Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 127

Tort caprese z kremem na bazie limoncello

0

Składniki:

Na tort:

  • 5 jajek
  • 60g cukru kryształ
  • 200g zmielonych migdałów
  • 120g cukru pudru
  • pół laski wanilii
  • 1 cytryna
  • 180g startej białej czekolady
  • 30g kandyzowanych skórek owocu cedrowego
  • 50g mąki ziemniaczanej
  • 10g drożdży cukiernicznych
  • 100g oliwy z oliwek

Na krem:

  • 6 cytryn
  • 100g cukru
  • 1 łyżka mąki kukurydzianej
  • pół kieliszka limoncello
  • 100ml świeżej śmietany

Do dekoracji:

  • cukier puder
  • kandyzowane skórki owocu cedrowego
  • 50ml limoncello

Przygotowanie:

Przy pomocy ubijaczki albo miksera ubij jajka z cukrem aż do otrzymania sztywnej piany. W międzyczasie wymieszaj zmielone migdały z cukrem pudrem, wanilią, skórką cytrynową, startą białą czekoladą oraz kandyzowaną skórką owocu cedrowego. Przesiej mąkę ziemniaczaną i drożdże oraz dodaj oliwę z oliwek. Ciągle mieszając połącz ubitą pianę z jajek z mąką.

Przełóż masę do tortownicy o średnicy ok 24-26 cm wyłożonej wcześniej papierem do pieczenia. Piecz ciasto przez 5 minut w 200 stopniach, a następne przez 45 minut w 160 stopniach z termoobiegiem.

W celu przygotowania polewy podgrzej w garnku sok z cytryny z cukrem. W międzyczasie rozmieszaj mąkę kukurydzianą z zimnym limoncello i dołącz do ciepłego sosu. Gotuj przez chwilę aby zredukować polewę a następnie przelej ją do innego naczynia i dobrze wystudź.

Przy pomocy ubijaczki albo miksera ubij śmietanę. Wystudzony krem na bazie limoncello wlej do śmietany ciągle mieszając.

Teraz pozostaje jedynie udekorować tort. W tym celu posyp go cukrem pudrem. Pokrój tort w płaty i udekoruj każdy z nich kremem na bazie limoncello, kawałkami owocu cedrowego i limoncello.

Smacznego!

tłumaczenie pl: Konrad Gospodarowicz

MARTA MĘŻYŃSKA Malarka nowej generacji

0

tłum. Agata Kłodecka

Skromna, piękna i z wielkim talentem. Tak w skrócie można opisać absolwentkę Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, malarkę Martę Meżyńską, osiadłą na stałe w Mediolanie. To tutaj, jak mówi w przeprowadzonym online wywiadzie, rozwinęła swoje malarskie skrzydła i to tutaj została zauważona i doceniona. Od lat zdobywa liczne nagrody i wyróżnienia za to, co robi, a przyznać trzeba, iż jej sztuka jest nietuzinkowa. Gdy świat skoncentrowany jest na modnych blogach, sztuce abstrakcji i wszechobecnej nagości, ona tymczasem w swoich dziełach uwzniośla bloki mieszkalne oraz sklepowe witryny. Jak? Przeczytajcie i zobaczcie sami.

Co zadecydowało o twojej przeprowadzce do Włoch?

Do Włoch wyjechałam pierwszy raz na wymianę studencką, byłam pod wrażeniem słońca, kolorów, życia bez troski i picia kawy na placu… Później o przeprowadzce zdecydowały różne czynniki, na pewno nie była to prosta decyzja.

Jesteś artystką rozpoznawalną głównie w północnych Włoszech. Twoj najświeższy sukces to wyróżnienie mediolańskiej ArtGallery „Artysta Miesiąca”. Jak byś to skomentowała?

Bez wątpienia byłam zaskoczona, gdy znalazłam się w gronie artystów ArtGallery, był to cudowny początek nowego roku.

Zeszły rok też był dla ciebie udany, pełen nagród i wystaw, np. turyńskie Premio nella Finale di „Io Espongo”, wystawa kolektywna”The Coffee Art Project” (Mediolan) oraz wystawa osobista Garda Cafè Art w Salò oraz w Teatro Nuovo, wspólnie z Galleria ArteUtopia w Mediolanie. Jak podsumowałabyś go z punktu widzenia twojej sztuki? Co jest jej motywem przewodnim?[cml_media_alt id='113089']Longawa - Marta Mężyńska (7)[/cml_media_alt]

Zeszły rok zleciał przede wszystkim za szybko, teraz to już dwa lata będą, jak przeprowadziłam się do Mediolanu i z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że zaczynam zbierać owoce ciężkiej pracy. Mediolan dał mi szansę, jakiej wcześniej nie znalazłam w Toskanii, tutaj nareszcie rozwinęłam skrzydła w moim malarstwie. Oczywiście na sukcesy małe i duże składa się wiele elementów, nie wystarczy dobrze wykonywać pracę, trzeba też natknąć się na super osoby, które wierzą w ciebie i w to, co robisz.

