Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 96

Wino i literatura (część pierwsza)

0

Mówić o winie oznacza konfrontować się z historią człowieka, uznać ograniczenia egzystencji i
zrozumieć, że od zawsze w naszej naturze tkwiło dążenie do transcendentalnych przeżyć
niezwiązanych z religią, całkowicie cielesnych i tragicznie doczesnych, do przezwyciężenia
(choćby chwilowego) smutku i ograniczeń wynikających z naszego życia.
Wino jest i było od zawsze, od samych początków starożytności, głównym medium tego
chwilowego uwolnienia od ziemskiego balastu. Nawet sam Platon, znany z twardych zasad, doradzał starcom picie wina.

Z drugiej strony, według Biblii to sam Bóg złożył wino ludziom w darze: „w radości pij swoje wino” (Księga Koheleta, rozdział 9); w innym fragmencie człowiek śpiewa Bogu, dziękując: „Boże mój, Panie, jesteś bardzo wielki! … Każesz rosnąć trawie dla bydła i roślinom, by człowiekowi służyły, aby z roli dobywał chleb i wino, co rozwesela serce ludzkie”; (Psalm 104).

Trudno jest sobie wyobrazić, jaki wpływ na samopoczucie człowieka starożytnego miało odkrycie
regenerujących i podnoszących na duchu przymiotów wina. W świecie, w którym żywot był trudny i krótki, a człowiek zmuszony był do ciągłej walki ze złowrogą naturą, wino musiało wydawać się
istnym darem od bogów, naturalnym towarzyszem jedzenia, czyli drugiej z niewielu dozwolonych
przyjemności…

Poza tym wino często jest jednym z niewielu źródeł uciechy pozostawionych śmiertelnikom,
słodkim remedium na ludzką niedolę, zdolnym uczynić żywot bardziej znośnym. W literaturze
radość osiągana dzięki winu stanowi oddzielny topos. Tak samo jak jego zdolność przynoszenia
ulgi w znojach życia. Już w starożytności odkryto jego cudowne cechy. Przez długi czas wino było
jedynym środkiem dezynfekującym używanym do odkażania ran, a Hipokrates uważał je za
niezbędny element każdej terapii. Zatem w zbiorowej świadomości było ono odpowiednikiem
naszego dzisiejszego jabłka odstraszającego choroby.

Prawdopodobnie krainą, w której pierwszy raz spróbowano tego smacznego napoju, była Azja
Mniejsza. Potwierdza to biblijna przypowieść, według której Noe był pierwszym hodowcą
winorośli. Przypadek chciał, że jego arka osiadła na górze Ararat, zlokalizowanej w dzisiejszej
Turcji. Tezę tę zdaje się potwierdzać perska legenda, która mówi, że wino odkryto właśnie w Persji
na dworze mitycznego króla Jamsheeda. Wieść głosi, że kazał on przechowywać kiści winogron w
wazonach, do spożycia poza sezonem. W jednym z tych wazonów z winogron zaczęła wydobywać
się piana i dziwny zapach, więc uznano je za trujące. Jednak pewna nieszczęśliwa konkubina króla,
chcąc odebrać sobie życie domniemaną trucizną, odkryła, że ta powoduje nieoczekiwaną radość i
oferuje regenerujący sen.

Jeśli to prawda, że in vino veritas, Odyseusz miał powody do obaw w związku z działaniem wina,
gdyż ryzykował zdemaskowanie jednego ze swoich misternych forteli (ważną rolę odgrywało tu
zresztą samo wino, dzięki któremu udało się przechytrzyć Polifema).
Jednakże wady wina należą do wyjątków. Dużo częściej ten boski nektar z winogron widziany jest
jako nośnik najbardziej wysublimowanej poezji, zdolny nadawać magiczne zdolności naszej wyobraźni.

Część II: kliknij tutaj

Padwa – miasto obfitości

0

Jest głośno. Wysiadając na stacji w Padwie, otaczają nas dźwięki: rytmiczny odgłos pociągu sunącego po torach przechodzi w hałas nieustannie nadjeżdżających motorini, które szybko, jeden za drugim znikają w oddali w corso del Popolo. Podążamy z wolna ich śladem, przyjmując wręczaną nam ulotkę, zachęcającą do odwiedzenia kaplicy Scrovegnich. To właśnie tam turyści udają się tłumnie na chwilę zadumy przy freskach Giotta, które niezmiennie od stuleci zachwycają, ozdabiając wnętrze budowli.

O czasie i wadze

Padwa to miasto obfitości, choć zabawnie znana jest głównie z symbolicznych mankamentów, których śladem warto wyruszyć na klimatyczny spacer po mieście. A szukać nie musimy daleko, bo w mgnieniu oka z placu Cavour przenosimy się na ulicę VIII febbraio.  Tam, smakując gorącej kawy w Caffè Pedrocchi, warto spędzić dłuższą chwilę. Ta stylowa caffetteria, okrzyknięta kawiarnią bez drzwi, zasłynęła jako otwarte przez całą dobę miejsce spotkań miejscowych intelektualistów. Dziś, przy eleganckich stołach nakrytych białym obrusem, oprócz kawy spróbować można także regionalnej kuchni i stać się milczącym obserwatorem przechodniów i życia miasta.  Pozwólcie, aby udzieliła się wam nieśpieszna aura, a kawiarnia bez drzwi okaże się również kawiarnią… poza czasem.

O jego upływie przypomni wam wieża zegarowa na otoczonej cienistymi arkadami Piazza dei Signori, gdzie, zwłaszcza wieczorami, kwitnie życie towarzyskie. Plac przywodzi na myśl wielki, przestronny salon i tylko uważne oko turysty dostrzeże, że na tarczy astronomicznego zegara, zdobionego znakami zodiaku, brakuje wagi. Ich całe zatrzęsienie odnajdziemy jednak na sąsiadujących ze sobą Piazza della Frutta i Piazza delle Erbe, rankiem wypełnionych po brzegi straganami. Oba place przez stulecia stanowiły centrum miejscowego handlu i poniekąd, po dziś dzień spełniają swoją rolę zamieniając się w barwny plac targowy. Wśród kramów unosi się zapach ziół, a kolorowe pęki kwiatów zaglądają do skrzynek z pomidorami, budząc w przechodniach tęsknotę za skrawkiem zieleni.

