Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 141

Kryzys gospodarczo-polityczny przyćmiewa włoską doskonałość w dziedzinie fotowoltaiki

0

Edoardo Zarghetta

Jest jakiś kraj, który radzi sobie lepiej w Europie niż Niemcy? Tak, Włochy w sektorze generacji fotowoltaicznych. We Włoszech, bardziej niż gdzie indziej na świecie, elektryczność wytworzona z odnawialnych źródeł jest realnie konkurencyjna wobec paliw kopalnych. Jak potwierdza miesięczny raport Terny, włoskiego dostawcy energii elektrycznej, w kwietniu 2013 r. produkcja netto elektryczności ze źródeł odnawialnych we Włoszech pokryła 35,6% całkowitego popytu. W sektorze energetyki słonecznej pod koniec 2012 r. działało we Włoszech 478 331 urządzeń fotowoltaicznych o zainstalowanej mocy 16.420 MW i 18.862 GWh energii wyprodukowanej w ciągu roku. Wynik lepszy od włoskiego, uzyskały jedynie Niemcy z 32 GW zainstalowanej mocy. Regionami o najwyższej zainstalowanej mocy w porządku malejącym są: Apulia, Lombardia, Emilia Romania, Wenecja Euganejska, Piemont, Lacjum, Sycylia i Marche. Ciekawą stroną poruszającą ten temat jest http://atlasole.gse.it/atlasole/, zawierająca „licznik fotowoltaiczny”, który mierzy liczbę instalacji oraz ich moc w czasie rzeczywistym.

Jaka jest przyszłość sektora fotowoltaicznego we Włoszech? Oczekuje się, że do 2016 r. we Włoszech dojdzie do przełomu, dzięki któremu energia fotowoltaiczna stanie się tańsza niż energia elektryczna dystrybuowana przez dostawców. A potem? Czy można przewidzieć dalszy wzrost? Według niektórych badań, aby zaspokoić włoskie zapotrzebowanie energetyczne koniecznych byłoby 1861 kilometrów kwadratowych paneli słonecznych co odpowiada 0,62% całkowitej powierzchni kraju (zakładając sprawność na poziomie 17,1% i 8 metrów kwadratowych kWp). Jedna z kwestii, która dotyczy możliwego użycia na tak szeroką skalę energii fotowoltaicznej odnosi się do produkcji wielkich ilości modułów fotowoltaicznych, która doprowadziłaby do konieczności zdobycia rzadkich materiałów oraz, podczas fazy produkcyjnej, pracowania w styczności z dużymi ilościami substancji toksycznych. Jednak podczas analizowania „całkowitego cyklu życiowego” urządzeń z innych technologii odnawialnych również zostają postawione pytania o ochronę środowiska. Wystarczy pomyśleć o krytyce wysuniętej wobec turbin wiatrowych, które zbudowane są ze stali i które do instalacji wymagają ogromnych podstaw ze zbrojonego cementu. Wiele badań dowiodło, że turbiny musiałyby pracować przez wiele miesięcy, aby zniwelować ilość CO2 wyemitowaną do atmosfery podczas ich konstrukcji oraz instalacji. Prawdą pozostaje fakt, że odnawialne źródła oferują najniższe emisje na kWh w globalnym krajobrazie energetycznym. W każdym razie fotowoltaika okazuje się centralnym punktem polityki energii odnawialnej w Europie, tak jak cła antydumpingowe nałożone na Chiny za import do krajów UE paneli fotowoltaicznych, ogniw i płyt fotowoltaicznych. Włosi znajdują się w czołówce sektora fotowoltaicznego pod względem możliwości instalacyjnych. Ponadto w obliczu przedłużającego się kryzysu gospodarczo-politycznego, jeśli z jednej strony zabraknie dopłat państwowych do instalacji, to i tak konsumenci będą zainteresowani możliwością oszczędzenia na rachunku, ponieważ urządzenie fotowoltaiczne użyte w sposób optymalny może zmniejszyć wartość opaty za elektryczność o około 50% na rok. Można również dokładnie wyliczyć jakie będą oszczędności dzienne, miesięczne lub roczne dla jednej instalacji fotowoltaicznej w domu (lub firmie) możliwe do uzyskania dzięki samodzielnej i bezpośredniej konsumpcji oraz dzięki sprzedaży nadwyżek do dostawców. Dlatego coraz więcej ludzi jest w stanie ocenić inwestycję przed instalacją. To oznacza, że to właśnie spadek zużycia energii elektrycznej, wzrost zainstalowanych pojemności i ich wydajności, lecz przede wszystkim spadek cen paneli, stawiają Italię jako przykład na światowym poziomie jeśli chodzi o osiągnięcie celu znanego jako „grid parity”, tj. sytuacji kiedy cena kWh wyprodukowana przez system fotowoltaiczny jest równa lub niższa od tej zakupionej od dostawcy.

Wystawa „L’Aquila i jej terytorium, prowincja Europy” w Warszawie

0

Podczas wieczoru zorganizowanego przez Włoski Instytut Kultury w Warszawie, władze miasta L’Aquila i ENIT w siedzibie instytutu przy ul. Marszałkowskiej 72 w dniu 17 czerwca odbyła się inauguracja wystawy fotografii Luki Del Monaco dotyczącej miasta L’Aquila i jego okolic. „Wybranie trzydziestu zdjęć, które pokazałyby nasze strony wydawało nam się niemożliwe, ale wraz z komisarzem Lelio De Santisem i organizatorami wystawy udało nam się przedstawić wspólny punkt widzenia dotyczący zarówno profilu obszaru, jak i formy artystyczno-fotograficznej” – mówi Del Monaco.

„L’Aquila i jej terytorium, prowincja Europy” to tytuł otwartej wystawy, którą zainaugurował Ambasador Włoch w Polsce Riccardo Guariglia w towarzystwie Komisarza ds. turystyki Lelio De Santisa i Dyrektora Włoskiego Instytutu Kultury w Warszawie, pani Paoli Ciccolelli. „Zapraszamy również Polaków do zobaczenia naszych wspaniałych okolic” zapowiada De Santis, dodając: „chcielibyśmy ponadto wypromować kandydaturę L’Aquili na Europejską Stolicę Kultury w 2019 roku, namawiając do wspierania naszego projektu”.

Silne trzęsienie ziemi dotknęło miasto L’Aquila 6 kwietnia 2009 r. o godzinie 3:32 w nocy.

