraz “Jesteśmy tym, co jemy”. Język włoski znalazł jak zwykle wiele miejsca dla siebie w kąciku językowym, a także w artykule o futuryźmie Marinettiego. W nowej Gazzetcie znajdziecie ponadto ciekawe artykuły o włoskich zwyczajach bożonarodzeniowych oraz o zmiennych kanonach kobiecego piękna. W tym numerze znalazła się też recenzja książki “Rosso Istanbul” znanego włoskiego reżysera tureckiego pochodzenia, Ferzana Özpeteka, dostępnej w tłumaczeniu na polski dzięki wydawnictwu Claroscuro.
O włoskiej służbie zdrowia DLA POLAKÓW
Dzisiaj trochę o włoskiej służbie zdrowia, którą niestety miałam okazję poznać („niestety” nie dlatego, żeby była taka zła, ale dlatego, że nikt nie lubi chorować, szczególnie na wyjeździe). Są to informacje oparte na moich doświadczeniach na Erasmusie w Bolonii, absolutnie nie pretendują do miana oficjalnych, a niektóre regulacje mogą się różnić w innych regionach Włoch.
Polak, wyjeżdżający do Włoch i ubezpieczony w Polsce, powinien (musi, jeśli wyjeżdża na Erasmusa) zaopatrzyć się w NFZ w Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego, w skrócie EKUZ. Karta jest wydawana w oddziale NFZ bezpłatnie i od ręki (ale w okresie wakacji i ferii swoje trzeba odstać w kolejce). Może ją odebrać sam ubezpieczony albo osoba przez niego upoważniona, można też złożyć wniosek mailem lub zwykłą pocztą i wtedy karta zostanie wysłana pod wskazany adres. To ostatnie rozwiązanie przydaje się wtedy, gdy jesteśmy już za granicą, nie wyrobiliśmy karty albo przedłużyliśmy pobyt ponad termin ważności karty, a nie chcemy nikogo obarczać staniem w kolejkach. W przypadku wyjazdu turystycznego karta zostaje wydana maksymalnie na 6 miesięcy, w przypadku wyjazdu na studia lub do pracy – maksymalnie do daty wskazanej w zaświadczeniu, które musimy przedłożyć. Możemy mieć jednocześnie tylko jedną kartę EKUZ, więc w przypadku przedłużenia pobytu o nową możemy wystąpić, gdy upłynie termin ważności starej, lub odsyłając starą. Tak czy owak, przez ok. 10-14 dni jesteśmy fizycznie bez karty (została nam wysłana, ale jeszcze nie doszła), więc jeśli w tym czasie mamy płacić za jakieś świadczenia, to musimy zapłacić pełny koszt, a potem domagać się zwrotu w Polsce, więc w takim wypadku radzę wszelkie zaplanowane świadczenia medyczne przełożyć na czas, gdy jeszcze mamy starą albo już mamy nową EKUZ.
Można też opłacić prywatne ubezpieczenie, które zagwarantuje nam zwrot kosztów leczenia poza tymi, które zwraca NFZ. Z kartą EKUZ jesteśmy we Włoszech traktowani tak jak Włosi, tzn. płacimy za to, za co płacą u lekarza Włosi, i w takiej wysokości jak oni. Jeśli otrzymujemy świadczenia, które dla Włochów są płatne, a jesteśmy zarejestrowani do lekarza pierwszego kontaktu (możemy być przy pobycie na ponad 3 miesiące), to te koszty są nam od razu naliczane jak dla Włochów, jeśli nie jesteśmy zarejestrowani, to płacimy za świadczenia pełną wysokość, a w Polsce występujemy o zwrot (mamy na to 6 miesięcy) i otrzymujemy ten zwrot w kwocie przewyższającej wysokość kosztów obowiązujących Włochów. Włosi są zobowiązani pokryć koszt każdej płatnej wizyty u lekarza i każdego płatnego badania do wysokości 36,15 € i te same zasady obowiązują Polaka z kartą EKUZ, czyli jeśli wizyta kosztuje np. 25 €, to płacimy za nią w całości, jeśli kosztuje 36,15 € lub więcej, to płacimy 36,15 €, a zwrot dostaniemy tylko wtedy, gdy oprócz EKUZ mamy ubezpieczenie prywatne od kosztów leczenia za granicą, bo Włosi zwrot poniżej kwoty 36,15 € też mogą dostać tylko z ubezpieczenia prywatnego.