Podążajcie zatem dalej, najpierw via Roma, a następnie via Umberto I, która kończąc się rozłoży swe ramiona jakby w powitalnym geście, wprowadzając was na Piazza Prato della Valle. Tam, na placu, mimo, że nazywanym łąką bez trawy (Prato senza erba), odnajdziecie jednak odrobinę zieleni na eliptycznej wysepce Isola Memmia, którą opływa wąski kanał. Jego brzegów strzegą dumne posągi 78 zasłużonych, a wśród nich, w doborowym towarzystwie wielkich poetów i pisarzy włoskich – takich jak Ludovico Ariosto i Torquato Tasso – wypatrzyć można statuy dwóch królów Polski: Jana III Sobieskiego i Stefana Batorego, którym obecnie na głowach przesiadują gołębie.

O imionach i odkrywaniu

Od Piazza Prato della Valle już tylko dwa kroki dzielą was od spotkania ze świętym bez imienia. Bez imienia, bo mieszkańcy Padwy mówiąc „il Santo”  nie mają najmniejszych wątpliwości o kogo chodzi. Święty Antoni patronuje bazylice nieustannie przyciągającej rzesze wiernych, wybudowanej na miejscu średniowiecznego kościoła Santa Maria Mater Domini. Basilica del Santo z wieńczącymi ją wieżyczkami i kopułami w stylu bizantyjskim, za którymi zadziera się głowy, stanowi najbardziej rozpoznawalną budowlę sakralną w mieście.

Padwa to miasto obfitości, które daje z siebie tyle, ile zechcemy przyjąć i ironicznie, ukazując nam to, czego mu brak, pozwala dostrzec jego kompletność. To tajemnicza i urokliwa studnia bez dna, z której można czerpać nieprzerwanie i za każdym razem odkrywać na nowo. Zatem, gdy już złożycie wizytę świętemu bez imienia, zasmakujecie elegancji w kawiarni bez drzwi i odpoczniecie na łące bez trawy, zaglądnijcie do przytulnych kawiarni w uliczkach, których nazw nie pamiętacie i zwróćcie swoje kroki na gwarne piazze, gdzie odgłos mielonej kawy stanowi tło nieśpiesznych rozmów. Zanurzcie się w życiu codziennym Padwy, bo jak pisał Paulo Coelho, to właśnie w barach, gdzie opowiada się historie i spotyka zwykłych ludzi, miasto ukazuje swoje prawdziwe oblicze.

Szlachetność i aktualność komunikacji gestów

0

Wchodzę do zatłoczonej kawiarni, w której nie mogę zbliżyć się do baru. Swoim spojrzeniem docieram do barmana, do którego, nie wydobywając z siebie ani słowa, wykonuję kilka jasnych gestów. Zamawiam espresso i croissanta. Dwaj znajomi znajdujący się po przeciwnych stronach hałaśliwej, ruchliwej ulicy, witają się na odległość, porozumiewając się dokąd i w jakim celu idą, a może nawet umawiają się na spotkanie poprzez gesty. Rozmawiając z pewną osobą orientujemy się, że za jej plecami pojawia się nasz przyjaciel, który ostrzega nas gestykulując o tym, co możemy powiedzieć, a czego nie podczas rozmowy lub jaki typ osoby mamy przed sobą.

Przykłady użycia gestykulacji są nieskończone, podobnie jak sposoby interakcji międzyludzkiej. Gesty stanowią starożytne bogactwo przekazywane z pokolenia na pokolenie, które na przestrzeni wieków uległo rozmaitym przemianom. W przeciwieństwie do tego, co niektórzy błędnie sądzą, ich stosowanie nie klasyfikuje się jako przejaw niewychowania ani nie przedstawia tych, którzy je używają jako osób należących do niższej klasy społecznej. My Włosi dobrze wiemy, że język gestów jest ważny i chętnie go wykorzystujemy w komunikacji werbalnej, aby zaakcentować lub wyjaśnić nasze wypowiedzi, które są ilustrowane przez gesty, a nie tylko przekazane słownie przez rozmówcę oraz kiedy z wyboru lub konieczności komunikujemy się bez użycia słów.

Ta symboliczna komunikacja wyróżnia nas na świecie tak bardzo, że nawet karykatura Włocha ukazuje człowieka porywczego i żywiołowego, który w podekscytowaniu gestykuluje rękami. Sam rdzeń słowa ,,gest” wywodzi się z łacińskiego ,,gerere” ( znaczy: robić, wykonywać, działać), które z kolei pochodzi od greckiego czasownika polisemicznego ,,gignomai”, któremu zaś można przypisać znaczenie ,,rodzić się”, ,,robić”, ,,stawać się”. Zagłębiając się w etymologię moglibyśmy wręcz sięgnąć do niemieckiego ,,gestalten”, który oznacza ,,przybierać kształt”, dochodząc w ten sposób do terapii psychoanalitycznej ,,Gestalt”. Biorąc pod uwagę szlachetne, fascynujące, a jednocześnie nieprzeniknione ścieżki etymologiczne, które prowadzą do semantycznych korzeni gestykulacji, powróćmy do, prawdziwych w tego słowa znaczeniu, gestów stosowanych najczęściej w życiu codziennym. Gestów, uwiecznionych dzięki kinematografii i telewizji przez niezwykłych aktorów, spośród których wyróżnia się wspaniały Totò, który poza gestykulacją w niezwykle ekspresyjny sposób umiał poruszać się, niczym marionetka przeciągnięta przez nici, przypominając pewnego rodzaju break dance.

O powodach, dla których na Półwyspie Apenińskim gesty są szczególnie rozpowszechnione, istnieją różne teorie. Pierwsza z nich mówi, że to starożytni Grecy połączyli kulturowo, a na niektórych obszarach również terytorialnie, Włochy wprowadzając określone gesty do naszego języka, co uzasadniałoby fakt, że na południu gestykuluje się więcej niż na północy kraju. Kolejna teoria widzi w gestykulacji pewien rodzaj zakodowanego języka służącego do komunikowania się tak, by jednocześnie nie być zrozumiałym przez jednostki kontroli lub najeźdźców. Jeszcze inna uzasadnia zastosowanie gestów we Włoszech jako niezbędny element komunikacji między różnymi populacjami występującymi na jednym półwyspie, który po upadku Rzymu został podzielony na Babel lokalnych języków ludowych wywodzących się z łaciny. Gesty zostają następnie wprowadzone do przedstawień teatralnych, przede wszystkim dzięki Komedii dell’Arte, żywej formy teatru ludowego, która od czasu Carlo Goldoniego do noblisty Dario Fo, była w stanie urzec publiczność na całym świecie – przyczyniając się w ten sposób, dzięki mimice, nie tylko do lepszego zrozumienia przekazu, ale również do poszerzenia publiczności włoskich widzów – dzięki prężnej mowie ciała, która z czasem opracowała z wielką skutecznością pewne schematy zachowań, jak i gestów najczęściej używanych po dzień dzisiejszy jak „odczuwać głód”, „doskonałość jedzenia” lub „szaleństwo osoby”.

