Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 54

Kierunek: Bari

0

Będąc po raz pierwszy w Bari, stolicy Apulii, samochodem, można trochę pobłądzić. Dwupasmowe uliczki w centrum są często jednokierunkowe, co za tym idzie w co drugiej zaskoczy nas zakaz wjazdu. Na dodatek mieszkańcy lubią wpychać się „na trzeciego”, a do tego nagle pojawia się obok nas sympatyczny rowerzysta z psem rasy spaniel w koszyku przytwierdzonym do kierownicy jednośladu. W weekend wieczór, zaparkowanie samochodu graniczy z cudem, jednak na twarzach zmotoryzowanych mieszkańców nie widać poirytowania z tego powodu. A gdy tylko kierowca podejmuje próbę wciśnięcia się w niewielką wolną przestrzeń, piesi jakby na zawołanie zbiegają się i, machając rękami w powietrzu, prawie że wykonują ten manewr za niego. Bezbłędnie oczywiście.

Kontrasty i smaki

Szeroka ulica Sparano da Bari w weekend przypomina długi pasaż pokus ze sklepami znanych marek i „sieciówek” otwartymi do późna. Jest tłoczno i przyjemnie gwarno. Mijamy przechadzających się mieszkańców – wszyscy dobrze ubrani, nieskazitelni. Wszystko to sprawia, że czujemy się jakby przeniesieni do zupełnie innego świata niż jeszcze kilka godzin wcześniej gdzie, na przedmieściach i autostradzie, w zatoczkach rosły krzywe wieże worków ze śmieciami.

Znikamy w jednej z bocznych ulic. Tam, nawet po zmroku, otwarty jest mały kiosk z używanymi książkami. Obok tradycyjnej knajpki, w której na wspólny posiłek zbierają się całe rodziny, znajduje się nowoczesna restauracja, a blaty jej wystawionych na zewnątrz stołów porasta świeża, zielona trawa (dla zainteresowanych, mowa o restauracji Stammibene, via Domenico Nicolai). Uliczki pachną kawą i pizzą na wynos. W barach królują focacce i chrupkie taralli o wielu smakach (anyżowe, serowo-pieprzowe, z sezamem, imbirowe), a na kawę i lody wszyscy pędzą na Piazza Mercantile, do Pasticcerii Martinucci, aby spróbować słynnego gelato o wymownej nazwie „provami” (spróbuj mnie).

Szerokim corso Vittorio Emmanuele, gdzie od Piazza Libertà ciągnie się zadbana aleja palmowa, docieramy aż do portu. Tam wita nas elegancka fasada Teatru Margherita, wzniesionego na początku XX wieku, obecnie w trakcie remontu. Na molo San Nicola, od wczesnych godzin porannych rozkładane są stragany na targu rybnym, a cierpki zapach owoców morza unosi się jeszcze długo po jego zamknięciu. Podążając dalej Lungomare Imperatore Augusto, dotrzemy do portu promowego, skąd kursują rejsy do Chorwacji, Albanii oraz Grecji. Na zachód od starego miasta wznosi się natomiast Castello Svevo, wybudowany prawdopodobnie w latach 30. wieku XII na polecenie króla Sycylii, Rogera II. Forteca uległa zniszczeniu niespełna 20 lat po jej wzniesieniu, aby na początku kolejnego stulecia zostać odbudowaną przez cesarza Fryderyka II z Hohenstaufów. W kolejnych wiekach w zamku rezydowali przedstawiciele dynastii andegaweńskiej, a później Sforzowie. A dziś, przy Largo Abate Elia, w Bazylice św. Mikołaja możemy oglądać wykonany pod koniec XVI wieku nagrobek królowej Bony.

Bari dostosowuje swój rytm do zwiedzającego, urzeka prostotą. Podążając zatem szlakiem historii po uroczej starówce, warto zwolnić kroku i nacieszyć się miejscowym klimatem. We Włoszech, naturalnym synonimem relaksu jest ciepła filiżanka kawy, popijanej przy małym stoliku kawiarni lub baru w wąskiej uliczce lub na zalanym słońcem placu, jak na przykład Piazza del Ferrarese tuż przy porcie. Wracamy na corso Vittorio Emmanuele, przystajemy na przejściu dla pieszych i uśmiechamy do siebie, gdy chwilę później policyjny samochód przejeżdża na dopiero co zmienionym na czerwone świetle.

foto: Karolina Romanow

Ryż wenus: czarny, aromatyczny, włoski!

0

Przyznaję, pomimo mojego wielkiego zainteresowanie zdrowym i naturalnym odżywianiem, nie jestem miłośniczką produktów zbożowych, wręcz przeciwnie. Mam w zwyczaju dobrowolnie unikać produktów pełnoziarnistych lub przetworzonych, a lista węglowodanów w mojej diecie mogłaby ograniczyć się do makaronu i pizzy, potwierdzając tym samym jeden z najbardziej typowych spośród włoskich stereotypów. Mimo mojej niechęci do spożywania czegokolwiek, co przybiera formę ziarna, ryż Wenus przekonał także mnie. Jego konsystencja jest wystarczająco delikatna, by okazać się przyjemną nawet dla najbardziej wymagających podniebień, a jego zdecydowana barwa sprawia, że talerze stają się żywe i zachęcające.