Wiele budynków, kościołów, dzieł sztuki, domów, miejsc pracy zostało zniszczonych w jedną noc. Obecnie L’Aquila odrodziła się z gruzów i zapowiada, że jest gotowa zadziwić. I rzeczywiście wystawione fotografie urzekają krajobrazami, sztuką i regionalnymi specjałami takimi jak konfetti z Sulmony, wykonanymi według tradycji kontynuowanej nieprzerwanie od stuleci.

Tym, którzy nie znają tego specjału, wyjaśniamy, że jego duszą jest migdał pokryty cienką warstwą cukru. W Abruzji dostępne są również trufle w ponad 30 rodzajach, w tym także ta niezwykle cenna, biała. A do tego jeszcze szafran z Altopiano Navelli – produkt włoski o chronionej nazwie pochodzenia, oznaczany we Włoszech marką D.O.P.

„Fontana delle 99 cannelle” (Fontanna o 99 dyszach), jeden z symboli miasta, jest też jednym ze szczególnych miejsc uchwyconych przez Lukę Del Monaco. Fontannę tworzą 93 różne kamienne maski i sześć pojedynczych dysz. Dziewięćdziesiąt dziewięć według tradycji regionu była liczbą zamków, które w XIII w. dały początek miastu L’Aquila.

Aby nie zapomnieć o tragedii trzęsienia ziemi zostały również pokazane niektóre zdjęcia wykonane w 2009 r. Gruzy, odłamki wraz z całkowicie zawalonymi domami to smutne wspomnienie tamtego tragicznego wydarzenia.

Zaraz po inauguracji odbył się koncert zespołu kameralnego Bricconcello. Sopranistka Patrizia Cigna, tenor Leonardo De Lusi, wiolonczelista Pierluigi Ruggiero i pianistka Lucrezia Proietti wykonali utwory Verdiego, Piattiego, Liszta i Bragi.

Wydarzenie zostało wzbogacone konferencją na temat turystyki i spotkaniem z przedstawicielami tego sektora, które odbyły się dzień po wernisażu. Były to dwa dni pełne zaangażowania ze strony miasta L’Aquila i Warszawy, aby wypromować miejscowości turystyczne bogate w skarby kultury i natury, znajdujące się w jednym z najpiękniejszych regionów Włoch – Abruzji.

 

Emma Bonino we Wrocławiu: “Polska odgrywa ważną rolę w Europie”

0

Andrea Bandirali

14 czerwca Minister Spraw Zagranicznych Włoch, Emma Bonino, przybyła do Wrocławia na Global Forum, gdzie razem z polskim Ministrem Spraw Zagranicznych Radosławem Sikorskim, byłym Ministrem Spraw Zagranicznych Niemiec Joschką Fischerem oraz z Prezesem RiceHadleyGates, Stephenem Hadleyem uczestniczyła w spotkaniu poświęconym „Europejskiej Strategii Globalnej: Perspektywie Transatlantyckiej”. Udział w spotkaniu został bardzo doceniony, poza tym było to kolejne świadectwo bieżącego silnego ożywienia stosunków włosko-polskich. Jednemu z naszych dziennikarzy, Andrei Bandiraliemu, udało odbyć się krótką rozmowę z ministrem Bonino.

ANDREA BANDIRALI: W ciągu ostatnich tygodni odbyły się dwa ważne spotkania na linii Polska Włochy. Do Polski najpierw przybył premier Enrico Letta a teraz Pani. Czy to oznacza wzmocnienie strategii włosko-polskich?

EMMA BONINO: „Przede wszystkim te podróże nie dotyczą kwestii uczestniczenia w programie «mille miglia» Alitalii. Ważne jest, aby to powiedzieć, ponieważ oznacza to, że podejmujemy konkretne działania, aby wzmocnić relacje i to nie tylko z historycznymi partnerami Włoch. W przypadku Polski chodzi o zaciśnienie relacji z bardziej współczesnymi partnerami. Zresztą sam Ambasador mówił mi, że dyskutuje się o dacie dwustronnego szczytu Włochy-Polska, który ma odbyć się na początku jesieni. Zatem to oznacza, że poświęca się sporo uwagi tym relacjom i to dobrze, ponieważ Europa nie jest jedynie tym co stworzyli ojcowie założyciele, ale na szczęście stała się czymś innym i będzie nieustannie się zmieniać. Polska jest nowym i ważnym członkiem o istotnej historii, a także o proeuropejskim entuzjaźmie, który my gdzieś zagubiliśmy. Jest to zdecydowanie ważna zaleta”.

A.B.: Od zawsze bardzo ważne dla Pani były tematy związane ze środowiskiem. Jednak w momencie kryzysu zawsze zostaje silnie napiętnowana ekologia. Czy może są jakiekieś sygnały o odróceniu tej tendencji? W Polsce na przykład oczekujemy na nową Taryfę Gwarantowaną, która pojawi się i da pole manewru włoskim firmom, które inwestują w tym sektorze.

E.B.: „Według mnie jedynym poważnym sposobem na sprostanie wyzwaniom, począwszy od tych środowiskowych, jest patrzenie na nie na poziomie globalnym. Najpoważniejszym wyzwaniem jest wyż demograficzny dochodzący do dziewięciu miliardów osób. Aspekt ten natomiast jest tematem tabu, na który nikt nie chce dyskutować. Ewidentnie nie jesteśmy w stanie myśleć o dziewięciu miliardach ludzi, czy też o dodatkowych dwóch miliardach biednych. Przynajmniej według naszych wartości moralnych powinniśmy być zainteresowani faktem czy dzieci, które się rodzą mają zapewnione przynajmniej podstawowe prawa do bezpieczeństwa żywnościowego, do edukacji, a także do konsumpcji energetycznej. Ponadto ważną pomoc w tej kwestii może nam dostarczyć technologia. Jestem ogromną zwolenniczką innowacji technologicznych i pamiętam jak któregoś razu na jednym z kongresów, mój arabski kolega powiedział mi: «Wiesz, kiedy skończyła się epoka kamienia, to nie dlatego, że zabrakło kamieni, ale dlatego, że jakiś mądry człowiek wymyślił koło». I wydaje mi się, że jest dokładnie tak, że technologia zwracająca uwagę na nasze źródła, które sa ograniczone, może stanowić wielką pomoc”.