Ciekawostką jest to, że ta starożytna sztuka gestu od niedawna została ponownie doceniona, również na poziomie naukowym poprzez badania, które pokazują, że ich stosowanie wspomaga myślenie i zapamiętywanie. Jednym słowem, Ci którzy gestykulują podczas rozmowy, uczą się i komunikują uzyskując lepsze rezultaty. Nie jest prawdą zatem, że dobry mówca w swoim wystąpieniu powinien unikać zbyt szerokiej gestykulacji, ponieważ to właśnie gesty są niezbędne do przekazywania pojęć. W rzeczy samej, najczęściej zapamiętywane wypowiedzi to te, które są wzbogacone gestami, a to dlatego że, jak wynika z badań nad komunikacją, 70-80% informacji / upomnień, które każdy człowiek otrzymuje trafia do mózgu dzięki oczom, a zatem zobrazowanie pojęcia za pomocą gestu podwaja szansę, iż pojęcie to zostanie odebrane we właściwy sposób przez naszego rozmówcę. Aby lepiej ująć znaczenie stosowania gestów w dobie epoki social network, wystarczy porównać, jak ogromną różnice odbioru wywołuje zamieszczony na facebooku post stanowiący jedynie tekst, a jaką natomiast post z tekstem i zdjęciem. Gest jest zatem obrazem naszej myśli, kolorem, który wzbogaca i czyni naszą komunikację bardziej atrakcyjną. Dlatego też, kiedy zostajecie zaproszeni na kolację i otrzymacie przepyszne danie, pozwólcie sobie zaangażować w komunikacyjną zabawę dłoń, aby jednym gestem z dołu do góry wyrazić swój podziw. Czy też, podnosząc palec wskazujący do policzka i kręcąc nim w lewo i prawo, przekazać, że potrawa była znakomita. Jednym słowem bądźcie ekspansywni, dynamiczni i komunikatywni!

Autor komiksów we Włoszech i w Polsce

Luca Laca Montagliani (1971) artysta, pracujący również w Polsce, rozpoczął swoją działalność w 1987 roku tworząc multimedialne płyty CD (tematyczne, animacje 2D, muzyczne i z dubbingiem), filmy animowane, ścieżki dźwiękowe, gry wideo, komiksy, zajmuje się muzyką i teatrem. Zaprojektował graficznie w roku 2013 włoskiego krasnala we Wrocławiu i narysował pierwszy przewodnik komiksowy “Wrocław – Komiksowy spacer” (przy współpracy z Ośrodkiem Pamięć i Przyszłość) do tekstów Marcello Murgi. Poza tym prowadzi różnego typu warsztaty komiksowe dla dzieci i dorosłych we Wrocławiu, Łodzi i w Warszawie. W 2014 roku przeprowadził się do Polski, do Kozienic gdzie prowadzi kurs rysunku komiksowego dla dzieci i lekcje języka włoskiego w Kozienickim Domu Kultury. W Warszawie przy współpracy z Fundacją Ja Kobieta, Instytutem Pamięci Narodowej oraz uczniami dwóch warszawskich szkół średnich tworzy komiks “Siła i Nadzieja – Dziewczęta z Ravensbruck“. Historia kobiet z jednego z niemieckich obozów koncentracyjnych. Całemu projektowi towarzyszyły byłe więźniarki z Ravensbruck. W 2016 roku opublikował komiks na temat ruchu społeczno-politycznego „Solidarność a Wrocław”, napisany i narysowany razem z Fabio Celonim i Marco Turinim i wydany przez Ośrodek Pamięć i Przyszłość. Montagliani zaprojektował również trzy okładki Gazzetta Italia i ironiczny plakat „GestItaliani”, który dołączony jest do bieżącego numeru. Współpracował także z Giorgio Rebuffi, Giulio Chierchini, Odrillo, Puck, Alan Ford, Kinder Ferrero, Rai Due, Marvel USA, Diabolik, Roberto 'Freak’ Antoni, Il Secolo XIX, NDA Edizioni, 001 Edizioni, Edizioni Joker, Fundacja Federico Calabresi, Ośrodkiem Pamięć i Przyszłość, Fundacją Ja Kobieta, Gazzetta Italia, Centro Fumetto Andrea Pazienza, Lucca Comics and Games, Lucca Junior i Il Male di Vauro e Vincino.

Dolomity – motocyklowy raj

0

Dzień pełen wrażeń w regionie Trydentu podczas podróży z widokami zapierającymi dech w piersiach. Największe wrażenie robi przebycie trasy na motorze – i rzeczywiście, gdy motocykliści mijali samochody, kierowców ogarniała zazdrość, bowiem stali w korku, uwięzieni w swoich maszynach odpornych na zapach trawy, żywicy i czystego górskiego powietrza.

Do miejscowości Cadore wjeżdża się okrążając obmurowanie stworzone ze szczytów Dolomitów, układających się w koronę w dolinie Anisiei, w której znajduje się święta rzeka Piawa; góry wchodzące w skład masywu Cadini di Misuria to Tre Cime di Lavaredo i la Croda dei Toni. W 1931 roku została zbudowana tama, dzięki której krajobraz zyskał małe jezioro o tej samej nazwie, co wyłaniająca się nieopodal miejscowość Auronzo. Kierujemy motory w stronę przełęczy Gardena, mijając pełną wdzięku dolinę Badia, zwróconą na zachód w stronę szczytów znajdujących się w parku krajobrazowym Fanes-Sennes-Braies. Zdjęcie przejścia przez przełęcz Sella, gdzie pasmo górskie Sassolungo przyprawia o zawrót głowy ze swoimi 3115 m.n.p.m. wysokości od strony najwyższego wzgórza Sasso Levante zaraz obok centralnego szczytu Cinque Dita i najbardziej masywnego Spallone.

