Marco Polo forever! Numerem 103. rozpoczynamy z hukiem 14. rok Gazzetty! Marco Polo jako bloger na okładce, a w środku pogłębione studium historyka Pier Alvise Zorzi poświęcone najbardziej znanemu podróżnikowi w 700. rocznicę jego śmierci oraz artykuł podkreślający kulturową różnicę między podróżnikiem a turystą. Raz jeszcze Gazzetta was zaskoczy, oferując wywiad z włoskim scenografem Luigim Scoglio pracującym w Łodzi, artykuł o twórcy spaghetti westernów Sergio Leone, a także opowieść o mało znanej podróży Marii Skłodowskiej Curie do Włoch. Ponadto artykuły o Palermo, Vercelli, badania profesora Tucciarellego na temat podobieństw językowych między włoskim a polskim, oraz oczywiście wszystkie nasze rubryki. To i wiele więcej w numerze 103, więc biegnijcie do Empiku po swoje egzemplarze Gazzetta Italia!
tłumaczenie pl: Agata Pachucy
Spód:
225 g zimnego masła
450 g mąki pszennej 00
100 ml bardzo zimnej wody
Szczypta soli
Nadzienie:
1 kg jabłek reneta
100 g cukru
1 cytryna
2 łyżki wody
1 łyżeczka cynamonu
Szczypta gałki muszkatołowej
Kilka kawałków masła
Pełne mleko do smarowania
Dekoracja:
200 g śmietany kremówki
1 łyżka cukru
2 szczypty cynamonu
Przygotowanie:
W mikserze planetarnym lub w dużej misce, jeśli pracujesz ręcznie, umieść zimne masło w kawałkach z mąką i szczyptą soli i zacznij wyrabiać ciasto. Dodawaj po trochu zimnej wody i kontynuuj wyrabianie ciasta, najpierw w mikserze planetarnym, a następnie ręcznie, na posypanej mąką stolnicy, przez około 10 minut aż ciasto będzie gładkie i elastyczne. Przykryj folią spożywczą i odstaw w temperaturze pokojowej na około 20 minut. W międzyczasie zajmij się jabłkami. Umyj je, obierz i pokrój na ćwiartki. Następnie pokrój w plastry o grubości około 5 mm. Namocz je w zimnej wodzie i soku z cytryny, aby nie sczerniały. Na teflonową patelnię wrzuć cukier, cynamon i gałkę muszkatołową, rozpuść na małym ogniu, dodając dwie łyżki wody, dodaj również łyżkę miękkiego masła. Następnie dodaj pokrojone jabłka i gotuj je przez około 5 minut, aż będą chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku. Pozostaw do ostygnięcia.
Wyjmij ciasto i podziel je na dwie części, jedną większą od drugiej. Rozwałkuj ciasto wałkiem na posypanej mąką powierzchni na grubość 4 mm. Włóż ciasto do wysmarowanej masłem formy (typowej dla amerykańskiej szarlotki) i dociśnij je do dna i boków.
Przełóż do formy letnie jabłka, uważając, aby środkowa część nadzienia była wysoka i obfita, dzięki temu ciasto nabierze klasycznego kształtu amerykańskiej szarlotki, dodaj do nadzienia kilka kawałków miękkiego masła. Rozwałkuj drugi kawałek ciasta i przykryj nadzienie. Odetnij nadmiar ciasta ostrym nożem i połącz dwie warstwy ciasta na krawędziach, ściskając je palcami. Natnij „pokrywkę” ciasta małymi promienistymi nacięciami. Posmaruj powierzchnię mlekiem.