Niedawno przeczytałam, że nazwa tej odmiany ryżu zdaje się być powiązana z boginią  płodności i piękna. Stanowi pewien hołd dla niej z uwagi na fakt, że w czasach antycznych produkt ten uważano za silny afrodyzjak. Zaintrygowana tą interpretacją, której nie znałam, postanowiłam dowiedzieć się więcej, odkrywając z kolei, że jego pochodzenie jest o wiele bliższe niż się tego spodziewałam, zarówno z punktu widzenia historycznego, jak i geograficznego.

Ryż Wenus w rzeczywistości jest całkowicie włoską odmianą ryżu aromatycznego, a jego początki nie są wcale tak odległe. Powstał w Vercelli w 1997 poprzez skrzyżowanie odmiany ryżu typowego dla Niziny Padańskiej i odmiany azjatyckiej ryżu czarnego. To efekt spotkania nowości z tradycją, dziś Wenus jest produktem w 100% wytwarzanym we Włoszech: uprawiany wyłącznie w prowincjach Oristano, Vercelli i Novara, jego jakości, pochodzenia i drogi strzeże Centro Ricerche Sa.Pi.Se, towarzystwo rolnicze, które stworzyło tę odmianę i które jak dotąd posiada monopol na produkcję nasion.

Jeden z jego przodków jest jednak pochodzenia wschodniego. W Chinach od wieków występuje typ ryżu czarnego, w przeszłości znanego jako „ryż zakazany”: nie mógł go spożywać nikt poza cesarzem, ponieważ przypisywano mu cudowne właściwości, takie jak długowieczność i działanie afrodyzjaku. To właśnie dlatego, zafascynowani historią i legendą, we Włoszech zdecydowali się ochrzcić otrzymaną odmianę imieniem Wenus,
bogini miłości.

Z połączenia ryżu Wenus z ryżem typu indyjskiego (odmiana typowa dla klimatów tropikalnych, charakteryzująca się podłużnym ziarnem) narodziły się dwie inne odmiany: ryż Hermes (o barwie czerwonej) i ryż Artemida (czarny).

Bogaty w witaminy, minerały, antyoksydanty i inne składniki korzystne dla naszego zdrowia, ryż Wenus może być uważany za swego rodzaju naturalny suplement, bezcenny dla dobrego samopoczucia i dbałości o linię. W szczególności jego kolor, który zawdzięcza obecności silnych substancji przeciwutleniających, antocyjanów, które naturalnie występować mogą we wszystkich owocach i warzywach o odcieniu niebieskim lub czerwonym, w ryżu Wenus obecne są w ilości przekraczającej nawet tę zawartą w jagodach. Składniki te chronią od wolnych rodników, odpowiedzialnych za starzenie się komórek, wraz z selenem pomagają też wzmocnić układ odpornościowy. Dzięki obecności antocyjanów, ryż Wenus ogranicza wchłanianie cholesterolu, działa przeciwzapalnie, jest sojusznikiem przeciwko niedoskonałościom estetycznym, takim jak cellulit i łamliwość włosów.

Jest bogaty w żelazo, w związku z tym przydatny w przypadku anemii, poza minerałami (zwłaszcza magnezem i potasem) oraz witaminami z grupy B, jest z kolei ubogi w sód, a więc odpowiedni dla tych, którzy cierpią na nadciśnienie. Nie zapominając przy tym, że podobnie jak inne odmiany ryżu, Wenus jest także pozbawiony glutenu i tym samym może być spożywany w przypadku celiakii. W porównaniu z ryżem białym, zawiera wysoką ilość skrobi i błonnika: z tego powodu wspiera trawienie i funkcjonowanie przewodu pokarmowego, oprócz przyczyniania się do bardziej zrównoważonego wchłaniania cukrów i zwiększenia uczucia sytości. Wszystkie właściwości niesłychanie przydatne dla tych, którzy chcą schudnąć!

Ale przejdźmy do praktyki: jak przygotowuje się ryż Wenus? W kuchni jest składnikiem bardzo wszechstronnym i nadaje się do wielu przepisów: przystawek, risotto, sałatek, zapiekanek, farszów. Ponieważ jest to produkt pełnoziarnisty, gotowanie zajmuje raczej dużo czasu (około 40 minut), który można jednak skrócić, jeśli użyje się szybkowaru lub jeśli namoczy się ryż kilka godzin przed gotowaniem. Możemy przyrządzić go też metodą tradycyjnego risotto, przysmażając go na patelni i dodając gorący bulion aż do momentu ugotowania bądź metodą pilaw, najbardziej zalecaną: po podsmażeniu, dodaje się gorący bulion, jednak sam proces gotowania odbywa się w piekarniku o temperaturze 200° w przykrytym naczyniu.

Mój ulubiony przepis? Po wcześniejszym ugotowaniu ryżu Wenus, przyrządzam sałatkę z papryką (lepiej, gdy jest podsmażona na patelni, ale jeśli mi się spieszy, używam także surowej), czerwoną fasolą, awokado i odrobiną limonki. Proste danie, które można trzymać w lodówce przez kilka dni i wykorzystać jako obiad na wynos.

