Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Gazzetta Italia 114 (grudzień 2025 – styczeń 2026)

0
Copertina: Diana Wietrzykowska-Pizoń

Rok 2026 jest rokiem św. Franciszka! Mija właśnie 800 lat od śmierci Świętego z Asyżu. Czy istnieje lepszy sposób, by go uczcić, niż wyobrażenie sobie, że przybywa do naszej dzisiejszej niespokojnej współczesności, niosąc ze sobą powiew pozytywnej energii? To właśnie przesłanie naszej okładki, dodatkowo podkreślone wspaniałym tekstem Stefano Redaelliego, jednym z dwóch artykułów, których czytelnicy Gazzetty mogą również wysłuchać, skanując kod QR.

W nowym numerze znajdziecie także sugestie na wakacje, ze szczególnym uwzględnieniem czterech włoskich regionów: Kalabrii, Emilii-Romanii, Friuli Wenecji Julijskiej i Sardynii, a ponadto rubrykę filmową z omówieniem włoskiego filmu „W innym świecie” („Un mondo a parte”), który właśnie wszedł do polskich kin. 

Nie brakuje również innych interesujących tekstów, m.in. o włoskich zakątkach we Wrocławiu czy o Komedii dell’Arte między Włochami, Polską i Francją. Przeczytacie też wywiad z prof. Ceccarellim na temat polsko-włoskiej antologii Szymborskiej, rozmowę z Vincenzo Latronico i recenzję powieści Chiary Valerio. Oczywiście nie zabraknie naszych stałych rubryk związanych z kuchnią, motoryzacją, komiksami i zdrowiem. 

Pozostaje tylko zdobyć swój egzemplarz w salonach Empik lub na stronie www.gazzettaitalia.pl. 

Miłej lektury i Wesołych Świąt! 

HORECA® 2025: Triumf włoskiego smaku z Fattorie del Duca w Krakowie

0

FOTO: MARCIN KAŹMIERUK FOTOGRAFIA 

 

Kraków, 7 listopada 2025 r. – Hala EXPO Kraków. Zakończyło się jedno z najważniejszych wydarzeń branżowych w Europie: Międzynarodowe Targi HORECA® oraz 22. Międzynarodowe Targi Wina ENOEXPO®. 

W dniach 5-7 listopada, pośród 232 wystawców i ponad 10 tysięcy zwiedzających, sercem włoskiej pasji i smaku było stoisko Fattorie del Duca Food&Prosecco. Firma, która od 2012 roku z dumą sprowadza na polski rynek najlepsze specjały Półwyspu Apenińskiego, zrealizowała trzynastą edycję swojego corocznego spotkania w Krakowie. Po raz kolejny targi okazały się wielkim sukcesem i triumfem rzemieślniczego smaku.

Fattorie del Duca to krakowski dystrybutor i importer włoskich produktów spożywczych, który od 2012 roku aktywnie działa na rzecz polskiej gastronomii. Firma jest nazywana „rzemieślnikami smaku”, ponieważ bierze udział w tworzeniu potraw o prawdziwie włoskim charakterze, wprowadzając na polski rynek wyselekcjonowane specjały, takie jak wędliny, sery i wina.

Kluczową misją Fattorie del Duca jest współpraca z profesjonalistami – restauracjami, pizzeriami, delikatesami i winiarniami – dostarczając im produkty od lokalnych włoskich producentów. Celem jest wspieranie tych, którzy stawiają na najwyższą jakość i autentyczny włoski smak.

Trzynasta edycja udziału Fattorie del Duca w targach to stały punkt w kalendarzu, organizowany co roku w Krakowie. Jak przyznają przedstawiciele firmy, zakończona edycja cieszyła się ogromnym zainteresowaniem i była wielkim sukcesem, przynosząc duże zadowolenie klientom. Niezaprzeczalną atrakcją stoiska były pokazy Live Cooking, dzięki którym można było na żywo spróbować produktów i poznać ich zastosowanie.

Goście Specjalni i Partnerzy Kulinarni

Tegoroczne wydarzenie, które zakończyło się sukcesem, zostało uświetnione przez ważnych gości i partnerów:

Cristina Catese – SPECIAL GUEST. Prezeska Włoskiej Federacji Kucharzy w Polsce (Federazione Italiana Cuochi Polonia) oraz ceniona szefowa kuchni i konsultantka. Na co dzień prowadzi warsztaty, szkolenia i występuje w programach telewizyjnych (m.in. Pytanie na Śniadanie TVP). Autorka książki Italia Amore Mio oraz ekspertka i ambasadorka włoskich produktów, stale współpracująca z Ambasadą Włoch oraz Agencją Italian Trade Agency. Jej obecność była gwarancją autentycznej wiedzy i pasji.

Łukasz Hrabia – Maestro Pizzaiolo. Brand Ambassador i Technik Polselli w Polsce. Jeden z najbardziej utytułowanych pizzaiolo w kraju oraz instruktor Accademia Polselli. Jako ekspert w zakresie mąk Polselli (dystrybuowanych przez Fattorie del Duca), Łukasz Hrabia demonstrował sztukę idealnej pizzy.

Ponadto stoisko tętniło życiem dzięki obecności kluczowych włoskich dostawców rzemieślniczych. Goście mogli osobiście spotkać się z producentami, którzy na co dzień tworzą najwyższą jakość: od Martino z Latteria Perenzin, specjalisty od wielokrotnie nagradzanych serów, przez Dario z Valcolatte, odkrywającego sekrety świeżej mozzarelli, po przedstawicieli historycznej marki wędlin Cavalier Umberto Boschi, pielęgnującej ponad stuletnią tradycję. Włoskie smaki dopełnił Marco z Palazzo Tronconi, prezentujący filozofię i wyjątkowe smaki win biodynamicznych. Ta bezpośrednia obecność rzemieślników podkreśliła misję Fattorie del Duca: dostarczanie produktów o gwarantowanej, lokalnej autentyczności.

Sukces tegorocznej edycji jest motywacją do dalszego działania. Fattorie del Duca dziękuje wszystkim za liczne przybycie i  już teraz zaprasza na następne wydarzenia i  do śledzenia ich w mediach społecznościowych. 

www.delduca.pl 

Symfonia Kolorów: Wydarzenie Artystyczne Roku w Rzymie

0

W dniach 7-19 listopada 2025 roku w prestiżowym Palazzo Valentini, siedzibie Metropolii Rzymskiej, odbyła się wystawa malarki Haliny Skroban „Symfonia Kolorów”. Wydarzenie to było okazją do uczczenia 25-lecia twórczości malarki i stanowiło wyjątkową okazję dla miłośników sztuki.

Wystawa rozpoczęła się wernisażem, prezentującym wybór dzieł stanowiących syntezę dorobku artystycznego Haliny Skroban. Zwiedzający mogli podziwiać szeroki wachlarz obrazów, które zgłębiają indywidualny styl i technikę artystki.

„Symfonia Kolorów” to wydarzenie, którego nie można było przegapić. Wystawie towarzyszyły spotkania szczególnie bliskie sercu malarki, a Pałac Valentini, ze swoją historią i architekturą, był idealnym miejscem. Zwiedzający mogli podziwiać dzieła sztuki w wyjątkowym i sugestywnym otoczeniu, które podkreśliło ich piękno i kreatywność.

