Kasia Smutniak: dzielenie się daje szczęście

0
566

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski

„Pantafa” to nowy film z Kasią Smutniak, który włoska firma produkcyjna Fandango kręci w Abruzji, krainie żółtego złota, szlachetnego i pachnącego szafranu. W przerwie między ujęciami przeprowadzamy wywiad z polską aktorką, która stała się jedną z niekwestionowanych ikon włoskiego kina.

Jesteś aktualnie zanurzona w cichej, sielankowej Abruzji, jaki wpływ wywiera na Ciebie burzliwa sytuacja społeczno-polityczna w Polsce?

Z wielką uwagą śledzę to, co dzieje się w moim kraju. Muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem przesłania, które pochodzi od tysięcy ludzi, wychodzących na ulice protestować w obronie swoich praw. Wraca zaufanie do wartości wspólnoty, spotykamy się, aby zmieniać społeczeństwo, dzielić stanowisko i manifestować je. To pozytywny znak, którego nie widzę we Włoszech, gdzie narzekamy na wiele rzeczy, ale być może jesteśmy zbyt rozczarowani, by wierzyć, że demonstrując razem, możemy naprawdę zmienić świat wokół nas.

Trwające w ostatnich miesiącach protesty organizowane przez Ogólnopolski Strajk Kobiet wyniosły na ulice wiele różnych treści społecznych, od prawa do aborcji, przez kwestie LGBT, po kwestię stosunków Państwo-Kościół. Protesty, w których bierze udział mnóstwo młodych ludzi, wzbogacone o niesamowitą wyobraźnię i ironię haseł. Czy to spóźniony 1968 rok w Polsce? Przecież ruch z 1968 r. w krajach komunistycznych nie miał szans w pełni wpłynąć na społeczeństwo, a po upadku muru berlińskiego priorytety gospodarcze odrzuciły wartości i prawa społeczne na dalszy plan.

Świetna analiza i dobre pytanie. Jako dziecko miałam okazję doświadczyć ostatnich lat komunizmu i nadejście kapitalizmu. To było upojenie kolorami i rzeczami, przeszliśmy od pustych półek do możliwości posiadania wszystkiego. Wstrząs, który wywołał dezorientację i zmusił kraj do biernego podążania za zachodnimi modelami bez krytycznej analizy. Oślepieni amerykańskim mitem i globalizacją, chcieliśmy jak najszybciej upodobnić się do wzorca zachodnich krajów. Być może teraz, po kilku latach tej ślepej gonitwy, zaczynamy otwierać oczy i rozumieć, że ryzykujemy utratę części naszej tożsamości. Jeśli chodzi o rolę kobiet, to zaczęliśmy się cofać. Kiedy byłam bardzo młoda, pojechałam do Włoch, chociaż pochodziłam z kraju, w którym życie na pewno nie było beztroskie i bogate, ale nadal z dumą opowiadałam o wyemancypowanej pozycji Polek. Babcia była żołnierzem, mama pielęgniarką, wszystkie kobiety pracowały, a mimo wszystko nie było problemu z wychowaniem dzieci. Wracałam do domu ze szkoły i byłam sama, nie było opiekunek. W tamtej rzeczywistości, nie było miejsca dla gospodyń domowych i nie było wątpliwości co do równych praw i obowiązków mężczyzn i kobiet. Przed laty Włochy były bardziej zacofane niż Polska w tych kwestiach, teraz sytuacja się odwraca.

Jesteś matką dwójki dzieci, jak trudno jest być rodzicem w dzisiejszym płynnym społeczeństwie, w którym jest mało pewników, mnóstwo indywidualizmu i gdzie bohaterstwem jest pozostanie w domu, aby nie ryzykować zarażenia koronawirusem?

Myślę, że dzisiaj też są bohaterowie, oczywiście są to bohaterstwa różniące się od idealnych modeli, które my mieliśmy. Żyjemy w złożonej epoce, dla mnie każdy, kto dziś angażuje się w politykę, nawet tylko po to, by coś zmienić w swoim sąsiedztwie, jest bohaterem, podobnie jak tysiące ludzi, którzy organizują się, by demonstrować i bronić praw indywidualnych i zbiorowych. Dzisiejsze społeczeństwo nie jest już tak linearne, nie ma wyraźnej dychotomii między dobrem a złem, trudno jest dotrzeć do młodych ludzi powtarzając schematy, które kiedyś były utrwalonymi kanonami edukacyjnymi typu: idź na studia, załóż rodzinę i żyj spokojnie. To, co staram się dać moim dzieciom, to otwarty umysł, który pozwala im przygotować się na nieprzewidywalne zmiany w społeczeństwie. Podróżuję z nimi, zabrałam ich do Nepalu, gdzie od lat realizuję projekt społeczno-edukacyjny, a tego typu doświadczenia z pewnością je wzbogacają i poszerzają horyzonty. Staram się też nauczyć je, że nie żyjemy sami na świecie, dlatego ważne jest, aby umieć żyć razem, dzielić się myślami i emocjami z bliskimi, bo szczęście polega właśnie na dzieleniu się.

W filmie „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, gdzie wystąpiłaś zarówno we włoskiej wersji, jak i w polskim remake’u, telefon reprezentował szkatułkę naszych tajemnic, ale w rzeczywistości telefon komórkowy jest coraz bardziej kanałem, przez który jesteśmy bombardowani 24 godziny na dobę przez reklamy i wiadomości z całego świata, spośród których z trudem odróżniamy prawdę od fake newsów. Czy jesteśmy mentalnie zhakowani?