Macie pytania dotyczące odżywiania? Piszcie na info@tizianacremesini.it, a postaram się
na nie odpowiedzieć na łamach tej rubryki!

***

Tiziana Cremesini, absolwentka Neuropatii na Instytucie Medycyny Globalnej w Padwie. Uczęszczała do Szkoły Interakcji Człowiek-Zwierzę, gdzie zdobyła kwalifikacje osoby odpowiedzialnej za zooterapię wspomagającą. Łączy w tej działalności swoje dwie pasje – wspomaganie terapeutyczne i poprawianie relacji między człowiekiem i otaczającym go środowiskiem. W 2011 wygrała literacką nagrodę “Firenze per le culture e di pace” upamiętniającą Tiziano Terzani. Obecnie uczęszcza na zajęcia z Nauk i Technologii dla Środowiska i Natury na Uniwersytecie w Trieście. Autorka dwóch książek: “Emozioni animali e fiori di Bach” (2013) i “Ricette vegan per negati” (2020). Współpracuje z Gazzetta Italia od 2015 roku, tworząc rubrykę “Jesteśmy tym, co jemy”. Więcej informacji znajdziecie na stronie www.tizianacremesini.it

tłumaczenie pl: Anna Pachciarek

Cantucci z migdałami

0

Składniki:

500 g mąki typu 00
150 g masła
100 g cukru pudru
200 g cukru
150 g migdałów ze skórką

8 g proszku do pieczenia
3 całe jajka
1 szczypta soli
wanilia

Przygotowanie:

W dużej misce (albo za pomocą robota kuchennego z płaską trzepaczką) połącz mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, sól, wanilię i pokrojone na kawałki miękkie masło.

Następnie dodaj oba rodzaje cukru i kontynuuj wyrabianie ciasta aż do otrzymania grudkowatej masy. Roztrzep jajka.

Gdy składniki zaczną łączyć się w jednolitą masę, dodaj migdały i kontynuuj wyrabianie. Ciasto wstaw do lodówki na 1-2 godziny.

Piekarnik rozgrzej do 185°C. Ciasto uformuj w podłużne bochenki (w kształcie bagietki) o wadze 300g. Ułóż na blasze do pieczenia w mniej więcej równych odstępach. Powierzchnię bochenków pokryj roztrzepanym wcześniej jajkiem i oprósz cukrem pudrem. Piecz 25 minut w gorącym piekarniku. Odstaw bochenki do przestudzenia i zmniejsz temperaturę piekarnika do 120°C.

Każdy z bochenków przekrój na kromki: z każdej z nich otrzymujemy słynne cantuccio! Ich grubość powinna wynosić od 8 mm do 1,2 cm.

Ponownie ułóż kromki na blasze do pieczenia i piecz przez około godzinę. Odstaw do ostudzenia i przechowuj w blaszanym pudełku.

Serwuj i kosztuj tych najsłynniejszych toskańskich ciasteczek w parze ze słodkim winem – są przepyszne!

CinemaItaliaOggi – Pokazy nowego Kina Włoskiego

0

CinemaItaliaOggi, jubileuszowa dziesiąta edycja długo oczekiwanego, corocznego spotkania z najnowszą włoską produkcją filmową. Przegląd, na który czeka publiczność i sieć polskich kin studyjnych, został zrealizowany w niezwykle trudnym czasie dla kultury na całym świecie, a jego koordynacją zajął się wieloletni partner przedsięwzięcia Kino Muranów i Gutek Film z Warszawy.

Tegoroczna edycja CinemaItaliaOggi jest wynikiem współpracy między Instytutem Luce Cinecittà a Włoskimi Instytutami Kultury w Warszawie i Krakowie, przy wsparciu Ambasady Włoch i Konsulatów Honorowych w miastach biorących udział w wydarzeniu. Również w tym roku Przegląd CinemaItaliaOggi ma zasięg ogólnopolski: dwanaście najbardziej udanych i docenionych filmów we Włoszech w 2020 zostanie pokazanych w prestiżowych kinach w ośmiu polskich miastach: Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Katowicach i Gdyni. Ambitny projekt, stworzony dla kompetentnej i wrażliwej publiczności i opracowany w celu promocji nowego włoskiego kina w Polsce. Decydujący wkład w wysiłek organizacyjny miał Instytut Luce Cinecittà, który wziął na siebie wyzwanie wytłumaczenia niektórym ważnym włoskim dystrybutorom istoty promocji kina włoskiego poza tradycyjnymi kanałami rozpowszechniania. Również w tym roku mogliśmy liczyć na wsparcie niektórych polskich dystrybutorów, którzy potwierdzają zainteresowanie naszą współczesną kinematografią.