Halina Skroban umacniając swoją obecność na rzymskiej scenie artystycznej pozostawiła miejsce na cykl konferencji podczas trwania wystawy. W tym kontekście wyróżnia się wyjątkowe wyjątkowe wydarzenie literackie poświęcone twórczości patronki roku 2025 – jednej z najdelikatniejszych, a zarazem najodważniejszych poetek XX wieku, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

Rok 2025 został ogłoszony przez Senat Rzeczypospolitej Polskiej Rokiem Poetki, upamiętniając osiemdziesiątą rocznicę jej śmierci 9 lipca 1945 roku.

Sztuka idealnie współgrała z liryczną wrażliwością Lilki. Spotkanie odbyło się w niezwykłej atmosferze jubileuszowej wystawy, a patronat nad wydarzeniem objęła Polska Akademia Nauk w Rzymie pod przewodnictwem Agnieszki Stefaniak-Hryćko. Wśród barw i refleksyjnych rozmów z prof. Tatianą Czerską oraz prof. Piotrem Krupińskim z Instytutu Literatury i Nowych Mediów US, a także tłumaczką Pawlikowskiej na język włoski, Sarą Quondamatteo, uczestnicy konferencji odkryli na nowo piękno jej poezji oraz jej wpływ na kulturę polską. Konferencji towarzyszył obraz „Non ti ho visto già da un mese”, tłum. “Nie widziałam cię już od miesiąca”,  namalowany przez jubilatkę specjalnie w związku z obchodami roku poetki.

Cykl Konferencji podczas jubileuszowej wystawy zamknięto bardzo ciekawym spotkaniem,  poświęconym rodzinie królewskiej Sobieskich, która miała znaczący wpływ na rzymskie życie kulturalne.

Artystka już od dawna zgłębia temat malarski królewskiej rodziny. W lutym 2020 roku powstał obraz pt. „ Jan lll Sobieski” z seri „Śladami stolic Polski”. Następnie w 2022 roku powstał obraz „Koncert dla królowej Marii Kazimiery Sobieskiej” i projekt pt. „Królowa w Rzymie”.

W epokę królowej Marii Kazimiery i rodziny Sobieskich zanurzyła uczestników prelegentka, historyk sztuki, dott.ssa Sofia Laurenti z  Uniwersytetu Rzymskiego „Tor Vergata”.

Z publicznością rozwinęła się ciekawa dyskusja na temat aktualnego stanu sztuki współczesnej we Włoszech i na świecie.

„Halina w swoim malarstwie, przesyconym sugestywnym kolorem, umiejętnie łączy polsko-włoskie „klimaty”; snuje włoskie impresje albo – za pomocą koloru – z rodzimej literatury czy historii wybiera fragmenty i tworzy z nich „bajkowe” narracje”- fragment wstępu do katalogu wystawy napisany przez panią profesor Izabelę Winiewicz Cybulską z Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Zamościu. To pod czujnym okiem pani profesor Halina Skroban stawiała pierwsze kroki w kierunku plastycznym. Po ukończeniu Liceum artystka podjęła studia w Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie, gdzie pod wpływem profesora Sandro Trotti diametralnie zmieniła swój styl ukształtowany w Liceum. Pani profesor, historyk sztuki przyjechała specjalnie do Rzymu z ukochanego Zamościa, by uczestniczyć w jubileuszu swojej uczennicy. Izabela Winiewicz-Cybulska jest autorką albumu „Malarstwo polskie. Od czasów najdawniejszych do współczesnych” (2025). Publikacja ta opisuje historię polskiego malarstwa, od jego początków do współczesności. Inne książki tej autorki to m.in. seria „Dusiek i Bajdek” oraz atlasy dla dzieci, jak „Jaki to obraz?”, „Jaka to budowla?” i „Jakie to rzemiosło”.

W ramach obchodów Swięta Niepodległości Polski, 11 listopada została zorganizowana uroczystość której przewodniczył prezes Stowarzyszenia „Polska w sercu” i zarazem przewodniczący Klubu Gazety Polskiej w Rzymie, Aleksander Nowak. Ksiądz Józef Kazimierz Ślazyk, poeta i pieśniarz zarecytowal poezję Jana Pawła II. Uroczystość stanowiła okazję do refleksji nad polską historią i kulturą, a także do zacieśnienia więzi między Polską a Włochami. Radość ze spotkania i wspólnego świętowania Niepodległości Polski była ogromna. Polskie nuty i pieśni w wykonaniu zespółu folklorystycznego Czerwone Maki rozbrzmiewały w sercu wiecznego miasta, dzięki gościnności Stolicy Metropolii Rzymu i Prefektury Rzymu.

Serdeczne podziękowania należą się Administracji Metropolii Rzymskiej, które wyraziły głębokie uznanie dla jakości wykonanych prac i wartości kulturowej inicjatywy. Ich obecność i pochwała były cennym wyrazem uznania dla artystki.

Uroczystego otwarcia wystawy dokonał Sekretarz Zgromadzenia Kapitolińskiego, Radny Miasta Rzymu, Fabrizio Santori.

Szczególne podziękowania należą się również Radnemu Antonio Giammusso, który uwierzył w ten projekt.

Halina Skroban składa również serdeczne podziękowania Panu Angelo Perrotta, sekretarzowi politycznemu Radnego Santori, za jego dyspozycyjność i nieocenione wsparcie w organizacji wydarzenia.

Wspólnie z Aleksandrem Nowakiem wydarzenie prowadzila Catia Acquesta, włoska dziennikarka, pisarka, malarka i prezes Stowarzyszenia na rzecz Ochrony Ofiar Przemocy „Alleati con te”.

Na wernisażu obecna byla Urszula Stefańska Andreini, Prezes Związku Polaków we Włoszech.

Swoją obecnością zaszczyciła artystkę Pani Urszula Rzepczak wraz z małżonkiem. Pani Urszula to jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiej telewizji, doświadczona dziennikarka i korespondentka, która przez wiele lat pracowała we Włoszech i Watykanie. Twórczyni kanału YouTube Meridiana Media- patrona miedialnego wydarzenia.

Podczas tej niezapomnianej chwili nie mogło zabraknąć rodziny oraz przyjaciół artystki, jak również wzruszających momentów z udziałem dzieci jubilatki; Aurory i Leonarda Agnello.

Halina Skroban dążąc do artystycznej niezależności, wciąż znajduje sposób, by rozwijać swój talent i pozostawać wierna swojej sztuce. Wizje tworzone z serca bez obawy o malarskie tradycyjne kanony trafiają do ludzi i wzruszają. Podobne wizje miał Chagal. Włoski Ligabue czy polski Nikifor też tworzyli jak widzieli i stali się cenną klasyką.

Drzemie w niej wielki talent, podparty wielką pracowitością.

Patronat Honorowy nad wydarzeniem objęła Città metropolitana di Roma Capitale.

Ponadto patronatu udzielila Polska Akademia Nauk w Rzymie, Instytut Polski w Rzymie, Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych im. Bernarda Morando w Zamościu, Klub Gazety Polskiej w Rzymie, Stowarzyszenie Alleati con te oraz Stowarzysznie Parasol Roztocza z Tomaszowa Lubelskiego- sposnor katalogów.

Patronat medialny:  Meridiana Media ( Urszula Rzepczak )

Personalizowane artykuły promocyjne dostarczyła Agencja The Best Promotion Srls z siedzibą w Carpi, działająca na arenie międzynarodowej w sektorze promocji (PTO).

Zdjęcia:  Delfino Enrico Fontana, Piotr Kolendowski, Jan Rzepka.