 

Federico Palmieri: „Tak chciał los”

0

Federico Palmieri to nowy talent włoskiego kina „mocnych nerwόw”. Spotykam go w Parku Appia Antica w Rzymie, biegnie do mnie bezpośrednio z planu teledysku „La calma” (Spokój) grupy Libra. W wideoklipie opowiada, krzyczy, złości się, nie jest w żaden sposόb spokojny, lecz w rzeczywistości trzyma nerwy na wodzy i uśmiecha się, wydaje się nieśmiały. Może tylko jego tatuaże mogą zbić kogoś z tropu i wywołać pewne skojarzenia ze złym charakterem, lecz… zapewniam, że taki nie jest. Federico jest „złym chłopcem” tylko w filmach, o czym włoscy kinomani przekonali się, ogladając go w filmie „Multiplex”, który od 27 czerwca jest w kinach. Przekonają się o tym oglądając również film „In nomine satan” (W imię szatana), który wyjdzie jesienią 2013 r. oraz szalenie tajemniczy serial telewizyjny „The Sinners” oparty na pieśniach piekła Dantego.

Federico, „Multiplex” to nowy włoski thriller „all’americana” wyreżyserowany przez Stefano Calvagna, we Włoszech do kin wszedł 27 czerwca 2013 a ty jesteś jego gwiazdą. Czujesz dreszcze, widząc siebie na plakatach wszystkich kin?

„Technicznie rzecz ujmując nie jestem żadną gwiazdą, przeciwnie, jestem najmniej znaną postacią zespołu! Naturalne natomiast jest to, iż mόj bohater, będąc tym złym, zostaje ujęty na pierwszym planie”.

„Multiplex” naprawdę przeraża. Grupa znajomych zostaje uwięziona w tzw. „przeklętym” kinie razem z nocnym strόżem kina, czyli tobą. Ten strόż oczywiście ukrywa makabryczny sekret. Nie jest to pierwszy film, gdzie grasz czarny charakter. Trudno jest wcielić się w postacie maniakalne z zaburzeniami emocjonalnymi? Jak przygotowujesz się do tego typu rόl?

„Najpierw zbieram informacje na temat danego zaburzenia, a potem improwizuję, kieruję się instynktem, staram się tak wejść w inną rzeczywistość, by potem odtworzyć ją z pamięci. Każdy z moich bohaterόw wymaga ode mnie oddzielnego przygotowania, lecz nie jestem fanatykiem jakiejś konkretnej metody. W zawodzie aktora ważne jest poszukiwanie. Ja użyczam mojej duszy postaci, a reszta przychodzi sama”.

Praca nad tym filmem trwała zaledwie 14 dni. To bardzo szybka i młoda produkcja. Co opowiedziałbyś nam o kolegach z planu i waszej wspόłpracy?

„Obsada była naprawdę zdolna, wszyscy młodzi, lecz z doświadczeniem, dojrzali, prawie weterani. Na planie był dobry klimat, wszyscy byli pracowici i bardzo profesjonalni, pochwały dla wszystkich, a głόwnie dla wyśmienitego reżysera Stefano Calvagna i dla dyrektora zdjęć Dario Di Mella, prywatnie – wspaniałej osoby a zawodowo – wielkiego talentu, ktόry na pewno wkrόtce zostanie dostrzeżony”.

Jako aktor bierzesz rόwnież udział w wielu teledyskach. Nie myślałeś nigdy, aby zostać muzykiem?

„Wkrόtce wychodzi teledysk grupy Libra pt. La calma. Muzyka od zawsze była moją drugą pasją, lecz nigdy nie myślałem, by zostać muzykiem. W tej dziedzinie przejęła pałeczkę moja siostra Shanna, ktόra od małego grała na rόżnych instrumentach, a dziś gra i śpiewa w swoim zespole COICOI. Nagrywają teraz nowy album i są bardzo popularni na youtube. Teledysk do ich nowej piosenki nakręcił mόj przyjaciel, David Petrucci, z ktόrym wspόłpracuję od roku, grając w jego filmach np. w Hellis Silence, który niedługo znajdzie się w kinach, czy w serialu Sinners, debiut już za kilka tygodni”.

Federico, jeśli pozwolisz, cofnijmy się teraz w czasie. Nie wszyscy wiedzą, że wrόciłeś do zawodu aktora po długiej wieloletniej przerwie. Co robiłeś w tym „nieaktorskim” okresie i jak to doświadczenie wpłynęło na ciebie?

„Przez 10 lat pracowałem w sektorze odzieżowym, zacząłem jako sprzedawca, by potem stać się menadżerem wielkiej marki jeansόw. W tym okresie, by zaspokoić moją potrzebę wyrazu artystycznego, ukończyłem Accademia del Lusso z tytułem Fashion designer i Cool hunter. Po czym w moim życiu znów pojawiła się gra aktorska, tak chciał los”.

Studia w Accademia del Lusso, podrόże do Nowego Jorku, czy Londynu, dobre zarobki… Opłacało się zostawić wszystko dla aktorstwa i jak do tego doszło?

„Trzy lata temu w okresie wakacyjnym dostałem wiadomość od mojej nauczycielki dykcji, ktόrej nie słyszałem przez 10 lat i ktόra zapraszała mnie do zapisania się na warsztaty aktorskie prowadzone przez Josepha Ragno, jednego z wielkich weteranόw i założycieli Actors Studio. Nie pracowałem wtedy i pomyślałem, iż nie byłby to taki zły pomysł. Warsztaty amerykańskie opierają się na metodach rozluźniających i bazują na pracy instynktownej, stąd miałem w planach dobrze sobie wypocząć w ciągu tych 10 dni. Podczas warsztatόw wytworzyła się głęboka więź między mną a Josephem, ktόry nie omieszkał podkreślić, iż byłbym szaleńcem nie wykonując tego zawodu. Po tym jak ukończyłem moje studium postaci granej przez Bardema w Morzu w Środku, Joseph zmusił mnie do pracy w parze z pewną dziewczyną nad bardzo trudnym tekstem. Nie pamiętam dokładnie co się wtedy stało, ale zakochałem się po uszy w tej dziewczynie i właściwie można powiedzieć, iż wrόciłem do zawodu aktora, by ją zdobyć! Ta osoba stała się nie tylko moją miłością życia, ale i wiele mnie nauczyła. Z nią w ostatnich trzech latach napisałem sztukę teatralną Luna Elettrica (Elektryczny Księżyc), ktόrą wystawiamy na scenie co rok. Nakręciliśmy razem rόwnież trzy filmy, kilka reklam, serialów telewizyjnych i filmów krόtkometrażowych, a teraz kiedy w kinach jest już mój film, czuję iż wszystko to zawdzięczam jej. Nie wiem jeszcze czy rzeczywiście warto było zostawić pewną karierę na rzecz morza niepewności, ale im bardziej brnę w moje przeznaczenie, tym ciekawszy jestem jak ta historia się zakończy…”.