Piecz w temperaturze 200° w piekarniku na funkcji statycznej przez 20 minut, ponownie posmaruj mlekiem i piecz dalej, obniżając temperaturę do 180° przez około 20 minut, następnie znowu posmaruj ciasto mlekiem i piecz w temperaturze 170° przez ostatnie 20 minut. Wyłącz piekarnik i pozostaw ciasto do ostygnięcia. Podawaj w specjalnie przeznaczonej do tego tortownicy, dodając do każdego kawałka ciasta lekko ubitą śmietanę z dodatkiem cukru i cynamonu.
tłumaczenie pl: Agata Pachucy
Istnieje wiele historii na temat tego makaronu, najstarsza głosi, że około 1796 roku, podczas kampanii Napoleona we Włoszech, niektórzy francuscy generałowie zostali przyjęci w Watykanie. Zaproponowano im posiłek z papieżem Piusem VI, ale ponieważ nie lubili mięsa, papieski szef kuchni zaproponował makaron z jajek i cukinii. Inne historie związane z tym makaronem sięgają 1933 roku, kiedy to rzymski karczmarz przygotował ten makaron dla przyszłego papieża Klemensa Piusa XII, który nie chciał jeść „słynnej” już Carbonary, ponieważ była zbyt ciężka i nieelegancka. Można powiedzieć, że jest to smaczne, ale delikatne i niewątpliwie arystokratyczne danie.
Nie nazywaj jej carbonarą z cukinii, jest tylko jedna carbonara!
Składniki mojej wersji dla 2 osób:
200 g makaronu pennette rigate
2 duże żółtka
300 g cukinii
1 mała cebula
50 g sera provola lub parmezanu
Oregano, czarny pieprz, oliwa z oliwek, masło do smaku
Przygotowanie:
Pokrój drobno cebulę i delikatnie duś na patelni z odrobiną oliwy i masła, odstaw. Pokrój cukinie w krążki ok. 4 mm, wrzucić na patelnię z odrobiną oliwy i smaż na dużym ogniu, 2-3 minuty. Przed końcem gotowania dodaj oregano i sól, odstaw. W międzyczasie zagotuj wodę, posól i wsyp makaron.
Do miski wrzuć żółtka, szczyptę soli, pieprz do smaku i starty ser provola lub parmezan. Energicznie wymieszaj do uzyskania kremu, dodaj trochę wody z gotowania makaronu.
Dodaj cebulę na patelnię z cukinią, podgrzej na małym ogniu. Gdy makaron będzie gotowy, odcedź go i umieść na patelni z cukinią i cebulą, delikatnie wymieszaj, a następnie dodaj sos jajeczny, dobrze połącz wszystkie składniki, nie przegrzewając jajka. Dodaj trochę więcej startej provoli i podawaj.
Smacznego!
tłumaczenie pl: Katarzyna Ogińska
Historia Najjaśniejszej Republiki Weneckiej, ze względu na różnego rodzaju koleje losu, podboje czy cenne transakcje handlowe, jest nierozerwalnie związana z kulturą wina i szkła. Śledząc poszczególne momenty tej głębokiej więzi, świętowaliśmy ją wydarzeniem, które łączyło w sobie smak, sztukę oraz piękno. Odbyło się to w ramach The Venice Glass Week 2023, którego oficjalnym partnerem jest Nexa Event&Travel Designers.
Wydarzenie odbyło się w XII-wiecznej kamienicy z widokiem na Canal Grande, niegdysiejsze “fondaco”, czyli miejsce, w którym zagraniczni kupcy przechowywali swoje towary oraz dokonywali transakcji handlowych. Obecnie w tym budynku mieści się The Venice Venice Hotel. Miejsce, w którym współczesność łączy się z tradycją, a każdy zakamarek jest świadkiem najważniejszych trendów w międzynarodowej sztuce współczesnej.
Przy blasku świec w tej historycznej scenerii o bezprecedensowym stylu, Nicola Sabbatini, wybitny mentor, miłośnik wina oraz sommelier, zabrał nas w niezwykle fascynującą podróż po historii wina oraz szklanych kieliszków.
Między XIII a XVIII wiekiem Wenecja była największym na świecie rynkiem wina.
Wszystko zaczęło się w czasach Czwartej Krucjaty Krzyżowej, której wymiar religijny szybko przekształcił się w żądzę podboju. Celem była stolica bogatego imperium rzymsko-bizantyjskiego – Konstantynopol. Wenecja kierowała podbojem tego miasta, dzięki czemu zyskała wdzięczność Krzyżowców i została nagrodzona greckimi wyspami i terytoriami.
Z greckiego miasta Monemwasia (z gr. “tylko jedno wejście”), znanego również jako Malwazja, pochodzi słodkie, intensywne, drogocenne wino, nadające się do transportu morskiego.