Tekst: Anna Dorota Pruchnicka

Buy Italy Tourism Roadshow 2025

0
Włoska turystyka rośnie dynamiczniej niż kiedykolwiek, a tegoroczne Buy Italy Tourism Roadshow 2025 tylko to potwierdziło. Wydarzenie, zorganizowane przez Włoską Izbę Handlowo-Przemysłową w Polsce (CCIIP) pod patronatem Ambasady Włoch, odbyło się w aż trzech kluczowych miastach: Krakowie, Poznaniu i Warszawie, przyciągając przedstawicieli branży, touroperatorów oraz samorządy regionów Italii. Kulminacją całego cyklu była jednak konferencja prasowa w Warszawie, podczas której ponad 30 redakcji wzięło udział w prezentacji czterech niezwykle różnorodnych regionów: Emilii-Romanii, Friuli-Wenecji Julijskiej, Kalabrii i Sardynii.
To właśnie ta konferencja, moderowana przez redaktora naczelnego Gazzetta Italia Sebastiano Giorgiego, pokazała w pełnej skali, jak silny i perspektywiczny jest dziś kierunek włoski na polskim rynku turystycznym. Linie lotnicze mówią wprost o rekordach i planach rozwoju: LOT otwiera nowe połączenia do Rzymu i Bolonii, Ryanair rozszerza ofertę o kolejne włoskie porty, a lotnisko Warszawa/Modlin zapowiada wzrost ruchu na 2025 i 2026 rok. Szczególnie wymowne jest to, że Włochy należą do najdynamiczniej rosnących kierunków w europejskiej siatce przewoźników – nie tylko w sezonie, ale przez cały rok.
Emilia-Romania zaprezentowała się jako region kompletny – między Adriatykiem a Apeninami, z niesamowitą gastronomią, bogactwem UNESCO, wybitną ofertą sportową i kultowym dziedzictwem motoryzacyjnym. To kierunek, który imponuje dostępnością – dwoma lotniskami, szybkim koleją, nowoczesnymi drogami. Idealny dla smakoszy, rodzin, rowerzystów, miłośników historii i fanów slow travel.
Friuli-Wenecja Julijska przypomniała, że to najbliższy Polsce włoski region – i jeden z najbardziej kompaktowych. Alpy, Dolomity, Adriatyk, Triest, winnice Collio, Grado, Aquileia, Palmanova… w 90 minut można tu przejechać z gór nad morze. Region przyciąga rodziny, rowerzystów, narciarzy, miłośników kultury i smakoszy, oferując jednocześnie doskonałe połączenia z Polski, w tym najnowsze – Kraków–Triest.
Kalabria udowodniła, że autentyczne Południe ma dziś ogromną siłę przyciągania. ’Nduja, bergamotka, dzikie klify, 800 km wybrzeża, parki narodowe, Tropea, Scilla i średniowieczne miasteczka tworzą obraz regionu naturalnego, szczerego i pełnego śródziemnomorskiej energii. Rośnie nie tylko liczba lotów, ale i liczba Polaków, którzy wybierają Kalabrię na dłuższy, spokojniejszy wypoczynek.
Sardynia natomiast pokazała nowe oblicze: wyspy całorocznej, która nie chce być już postrzegana jedynie jako letni raj. Prehistoryczne Domus de Janas i nuraghi, muzyka i rzemiosło wpisane w żywą tradycję, sporty outdoorowe, trekkingi, canyoning, slow tourism, historyczne borghi oraz fenomen Blue Zone – wszystko to składa się na kulturę i styl życia, których nie znajdziemy nigdzie indziej w Europie.
Konkluzja płynąca z warszawskiej konferencji prasowej jest jednoznaczna: cztery prezentowane regiony udowodniły, że Włochy są dziś kierunkiem, który odpowiada na potrzeby współczesnych turystów lepiej niż kiedykolwiek – łącząc dostępność, różnorodność, jakość i autentyczność. Buy Italy 2025 potwierdziło, że współpraca polsko-włoska rośnie, a 2026 będzie rokiem, w którym włoska oferta stanie się jeszcze bardziej widoczna, inspirująca i całoroczna.
Włochy nie tylko zachwycają – one konsekwentnie wyprzedzają oczekiwania. I właśnie dlatego pozostaną jednym z najważniejszych kierunków dla polskich podróżnych w nadchodzących latach.

Natalia Palmowska-Messina: skarby ukryte w winie

0
fot. Żaneta Nawrot

Natalia Messina, pierwsza Polka z tytułem magistra enologii. Absolwentka Wydziału Farmacji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie i Studiów Enologicznych na Uniwersytecie we Florencji i w Turynie, badaczka naukowa Uniwersytetu w Mediolanie. Założycielka własnej marki kosmetycznej “Vitigna SkinLove”, opartej na składnikach pozyskiwanych z winorośli. Od 2015 roku mieszka w Como, we Włoszech.

Jakie wina pija magister nauki o winie?

Latem uwielbiam wino na bazie mało popularnego szczepu Timorasso. Prawie wyginął, na szczęście odradza go pewien winiarz z Piemontu i staje się coraz  popularniejsze. Mineralne, trochę słonawe, świeże, o wysokiej kwasowości. Zimą wolę czerwone, potężniejsze z taninami i „z ciałem”, jak mówią specjaliści. Kocham Toskanię, więc Brunello, Chianti, Montepulciano, a spoza Toskanii Amarone della Valpolicella, mocne, złożone wino robione z suszonych winogron o większej zawartości alkoholu, trochę słodkawe. Świetne na zimowe wieczory do degustacji przy kominku. 

Nazwy twoich kosmetyków pochodzą od winorośli

Nazwy produktów pochodzą od szczepów winorośli, z których powstają wina, a ich charakter oddaje naturę danego kosmetyku. Trebbiano to biały szczep o wysokiej kwasowości, z którego tworzę tonik z kwasami. Sangiovese to szczep, bez którego nie byłoby wielkich toskańskich czerwonych win, jak Brunello, Chianti i Nobile di Montepulciano. Tak samo nazwałam krem nawilżający, absolutną podstawę każdej pielęgnacji. Malvasia, biała odmiana winogron i uniwersalny szczep, z którego można zrobić wina wytrawne, słodkie, musujące, a nawet dodać do czerwonego. Z niego powstaje uniwersalne serum na dzień i na noc, dla każdego rodzaju skóry, w każdym wieku. Teraz pracuję nad kremem pod oczy o nazwie Moscato. Moscato d’Asti to wino lekko musujące z bąbelkami, pięknie mieniące się, odbijające szkło w kieliszku. Ten krem też będzie tak ślicznie rozświetlał okolice pod oczami.

Na jakich właściwościach wina oparłaś receptury kosmetyków?

Wino kryje wielkie bogactwo. Śledzę badania w bazach publikacji naukowych i łączę moją wiedzę naukową z wiedzą stricte technologiczną. A zatem jest δ-viniferyna, która hamuje powstawanie przebarwień i je rozjaśnia. Viniderm otrzymywany z soku czerwonych winogron stymuluje syntezę kolagenu, działając przeciwzmarszczkowo.
Olej z pestek winogron doskonale nawilża, zatrzymuje wodę, zmiękcza, wygładza skórę. Hydrolizowane skórki winogron bogate w związki chemiczne z grupy polifenoli, są silnymi antyoksydantami. Najsilniejszy antyoksydant przeciwstarzeniowy, resweratrol aktywujący sirtuiny – białka długowieczności, stymuluje procesy regeneracyjne komórek, wydłuża ich żywotność, reguluje odporność na stres, hamuje postęp kruchości kolagenu i elastyny, powodujące powstawanie zmarszczek.  Wspomaga eliminację „komórek zombie”, czyli takich które już się nie dzielą tylko wywołują stany zapalne. 

fot. Katarzyna Słomka

Skąd u ciebie taka wiedza enologiczna?

