Stanisław Poniatowski, Maria Konopnicka i Jarek Mikołajewski, uhonorowani wspaniałą okładką autorstwa Arkadiusza Hapki, są symbolami italofonii w Polsce. Numer 113 zabierze Was w podróż przez Tydzień Języka Włoskiego, z komentarzem Ambasadora Franchettiego Pardo, modę z hołdem dla Giorgio Armaniego, podróże między Materą a przygodami Elżbiety Dzikowskiej czy kulturę z neapolitańskim księdzem, który przepowiedział wyzwolenie Polski. Poza tym kino z echami tegorocznego Festiwalu Filmowego w Wenecji, historia Malucha (Fiat 126) między Turynem a Bielsko-Białą, refleksja na temat setnej rocznicy urodzin Andrei Camilleriego autorstwa Macieja Brzozowskiego, historia sukcesu Doroty Koziary we Włoszech i wiele więcej, jak również nasze stałe rubryki poświęcone językowi, kuchni, komiksom i muzyce. Numer, którego nie możecie przegapić!
Italian Pizza Championship w Polsce: pizzeria Enigma (Wrocław) wygrywa pierwszą edycję
Com.It.Es. Polska zorganizowało pierwszą edycję Italian Pizza Championship (Włoskich Mistrzostw Pizzy) w Polsce pod patronatem Ambasady Włoch w Warszawie oraz warszawskiego biura ITA – Italian Trade Agency. Projekt powstał we współpracy z Mistrzem Pizzaiolo Gabriele Costabile — w celu promowania włoskiego know-how i produktów Made in Italy poprzez jeden z najbardziej lubianych symboli Włoch: pizzę.
Po lokalnych eliminacjach, w których wzięło udział około 45 pizzerii z Krakowa, Wrocławia i Warszawy, w finale w restauracji Abruzzo w Warszawie zmierzyło się trzech zwycięzców: Sette (Kraków), Enigma (Wrocław) i Dziurka od Klucza (Warszawa). Pod okiem jury technicznego – szefa kuchni Mutti Carlo Casoniego, Waltera Busalacchiego (właściciela Non solo Pizza) szefa kuchni i influencera Mattia Centiniego – pod przewodnictwem Witolda Casettiego, finał mianował Enigmę (Wrocław) „Najlepszą włoską pizzę w Polsce”, a za nią uplasowały się Dziurka od Klucza i Sette. Wszystkie trzy lokale zostały nagrodzone przez ambasadora Włoch w Polsce Lucę Franchettiego Pardo. Jury mediów przyznało następnie nagrodę „Najbardziej medialna pizza” Dziurce od Klucza.
Inicjatywa, która odbyła się po raz pierwszy w Polsce, cieszyła się dużym zainteresowaniem publiczności i przedstawicieli branży, potwierdzając jakość pizzerii w trzech zaangażowanych miastach i otwierając drogę do ewentualnego rozszerzenia na inne miejscowości w Polsce w kolejnych edycjach. Organizatorzy dziękują sponsorom: Mutti, Molini Pizzuti, Gusto Food Service, Frantoio Verna, Cuore Nero, Di Sipio oraz partnerom medialnym: Gazzetta Italia, Throwback Pasta oraz współorganizatorowi: Fundacji Włosko-Polskiej InteRe. Dla Com.It.Es. Polska mistrzostwa stanowią ważny etap w misji promowania znakomitej włoskiej kuchni i wzmacniania dialogu kulturowego między Włochami a Polską.
Pizzerie zainteresowane udziałem w edycji 2026 zapraszamy do kontaktu na adres segreteria@comitespolonia.pl.
Foto: Bartek Banaś
POLSKA. UDZIAŁ AMBASADORA FRANCHETTIEGO PARDO ORAZ SZEFa SZTABU GENERALNEGO WŁOCH, GEN. PORTOLANO, W UROCZYSTOŚCI RELIGIJNEJ KU CZCI WŁOSKICH POLEGŁYCH ODNALEZIONYCH W ŁAMBINOWICACH
Foto: Diana Wietrzykowska-Pizoń
Warszawa, 2 października 2025 r. – Dziś w Katedrze Wojska Polskiego w Warszawie odbyła się uroczysta ceremonia ku czci włoskich poległych z okresu II wojny światowej, odnalezionych na terenie byłego niemieckiego obozu jenieckiego „Lamsdorf” (dzisiejsze Łambinowice) – jednego z najważniejszych odkryć dla Włoch w ostatnich latach.
We Mszy świętej, odprawionej przez nuncjusza apostolskiego w Polsce, arcybiskupa Antonio Guido Filippazziego, uczestniczyli: ambasador Włoch w Polsce Luca Franchetti Pardo, szef Sztabu Generalnego Obrony Włoch gen. Luciano Antonio Portolano, jego polski odpowiednik gen. Wiesław Kukuła oraz szef Urzędu Ochrony Dziedzictwa Kultury i Pamięci Obrony (UTCMD) gen. Andrea Rispoli. Obecni byli także liczni przedstawiciele władz polskich, włoskiej społeczności w Polsce oraz krewni poległych.