Tak, to jest bardzo aktualny problem. Otaczają nas niezliczone nonsensy, sprzeczności, płaska ziemia i teorie spiskowe, z trudem udaje nam się oddzielić fakty od, często wprowadzających w błąd, interpretacji, które im towarzyszą. I to jest największa różnica między czasami, w których dorastałam, kiedy czerwony był czerwony, czarny był czarny, a zachód słońca był tylko i wyłącznie zachodem. Dziś najbardziej niebezpiecznym aspektem jest utrata pamięci historycznej, dlatego nauczyciele historii, którzy są przygotowani i uczciwi intelektualnie, są wielką wartością. Martwi mnie, jak w tej chwili może wyglądać nauczanie historii w polskich szkołach.

Mimo wszystko polskie kino ma się całkiem nieźle, jest dużo dobrych reżyserów, którzy poruszają ważne tematy.

Fale artystyczne są cykliczne i często wyzwalane są potrzebą wyrażenia czegoś mocnego, opowiedzenia o niesprawiedliwości społecznej i problemach indywidualnych. Kiedyś reżyserzy, tacy jak Wajda i Kieślowski, mówili o pewnych problemach, dziś Komasa i Szumowska, by wymienić dwóch spośród wielu, wyrażają inne. Naprawdę doceniam polskich reżyserów, którzy w ostatnich latach mają siłę i odwagę do poruszania niewygodnych tematów. Często robiąc film, o którym wiesz, że może być niestrawny dla części społeczeństwa, robisz go jeszcze lepiej.

Odwaga, której Tobie na pewno nie brakuje. Na zdjęciach bez filtrów pokazałaś, że masz bielactwo, to był gest, który na pewno dodał siły wielu osobom dotkniętym tą chorobą.

Cóż, gdybym tym gestem dała odrobinę spokoju choćby jednej osobie, to będę szczęśliwa, ponieważ ja również, odkąd cierpię na tę chorobę, chciałabym spotkać kogoś, kto dałby mi siłę i wewnętrzny spokój, aby stawić czoła temu problemowi. Bielactwo to estetyczne utrapienie, które powoduje niepewność, bardziej wobec siebie niż wobec innych lub w pracy. W rzeczywistości ja na przykład pracuję coraz więcej, bo plamy można pokryć makijażem. Problem w tym, że patrzysz w lustro i myślisz o tym, kiedy ich nie było i to niewątpliwie nam przeszkadza. Ale któregoś dnia wstałam i pomyślałam „to ja”, te miejsca to moja historia. Choroba psychosomatyczna zmusza cię do refleksji nad sobą, nad swoją ścieżką życiową i nad tym, kim jesteś dzisiaj, jest wynikiem większej wiedzy i świadomości siebie. Ktoś rozładowuje codzienny stres na skórze i ma bielactwo, inni mają ataki paniki lub poważniejsze choroby. Ciekawe jest to, że ja nie jestem wielką fanką mediów społecznościowych, a właśnie na Instagramie znalazłam najprostszy sposób na pozbycie się tego ciężaru. Pokazanie i opowiedzenie o tej patologii własnymi słowami, bez filtrów, to był wyzwalający gest, który mnie uspokoił, a jeśli dał również spokój innym dotkniętym tą chorobą, to osiągnąłem podwójny cel, prywatny i społeczny.

Która z ról, które zagrałaś, jest ci najbliższa?

Każda produkcja, to miesiące lub lata pracy. Na planie pracuje się godzinami, czasem się nudzę i nie mogę się doczekać powrotu do domu. Powiedzmy więc, że bardziej niż szukanie ról, w których czuję się komfortowo, pociągają mnie role często dalekie ode mnie. Szukam nowych wyzwań, które sprawiają, że czuję się niepewnie i popychają mnie do nieustannego sprawdzania siebie, uczenia się czegoś nowego i nie nudzenia się na planie.

Jakie będzie kino po pandemii?

Na pewno będzie inne. Nie w tematach, ale w sposobie ich wyrażania, trochę jak w muzyce, gdzie utwory stały się krótsze, bez długich wstępów. Wolę filmy od seriali, ale zdaję sobie sprawę, że publiczność się zmienia, nie wszyscy są już romantykami takimi jak ja, którzy kochają rytuał oglądania filmu w kinie. Pomyśl, jaka jest różnica między wyjściem do kina i siedzeniem w ciemnej sali wśród innych ludzi, bez telefonu, oglądając długi film, nawet jeśli nie do końca ci się podoba, a pozostaniem na kanapie i dawaniem filmowi szansy na uwagę przez 15 minut, aby zdecydować, czy kontynuować oglądanie, czy zmienić kanał na inny film lub serial. Nie możemy jednak bać się zmian, należy się obawiać chwil zastoju. Dlatego w życiu codziennym pozytywnie patrzę na tych, którzy angażują siebie i innych w dążenie do wspólnego celu, martwię się natomiast, gdy przeważa obojętność.

We Włoszech sytuacja jest bardziej statyczna niż w Polsce?

My Polacy mamy rewolucję w genach, we Włoszech jest inne podejście. Pomyśl tylko, pod koniec listopada jedliśmy na obiad tagliatelle z truflami w ogródku, w pełnym słońcu. Abstrahując od jakichkolwiek interpretacji socjologicznych myślę, że tutaj, mimo wielu problemów, ludzie wciąż mają się dobrze. Ciężko jest robić rewolucję w takim klimacie i wśród tego wielkiego piękna.

tłumaczenie pl: Agata Pachucy
foto: Giorgio Codazzi, Andrea Pattaro

ten artykuł jest dostępny w wersji włoski polski