Po ukończeniu studiów farmaceutycznych, przypadkiem trafiłam w Krakowie na degustacje Stowarzyszenia „Kobiety i Wino”. Oczarował mnie ten świat, zaczęłam chodzić na spotkania i uczyć wiedzy o winie. Pracowałam dla prezeski Stowarzyszenia, Moniki Bielki-Vescovi, mojej pierwszej mentorki, niesamowitej kobiety, która była dla mnie inspiracją i która rozkochała mnie w tym winnym świecie. Pod jej skrzydłami ukończyłam z wyróżnieniem 3 poziom kursu Wine and Spirit Education Trust, organizowany pod egidą brytyjskiej organizacji uznawanej na całym świecie za standard edukacji winiarskiej. Nie jest to kurs sommelierski, ale oferuje zaawansowany poziom wiedzy, kładący nacisk na degustację techniczną i geografię enologiczną. Wtedy postanowiłam studiować enologię we Włoszech. Znałam włoski, bo w krakowskim liceum przez 3 lata miałam bardzo wymagającego nauczyciela, który zaraził mnie ogromną pasja do języka i do kultury Włoch. Kontynuowałam naukę we Włoskim Instytucie Kultury, a potem na prywatnych lekcjach z native speakerem. Do Włoch wyjechałam w lipcu 2015 roku. Wynajęłam mieszkanie we Florencji, szybko znalazłam pracę możliwą do połączenia ze studiami, w restauracji dei Frescobaldi, należącej do znanej rodziny markizów. Rozpoczęłam trzyletnie studia enologiczne. Równocześnie zapisałam się na kurs sommelierski. Tam nauczono mnie enografii, regionów winiarskich świata, ale główny nacisk był oczywiście na Włochy oraz na to jak łączyć wina z potrawami. Co ciekawe w Polsce na degustacjach wypluwa się wino, we Włoszech natomiast wino się konsumuje.

Od kiedy wiedziałaś, że chcesz żyć we Włoszech? 

Decyzja o wyjeździe do Włoch zapadła, kiedy jeszcze studiowałam farmację. Trafiłam na Erasmusa do Ferrary. Rewelacyjnie się tam poczułam, zostałam ciepło przyjęta, na mojej ulicy już po 2 dniach wszyscy mnie poznawali i witali, wszyscy się uśmiechali. To było takie miłe i nowe. To wtedy podjęłam decyzję. Obroniłam dyplom w Polsce, ze studiów wyszłam pełna ambicji, pasji i wiedzy. Pracowałam w aptece i odkładałam pieniądze na wyjazd i studia enologiczne.

Pracowałaś na uczelni?

Pracę licencjacką z enologii obroniłam z mikrobiologii o wpływie związków fenolowych na rozwój drożdży i bakterii winiarskich. Podczas międzywydziałowych magisterskich studiów enologicznych w Asti, w Piemoncie na pierwszym roku chemię winifikacji na niesłychanie wysokim poziomie, wykładał prof. Tirelli z Mediolanu. Tak mnie zafascynował, że mając do wyboru drugi rok studiów w Piemoncie, w Mediolanie, na Sycylii, Sardynii, w Foggi w Apulii, oczywiście wybrałam jego katedrę. Zdobyłam stypendium naukowe za dobre wyniki. Dostałam się do laboratorium enologicznego. Napisałam u niego pracę o wadzie światła w białych winach, czyli jak pod wpływem światła w winie rozwijają się aromaty zgniłych jaj, gotowanej kapusty i czosnku. Po obronie zostałam w katedrze prof. Tirellego jako badacz naukowy, kontynuując badania nad defektem światła. To była moja wymarzona praca, ale codziennie pokonywałam dystans z Como do Mediolanu w godzinach szczytu, co było wykańczające. Wychodziłam z domu o szóstej, wracałam o 19:00. Musiałam zostawić pracę marzeń dla mojego zdrowia psychicznego i fizycznego. Odzyskany wolny czas poświęciłam na organizację mojego małego włosko-polskiego wesela. Nostryfikowałam dyplom i podjęłam na pół etatu pracę w aptece w Como.

Pracujesz w aptece równocześnie rozwijając własną markę kosmetyczną

W tych korkach na drodze między Mediolanem i Como wróciły do mnie marzenia o  własnej marce kosmetycznej. Zważywszy, jak wiele pracy i czasu zainwestowałam w wiedzę farmaceutyczna i enologiczną, postanowiłam  połączyć moje dwie pasje i stworzyć kosmetyki bazujące na surowcach z winorośli. Moi rodzice mieli sklep kosmetyczny, dlatego kosmetyki fascynowały mnie od najmłodszych lat. Jako dziecko uwielbiałam ten kolorowy magiczny świat słoiczków, buteleczek, kremów, perfum. Mama mi to ostatnio przypomniała, że wybierając kierunek studiów powiedziałam, że idę na farmację, bo chcę mieć swoją markę kosmetyczną i być jak dr Irena Eris, którą moi rodzice pamiętają z czasów, kiedy przyjeżdżała do nich do sklepu z wózeczkiem kosmetyków zrobionych w przydomowym garażu, promując swoje produkty. Zbudowała imperium kosmetyczne. Ja dziś  zaczynam podobnie. Oferuję ciężkie, eleganckie, szklane buteleczki, by zdobiły łazienkę. Winogronowy zapach, który przenosi nas myślami do słonecznej winnicy. Delikatne, aksamitne konsystencje. Skład kosmetyków opiera się filozofii skinimalizmu, czyli świadomym podejściu do pielęgnacji skóry – minimum kosmetyków, maksimum efektów. Do współpracy przy tworzeniu kolorowych opakowań zaprosiłam artystkę Agatę Sołygę, która maluje piękne kwiaty akwarelą, namalowała więc moje winogrona, na kartonowe opakowania słoiczków. 

Podziwiam twoją konsekwentną drogę 

Dziękuję. Nieraz słyszę: „tak po prostu postanowiłaś i wyjechałaś za granicę?” lub „tak po prostu założyłaś firmę?”. Albo „studia, kursy, praca na uczelni i w aptece – to wygląda jakbyś ciągle szukała i nie potrafiła znaleźć swojego miejsca”. Może to tak wygląda. Ale ja wiem, że to wszystko było z pasji i po to, żeby w końcu stworzyć własne kosmetyki, wyróżniające się na rynku. Nigdy nie miałam w sobie strachu przed działaniem. Oboje z mężem dużo pracujemy i lubimy to. Mam potrzebę samorealizacji i tego, żeby życie było ciekawe i było co wspominać. Trochę też motywuje mnie strach przed frustracją. Żeby za 30 lat nie stać w tym samym okienku aptecznym w Krakowie, żeby się nie obudzić z poczuciem żalu, że chciałam, ale nie wyjechałam do Włoch, że chciałam ale nie zostałam enologiem, że nie stworzyłam własnej marki kosmetycznej. Marzenia same się nie spełnią. Trzeba działać.