Ambasador Franchetti Pardo, zwracając się serdecznie do rodzin obecnych na uroczystości, podziękował licznym polskim władzom cywilnym i wojskowym, które wspierały Włochy na wszystkich etapach projektu poszukiwań i ekshumacji szczątków.
Podkreślił, że „fundamentalne znaczenie ma pielęgnowanie pamięci o ofierze poległych żołnierzy, aby umacniać więź międzypokoleniową oraz uświadamiać wartość i znaczenie najwyższego dobra, jakie dzięki tej ofierze mogło zostać zbudowane – pokoju”.
Ze swojej strony szef Sztabu Generalnego Obrony Włoch, gen. Portolano, podkreślił, że dzięki niestrudzonej pracy archeologów, historyków, wolontariuszy oraz naszych instytucji możliwe było wreszcie przywrócenie tym poległym tego, co im się należy: pamięci, godności i godnego pochówku.
Gen. Rispoli, szef UTCMD, zaznaczył natomiast znaczącą rolę cmentarzy jako miejsc odpoczynku i pamięci, „gdzie nasi bliscy oczekują w pokoju” i gdzie „ich pamięć żyje na zawsze”.
Po błogosławieństwie trumny ze szczątkami 31 poległych zostały przewiezione na włoski cmentarz wojskowy na Bielanach w Warszawie, gdzie nastąpi ich pochówek. W przypadku szczątków pozostałych 29 poległych, które zostaną sprowadzone do Włoch, przewidziane są uroczyste obchody w Italii.
Maristella – autentyczne smaki Włoch
Klasyczne biało-czerwone obrusy w kratkę, fotografie wielkich aktorów i piosenkarzy, pocztówki z lat 20. XX wieku wysyłane przez pradziadków z wakacji we Włoszech, weneckie maski i butelki z Sardynii, ale przede wszystkim serdeczna gościnność i autentyczność włoskiej kuchni. Tak wita swoich gości restauracja Maristella, prowadzona przez Tadeusza i szefową kuchni Edytę, która może się pochwalić długim pobytem we Włoszech, w Casercie, oraz wieloletnim doświadczeniem zawodowym u boku włoskich szefów kuchni w różnych warszawskich restauracjach.
„Inauguracja lokalu odbyła się w 2019 roku, zaledwie kilka miesięcy przed wybuchem pandemii. Kiedy nadszedł Covid i wprowadzono obostrzenia, razem z moim wspólnikiem Tadeuszem zastanawialiśmy się, czy jest sens dalej to ciągnąć. Ale wytrwaliśmy! Zajęliśmy się dowozami do domu, a nawet wsparciem żywnościowym dla pacjentów w kilku szpitalach. Potem w końcu mogliśmy ruszyć od nowa i dziś jesteśmy już dobrze znaną restauracją w okolicy z gronem stałych klientów, którzy wracają do nas od lat.”

Jakie dania serwujecie?
„Oczywiście dania kuchni włoskiej, ze szczególnym uwzględnieniem kuchni sardyńskiej. Na początku klienci byli trochę zaskoczeni, bo mało znali tę wyspę i jej kuchnię, ale z czasem się przyzwyczaili także dlatego, że zaczęli odkrywać Sardynię jako kierunek turystyczny. Serwujemy zarówno dania mięsne, jak duszone policzki wołowe, jak i rybne, np. pieczona dorada, owoce morza, dania z bottargą, a często mamy też dania dnia, które nie są w karcie, w ten sposób w naszej ofercie znajdują się przepisy oparte na sezonowych nowalijkach. Chciałabym też podkreślić, że korzystamy z najlepszych włoskich produktów – od oliwy i trufli po sery i oczywiście wina, za które odpowiada Tadeusz, witający klientów na sali. Oczywiście mamy też klasyczne włoskie pierwsze dania, jak carbonara, ale robimy je w wyjątkowy sposób.”
To znaczy?
„Dzięki kontaktom z szefami kuchni z polskiego oddziału Federacji Kuchni Włoskiej poznałam kilka sekretów, między innymi technikę “pasta risottata”, czyli świeży makaron gotowany jak risotto, bezpośrednio w sosie. Przepyszne!”
Twoja specjalność?
