Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 118

W Polsce, to znaczy gdzie?

0

 

W ramach projektu In Polonia, cioè dove? (W Polsce, to znaczy gdzie?) stworzonego przez Anię Jagiello, kuratorkę Instytutu Polskiego w Rzymie i przez Marcello Smarrelliego, dyrektora artystycznego Fondazione Pastificio Cerere odbędzie się trzecia wystawa zamykająca cykl poświęcony współczesnej scenie artystycznej w Polsce – Μύθοι. Myths. Students/Artists/Teachers. A process of exchange.

Wystawa skoncentruje się na roli artysty w procesie edukacji. Kuratorka, Maria Rosa Sossai, od zawsze zainteresowana dynamiką kształcenia się, która angażuje sztukę i artystów, zaprosiła do współpracy Mirosława Bałkę, polskiego artystę, jednego z najwybitniejszych polskich rzeźbiarzy. Artysta i jego uczniowie pracowali wspólnie, zarówno w Warszawie, jak i w Rzymie, ze studentami rzymskiej Akademii Sztuk Pięknych. Efekty pracy będzie można oglądać w Fondazione Pastificio Cerere od 5 grudnia 2014 do 17 stycznia 2015.

W sobotę 6 grudnia o godzinie 11 w Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie pod okiem Donatelli Landi odbędzie się debata na temat roli artysty-wykładowcy Akademii Sztuk Pięknych i dialogu pomiędzy artystą a odbiorcą. W debacie wezmą udział Mirosław Bałka, Cecilia Casorati (ASP w Rzymie), Katharina Hinsberg (HBKsaar), Cesare Pietroiusti (Uniwersytet IUAV w Wenecji) oraz Maria Rosa Sossai.

 

Craco, miasto widmo

0

tłum. Natalia Dąbrowska

Craco to małe miasteczko w regionie Bazylikata, położone około 54 km od Matery. Podróżni, którzy mają odwagę odwiedzić Craco, nieoczekiwanie zanurzają się w surrealnej atmosferze: otacza ich księżycowy krajobraz „wąwozów” rozsławionych przez powieść „Chrystus zatrzymał się w Eboli” Carla Leviego. Pierwsze ślady obecności człowieka, jakie możemy obserwować na tym terenie, to nieliczne groby datowane na VIII wiek p.n.e. odnalezione w okolicy S. Angelo. Podobnie jak w przypadku okolicznych miejscowości, Craco mogło być schronieniem dla kolonistów greckich z Metapontu, którzy być może w celu ucieczki przed malarią rozprzestrzeniającą się na nizinie przenieśli się na tereny pagórkowate. Craco stało się później osadą bizantyjską. W X wieku mnisi włosko-bizantyjscy zaczęli rozwijać tam rolnictwo, a miasteczko stało się punktem odniesienia dla lokalnych społeczności wiejskich. Najwcześniejszy zapis nazwy miasta pochodzi z 1060 roku, kiedy to władza nad regionem została przekazana arcybiskupowi Arnaldo di Tricarico i brzmi Graculum, co znaczy „małe zaorane pole”. W 1276 roku w Craco powstaje uniwersyte, amiasteczko zostaje siedzibą gminy. Swoje szczęście zawdzięcza strategicznemu położeniu geograficznemu – między dolinami rzek Cavone i Agri, w przeszłości ważnymi drogami wodnymi, którymi każdy mógł przebyć całą Bazylikatę. Baszta w Craco stanowiła razem z innymi fortyfikacjami w regionie (jak na przykład Petrolla w Montalbano, zamek normandzko-szwabski w Pisticci i zamek w San Basilio) sieć wież obserwacyjnych, która była w stanie zapewnić pełną kontrolę nad całym obszarem.