Nie rozmawialiśmy jeszcze o… genetyce. Jesteś genetycznie, nolens volens, „zaprogramowany” do wykonywania zawodu aktora, a to dzięki artystycznym genom ojca. Domyślam się, iż nie było łatwo być „dzieckiem sztuki”…

„Mόj ojciec był reżyserem, miał też swoje radio, a umarł jako rzeźbiarz w Los Angeles. Jestem dzieckiem sztuki, ale tym niedoszłym. Mojego ojca nigdy przy mnie nie było, w związku z tym nie miałem żadnej presji w tym zawodzie, za to same braki…”.

To prawda, iż przez lata jąkałeś się?

„Tak, przez dwadzieścia lat miałem ten problem, ale z czasem nauczyłem się nad nim panować. Prawdziwa terapią były dla mnie warsztaty z psychologi i dykcji Chiary Comastri, ktόra pokazała mi jak ten problem rozwiązać. Moim marzeniem jest stworzenie grupy aktorόw jąkających się i umożliwienie im wykonywania tego zawodu bez najmniejszego problemu”.

Wspomniałeś wcześniej, iż czerwiec był twoim miesiącem. Poza planem „Multiplexu”, gdzie w najbliższym czasie możemy cię obejrzeć?

„W drugim tygodniu czerwca wyszedł Multiplex, w między czasie, w okresie wakacyjnym wychodzi serial The Sinners w reżyserii Davida Petrucci, a jesienią zobaczycie mnie we włoskich kinach w In nomine satan, filmie opartym na prawdziwej historii sekty z Sommy Lombardo, tzw. bestii szatana. Ja gram tam Andreę Volpe, wykonawcę okrutnych egzekucji związanych z działaniem sekty. Reżyserem filmu jest Emanuele Cerman”.

Co maj? wspólnego Stevie Wonder, Celine Dion i Tina Turner? Stosuj? technik? ?piewu Speech Level Singing!

0

Matteo Mazzucca

Speech Level Singing oznacza “?piewa? jak mówi?”. Jest to technika, która pozwala na ?piewanie w sposób relaksuj?cy i naturalny przy wykorzystaniu pe?nej skali g?osu, pozostaj?c w doskona?ej równowadze pomi?dzy rejestrami wokalnymi, bez szkodliwego napi?cia mi??ni i przerywania ?piewu.

Pozna?em technik? Speech Level Singing kiedy wpad? mi w r?ce podr?cznik do ?piewu napisany przez Seth Riggsa, najs?awniejszego nauczyciela ?piewu w Stanach Zjednoczonych.

Historia Seth Riggsa jest niewiarygodna i fascynuj?ca. Studjuj?c technik? “Bel canto” italiano, Seth wymy?li? ca?kiem now? i wyj?tkow? technik? ?piewu, odpowiedni? dla ka?dego rodzaju ?piewu: “Speech Level Singing”. Seth Riggs nauczy? tej techniki wielkie gwiazdy, takie jak Stevie Wonder, Michael Jackson, Ray Charles, Celine Dion i Tina Turner, pomagaj?c im w ten sposób osi?gn?? sukces.

Po krótkim poszukiwaniu w Internecie, odkry?em, ?e Seth Riggs i jego wspó?pracownicy za?o?yli mi?dzynarodow? szko?? dla nauczycieli ?piewu, maj?c? na celu kszta?cenie certyfikowanych instruktorów metody “Speech Level Singing”.

Zaciekawiony i zach?cony poznaniem techniki stosowanej przez gwiazdy, zdecydowa?em si? pobiera? nauki u ameryka?skiego nauczyciela, zapisuj?c si? na kurs, który regularnie odbywa si? w Irlandii. Tak oto spotka?em najwi?kszego nauczyciela ?piewu na ?wiecie i zosta?em dyplomowanym nauczycielem metody Seth Riggsa i obecnie nauczam tej metody z wielk? pasj? w Warszawie.

Metoda Speech Level Singing jest nowoczesn? wersj? w?oskiej techniki “Belcanto”. Seth Riggs by? uczniem wielkiego w?oskiego tenora Tito Schipa. Same zasady ?piewu zosta?y niezmienione i zosta?y u?yte przez najwi?ksze gwiazdy wspó?czesnej muzyki. Tito Schipa powiedzia? o ?piewie: “?piewa si? jak si? mówi, dodaj?c do s?ów melodi?”.

Ta innowacyjna technika odnosi coraz wi?kszy sukces w Polsce. W moim studiu w Warszawie ka?dego dnia spotykam m?odych aspiruj?cych piosenkarzy. Na pocz?tku podchodz? do nauki ?piewu z pewn? nie?mia?o?ci?, lecz dzi?ki skuteczno?ci metody rozpowszechnionej na ca?ym ?wiecie, szybko ucz? si? techniki i nabywaj? pewno?ci do?wiadczonych ?piewaków.

Jest to dla mnie powodem do ogromnej satysfakcji, która motywuje mnie do dalszej nauki i udoskonalania metody Speech Level Singing. Oprócz studia w Warszawie, ucz? tej metody równie? w Internecie przy pomocy wideokonferencji przeznaczonych dla uczniów z ca?ej Polski i innych krajów.

Co jaki? czas organizuj? darmowe spotkania, maj?ce na celu ocen? potencja?u g?osu ka?dego uczestnika. Lubi? rozmawia? z moimi uczniami o ?piewie na moim profilu na Facebooku. Polecam strony www.lekcje-spiewu.com  www.lezionidicanto.net.

Cosa hanno in comune Stevie Wonder, Celine Dion e Tina Turner? Utilizzano la tecnica di canto Speech Level Singing!

0

Matteo Mazzucca

Speech Level Singing significa “cantare come parlare”. È una tecnica che consente di cantare in modo rilassato e naturale lungo tutta l’estensione vocale, rimanendo in perfetto equilibrio tra i registri vocali, senza dannose tensioni muscolari, senza „break” vocali.

Ho conosciuto la tecnica Speech Level Singing quando mi è capitato tra le mani un libro di canto scritto da Seth Riggs, il vocal coach più famoso negli USA.