„Najczęściej zamawianym daniem jest carbonara i naprawdę robimy ją świetnie, ale naszą prawdziwą specjalnością są sardyńskie culurgiones, nadziewane ziemniakami, serem pecorino i miętą, a potem podawane ze świeżym pomidorem i bottargą. Ich przygotowanie jest pracochłonne, więc pojawiają się w menu tylko od czasu do czasu dodam, że mamy nawet listę osób oczekujących na wieczór culurgiones! Innym bardzo wyczekiwanym wydarzeniem jest ostatni czwartek miesiąca, kiedy organizujemy specjalną kolację degustacyjną z pięcioma daniami dobranymi do pięciu win.”
Restauracja Maristella stała się więc prawdziwą perełką włoskich smaków dzięki doświadczeniu Edyty i pasji Tadeusza, który poznał Włochy w Castel Gandolfo, gdzie mieszka jego siostra.
„Dziś Polacy regularnie podróżują do Włoch i stają się prawdziwymi znawcami lokalnych przepisów, do tego stopnia, że po powrocie z wakacji przychodzą do nas, by znów poczuć włoskie smaki, ale często też opowiadają nam, że trafili we Włoszech do turystycznych restauracji, gdzie dania nie miały wiele wspólnego z jakością włoskiej kuchni. To dla nas najlepsze potwierdzenie, że jesteśmy dla nich kulinarnym punktem odniesienia” – mówią z dumą Tadeusz i Edyta.
Kulisy Festiwalu Filmowego w Wenecji
Festiwal Filmowy to nie tylko pokazy filmowe i rywalizacja między najciekawszymi filmami roku. To wydarzenie towarzyskie, które przyciąga rzesze fanów pragnących dotknąć lub przynajmniej znaleźć się blisko gwiazd i oddychać tym samym co one powietrzem.
Od samego rana ustawiają się przed czerwonym dywanem z parasolami chroniącymi przed słońcem lub deszczem, krzesełkami, matami, śpiworami, kocami termicznymi i różnej wysokości drabinami, aby lepiej widzieć. Niektórzy nawet śpią tam z obawy, że ktoś zajmie ich ciężko wywalczone miejsce w pierwszym rzędzie. Tak spędzają godziny w oczekiwaniu na popołudniowe i wieczorne parady gwiazd. Polują na autografy, zdjęcia i filmy ze swoimi idolami, które następnie umieszczają w mediach społecznościowych, aby się pochwalić: „Byłem/am”, „Widziałem/am i dotknąłem/dotknęłam gwiazdy”. Takie wydarzenia mają ogromne znaczenie, sprawiają, że wydajesz się ważniejszy i możesz dodać je do swojej listy osiągnięć. To sposób, by choć na chwilę oderwać się od codziennej rutyny i zobaczyć sławy bez bariery ekranu. Imponujące jest przygotowanie tych zagorzałych fanów, znają doskonale wszystkie nazwiska (influencerów, top modelek, ludzi show-biznesu, najsłynniejszych gwiazd, a nawet jeśli ich nie znają, to i tak biorą autograf, bo nigdy nie wiadomo!), dni i godziny, w których pojawiają się na wybiegu. A potem, kiedy obiekt pożądania w końcu pojawia się na czerwonym dywanie, dochodzi do rozładowania emocji z krzykiem, piskiem, płaczem i zdobyciem autografu.
Festiwal jest również doskonałą okazją do ogłoszeń. W tym roku sławę zyskał mężczyzna z tabliczką na szyi: „szukam żony top modelki”. Chociaż jemu do top modela dużo brakowało (z pewnością ma inne zalety), wyznał, że otrzymał kilka propozycji i teraz chyba jest już w trakcie wyboru właściwej kandydatki, bo od jakiegoś czasu nie pojawia się na stanowisku.

Mostra del Cinema daje też wszystkim (nawet mieszkańcom Wenecji) możliwość pokazania się i założenia kreacji (lub pseudokreacji), które wyciąga się z szafy tylko na tego typu okazje: stroje galowe z najwyższymi możliwymi obcasami (nawet jeśli nie występuje się na czerwonym dywanie, obowiązkowo trzeba zrobić zdjęcie lub nagrać filmik spaceru między budynkami festiwalu, tak jak robią to gwiazdy na czerwonym dywanie), pluszaki na głowie (które w rzeczywistości są zabawkami trzech kotów i psa pozostawionych w domu: „nosząc je na sobie mniej tęsknię za moimi zwierzakami” – wyznał jeden z akredytowanych), eleganckie bordowe sukienki z torebkami zrobionymi z małych pluszaków (pluszowe misie to w tym roku hit!), buty na platformie z krótkimi spódniczkami lub eleganckimi sukienkami, kolorowe włosy, a także plastikowe crocsy z przyczepioną biżuterią i wiele innych. Nie brakuje również eleganckich sukienek z dekoltami i rozcięciami, które nie pozostawiają nic dla wyobraźni. Krótko mówiąc, jest to pokaz mody, nie zawsze w dobrym guście. Ale co się nie robi, aby zostać zauważonym i zapamiętanym (a czasami nawet sfotografowanym, opublikowanym na stronie lub zamieszczonym w gazecie)! Niech żyje Festiwal w Wenecji, również ze względu na kolorowych, zabawnych ludzi, których przyciąga na Lido.