Jak zrodziła się twoja nietypowa miłość do bloków i witryn sklepowych?

Pierwsze witryny sklepowe namalowałam w Toskanii, był to efekt mojej pracy „na boku” jako dekorator witryn i szyldów do sklepów. Projektowałam i wykonywałam ręcznie wszystkie napisy i chyba to zamiłowanie do kaligrafii połączyłam w moim malarstwie. Jeśli chodzi o tematykę bloków, to całkiem inna historia, aktualnie tam, gdzie mieszkam i mam studio stoi 13-sto piętrowy blok. Widząc go codziennie postanowiłam wykorzystać go jako modela i tak powstała pierwsza seria 7 prac o różnych porach dnia z blokiem w roli głównej.

Twoje najbliższe wystawy będzie można zobaczyć w Turynie i Rzymie. Co możesz o nich powiedzieć?

Pierwsza wystawa indywidualna „Coordinate” będzie 23 maja w Turynie, jest ona wynikiem wygranej w konkursie IoEspongo, natomiast wytawa zbiorowa w Rzymie odbędzie się 27 maja w Ashanti Galleria. W planach są kolejne wystawy przewidziane na okres jesienny, w toku są teraz rozmowy z Bankiem Generale, który ma miejsce wystawowe w samym centrum, zaraz przy Vittorio Emanuele. Nadal czekamy na odpowiedź z Fabbrica di Vapore, ale jestem pełna optymizmu i wiem, że pewnie znowu nie odpocznę

Leonardo Lacaria, nowa włoska twarz polskiego kina

0

tłum. Konrad Pustułka

Aktor, model, tancerz. Leonardo Lacaria po rozlicznych podróżach pomiędzy Włochami i Stanami Zjednoczonymi zaczyna realizować swoje powołanie zawodowe w Polsce. W Warszawie, która jest miejscem powstawania licznych produkcji telewizyjnych, kinowych i reklamowych, Leonardo rozwija się i odnosi sukcesy dzięki propozycjom grania ciekawych ról w serialach telewizyjnych, a przede wszystkim w filmach.

„Niedawno miałem szczęście zostać wybranym przez znanych reżyserów do zagrania pewnych ról. Mistrz Krzysztof Zanussi przydzielił mi jedną z ról w swoim nowym filmie „Obce Ciało” (Foreign Body), w którym miałem możliwość zagrania u boku jednej z najbardziej znanych polskich aktorek Agnieszki Grochowskiej, głównej bohaterki filmu, który ukaże się najbliższą jesienią w kinach włoskich, polskich i rosyjskich.

Poznanie i praca z Zanussim była dla mnie wielką przyjemnością, gdyż jest osobą, dzięki której szybko poczułem się w swoim żywiole i osobą, z którą połączyła mnie więź serdecznej przyjaźni. Oczywiście mam nadzieję, że kiedyś w przyszłości będę miał jeszcze okazję współpracować z Zanussim.

Inną, równie ważną możliwość rozwoju dał mi Jerzy Stuhr, aktor i reżyser, który zaproponował mi zagranie w filmie Obywatel (Cittadino), również z Panem Sthurem pozostałem w dobrych relacjach.

Na koniec udało mi się zagrać w trzecim w filmie, w którym miałem okazję pracować z reżyserem i aktorem Arturem Urbańskim”.

Jakie były twoje wrażenia kiedy przeniosłeś się do ruchliwej „swinging Warsaw” z rodzinnego i spokojnego San Miniato w Toskanii, gdzie dorastałeś?

Warszawa jest bardzo ciekawym miastem i muszę przyznać, że bardzo dobrze czuję się pracując z Polakami. Powiedzmy, że czasami nie znoszę jedynie śmiertelnej powagi charakterystycznej dla tego narodu. Brakuje mi tutaj swobody moich rodaków, ich prostoty życia mimo różnych problemów, a także odpowiedniej dozy autokrytyki, którą my Włosi posiadamy, w przeciwieństwie do Polaków. Tęsknię oczywiście za klimatem, morzem i rodziną, co do jedzenia to nie mam problemów, ponieważ w Warszawie można znaleźć różne rodzaje doskonałej kuchni.