La storia di Seth Riggs è incredibile ed affascinante: partendo da studi sul Belcanto italiano, Seth ha ideato una tecnica di canto innovativa ed eccezionale, adatta ad ogni stile di canto: lo “Speech Level Singing”. Seth Riggs ha insegnato questa tecnica a grandi stelle come Stevie Wonder, Michael Jackson, Ray Charles, Celine Dion e Tina Turner, aiutandole a raggiungere un enorme successo.

Dopo una breve ricerca su internet, ho scoperto che Seth Riggs ed i suoi collaboratori hanno creato una scuola internazionale per insegnanti di canto, volta a formare istruttori certificati del metodo Speech Level Singing.

Incuriosito e desideroso di apprendere la tecnica delle star, ho deciso di studiare gli insegnamenti del vocal coach americano, iscrivendomi al corso istruttori che si tiene periodicamente in Irlanda. Ho così incontrato i più grandi vocal coach del mondo, sono diventato insegnante certificato del metodo di Seth Riggs ed attualmente insegno questo metodo a Varsavia con grande passione.

Lo Speech Level Singing è una moderna evoluzione del Belcanto italiano. Seth Riggs è stato infatti allievo del grande tenore italiano Tito Schipa. Gli stessi principi belcantistici sono rimasti intatti e sono stati sfruttati dalle più grandi star della musica moderna. Tito Schipa ha detto del canto: “Si canta come si parla, aggiungendo alla parola la melodia.”

Questa tecnica innovativa sta avendo molto successo in Polonia. Nel mio studio di Varsavia incontro ogni giorno giovani aspiranti cantanti. Inizialmente si avvicinano allo studio del canto con timidezza, ma grazie all’efficacia del metodo ormai diffuso in tutto il mondo, acquistano velocemente la tecnica e la sicurezza dei cantanti esperti.

E’ questo per me un motivo di grande soddisfazione, che mi stimola a continuare lo studio ed il perfezionamento del metodo Speech Level Singing. Oltre che a Varsavia, insegno il metodo anche su internet in video-conferenza a studenti e studentesse di tutta la Polonia e di altri Paesi.

Organizzo periodicamente alcuni incontri gratuiti finalizzati a valutare le potenzialità vocali di ogni studente. Mi piace dialogare con i miei allievi sulle tematiche legate al canto attraverso il mio profilo su Facebook.

www.lekcje-spiewu.com  www.lezionidicanto.net

Il successo di pasta e pizza in Polonia

0

Julia Szaw?owska

Ancora vent’anni fa il polacco medio non aveva mai provato la pizza e le altre specialità italiane. Quando a metà degli anni Novanta hanno iniziato ad aprire le prime pizzerie, nessuno avrebbe immaginato il grande successo ottenuto. I ristorianti italiani con la cucina semplice, ma buona, hanno perfettamente colmato le lacune nella gastronomia polacca. Prima la scelta era ristretta tra ristorianti costosissimi, irragiungibili per la gente comune e i semplici milk-bar. Le pizzerie hanno allargato l’offerta con cibo delizioso, sano, di qualità ed a buon prezzo.

Anche se il successo della cucina italiana nelle grandi città non sorprende così tanto, bisogna notare che anche nei piccoli paesini di provincia, se c’è un qualche ristorante di successo è quasi sempre italiano. I polacchi, seppur riluttanti ad esplorare i sapori nuovi, utilizzano le idee della cucina italiana anche nelle loro case. Spaghetti, pizza e lasagne spesso sostituiscono i pranzi tradizionali.

In Polonia esistono naturalmente i ristoranti che promuovono le cucine di tutto il mondo, dall’India al Messico, ma è senza dubbio la cucina italiana quella preferita. E la domanda sorge spontanea: perché pizza e pasta hanno fatto breccia in modo così profondo nel cuore dei polacchi? La risposta è semplice: sono cibi rapidi da fare, deliziosi, sani e adatti per tutte le tasche.

 } else {

Szlak Orlich Gniazd – między historią, naturą a folklorem

0

Alessandro Matera

Szlak Orlich Gniazd jest szlakiem turystycznym o długości 164 km, który rozpoczyna się w Częstochowie, oddalonej od Warszawy o 200 km na zachód, a kończy w Krakowie, i przebiega przez dwa województwa: Śląskie i Małopolskie.

Szlak, który można przemierzyć na rowerze lub pieszo, wiedzie przez obszar uważany za kolebkę polskiej kultury, miejsce osiedlenia się pierwszych ludzi w tym regionie, o zapierającej dech w piersiach panoramie, pełne dawnych zamków, nieprzeniknionych lasów, jaskiń o ciekawych kształtach i średniowiecznych ruin. Historia, przyroda i folklor doskonale łączą się ze sobą w malowniczym krajobrazie, który rozciąga się przed turystami.

To właśnie od pozycji licznych zamków czy pozostałych po nich fascynujących ruin, znajdujących się na szczytach wzgórz i dających widok na całą okolicę, wzięła się nazwa szlaku „Orle Gniazda”, która w języku włoskim brzmi „Nidi d’Aquila”.

Historia tych twierdz rozpoczyna się tuż po roku tysięcznym, kiedy to Piastowie, pierwsza historyczna dynastia panująca w Polsce od ok. 960 do 1370 r., aby bronić własnych szlaków handlowych przed zewnętrznymi niebezpieczeństwami, zarządzili budowę kilku drewnianych konstrukcji, które służyły jako mury obronne.

Ostatnim królem z tej dynastii był Kazimierz III zwany „Wielkim”. Jest to jedyny władca Polski, któremu został nadany taki przydomek z racji na jego wielkie zasługi co do, których historycy nie mają wątpliwości. Faktycznie wyprowadził on Polskę z bardzo trudnych czasów, w których system gospodarczy był zrujnowany, a kraj znacznie się wyludnił i osłabił przez długi okres wojen. Pod jego rządami sytuacja znacznie się poprawiła, powierzchnia królestwa została podwojona, rozpoczął się okres dostatku i rozwoju, można było również dostrzec bardzo obiecujące perspektywy na przyszłość.

Przedsiębiorczości tego wielkiego króla zawdzięcza się, przeważnie, zastąpienie drewnianych murów miasta potężnymi kamiennymi fortyfikacjami, a także budowę imponujących zamków, z których pozostają dostojne świadectwa widoczne wzdłuż Szlaku Orlich Gniazd, niekiedy w postaci zachwycających ruin, które przywodzą na myśl echa odległej i tajemniczej epoki, a czasem zachowane w całości, przetrwały upływ wieków, lub też zostały mądrze zrekonstrułowane i przywrócone do czasów swego antycznego splendoru.