Paolino Spada – pasja, glina i dusza wyspy Lipari

0

foto: Miriam Ziina

 

Lipari, perła archipelagu Eolskiego, to wyspa, gdzie czas płynie niespiesznie, a życie, wolne od zgiełku metropolii, celebruje prostotę i autentyczność. Pośród jej uroków, wśród wąskich uliczek i błękitu Morza Tyrreńskiego, spotykamy Paolino Spadę – rzeźbiarza, którego historia to esencja sycylijskiego dolce far niente. Nie jest to lenistwo, lecz umiejętność czerpania radości z każdego dnia i pozostawiania po sobie trwałego śladu pasji.

Dziedzictwo rodziny spada i historyczne tło Lipari

Opowieść o Paolino zaczyna się od jego ojca, Giuseppe Spady, wybitnego rzeźbiarza z San Pietro Patti. Jego podróż na Lipari nie była przypadkowa. Po I wojnie światowej, z której powrócił ze zranionym okiem i cierpiący z powodu zimna, lekarz poradził mu przenieść się w cieplejsze miejsce. Wyspa Lipari, z historią sięgającą prehistorii, okazała się idealnym miejscem dla artysty. Od starożytnych osad z obsydianu po ślady dawnego handlu pumeksem, tętniła życiem i kulturą, stanowiąc tygiel wpływów greckich, rzymskich i bizantyjskich.

Giuseppe Spada, był tak cenionym artystą, że Amerykanie zaprosili go do współpracy przy dekoracjach scenograficznych do filmów. Miał też zaszczyt tworzyć fragmenty monumentalnego Altare della Patria w Rzymie, zwanego także Vittoriano. Mimo tak prestiżowych zleceń Giuseppe pozostał skromnym rzemieślnikiem, tworząc również pomniki ku czci poległych żołnierzy w Acquacalda. Na cmentarzu w Lipari do dziś stoi wzruszający pomnik nagrobny jego matki – „anioł pocieszający ją w agonii, by zabrać ją do nieba” – wykonany z cementu ze względu na brak marmuru. W domowym laboratorium modelował Madonny i figurki. Dla kościoła w Marina Corta (San Giuseppe) oraz w Canneto stworzył grotę Matki Boskiej Fatimskiej. Pomagał w modyfikacji ołtarza w Bazylice Świętego Piotra i wykonał rzeźbę Madonny z dzieckiem, którą przekazał kościołowi bez wynagrodzenia. Do jego dzieł należy też dwumetrowa rzeźba San Giovanniego dla kaplicy w Salinie. Giuseppe tworzył również portrety ważnych osobistości i malował maski karnawałowe. Matka Paolino, słynna krawcowa od sukien ślubnych, równie utalentowana, uzupełniała artystyczny krajobraz domu Spadów.

Paolino i jego brat Giovanni, muzycy i rzeźbiarze, dorastali w artystycznym domu. Ich dzieciństwo upłynęło w „bottega del Giuseppe Spada” – pracowni ojca, gdzie od najmłodszych lat, pod czujnym okiem Giuseppe, uczyli się sztuki rzeźbienia i modelowania. To tam, wśród gliny i marmuru, kształtowały się ich zręczne dłonie i wrażliwe dusze. Ich wczesne prace, takie jak „rybki, zwierzątka, a potem aniołki”, były fundamentem artystycznej ścieżki. Pasja do tworzenia, przekazywana z pokolenia na pokolenie, stała się dla nich naturalnym sposobem na życie.

Antyczne maski i współczesna twórczość

Regionalne Muzeum Archeologiczne im. Luigi Bernabò Brea na Lipari to skarbnica historii, z artefaktami z obsydianu i śladami dawnego handlu pumeksem, opowiadającymi o bogatej przeszłości wyspy. Braci Spada szczególnie zafascynowała kolekcja starożytnych masek teatralnych z okresu hellenistycznego (III–I wiek przed Chrystusem).

Maski teatralne w starożytnej Grecji i Rzymie były nieodłącznym elementem przedstawień. Służyły nie tylko zmianie tożsamości, ale i wzmacniały głos aktora, czyniąc go słyszalnym dla tysięcy widzów. Wyrażały emocje, wiek i status postaci, co było kluczowe w dużych amfiteatrach. Odkryte na wyspie, świadczą o bogatej kulturze teatralnej Lipari.

Paolino i Giovanni postanowili tchnąć w te antyczne formy nowe życie. Co niedzielę, z ojcem, udawali się do muzeum, by studiować i szkicować oryginały. Z precyzją odtwarzali wierne, trójwymiarowe repliki starożytnych masek w naturalnej wielkości oraz płaskorzeźby, dokładnie odwzorowujące oryginały z terakoty. Ich pracownia stała się miejscem, gdzie historia spotykała się ze współczesnym rzemiosłem, a każda maska opowiadała nową, fascynującą historię. Zrealizowali także maski na zamówienie teatralne dla kompanii z Rzymu, wystawiającej na Lipari sztukę „La Donna di Samo”.

Wszechstronność braci Spada objawiała się również w muzyce. Paolino z sentymentem wspomina, jak ojciec, utalentowany lutnik, budował im gitary. Obaj bracia grali na gitarach, a Paolino także na basie. Grali w zespole na przyjęciach i w nocnych klubach na Lipari i Vulcano. Giovanni był uznawany za jednego z najlepszych gitarzystów na Sycylii. Bracia wspólnie wykonali dużą rzeźbę Prometeusza (około 1,20 m) oraz pomogli w realizacji dwumetrowej rzeźby San Giovanniego dla kaplicy w Salinie. Paolino i Giovanni również malowali; Giovanni wykonał portrety swojej matki i ojca, a Paolino duży obraz sakralny. 

Filozofia życia na Lipari: prostota, pasja

Życie Paolino Spady to esencja sycylijskiej prostoty. Na Lipari nie znajdziemy luksusowych samochodów czy zgiełku wielkich miast. Poranki rozpoczynają się od klasycznego śniadania: świeżej granity alla pesca z odrobiną Malvasii – lokalnego wina, które doskonale oddaje słońce i ciepło wyspy. To w tych prostych rytuałach, w codziennej pracy i w bliskości z naturą, Paolino odnajduje prawdziwe piękno. Jego filozofia życiowa wpisuje się w ideę, że „perfekcja leży w niedoskonałości”. To podejście pozwala mu cenić autentyczność, szanować naturalny bieg rzeczy i tworzyć dzieła, które – choć odwzorowują antyczne formy – posiadają własną duszę i unikalny charakter. Po śmierci brata Giovanniego Paolino sam kontynuuje tradycję, dbając o pracownię i tworząc nowe dzieła.

Paolino Spada to nie tylko artysta; to żywy symbol Lipari, człowiek głęboko szanowany na wyspie. Jego historia pokazuje, że prawdziwe bogactwo nie kryje się w dobrach materialnych, lecz w pasji, wszechstronnym talencie i woli pozostawienia po sobie piękna, które przetrwa pokolenia. Paolino nie zapomniał o swojej muzycznej pasji. Obecnie pracuje nad utworem, który ma nadzieję zaprezentować na słynnym festiwalu w Sanremo, a w jego pracowni, przesiąkniętej zapachem gliny i historii, można poczuć puls wyspy, gdzie sztuka i życie przeplatają się w harmonijnym rytmie.