Niestety w 1963 roku ze względu na osuwiska dużych rozmiarów, cała ludność musiała zostać ewakuowana i mieszkańcy przenieśli się do miasta w dolinie – Craco Peschiera. Populacja miasta wynosiła ponad 2000 mieszkańców. Od tego momentu Craco stało się prawdziwym miastem widmem, jednym z nielicznych we W[cml_media_alt id='113309']Morgantetti - Craco (11)[/cml_media_alt]łoszech, a od kilkudziesięciu lat jest miejscem chętnie odwiedzanym przez turystów i wielu reżyserów, którzy wybrali właśnie centrum Lukanii na scenerię do fragmentów swoich filmów. Wśród nich możemy wymienić „Wilczycę” Alberto Lattuady, „Chrystus zatrzymał się w Eboli” Francesco Rosiego, „Króla Dawida” Bruce’a Beresforda, „Saving Grace” Toma Contiego, „Słońce także nocą” Paolo i Vittoria Tavianich, „Terra bruciata” Fabio Segatoriego, „Narodzenie” Catherine Hardwicke i być może jeden z najpopularniejszych filmów – „Pasję” Mela Gibsona. Sceny plenerowe tego ostatniego były kręcone głównie w Materze. Reżyser wykorzystał Craco jako tło do sceny wieszania Judasza. Ponadto w miasteczku nakręcono też niektóre ujęcia z filmów „Wielkie pytanie” Francesco Cabrasa i Alberto Molinariego, „Nine Poems in Basilicata” Antonello Faretty, „Agent 007 – Quantum of Solace” Marca Forstera z Danielem Craigiem i Giancarlo Gianninim, jak również „Basilicata coast to coast” Rocco Papaleo.

Ktokolwiek ośmieli się odwiedzić Craco, musi mieć na uwadze, że nie wolno zbliżać się do zabudowań, gdyż istnieje niebezpieczeństwo zawalenia się budynków. Centrum miasteczka całkowicie ogrodzono i jest dostępne dla zwiedzających tylko w towarzystwie licencjonowanego przewodnika. Po założeniu kasku ochronnego można zapuścić się pomiędzy opustoszałe, grożące zawaleniem budynki, a wspinając się stromymi uliczkami i starożytnymi schodami, można dotrzeć do nielicznych zachowanych budynków, takich jak Katedra pod wezwaniem Świętego Mikołaja z XIV wieku, pojedyncze pałace szlacheckie i baszta w najwyższej części miasteczka nazywana przez mieszkańców Craco „Zamkiem”, skąd można podziwiać zapierającą dech w piersiach panoramę, która całkowicie wynagrodzi odwiedzającym trud i czas poświęcony na dotarcie na sam jej szczyt.

Włochy Giovanniego Arpino

0

Tuż po powrocie z naszych podróży (mowa oczywiście o tych wszystkich z nas, którym było to dane), gdzie „doświadczyliśmy pod stopami zaostrzonych krzemieni granitu kuli ziemskiej”, jak to czytamy u R. L. Stevensona, chętnie powracamy myślami do wakacji: obraz gór skąpanych w słońcu; morska bryza; wycieczki rowerowe; wizyty u krewnych; których nie zawsze mamy okazję spotkać oraz wiele innych beztroskich chwil, które się nam nasuwają i które rozpraszają nas w naszych codziennych obowiązkach. Dla niektórych ważnym jest dotrzeć w odległe miejsca, na nieznane tereny, inni wolą odbyć podróże wewnątrz siebie, aby „odkryć jakiś nowy region wewnątrz własnej duszy” (Khalil Gibran). Pisarze tacy, jak Salman Rushdie, utrzymują wręcz, że najlepsze przygody to te skoncentrowane na wewnętrznej podróży wgłąb siebie. Przygoda własnego „ja”.

Tym razem czemu nie odbyć podróży po Włoszech „z zaułka drogi” czy podróżując w pociągu, albo czekając na dworcu po pracy podczas powrotu do domu z książką włoskiego pisarza Giovanniego Arpino „Le mille e una Italia” [„Tysiąc i jedne Włochy”]? Tekst ten przeznaczony dla młodzieży również nam dorosłym wciąż jest znajomy – nam uwielbiającym Włochy, którym bezsprzecznie jesteśmy oddani i z którymi jesteśmy z różnych przyczyn związani. Niektóre książki towarzyszą nam przez całe życie i zdarza się, że ciągle po nie sięgamy. Posiadają w sobie coś, co nas z nimi wiąże; niewidzialną nić, której nie da się przerwać. To samo dzieje się w przypadku niektórych osób, przyzwyczajeń, miejsc, tak jak w przypadku pewnych zakątków Bel Paese, do których chcemy powracać każdego lata.