Kariera artystyczna Lacarii rozpoczęła się od tańca. Taniec klasyczny uprawiał do trzydziestego roku życia. Współzawodnictwo, konkursy i występy otworzyły mu drogę do udziału w przedstawianiach w Stanach Zjednoczonych, w spektaklach takich jak „Dziadek do orzechów” Piotra Czajkowskiego. Po doświadczeniu zdobytym w Stanach Zjednoczonych, Leonardo wraca do Europy.

Pod koniec 2010 roku przyjeżdża do Warszawy i przypadkiem, dla zabawy, zaczyna występować najpierw jako model na niewielkich pokazach mody, następnie w reklamach telewizyjnych i serialach. Ta praca zatrzymała Lacarię w Polsce.

„Pierwsze występy w polskiej telewizji i reklamach w końcowym rozrachunku okazały się ciekawym doświadczeniem, dającym mi możliwość wyrażenia mojej wielkiej pasji do aktorstwa, połączonej z używaniem trzech języków: włoskiego, polskiego i angielskiego. Tych języków nau[cml_media_alt id='113083']Giorgi - Leonardo Lacaria[/cml_media_alt]czyłem się “w terenie”, zupełnie sam, a dzięki nim mogę ze swobodą i naturalnością porozumiewać się z obcokrajowcami. To pozwoliło mi w pełni uwypuklić włoską zdolność do tworzenia. I tak, w krótkim czasie dostałem angaż w czterech serialach polskich, m.in. „Piąty Stadion”, na planie którego poznałem i pracowałem ze znanym aktorem Arkadiuszem Jakubikiem, odtwórcą jednej z głównych ról w filmie „Drogówka”.”

Dzięki tym pierwszym występom Lacaria został zauważony przez wybitnych reżyserów, jak Krzysztof Zanussi, Jerzy Stuhr i Artur Urbański, którzy zaproponowali, aby zagrał w ich filmach, trzech filmach, które niedługo pojawią się w kinach: „Obce ciało, „Obywatel” i „Ojciec”. W przeciągu dziewięciu miesięcy Leonardo wystąpił więc w trzech ważnych sztukach filmowych.

Tym, co reżyserowie docenili, jest jego instynktowna gra aktorska, inspiracja i naturalna improwizacja, przykuwające uwagę widzów, biorąc pod uwagę fakt, że Leonardo nie studiował aktorstwa. Obecnie Leonardo Lacaria ma w planach występy w kolejnych produkcjach telewizyjnych i kinowych, propozycjach napływających z Włoch, a nawet zza oceanu. Niedawno Leonardo wziął udział w sesji fotograficznej dla agencji „Charme de la mode”, w której prezentował kurtki znanego stylisty rosyjskiego, Alexa Caprice (więcej info: www.charmedelamode.pl http://www.alexcaprice.com/)

,,W międzyczasie z wielką przyjemnością współpracowałem z Gazzetta Italia, magazynem, który jednoczy Włochów i Polaków, przy realizacji okładki na wspaniałym skuterze Vespa sidecar!’’.

Leonardo Lacaria ma swój fanpage, na którym możecie go śledzić:

https://www.facebook.com/pages/Leonardo-Lacaria/197727453771952?ref=hl

Spotkanie Renzi – Tusk w Rzymie

0

19 maja w Villa Doria Pamphilij odbyło się nowe spotkanie – kolejne po tym, które miało miejsce 26 kwietnia br. – między Prezesem Rady Ministrów, Matteo Renzi a Premierem RP, Donaldem Tuskiem. Spotkanie upłynęło w nadzwyczaj serdecznej i przyjacielskiej atmosferze i dało sposobność do skupienia się na zasadniczych tematach będących w polu obopólnego zainteresowania. Na stronach włoskiego Rządu (http://www.palazzochigi.it/Notizie/Palazzo%20Chigi/dettaglio.asp?d=75706 ) znajduje się zapis wspólnej konferencji prasowej, w której obydwaj Premierzy wzięli udział na zakończenie spotkania.

San Marino. Baśniowa kraina

0

tłum. Katarzyna Kurkowska

Ta niewielka kraina położona na wzgórzu widocznym z autostrady przecinającej region Emilia-Romagna, uważana jest za najstarszą republikę na świecie. Powstała już w 301 r.n.e. W tej malusieńkiej enklawie, usytuowanej na terenie Włoch, praktycznie całe życie skupia się na wzgórzu Monte Titano w stolicy San Marino.

Nie ważne, czy wjeżdżamy na górę kolejką linową, czy też jedziemy drogą i docieramy do miasta od strony parkingu. Przekraczając starą kamienną bramę miejską, niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przenosimy się do baśniowej krainy. Spacerując brukowanymi uliczkami wśród zamkowych baszt, średniowiecznych obwarowań, malowniczych kamieniczek, placyków usianych drogimi butikami i kawiarenkami „z widokiem”, spodziewamy się napotkać na swej drodze orszak królewski.