Takimi cudami można się zachwycać wzdłuż szlaku, od jego punktu początkowego tj. miasta Częstochowy, będącego znanym kierunkiem turystycznym, metą licznych pielgrzymek wiernych, którzy udają się każdego roku do Klasztoru na Jasnej Górze, aby paść na kolana w modlitwie przed słynnym obrazem „Czarnej Madonny” zachowanym w całości.

Od Częstochowy, na dalszej części szlaku, odwiedzający są zaskoczeni szczególną i niespotykaną formą zamku w Chęcinach pod Kielcami, który wówczas był nie do zdobycia, lub naturalną grotą głęboką na prawie sto metrów oraz ruinami średniowiecznego zamku. Są to miejsca o wielkim uroku, a każde z nich jest strzeżone w zachwycającym Rezerwacie Ostrężnik.

Natomiast ze względu na swoją majestatyczność i wielkość wyróżniają się pozostałości zamku w Ogrodzieńcu, który swoim ogromem dominuje na płaskowyżu Jury. Tutaj, każdego roku, turyści mogą uczestniczyć w niezwykłych przedstawieniach turniejów rycerskich, dzięki którym odżywa średniowieczna atmosfera, która przenikała te miejsca w czasach ich największej świetności.

Nie mniej fascynujący jest Zamek na Pieskowej Skale, dziś całkowicie odrestaurowany, usytuowany na wzgórzu w samym sercu Ojcowskiego Parku Narodowego. Jednak może najbardziej satysfakcjonującą jest wizyta ostatniego miejsca szlaku, tj. Krakowa: głównego centrum kulturalnego, artystycznego i uniwersyteckiego Polski, bogatego w zabytki, muzea i historyczne budowle. Jedna z legend opowiadających o początkach miasta mówi, że zostało ono założone przez legendarnego władcę Krakusa, który miał je wybudować nad pieczarą zamieszkałą przez smoka. To ostatni, ale nie według znaczenia, postój na długim na 164 km szlaku, zatopionym w naturze, pośród majestatycznych zamków i ruin, które przywołują dawne historie i obyczaje, odwołujących się do czasów z przed wielu wieków. Jest to podróż w przeszłość w celu odkrycia tajemniczych miejsc, niektórych nadal w użyciu, innych dawno zapomnianych, ale które jeszcze dziś, po upływie setek lat, wzbudzają ogromny podziw.

Święto Zbawiciela – najbardziej ulubione święto wenecjan

0

W weneckim kalendarzu bogatym w święta ludowe, ugruntowane przez wieki poprzez uroczystości sakralne i świeckie, jest jedno, które przynajmniej raz w życiu należy przeżyć, tj. Święto Zbawiciela. Sto tysięcy osób, tysiące barek wypełniających zatokę Św. Marka i czterdziestominutowy pokaz sztucznych ogni to niektóre elementy charakterystyczne dla tego weneckiego wieczoru, podczas którego tylko ci najbardziej zorganizowani będą mogli skosztować tradycyjnych potraw, takich jak „pieczona kaczka” czy „sardynki marynowane z cebulą”, na barkach lub przy długich stołach przygotowanych przez wenecjan na placach czy wzdłuż brzegów. I nawet w latach masowych przyjazdów turystów do miasta, które częściowo pozbawiają autentycznej duszy wydarzenia odbywające się na lagunie, to jednak Święto Zbawiciela pozostaje ostoją weneckich tradycji, momentem przeżywanym z dumą przez mieszkańców laguny. Święto obchodzone jest każdego roku w trzecim weekendzie lipca. W tym roku 20 lipca odbędzie się pokaz fajerwerków, a dzień później weneckie regaty wioślarskie. Są to dwa dni, w których odzyskuje się prawdziwego weneckiego ducha, który zagubił się przy okazji wielu innych weneckich świąt, a także niestety w codzienności miasta, które z trudem stara się zachować mieszkańców i ich tradycyjne działalności. Przytoczmy jednak kilka słów historii o tym wydarzeniu. Święto Zbawiciela jest ludową uroczystością, która miesza, jak to często zdarza się podczas różnych obrzędów w Wenecji, sacrum i profanum. Jest to święto uwielbiane przez wenecjan, którzy jeszcze dziś przezywają „la notte famosissima dei foghi” (Najsłynniejsza noc ognia) jak spotkanie uwalniające w pamięci odległy rok 1577, kiedy Wenecja wyzwoliła się z jednej z największych epidemii dżumy w historii. Legenda opowiada, że choroba została rozniesiona przez myszy (które z kolei zaraziły się od pcheł) przywiezione do weneckich magazynów wraz z towarami transportowanymi przez weneckie galery ze Wschodu. To właśnie w tamtych czasach koty, polujące na myszy, stały się prawie świętymi zwierzętami dla wenecjan, ponieważ przyczyniły się do zwalczania plagi. Mieszkańcy tak bardzo je cenili, że wręcz przywozili je z Syrii, np. koty pręgowane. Dziś natomiast nawet bezpańskie koty są bardzo rzadkim widokiem w mieście. Naturalnie w tradycji weneckiej są również upamiętnione publiczne modlitwy do Chrystusa Zbawiciela, a także słynna przysięga złożona przez Dożę w imieniu miasta, że zostanie zbudowana wspaniała świątynia jak tylko Republika Wenecka uniknie zagłady i stłumi groźne ogniska zarazy. Szacuje się, że ta słynna epidemia dżumy z 1577 r. uśmierciła ponad 50 tys. mieszkańców miasta, wśród których także wielkiego malarza Tiziano Vecellio. Po tym jak zaraza zniknęła, Wenecja dochowała przysięgi złożonej przez Dożę, zlecając Andrei Palladio zaprojektowanie majestatycznego kościoła na wyspie Giudecca. Po tym jak umieszczono pierwszy kamień olbrzymiej świątyni, zbudowano tymczasowo, w trzecią niedzielę lipca, drewniany kościółek, a następnie bardzo długie przejście, unoszące się na wodzie na setkach barek, aby połączyć wyspę Giudecca z Placem Św. Marka. Z tego miejsca, w oznace wdzięczności, szli w procesji do tabernakulum Doża Sebastiano Venier, na czele Szkoły Sztuki i Rzemiosła, bractw Religijnych oraz ludu. Ostateczny projekt kościoła został szybko ukończony i tak od czterech wieków, klasyczne proporcje Kościoła Najświętszego Zbawiciela przypominają wenecjanom i gościom odwiedzającym miasto okropne nieszczęście, które spadło na ówczesnego władcę. Tradycja, która dotrwała aż do naszych czasów, zawierająca w sobie pływający most, który dzisiaj, podczas weekendu Zbawiciela łączy nabrzeże Zattere z Giudekką. „Najsłynniejsza noc”, z trzeciej soboty lipca na niedzielę, przyciąga tysiące wenecjan i cudzoziemców do Zatoki Św. Marka rojącej się od barek pełnych ludzi oraz typowych potraw. Już wczesnym rankiem w sobotę „fajerwerków” niektórzy wenecjanie, ci którzy zazwyczaj podejmują się organizacji, zaczynają przygotowywać kolację Zbawiciela. Są tacy, którzy gotują dla dziesiątek współbiesiadników, tacy którzy już szukają najlepszego miejsca na swoją barkę w zatoce oraz tacy, którzy zawieszają kolorowe baloniki na łodzi, na altanie (słynny drewniany taras, który można podziwiać na dachach wielu weneckich domów) lub na tarasie, gdzie później razem z przyjaciółmi ogląda się „sztuczne ognie”. Od 23:30 fajerwerki, które rozświetlają kolorami budynki oraz wodę, na scenie najpiękniejszej ze wszyskich, jakie człowiek kiedykolwiek zrealizował. Jak wszystkie uroczystości ludowe, również Świeto Zbawiciela wzbogaciło się na przestrzeni wieków o poboczne manifestacje: poza sobotnim spektaklem, tradycja przewiduje także uroczystości ze straganami, łowienie ryb pod patronatem Kościoła Najświętszego Zbawiciela oraz weneckie regaty, które odbywają się w niedzielę na kanale Giudecca, dzięki czemu chociaż przez jeden dzień nie jest on zmącony falami powodowanymi przez łodzie motorowe.