CinemaItaliaOggi 2021

  • Warszawa – Kino Muranów  1 – 6 lipca
  • Kraków – Kino Pod Baranami
  • Wrocław – Kino Nowe Horyzonty  9 – 15 lipca
  • Łódź – kino Charlie 1 – 5 lipca
  • Poznań – Pałacowe Centrum Kultury Zamek 28.07 – 1.08
  • Katowice – Kino Rialto 9 – 18 lipca
  • Gdynia – Gdyńskie Centrum Filmowe

***

Rodzice kontra influencerzy / Genitori vs influencer (2021)
reżyseria Michela Andreozzi

Jakim wyzwaniem jest dziś bycie samotnym
ojcem nastolatki?
Paolo (Fabio Volo), nauczyciel filozofii, wdowiec, samotnie wychowuje córkę o francuskim imieniu Simone (Ginevra Francesconi) i ma z nią bardzo dobrą relację. Ale wraz z wejściem dziewczynki w wiek nastoletni idylla dobiega końca. Jak każdy szanujący się nastolatek, Simone wpada w sidła smartfona. Dość szybko dojrzewa w niej pragnienie zostania influencerką, jak jej idolka Ele-O-Nora (Giulia De Lellis) – kategoria ludzi, których jej ojciec nie znosi. By naprawić swoje relacje z córką, Paolo rozpoczyna kampanię przeciwko agresywnej polityce mediów społecznościowych. Pomaga mu sama Simone, która staje się jego internetową menadżerką.
Niespodziewana sława zrobi z niego, wbrew jego woli, influencera, dzięki czemu odkryje, że media społecznościowe, nawet jeśli należy się z nimi obchodzić ostrożnie, mogą podarować nowe możliwości.

Dzieci / Figli (2020)
reżyseria Giuseppe Bonito

Sara (Paola Cortellesi) i Nicola (Valerio Mastandrea) są zakochanym w sobie małżeństwem. Mają sześcioletnią córkę, Annę, i szczęśliwe życie. Pojawienie się na świecie drugiego dziecka, Pietra, wywraca do góry nogami zrównoważone życie całej rodziny, prowadząc do tragikomicznych sytuacji. Ekstrawaganccy dziadkowie, przyjaciele na skraju załamania nerwowego i osobliwe opiekunki do dzieci nie przyjdą im z pomocą. Czy Sarze i Nicoli, miotających się między chwilami szczęścia a kłótniami, uda się przetrwać i pozostać razem?

Pod tym samym niebem / Non odiare (2020)
reżyseria Mauro Mancini

Akcja filmu rozgrywa się w mieście na północnym wschodzie, to miejsce w środku Europy skażone obecnością wielu grup etnicznych, napięciami, z mieszkańcami o głębokich korzeniach żydowskich. Mieszka tu Simone Segre, uznany chirurg żydowskiego pochodzenia. Prowadzi spokojne życie, ma eleganckie mieszkanie i żadnych związków z przeszłością. Pewnego dnia ratuje mężczyznę, poszkodowanego w wypadku przez drogowego pirata, ale kiedy odkrywa na jego piersi nazistowski tatuaż, zostawia go na pastwę losu. Targany poczuciem winy, odnajduje rodzinę mężczyzny: najstarszą córkę Marikę, nastolatka Marcella, ziejącego nienawiścią rasową i najmłodszego Paola. Nadejdzie noc, kiedy Marica zapuka do drzwi Simone, nieświadomie wręczając mu rachunek do zapłaty…

Złe baśnie / Favolacce (2020)
reżyseria Damiano i Fabio d’Innocenzo

Opowieść zaczyna się od znalezienia pamiętnika w śmietniku, na przedmieściach Rzymu. Jest gorące lato. W szeregowych domach mieszkają rodziny, w których uczucie niepokoju jest powszechne nawet wtedy, gdy próbuje się je ukryć. Rodzice są sfrustrowani tym, że żyją w takim miejscu, a nie innym, że mają (lub nie) pracę, która ich nie satysfakcjonuje, że nie osiągnęli ostatecznie statusu społecznego, na który w ich mniemaniu zasłużyli. W tej atmosferze żyją ich dzieci, chłoną jej negatywny aspekt, próbując się przed nim bronić najlepiej jak potrafią, a może nawet mu się przeciwstawić. „Smutna historia”, tak określa ją narrator filmu. „Czarna bajka”, to z kolei określenie jego autorów, w której kluczowe dla równowagi i rozwoju nowych pokoleń postacie (rodzice, nauczyciele) straciły wszelką pozytywność i umiejętność planowania.

Chciałem się ukrywać / Volevo nascondermi (2020)
reżyseria Giorgio Diritti

Samotne dziecko, Toni, syn włoskiej emigrantki, odesłany do Włoch ze Szwajcarii, gdzie spędził trudne dzieciństwo i młodość, przez lata mieszka w chacie, doświadczając chłodu i głodu.  Spotkanie z rzeźbiarzem Renato Marino Mazzacuratim da mu okazję poznania malarstwa. „Niemiec”, jak nazywają go ludzie, to samotny, zgarbiony, brzydki człowiek, często wyśmiewany i poniżany, staje się wspaniałym malarzem, który maluje swój fantastyczny świat tygrysów, goryli i jaguarów. Przytłoczony reżimem, który chce „ukryć” odmienność, pada ofiarą własnych lęków i zostaje zamknięty w szpitalu psychiatrycznym. Toni maluje samego siebie, jakby chciał potwierdzić pragnienie istnienia. Opuszczenie szpitala jest punktem zwrotnym, który daje mu odkupienia i publiczne uznania dla jego talentu. Sława pozwala mu afiszować się osiągniętym dobrobytem i zachęca do otwarcia się na życie i uczucia. Z czasem jego prace okazują się darem dla całej społeczności, darem jego odmienności.