I nie jest to wcale niemożliwe! Wystarczy, że odwiedzimy San Marino 3 września, kiedy to, jak co roku, republika świętuje uzyskanie niepodległości od Cesarstwa Rzymskiego. Wtedy rzeczywiście w stolicy dzieją się cuda! Po udekorowanym biało-niebieskimi flagami mieście, przechadzają się wówczas uroczyście ubrani książęta i księżniczki wraz ze swymi świtami. Orkiestra przygrywa im do taktu, błazny zabawiają uradowanych turystów, strażnicy niosą sztandary rodowe swych panów, a wojsko pilnuje porządku. Przy dobrej pogodzie świąteczny festyn trwa cały dzień, a mieszkańców San Marino rozpoznać można po nieukrywanej dumie i uśmiechach na twarzach.

Kiedy pierwszy raz udaliśmy się z Maćkiem do San Marino, nie mieliśmy zbyt wiele szczęścia. Pogoda zawiodła, a mnie już od 2 dni brało na grypę. Jedyną atrakcją i pociechą tej wyprawy, okazał się właśnie przemarsz średniowiecznej maskarady. Później było już tylko gorzej. Lało, wiało a trzy słynne wieże zamku, które chcieliśmy tamtego dnia odwiedzić, jak na złość, schowały się za gęstą mgłą. Na początku snuliśmy się po mieście pod wielkim parasolem, starając się robić dobre miny do złej gry. Degustowaliśmy też miejscowe likiery w jednym ze sklepik[cml_media_alt id='113074']Staśkiewicz - San Marino (2)[/cml_media_alt]ów, które przynajmniej rozgrzewały i poprawiały humory. Kiedy jednak brukowane uliczki zamieniły się w potoki, usiedliśmy zziębnięci w jednej z knajpek, śmiejąc się z własnego pecha. Burza z piorunami szalała nad Monte Titano. Na wysokości niemal 760 m.n.p.m. sprawiała wrażenie surrealistycznej, wręcz filmowej. W takiej upiornej scenerii brakowało już jedynie czarnych charakterów. „Nie martw się” – powiedział Maciek – „Wrócimy tu za rok, w bardziej przyjaznych warunkach”. A że zwykle staramy się realizować nasze plany…

Rok później dokładnie sprawdziliśmy prognozę pogody przed wyprawą. Zapowiadali słońce i tylko to się dla nas liczyło. Znad włoskiego Adriatyku, gdzie Maciek pracuje w sezonie, do Republiki San Marino dotarliśmy w niecałą godzinę. Wznosząc się kolejką linową Funivia nad domami miasteczka Borgo Maggiore, wiedziałam już, że tym razem będzie zupełnie inaczej.

By nie tracić czasu, od razu udaliśmy się na pierwszy ze szczytów Monte Titano do zamkowej wieży La Rocca o Guaita. Powstała ona jeszcze w XI wieku i niegdyś pełniła funkcję więzienia. Widoki, które rozpościerały się z twierdzy, wynagradzały wszystko, co przytrafiło się nam ledwie rok wcześniej. Zatrzymując się na kolejnych balkonikach i schodkach, cieszyliśmy oczy krajobrazami.

Wędrując dalej, wzdłuż obwarowań i śródziemnomorskiej roślinności, dotarliśmy do kolejnej z trzech wież – La Cesta o Fratta. Stąd rozp[cml_media_alt id='113072']Staśkiewicz - San Marino (19)[/cml_media_alt]ościerała się panorama na pozostałe baszty oraz dachy całego grodu. Staliśmy na najwyższym z wierzchołków Monte Titano. Z wszystkich stron otulały nas wzgórza, na horyzoncie zaś mienił się Adriatyk. Przyszedł czas by zawrócić i udać się niżej do miasteczka, którego całą starówkę wpisano w 2008 r. na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W odkrywaniu zakątków stolicy San Marino nie przeszkadzają samochody, cała strefa wolna jest od ruchu pojazdów. To także zaleta tej destynacji, szczególnie, gdy pragnie się uciec od codziennego zgiełku. Szwendając się uliczkami, zaglądaliśmy w oryginalne witryny sklepików wielobranżowych.

