Ile razy słyszeliśmy to zdanie, ile razy mówiliśmy je do siebie. No tak, bo początek roku jest dla nas trochę jak dieta od poniedziałku. Nigdzie nie jest powiedziane, że dietę należy zacząć w poniedziałek, tak jak nigdzie nie jest powiedziane, że to pod koniec roku trzeba robić postanowienia na kolejny, nowy rok, a jednak…
Dlaczego więc zawsze mówimy o „dobrych postanowieniach”? Czy istnieją też „złe postanowienia”?
Powiedzmy, że od teraz będziemy mówić o noworocznych celach. Pytanie, czy tworzenie takiej noworocznej listy celów jest naprawdę słuszne.
Niemal 4000 lat temu Babilończycy byli jednymi z pierwszych na świecie, którzy spo- rządzali słynną listę „postanowień”. Szkoda, że wiele wieków po naszych babilońskich przyjaciołach seria licznych i ważnych badań obaliła mit sporządzenia listy celów dowodząc, iż takie działanie może okazać się wręcz „niebezpieczne”. Jedno z najnowszych badań przeprowadzonych przez Scranton University pokazuje, że 81% ludzi porzuca swoją listę celów jeszcze przed 16 stycznia. Są więc dwa możliwe rozwiązania tego problemu: albo należy sporządzać listę po 17 stycznia, mając nadzieję, że wywiązywanie się z niej pójdzie lepiej, albo postawić sobie realistyczne cele i mieć większą szansę na znalezienie się wśród 19% osób, którym udaje się je osiągnąć.
Noworoczne postanowienia często dotyczą naszego ciała, ale dbanie o siebie nie musi skupiać się tylko na fizyczności. Dbanie o siebie oznacza robienie czegoś dodatkowego, innego niż zazwyczaj, to wprowadzanie drobnych zmian. Stawianie sobie wielkich celów i nie wychodzenie z nimi poza 16 stycznia może tylko sprawić, że poczujemy się przegrani, a poczucie porażki z pewnością nikomu nie sprzyja.
Dlatego, aby nie znaleźć się w gronie 81% tych, którzy się poddają, trzeba stawiać sobie małe cele i codziennie trenować, tak jak to się robi, przy treningach fizycznych.
Lepiej wyznaczyć sobie cel chodzenia na siłownię 4 razy w tygodniu i nigdy tam nie chodzić, czy zdecydować się na 10 przysiadów dziennie i robić to każdego dnia? Lepiej wyznaczyć sobie cel czytania jednej książki tygodniowo i znaleźć się ze stosem nieprzeczytanych książek na szafce nocnej, czy wyznaczyć sobie cel czytania dwóch stron dziennie, czytać każdego wieczoru i mieć tylko jedną książkę na szafce przy łóżku z zakładką, która powoli przesuwa się do przodu?
A propos książek. Kilka tygodni temu wyciągnęłam zeszyt, w którym zwykłam zapisywać wyjątkowe, uderzające mnie najbardziej myśli z przeczytanych książek. Znalazłam bardzo fajną listę wskazówek, którymi chcę się z wami podzielić: odpuśćmy to, czego nie możemy zmienić; uznajmy, że nic w życiu nie może być doskonałe, w tym my sami i inni; starajmy się zachować samokontrolę nawet w trudnych chwilach, a jeśli mamy przesadną reakcję na jakieś zjawisko, nie potępiajmy się, ale spróbujmy zrozumieć, dlaczego tak zareagowaliśmy; nie porównujmy się do innych starając się osiągnąć cele przez nich osiągnięte, ponieważ każdy z nas ma inną oś czasu i swoją niepowtarzalną ścieżkę; i na koniec, żeby pozostać w temacie, spróbujmy poprawić swoje życie w każdym obszarze, pamiętając, aby stawiać sobie małe cele, które można osiągnąć niewielkimi zmianami.