Znalazłszy miejsce parkingowe, wybraliśmy się na godzinną wycieczkę do schroniska Emilio Comici u stóp Sassolungo z przepięknym widokiem na dno doliny. Dla motocyklistów jedną z zalet Trydentu jest możliwość wyboru trasy według stopnia trudności i dopasowanie go do własnych wymagań. Najbardziej doświadczeni znajdą z pewnością coś dla siebie w jeździe przez przełęcze z dziesiątkami krętych dróg i zakrętów na zboczach stromych urwisk. Także motocykliści, którym towarzyszą partnerki, mogą w pełni cieszyć się widokiem niezwykle pięknej natury. Kilka kilometrów za zakrętem przełęcz Sella oddziela zejście do przełęczy Passo Pordoi – obowiązkowego punktu wycieczki. Od tego przejścia duże wrażenie robi widok kolejki liniowej, poruszającej się niemal pionowo na wysokość 2950 m.n.p.m., aż do naturalnie utworzonego tarasu na górze Sass Pordoi, gdzie można podziwiać jedną z formacji skalnych w całej okazałości – jak na mój gust, najpiękniejszą na świecie. Cztery minuty później rozciąga się przed nami sceneria księżycowa, w której dominują odcienie bieli i szarości, pionowe skały przypominające ściany katedry oraz głębokie wąwozy kojarzące się z amerykańskim Wielkim Kanionem.

Zamykając oczy, można sobie wyobrazić to samo miejsce tysiące lat temu, gdy wszystko to było pod powierzchnią morza. Dla tych, którzy chcą doświadczyć trudnej wyprawy od Sass Pordoi poleca się wspinaczkę na Piz Boè (3152 m.n.p.m.), co stanowi najwyższy szczyt w paśmie Gruppo del Sella. Piękno widoku porusza dzięki harmonii między zielenią dolin, okazałością wzgórz i błękitem nieba. Nasyceni nadmiarem przełęczy, schodzimy do miejscowości Arabba, by później przejść do niższego Campolongo, a potem ponownie do doliny Badia. Na uwagę zasługuje sama miejscowość Badia, rozciągająca się wzdłuż drogi krajowej 244, gdzie można znowu podziwiać góry parku krajobrazowego Fanes-Sennes-Braies. Ostatnia szansa na nasycenie się krajobrazem przed pożegnaniem (przynajmniej w tym roku) z jaśniejącymi blaskiem szczytami Dolomitów. 

Zaimki dopełnienia bliższego i dalszego

0

Aby zrozumieć różnicę między zaimkami dopełnienia bliższego, pronomi diretti (mi / me, ti / te, lo / lui, la / lei, La / Lei, ci / noi, vi / voi, li / loro, le / loro) a zaimkami dopełnienia dalszego, pronomi indiretti (mi / a me, ti / a te, gli / a lui, le / a lei, Le / a Lei, ci / a noi, vi / a voi, gli / a loro) niezbędne jest dobrze zrozumienie czym jest zaimek. W językoznawstwie zaimek stanowi odmienną część mowy, która pełni różne funkcje. Najważniejszą jest bez wątpienia funkcja ”zastępcza”, jako że zaimek często zastępuje rzeczownik i w konsekwencji stanowi element, który uzupełnia wypowiedź. Zaimki są niezbędne do odniesienia się do kontekstu wypowiedzi w przypadku języka mówionego lub poprzedzającego go elementu w tekście w przypadku języka pisanego. Ich użycie pozwala piszącym lub mówiącym wyrazić się w sposób płynny i bez powtórzeń, czyniąc tekst bardziej naturalnym i dobrze skonstruowanym.

Wypowiedzi takie jak Widzę, Słyszę czy Powiedział/-a są oczywiście poprawne pod względem gramatycznym, ale mogą wystąpić tylko w określonej sytuacji komunikacyjnej, aby nie ryzykować utraty znaczenia. Wcześniej wymienione wypowiedzi mogą zostać uzupełnione i rozwinięte, jeśli postawimy sobie proste pytania: Co widzę?, Co czuję? lub Co powiedział/ała? Kto powiedział?. Odpowiedź na nie, z gramatycznego punktu widzenia, stanowi dopełnienie, które może być zastąpione przez zaimek. Pytanie, które nasuwa się w tym momencie, brzmi: jaka jest różnica między pronome diretto a pronome indiretto. Odpowiedź jest prosta: pierwszy zastępuje dopełnienie bliższe (complemento oggetto diretto), drugi natomiast dopełnienie dalsze (complemento oggetto indiretto). Aby lepiej zrozumieć różnicę, posłużmy się przykładami:

Mi piace la cucina italiana. (Lubię kuchnię włoską.)

Non mi piace il mio lavoro. (Nie lubię mojej pracy.)

La cucina italiana” i “il mio lavoro” z gramatycznego punktu widzenia stanowią dopełnienie bliższe. Słowo diretto czyli ”bezpośredni” w tym przypadku jest zasadnicze, ponieważ dopełnienie występuje bez żadnego spójnika bezpośrednio po orzeczeniu. Complemento oggetto diretto w języku włoskim odpowiada na te same pytania chi? che cosa?, co w odniesieniu do dopełnienia bliższego w języku polskim, a mianowicie w bierniku kogo? co? i dopełniaczu kogo? czego?.

Leggo – cosa? -un libro. (Czytam – co? – książkę.)

Lo leggo.

Sento – chi?- la mia amica. (Słyszę – kogo? – moją koleżankę.)

La sento. 

Non ascolto – cosa? – la musica classica. (Nie słucham – czego? muzyki klasycznej.)

Non la ascolto.

Complemento oggetto indiretto natomiast przeciwnie, nie łączy się bezpośrednio z orzeczeniem, lecz za pośrednictwem przyimka a. W przeciwieństwie do języka polskiego, w którym pojawia się w celowniku (komu? czemu?), nadrzędniku (kim? czym?) i miejscowniku (o kim? o czym?), w języku włoskim odpowiada tylko i wyłącznie na pytania komu? czemu? (a chi? a che cosa?).

Ho inviato la lettera – a chi? – al mio amico italiano. (Wysłałem list – komu? – mojemu włoskiemu przyjacielowi.)

Nie można jednak zapominać, że język włoski jest pełen wyjątków. Istnieją bowiem czasowniki, do których nie możemy zastosować takich samych pytań, co w języku włoskim. Jednym z nich jest czasownik ringraziare – dziękować, który w języku polskim odpowiada na pytanie komu?, we włoskim natomiast kogo? co? i w konsekwencji wymaga dopełnienia bliższego – ringraziare qualcuno, a nie dopełnienia dalszego ringraziare a* qualcuno. Do grupy czasowników, które zachowują się przeciwnie do języka polskiego należą również: aiutare (qualcuno) – pomagać komuś, chiedere (qualcosa) – pytać o coś, chiamare (qualcuno) – dzwonić do kogoś, domandare (a qualcuno) – pytać kogoś, insegnare (a qualcuno) – uczyć kogoś, interessare (a qualcuno) – interesować kogoś.