Forum Ekonomiczne w Karpaczu: w centrum uwagi przyszłość i wyzwania Europy
Tekst i zdjęcia: Andżelika Doba
Tłumaczenie pl: Zuzanna Miniszewska
Wczoraj rozpoczęła się 34. edycja Forum Ekonomicznego w Karpaczu, otwierając tym samym serię intensywnych debat na temat przyszłości Europy.
Głównym partnerem tegorocznej edycji jest Województwo Dolnośląskie. Obrady rozpoczęły się od prezentacji 8. wspólnego raportu Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i Forum Ekonomicznego, dokumentu podsumowującego główne procesy gospodarcze zachodzące w Europie Środkowo-Wschodniej. W prezentacji podkreślono, że transformacja energetyczna, bezpieczeństwo i stabilność to filary, na których będzie opierać się przyszłość regionu.
Pierwszy dzień Forum wypełniły liczne sesje plenarne poświęcone kluczowym wyzwaniom stojącym przed kontynentem. W debacie zatytułowanej „Czas transformacji: jaka będzie Europa przyszłości?” polski polityk Sławomir Mentzen skrytykował Unię Europejską za unikanie dyskusji na temat rzeczywistych problemów, takich jak demografia i bezpieczeństwo, i nadmierne skupianie się na Zielonym Ładzie. Jeden z paneli poświęcony był krytycznej sytuacji demograficznej w Polsce i całej Europie. Uczestnicy dyskutowali o rozwiązaniach niezbędnych do odwrócenia tego niepokojącego trendu. Poruszono również temat edukacji młodego pokolenia, uważany za ogromne wyzwanie we współczesnym świecie, z udziałem samego byłego prezydenta Andrzeja Dudy, który podkreślił wagę tego zagadnienia.
Szczególne zainteresowanie wzbudziło wystąpienie Domenico Ercoli, przedstawiciela czasopisma Lanterna, podczas panelu „Od Europy ojczyzn po wizję superpaństwa”. Ercoli przedstawił włoską wizję, zgodnie z którą Europa nie jest „federacją narodów” ani „superpaństwem federalnym”, ale „Europą solidarności”, „trzecią drogą”, która godzi tożsamość narodową z jednością europejską. Ercoli powtórzył, że Unia Europejska musi być bardziej wydajna i zdolna do konkretnego reagowania na potrzeby obywateli. Podkreślił potrzebę unii fiskalnej, ponieważ „euro bez wspólnego budżetu jest jak kolos na glinianych nogach”. Ponadto Włochy popierają wspólną politykę zagraniczną i obronną, dążąc do strategicznej autonomii w kluczowych sektorach, takich jak energia i technologia.
Forum było również okazją do dyskusji na temat inwestycji. Podczas rozmowy z Iacopo Ibello poruszono temat włoskich strategii gospodarczych. Według Ibello Włochy nie powinny koncentrować się wyłącznie na sektorze turystycznym ze względu na niskie wynagrodzenia, ale raczej inwestować w rozwój usług i produkcję wysokiej jakości dóbr, w której Włochy od lat są pionierem.
Forum Ekonomiczne jest również platformą współpracy bilateralnej. Podczas krótkiej rozmowy z Marco Ferruzzi Balbi, Konsulem Honorowym RP we Friuli-Wenecji Julijskiej i Wenecji Euganejskiej, dowiedzieliśmy się o rosnącym zainteresowaniu Włoch inwestycjami w Polsce. Konsul podkreślił, że Polska staje się kluczowym rynkiem ze względu na rosnące trudności w eksporcie do Stanów Zjednoczonych oraz dynamiczny wzrost gospodarczy kraju. Włosi postrzegają Polskę jako strategicznego partnera w Europie, zwłaszcza w kontekście rosnącego popytu na surowce i wysokiej jakości produkty, na przykład w branży tekstylnej. Konsul zwrócił również uwagę na intensywne poszukiwania partnerów wśród polskich instytucji edukacyjnych, takich jak uniwersytety, w celu rozszerzenia współpracy akademickiej i technologicznej.

Pierwszy dzień Forum zakończył się wieczorną galą, podczas której minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski otrzymał nagrodę „Człowiek Roku”. W swoim przemówieniu podkreślił, że transformacja cyfrowa jest kluczem do budowy konkurencyjnej i nowoczesnej Polski, gotowej sprostać wyzwaniom przyszłości. Pierwszy dzień położył zatem podwaliny pod owocną debatę, która ma szansę wytyczyć przyszłe kierunki rozwoju kontynentu. Forum Ekonomiczne w Karpaczu potwierdza swoją rolę jako ważna platforma debaty na temat przyszłości naszej Europy.