Bezpłatne dla Włochów (a więc i dla nas) są świadczenia ambulatoryjne uzyskiwane w związku z wypadkiem oraz poważnym nagłym zachorowaniem, zakwalifikowanym tak przez personel placówki medycznej, a także leczenie szpitalne, przy czym w przypadku leczenia szpitalnego planowego (wyjazdu na leczenie) NFZ pokryje nam jego koszt tylko wtedy, gdy wcześniej uzyskaliśmy zgodę NFZ na wyjazd na leczenie za granicą.
Zgłaszając się na pogotowie (w dni robocze Pronto Soccorso, w weekendy i w nocy Guardia Medica), które we Włoszech jest przy szpitalu, otrzymujemy jeden z kodów: czerwony – w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia, żółty – gdy nie ma bezpośredniego zagrożenia życia, ale wymagana jest pilna interwencja medyczna, zielony – w przypadkach mniejszej wagi, ale wymagających interwencji pogotowia albo biały – gdy nie jest wymagana interwencja pogotowia, tylko wystarcza lekarz pierwszego kontaktu. W takiej też kolejności jesteśmy przyjmowani przez lekarza, czyli pacjent z kodem białym musi przeczekać wszystkich z kodem czerwonym, żółtym i zielonym, nawet gdy zgłosili się później, oraz te osoby z kodem białym, które były przed nim. Na pogotowiu spędzimy co najmniej „pół dnia”, niekiedy pacjenci wypisywani są dopiero dnia następnego (!).
Ponieważ pogotowie jest przy szpitalu, to jak już pacjent (nawet ten z kodem białym) zostanie przyjęty przez lekarza ogólnego, to uzyskuje wszelkie konsultacje specjalistyczne, które lekarz ogólny uzna za wskazane, oraz wszelkie badania, które lekarz ogólny i lekarz specjalista uznają za konieczne i pilne. Otrzyma również skierowania na badania mniej pilne oraz leki lub receptę na leki.
Leki przepisane przez lekarza na karcie wizyty z pogotowia są odpłatne (ale płaci się za nie znacznie mniej niż za leki, które idziemy kupić bez żadnej recepty – bo we Włoszech, podobnie jak w innych krajach południowych, bez recepty można kupić każdy lek, który nie jest narkotykiem, ale nawet 10 razy drożej niż na receptę), natomiast leki przepisane przez lekarza pierwszego kontaktu na tzw. czerwonej recepcie są albo bezpłatne albo płaci się za nie niewielki ryczałt. Trzeba tylko zwracać uwagę, żeby kupować je w aptece „państwowej”.
Na tej samej czerwonej recepcie (wł. ricetta rossa) lekarz pierwszego kontaktu wypisuje również skierowania na badania i zabiegi, w przypadku badań i zabiegów specjalistycznych oprócz tej czerwonej recepty wymagane jest również przepisanie (wł. prescrizione) tych badań przez specjalistę na karcie wizyty. Z taką receptą i kartą wizyty idzie się do punktu CUP (zunifikowanego centrum rezerwacji), których w Bolonii jest 120 (12 w przychodniach/szpitalach i 108 w aptekach), żeby zapisać się na badanie/zabieg (jeśli ktoś ma włoską legitymację ubezpieczenia zdrowotnego, to na niektóre badania można się również zapisać przez stronę internetową).
Czas oczekiwania na badanie/zabieg zależy od tego, w ilu placówkach się je wykonuje i ile jest osób oczekujących. Na niektóre badania dostaje się od razu termin i miejsce, w przypadku bardziej specjalistycznych trzeba poczekać nawet do kilku miesięcy, przy czym od razu zostaje podane (lub wybiera się) miejsce, po czym dana placówka kontaktuje się z pacjentem telefonicznie.