Od momentu jego odkrycia, wszystkie wina, które ze wschodu trafiały do Wenecji nazywano Malvasie. Są to wina legendarne, wartościowe, wyszukane, z którymi wiążą się fascynujące historie. Stały się płynnym złotem Najjaśniejszej Republiki. W tym okresie Wenecję uznawano za światową stolicą wina, eksportującą ten „płynny nektar” do dworów całej Europy.
Jednocześnie, w wyniku handlu ze Wschodem, Wenecja była jednym z nielicznych miast, gdzie na stołach szlachty kupieckiej można było znaleźć szklane kieliszki. W XIV wieku na wyspie Murano zaczęto wytwarzać szklane wyroby. Jednak to dzięki pracy Angelo Baroviera, w drugiej połowie XV wieku, wytwarzane szkło stało się nie tylko przezroczyste, ale wręcz krystaliczne, tym samym zdobywając uznanie wśród bogatych weneckich kupców.

Ten przełom widać na obrazach szkoły weneckiej z XVI wieku, na których nagle można podziwiać kolor, przezroczystość i blask wina dzięki kunsztownie wykonanym kryształowym kieliszkom z Murano. Dowodem na to, jak bardzo szkło stało się modnym elementem na stołach i bankietach w epoce renesansu, jest pojawienie się przezroczystych kieliszków na obrazach Tycjana „Wieczerza w Emaus”, Paola Veronesego „Gody w Kanie Galilejskiej” czy Jacopa Tintoretta „Ostatnia Wieczerza”. Nawet u Caravaggia na jego słynnym „Bachusie” z końca XVI wieku widzimy szklany kielich w kształcie ściętego stożka, w oczywisty sposób nawiązujący do weneckich wyrobów. Oznacza to, że nawet w Rzymie, tam gdzie tworzył Caravaggio, można było doświadczyć “weneckiej mody”.
Dzięki obrazom tych wielkich mistrzów wyruszyliśmy w niezapomnianą podróż, delektując się czterema winami, pochodzącymi z wyjątkowych winnic. To płynne i pełne emocji doświadczenie rozpoczęło się degustacją wina Durello z Monti Lessini Borgo Rocca Sveva. Następnie podano Malvasia Venica&Venica oraz Venusa Venissa. Degustację zakończyło wino Raboso del Castello di Roncade.
Podczas degustacji skosztowaliśmy wyjątkowych przekąsek kuchni włoskiej inspirowanych wenecką tradycją z innowacyjnym akcentem.
Było to doświadczenie wyjątkowe, zabawne i wartościowe, odbywające się o zachodzie słońca, które niemal jak sen zniknęło wraz z ostatnimi promieniami dnia, ustępując miejsca nocy.

tłumaczenie pl: Julia Jedrzejczyk
W lingwistyce, pojęcie “fałszywi przyjaciele” oznacza słowa lub wyrażenia, które w dwóch różnych językach wydają się być identyczne w piśmie i w wymowie, ale wbrew pozorom mają bardzo odmienne znaczenia. Terminy wprowadzające w błąd, będące źródłem nieporozumień oraz mniej lub bardziej zawstydzających pomyłek obecne są zarówno w języku polskim, jak i włoskim. Jakie są ich przykłady w dziedzinie żywienia?
Polskie słowo panna oznacza w języku włoskim “krem” lub “śmietanę”. Istniejące w obu językach słowo cena po włosku znaczy “kolacja”, która z kolei brzmi jak włoskie colazione (które tłumaczymy na język polski jako śniadanie).
Również w naszej diecie możemy znaleźć wielu fałszywych przyjaciół. Mowa tu o produktach, które uważamy za zdrowe i dietetyczne, lecz w rzeczywistości jest wprost przeciwnie, są niezdrowe lub wysokokaloryczne. Ale skąd biorą się nasze błędne przekonania? Bardzo często z utrwalonych stereotypów lub legend miejskich, najczęściej jednak są skutkiem sprytnych strategii marketingowych, które wykorzystują najbardziej powszechne ludzkie pragnienie: bycia szczupłym i zdrowym. Te błędne przekonania udowadniają, że istotne jest nauczenie się, w jaki sposób dobrze jeść i rozsądnie robić zakupy.