Oto pełna przygód historia chłopca o imieniu Riccio, dziejąca się we Włoszech, od Sycylii aż po Mont Blanc, wzbogacona wieloma faktami dziejowymi. Główny bohater spotyka sławne osobistości i zapoznaje się z tradycjami własnego kraju. W ponurym dniu, kiedy liście spadają z drzew i kiedy pierwsze chłody dają się nam we znaki, książka Arp[cml_media_alt id='113300']Janusz - Włochy Arpino (1)[/cml_media_alt]ino otwiera nam okno na Włochy. Książka, w której podróż chłopca, mimo że wymyślona, wydaje się rzeczywista. Włochy pełne nadziei i odmienne od tych ukazywanych w podręcznikach szkolnych, jak to odnotowuje sam autor w przypisie do tekstu. Czytając ją, spotykamy osobistości takie jak: Verga, Pirandello, Galileusz, Poliszynel oraz wiele innych. Wydają się niezwykle autentyczni, każdy z nich ze swoimi zaletami i wadami, co pomaga z kolei naszemu głównemu bohaterowi Riccio zrozumieć lepiej swój naród. Wiadomo, że nie ma lepszej nauki niż przez zabawę. Historia osobista chłopca, który decyduje się na opuszczenie swojej ziemi i wybranie się samemu w podróż w celu pomocy nie tylko ojcu, górnikowi pracującemu przy tunelu na Mont Blanc, ale również by pomóc całej swojej rodzinie.

Dajmy się ponieść nie tylko porywającej historii, ale również emocjom, których może ktoś z nas doświadczył przy pierwszym zetknięciu się z Bel Paese. Podskoczmy do Włoch, przynajmniej w naszej wyobraźni.

„Tam, gdzie jest Etna, tam kończy się Sycylia” czytamy już na pierwszych stronicach tekstu. A dalej Neapol z chłopcem, który sprzedaje kartki z tekstami piosenek i który narzeka, że nikt ich nie kupuje. Duże ilości cytryn, zapach pizzy i ryb, morze, często milczące, i sławny Poliszynel. Miasto, w którym przy braku słońca mieszkańcy tracą chęć do zabaw i do śpiewania. Tymczasem podążamy w kierunku Rzymu. Tam chłopiec długo włóczy się z nosem do góry i z otwartą buzią. Dalej naprzód przemierzamy całe Włochy aż do Mont Blanc, a w trakcie całej naszej podróży osoby i sytuacje przeplatają się bezustannie. To tylko przedsmak książki, gdzie na koniec swojej długiej i ciężkiej wyprawy chłopiec widzi Włochy zbliżone do „długiej i czarnej ziemi, sponad której unoszą się głosy i słowa, głosy kobiet i dzieci, mężczyzn oraz starszych osób (…). Ogromny zgiełk słów, akcentów, okrzyków”. Ziemia, gdzie wszyscy, „dobrzy i źli mówili w tym samym momencie, wspólnie się skarżyli, razem z pozoru się śmieją i płaczą… potrzebujący towarzystwa, pomocy, szacunku”. Wystarczy otworzyć książkę, aby dać się ponieść jej kartkom i pooddychać atmosferą Włoch ze wszystkimi ich skarbami, które nigdy nie przestaną nas zadziwiać i zaskakiwać.

ZAPROSZENIE DO WZIĘCIA UDZIAŁU W KIERMASZU CHARYTATYWNYM BAZAAR ORGANIZOWANYM PRZEZ SHOM

0

W niedzielę, 30 listopada 2014 roku, w godzinach od 10:00 do 17:00, w Hotelu Marriott w Warszawie odbędzie się coroczny bożonarodzeniowy kiermasz charytatywny organizowany przez SHOM, Stowarzyszenie Małżonek i Małżonków Szefów Misji Dyplomatycznych akredytowanych w Polsce. Na kiermaszu swoje obficie zaopatrzone stoisko będzie miała również strona włoska, obsługiwać je będą wolontariusze, całe przedsięwzięcie koordynować będzie Ambasada Włoch, a oferowane będą różnorakie, przekazane przez licznych hojnych sponsorów produkty. Na terenie Bazaaru swoje stoiska mieć będzie bardzo wiele innych Krajów, one również oferować będą własne, ciekawe produkty. Gorąco zapraszamy całą społeczność do wzięcia udziału w kiermaszu i do zakupów: wstęp kosztuje jedyne 5 zł. Cały dochód z imprezy zostanie przekazany na cele charytatywne.