Rachunki za świadczenia włoskiej służby zdrowia można zapłacić przekazem pocztowym, gotówką lub kartą w punkcie CUP albo online. Za świadczenia, na które mamy skierowanie, należy zapłacić przed badaniem (ale w momencie, gdy mamy już termin i miejsce), za świadczenia pogotowia – w terminie do 30 dni po uzyskaniu świadczeń.
Karolina Porcari: “Moje serce jest na granicy włosko-polskiej”
„Nie czuję się ani bardziej Polką, ani bardziej Włoszką. Wszystko zależy od tego, w którym kraju jestem w danym momencie. Gdy znajduję się w Polsce, bardziej uwidacznia się moja słowiańskość. Gdy jestem we Włoszech, również za sprawą języka, odsłania się inna część mojego temperamentu.”
Dorastałaś w Lecce, następnie przeniosłaś się do Mediolanu, aby rozpocząć studia. Co skłoniło Cię do przyjazdu do Polski?
Krakowska Szkoła Teatralna. Kiedy zdecydowałam się zostać aktorką postanowiłam spróbować swoich sił w Polsce. Po obejrzeniu wielu spektakli na festiwalach, które przyjeżdżały z różnych części świata do Mediolanu, zdałam sobie sprawę, że wrażliwość słowiańska jest mi bardzo bliska.
Jak Twoja rodzina zareagowała na tę decyzję?
Nie była zbyt szczęśliwa, nie tyle z powodu ewentualnej przeprowadzki do Polski, ile z decyzji rozpoczęcia szkoły aktorskiej. Wcześniej studiowałam literaturę i filozofię. Od momentu kiedy pierwszy raz postawiłam swoją stopę na scenie w wieku 16 lat – grałam przewodniczącą chóru w „Chmurach” Arystofanesa w reż. Salvatore Tramacere (Koreja) – zakochałam się w teatrze. Zrozumiałam, że nie będę szczęśliwa, póki nie spróbuję swoich sił w aktorstwie. Moja rodzina ostatecznie zawsze mnie wspierała, jednak wciąż bardzo się martwi niestabilnością, która jest wpisana w ten zawód.
Czujesz się osobą spełnioną zawodowo?
Trudno mówić o spełnieniu w moim zawodzie. Aktorstwo bez wątpienia jest wspaniałe i dodaje skrzydeł, ale bywa frustrujące, ponieważ nie zawsze dostaje się role, nie zawsze wygrywa się castingi. Wtedy przychodzą najczarniejsze myśli na temat życiowych wyborów.
Grasz w teatrze, filmach i serialach. Wiele osób pamięta Cię z roli Anity Szymczak z serialu
“Barwy Szczęścia”. Który obszar działalności aktorskiej preferujesz?
Przez ostatni rok nie pracowałam w teatrze, ponieważ pisałam swój pierwszy scenariusz filmowy. Poza tym miałam szczęście zagrać w kilku filmach. Obecnie ciągnie mnie do kina. Myślę że niebawem zatęsknię do teatru. Właściwie już tęsknię.
Rola Twoich marzeń?
W teatrze ostatnio dużo myślę o “Medei” Eurypidesa. Jeśli chodzi o kino bardzo chciałabym zagrać główną rolę w filmie na podstawie mojego scenariusza. Jest to kobieta, która odrzuca macierzyństwo. Jest tancerką, która postanawia spróbować żyć inaczej niż większość kobiet w naszym społeczeństwie. Nie chcę jednak zdradzić więcej, ponieważ wciąż nad tym pracuję.
Jakie dostrzegasz różnice między pracą z Polakami a tą z Włochami?