Nie jestem fanką muzyki klasycznej, ale od 1 stycznia każdego dnia postanowiłam poprosić „Alexę” (asystenta głosowego auto- matyki domowej) o włączanie losowo muzyki klasycznej i odkryłam, że daje mi ona wielki spokój, sprawia, że czuję się dobrze. Zaczęłam też słuchać więcej włoskiej muzyki, zwracając uwagę na teksty, tak jak w grudniu na koncercie Elisy, na który zostałam zaproszona. Jakże piękne są słowa niektórych jej piosenek, prze- cież słyszałam je wiele razy, ale nigdy ich nie słuchałam.
Jak wiele innych osób, uzależniłam się od telefonu komórko- wego. Często trzymam go w dłoni, jakby był przedłużeniem ręki. Gdybym postawiła sobie za cel nieużywanie go tak jak poprzednio (cel zbyt rozmyty), dotarłabym do 16 stycznia, a potem uży- wała dokładnie tak jak poprzednio, lecz zamiast tego postawiłam sobie za cel odkładanie go w pokoju innym niż ten, w którym akurat jestem, do 1 godziny dziennie. 16 stycznia minął i na razie się nie poddaję, jakoś sobie radzę.
Pomyślcie o tym, kiedy byliście mali i nie umieliście jeździć na rowerze ani pisać. Teraz umiecie jeździć na rowerze i pisać, więc?
To oznacza, że niemal wszystko da się zrobić, ale żeby się czegoś nauczyć, trzeba trenować, krok po kroku, iść do przodu każdego dnia.
Oczywiście można uczyć się nawet nie będąc konsekwent- nym, ale jest bardzo prawdopodobne, że zajmie to więcej czasu i nie nauczycie się wtedy odtwarzania procesu potrzebnego do zrobienia danej rzeczy. Może się zdarzyć, że przy odrobinie szczęścia osiągniecie dobry wynik trochę przez przypadek i nie będziecie w stanie zrobić ponownie tych samych rzeczy, które doprowadziły do osiągnięcia postawionego celu.
Jeśli nauczycie się zaś powtarzać czynności każdego dnia, potem będzie łatwiej.
Proste? Proste, podsumujmy to, co napisałam do tej pory.
Jeśli wyznaczymy sobie łatwe cele i wymagany do ich osiągnię- cia wysiłek jest prawie zerowy, prawdopodobieństwo niepowodze- nia będzie zaś proporcjonalne do wysiłku, a więc prawie zerowe.
„Ale kiedy byłam mała, moi rodzice…”
„Chciałam to zrobić, ale wtedy stało się to i tamto…”
Wymówki, to zawsze i tylko wymówki: to, co wydarzyło się w naszej przeszłości, jest wyłącznie pretekstem do usprawiedli- wienia naszych dzisiejszych niepowodzeń. Musimy (i oczywiście ja też to wdrażam) przestać odgrywać ofiary przeszłości i stać się kowalami naszego losu, kreatorami przyszłości. Musimy przestać myśleć o tym, czego nie mieliśmy i czego nigdy nie będziemy mieć. Musimy przestać czuć się winnymi z powodu błędów, które kiedyś popełniliśmy, a zacząć myśleć o naszych błędach jako o czymś, czego nie chcemy już powtarzać, a raczej przekuć w możliwości poprawy naszych działań.
Często pytają mnie, jak mogę się znowu uśmiechać, nawet po przeżyciu bardzo trudnych chwil, albo w ciężkich czasach. Zawsze staram się myśleć o dobrych rzeczach, które udało mi się zrobić, o celach, które osiągnąłem i o wszystkim, co mogę jeszcze uczy- nić dla siebie i osób mi bliskich, które kocham. Mam to szczęście, że wciąż potrafię się ekscytować „małymi” rzeczami, zachodem i wschodem słońca, albo oglądając filmik z małą dziewczynka, która podczas występu w przedszkolu zauważa rodziców na widowni. Staram się nigdy nie zapomnieć, że jesteśmy tu tylko „przejazdem” i nie chciałabym przegapić ani chwili tej podróży, nigdy nie biorąc niczego za pewnik i nie myśląc: „Już taka jestem i tego nie zmienię”. Zawsze zadawajmy sobie pytania, starajmy się zrobić jeszcze jeden krok do przodu i, jeśli to konieczne, jeden krok do tyłu.