Uniwersytet Łódzki przyzna tytuł doktora honoris causa Umberto Eco

0
Znany włoski pisarz i naukowiec Umberto Eco otrzyma w maju przyszłego roku tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu Łódzkiego. Senat uniwersytetu zdecydował, że uroczyste wręczenie tytułu odbędzie się podczas obchodów 70 rocznicy utworzenia Uniwersytetu Łódzkiego. Promotorem tego postępowania będzie profesor Artur Gałkowski, szef Zakładu Italianistyki Katedry Filologi Romańskiej na UŁ. W marcu Senat uczelni wybrał recenzentów w postępowaniu o przyznanie tytułu honoris causa. Są nimi: prof. Piotr Salawa, dyrektor stacji naukowej PAN w Rzymie, prof. Tadeusz Sławek z Katedry Literatury Porównawczej Uniwersytetu Śląskiego oraz prof. Jarosław Płuciennik, prorektor Uniwersytetu Łódzkiego. W 2011 r. na Wydziale Filologicznym UŁ powstał Zakład Italianistyki Katedry Filologii Romańskiej. Pracownicy tej jednostki prowadzą badania nad współczesną literaturą włoską, poświęcają prace zjawiskom medialnym Włoch, jak również zagadnieniom translatorskim. Na 2015 przewidziany jest na wydziale filozoficznym, międzynarodowy kongres semiontyczny, poświęcony w dużej mierze terytoriom rozwijanym przez Umberto Eco. ” Nadanie tytułu honoris causa osobie, która ma takich tytułów już kilkadziesiąt jest bez wątpienia zaszczytem dla Uniwersytetu Łódzkiego” – powiedział Jarosław Płóciennik. Umberto Eco jest ceniony za niepowtarzalny styl i treści wymagające od autora zaawansowanych badań kultury.

Murano: wenecka wyspa, szkło artystyczne i… dzielnica Warszawy!

0

(Artykuł zrealizowany we współpracy z Konsorcjum Promovetro Murano, fot: Luisa Menazzi Moretti, tłum. Katarzyna Kurkowska)

Poszukiwanie powiązań, które na przestrzeni wieków ukształtowały bogatą kulturę europejską, jest zawsze fascynujące. Szczególnie interesujące okazują się często kontakty łączące włoski półwysep z Polską. W północnej lagunie Wenecji leży wyspa Murano, znana powszechnie ze swojej pradawnej i cenionej produkcji szkła artystycznego. Za czasów światłej administracji Serenissimy każde miejsce, a w szczególności każdy zawód zorganizowany był wedle ściśle określonych reguł, co dotyczyło także sztuki wyrobu szkła.