Nie zauważyłam znaczącej różnicy. Na pewno inaczej pracuje się na planie filmu niezależnego, a inaczej na planie filmu, który jest finansowany przez państwowe instytucje. Mój debiut „Come l’ombra” w reżyserii Mariny Spada był całkowicie finansowanym przez twórców. Mimo skromnego budżetu to było wspaniałe doświadczenie, które zaprowadziło nas na Venice Days Weneckiego Festiwalu Filmowego. Potem film dostał dużo nagród. We Włoszech kino niezależne jest bardziej rozwinięte niż w Polsce. Tylko raz zagrałam w polskim filmie niezależnym, mam tu na myśli „W spirali” Konrada Aksinowicza.
Poznałyśmy się na premierze filmu „Ojciec” Artura Urbańskiego, w którym zagrałaś główną rolę kobiecą (jako Mila). Utożsamiasz się może z tą postacią?
Kiedy Artur zaprosił mnie do „Ojca” postanowiliśmy czerpać dużo z moich doświadczeń prywatnych. Mila w jednej z pierwszych scen spotyka reżysera, który pyta ją: „Skąd jesteś? Skąd się tu wzięłaś?”. Ta odpowiada: „Przyjechałam tutaj z miłości”. Ja też przyjechałam tutaj z miłości, z tą różnicą, że Mila zmieniła kraj z miłości do mężczyzny – ja z miłości do teatru. Ta postać jest mi bardzo bliska również dlatego, że jest aktorką, która chce się spełniać zawodowo, ale jest jednocześnie młodą matką i boryka się z koniecznością pogodzenia tych ról.
Plany na przyszłość?
Pod koniec tego roku wyjdzie „Music Word Love”, film anglojęzyczny w reżyserii Marthy Coolidge („Sex in the city”, „Weeds”), w którym zagrałam po raz pierwszy w mojej karierze rolę Żydówki, Miriam Rubin. Film był kręcony w Łodzi i Krakowie; jest to historia miłosna na tle II Wojny Światowej. Niedługo wyjdzie również niemiecki film „Mein Bruder Robert” w reżyserii Philipa Gröninga („Wielka Cisza”, „Die Frau des Polizisten”), w którym zagrałam rolę dość oryginalnej nauczycielki filozofii.
„Eight collages by Monsieur G.” ALEXA URSO
ALEX URSO
Musée de l’Oubli
Eight collages by Monsieur G.
DZiK, Ul. Belwederska 44 A, Warszawa
10 – 25 listopada 2016
Otwarcie 10 listopada, godz. 19.00
Ten projekt jest częścią 1st Worldwide Apartment and Studio Biennale
![[cml_media_alt id='115731']Alex Urso, Musée de l'Oubli, Collage, 2014[/cml_media_alt]](https://www.gazzettaitalia.pl/wp-content/uploads/2016/10/Alex-Urso-Musée-de-lOubli-Collage-2014-.jpg)
“Naiwnym jest wierzyć w to, że pojedyncze wydarzenia oraz dzieła, które przetrwały do dziś są najważniejszą spuścizną minionych wieków. Swoje istnienie zawdzięczają decyzjom wąskiego grona teoretyków sztuki, którzy dokonując konkretnych wyborów przyczynili się do wyeliminowania szeroko pojętej reszty.” (Jean Dubuffet, Asphyxiante culture)
Wystawa składa się z ośmiu kolaży stworzonych przez Monsieur G. – nieznanego artystę francuskiego, którego prawdziwej tożsamości nigdy nie udało mi się poznać (prace podpisywał zawsze z tyłu, z datą 1979). W 2014 roku znalazłem je na ulicznym targu w Warszawie. Ukryte między starzyzną i rupieciami z drugiej ręki, leżące na ziemi, przykuły moją uwagę. Zaintrygowany, postanowiłem je ocalić.
Po zakupie całej serii, spędziłem sporo czasu czyszcząc każdy kawałeczek pracy, układając od nowa oraz rewitalizując zniszczone elementy by w końcu móc dać im drugie życie.
Cały projekt jest więc swoistym działaniem archeologicznym. To tchnięcie życia w rzeczy zapomniane przez czas. Ratując je od niepamięci przełożyłem właściwy artyście akt „kreacji” na akt „rehabilitacji”.