Martin Eden (2019)
reżyseria Pietro Marcello

Martin Eden opowiada naszą historię. Historię tych, których ukształtowała nie rodzina czy szkoła, ale napotkana po drodze kultura. To powieść samouka, ludzi, którzy wierzyli w kulturę jako instrument emancypacji i, po części, się na niej zawiedli. Ale jest to także książka, która, zwłaszcza przy ponownej lekturze, może ujawnić – poza melodramatem – zdolność Jacka Londona do widzenia jak w lustrze mrocznych cieni przyszłości, perwersji i udręk XX wieku. Dlatego Martin Eden jest powieścią o wielkiej politycznej aktualności i dlatego bohater filmu Pietra Marcella przemierza XX wiek, a raczej senną transpozycję XX wieku, wolną od czasowych współrzędnych. Akcja toczy się już nie w powieściowej Kalifornii, ale w Neapolu, który mógłby być jakimkolwiek miastem.

Wszystko zostaje w rodzinie / Lacci (2020)
reżyseria Daniele Lucchetti

Neapol, wczesne lata 80. Małżeństwo Alda i Vandy przeżywa kryzys, gdy Aldo zakochuje się w młodej Lidii. Trzydzieści lat później Aldo i Vanda nadal są małżeństwem. To uczuciowy thriller, opowieść o lojalności i niewierności, urazie i wstydzie. Zdrada, ból, tajemnicze pudełko, zdewastowany dom, kot, głos zakochanych i tych niekochanych.

Najlepsze lata / Gli anni più belli (2020)
reżyseria Gabriele Muccino

To historia czterech przyjaciół: Giulio (Pierfrancesco Favino), Gemmy (Micaela Ramazzotti), Paola (Kim Rossi Stuart) i Riccarda (Claudio Santamaria), ukazana na przestrzeni czterdziestu lat, od 1980 roku do dziś, od okresu dojrzewania do dorosłości. Ich nadzieje, rozczarowania, sukcesy i porażki są osią historii o wielkiej przyjaźni i miłości, poprzez którą ukazane są również Włochy i Włosi. Wielki fresk, pokazujący kim jesteśmy, skąd pochodzimy, a także dokąd pójdą i kim będą nasze dzieci. To wielkie koło życia, które powtarza się z tą samą dynamiką, mimo upływu lat i różnych epok w tle.

Drapieżnicy / I predatori (2020)
reżyseria Pietro Castellitto

Jest wczesny ranek, morze w Ostii jest spokojne. Mężczyzna puka do domu kobiety: sprzeda jej zegarek. Kilka dni później, również wcześnie rano, młody asystent filozofii zostaje wykluczony z grupy wybranej do ekshumacji ciała Nietzschego. Dwie poniesione krzywdy. Dwie pozornie różne rodziny: Pavone i Vismara. Pierwsza mieszczańska i inteligencka, druga robotnicza i faszystowska. Obie zamieszkują tę samą dżunglę, Rzym. Drobny wypadek spowoduje zderzenie tych dwóch przeciwległych biegunów. A szaleństwo 25-letniego chłopaka odkryje karty, które ujawnią, że każdy ma jakąś tajemnicę i nikt nie jest tym, kim się wydaje. I że wszyscy jesteśmy drapieżnikami.

Życie jak film klasy B / Life is a B-movie (2020)
reżyseria Piero Vivarelli

Niespokojne życie i kalejdoskopowa filmografia Piera Vivarellego, reżysera włoskich filmów klasy B wszystkich gatunków, autora tekstów muzycznych przebojów, w tym 24 000 baci (dwadzieścia cztery tysiące buziaków) Celentana i scenarzysty spaghetti westernu Django (1966) oraz ulubieńca Quentina Tarantino, tworzy portret rewolucyjnego prowokatora. W młodości zwolennik X flotylli MAS, jedyny nie Kubańczyk, poza Che Guevarą, posiadający legitymację Kubańskiej Partii Komunistycznej podpisaną przez Fidela Castro. Począwszy od Urlatori alla Sbarra, musicalu z Celentano, Chetem Bakerem i Miną o świecie młodych, który zaczyna poruszać się w rytmie rocka, przez filmy polityczne, takie jak Oggi a Berlino, po Django, będący prekursorem szkoły spaghetti western, Vivarelli unosi się na fali nowego. Przenosi na ekran komiksy “Satanik” i “Mister X”, a rewolucję seksualną pokazuje w Il Dio serpente.