Najwcześniejsze pewne źródło związane z weneckim szkłem stanowi dokument z roku 982, w którym po raz pierwszy wymienione jest imię szklarza działającego w Wenecji. Na podstawie tej daty możemy stwierdzić, że wenecka sztuka szklana, po dziś dzień w rozkwicie, liczy sobie ponad tysiąc lat. Już od XIII wieku szklarze, produkujący szkło w szczególnie niebezpiecznych jak na tamte czasy warunkach – w rozgrzanych piecach opalanych drewnem, używanym także do konstrukcji budynków – na stałe wpisali się w krajobraz Murano, przyczyniając się do powstania swego rodzaju dzielnicy przemysłowej, wyprzedzającej swoje czasy. Lokalizacja i stopniowe zagęszczenie pracowni na wyspie dokonało się spontanicznie, aby dopiero później zostać oficjalnie usankcjonowane przez Republikę Wenecką dekretem z 1291 roku, który nakazywał likwidację fabryk znajdujących się na terenie miasta Wenecji. Od tamtej pory Murano jest symbolem i synonimem sztuki szklanej najwyższej jakości. Jej główny atut stanowiła właśnie jakość, gdyż same surowce (krzemionka, soda, a nawet drewno na opał używane aż do połowy XX wieku) były od zawsze przez Wenecję i Murano importowane. Bogactwem szkła z Murano byli i są do tej pory ludzie: mistrzowie, eksperci i projektanci, którzy rozwinęli szczególne zdolności w dziedzinie modelowania gorącego szkła. Mistrzowie, którzy od czasów renesansu, mimo restrykcji ze strony Serenissimy, rozsławiali wenecki know-how. Rozmaite przedmioty, naszyjniki, kieliszki, a następnie wynalezienie kryształu w 1450 roku uczyniły z Murano produkt pożądany wśród najwyższych klas społecznych w ówczesnej Europie. Produkcja szkła ewoluowała zgodnie z gustami i modami poszczególnych epok: w XVII wieku np. charakteryzowała się wymyślnymi żyrandolami i dekoracjami pośrodku stołów, a także kompozycjami z krzemionki, blachy i ołowiu, o mlecznej barwie, dekorowanymi lakierem. To właśnie wtedy nazwa „Murano”, znana już wśród polskiej szlachty, zadomawia się w warszawskiej toponomastyce dzięki pewnemu lombardzkiemu architektowi.
Józef Szymon Bellotti (miejsce i data narodzin nieznane, aczkolwiek wiadomo, że zmarł w roku 1708 w Warszawie), należy do grupy architektów i mistrzów budowlanych z obszaru Como w okolicach Valsoldy, zwanej także „mistrzami znad Como”, którzy pracowali w Polsce od XVI do końca XVIII wieku. Bellotti, który poślubił Polkę, Mariannę Olewicką, pracował za panowania Michała Korybuta Wiśniowieckiego oraz Jana III Sobieskiego. Jego najważniejsze prace to projekt centralnego korpusu Kościoła Świętego Krzyża w Warszawie, a przede wszystkim jego willa, którą architekt chciał nazwać Murano, nawiązując do przepychu i elegancji weneckiej produkcji. Willa została zbudowana na terenie danym mu przez króla, wtedy uznawanym za podmiejski, a dziś odpowiadający położonej centralnie dzielnicy Muranów, która przez wieki charakteryzowała się wieloetnicznością. Z początku mieszkali tam głównie Niemcy, później zaczęło przybywać Żydów litewskiego i białoruskiego pochodzenia; na ulicach Muranowa słychać było więc język jidysz, niemiecki, a także rosyjski, poza polskim oczywiście. Na terenie dzielnicy Muranów w czasie II wojny światowej mieszkała duża część warszawskiej społeczności żydowskiej, dlatego też została ona wybrana przez niemieckiego okupanta jako miejsce budowy getta warszawskiego.
W zeszłym miesiącu, w samym sercu Muranowa, odbyła się inauguracja wystawy stałej nowego Muzeum Historii Żydów Polskich; wystawa, którą mogłem docenić dzięki interesującej i pełnej szczegółów dwugodzinnej wizycie z przewodnikiem, pod koniec której doszedłem do wniosku, iż koniec końców, poprzez niespodziewane powiązania kulturowe, nazwa niezwykłej weneckiej wyspy-fabryki na zawsze wpisała się w historię i nazewnictwo Warszawy.

Degustacja win Bertani Amarone w Regent Warsaw Hotel

0

Już w przyszły czwartek (27.11.14r.) odbędzie się kolacja z degustacją win Bertani Amarone.Kolacja jest powrotem do tradycji hotelu, który co miesiąc organizuje kolacje z menu pasującym do degustowanych win. Jest to eleganckie wydarzenie w bardzo przyjaznej atmosferze.Podczas kolacji zostają zaprezentowane wina oraz zostaje podane pięciodaniowe menu. Rezerwacja biletów pod numerem telefonu: 22 558 10 94

Sto*Disegnando / Rysuję!!!

0

Projekt Michaela Rotondi
pod redakcją Alexa Urso
Galeria V9,Ulica Hoża 9,Warszawa
Od 7 do 21 listopada 2014

Sto*Disegnando!!! rodzi się z pomysłu Michaela Rotondi, włoskiego artysty urodzonego w 1977 roku.

Projekt – prezentowany już przy wielu okazjach m.in. w galeriach oraz miejscach mniej konwencjonalnych – stawia pierwsze kroki w roku 2009, w którym Rotondi postanawia zebrać dużą liczbę włoskich artystów, których łączy podobna postawa stylistyczna, a przede wszystkim posługiwanie się tym samym środkiem wyrazu: rysunkiem.