Moją główną intencją było złożenie hołdu tajemniczemu Monsieur G., a w szerszym rozumieniu – ukłon w stronę wszystkich artystów, których historia nigdy nie uznała za wartych uwagi. (Alex Urso)
* * *
Informacje dla zwiedzających:
DZiK jest wielofunkcyjną przestrzenią kulturalną mieszczącą się przy ul. Belwederskiej 44 A.
Wystawa będzie mieścić się na pierwszym piętrze.
Wystawa będzie otwarta codziennie, od wtorku do soboty w godz. 12:00 – 20:00
Zainteresowanych spotkaniem z artystą prosimy o kontakt:
0048.796263115
painorpaint@gmail.com
Dlaczego warto zapamiętać Wajdę?
Andrzej Wajda już od samego początku wiedział, że jego kino musi być polskie. Dzisiaj osiągnęliśmy moment, w którym należy przekraczać granice, robić koprodukcje europejskie, gdzie liczy się uniwersalizm. Natomiast pokolenie mistrzów lat ’60 zawsze podkreślało swoje korzenie. Bergman odnajdywał się najlepiej w Szwecji, otoczony aktorami swojego teatru, nie da się wyobrazić Felliniego bez włoskich realiów albo Kurosawy (mistrz, który inspirował Wajdę w wielu jego pracach) bez związku z kulturą japońską. Tarkowski bez związku z Rosją? Resnais bez francuskich wzorców? Mistrzowie uniwersaliów uczyli się na własnych podwórkach ducha swoich narodów; to właśnie dlatego w kinie Wajdy obecne są polskie realia, perypetie, walka o wolność i osoby związane z historią narodową i prawie każdy jego film jest swego rodzaju próbą opisania osobowości Polaków.
Wajda nie uciekał od trudnych tematów, wykorzystywał każdą okazję do wypełnienia białych plam w historii Polski, pokazując ówczesne realia. Lata siedemdziesiąte to dla Wajdy niezwykła epoka, co najmniej osiem lat, a połowa z tego to zbliżanie się do mistrzostwa. Przede wszystkim Człowiek z marmuru, niesamowity szkic polityczny, który ukazuje fałsz epoki komunizmu. Wajda myślał o tym temacie już na początku lat sześćdziesiątych, gdy Jerzy Bosak opowiedział mu historię o murarzu, przodowniku pracy z czasów Stalina, szefa wielkiej budowy, który stopniowo spadał z piedestału i dlatego się zbuntował. Mistrz przez wszystkie te lata chciał aby to kobieta odkryła prawdę o Birkucie, do tej roli wybiera Agnieszkę (rola Krystyny Jandy), imię to nie jest przypadkowe ponieważ reżyser inspirował się Agnieszką Osiecką, która studiowała w Łódzkiej Akademii Filmowej. Kręcenie filmu przez pewien czas zostało uniemożliwione przez cenzurę. Wajda twierdził, że słowa były niebezpieczne, propagowały ideologię i to one pierwsze zostały poddane cenzurze. Być może to własnie dlatego polskie kino jest przede wszystkim kinem wyobraźni. Więc jak można cenzurować Cybulskiego, który umiera powoli i cicho, w zapomnieniu?
Wajda w swoich filmach nie robi nic innego jak wypełnia wszystkie białe plamy zostawione w historii. Jest środkiem, który zostaje użyty przez niego aby poinformować i ukazać wszystkim horrory, które od zawsze były częścią polskiej historii, ale nieznanej ludziom ponieważ zostały dobrze ukryte. Pisze na kartach Historii, które zostaną dodane do naszych szkolnych podręczników, taki był cel, Wajda wybrał ten zawód własnie dlatego. Został bojownikiem o sprawiedliwość, mierząc się z polityką i władzami, które często blokowały jego filmy. Walczył jak jego bohaterowie, walka bez uzbrojenia, bez pistoletów lub bomb, ale za pomocą kamery i taśmy filmowej, czasami przegrywając ale przeważnie jednak wygrywając batalię, w sposób który pozwalał mu na pokazywanie swoich filmów i wykrzyczenie prawdy, ładnej czy brzydkiej ale takiej jaka była. Często był krytykowany za sposób narracji historii, postaci czy przesadę i obsesję na punkcie śmierci. Wierzę jednak, że to właśnie są cechy charakterystyczne, które wyróżniały go pośród innych, nadając mu wyjątkowość.