Zaczynamy od śniadania: granola, musli, płatki kukurydziane. Wszystkie są nazywane produktami zbożowymi, lecz tak naprawdę zawierają bardzo dużą ilość cukrów prostych, tłuszczów oraz konserwantów. W najlepszym wypadku ich nadmiar pochodzi z suszonych owoców, ale dużo częściej są one wzbogacane dodatkowym cukrem (widniejącym w składzie jako syrop ryżowy lub glukozowy), aby produkt był smaczniejszy. Można je zastąpić zbożami preparowanymi: ryżem, prosem, orkiszem lub gryką. Jeśli chcemy dodać trochę chrupkości i smaku, możemy wzbogacić nasze śniadania o orzechy, w ilości dostosowanej do zapotrzebowania kalorycznego, oraz wiórki ciemnej czekolady z wysoką zawartością kakao.

Czy suszone owoce nie są zdrowe? Jeżeli nie zawierają dodatkowych cukrów, wtedy rzeczywiście takie są, lecz nadal jest to produkt wysokokaloryczny. Jeśli porównamy taką samą ilość suszonych i świeżych owoców, na przykład suszone morele mają 5 razy więcej kalorii niż te świeże, a są pozbawione witamin oraz wody, co sprawia, że nie dają nam poczucia sytości. Po ich zjedzeniu pojawia się złudzenie, że zjedliśmy pożywny i zdrowy posiłek, lecz po godzinie poczujemy jeszcze większy głód, niż wcześniej.
Żadne koktajle czy soki nie mogą zastąpić świeżych owoców i powinny być spożywane z umiarem. Nawet bez dodatku substancji słodzących, 100% sok owocowy zawiera wszystkie cukry owocu, z których został przyrządzony: średnio porcja 200 ml soku zawiera 24 g cukru, co odpowiada 6 kostkom cukru w jednej szklance! Świeże owoce są również bogate w błonnik, który odżywia mikrobiotę jelitową i zmusza nas do żucia, co wywołuje uczucie sytości.
Pozostając w temacie śniadań i przekąsek, jogurt również jest mylnie uważany za najwyższej jakości zdrową żywność, a tak naprawdę może zawierać nawet 13 gramów cukru (ponad 3 kostki). Rozwiązaniem jest zawsze czytanie etykiet: produkty dobrej jakości to te o niskiej zawartości tłuszczów nasyconych i cukrów prostych.
Większość produktów z napisem „light” przyciąga naszą uwagę: często są to produkty ze zmniejszoną zawartością tłuszczu, ale za to bogate w cukry i inne substancje słodzące. To właśnie dzięki nim produkt staje się smaczniejszy. Więc nawet jeżeli taki produkt cechuje się niską kalorycznością, często jest mało sycący, co skłania nas później do podjadania.
Do grona „fałszywych przyjaciół” zaliczamy także krakersy i wafle ryżowe. Często spożywane zamiast zwykłego pieczywa w przekonaniu, że są mniej kaloryczne. Prawda jest jednak taka, że zawierają większą ilość węglowodanów (czyli cukrów) oraz tłuszczów. Spójrzmy prawdzie w oczy: są też po prostu mniej smaczne. Pieczywo nie jest naszym wrogiem: wystarczy spożywać je w umiarkowanych ilościach, dostosowanych do własnego zapotrzebowania. Jeszcze lepiej, jeśli będzie ono pełnoziarniste, by zwiększyć poziom błonnika.
Na koniec powiem o produkcie, którego wybór może wielu zaskoczyć: oliwa z oliwek. Ma idealną równowagę tłuszczową, zawiera antyoksydanty, witaminy i na pewno nie może być postrzegany jako produkt niezdrowy. Sednem problemu jest kult diety śródziemnomorskiej, należącej do Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO i dobrze dostosowanej do współczesnego życia, lecz niestety mocno nadużywanej. Zawiera ona dużą ilość tłuszczów: w zrównoważonej diecie powinny one stanowić 25-30% łącznej ilości kalorii, a we współczesnej diecie przewyższają one 50%. Dlatego nawet oliwa z oliwek, choć zdrowa, powinna być spożywana w niewielkich ilościach: zalecana dawka dla osoby o normalnej wadze to 3-4 łyżki dziennie, w tym oczywiście ta używana do gotowania.