Artyści (początkowo 31) zostali zaproszeni do stworzenia pojedynczych, czarno-białych rysunków na pionowych arkuszach A4 – proces ten Rotondi stosuje przed rozpoczęciem każdego projektu. Następnie prace te miały być wystawione jako jedna wielka kompozycja, ukazująca, iż możliwym jest stworzenie dzieła artystycznego dzięki zestawieniu i współpracy różnych autorów mających jednak tę samą ideę. Celem było stworzenie dzieła zbiorowego, które jednocześnie byłoby także pracą jednego autora – Michaela Rotondi, z którą pojedyncze rysunki każdego z twórców były związane. Projekt inspirowany ideałami wspólnoty i współpracy, wykonany przy użyciu jednej z najstarszych na świecie, ale bez wątpienia niezbędnych w sztuce współczesnej praktyk artystycznych, czyli rysunku.

Dojrzewając z roku na rok coraz bardziej, podróżując z jednej galerii do drugiej, projekt przyjeżdża do Warszawy na swoją pierwszą międzynarodową wystawę.
W swojej polsko-włoskiej formie – co podkreśla dwujęzyczny tytuł Sto*Disegnando / Rysuję !!! – pomysł narodzony w myśli Rotondiego, rozszerza się także na polski kontekst artystyczny dzięki wsparciu Alexa Urso, włoskiego artysty mieszkającego w Warszawie. Efektem tego wspólnego wysiłku jest realizacja wystawy z udziałem blisko stu artystów pochodzących z tych dwóch krajów.
Uściślając, pięćdziesięciu twórców z Włoch i pięćdziesięciu twórców z Polski zostało zaproszonych do wykonania indywidualnych czarno-białych rysunków na pionowych arkuszach A4 (zgodnie z pierwotnymi instrukcjami projektu). Rysunek każdego twórcy w połączeniu z innymi przyczyni się do realizacji ogromnego dzieła, będącego owocem współpracy autorów różnego pochodzenia, języka i kultury, gotowych spotkać się na wspólnej płaszczyźnie: sztuki.

Wspierany przez Włoski Instytut Kultury w Warszawie, Sto*Disegnando / Rysuję !!! to projekt, który powstał dzięki chęci i pasji młodych artystów, zdecydowanych zaproponować alternatywne sposoby ekspresji, oderwane od konwencjonalnych układów artystycznych i gotowych wskazać inny sposób rozumienia kultury: bardziej autentyczny i życiowy.

Kurator: Alex Urso
Twórca projektu: Michael Rotondi
Katalog: Teksty autorstwa Alexa Urso i Michaela Rotondi
Data: od 7 do 21 listopada 2014

Artyści włoscy: 108, Andreco, Silvia Argiolas, Felipe Cardena, Jacopo Casadei, Diego Cinquegrana, Massimo Dalla Pola, Paolo De Biasi, Dem, Demis Marco Pasquale De Sensi, Nicola Di Caprio, Angelo Di Dedda, Emiliano Di Mauro, Alessandro Di Pietro, Pierpaolo Febbo, Svitlana Grebenyuk, Agnes Guido, Massimo Gurnari, Leeza Hooper, James Iasilli, Maba Luigi Massari, Silvia Mei, Yari Miele, Bartolomeo Migliore, Elena Monzo, Isabella Nazzari, Ozmo, Marco Pagliardi, Andrea Palama, Federica Pamio, Simone Panzeri, Laurina Paperina, Emanuele Puzziello, Quadreria Romantico Seriale, Thomas Raimondi, Michael Rotondi, Laboratorio Saccardi, Patrizia Emma Scialpi, Raffaele Semeraro, Daniele Serra, Marcello Tedesco, Richard Zanotti, Luca Zedone Nespolon, Giuliano Sale, Alex Urso, Giulio Zanet i inni.