Jacek Cygan: kocham Włochy
Johann Wolfgang Goethe mawiał, że kto chce poznać poetę musi pojechać do jego kraju. Poeta Jacek Cygan wybiera się w podróż śladami autora „Fausta”, ale za cel podróży wybiera sobie Italię, o której nam opowiada.
Federico Fellini mówił, że sny są jedyną rzeczywistością. Gdyby pan miał możliwość spotkania we śnie kogoś, z całego panteonu włoskich nazwisk, to czy byłaby to Claudia Cardinale, którą pewnego dnia spotyka bohater pana opowiadania opowiadania „Obietnica o twarzy Claudii Cardinale”?
Ale ja naprawdę spotkałem Claudię Cardinale. Dokładnie w tej samej kawiarni Galleria Alberto Sordi na Via del Corso, w której spotyka ją bohater mojego opowiadania, gdzie ja zawsze zamawiam espresso i mała grappinkę. Widziałem ją przez otwarte okno, ale nie miałem śmiałości burzyć jej prywatności. Tylko się jej ukłoniłem, a ona z uśmiechem mi się odkłoniła.
Kogo jeszcze spotkał pan w Italii?
Kiedyś napisałem po polsku tekst do piosenki „La canzone di Marinella” Fabrizio de André, którego uwielbiam. I właśnie tę piosenkę śpiewaliśmy z przyjaciółmi na moich urodzinach, które zorganizowałem w Ligurii, na pograniczu Portofino i Santa Margherita. Tam w tym samym miejscu i tym samym czasie poznałem Cristiano, syna Fabrizio.
Innym razem trafiliśmy z żoną do sławnej osterii pod Rzymem, naprzeciw stacji Rai Uno. W pewnym momencie oniemieliśmy, po przeciwnej stronie sali siedział Renato Zero. Kiedy wznosiliśmy urodzinowy toast dla mojej żony, on zrobił dokładnie to samo kierując gest w moją stronę. Nasz przyjaciel, ksiądz Mirek, który był z nami, nawet powiedział: Poznał Cię! To się powtórzyło kilka razy. Po jakimś czasie wstał, podszedł do mnie, zaczęliśmy rozmawiać. Zapytał kim jestem, a kiedy powiedziałem, że poetą z Polski, odpowiedział, że jestem podobny do młodego Karola Wojtyły. Poszliśmy na parking, dałem mu swój tomik wierszy po włosku „Ambulanza”. Rok później zupełnie przypadkiem spotkałem go w restauracji na Piazza Farnese, poznał mnie, wymieniliśmy się mailami. Tak los zbliża ludzi.
A właściwie, kiedy zaczęła się pana przygoda z Włochami?
Pierwsza fascynacja Italią była dzięki książkom Jarosława Iwaszkiewicza. Natomiast pierwsza podróż była w pewien sposób karykaturalna. W roku 1986 wyruszamy z żoną na pierwszą wycieczkę do Włoch zakupioną w Orbisie. To miało być siedem dni w Italii. Miało, albo przynajmniej, tak nam się wydawało… Pierwszy nocleg był w Bielsko-Białej, drugi na Węgrzech, trzeci w Słowenii, a na finał dwa noclegi na Lido w Wenecji i powrót. Niemniej zakochałem się w tym kraju od pierwszego wejrzenia.
Coś pana wtedy szczególnie zaskoczyło?
Oczarowani Wenecją nastawiliśmy się na wyjątkowe włoskie pranzo i zaczęliśmy poszukiwania najbardziej odpowiedniego miejsca. Długo wybieraliśmy, odrzucając miejsca zbyt drogie, zbyt turystyczne albo za mało nasłonecznione. Gdy już byliśmy zdecydowani, nadeszła 14.30 i restaurację nam zamknęli, zapraszając na 19.30… Została nam pizza w kawałkach kupiona w kiosku. Ale za to o 19.30 rozpoczęła się uczta…
Skoro na początku był Jarosław Iwaszkiewicz i jego podróże do Włoch, to skąd pojawił się pomysł podążania śladami Goethego?
O książce „Podróż włoska” Goethego dowiedziałem się dopiero pod koniec lat 90. Długo szukałem jej w księgarniach i antykwariatach, ale nigdzie jej nie było. Wówczas byliśmy z żoną w Krynicy Górskiej i tam w bibliotece miejskiej znalazłem tę książkę. Po przeczytaniu książka przez ponad piętnaście lat stała się moim nieodłącznym elementem każdej podróży. A ponieważ ludzi najlepiej poznaje się w podróży, chciałem naprawdę poznać Goethego, jego emocje, ludzi, którymi się otaczał i dzieło. Zafascynowało mnie, że 235 lat temu we wrześniową noc poeta potajemnie wyjechał dyliżansem z Karlowych Warów, nie mówiąc słowa najbliższym, w tym swojej miłości platonicznej Charlotte von Stein i przez dwa lata podróżował po Włoszech.