Reprodukcja masek z Muzeum w Lipari

Sandrone Dazieri – w poszukiwaniu źródeł zła

0
Fot. Mario Tirelli

Z Sandrone Dazierim spotykamy się w maju w niewielkim pomieszczeniu biura prasowego Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie. Papierowe ściany oddzielają nas od tłumu nałogowych czytelników spragnionych spotkań z ulubionymi autorami i poszukujących nowych, ciekawych lektur. Na zewnątrz panuje nieustanny gwar, ale udaje nam się porozmawiać o różnych niuansach pisania, tajnikach budowania dobrego bohatera i źródłach zła. Jego książka „Zło, które ludzie czynią” (czwarta wydana po polsku po „Królu denarów”, „Aniele śmierci” i „Mężczyźnie z Silosu”) ukazała się w tym roku nakładem wydawnictwa Sonia Draga.

Przez lata byłeś dziennikarzem, scenarzystą, publicystą i zajmowałeś się polityką. Skąd pomysł, żeby zająć się pisaniem książek?

Kiedy byłem dzieckiem, jednym z moich pragnień było zostanie dziennikarzem, ale zdałem sobie sprawę, że tematy, które mnie interesowały, bardzo często nie interesowały gazet, z którymi pracowałem. Ja chciałem natomiast zagłębić się w to, co działo się w podziemiu Mediolanu w tamtym czasie, ponieważ pochodziłem z tego świata i chciałem być po części jego rzecznikiem. Oczywiście nie było to możliwe, więc pomyślałem, że aby opowiedzieć historie z mojego punktu widzenia, muszę je wymyślić. Wykorzystałem więc fikcję jako sposób na stworzenie uniwersalnej opowieści, dotyczącej tego, co mnie interesuje. Zacząłem od postaci, która była czymś w rodzaju mojego alter ego w świecie i dałem jej głos w pięciu powieściach.

„Zło, które ludzie czynią” jest bardzo filmową książką, ma wartki rytm, jak udało ci się to osiągnąć?

Mój sposób pracy jest nieco sprzeczny ze stylem współczesnego włoskiego kryminału, ponieważ usuwam wszystko, co nie służy budowaniu napięcia lub tworzeniu prawdziwej historii. Wątek poboczny może istnieć, ale w powiązaniu z fabułą kryminalną. Muszę powiedzieć, że pisanie scenariuszy trochę mi pomogło, bo tam na 90 stronach musisz opowiedzieć na przykład życie osoby, która przeżyła 100 lat. Piękno kina polega na tym, że dzięki obrazom można ,.dużo skrócić i w godzinę, powiedzmy w 100 minut, opowiedzieć wszystko, co się chce. Staram się to robić również w książkach. Tam, gdzie to możliwe, skracam. Zawsze staram się wciągnąć ludzi w opowieść. W książce „Zło, które ludzie czynią” pojawił się dodatkowy element, ponieważ wciąż szukałem źródeł zła. Aby do nich dotrzeć, zdecydowałem się skonstruować dwie równoległe, nienakładające się na siebie historie, opowiadające w różny sposób o tym samym polowaniu na mordercę na przestrzeni trzydziestu lat, jedną w przeszłości, drugą w teraźniejszości. Muszę przyznać, że było to skomplikowane zadanie.

W tej historii znajdziemy też trzy różne gatunki, noir w historii z przeszłości, thriller w tej z teraźniejszości, a także odrobinę horroru.

Horror pojawia się przy postaci Amali, która jest jedyną prawdziwą bohaterką książki. Dziewczynka, która zostaje porwana i torturowana. Jedyna naprawdę niewinna osoba, która ma odwagę walczyć nie tylko o swoje życie, ale i ze złem. Nie odpuszcza, szuka sposobu na ucieczkę i komunikację z kimś, kogo uważa za innego więźnia. Wszyscy pozostali nie są prawdziwymi bohaterami, ale ludźmi, którzy popełniają błędy. W przeszłości mamy policjantkę Italę, która myśli, że ostatecznie rozwiązała sprawę, ale w rzeczywistości tylko przesunęła ją do przodu. Podobnie Gerry, który myśli, że rozwiązuje problemy zabijając ludzi, a tak nie jest. Ale taki właśnie był pomysł, żeby stworzyć noir z thrillerem, lub thriller z noir i odrobiną horroru, bo to są gatunki, które lubię.

W jaki sposób tworzysz swoich bohaterów, którzy są zawsze tak bardzo silni i charyzmatyczni?

Używam podobnego procesu twórczego dla wszystkich ważnych postaci, tj. systemu Stanisławskiego, zgodnie z którym aktor, aby poczuć prawdziwe emocje, musi pomyśleć o czymś, co naprawdę sprawia, że czuje złość, smutek itp. Robię to samo: te postacie muszą być mną, gdybym był nimi. Zastanawiam się, jaki bym był, gdybym urodził się kobietą, gdybym doświadczył tego, czego doświadczyła Itala? Jak reagowałbym na świat? Gdybym był chorym mordercą, który doświadczył tych rzeczy, jak poruszałabym się w świecie? Co bym myślał? W jakiś sposób główni bohaterowie są zawsze moimi projekcjami, jakby byli częściami mnie, którym nadaję tożsamość. I za każdym razem zadaję sobie to pytanie: co by się stało, gdybym urodził się w ten sposób?

Spotkanie z autorem podczas Międzynarodowych Targów Książki w Warszawie, (od lewej) prowadzący Adam Szaja smakksiazki.pl, tłumaczka Natalia
Mętrak-Ruda, Sandrone Dazieri / fot. Simone Mutti

Zastanawiam się jednak, czy w świecie, w którym zło jest wszechobecne i nie robi już na nas wrażenia, jesteśmy na nie nieco znieczuleni, jest jeszcze sens, by opowiadać takie historie?

Staram się opowiadać tak, by pokazać, co kryje się pod powierzchnią. Jeśli opowiadam ci o morderstwie, opowiadam ci historię tego morderstwa, opowiadam ci historię mordercy, ofiary, ich środowisko i powody, które doprowadziły do tego, co się stało. I to jest poziom głębi, który został utracony. Teraz wszystko trafia do talk show i staje się bardzo powierzchowne. Tak naprawdę nie dociera się do sedna rzeczy. Należałoby naprawdę zbadać dlaczego, również po to, żeby odkryć, że 90 procent tego, co się wydarza, zależy od warunków życia ludzi: ubóstwa, w tym ubóstwa intelektualnego i kulturowego. Ludzie żyją źle, cierpią, nie mają pieniędzy, boją się o przyszłość, młodzi ludzie nie mają pracy. Trzeba więc opowiadać o tych społecznych i politycznych przyczynach tego, co się dzieje. I jest to coś, czego często nie chcemy słyszeć.

Lepiej powiedzieć: ten, kto zabił, jest potworem. Ja próbuję zadawać sobie pytania, nie wierzę w potwory, wierzę w ludzi, którzy mają problemy. I tak naprawdę myślę, że większość ludzi jest dobra, tylko że żyją w świecie, w którym bycie dobrym człowiekiem jest uważane za powszechną głupotę. Wierzę również, że większość ludzi w obliczu prawdy, dogłębnego wyjaśnienia lub historii w książce, może zrozumieć, wzruszyć się i poczuć złość. Ale ważne, aby dawać im tego rodzaju informacje i narracje, których nie ma w telewizji ani w gazetach. Dlatego piszę książki i zawsze mam nadzieję, że coś z nich zostanie. Powiedzmy, że chcę, aby czytelnik dobrze się bawił, ale zależy mi również na tym, żeby coś w nim zostało, kiedy zamknie książkę. W ten sposób próbuję coś zmienić.