Nic nie jest wieczne i wszystko może się zmienić, wystarczy wyznaczyć sobie małe cele i być stałym w dążeniu do ich osiągnięcia. W 2022 roku zrobiłam sobie tatuaż widoczny na zdjęciu, na prawym nadgarstku, w miejscu, które widzę codziennie, aby przypominał mi o tym, że każdego dnia trzeba coś w życiu zmie- nić, nawet jeśli jest to tylko zmiana stałej trasy na siłownię lub odsłuchanie nowej piosenki.
Chcecie poznać niektóre z celów, które sobie wyznaczyłam na 2023 rok? Nauczyć się milczeć przynajmniej 10 minut dzien- nie; zostawiać telefon komórkowy w innym pomieszczeniu niż to, w którym aktualnie przebywam przez 1 godzinę dziennie; 15 minut medytacji dziennie i 1 godzina jogi tygodniowo.
I jak we wszystkich porządnych „napisach końcowych”, w tym miejscu chciałbym podziękować Claudii Santaloja i Andrei Sales, którzy bardzo pomogli mi w ostatnich miesiącach.
Kim są Claudia i Andrea? To dwoje psychologów.
Nie uważam się za wariatkę, a jednak postanowiłam poprosić o pomoc dwoje psychologów, ponieważ w przeciwieństwie do tego, co myśli wiele osób, zwłaszcza we Włoszech, do psycho- loga nie idzie się tylko wtedy, gdy ma się poważne problemy psychiczne, ale także, aby naprawić jakieś drobne sprawy w poszczególnych momentach naszego życia, a dowodem na to jest bonus dla psychologów, nagroda przyznawana w czasie pandemii Covid-19.
Nigdy nie czujcie się winni prosząc o pomoc!
Jeśli znasz język włoski, proponuję śledzić profil Andrei Sales i jego bardzo przydatne relacje na żywo na Instagramie, a jeśli nie mówisz po włosku, to masz jeszcze jeden dobry powód, aby się nauczyć języka.
Niech to będzie rok pełen małych zmian i wielkiej satysfakcji.
Do „zobaczenia” w następnym numerze.





































pierwszym planie, ale jest to również miejsce, w którym (nazwa nie jest przypadkowa) realizuje się odwieczne pragnienie – trzecie na świecie – bycia osobistym świadkiem żydowskich tradycji i kultury, ale nie tylko. (…) unikalny i oryginalny projekt, „Książka do pisania”, notatnik i zarazem zbiór cytatów i fotografii, który jest prawdziwym znakiem rozpoznawczym wydawnictwa. (Marilena Toscano, z artykułu opublikowanego 1 listopada 2022 w dzienniku ,,La Sicilia”).
Najpierw pojechaliśmy do Bondarte, które składa się z niewielkiego kompleksu budynków ukrytych pomiędzy wzgórzami, które dzięki wspaniałym obrazom, mozaikom i rzeźbom tworzą prawdziwe muzeum pod otwartym niebem. Być może było to najmniej popularne miejsce ze wszystkich na naszej liście tego dnia, jednak najbardziej odpowiadające mojemu nietypowemu i selektywnemu pojmowaniu turystyki.
Po zjedzeniu smacznego, lokalnego obiadu, nadszedł czas na wspomniany wcześniej kulminacyjny punkt dnia, jedno z najważniejszych miejsc kultu w całych północnych Włoszech, Sanktuarium w Oropie poświęcone Czarnej Madonnie. Doświadczenie było wyjątkowo owocne, dzięki zwiedzaniu z Lindą Angeli, kierownikiem ds. komunikacji w Sanktuarium, która okazała się pomocna i wiele nam wyjaśniła, co pozwoliło nam w pełni zrozumieć historię i specyfikę tego miejsca.