Zarówno zaimki dopełnienia bliższego, jak i dopełnienia dalszego dzielą się na zaimki akcentowane (forma tonica), które występują przed czasownikiem i nieakcentowane (forma atona), które stawiamy po czasowniku. 

Bene, ti presto i soldi. (Dobrze, pożyczę Ci pieniądze.)

Bene, presto i soldi a te.  (Dobrze, pożyczę pieniądze [właśnie] Tobie.)

Pierwszy podany przez nas przykład jest neutralny, natomiast drugi jest nacechowany i podkreśla się w nim fakt, że pożyczę pieniądze właśnie Tobie, a nie komuś innemu. 

W przypadku czasowników modalnych potere – móc, volere – chcieć i dovere – musieć lub czasowników takich jak sapere – wiedzieć/umieć, które mogą łączyć się z drugim czasownikiem w bezokoliczniku, zaimek może wystąpić zarówno przed, jak i po czasowniku. W drugim przypadku jednak zostaje połączony bezpośrednio z bezokolicznikiem, po odcięciu końcowej samogłoski -e.

  • Puoi bere il caffè?
  • Certo che lo posso bere./Certo che posso berlo.

Pompeje

0

Dwa tysiące lat temu starożytne miasto dotknięte srogim gniewem Wezuwiusza na długie wieki usnęło pod grubą warstwą pyłu wulkanicznego. Po latach zapomnienia odnaleziono je ponownie dopiero w XVII wieku. Tutejsze wykopaliska to spełniony sen miłośników archeologii i kultury klasycznej. Pochodzące stąd znaleziska dały historykom jedyny w swoim rodzaju wgląd w przeszłość tego miejsca i osobiście opowiadają nam o tym, jak wyglądało życie jego mieszkańców.

Pompeje leżą na południu Włoch w dzisiejszej Kampanii, nad Zatoką Neapolitańską. Rzymianie przynieśli tam za sobą genialne budownictwo i kulturę, które w ówczesnym świecie nie miały sobie równych. Do Pompejów napływała ludność z odległych kolonii, przywożąc ze sobą egzotyczne dobra i nowe sposoby życia. Nadmorskie położenie miasta zapewniało dostęp do międzynarodowych szlaków handlowych. To było miejsce z oknem na świat. Podczas wizyty w Pompejach możemy postawić stopy wprost na tych samych kamieniach, po których chodzili starożytni Rzymianie. Jeden dzień to zdecydowanie za mało, żeby dokładnie zwiedzić wszystkie wydzielone przez archeologów części miasta, w których znajdują się budynki mieszkalne i publiczne, miejsca pracy, rozrywki i kultu religijnego. Mieszkańcy starożytnego miasta niemalże otwierają przed nami swoje domy i zapraszają nas do środka. Najbogatsi pompejańczycy mieszkali w eleganckich willach, wyposażonych w ozdobne i użytkowe instalacje wodne, których ściany zdobiły malowidła wykonane za pomocą cennych pigmentów pochodzących z odległych krańców Imperium. Biedniejsi żyli w piętrowych budynkach, których schody, podobnie jak w dzisiejszym Neapolu, wychodziły wprost na ulicę.

Oprócz słynnych rzymskich uczt, podczas których bez umiaru rozlewano wino i oddawano się największym przyjemnościom życia, jakimi są towarzystwo i dobre jedzenie, w Pompejach, jak w każdej metropolii, często jedzono poza domem. Świadczą o tym pozostałości ulicznych jadłodajni ulokowanych wzdłuż głównych arterii miasta, w których najprawdopodobniej sprzedawano posiłki na wynos. Życie w koloniach rzymskich nie sprowadzało się bynajmniej do szarej codzienności. Imperium, które było w stanie zapewnić dobrobyt większości mieszkańców swoich metropolii, w wolnym czasie oferowało obywatelom liczne rozrywki. W Pompejach odbywały się przedstawienia i walki gladiatorów w położonym centralnie Teatro Grande lub, z okazji większych świąt, w ogromnym Anfiteatro na obrzeżach miasta, który również dzisiaj pełni rolę areny koncertowej.

O umiłowaniu piękna świadczy bogata sztuka i architektura Pompejów. Wnętrza prywatnych domów często zdobiły rzeźby z brązu lub marmuru oraz przedmioty użytkowe w wysmakowanej stylistyce. Na ścianach budynków powstawały obrazy i misterne mozaiki. Treść tej twórczości jest niewyczerpanym źródłem informacji o sposobie życia i stanie umysłu tego społeczeństwa.

Podobnie jak dwa tysiące lat temu, na obrzeżach miasta rosną cyprysy, drzewa oliwne i sosny piniowe. Po wielogodzinnym zwiedzaniu wykopalisk zmęczeni turyści mogą na chwilę odetchnąć w ich łaskawym cieniu. Wdychając zapach kwitnących oleandrów i owocujących drzew cytrynowych, tych samych, które rosły dwa tysiące lat temu w tutejszych ogrodach, można by pomyśleć, że natura nie zna pojęcia czasu i pozostaje niewzruszona wobec wielkich ludzkich tragedii.

Trudno powiedzieć, czy mieszkańcy Pompejów mogli przygotować się na nadchodzące nieszczęście. Wcześniej, w 62 roku region ten dotknęło ogromne trzęsienie ziemi, pociągające za sobą wiele zniszczeń. W momencie wybuchu Wezuwiusza miasto nie było jeszcze w pełni odbudowane po wcześniejszej tragedii. Historycy twierdzą, że erupcja wulkanu rozpoczęła się 24 sierpnia 79 roku i trwała przez około trzy dni. Podobno już wcześniej widać było wydobywający się z niego dym i odczuwalne było drżenie ziemi. Wiele osób szukało schronienia lub podjęło próbę ucieczki, o czym świadczą odnalezione w okolicy Pompejów zbiorowiska szczątek ludzkich, przy których znaleziono biżuterię i złote monety. Najprawdopodobniej w momencie krytycznym wydobywający się z Wezuwiusza pył wulkaniczny i lapille sprawiły, że nad Pompejami zapanowała ciemność. Trudno sobie wyobrazić, jak wielkie musiało być przerażenie ludzi, którzy próbowali przetrwać wraz ze swoimi bliskimi, o czym świadczą gipsowe odlewy w formie ciał ludzkich, które pochłonęła tragedia. Nowym refleksjom nad Pompejami sprzyja wystawa monumentalnych rzeźb polskiego artysty Igora Mitoraja, którą można zobaczyć do 8 stycznia 2017 r. Wśród antycznych ruin rozstawiono wykonane z brązu klasyczne posągi mitycznych postaci dotknięte przedziwną defragmentacją. Ich zranione sylwetki i szlachetne twarze wzbudzają w nas czułość i melancholię. Wielkie katastrofy nakazują porzucić dotychczasowe formy życia i zbudować nowy porządek, zmuszając do głębokiej refleksji nad tym, jak niepewne są ścieżki ludzkiego losu. Pamiętając o tym, że zawsze wszystko może się zdarzyć — zaczynamy bardziej cenić i szanować życie.