Mam nadzieję, że w waszej diecie nie ma zbyt wielu fałszywych przyjaciół. Skoro już wiecie na co zwracać szczególną uwagę, życzę wam dobrej colazione i jeszcze lepszej kolacji.
W Ambasadzie Włoch w Warszawie zostało dzisiaj (16.01.2024 r.) podpisane porozumienie o udziale Włoch, po raz pierwszy w roli Gościa Honorowego, w Międzynarodowych Targach Książki w Warszawie, które odbędą się w Pałacu Kultury i Nauki od 23 do 26 maja 2024. Porozumienie zostało podpisane przez reprezentującego stronę włoską J.E. Luca Franchetti Pardo, Ambasadora Włoch w Polsce, oraz przez przedstawicieli strony polskiej Waldemara Michalskiego i Jacka Oryla, odpowiednio Prezesa i Zastępcę Prezesa Zarządu Fundacji Historia i Kultura, będącej organizatorem Targów.
Targi Książki są jednym z głównych punktów na mapie wydarzeń kulturalnych polskiej stolicy, gromadzi licznych wydawców z Polski oraz Krajów na całym świecie.
Włochy będą w centrum tegorocznej edycji poprzez bogaty program wydarzeń takich jak prezentacje książek, spotkania z autorami oraz przedstawicielami branży wydawniczej: będzie to znakomita okazja do zaprezentowania i promocji włoskiego środowiska wydawców w Polsce. Jak podkreśla Ambasador Luca Franchetti Pardo „Targi Książki w Warszawie, na których w tym roku Włochy wystąpią jako gość honorowy, stanowią niezwykłą szansę dla włoskich wydawców do zaprezentowania się na rynku 40 milionów mieszkańców, którzy, o czym miałem okazję się wielokrotnie przekonać, żywią głębokie i autentyczne zainteresowanie włoską kulturą na różnych polach, wręcz pragnienie kontaktu z nią”.
Udział Włoch jest możliwy dzięki współpracy i wsparciu Ministerstwa Spraw Zagranicznych i Współpracy Międzynarodowej, Ministerstwa Kultury (Centrum Książki i Czytelnictwa – CEPELL), Agencji ds. Promocji Handlu Zagranicznego ICE-ITA oraz Włoskiego Stowarzyszenia Wydawców, przy koordynacji, w Polsce, przez Ambasadę Włoch, Włoski Instytut Kultury w Warszawie i Biuro ICE-ITA w Warszawie.
tłumaczenie pl: Joanna Kagan
Padowańczyk, związany z teatrem od 1993 r., Andrea Pennacchi jest autorem i reżyserem teatralnym dzieł takich jak: „Eroi”, „Mio padre – appunti sulla guerra civile” czy „Una Piccola Odissea”. Współpracował przy tworzeniu seriali „Petra” dla Sky i „Tutto chiede salvezza” dla Netflix (za który otrzymał Nastro d’Argento), znamy go z ról w filmach: „Io sono Li” i „Welcome Venice”, obydwa w reżyserii Andrea Segre, „La sedia della felicità” Carlo Mazzacuratiego i „Suburra” Stefano Sollimy
W 2018 roku zagrał w słynnym już monologu „T ,his is Racism – Ciao terroni”, dzięki któremu został zaproszony jako stały gość w Propaganda Live (La7) i zdobył szeroką publiczność dzięki swojej ostrej ironii. Opublikował książki „Pojana e i suoi fratelli”, „La guerra dei Bepi”, “La storia infinita del Pojanistan” (People, 2020 i 2021), i ostatnio “Shakespeare and me” (People, 2022).
Ceniony aktor i autor (znany na arenie międzynarodowej), rozbrajająco szczery, Pennacchi jest obecnie jedną z najbardziej cenionych osobowości włoskiego teatru i kina, dodaje również odrobinę inteligencji programom telewizyjnym.