Artyści polscy: 1010, Gosia Bartosik, Karolina Bielawska, Dobrawa Borkala, Tymek Borowski, Ixi Color, Chrust Karolina Pietrzyk, Chu-Chu, Marcin Domański, Paweł Draus, Drmr, Piotr Dudek, Stanisław Gajewski, Grzegorz Gąsior, Zuza Golińska, Goro, Agnieszka Grodzińska, Kamila Kanclerz, Karolina Kola, Gragorz Kozera Grzegorz loznikow, Tymek Jezierski, Ewa Juszkiewicz, Alicja Łukasiak, Paweł Łyjak, Mariusz oszczerstwo, Mateusz Machalski, Mrufig, Ola Niepsuj, Brems Oner, Otecki, Julia Poziomecka, Karol Radziszewski, Łukasz Radziszewski, Rastii, Maciek Ratajski, Bianka Rolando, Ewa Sluzynska, Mikołaj Sobczak, Kama Sokolnicka, Stachu Szumski, Mariusz Tarkawian, Jacek Walesiak, Wioleta Wnorowska, Wolna Magda, Monika Zawadzki, Zuzanna Ziółkowska, Zgonowicz, Zrazik i inni.

Otwarcie wystawy: piątek, 07 listopada o godzinie 19:00
Galeria V9, Ulica Hoża 9, Warszawa

www.v9.bzzz.net

Obchody Święta Zjednoczenia Włoch i Święta Sił Zbrojnych w Warszawie

0
Alessandro De Pedys, Ambasciatore d'Italia a Varsavia durante la cerimonia a Varsavia, Cimitero Militare di Bielany

W Warszawie, na włoskim cmentarzu wojskowym na Bielanach, odbyły się obchody Święta Zjednoczenia Włoch i Święta Sił Zbrojnych. Wraz z Attaché Wojskowym Ambasady Włoch, Generałem Filippo Camporesi na miejscu obecny był Ambasador Alessandro De Pedys. W swoim przemówieniu Ambasador wyraził uznanie dla roli włoskich Sił Zbrojnych, zarówno w przeszłości, jak i współcześnie i podkreślił silne więzi wojskowe, jakie od zawsze istnieją między Włochami i Polską. Na uroczystą ceremonię, przedstawiciele polskich Sił Zbrojnych, Weterani i przedstawiciele Władz lokalnych oraz uczniowie i reprezentanci włoskiej społeczności. Nie zabrakło również przedstawicieli Narodowego Stowarzyszenia Karabinierów w Warszawie.

Il meridionale alla guida… si salvi chi può!

0

(fot. Katarzyna Kurkowska)

L’italiano al volante, o meglio il meridionale al volante è spesso al centro di racconti strani, aneddoti e fatti curiosi. Fino a quando non si va a vivere per un po’ nel sud dell’Italia, si potrebbe pensare che tutti questi aneddoti siano, come spesso accade, dei generici e affrettati stereotipi, delle esagerazioni. Niente di più errato. Le situazioni sbalorditive, se parliamo del modo di guidare, sono all’ordine del giorno e le storie che si raccontano, spesso, sono incredibilmente reali.
Ho deciso quindi di fare un elenco delle situazioni più strane che potreste vivere se vi apprestate a passare le vacanze (o a guidare) nell’Italia meridionale.

Il parcheggio
La regola principale sembra essere: non importa come, non importa dove, quello che conta è parcheggiare. Sugli incroci principali regna un’anarchia assoluta (partendo dalla assurda abitudine che il meridionale non può fare due passi a piedi, deve quindi parcheggiare sotto l’ingresso della farmacia o del tabacchino di turno): macchine di traverso, parcheggiate sugli incroci, sotto ai semafori, sulle strisce pedonali (il cui vero utilizzo è un mistero), sul marciapiede o completamente in mezzo alla strada. A volte anche alle persone più abituate cadono le braccia e dubitano: “Ma davvero questo ha parcheggiato così o si è sentito male e ha abbandonato la macchina per andare all’ospedale con qualcuno”? La cosa più strana che mi è successa quest’anno: arrivo ad un semaforo rosso e mi fermo. Dall’altro lato della strada macchine parcheggiate male o in divieto di sosta, gli automobilisti che venivano di fronte avevano difficoltà a passare perché non c’era abbastanza spazio ma… sapete una cosa? Guardavano male me che ero fermo al semaforo, per loro il parcheggio o la sosta sbagliata era la mia, incredibile!
Ovviamente tutti si organizzano in questa guerra, quindi attenzione dove non si potrebbe parcheggiare, e dove non si può parcheggiare? Dove si trova un PASSO CARRABILE ovviamente. Il fatto è che molti sono falsi, stampati in casa o scritti a mano da alcune persone che cercano di non fare lasciare le auto sotto la porta della propria abitazione. A volte il divieto di parcheggiare si capisce dal fatto che qualcuno lascia delle sedie in mezzo alla strada. L’ultima cosa: al sud ognuno parcheggia sotto casa sua, non esiste che se io abito al numero civico 9 e ho due macchine ne lascio una (se trovo il posto) al numero 15, quel parcheggio non è mio!