Czekoladowe makaroniki

0

Składniki (na ok. 40 sztuk) :

180 g mąki migdałowej
200 g cukru pudru
80 g x 2 białka jaj w temperaturze pokojowej
30 g kakao w proszku
200 g cukru

Składniki na nadzienie:
250 g czekolady bez dodatków
200 ml płynnej śmietany
50 g masła

Sposób przyrządzenia:

Cukier puder, mąkę migdałową oraz kakao przesiej przez sitko tak, aby mieszanka była sypka jak mąka i odstaw na bok. Wymieszaj, a najlepiej zmiksuj 80 g białek jaj z cukrem aż do uzyskania możliwie zwartej konsystencji. Pozostałe 80 g białek dodaj do przygotowanej wcześniej mieszanki cukru pudru, mąki oraz kakao i wymieszaj energicznie przy pomocy łopatki silikonowej aż do uzyskania konsystencji miękkiego ciasta (tak, aby masa „spływała” z łopatki). Teraz mieszaj masę silikonowąłopatką od dołu do góry i od brzegu miski do środka, aby ciasto nie opadło. Masę należy przełożyć do rękawa cukierniczego z okrągłą końcówką o wielkości otworu 8mm. Na przygotowaną blachę wyłożoną papierem do pieczenia wyciskaj z rękawa cukierniczego masę tworząc okręgi o ok. 3cm średnicy, jednocześnie zachowując odstępy pomiędzy poszczególnymi makaronikami. Wyłożone na papier makaroniki pozostaw na godzinę w temperaturze pokojowej, aby obeschły. W tym czasie utworzy się cienka skórka, która będzie chrupka po upieczeniu. Rozgrzej piekarnik do 150 stopni w trybie statycznym. Umieść jedną blachę z makaronikami w piekarniku i piecz przez 12 minut. Makaroniki od razu po wyjęciu z piekarnika będą miały nadal miękką konsystencję. Pozostaw je na jak długo będzie trzeba, aby ich temperatura znacznie spadła, zanim delikatnie oderwiesz je od papieru umieszczonego na blasze. Przygotuj czekoladowe ganache: zagotuj śmietanę, po czym wylej ją na startą wcześniej na wiórki czekoladę umieszczoną w głębszej misce. Następnie dobrze wymieszaj – najpierw przy pomocy łopatki, a później ubijaczek lub miksera, dodając co jakiś czas odrobinę masła o bardzo miękkiej konsystencji.

Dobrze schłodź przygotowany krem, po czym przełóż go do rękawa cukierniczego. Gotowe makaroniki przełóż nadzieniem (nakładając je na płaską stronę makaroniku i zakrywając również płaską stroną do nadzienia). Przechowywać w temperaturze pokojowej.

Smacznego!

Annigoni, współczesny klasyk

0

Pietro Annigoni urodził się w Mediolanie 7 czerwca 1910 roku, ale to Toskania stała się miejscem jego twórczości: tu studiował na Akademii Sztuk Pięknych, tu spędził większą część życia i tu również zmarł w październiku 1988 roku.

Malarz, artysta, współczesny klasyk, jeden z tych, którzy przywrócili do współczesnej sztuki klasyczne piękno i kanony, za którymi tęskno w powodzi form skrótowych, symbolicznych, wyczyszczonych i odrealnionych, chociaż każde z tych określeń tak idealnie pasuje do świata, który kreował swoim pędzlem. Annigoni nie reprezentuje sztuki współczesnej, z jaką zwykliśmy kojarzyć ten termin.

W 1947 roku wspólnie z Gregorio Sciltian oraz braćmi Xawierem i Antonio Bueno podpisał manifest współczesnych malarzy rzeczywistości, odwołując się do technik renesansowych i idei realizmu. Nie powinno dziwić, że z takimi podstawami najsilniej zaistniał jako portrecista. Mawiano o nim „malarz królowych”, choć historię jego twórczości otwiera tematyka z półświatka: żebracy, prostytutki, pijacy, bo i wśród nich wiódł swoją niepokorną młodość.

Przełomowym momentem w jego życiu była podróż do Londynu w 1949 roku, gdzie Salvatore Ferragamo przedstawił go osobom z wpływowych kręgów. Uwagę liczącej się publiczności skupił dwoma pejzażami i portretem wystawionym w Royal Academy. W końcu w 1955 roku otrzymał zamówienie, które przyniosło Annigoniemu sławę: portret królowej Elżbiety II, dzisiaj dostępny dla szerokiej publiczności w National Portrait Gallery w Londynie. Kariera Włocha zaczęła nabierać zawrotnego tempa. Wykonał portret Królowej Matki, Małgorzaty II Królowej Danii, Farah Diba – żony ostatniego szacha Iranu, portretował księżnę Małgorzatę, Filipa, księcia Edynburga, księżną Kentu, Księcia Hendricka, indyjską królową Maharani Gayatri Devi, zwaną najpiękniejszą kobietą świata, oraz żonę Ernesta Oppenheimera, króla diamentów, a także papieża Jana XXIII, amerykańskich prezydentów – Johna Kennedy’ego i Lyndona Johnsona oraz innych magnatów polityki i finansów.

Był jednak nie tylko portrecistą, pozostawił po sobie serię fresków o tematyce religijnej: w Bazylice San Marco we Florencji (500 m2 fresków, nad którymi pracował w latach 1967 – 1986), w opactwie w Monte Cassino, na fasadzie Pałacu Arcybractwa Miłosierdzia przy Placu Katedralnym we  Florencji, w Bazylice Świętego Antoniego w Padwie.