Andrea, w jaki sposób włoski teatr wpisuje się w scenę europejską?
Widzę dużą wymianę na poziomie edukacji. Istnieją bardzo dobre inicjatywy europejskie, które prowadzą do interesujących relacji, zwłaszcza z Europą Wschodnią. Mniej rozwijają się natomiast wspólne projekty badawcze i innowacyjne w teatrze, ale ogromnym powodzeniem cieszy się zagranicą Commedia dell’arte i umiejętności cyrkowe, chociaż tych ostatnich to my uczymy się od innych krajów, które mają dłuższą tradycję w tej dziedzinie. Commedia natomiast jest dziedzictwem, które my oferujemy światu, praca nad maskami, nawet w ich najbardziej intelektualnym czy filologicznym wyrazie, stanowi interesujący eksperyment. Jest to jednocześnie teatr bardzo archaiczny i bardzo popowy. A praca nad Commedia dell’arte jest fascynująca, ponieważ przedstawienie musi dziać się tu i teraz. Dlatego – wracając do edukacji – jest wielu młodych Europejczyków, którzy przyjeżdżają do Włoch specjalnie po to, by uczyć się tego, co jest naszą specjalnością.
Jak w takim razie stworzyć współczesną maskę?
Z mojego doświadczenia wynika, że maska jest czymś, co rodzi się w tobie. Oczywiście nie mówimy tu o Pantalonie, Arlekinie i innych tradycyjnych maskach, których musisz się nauczyć, żeby zbudować swój aktorski profesjonalizm.
Mówimy natomiast o „maskach” takich jak Fantozzi lub twój Pojana… ?
Dokładnie. Fantozzi (mówiąc o najsłynniejszej współczesnej masce) to postać, którą stworzył sam aktor, dopiero po pewnym czasie zdaliśmy sobie sprawę, że ten zabawny księgowy miał w rzeczywistości większą głębię niż miałaby parodia czy żart kabaretowy. Ta maska jest wyrazem społeczeństwa i ujawnia jego ciemne strony. Nagle zdajesz sobie sprawę, że masz maskę, która działa. To samo stało się z Pojaną. Franco Ford zwany Pojana powstał w 2014 roku. To bogaty panicz z mojej adaptacji „Wesołych kumoszek z Windsoru” osadzonej w Wenecji Euganejskiej, ze wszystkimi jej obsesjami: bronią, pieniędzmi, podatkami, murzynami. Przełomem była propozycja z programu Propaganda Live, który zaproponował zrobienie spektaklu w telewizji. Od tamtego czasu postać nadal ewoluuje, dostosowując się do teraźniejszości, która nie zawodzi w tragikomicznych wskazówkach.

Gdzie szukać korzeni masek?
Jeśli chcemy znaleźć wspólny ślad w tradycji masek, trzeba wrócić do świętych dramatów sprzed kontrreformacji, w których diabły na scenie nosiły duże maski demonów, rozśmieszając i strasząc, wygłaszając jednocześnie wielkie prawdy. Ludzie ich słuchali i była to „kreatywna” część kultu. To samo dzieje się teraz: od czasu do czasu pojawiają się maski, nawet w telewizji, które nie są parodią stworzoną do rozśmieszania ludzi czy powierzchowną postacią, ale mówią ci: „Mówię też o tobie”. Jako artysta, za pomocą moich masek, pokazuję, jakie problemy istnieją w naszym społeczeństwie i śmieję się z nich w nadziei, że ktoś te problemy rozwiąże…
Powiedziałeś, że Pojana jest demonem niższej rangi, nie jest ani potężny ani nikczemny, ale ma swoją godność. Co masz na myśli?
Kiedy nazywam go demonem, mam na myśli, że nie jest zwykłym człowiekiem, jakich wielu. Ma własną wielkość, własną kosmologię i własną filozofię. Ale jest jednym z tych małych demonów, który jest ogromnie zainteresowany wydostaniem się z piekła, życiem najlepiej jak się da i nakłanianiem ludzi, aby mieli więcej energii. Naprawdę interesuje go los ludzkości, nawet jeśli w negatywny sposób. Dotyczy to również Pojany: nie jest zły, ale jest zamknięty w swoim świecie. To wcale nie umniejsza jego znaczenia, ale czyni go więźniem własnych stereotypów. Prawdopodobnie, gdyby był wolny, miałby większą moc.