Naszą uwagę przykuł bożonarodzeniowy wystrój jednej z wystaw, która zdecydowanie wyróżniała się w tak wakacyjnej atmosferze. Weszliśmy do środka i znów się przenieśliśmy, tym razem do Laponii, ojczyzny Świętego Mikołaja. Było tam chyba wszystko, o czym marzą dzieci: tęczowe lizaki, szklane kule ze śniegiem, fantazyjne pozytywki, dziadki do orzechów, bombki i najwymyślniejsze ozdoby na choinkę. Sympatyczny pan, właściciel butiku oprowadził nas po swym lokalu i opowiedział historię jego początków. To właśnie lubię na południu! Nie ważne, czy napotka się Włocha czy mieszkańca San Marino, ludzie są tu uśmiechnięci, życzliwi i rozgadani. Zakupiliśmy oryginalną bombkę i ruszyliśmy w stronę ratusza, by obejrzeć zachód słońca z tarasu widokowego.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, całe Piazza Della Liberta (Wolność to w zasadzie dewiza tego malutkiego narodu!) skąpane było w jaskrawopomarańczowym świetle. Coś jednak zmieniło się na placu. Wszędzie stały elegancko zastawione stoły. Kelnerzy uwijali się jak w ulu, wokół zaś niecierpliwili się już dostojnie wystrojeni goście. Turyści z zadatkami na paparazzich, niczym detektywi, przyglądali się wszystkiemu niedyskretnie. W powietrzu dało się wyczuć aurę napięcia i ekscytacji. Wszyscy czekali na parę młodą. My nie mieliśmy jednak na to czasu. Kiedy słońce schowało się za wierzchołkami gór, ruszyliśmy do samochodu.

Tego wieczoru mieliśmy jeszcze jeden, ostatni plan – kolację we włoskim miasteczku San Leo. Później, siedząc już przy lampce czerwonego winka, makaronach i twardych serach pecorino w klimatycznej knajpce Il Bettolino, wspominaliśmy z uśmiechem nasz – wreszcie udany – wypad do San Marino.

Polish Job, czyli polska robota w Mediolanie

0

tłum. Alicja Góralska

W dniach 8-13 kwietnia w Mediolanie odbył się po raz kolejny włoski tydzień designu – Milan Design Week 2014, na którym nie zabrakło prac polskiego wzornictwa. Wystawa została zorganizowana przez Łódź Design Festival, na zlecenie Instytutu Adama Mickiewicza, który zajmuje się promocją polskiej kultury za granicą. Jest to pierwsza w Mediolanie narodowa ekspozycja polskiego designu przygotowywana z tak dużym rozmachem.

Wystawę polskich projektantów można było oglądać w głównym budynku dzielnicy Ventura Lambrate. Miłośnicy tego wydarzenia doskonale wiedzą, że ulica Ventura podczas mediolańskiego tygodnia designu słynie ze wpółczesnych i awangardowych projektów, dlatego też nie przez przypadek znaleźli się tam polscy artyści.

Co więcej, przedstawione prace były podzielone na trzy nurty: Lokalność, Nostalgia i Innowacja.

O to czym się charakteryzują i jakie przedmioty wyszczególniają powyższe zagadnienia zapytałam Panią Aleksandrę Kietlę – Dyrektorkę Działu Promocji i Rzecznika Prasowego Łódź Design Festival w Fundacji Łódź Art Center:

„Lokalność to projekty czerpiące źródło z lokalnych tradycji wyrażane przez materiały typu drewno, węgiel czy len, ale także poprzez specjalne techniki i formy. Rodzina mebli K2 to drewniane meble zaprojektowane przez Tomka Rygalika, które doskonale wpasowują się w lokalny design. Nostalgia to powrót do przeszłości wzbogacony o nowoczesne elementy. Świetnym przykładem są zegarki z kolekcji FSO M20.02, które swoim wyglądem nawiązują do starych samochodów produkowanych w Polsce. Tarcza zegara wygląda jak zegar samochodowy, a pokrętełko przypomina oponę.

Innowacja to podążanie za nowoczesnymi technologiami i wpółczesnymi trendami. Innowacja to przede wszystkim Oskar Zięta – projektant, a nawet projektant – wynalazca, który tworzy meble z dwóch płaskich kawałków blachy. Początkowo utylizowane, a następnie spajane i wycinane blachy są gotowe do formowania sprężonym powietrzem.”

Tak właśnie powstał stołek, na którym siedziałam. 😉

„Co prawda jest to produkcja masowa, ale za każdym razem przedmioty mają nieco inną formę. Plusem tej technologii jest duża oszczędność podczas transportu, bo wystarczy przetransportować płaskie blachy i na miejscu formować je sprężarką.”

Wystawa cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem, i jak sama podsumowała Pani Aleksandra: „Zwłaszcza po obejrzeniu innych prac, absolutnie nie mamy się czego wstydzić jako Polacy i zdecydowanie w Polsce nie doceniamy tego, co mamy i musimy dopiero wyjechać za granicę, żeby się dowartościować.”

Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia za r[cml_media_alt id='113064']Makowska - Polish Job (6)[/cml_media_alt]ok.[cml_media_alt id='113065']Makowska - Polish Job (7)[/cml_media_alt]

Dominik Skurzak, obiektyw odsłaniający duszę

0

tłum. Katarzyna Kurkowska

W czasach zdominowanych przez obraz, drogi fotografii są nieskończone. To, co uderza w Dominiku Skurzaku to zdolność uchwycenia atmosfery, esencji miejsc, rytmu życia, duszy kryjącej się za twarzą. Skurzak jest wyjątkowym fotografem, który poprzez swoje zdjęcia nadaje sens temu, co widzimy, sens przekraczający ramy estetyki i pozy. „Fotografując lubię uchwycić spontaniczność czynności, ludzki humor, nieprzewidywalność życia”, opowiada Dominik, fotograf-podróżnik, który ma na swoim koncie reportaże z wielu odległych zakątków świata. „Nie każę ludziom pozować, codzienność sama w sobie jest jednym niekończącym się przedstawieniem”. Dominik jest uważnym obserwatorem rzeczywistości, którą opisuje swoimi ujęciami, jak na prawdziwego fotoreportera przystało. Dominik, muzyk z wykształcenia, fotografuje i publikuje zdjęcia od 1997 roku. W latach 2000-2012 kierujący działem kultury w angielskojęzycznym tygodniku The Warsaw Voice. Oficjalny fotograf Międzynarodowego Konkursu im. Fryderyka Chopina w latach 2000-2005. Z jego długiego życiorysu pamiętamy obsługę fotograficzną festiwalu Mozartowskiego „La Folle Journee au Japon” w Tokio, a wiosną 2010 pierwszej polskiej edycji tego festiwalu w Warszawie. W czerwcu 2007 pełna obsługa fotograficzna XIII Międzynarodowego Konkursu im. Piotra Czajkowskiego w Moskwie dla mediów japońskich. Wydawca publikacji albumowych, jest autorem albumu fotograficznego ze zdjęciami dokumentującymi XV Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. Fryderyka Chopina. Jego zdjęcia zagościły na autorskich wystawach fotograficznych w Polsce, na Litwie i w Japonii (Tokio). Wydawca bogato ilustrowanego albumu poświęconego biografii i karierze zwycięzcy XV Konkursu Chopinowskiego, Rafałowi Blechaczowi. W ciągu ostatnich kilkunastu lat pracujący dla: Reuter, Rzeczpospolita, Fakt, Die Welt, Gazeta Wyborcza, Orlen, Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Filharmonia Narodowa, Sinfonia Varsovia, Nationale Nederlanden, BRE Bank, PKO S.A., Orange, Yamaha-Japan, Kawai-Japan, HIS-Japan, Caritas-Polska, Royal Thai Embassy in Warsaw, Towarzystwo im. Fryderyka Chopina, NIFC, PCK, Ernst and Young, Squire Sanders, Chopin Piano Music Magazine-Japan, TV Arte. Wielką pasją Dominika są także podróże, a od 2012 roku poświęcił się reportażom z odległych krajów. Są to głównie projekty fotograficzne poruszające tematykę odmienności kulturowej pomiędzy mieszkańcami różnych kontynentów: Europy, Azji czy Afryki. Wśród wielu miłości Dominika jest także miejsce dla Włoch, kraju, który często odwiedza, a także dla Vespy – z tych właśnie względów podjął się współpracy z Gazzetta Italia przy realizacji okładki tego wydania. Jeśli ktoś z Was byłby zainteresowany pracami Dominika Skurzaka, może odwiedzić jego stronę internetową: www.dominikskurzak.wordpress.com[cml_media_alt id='113057']Giorgi - Dominik - paparazzi (7)[/cml_media_alt][cml_media_alt id='113058']Giorgi - Dominik - paparazzi (8)[/cml_media_alt]

50 lat Nutelli w Warszawie

0

Włoska firma Ferrero w Warszawie też świętowała 50 urodziny Nutelli. Odbyła się duża impreza na cześć produkowanej również w Polsce Nutelli, na którą – do pięknego parku w centrum miasta – przybyły tysiące osób. Każdy mógł spróbować pysznej Nutelli, a masa obecnych na miejscu dzieciaków – oddać się zorganizowanym z tej okazji grom i zabawom. Ambasadora Riccardo Guariglia, z radością świętującego rocznicę producenta, który stał się symbolem włoskości, powitał w parku Dyrektor Ferrero Polska, Enrico Bottero.

„Vespoholizm”

0

Wywiad z Markiem Witonem „Cipiór”

Kiedy powstał i jakie były początki Vespa Club Polska?