Złota reguła / La regola d’oro (2020)
reżyseria Alessandro Lunardelli

Co, do cholery, robi ktoś taki jak Ettore Seppis za kulisami telewizji w czasie największej oglądalności? Sam się nad tym zastanawia, czekając na odbiór nagrody w Teatro Antico w Taorminie, gotowy – krótko mówiąc! – wyjść na scenę wśród błysków fotografów i oklasków publiczności. Ettore jest żołnierzem, ostatnie pięć miesięcy spędził jako więzień syryjskich fundamentalistów, a teraz, gdy wrócił do domu, wszyscy traktują go jak bohatera: rozdaje autografy, udziela wywiadów, zabiegają o niego gospodarze programów marzący o wysokiej oglądalności. A on? Coś go niepokoi, tajemnica o tym, co naprawdę wydarzyło się w Syrii. Chciałby o tym porozmawiać, ale z kim? Jedyną odpowiednią osobą wydaje się być Massimo, autor telewizyjnych występów, który ma przygotować jego mowę dziękczynną. Może któregoś dnia się zaprzyjaźnią, ale na razie są dwoma magnesami, które im bardziej się przyciągają, tym bardziej się odpychają…

Perły Umbrii – Perugia i Asyż

0

W sercu Włoch życie codzienne tętni spokojem, a słońce, które oświeca od góry i błyszczące niebo cieszą oko. Umbria, nazywana powszechnie zielonymi płucami Włoch jest regionem obejmującym ogrom nadzwyczajnego piękna i jest bogaty w małe miasteczka osadzone na wzgórzach.

Niezwykłe szlaki Umbrii prowadzą do odkrycia dwóch nietypowych miasteczek otoczonych bogactwem zieleni, w spokoju i harmonii. Wśród głównych atrakcji regionu w szczególności wyróżnia się Perugię i jej okolicę oraz Asyż.

PERUGIA

Przepiękna i klimatyczna stolica regionu. Miasto bogate w zabytki, z magicznym starym miastem, gdzie majestatyczny plac jest jego bijącym sercem. Perugia uznawana jest za ośrodek kulturalny regionu z uwagi na słynny Uniwersytet dla cudzoziemców. Należy pamiętać, że Perugia stanowiła niegdyś rezydencję papieską, gdzie odbywało się konklawe. To, co zdobi Perugię, to jej położenie oraz etruskie i średniowieczne mury. Perugia zrzesza miejsca o niewiarygodnej wartości artystycznej i historycznej, rozproszone między licznymi uliczkami, wśród których wyróżniamy:

  • Piazza IV Novembre
    Obejmuje Palazzo dei Priori, Fontana Maggiore i Duomo.
  • Palazzo dei Priori
    Osadzony na placu miasteczka pałac, zbudowany z jasnego kamienia, stanowi siedzibę ratusza oraz Galerii Narodowej.
  • Fontana Maggiore
    Niesamowita rzeźba będąca owocem artystycznej błyskotliwości Nicoli i Giovanniego Pisano.
  • Cattedrale di San Lorenzo
    Katedra w Perugii zaliczana jest do kompleksów architektonicznych, określana „wyspą św. Wawrzyńca”. Budowla zbudowana według systemu starogotyckiego, o trzech nawach.
  • Rocca Paolina
    Zabytkowa twierdza renesansowa, zbudowana na polecenie papieża Paolo III Farnese na cześć zakończenia „Wojny Solnej”; zaprojektowana przez architekta Antonio da Sangallo.
  • Galleria Nazionale dell’Umbria
    Główna galeria sztuki znajdująca się wewnątrz Pałacu dei Priori. Galeria zachowała ponad 3000 dzieł, wśród których znajdują się rzeźby, naczynia ceramiczne, obrazy, wyroby złotnicze oraz tkaniny.
  • Chiesa di San Domenico
    Imponująca budowla w stylu gotyckim tworząca trzy nawy; kościół był wzorem dla przyszłej Katedry św. Wawrzyńca.
  • Ciekawostki na temat Perugii: Perugia stała się siedzibą słynnych festiwali międzynarodowych: Eurochocolate i Umbria Jazz.
  • Eurochocolate
    Od 1993 roku w Perugii odbywa się corocznie w październiku festiwal czekolady. Festiwal obejmuje szeroką gamę aktywności, stragany oraz wystawy czekolady z całego kontynentu, które można podziwiać na ulicach i na placach miasta. Wystawom towarzyszy sprzedaż oraz darmowa degustacja produktów. Nadzwyczajność tego wydarzenia polega na tym, że to właśnie w Perugii powstał i prężnie rozwinął się zakład sektora cukierniczego Perugina, doskonałość włoska, zrodzona z pasji i twórczej kreatywności Luisy Spagnoli. Bacio Perugina to znakomita pralinka nadziewana orzechami, giandują oraz gorzką czekoladą.
  • Umbria Jazz
    Największy i najsłynniejszy festiwal w regionie, który odbywa się corocznie w lipcu bądź w sezonie zimowym w edycji Umbria Jazz Winter. Bez wątpienia, jest to jedno z najistotniejszych wydarzeń muzycznych na skalę światową, pod względem jego historii, wysokiej jakości, niespokojnej, niekiedy burzliwej, ale życiowej muzyki, ale również z uwagi na jego fenomenalną i zdumiewającą sławę.

ASYŻ

Idylliczne miasteczko znajdujące się niedaleko od Perugii, rodzaj zacisznego miejsca, w którym panuje harmonia i szczęście, zupełnie tak, jakby czas stanął w miejscu. Asyż to kolebka chrześcijaństwa, bogata w starożytne kościoły, ośrodki modlitwy oraz niezwykłe zabytkowe centrum średniowieczne. To miasto o chlubnej przeszłości, które zrodziło postać św. Franciszka, patrona Włoch, świętego kościoła katolickiego, miłośnika przyrody i zwierząt, który rozmawiał z ptakami, oraz postać św. Klary, założycielki Zakonu Klarysek. Asyż, słynący z wielu miejsc kultu, stał się miejscem licznych pielgrzymek. Szczególnie miejsca franciszkańskie są odwiedzane w ciągu roku przez tysiące pielgrzymów.