Wiele miejsc, które odwiedza pan śladami Goethego znał pan wcześniej, inaczej było z Ferrarą.
Ferrara mnie zaintrygowała. To miasto, gdzie krwawi despoci pozbawiali życia swoje żony i krewnych, ale jednocześnie jako wielcy miłośnicy sztuki, przygarniali i hołubili artystów tej miary co Tycjan, Bellini czy ulubieńcy Goethego, renesansowi poeci Ariosto i Tasso. Miasto przypomina mi nieco Amsterdam. Dużo tam spokoju, ludzi, którzy się nie spieszą, wiele rowerzystów. Prawie na każdym placyku ktoś na czymś gra lub śpiewa. Co ciekawe nad restauracją Al Brindisi, która szczyci się mianem najstarszej na świecie (jej otwarcie datuje się na 1435 rok) mieszkał w czasie studiów Mikołaj Kopernik.
Wenecji podarowuje pan wiersz, tytułowy z tomiku „Ambulanza”, a jak zaznacza pan w najnowszej książce ulubionym pana miejscem w mieście kanałów jest drewniany taras hotelu Monaco & Grand Canal. Dlaczego właśnie ten taras?
Nie wiem. Pewnie przez zachowane w pamięci wspomnienia i światło. Po raz pierwszy przyjechaliśmy tam pod koniec marca, wracając z nart w Dolomitach. Wenecja była prawie pusta. Klimat tego miejsca jest niepowtarzalny, pasty w restauracji nie do podrobienia nigdzie indziej. Tam 200 metrów od placu Świętego Marka jest moje centrum tego miasta. Tak mam z wieloma miejscami w Italii, one mnie zachwycają, ale dlaczego, to jakaś nienazwana tajemnica.

Rzym. Matka wszystkich włoskich miast. Goethe pisał, że „kto dobrze poznał Rzym, ten już nigdy nie będzie całkiem nieszczęśliwy”. Jaki jest pana Rzym?
Rzym jest moim ukochanym miejscem na ziemi i wiem, że kiedyś w sensie metafizycznym osiądę tam na stałe i może wtedy spotkam się z Goethem. To miasto, które jest do chodzenia, od Piazza del Popolo do Zatybrza idzie się kilka godzin. Po Rzymie trzeba się włóczyć, odkrywać swoje miejsca, trzeba się zgubić, trzeba miastu zaufać. Zawsze za rogiem znajdzie się coś niezwykłego, choćby kawałek cennego kamienia. Przez to spacerowanie po Rzymie rozmawiamy z samym sobą, lepiej się poznajemy. To najlepsza medytacja!
W pana włoskiej podróży znaczącą rolę odgrywa też Igor Mitoraj.
Mieliśmy z żoną honor przyjaźnić się z tym wybitnym polskim rzeźbiarzem, który w Polsce niesłusznie jest pomijany. To artysta największej rangi. Bliżej poznaliśmy go w Rzymie, gdzie przygotowywał swoją wystawę. Po krótkim zapoznaniu, poszliśmy na wino do knajpki przy Panteonie. Pamiętam, że wypiliśmy trzylitrową butelkę sycylijskiego wina Planeta, które było ciepłe, więc trzeba było je ochłodzić w miednicy z lodem. Do dziś jak tam wracam kelner na mój widok woła: Signore, ti ricordi, Maestro Mitoraj! Po tym spotkaniu zaprzyjaźniliśmy się i Mitoraj często zapraszał nas do swojego domu w toskańskiej Pietrasanta.
Mitorajowi zawdzięcza pan tytuł książki „Ciao Goethe!”.
Bardzo długo szukałem tytułu do opowieści śladami Goethego w Italii. Pewnego dnia przypomniała mi się historia z Pietrasanta. Igor zabrał nas do zupełnie nowej restauracji, gdzie przywitała nas przepiękna Włoszka, stylowa jak Monica Vitti. Rzeźbiarz nachylił się do niej przy powitaniu, pocałował ją w policzek i powiedział: „Ciao, bella”. To „ciao” było przesycone czułością i szacunkiem. W tej jednej chwili zrozumiałem, że to zwrot, którego używa się tylko do bliskich, bo przecież w ten sposób nie mówi się do obcych. Goethe przez te kilkanaście lat podróży stał mi się osobą bliską. Dlatego postanowiłem, że to będzie właśnie „Ciao, Goethe!”.

Jak podróżować po Włoszech?
Unikać obaw, że dane miejsce może być turystyczne. W każdej, nawet najbardziej obleganej przez turystów trattorii kryje się jej serce, czyli ludzie, którzy ją tworzą i ich historia, którą podają na talerzu. A poza tym rozmawiać z Włochami, od nich czerpać jak najwięcej. W życiu chodzi o spotkania.