Program

SOBOTA 20 LIPCA 2013 r.

O 19:00 otwarcie Ponte Votivo, który łączy nabrzeże Zattere z Kościołem Najświętszego Zbawiciela na wyspie Giudecca .

O 23:30 spektakl pirotechniczny w Zatoce Świętego Marka

 

NIEDZIELA 21 LIPCA 2013 r. (po południu)

Regaty Zbawiciela – kanał Giudecca

Regaty najmłodszych na łodziach zwanych „pupparini” na dwa wiosła

Regaty na „pupparini” na dwa wiosła

Regaty na gondolach na dwa wiosła

Msza Święta Ofiarowana w Kościele Najświętszego Zbawiciela na wyspie Giudecca.

Palio w Sienie

0

Lucia Morgantetti

Luca Betti

Jeśli Siena może się wydawać miastem enigmatycznym, nam, sieneńczykom, Palio potwierdza jej wyjątkowość oraz ucieczkę od stereotypów dotyczących tej ziemi i tutejszych ludzi wraz z całym swoim wdziękiem i wszystkimi sprzecznościami. Nawet wielki poeta Mario Luzi, zmarły kilka lat temu, mówił o Palio jako o „uświęconej epilepsji niezbadanej przez samych sieneńczyków, chociaż będącą kwintesencją miasta”. Czym naprawdę jest Palio, które na pierwszy rzut oka może wydawać się jedynie zwykłym konnym wyścigiem, nawet jeśli ze szczególną oprawą?

Zagłębiając się w mit widzimy, że sama Siena jest córką Palio: wyścigu Aschio i Senio, którzy uciekli z Rzymu na dwóch koniach, jednym białym, drugim czarnym – lecz nie chodzi tu o palio ante litteram. Pozostawiając jednak piękno mitu i wnikając w tę historię uznajemy Palio za moment kulminacyjny święta Matki Boskiej, obchodzonego 15 sierpnia, która widziała jak owe konie docierają galopując ulicami miasta przed katedrę, po wyścigu, bez dżokejów. W siedemnastym wieku święto zostaje skodyfikowane, przyjmuje aktualny aspekt, a jego rozwój zostaje wpisany w spaniałe ramy Piazza del Campo: od tamtego czasu zasadniczo nic się nie zmieniło. Siedemnaście dzielnic (contrade), swego rodzaju autonomicznych instytucji, na które podzielone jest miasto biorą udział w Uroczystościach przestrzegając ściśle zdefiniowanych reguł i rytuałów. Nawet granice dzielnic, motyw częstych kłótni, a także źródło obecnej rywalizacji, zostały ustanowione przez rozporządzenie panującej Beatrice Violante, w 1729 r.

Każda dzielnica ma swój „parlament” , główne zgromadzenie, które wybiera „rząd” na czele z Przeorem: to on zarządza każdym aspektem w ciągu roku, wspierany przez grupę osób, w której tak jak w prawdziwym rządzie, każdy ma sprecyzowane zadania do wykonania. Z wyjątkiem zarządzania wyścigiem Palio, które powierzone zostaje bezpośrednio przez zgromadzenie dzielnicy kapitanowi oraz dwóm porucznikom nazwyanym „mangini” , którzy mu pomagają w tym trudnym zadaniu jakim jest opracowanie strategii niezbędnej do zwycięstwa lub przegranej przeciwnej kontrady. Tutaj różnice pomiędzy Sieną, a społeczeństwem są wyraźnie zaznaczone: stanowiska są elekcyjne, zazwyczaj trwają dwa lata (mogą pojawić się pewne różnice między kontradami) i całkowicie bezpłatne. A raczej, biorąc pod uwagę fakt, iż kontrada utrzymuje się z dobrowolnych darowizn od tych, którzy są jej członkami (tzw. „obrońcami”, którzy płacą składkę roczną) często wkład tych, którzy mają bardziej prestiżowe zadania, jest większy od tego prostych mieszkańców kontrady.

Kontrady, które znamy dzisiaj, pozostały niezmienione od 1729 roku. Wcześniej było ich znacznie więcej, ale tamtego roku Gubernator Violante Beatrice z Baviery usankcjonowała „Obwieszczeniem o granicach” aktualny podział miasta wewnątrz murów. Siena jest dzisiaj podzielona na 17 kontrad, które odpowiadają 17 terytoriom miasta. Nazwy kontrad to: Aquila (Orzeł), Bruco (Gąsienica), Chiocciola (Ślimak), Civetta (Sowa), Drago (Smok), Giraffa (Żyrafa), Istrice (Jeżozwierz), Leocorno (Jednorożec), Lupa (Wilczyca), Nicchio (Muszla), Oca (Gęś), Onda (Fala), Pantera (Pantera), Selva (Las), Tartuca (Żółw), Torre (Wieża), Valdimontone (Baran).