Vespa Club Polska oficjalnie powstała 13 stycznia 2003 roky, ale początków klubu można doszukiwać się nieco wcześniej. W 2001 roku kupiłem Vespę GS z 1961 roku, skuter nie był sprawny i wymagał naprawy. Problem polegał jednak na tym, że ciężko było dostać części do mojej Vespy, zacząłem więc szukać ich w internecie. Nie było to łatwe, gdyż bardziej niż Vespa znana była inna marka włoskiego skutera: Lambretta. Wówczas poznałem kolegę, Piotrka Kuleszę „Kulera” z Warszawy oraz Szymona Chojnowskiego „Ortosa” z Wrocławia, którzy już wtedy byli pasjonatami Vespy.

W 2002 roku wybraliśmy się z żoną do Austrii i tam ze zdumieniem stwierdziliśmy, że w niemalże co drugiej wiosce istnieją kluby zrzeszające miłośników Vespy, dlaczego zatem nie można by było stworzyć w Polsce przynajmniej jednego takiego klubu? Ważnym momentem w naszej historii było spotkanie w Łodzi (Moto Bazar Weteran w Łodzi 11.01.2003).

Czyli 2003 rok można by było uznać za oficjalną datę powstania Vespa Club Polska?

Tak, 13 stycznia 2003 roku założyliśmy naszą stronę internetową, wykupiliśmy domenę i zaczęliśmy działać. Idea, która przyświecała powstaniu tej strony była taka, żeby nie tylko być w jakiejś organizacji, ale żeby sobie wspólnie pomagać, np. w rozwiązywaniu problemów technicznych ze skuterem, zakupie części, itp. Pragnę dodać, że nasz klub działa non-profit, nie czerpiemy żadnych korzyści materialnych z jego działalności, choć można by było.

Jakieś ważne momenty związane z działalnością waszego klubu?

Jednym z ważniejszych momentów w historii naszego klubu był rok 2005, kiedy to pierwszy raz mogliśmy zaprezentować swoje Vespy na „V Skuteromania – Ogólnopolskim zlocie skuterów zabytkowych i klasycznych” w Piasecznie 10-11.07.2005. Równie ważnym momentem był wyjazd na międzynarodowe spotkanie klubów Vespowych zrzeszonych w F.I.V (Federation Internationale Des Vespa Clubs) „Eurovespa 2005 – Pörtschach” w Klagenfurcie w Austrii, wtedy to zostaliśmy przyjęci do grona europejskich klubów Vespy. Było to niezapomniane wrażenie, kiedy na gali ok. 8000 Vespiarzy z całego świata wywieszono polską flagę.

Jak często się spotykacie?

Spotykamy się dość często na zlotach organizowanych w całej Polsce, a także co roku na opłatku wigilijnym, vespowalentynkach w Warszawie i na jajeczku wielkanocnym we Wrocławiu. Jeśli kiedyś ktoś z czytelników Gazzetta Italia będzie chciał się z nami spotkać i dowiedzieć się czegoś więcej o nas i naszych Vespach, to zapraszamy w każdą środę o godz. 19.00 przed pomnik Mikołaja Kopernika w Warszawie.

Najbliższe zloty?

20-25 maja na Śląsku, 20-22 czerwca Łódź i drugi weekend września okolice Warszawy. Aktualnie sprawdzam kilka odpowiednich lokalizacji na zlot (pod uwagę biorę Warkę, Sochaczew, może rejony Zegrza). Po więcej informacji zapraszam na naszą stronę www.vespaclub.org.pl.

A jak Pańska żona znosi fakt, że wkłada Pan tyle uczucia w swoją pasję?

Hm. To bardzo ciekawe pytanie… Moja żona „zaraziła się” vespowaniem, gdy pierwszy raz przejechała się na mojej „Ślicznotce” z ’61 i chyba wtedy zaakceptowała moje hobby. Sama organizowała kilka jesiennych zlotów, a gdy klub przechodził kryzys parę lat temu była dla mnie wsparciem. W tym miejscu należy się ukłon dla wszystkich naszych żon, które akceptują i traktują nasze hobby z przymrużeniem oka. Oprócz żony wielkim wsparciem w praktykowaniu mojego hobby jest mój 3-letni synek, który jeździ po osiedlowych uliczkach na swojej elektrycznej Vespie. Mam nadzieję, że za kilka lat mój synek będzie jeździć już na prawdziwej Vespie. Póki co, wiernie towarzyszy mi, gdy schodzę do garażu, aby podłubać przy swoich Vespach.

Czy brał Pan udział w jakichś zlotach Eurovespa (obecna nazwa World Vespa Days) organizowanych we Włoszech i jak je Pan wspomina?