Dlaczego warto zapamiętać Wajdę? Jest jedna cecha, która jest dla niego typowa, to nostalgia która mnie uderzyła, gdy po raz pierwszy przypadkowo oglądałam jego film i powoli utwierdzałam się w przekonaniu, że przybliża mnie do siebie, poprzez tłumaczenia tekstów, koncepcję filmów. Wajda nie robi nic nieświadomego lub nieumyślnego. Wszystko ma swój sens, logikę i własne miejsce także najmniejszy gest ma swój własny unikalny sens i wartość. W akademii nauczyłem się pewnej ważnej rzeczy, pisze autor, obserwować świat, który mnie otacza. Za sprawą Silvii Parlagreco, pisarki i tłumaczki niektórych tekstów i rękopisów Wajdy, zdałam sobie sprawę, że jest to zdanie, na którym wszyscy się wychowaliśmy, jednak wielu z nas wydawało się to zbyt oczywiste, zbyt proste, aby się tego nauczyć.
WROCŁAW EUROPEJSKĄ STOLICĄ KULTURY… I TEATRU
Od 14 października do 15 listopada we Wrocławiu odbywać się będzie Olimpiada Teatralna, wydarzenie jedyne w swoim rodzaju, zarówno pod względem poziomu proponowanego programu, jak i liczby gości.
Przez 31 dni ponad 100 spektakli i artystów z całego świata przewinie się przez Europejską Stolicę Kultury, przywożąc ze sobą powiew świeżości nie tylko na gruncie teatralnym.
Wśród licznych międzynarodowych gości obecni będą również włoscy reżyserzy teatralni:
Romeo Castellucci – autor sztuk teatralnych i reżyser. Jego dorobek artystyczny prezentowany był w ponad pięćdziesięciu krajach. Znany na całym świecie jako twórca teatru opartego na interdyscyplinarności sztuki i ukierunkowanego na wielopłaszczyznowy odbiór; ponadto autor rozmaitych dzieł teoretycznych z zakresu inscenizacji, podążających śladami jego teatru. Prace Castellucciego są regularnie wystawiane przez prestiżowe teatry i opery, nierzadko pojawiają się też w programach międzynarodowych festiwali.
W 2005 r. Romeo Castellucci został ogłoszony Dyrektorem sekcji teatralnej weneckiego Biennale, a w 2008 r. powołano go – jako „artiste associé” – do zespołu kierowniczego Festiwalu Teatralnego w Awinionie. We Wrocławiu, 22 oraz 23 października, będzie można zobaczyć jego spektakl „Zstąp, Mojżeszu”.
Pippo Delbono – autor sztuk teatralnych, reżyser teatralny i filmowy. Na początku lat ’80 przeprowadził się do Danii, gdzie zetknął się z grupą Farfa kierowaną przez Iben Nagel Rasmussen, legendarną aktorkę z Odin Teatret. Podróżując i współpracując z grupą, opanował orientalną sztukę aktorsko-taneczną, którą miał okazję zgłębiać podczas swoich kolejnych pobytów w Indiach, Chinach i na wyspie Bali. Także spotkanie z Piną Bausch odegrało niepoślednią rolę w rozwoju artystycznym i zawodowym reżysera. Podczas Olimpiady Teatralnej, 26 i 27 października, Pippo Delbono zaprezentuje spektakl „Vangelo”.