Pennacchi w Europie. Jaki był i jaki jest dziś twój związek z tą wielką wspólnotą, w której żyjemy?
Czuję się Europejczykiem. Tak bardzo, że na przykład tęsknię za Wielką Brytanią i żałuję, że opuściła UE, bo to jest trochę tak jak z kuzynami, którzy cię denerwują, ale potem za nimi tęsknisz. Dla mnie silna i zjednoczona Europa, także kulturowo, to mógłby być element zbawienia świata. Na poziomie kulturowym Unia jest nieskończonym bogactwem, ponieważ każdy kraj ma coś wyraźnie europejskiego, ale z charakterystycznymi elementami, które sprawiają, że jest wyjątkowy, podobnie jak teatr czy jedzenie. Wszyscy mają coś do zaoferowania, a ja czerpałem z tego całego bogactwa, dlatego chciałbym znowu podróżować po starym kontynencie, tak jak robiłem to, gdy byłem młodszy. Pasjonuję się literaturą i słowem z każdego kraju i tradycji. Miałem szczęście mieszkać przez jakiś czas w Pradze i poznać autorów ze wschodniej części Europy.
Masz doświadczenia lub związki z Polską?
Tak naprawdę nie mam żadnych konkretnych doświadczeń, nigdy tam nie byłem. Mam bardzo drogiego przyjaciela z dzieciństwa, który obecnie mieszka i pracuje w Krakowie; od czasu do czasu wysyła mi bardzo piękne zdjęcia i mam nadzieję, że prędzej czy później uda mi się z nim spotkać.
Mówiąc o Polsce i edukacji teatralnej nie możemy nie wspomnieć o Jerzym Grotowskim…
Oczywiście, ale w latach, kiedy Grotowski był u szczytu swojej kariery, byłem nastolatkiem. Miałem za to szczęście zostać zaproszonym do jego Workcenter w Pontederze i tam zobaczyłem jedną z najbardziej wyrafinowanych i wzruszających rzeczy, jakich doświadczyłem w życiu. Tyle, że to nie był teatr, bo eksperymenty ostatniej fazy twórczości Grotowskiego zbliżone były raczej do kultu. Proces twórczy przypominał bardziej świat derwiszów, zbliżając się do formy mistycznej, niemal religijnej kontemplacji, ale całkowicie stracił wymiar teatralny, to znaczy nie był już skierowany do publiczności. Jednak było to dla mnie bardzo ważne doświadczenie, ponieważ zdałem sobie sprawę, że teatr może mieć również taką głębię i za to jestem bardzo wdzięczny Grotowskiemu. Pracując w teatrze uczysz się, że masz do czynienia z biletami, liczbą widzów i biurokracją, ale teatr nie może nie mieć związku z duchem, z duszą, w przeciwnym razie staje się tylko kwestią wypowiedzianą na scenie. Teatr jest rzeczą świętą i tego nigdy nie zapomnę.
Jak twoja praca nad Szekspirem wpisuje się w ten scenariusz?
Dla mnie Szekspir, nad którym obecnie pracuję, stanowi wielkie spoiwo Europy. Podczas swojej kariery był świadkiem najważniejszych wydarzeń dla starego kontynentu w XVII wieku, czerpał z ruchów artystycznych oraz nauk wielkich myślicieli i wprowadził je do swoich tekstów. Znajdziemy u niego wątki, które wciąż poruszają ten kontynent i tak naprawdę moim marzeniem byłoby zrobić sztukę opartą na Szekspirze i zabrać ją do Europy… na przykład do Polski. (śmiech)
Ale wszystko zaczęło się od Homera…
Bez Homera nie ma Szekspira i Europy. Jestem o tym przekonany, nie mówię tego z przyzwyczajenia. Przez wieki podstawowym programem nauczania wszystkich intelektualistów były poematy homeryckie. Jest też Eneida (która jest swego rodzaju streszczeniem…), ale w końcu wszystko wraca do Iliady i Odysei.