Każda kontrada jest rozróżniana dzięki swoim barwom. Symbole dzielnic nie były zawsze takie, jakie znamy dzisiaj. Najistotniejsze zmiany, szczególnie w kolorze flagi, nadeszły w okresie od XVI do XVIII wieku. Później się ustabilizowały. Kolory przechodziły modyfikacje ze względu na ruchy polityczne oraz symbole różnych epok lub według uczucia dumy i kaprysu Kontrad. Jakiś przykład? Onda (Fala) miała czarno-białą flagę, ale w 1713 roku z okazji uroczystego pojednania się z konkurencyjną Torre (Wieżą), zdecydowała się zmienić czarny na kolor morza. Tartuca (Żółw) w 1847 r. miała godło żółto-zielone, ale zmieniła je na żółto-białe (kolory Watykanu) w ramach entuzjazmu dla reform przeprowadzonych przez papieża Piusa IX; dwa lata później, zawiedziona przez Papieża powróciła do pierwotnych barw. Ostatecznie, w 1858 roku zmieniła czarny na ciemnobłękitny, ponieważ sieneńczycy na placu wygwizdali jego zniknięcie, jako że żółty i czarny były barwami Imperium. Oca (Gęś) w 1546 roku miała barwy całkowicie zielone. W 1702 roku zmieniła flagę na trzykolorową; ale ze względu na wydarzenia polityczne, które nadeszły wraz z Rewolucją Francuską, w 1799 musiała pozbyć się czerwonego, który powrócił wiele lat później. Sławniejsza jest zmiana narzucona przez kontradę Oca w latach 1849-1859 z rozkazu Leopolda II z Loreny: Kontrada musiała zmienić czerwony na różowy, ponieważ jej flaga była zbyt „patriotyczna”.

W 1947 roku grupa sieneńczyków założyła il Comitato Amici del Palio ( Komitet przyjaciół Palio), który miał na celu wspieranie wyścigów w wielu aspektach, które prowadziły do polepszenia niektórych cech imprezy, aż po jej rozpowszechnienie.

Następnie w 1981 roku pojawiła się potrzeba powołania do życia organizmu takiego jak Konsorcjum dla Ochrony Palio, które miałoby kontrolować, bez celów spekulacyjnych, obraz Palio we Włoszech i na świecie.

Palio w Sienie odbywa się 2 lipca i 16 sierpnia. Wyścig Palio składa się z trzech okrążeń wokół Piazza del Campo na jednym z torów z tufu, wytyczonych wewnątrz pierścienia górującego nad muszlą. Należy wiedzieć, że w każdym wyścigu bierze udział tylko dziesięć z siedemnastu kontrad, wybieranych według specjalnego mechanizmu minimum na dwadzieścia dni wcześniej. W wyścigach bierze udział, „z tytułu prawa”, siedem dzielnic, które nie uczestniczyły w Palio w poprzednim roku tego samego dnia; pozostałe trzy zostają wylosowane z dziesięciu, które natomiast brały udział w zeszłorocznych wyścigach. Zaczyna się od Mossy, składającej się z lin konopnych – dwóch grubych sznurów- wewnątrz których ustawia się 9 kontrad, w kolejności ustalonej poprzez losowanie. Dziesiąta kontrada, wkraczając galopem, z tego powodu dziesiąta pozycja nazywana jest „rozbiegiem”, wyznacza start. Zwycięstwo odnosi ta kontrada, której koń, nawet bez dżokeja, przybędzie pierwszy na metę po trzech okrążeniach. Nawet jeśli sam wyścig trwa niewiele dłużej niż minutę, sama uroczystość ciągnie się przez cztery bardzo intensywne dni, bogate w przeróżne spotkania, których przygotowanie trwa cały rok.

Nagrodą za zwycięstwo jest sztandar z pomalowanego jedwabiu. W oryginale „pallium” był szlachetną tkaniną zdobioną cennymi skórami „vaio” (rodzaj wiewiórki), która w średniowieczu była nagrodą w wyścigach. Następnie, zgodnie z przepisami Uroczystości, poza tkaniną, której kontrady używały do przyozdobienia ołtarzy własnych kościołów, ale także czasami sprzedawały jako jakikolwiek wartościowy przedmiot, wręczana zostaje jedwabna, malowana tkanina. Najstarsza to ta zachowana przez kontradę Aquila (Orzeł), pochodząca z 1719 roku. Ta tkanina, która sięga końca dziewiętnastego wieku, prezentuje niektóre z zasadniczych, jasno określonych elementów: na górze Madonna, pośrodku motyw alegoryczny, który często odnosi się do wydarzenia, któremu zostało zadedykowane samo Palio, oraz emblematy dzielnic biorących udział w wyścigu.

Początkowo tkanina, nazywana także tkliwie „szmatą”, przez mieszkańców kontrad, była prostym sztandarem procesyjnym, z jak najmniejszą ilością elementów dekoracyjnych. Przybiera w następstwie charakterystyki prawdziwego obrazu kiedy komisja zostaje powierzona – jesteśmy w ostatnim dwudziestoleciu dziewiętnastego wieku – sieneńskim purystom. Powoli, jak zwierciadło czasu, zaczyna odzwierciedlać gusta estetyczne, i staje się początkowo w stylu Liberty, aby potem skonfrontować się z tematyką społeczną, patriotyczną, cywilną w okresie powojennym, aż do momentu zaprezentowania nam ogromnego księżyca naniesionego na siatkę sitodrukową podczas Palio z 1969 roku, dedykowanemu zdobyciu księżyca przez człowieka. To właśnie jest Palio o głębokiej cezurze. Następnie, z wielkim zrywem, „szmata” stała się dziełem sztuki współczesnej. Często jej wykonanie jest powierzane artystom o międzynarodowej sławie, takim jak Guttuso, Folon, Mitoraj czy Botero.

Ale w Sienie, jeśli mówi się o wygraniu Palio, nie liczy się to jak jest namalowana i przez kogo. Częstym powiedzeniem jest „nawet białą, ale dajcie ją nam!”.