Roberto Bacci – reżyser, od lat dyrektor artystyczny festiwali teatralnych, takich jak Festiwal w Santarcangelo di Romagna, Międzynarodowy Festiwal Teatralny Volterra Teatro czy Festiwal Passaggio w Pontederze. Od 2015 r., wspólnie z Gabriele Lavią, pełni obowiązki dyrektora artystycznego toskańskiej Fondazione Teatro. W latach 2012-2015 był dyrektorem artystycznym sekcji teatralnej festiwalu Fabbrica Europa odbywającego się we Florencji. Ponadto Bacci przekazuje swoją wiedzę reżyserom i aktorom podczas kursów oraz zajęć prowadzonych w teatrach i instytutach teatralnych zarówno we Włoszech, jak i za granicą. Jego spektakle były wystawiane w Europie, Ameryce Łacińskiej oraz na Bliskim Wschodzie. We Wrocławiu, 21 i 22 października, Bacci przedstawi spektakl „Lear”.
Eugenio Barba – włoski reżyser teatralny, jedna z najwybitniejszych postaci współczesnej sceny teatralnej. Znany jako uczeń i przyjaciel Jerzego Grotowskiego. Założyciel i dyrektor Odin Teatret, uważany jest, obok Petera Brooka, za ostatniego żyjącego mistrza Zachodu. Począwszy od 1974 r., Eugenio Barba i jego Odin Teatret docierają do środowiska społecznego za pomocą oryginalnej praktyki wymiany międzykulturowej (tzw. barteru). Podczas Olimpiady Teatralnej Barba zaprezentuje swoje najnowsze dzieło, „Drzewo”. Spektakl można oglądać od 21 do 25 października.
Organizatorem wydarzenia jest Instytut Grotowskiego, instytucja kultury zajmująca się badaniami artystycznymi i teatralnymi.
Olimpiadzie Teatralnej przewodzi motto „Świat miejscem prawdy”, będące parafrazą tytułu tekstu wygłoszonego przez Jerzego Grotowskiego w 1976 r.: „Wchodzimy w świat, aby przezeń przejść. Przechodzimy próbę świata, a świat jest miejscem prawdy. W każdym razie – świat powinien być miejscem prawdy”.
Wszystkie informacje dotyczące Olimpiady Teatralnej są dostępne pod adresem: http://www.theatreolympics2016.pl/.
GAZZETTA ITALIA 59 (październik-listopad 2016)
Na okładce żywa legenda: Al Pacino, potomek sycylijskich imigrantów w USA, uwieczniony przez polskiego fotografa Jurka Kralkowskiego, który od 27 lat pracuje w Rzymie w otoczeniu włoskiej śmietanki towarzyskiej. W tym numerze znajdziecie wiele tekstów w temacie kina, m.in. wywiad z reżyserem Jerzym Skolimowskim i aktorką Karoliną Porcari; ponadto ciekawy wywiad z dziedziny fotografii ze wspomnianym Jurkiem Kralkowskim! Jak zwykle nie zabraknie artykułów dotyczących podróży, zarówno tych włoskich – do Noli, Bolonii, na Sycylię – jak i polskich – do włoskiej Bydgoszczy czy kościołu farnego w Kazimierzu Dolnym, gdzie możemy cieszyć się urokami polskiej złotej jesieni! O biznesie porozmawiamy z Gianbruno Torrano, a pasjonaci kuchni znajdą coś dla siebie w zabawnym artykule Kamili Jabłońskiej, która w żartobliwy sposób opowiada o dwojakim stosunku Polaków do owoców morza. Dodatkowo oczywiście przepisy Paoli Panzeri i Amex Chefa, a także rady dotyczące odżywiania autorstwa Tiziany Cremesini oraz te dotyczące wina od Andrei Lamponi. Nie zabraknie też artykułów, w których zgłębimy kwestie dotyczące języka włoskiego, m.in. w wywiadzie z doktorem italianistyki Karolem Karpem z UMK w Toruniu; a także wielu, wielu innych tekstów z pogranicza włosko-polskiego… Krótko mówiąc czeka na Was wydanie przebogate w treści i przepiękne fotografie, w którym znajdziecie także, jak zwykle, wszystkie wydarzenia z Włoskich Instytutów Kultury w Warszawie i Krakowie.





