Wiesław Myśliwski napisał kiedyś, że poza ojczyzną nadaną przez miejsce urodzenia, przodków, naszą historię, należy znaleźć swoją ojczyznę, w postaci miasta, innego, niż te w którym dorastaliśmy albo kraju. Czy pana ojczyzną z wyboru jest Italia?
Italia to jest mój wybór świadomy. Nie ciągnie mnie w inne miejsca, chociaż przecież bywałem też dalej, niż na południu Europy. Kiedyś mój znajomy zachwalał Tajlandię i najtańsze tam krewetki, które jada na kilogramy. Zapytałem go, co pije do tych krewetek, a on, że coca-colę. Powiedziałem mu, że wolę już zostać we Włoszech i do owoców morza degustować moje ulubione wino, piemonckie La Scolca, białe wino z winogron Cortese.
Ale tę ojczyznę trochę jak Claudię Cardinale we śnie, obserwuje pan z daleka.
To jest moje szczęście, do którego lubię wracać. Lubię za Italią zatęsknić. Możliwe, że gdybym miał ją na zawsze, na co dzień, że gdybym zderzył się z nią jak bohater mojego opowiadania z wyśnioną Claudią Cardinale, to nie byłoby już to samo uczucie. Z wyczekiwanego i upragnionego stałoby się to powszednie. Najlepiej się tęskni do Włoch stąd, z Polski.
Goethe powiedział, iż żeby zrozumieć poetę trzeba odwiedzić jego kraj. Pan odwiedza Italię, jego fascynację. Czego się Pan o nim dowiedział?
Naturalnie najpierw odwiedziłem Niemcy, przede wszystkim Weimar. W Domu Goethego zaciekawiła mnie duża ilość pamiątek z Włoch, jego ukochane Junony czy wyjątkowo piękna Meduza. No i kilogramy kamieni, lawa z Etny i Wezuwiusza. A w swojej książce „Italienische Reise” czyli „Podróż Włoska” Goethe jawi się jako niebanalny obserwator architektury, obrazów, rzeźb i ludzi. Dzięki niemu pojechałem na przykład do Vicenzy, tak mnie zafascynował uwielbieniem dla architekta nazwiskiem Andrea Palladio, który z kamieniarza stał się wybitnym ponadczasowym twórcą. Niezwykle zaimponował mi też, kiedy wybrał się na Sycylię i konno, ciągnąc bagaże na grzbiecie mułów ruszył w deszczową pogodę przez środek wyspy, by zobaczyć najpiękniejsze pola pszenicy.

Polskie patrole w największych włoskich miastach
Także w tym roku powtórzyła się inicjatywa współpracy pomiędzy włoskimi a polskimi służbami porządkowymi. W ostatnich dniach karabinierów z posterunku San Zaccaria w Wenecji wspierają policjanci Jacek Borsuk (stopień: aspirant) i Katarzyna Pilipiuk (stopień: młodszy aspirant), którzy mieli już okazję pomóc polskiej rodzinie spędzającej wakacje w okolicach Wenecji.
„Tego rodzaju inicjatywy wymiany służb trwają od lat, również z innymi krajami, jak na przykład z Francją” – wyjaśnia generał Karabinierów Marco Aquilio. „We Włoszech przyjmujemy przedstawicieli zagranicznych służb porządkowych w najważniejszych miejscowościach turystycznych, takich jak Rzym, Neapol, Florencja, Mediolan czy właśnie Wenecja. Polska policja zdecydowała się wysłać do Wenecji dwoje funkcjonariuszy, którzy posiadają także kompetencje w zakresie kontroli wodnej”. Borsuk ma bowiem doświadczenie na jeziorach w okolicach Lublina, a Pilipiuk pełni na co dzień służbę nad Wisłą w Warszawie.
Aby uczcić tę współpracę służb porządkowych, odwzajemnianą obecnością Karabinierów w Krakowie, 22 sierpnia odbyło się nieformalne spotkanie w pięknej stacji Karabinierów San Zaccaria. Wzięli w nim udział generał Karabinierów Marco Aquilio, podpułkownik Giuseppe Battaglia, polscy policjanci Borsuk i Pilipiuk, konsul RP w Wenecji Marco Ferruzzi Balbi oraz dyrektor Gazzetta Italia, jedynego włosko-polskiego medium, Sebastiano Giorgi.
Smak cyfrowej czekolady, czyli dlaczego papierowe książki mają to coś
Godzina 5:00 rano – cyfrowy budzik w telefonie, od 7:00 – laptop i telefon a czasami dwa, tablet i kilka monitorów. Cztery ładowarki. Poczta elektroniczna, social media, e-prasa, e-porady, zakupy na jednym ekranie. Zatrzęsienie informacji. Często pisanych szybko, prowokująco, mieszają się w sieci z artykułami, które są naprawdę dobre.