Początki miłości do Włoch… Najprawdopodobniej było to następstwem zadurzenia się w Vespie. I tak w 2004 pojechaliśmy z żoną zobaczyć mekkę wszystkich Vespiarzy – muzeum historii Piaggio w Pontaderze. W 2006 roku ok. 8 tys. vespiarzy spotkało się w Turynie, z wielką dumą patrzyłem, jak polska flaga powiewała na Palazzo Reale. Rok później, w 2007 roku, z ok. 7 tys. uczestników mogliśmy wspólnie jechać w paradzie malowniczymi drogami San Marino. Z sentymentem wspominam World Vespa Days Torino ’06 – jazda malowniczą drogą wzdłuż rzeki Pad, same zakręty, a dookoła zapach zbóż, kukurydzy, pomarańczy i uśmiechnięci mieszkańcy małych miasteczek, gdzie wydaje się, że nikt nie patrzy na zegarek, oraz przepyszna kawka.

Ilu członków obecnie posiada Vespa Club Polska?

Nie posiadamy listy członków, legitymacji, kart, itp. Vespa Club Polska jest organizacją otwartą, każdy może być naszym członkiem, w końcu Vespa to jest nasze hobby i jak ktoś chce czuć się członkiem naszej „rodziny”, to serdecznie zapraszamy. Na naszym forum zarejestrowanych mamy aktualnie ok. 1200 osób. Na naszych zlotach pojawia się 50-100, a jednego roku było nas nawet ok. 120! Na forum klubowym czynnie działających przez cały rok, nie tylko w sezonie skuterowym, jest ok. 150-180 os.

Czy nie zamieniłby Pan swojej Vespy na inny motor, powiedzmy na Harleya Davidsona?

Tak i nie… Poza Vespami w swojej kolekcji posiadam również Triumpha Bonnevilla SE ’10. I tu ktoś może mi zarzucić, że zdradziłem Vespę. W końcu patrząc w przeszłość kultu Vespy, posiadam pojazd kojarzący się z subkulturą Rockersów. W latach 60-70 w Wielkiej Brytanii przedstawiciele subkultury Rockers i Mod (jeżdżący na Vespach i Lambrettach) nie pałali do siebie miłością, ale, całe szczęście, te czasy już minęły. Z wielką przyjemnością przesiadam się z Triumpha na Vespę i odwrotnie.

Serdecznie dziękuję Panu Markowi za wywiad i cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wszystkim klubowiczom Vespa Club Polska: szerokiej drogi!!!

API Food i Atelier Smaku

0

Najlepsze włoskie produkty w połączeniu z kulinarną fantazją dwójki polskich promotorów wegetariańskiej, wegańskiej, zdrowej kuchni.

Od października 2013 roku firma API Food rozpoczęła współpracę z Atelier Smaku – Jolą Słomą i Mirkiem Trymbulakiem , znanych z telewizyjnych serii pokazywanych na kanale Kuchnia Plus.

Współpracę zapoczątkowała wspólna podróż do Piemontu, gdzie Jola i Mirek wraz z API Food odwiedziła firmę Inaudi specjalizującą się w wytwarzaniu specjałów z trufli i grzybów, a także turyńskiego wytwórcę bezglutenowych czekolad, Oxicoa.

Od 7 kwietnia rozpoczęła się emisja odcinków, w których Jola i Mirek gotują swoje wegańskie, bezglutenowe dania w oparciu o produkty API Food. Odcinki można oglądać na kanale Youtube Atelier Smaku i API Food. Dotychczas powstały przepisy na vegańską pizzę z pastą i oliwą truflową i sercami karczochów, gnocchi ze szpiankiem i sosem truflowym z dodatkiem truflowego octu, grissini lniane z kremem z kasztanów i miodem truflowym oraz bezglutenowe kukurydziane lasagne z warzywami.

Przed emisją odcinków kulinarnych prosto z kuchni Atelier Smaku, można było obejrzeć wrażenia z piemonckiej podróży, czyli prześledzić poszukiwania trufli na wzgórzach regionu Langhe i Roero, odwiedzić rodzinę Inaudi, która wyjawiła nieco tajników truflowego świata, poznać Turyn i jego czekoladowo-kasztanowe tradycje, odwiedzić wreszcie firmę Oxicoa, gdzie bohaterowie filmów próbowali bezglutenowych czekoladek giandujotti.

Przygoda API Food i Atelier Smaku trwa. Zapraszamy w każdą niedzielę do śledzenia kolejnych, nowych odcinków.

Puntata 1 „Trufle w bambusowym lesie”

Puntata 2 „Truflowe imperium”

Puntata 3 „Skarby piemonckich lasów”

Puntata 4 „Trufle Inaudiego”

Puntata 5 „Turyńskie giandujotti”

Puntata 6 „Czekoladowe imperium”