Wśród malowniczych alejek średniowiecznego miasteczka, polecamy najciekawsze zakątki w Asyżu:

  • Basilica di San Francesco
    Nadzwyczajne arcydzieło architektoniczne, uznane za jeden ze skarbów sztuki sakralnej, który strzeże czarujących fresków Giotta i innych artystów. Bazylika św. Franciszka dzieli się na dwie Bazyliki nachodzące na siebie: Bazylikę mniejszą, Bazylikę większą oraz kryptę, w której umieszczony został grobowiec św. Franciszka. Bazylika św. Franciszka została wpisana na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.
  • Tempio di Minevra
    Świątynia stanowi jeden z najbardziej integralnych zabytków rzymskiej architektury sakralnej, słynny ze swojej fasady bogatej w sześć kolumn korynckich.
  • Basilica di Santa Chiara
    Prawdziwe dzieło architektury gotyckiej, gdzie zachowane są relikwie Świętej oraz Krzyż, który mówił do św. Franciszka.
  • Basilica di Santa Maria degli Angeli
    Spektakularna budowla, starożytny kościółek, do którego św. Franciszek udawał się na intensywną modlitwę. Pod względem wielkości, Bazylika zajmuje siódme miejsce wśród kościołów chrześcijańskich na świecie.
  • Amfiteatr
    Usytuowany w dzielnicy Porta Perlici, połączony z ogrodem otoczonym murami z kamienia w kształcie elipsy. Charakterystyczny przez średniowieczne budowle, łuk klinowy z trawertynu i obszar areny, który stanowi ogród.

Giovanni Gastel, elegancki fotograf i dżentelmen

0
Gabriele Rigon

„Największą wagę przykładam do tego, aby być dżentelmenem; jestem także fotografem, piszę wiersze, teksty, zajmuję się swoimi sprawami, ale gdyby ktoś mnie zapytał, co chciałbym mieć napisane na nagrobku, to właśnie, że byłem dżentelmenem”.

Był 18 marca 2020 roku, COVID już powoli wkraczał do naszej rzeczywistości, wywracając ją, zużywając i ustawiając na nowo, a Giovanni Gastel, gość Micheala Bertolasiego w programie Convivium, stworzył syntezę tego, co uważał za nieodzowną cechę sfery osobistej i zawodowej, z pewnością dużo dla niego ważniejszą niż ta, którą przypisuje mu społeczeństwo – największy włoski fotograf wszechczasów. Tego typu tytuły wielokrotnie odrzucał i przekierowywał, w nienagannym stylu, na Oliviero Toscaniego, inny niekwestionowany symbol w artystycznej panoramie Włoch, podsycając ten przyjacielski spór, dobrze znany pracownikom tej branży i stary jak historia włoskiej fotografii modowej, dla której wielkość Giovanniego Gastela jest bezdyskusyjna. Ponad rok później, pandemia wciąż tu jest, silna i nieugięta, jak uparty przeciwnik, a 13 marca tego roku pozbawiła nie tylko świat fotografii, ale także sztuki w najszerszym tego słowa rozumieniu, jednego ze swoich najbardziej płodnych i wpływowych działaczy ostatnich pięćdziesięciu lat.

Giovanni Gastel rodzi się w 1955 roku w Mediolanie, jako ostatni z siedmiorga dzieci prominentnej mediolańskiej rodziny. Od strony matki wnuk reżysera Luchino Viscontiego, zawsze będzie rozumiał jak wartości wpojone mu w trakcie arystokratycznego wychowania wpłynęły na rozwój jego osobistego postrzegania rzeczywistości. Fotograf i poeta, od zawsze ironicznie mówiący o tym, co on sam definiował jako swoje przewlekłe nieprzygotowanie do współczesnego świata. Jego artystyczna kariera opiera się o gruntowne wykształcenie klasyczne, głębokie zainteresowanie malarstwem i żywa pasja do kultury popularnej drugiej połowy dwudziestego wieku. W młodości podejmuje głębokie poszukiwanie tożsamości, co doprowadza go do odnalezienia siebie w definicji elegancji, którą bez wahania przyjął niemal od razu jako wartość stanowiącą fundament dla swojej kreatywnej wizji i która nieprzerwanie dominuje w całej jego działalności artystycznej.