W Internecie nie poszukujemy prawie nic na własną rękę, szukam godzinami, bo nie ma ścieżki na skróty. W sieci jest wszystko, tak dużo, że dawkowanie tej wiedzy pojawia się wg jakości pozycjonowania. Szukam potrzebnych treści w bezkresnym Internecie między newsami i mało wartościowymi postami (otulonymi reklamami i zgodami na ciasteczka). Ma to w sobie coś uzależniającego i wciągającego o każdej porze dnia, chłonięcie tylu barw, które nie raz kolorują rzeczywistość, można poczuć się szczęśliwszym. Na chwilę. Widzę pewną zależność. Córka oglądając jest znacznie bardziej podatna na złość, irytację, niż kiedy jej przerywam w czytaniu papierowych książek. Nasz dorosły rozsądek trzyma nerwy na wodzy, oderwani od lektury Internetu nie zirytujemy się od razu, ale będzie w nas więcej nerwowego pośpiechu. Drugą, bardziej niepokojącą zależnością jest to że im mniej czytam gazet i książek, a znacznie częściej przeglądam je cyfrowo, wiem mniej. Przy laptopie nie skupiłam się na treści tak jak trzymając w ręce papier. Jakbym patrzyła, a nie widziała.
Pismo odręczne jest po stokroć cenniejsze i chwytliwsze niż lajki, czy jest na świecie ktoś kto zaprzeczy tej magii?
Zadałam dziesięciolatce pytanie, co ją przekonuje do leżenia z noskiem w papierowych komiksach, do których biegnie rano na sofę? „tutaj wszystko jest tak jakbym chciała, mogę wyobrazić sobie świat bajki, którą czytam i nikt za mnie nie decyduje co ma być. Nie muszę pilnować poziomu naładowania telefonu. Książki nie zniszczą się na plaży od piasku, nie pękną. Mamo od czytania książek nie bolą oczy, mogę ją czytać w samolocie.” Doskonały artykuł, książka to godziny pisania, inspiracji, natchnień, nie ma przypadkowych słów, nie liczy się analiza popularności słów wg Google. Jest w tym też element zabawy, sztuki, przyjemności posiadania czegoś magicznego w dłoniach. Ma początek i koniec, w środku niespodzianka ubrana w starannie przygotowaną okładkę. A kiedy pomyślisz, że skoro nie ma tu przypadku w układzie stron, ile jeszcze niespodzianek można odnaleźć. Zauważyliście, że w wersjach papierowych nawet reklamy są urocze? subtelnie osadzone między starannie dobranymi stronami.
Czytanie z papieru to przyjemność, która od lat zanika. Kiedy cofniemy się o krok milowy! wykonamy i otworzymy książkę, wejdziemy do biblioteki, przypomnimy sobie, co to znaczyło. Trudno ze świata online się przestawić, kiedy cały świat jest pod kciukiem, szybko.. Tylko gdzie tak gonimy, wieczorem zostaje pustka, co zapamiętaliśmy z całego dnia i co utkwi nam w pamięci oprócz piekących piekielnie oczu?

Skąd ta niecierpliwość? W książce przewracając strony krok po kroku staramy się zrozumieć, skupienie przychodzi samo. Tempo narzucamy sobie sami, to co przeczytamy zapamiętamy. „Oglądanie telewizji jest natomiast tak banalnym zajęciem, że nie stwierdzono jeszcze u nikogo niezdolności do jej oglądania. Wszak pismo jest podstawą cywilizacji…” ten cytat pojawia się w wielu publikacjach w sieci (nomen omen to jest to o czym piszę, w Internecie jest dramatyczna powtarzalność treści artykułów, czasami trudno zidentyfikować, kto od kogo coś zapożyczył). Jest to jednocześnie bardzo trafny cytat, nie tylko można go odnosić do wideo, ale również dużej część treści publikowanej w sieci.
Papier nie jest podatny na reklamy, dzięki dobrze pisanym tekstom mamy większy zasób słów, który pozwala nam wypowiadać się swobodnie, lekko, bez błędów. Tak mało trzeba, żeby być mądrzejszym.
Jako autorka bloga śledzę kilka przyjemnych stron i widzę, że utrzymują się bez reklam tylko niektóre. Kiedyś były piękne, artystyczne zdjęcia, dużo tekstu, chwilami zatracałam różnice między książką a powieściami z postów. W książkach to się zachowało, są ponadczasowe, jeszcze chwila i wróci na nie moda, ponieważ klasyka nie przemija.



























