Domenico Merlini i włoska Warszawa

0

Tekst i foto: Dominika Rafalska

 

Był jednym z wielu wybitnie utalentowanych Włochów, którzy w XVIII w. przybyli do Rzeczypospolitej, aby zapisać się na kartach jej historii na zawsze. Nie miał wykształcenia akademickiego, a jednak uważany jest za jednego z najwybitniejszych architektów epoki, najważniejszych twórców i propagatorów stylu zwanego „stanisławowskim”. O życiu, twórczości i włoskich śladach Dominika Merliniego w Warszawie mówi Jerzy S. Majewski – varsavianista, historyk sztuki, publicysta.

Dominik Merlini związał całe swoje życie z Warszawą. Przyjechał do Polski około 1750 r., w wieku zaledwie 20 lat. Jak się tu znalazł? 

Warto zaznaczyć, że nie przybył w pustkę. Od dziesięcioleci zjeżdżała tu plejada włoskich architektów. Nowożytna Warszawa była bardzo włoskim miastem. W XVII w., gdy sprowadził się tu król, magnaci zaczęli budować swoje rezydencje, a wokół Warszawy powstał wianuszek prywatnych miasteczek, czyli jurydyk. I to właśnie wielcy magnaci sprowadzali do Polski architektów – zazwyczaj z Włoch. Przynajmniej od trzeciej ćwiartki XVII w. przyjeżdżali tu Włosi znad jeziora Lugano. To właśnie tam, w niewielkim miasteczku Castello di Valsolda urodził się Dominik Merlini. Wcześniej z tych okolic do Polski przybyli m.in. Izydor Affaita, co najmniej trzech Ceronich, Józef Szymon Bellotti… Same słynne nazwiska związane z architekturą Warszawy. Ten ostatni wznosił m.in mury kościoła św. Krzyża przy Krakowskim Przedmieściu  (1679–1696).  Kuzynami Dominika Merliniego byli też Fontanowie…

Wszyscy ci artyści ściągali tu zatem do pracy?

Tak. W czasie wojny północnej (1700–1721) Warszawa została zdewastowana. Za Augusta II środowisko architektów zaczęło się jednak odbudowywać, skupiać wokół Saskiego Urzędu Budowlanego (Bauamtu) zorganizowanego na wzór jednostki wojskowej! To byli wybitni architekci. Rzeczpospolita dawała im wielkie szanse, była ogromnym krajem, odradzała się i ekonomicznie była bardzo silna.

Moment, w którym Dominik Merlini przyjechał do Polski to czasy panowania Augusta III. Epoka saska przeszła do historii jako czas bardzo ponury, ale w rzeczywistości był to dla Warszawy okres prosperity gospodarczej i boomu budowlanego! W czasie wojny siedmioletniej (1756–1763) dwór królewski sprowadził się do stolicy i to, wówczas prowincjonalne miasto (liczące zaledwie 30 tys. mieszkańców), zaczęło się dynamicznie rozwijać. Ruch budowlany znacznie się wymorzył. 

Merlini nie miał wykształcenia akademickiego. Szlify zdobywał właśnie pod okiem swojego wuja Jakuba Fontany… 

Jakub był architektem królewskim. Urodził się już w Warszawie, ale jego ojciec – Józef przybył do Polski z tej samej doliny – Valsoldy pod koniec XVII w. Jakub był znacznie starszy od Dominika, ale miał też brata – Jana Kantego, który był rówieśnikiem Merliniego. Jan Kanty był burgrabią zamku królewskiego. Jakub projektował dużo dla dworu królewskiego i magnatów. Przyjął pod swoje skrzydła młodego Dominika.

Jaka była pierwsza warszawska realizacja Merliniego?

To była nawa i fasada kościoła Kamedułów na Bielanach. Niezwykła architektura. Ma zupełnie inną strukturę architektoniczną, nawę na rzucie zbliżonym do elipsy. Warto wspomnieć też o późniejszym Pałacu Jabłonowskich (1760 r.). Widać tu jeszcze wpływy późnego baroku i rokoka. Styl Merliniego będzie później ewoluował od barokowego do stanisławowskiego, kiedy artysta zaczął wprowadzać do swojej twórczości elementy klasycystyczne. Te budowle cechuje elegancja, prostota, pewna surowość. Warto jednak dodać, że Merlini wprowadził klasycyzm do architektury Warszawy, ale na pewno nie był „odkrywcą klasycyzmu”. Mocno minimalistyczną budowlą klasycystyczną jego projektu były stajnie królewskie – prawie pozbawione detalu, surowe. Warto wspomnieć tu też o Łazienkach…

Czy ten projekt można uznać za „rewolucyjny” w jego twórczości?

Nie, choć wprowadzał on formy, które były rezultatem zainteresowań artystycznych króla i otaczającego go środowiska. Gdy patrzymy na południową elewację Pałacu na Wyspie, widzimy niesamowitą elegancję. Ten pierwszy powiew klasycyzmu na pewno ma w sobie iskrę wpływu francuskiego, a drugi – jego późniejsze realizacje częściej odwołują się do form włoskich, np. do Andrei Palladia z Vicenzy, który był mistrzem dla architektów epoki chociaż sam reprezentował styl zwany manieryzmem…

Nie, Łazienki nie były rewolucją, ale nie zmienia to faktu, że jest to wybitna architektura, która jest wypadkową talentu Merliniego a także gustu króla i wpływu jego otoczenia. Warto wspomnieć tu o samym założeniu parkowym, które było wynikiem pracy Jana Christiana Schucha…

Czy podobne parki powstawały już wtedy w Europie?

Jak najbardziej. W samym Ogrodzie Saskim istniał teatr, wielki pawilon, Żelazna Brama…

W przypadku Łazienek możemy mówić o dużej różnorodności form istniejących tam budowli… Amfiteatr odwoływał się do teatru antycznego, z kolei Biały Dom przypomina Lusthaus… Pałac Myślewicki autorstwa Merliniego jest z kolei jeszcze „bardzo saski”. Ma charakterystyczną „złamaną fasadę” i spokojnie mógłby stanąć w Dreźnie Augustów.

O jakich jego projektach warto jeszcze pamiętać?

Na pewno o przebudowie wnętrz Zamku Królewskiego. W skali ówczesnej architektury polskiej widać tam wielki rozmach, wspaniałe proporcje, detal… Wnętrza w duchu francuskiego klasycyzmu są piękne, gustowne… Jest to zupełnie inne od sztuki rokoka. Na owe czasy było to bardzo nowoczesne.

Nieco zapomnianym projektem jest także ten dotyczący przebudowy Zamku Ujazdowskiego. Pierwotnie miała to być siedziba Stanisława Augusta Poniatowskiego. Z tamtych czasów zachował się ciekawy projekt sali tronowej z przeznaczeniem dla królowej! Niestety, jak wiadomo, Stanisław August nigdy się nie ożenił…

Powstało wtedy także wielkie założenie urbanistyczne w postaci tzw. latawca – wielkiej osi urbanistycznej od strony zachodniej z dzisiejszą ul. Nowowiejską. 

Po śmierci Fontany (1773 r.), Merlini został Architektem Króla i Rzeczypospolitej. Na czym polegała jego praca? 