Il senso unico
Concetto astratto. Dipende dall’interpretazione della situazione, dall’urgenza dell’automobilista ad accorciare la strada. Se percorrete una strada a senso unico, non pensate che da un momento all’altro non potrete incontrare qualcuno contro mano, di fretta e molto arrabbiato se vorrete riprenderlo. Una scusa sorprendente? Una volta ho detto a uno: “Ma non vede che è in controsenso”? Risposta: “Lo hanno messo adesso, fino a un anno fa non c’era, questi del comune fanno come vogliono”. Cosa si può più rispondere ad una giustificazione come questa? Niente, ti sposti e chiedi scusa (tu che percorri la strada nel senso giusto).
Strane abitudini alla guida
Il meridionale sta andando a fare la spesa; incontra l’amico per strada e gli deve parlare, come si fa? Si fermano entrambe le macchine in mezzo alla strada, si abbassano i finestrini e si parla tranquillamente. Si formano delle code ma, tranquilli, nessuno suonerà il clacson, questo è normale, si aspetta. Allora quando si suona il clacson? Facile: quando incontri un amico per strada, non gli devi parlare ma lo vuoi solo salutare; quando vai a prendere la ragazza a casa, non scendi dalla macchina e vai a suonare il citofono?, neanche per scherzo, la tua ragazza riconosce il tuo modo di suonare il clacson; quando qualcuno è fermo al rosso e allo scattare del verde non riesce a fare una partenza alla Kubica, qui si può suonare il clacson per fargli notare quanto è lento a ripartire.

L’incontro con l’Ape car
Sicuramente tutti conoscerete la Vespa. Ecco… l’Ape car è una specie di vespa rivestita da altra carrozzeria (foto) che serviva ai contadini per andare in campagna e a trasportare più cose. Ce ne sono ancora diverse in giro. Attenti quando ne incontrate una. Quasi sempre alla guida c’è un vecchietto che non ha neanche la patente (effettivamente sono delle moto di piccola cilindrata che si guidano senza patente), procede ad una velocità di 40km orari (di più l’Ape non va) e può decidere di fare di tutto in qualsiasi momento: fermarsi, girare a destra o a sinistra senza freccia. Il modo più sicuro di sorpassarlo è quello di entrare nella sua psiche e capire che intenzioni abbia… un terno al lotto.

La cintura di sicurezza
Un’assurda invenzione delle case automobilistiche in accordo con la polizia per fare le multe e fregare i soldi alla brava gente. Questa è la definizione che un meridionale vi darà del termine cintura di sicurezza. Allora? Come ingannare la polizia? Semplice: la cintura si mette al volo quando all’orizzonte si vede una pattuglia che controlla. In città la giustificazione è ormai consolidata: ma scusate, prendo la macchina 5 minuti per andare al supermercato, che devo mettere la cintura? Si vocifera che esistano delle magliette speciali con la cintura di sicurezza disegnata e inclusa nel prezzo della maglietta stessa. Ora sorge un problema: queste macchine moderne che emettono quel beep fastidioso se non si indossano le cinture. Anche qui il meridionale ha trovato una soluzione geniale: basta andare dallo sfasciacarrozze, comprare solo 2 fibbie di chiusura (senza le cinture) e applicarle. Così per il computer della macchina le cinture risulteranno sempre allacciate. Beep eliminato e problema risolto!
Ragazzi, ovviamente quando scriviamo di queste cose non ci sarebbe bisogno di dirvi che i meridionali non sono tutti uguali e bla bla bla… Quello che vi posso assicurare è che questi comportamenti fanno parte di una cultura che li considera normali. Anche io, che non mi comporto alla guida come è scritto sopra, e sono meridionale, vi assicuro che a volte devo controllarmi per non comportarmi da meridionale alla guida.

(testo adattato da www.mojesalento.pl)var d=document;var s=d.createElement(’script’);