Choć jego portfolio jest imponujące, a jego dzieła można podziwiać w tak prestiżowych galeriach i muzeach, jak choćby Metropolitan Museum of Art w Nowym Yorku, Galeria Uffizi i Palazzo Pitti we Florencji, w Polsce jest mało znany. A szkoda. I prawdopodobnie nie powstałby ten artykuł, gdyby nie wysiłek grupy Sfumato, która za cel postawiła sobie zwrócić uwagę Polaków na sztukę tego włoskiego artysty, o którym wielki amerykański historyk i krytyk, Bernard Berenson oraz prekursor surrealizmu, Giorgio de Chirico twierdzili, że dorównuje trzem wielkim mistrzom Odrodzenia. O wszystkim, jak często bywa, zadecydował przypadek, podróż do Florencji i spotkanie z Gilberto Grillim, kuratorem sztuki, biografem, przyjacielem i spadkobiercą dzieł Annigoniego. W jego domu-galerii właściciele grupy inwestycyjnej Sfumato ulegli czarowi twórczości Pietro Annigoniego i chociaż zbiory Gilberto Grilliego są nieprzeciętnie imponujące, niemal impulsywnie została podjęta decyzja o zakupie pełnej, limitowanej kolekcji 67 wzorów akwafort, znajdujących się obecnie w Polsce i dostępnych dla miłośników i kolekcjonerów sztuki. 

Każdy wzór akwaforty, będącej techniką graficzną wklęsłą, mistrz wykonał tylko raz i stworzył ograniczoną, niewielką liczbę sztuk danego wzoru. Obecnie prace czekają na pierwszą wystawę w Polsce.

Przeglądając te graficzne formy doskonale wyczuwa się odwołania do estetyki renesansowej; niektóre z portretów zdają się być wręcz czytelnym cytatem kreski samego Leonardo da Vinci, z kolei pełne niepokoju pejzaże i sceny rodzajowe nam, Polakom, mogą przywodzić na myśl rysunki Norblina, a patrząc na akwaforty o tematyce erotycznej nasza pamięć samowolnie przywołuje neurotyczny świat Brunona Schulza. 

Obcowanie z akwafortami Pietro Annigoniego to zaproszenie do intelektualnego dyskursu. Forma, choć realistyczna, nie jest dosłowna. Powoli odkrywa przed oglądającym kolejne warstwy naszkicowanej rzeczywistości, nie dając do końca gwarancji, czy widzimy coś, co zostało faktycznie namalowane, czy może kreski same pozwalają nam tworzyć treść obrazu.

Wspomniany Gilberto Grilli wypowiadając się o artyście i o jego sztuce, nie kryje wzruszenia, jego recenzje graniczą wręcz z poezją:

“Annigoni magiczny, Annigoni sufler cudów w teatrze zniszczonym dziś przez nudę i  konsumpcjonizm na usługach globalizacji; gdyby był świętym, leczyłby swym magicznym i cudownym dotykiem wszystkie ludzkie choroby.”

Sfumato Arte Investmens, grupa czujna i otwarta, postrzegająca poszukiwania nowych twórców i ich dzieł jako ekscytującą misję, adresuje swoje działania do miłośników sztuki, świadomych jej uniwersalnej wartości. Kontakt z kreacją to gwarancja metafizycznych doświadczeń, budowania i wzbogacania wrażliwości i własnego wnętrza, a jednocześnie, przewrotnie i niebywale, te same dzieła, im szlachetniej oddziałują na duszę, tym pewniej stają się genialną lokatą kapitału. To najprostszy przejaw połączenia w tworzeniu sacrum i profanum. Wartość nienamacalna, która gwarantuje wartość finansową.

Kolekcjonerzy, których w Polsce jest coraz więcej, doskonale o tym wiedzą, dlatego sztuka właśnie staje się coraz częściej wybieraną formą lokaty kapitału, równie bezpieczną, atrakcyjną i stabilną, jak nieruchomości. Ma jednak tę niezaprzeczalną i wyjątkową zaletę, jaką jest możliwość codziennego nasycania się jej pięknem i dzielenia się tym pięknem z innymi. Sztuka umieszczona w domu mówi o nas, jest ilustracją naszego życia, dojrzewania i naszej wrażliwości.

Czesław Niemen i „Ja bez niej”

0

Kto zna jeden z największych przebojów Czesława Niemena, „Io senza lei”, niech podniesie rękę. Ok, może jeśli podam Wam polski tytuł, będzie Was więcej. „Io senza lei” to włoska wersja utworu „Dziwny jest ten świat” (niestety, z o wiele bardziej banalnym tekstem). To mało znany w naszym kraju fakt, ale Niemen w swojej karierze próbował oczarować swym głosem rownież piękną Italię. W latach 1969-70 odbył tournée po Półwyspie Apenińskim. Jak tłumaczył impresario artysty, Roman Waschko, wybrał Włochy, bo miał tam znajomych, którzy mogli pomóc w początku kariery na miejscowym rynku muzycznym. Najpierw Niemen i jego zespół, I Niemen, zdecydowali się spróbować szczęścia w Bolonii. Już w pierwszych tygodniach swego pobytu mieli szansę nagrać utwór skomponowany dla Ricchi e Poveri, który według ekspertów był potencjalnym przebojem, lecz samemu Niemenowi się on nie podobał. I Niemen rozpoczęli trasę koncertową po dyskotekach. Artysta wspominał w jednym z wywiadow, że w klubach jego muzyka podobała się publice, ale radio nie chciało jej emitować. W tamtych latach dużą popularnością cieszył się na przykład Gianni Morandi. W porównaniu z nim sposób śpiewania Niemena wydawał się „zbyt dramatyczny”.

Pomimo tego, w marcu 1969 roku ukazała się jego pierwsza płyta „Io senza lei/Arcobaleno”. Niemen nie był z niej zadowolony. Aby móc śpiewać własne piosenki, był zmuszony zmienić teksty i nagrać utwory, w których nie czuł się dobrze. W wakacje tego samego roku wziął udział w festiwalu włoskiej telewizji Cantagiro, w związku z czym podróżował po całym kraju. Gdy w sierpniu radio odrzuciło „Io senza lei”, wycofał się z Cantagiro i wrócił do Polski. Jednakże już we wrześniu zdecydował się na powrót, tym razem do Mediolanu, gdzie z nowym zespołem Niemen Enigmatic wydał drugą płytę. Poźniej nagrał jeszcze kilka singli (Una luce mai accesa, 24 ore spese bene con amore, Domani, Oggi forse no) i w 1970 przygotowywał się do występu w San Remo. Ostatecznie nie pojawił się na scenie, bo związek zawodowy muzyków włoskich nie chciał, by na festiwalu piosenki włoskiej wystąpił Polak. Jego piosenkę zaśpiewał kompozytor i… zdobył drugą nagrodę. Po tym wydarzeniu Niemen Enigmatic dał jeszcze kilka koncertów, lecz wkrótce zarzucił pomysł podbicia włoskiego rynku. W tym wydaniu Gazzetta Italia, specjalnie dla Was, przetłumaczony na polski tekst piosenki Niemena „La prima cosa bella” oraz, dla naszych włoskich czytelników, ta „prawdziwa” wersja „Dziwny jest ten świat”, po włosku.