Miał za zadanie utrzymanie, konserwację i modernizowanie budowli o charakterze państwowym… Na przykład odbudowywał po pożarze Pałac Rzeczypospolitej w Warszawie. W tym projekcie uszanował układ z czasów Tylmana z Gameren, ale jednak stworzył coś własnego. Podobnie było z przebudową Pałacu Brühla który zaprojektowali architekci z Bauamtu. Tę niezwykłą rezydencję Merlini przerobił na ambasadę rosyjską. Po jego przebudowie wnętrza pałacu straciły swój saski późnobarokowy styl, stały się bardziej surowe, klasycystyczne. Zbudował też Bramę Grodzką w Lublinie, przebudował tamtejszy trybunał…

Czy w twórczości Merliniego widać inspirację Włochami? I skąd owa inspiracja pochodzi skoro nie wiemy nawet czy architekt wrócił kiedykolwiek choć na chwilę do Włoch?

Tego rzeczywiście nie wiemy, nie ma na ten temat dokumentów. Do końca życia został w Warszawie, tu umarł, został pochowany na Powązkach… Ale pamiętajmy, że Stanisław August też był zafascynowany Włochami, choć nigdy we Włoszech nie był. 

Nawiązania Merliniego do architektury włoskiej nie biorą się raczej z tęsknoty za Włochami, ale z pewnej mody i jego osadzenia tutaj. Włosi działali w Warszawie od pokoleń. Włoska architektura i sposób myślenia, idee, wpływy, estetyka… to wszystko „krążyło tu” i docierało także do serca Merliniego. Wtedy funkcjonowały też wzorniki, z których korzystali architekci. 

Inspirację Włochami widać choćby w kościele Bazylianów na Miodowej, który z zewnątrz jest pałacem. W stu procentach włoska jest także Królikarnia… Widać tu wyraźną inspirację Vicenzą, Villą Rotondą Palladia. Pałac stoi na skarpie, w środku ma rotundę… Widać tu naprawdę wiele podobieństw. W parku mamy też kuchnię ogrodową, która nawiązuje bryłą do grobowca Cecylii Metelli przy via Appia pod Rzymem. Czy Merlini mógł znać to z autopsji? Nie wiemy, ale pamiętajmy, że projekty Palladia były bardzo rozpowszechnione, on sam stworzył traktat, a jego rysunki przerysowywano, funkcjonowały w całej Europie.

Merlini był Pana zdaniem wizjonerem czy po prostu skutecznym wykonawcą pomysłów, które rodziły się w głowie Stanisława Augusta Poniatowskiego?

Myślę, że paradoksalnie wyjątkowość Merliniego polega właśnie na jego pełnym zrozumieniu z królem, na umiejętności stworzenia unikatowego języka architektury – wnętrz zamkowych, budowli w Łazienkach… Nie jestem pewien czy jego wszystkie inwestycje, niezwiązane bezpośrednio ze Stanisławem Augustem są podobnie eleganckie… Ten późniejszy styl palladiański był bardziej kosmopolityczny. Najpiękniejsze co stworzył Merlini było wypadkową spotkania dwóch indywidualności – jego i Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Jerzy S. Majewski jest z wykształcenia historykiem sztuki. Autor i współautor kilkudziesięciu książek i albumów o Warszawie.

A.C. Wawa powraca jako mistrz Włochów w Polsce

0

Tłumaczenie pl: Wojciech Wróbel

Foto: Bartosz Banaś

 

12. edycja rozegranego w weekend, 5-6 lipca w prestiżowym Ośrodku Treningowym Legii w Grodzisku Mazowieckim Turnieju Piłki Nożnej Włochów w Polsce po raz kolejny potwierdziła, że stanowi on najważniejsze i najpopularniejsze wydarzenie sportowe włoskiej społeczności w Polsce.

W wydarzeniu zorganizowanym przez Comites Polonia i Gazzetta Italia oraz sponsorowanym przez Ambasadę Włoch w Warszawie, wzięło udział ponad stu sportowców z całej Polski, podzielonych na dziesięć drużyn, którzy zmagali się ze sobą w ciągu dwóch dni Wielkiego Futbolu, w palącym słońcu, które testowało ich wytrzymałość fizyczną do granic możliwości.

Profesjonalizm i elegancja obiektu stanowiły idealną oprawę dla tej edycji, którą otworzyli: Prezes Comites Polonia Silvia Rosato oraz Pierwszy Sekretarz Ambasady Włoch, dr Vincenzo Spinelli, reprezentujący Ambasadora Lucę Franchetti Pardo, nieobecnego z powodu żałoby rodzinnej. Chwila szczególnego wzruszenia nastąpiła przed finałem, kiedy minutą ciszy uczczono pamięć ojca Ambasadora, który zmarł kilka dni przed wydarzeniem.

Formuła turnieju doskonale się sprawdziła – w pierwszej fazie miały miejsce rundy włoskie, kolejne zaś były rundami pucharowymi, które jak zwykle zapewniły widowisko i napięcie do samego końca. W turnieju uczestniczyło 10 drużyn, które stoczyły boje w piekielnym upale – Il Sogno di Varsavia, AC Wawa, AS Cracovia Calcio, Real Poznań, Italiani a Wrocław, Warszawa United, FC KTM Łódź, Atletico per niente Wrocław, ITAL3MIASTO i Legia Carbonara Varsavia.

Ostatni dzień turnieju dał kibicom morze adrenaliny – to były naprawdę zacięte mecze! W pierwszym półfinale Il Sogno di Varsavia pokonało Italiani a Wrocław i awansowało do finału. W drugim meczu AC Wawa pokonała Cracovię dopiero w rzutach karnych, po emocjonującym remisie w ostatnich minutach regulaminowego czasu gry.

Finał, rozegrany przed publicznością złożoną z drużyn, rodzin, przyjaciół, kibiców i gości centrum sportowego, charakteryzował się dobrą i równą grą, przełamaną tuż przed przerwą przez zawodnika AC Wawy Gennaro Caputo, który sfinalizował piękną akcję i zdobył decydującą bramkę, zdobywając dla swojej drużyny tytuł mistrza 12. edycji. Pomimo prób wznowienia gry przez Il Sogno di Varsavia – triumfatora dwóch poprzednich edycji, AC Wawa stawiła opór i zasłużenie powróciła na najwyższy stopień podium, po raz kolejny potwierdzając, że jest drużyną nie do pokonania w tym turnieju.

Nagrody indywidualne trafiły do: Alessandro Puriniego z Cracovii – najlepszego strzelca z ośmioma bramkami, Gennaro Caputo z AC Wawy – najlepszego zawodnika, Maksymiliana Klejewskiego z Poznania – najlepszego bramkarza, któremu udało się nawet strzelić gola z własnej połowy.

Sukces wydarzenia był możliwy dzięki zaangażowaniu organizatorów i nieocenionemu wsparciu sponsorów: Italmatch Chemicals – sponsora głównego, BGTeC, LeoVince, La Bottega da Enrico, Lo Sfizio i Mare e Monti di Enrico Monti, Shardana, Ferrero, SpaccaNapoli i Fundacji Włosko-Polskiej InteRe. Gazzetta Italia, wieloletni partner medialny turnieju, jak zawsze zapewniła wydarzeniu wsparcie organizacyjne i oprawę medialną. Sponsorzy umożliwili również miłe chwile i degustacje włoskich produktów, które towarzyszyły dwóm dniom sportu.

Klasyfikacja końcowa: 1) AC Wawa, 2) Il Sogno di Varsavia, 3) AS Cracovia Calcio, 4) Italiani a Wrocław, 5) Warszawa United, 6) Atletico per niente Wrocław, 7) Real Poznań, 8) KTM Łódź, 9) ITAL3MIASTO, 10) Legia Carbonara Warszawa. Wszystkie drużyny zostały nagrodzone pucharami i medalami.