Elementem łączącym Sanktuarium w Oropie z Polską jest oczywiście wspomniana wcześniej Czarna Madonna, obecna również w Sanktuarium na Jasnej Górze. Związek ten jest niezaprzeczalny: hymn Sanktuarium w Oropie naśladuje muzykalność hymnu pochodzącego z Częstochowy, a poza tym, w zorganizowanej w Piemoncie w 2010 roku, ważnej konferencji na temat Czarnych Madonn licznie uczestniczyli również Polacy. Drewniana statuetka Madonny została niedawno ozdobiona absolutnie wyjątkowym Płaszczem Miłosierdzia, ukończonym w środku pandemii, wiosną 2020 roku, ale odsłoniętym dopiero w sierpniu 2021 roku. Płaszcz ma 25 metrów długości i składa się z 15 tysięcy kawałków materiału ofiarowanych przez tysiące ludzi, którzy zostawili na nich również intencję modlitewną do Madonny. Linda Angeli powiedziała też kilka słów na temat wzgórza Sacro Monte di Oropa, które wznosi się obok Sanktuarium: „To światowe dziedzictwo UNESCO wraz z pozostałymi ośmioma wzgórzami Sacri Monti w Piemoncie i Lombardii, poświęcone historii życia Madonny. Znajduje się na nim 12 kaplic z rzeźbami z terakoty nawiązujących do historii od Niepokalanego Poczęcia do Koronacji. Zwłaszcza w latach 1600 i 1700 był to sposób, żeby przybliżyć pielgrzymom historię Matki Boskiej poprzez tradycyjne rzemiosło i ubiór, zbliżając ją w ten sposób do codziennego życia ludzi”.
Po wizycie w Oropie, nadszedł czas na zejście w kierunku równiny, aby odwiedzić dwa ostatnie miejsca na naszej bogatej trasie. Pierwsze z nich to Ricetto di Candelo, średniowieczna fortyfikacja służąca kiedyś do przechowywania towarów na czarną godzinę, takich jak produkty spożywcze i wina. Wędrując po brukowanych uliczkach tej budowli, jednej z najlepiej zachowanych tego typu w Europie, naprawdę można poczuć się jak gdyby cofnęło się w czasie. I wreszcie, w odległości zaledwie kilku minut drogi, nie można nie zakończyć wycieczki w Belli, stolicy prowincji. Po spacerze w centrum „stolicy wełny” i zwiedzaniu neogotyckiej katedry Santo Stefano (wraz z jej wyjątkowym wnętrzem) oraz romańskiego baptysterium San Giovanni, przyszedł czas na kolację i przemyślenie wszystkiego, co widziało się w ciągu dnia. Do domu wracam bogatszy o nowe doznania, jak zwykle, gdy mogę poświęcić czas na tego typu doświadczenia.






Często zdarza się, w różnych kontekstach, że artysta zostaje zapamiętany lub niemal całkowicie utożsamiony (niesprawiedliwie i powierzchownie) z jednym dziełem, co w konsekwencji odsuwa nieco w niepamięć resztę twórczości; rzadko jednak dzieje się to z przytłaczającą siłą, właściwą samej sztuce, jak w przypadku „Krzyku”.
Przechodząc do analizy związku z Munchem z punktu widzenia konkretnej produkcji artystycznej, to o ile w odniesieniu do Polski należy podkreślić związek ze Stanisławem Przybyszewskim (który w 1893 roku poślubił znaną już wówczas Munchowi malarkę Dagny Juel, której portret z tego samego roku możemy zobaczyć obok), to w odniesieniu do Włoch Toft-Eriksen mnie zaskoczył: „Mówi się o długiej przyjaźni z polskim pisarzem; obaj byli w rzeczywistości bardzo blisko. Natomiast w Bel Paese, w Rzymie, Munch bywał kilkakrotnie. Istnieje zresztą obraz, jego autorstwa, przedstawiający grób jego wuja, słynnego historyka Petera Andreasa Muncha, pochowanego w stolicy Włoch”.