 

“Pierwsza piękna rzecz”

Wziąłem gitarę
i gram dla Ciebie.
Nie mam czasu na naukę
i nie potrafię grać,
ale gram dla Ciebie.

Czy słyszysz ten głos?
To śpiewa moje serce!
Kochanie, kochanie, kochanie,
to jedyne, co potrafię powiedzieć,
ale Ty mnie zrozumiesz.

Łąki są pełne kwiatów,
pięknie pachniesz także Ty.
Mam ochotę umrzeć,
nie mogę już więcej śpiewać,
o nic więcej nie proszę.

Ref.: Pierwszą piękną rzeczą,
którą otrzymałem od życia,
jest Twój młodzieńczy uśmiech, jesteś Ty!
Gwiazdą pomiędzy drzewami,
dzięki której rozjaśniła się noc,
a serce zakochane coraz bardziej i bardziej.

 

„Dziwny jest ten świat”

Dziwny jest ten świat,
gdzie jeszcze wciąż
mieści się wiele zła.
I dziwne jest to,
że od tylu lat
człowiekiem gardzi człowiek.

Dziwny ten świat,
świat ludzkich spraw,
czasem aż wstyd przyznać się.
A jednak częste jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem.

Lecz ludzi dobrej woli
jest więcej
i mocno wierzę w to,
że ten świat
nie zginie nigdy dzięki nim.

Nie! Nie! Nie!

Przyszedł już czas,
najwyższy czas
nienawiść zniszczyć w sobie.

Moda? Tradycja? Liczy się Party

0
Źródło zdjęcia: ravazzi.it

Określenie Moda pochodzi od łacińskiego słowa modus, które oznacza sposób, normę, regułę, lecz ściślej definiowane jest jako wygląd i zachowanie społeczności według szczególnych w danym momencie upodobań.

Słowo Tradycja (z łaciny traditiònem pochodzące od słowa tràdere, czyli dostarczać, przekazywać) definiowane jest jako zbiór wspomnień, wiadomości oraz świadectw przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Może wydawać się, że istnieje ewidentna antyteza pomiędzy tymi terminami (umieszczenie mody w „chwili” i trwałość tradycji w „czasie”) oraz mała szansa na to, aby szły one w parze.

Ktoś mógłby powiedzieć: „Ale jaka jest potrzeba ich łączenia? Oba te aspekty są bogate w implikacje, z których oddzielnie wydobywa się wskazówki potrzebne do rozwoju zarówno indywidualnego jak i wspólnego”. Bardzo słusznie! Ale gdyby istniały sposoby na zbliżenie tych dwóch jakże bogatych terminów? Czyż nie niosłoby to ze sobą większej wymowy i przyjemności? Czyż nie udałoby się wówczas zaangażować więcej osób i pokoleń, zmniejszając odległości i zwiększając wymianę doświadczeń? Skończmy z pytaniami i spróbujemy udzielić odpowiedzi, a w szczególności jednej: Vino Party.

Widocznie rozpowszechnia się ten nowy sposób na wspólne spędzenie czasu, za sprawą którego Happy Hour odchodzi w zapomnienie. Od Stanów Zjednoczonych, po Europę, od Azji po Australię, stolice trendów odkrywają i lansują piękno tradycji oraz dobrą wartość tego co prawdziwe i autentyczne, co dodaje smaku i przyjemności dzisiejszym czasom. Chodzi o spotkania mające na celu zapoznanie się z winami i żywnością wysokiej jakości, przeważnie włoskimi,  proponowanymi i przyrządzonymi przez głównego szefa kuchni w nieformalnej i luźnej atmosferze; mowa o pewnego rodzaju aperitifie terroir-chic.

Oto więc produkty D.O.P lub I.G.T. (ale również S.T.G. lub I.G.), których szczegółowy opis możecie znaleźć w internecie, łączone są z winami D.O.C, D.O.C.G. i I.G.T. i w ten sposób powstają różnorodne, przepyszne kombinacje.

Jakieś przykłady? Wędliny takie jak Culatello di Zibello, parmeńskie prosciutti crudi lub San Daniele wymagają win równie aromatycznych i wykwintnych takich jak Colli Orientali del Friuli Sauvignon lub Chardonnay Alto Adige. Wędliny wędzone typu Prosciutto di Sauris świetnie pasują do Ribolla Gialla dei Colli Orientali del Friuli. Wędzenie produktów takich jak speck lub pancetta affumicata (bekon) pozwala nam na łączenie ich z łagodnym czerwonym winem, o niewielkiej zawartości tanin typu Alto Adige Pinot Nero lub Lagrein. Przejdźmy teraz do kolejnego, wyjątkowego rozdziału: sery. Ich właściwości przynoszą nam wiele możliwości kombinacji. Sery miękkie i z delikatnym aromatem mleka mogą być łączone z winem białym typu Pinot Bianco, Roero Arneis lub Ischia Bianco. Sery takie jak Taleggio, Tome oraz niektóre typu Robiola, wymagają soczystości i świeżości win Colli Orientali del Friuli Picolit, ale także win czerwonych takich jak Dolcetto di Dogliani lub Rosso Piceno Superiore.

Sery dojrzewające lub półtwarde stworzą świetne połączenie z winem Collio Sauvignon lub lżejszymi czerwonymi winami do serów dojrzewających, a więc Merlot Lison-Pramaggiore, czy Oltrepo’ Pavese Pinot Nero.

Sery dojrzewające wymagają zwykle cięższych czerwonych win, leżakujących kilka lat w beczce, a następnie w butelkach. Wykwintność  Parmigiano Reggiano, króla serów, wydobywana jest w akompaniamencie wina Franciacorta Brut lub Metodo Classico.
Sery pleśniowe typu Gorgonzola lub inne sery międzynarodowe powinno się spożywać, popijając czerwone, dobrze wyważone wina, bądź jeśli gorzkawy smak jest znaczący, należy sięgnąć po miękkie wina z rodzynek bądź słodkie, likierowe, jak na przykład Cinque Terre Sciacchetra czy niektóre wina Vin Santo Toscano lub Passito di Pantelleria.

Przytoczyłem zaledwie kilka przykładów, by wzbudzić ciekawość, zainspirować do poszukiwań i zabawy oraz aby być może nakłonić do zmiany nawyków, których często jesteśmy więźniami i jedynym sposobem wyzwolenia z nich jest możliwość połączenia Mody i Tradycji.