Z miłości do kultury popularnej i do samej idei, że każdy zwyczajny przedmiot może stać się obiektem podziwu niczym dzieło sztuki, rodzi się kreatywny impuls, który na początku lat osiemdziesiątych pociąga go do realizacji niezapomnianych dzieł Still Life, mających wpływ na całe pokolenia fotografów i gwarantujących im możliwość kariery w świecie fotografii profesjonalnej, która od tamtego momentu nieustannie się rozwijała. W przypadku Gastela można mówić o życiowej szansie, którą potrafił wykorzystać i której, nie oszczędzając się, poświęcił się całkowicie. Od Vogue Italia do Donna, przechodząc przez współpracę z takimi markami jak Versace, Missoni, Tod’s, Trussardi, Krizia, Ferragamo, Dior, Nina Ricci, czy Guerlain, trzydzieści lat mody włoskiej i światowej zostały zinterpretowane przez obiektyw Giovanniego Gastela. Szczęściarz, według tych, którzy twierdzą, że w epoce rozkwitu mody włoskiej było relatywnie łatwo, aby fotograf osiągnął taki sukces; pionier dla tych, którzy potrafią dostrzec, że kiedy pracował dla Made in Italy, umiał stworzyć niepowtarzalny styl, mający stać się ikonicznym i rewolucyjnym dla świata komunikacji. Prawdy można szukać w fakcie, iż Gastel nigdy nie bał się kwestionować samego siebie i odkrywać się na nowo, kiedy okoliczności wymagały świeżego podejścia, aby utwierdzić się w roli autora, za każdym razem przyjmował zmianę jako napęd to tego, by się doskonalić i ciągle poszukiwać nowych wizji. Postąpił tak, kiedy pozostawił aparat mieszkowy, aby przejść do fotografii w formacie 35 mm. Posłuszny zasadzie, że użycie nowego narzędzia to zerwanie z przeszłością, unikał pokusy, by za wszelką cenę, dążyć do uzyskania takiego samego rezultatu, jaki był charakterystyczny dla starego modelu. To samo podejście przyjął wraz z wejściem fotografii cyfrowej, do której zawsze miał wyjątkowe nastawienie, w odróżnieniu od większości profesjonalnych fotografów swojego pokolenia. W przeciwieństwie do wielu osób twierdzących, że masowa cyfryzacja to śmierć fotografii autorskiej, Gastel uważał, że połączenie fotografii i elektroniki to tak naprawdę narodziny fotografii, która – jak mówił – w epoce cyfryzacji była żywa jak nigdy przedtem. Jego zdaniem nowa technologia otworzyła drogę do świata możliwości dla tych, którzy byli w stanie rozróżnić fotografię w formie sztuki od tej, która była po prostu narzędziem komunikacji i informacji bez jakiekolwiek ambicji interpretowania rzeczywistości, zgodnie ze znanym powiedzeniem, że fotografia miała przywoływać rzeczywistość, a nie o niej opowiadać. Według Gastela należało bezwzględnie porzucić myśl, jakoby fotografia była wyłącznym przywilejem fotografa, jako osoby posiadającej jakąś wiedzę techniczną na temat narzędzia. Nigdy nie przestał podkreślać, że odrzucenie pięknej fotografii nie miało nic wspólnego z technicznymi ideałami, wręcz przeciwnie, jakość rezultatu zależała tylko i wyłącznie od zdolności artysty do interpretacji scenerii poprzez własne istnienie, emocje i wiedzę, tworzące nową rzeczywistość.

W historii na zawsze zapisze się jako zaciekły przeciwnik kanonu piękna „bionicznego”, przedstawionego przez fotografię amerykańską, która narzuca obrazy kobiet w stylu Kelly Lebrock na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku. Kierując się głębokim szacunkiem dla kobiet, które wielbił i których urok czcił, pozostawał wierny klasycznym kanonom piękna kultury europejskiej, utożsamiającym prawdziwe piękno właśnie z harmonijnym połączeniem wszystkich jego niedoskonałości. Traktował poszukiwanie i dokumentowanie piękna jako imperatyw moralny artysty, posługując się nim również, aby ukazać tragizm sceny. Doskonałe pod tym względem jest dzieło “Maschere e Spettri”, gdzie styl pozostaje niezmieniony nawet przy interpretacji dramatycznych scen cierpienia.

Szczególnie znaczące w antologii twórczości Giovanniego Gastela są portrety. Dla niego istniał tylko jeden cel w fotografii portretowej: uchwycić charakter siedzącego przed obiektywem, co uważał za możliwe wyłącznie poprzez to, co określał jako grę w uwodzenie pomiędzy modelem a fotografem, podczas której jeden obnaża swoją duszę ofiarując ją drugiemu, aby mógł ją schwytać w tym tańcu pozbawionym jakiejkolwiek sztuczności czy uprzedzeń. Przykładem może być tutaj projekt Le 100 Facce della Musica Italiana na łamach magazynu Rolling Stone, który unieśmiertelnił bohaterów pięćdziesięciu lat historii muzyki, a także wspaniała kolekcja dwustu portretów The People I like, przez którą chciał złożyć hołd tym, z którymi przez 40 lat swej kariery, połączyły go nie tylko drogi ale i dusze.

Każdy, kto miał przywilej znać go osobiście, zgadza się że był to człowiek zawsze pomocny i szczodry, chętny do dzielenia się swoimi tajemnicami. Kiedy nazywali go mistrzem, precyzował, że wolałby raczej być określany mianem „staruszka, który zrozumiał pewne rzeczy, i którymi byłby skłonny się podzielić”. Kolejna postać włoskiej fotografii autorskiej, Gabriele Rigon, z którym dzielił miłość do mody i piękna, pamięta Giovanniego jako wartościowego przyjaciela i mentora. Z przyjemnością można było patrzeć na niego, pochłoniętego pracą, ze swą naturalną zdolnością sprawiania, by każdy czuł się na planie komfortowo: tak właśnie widziały go modelki, które czuły się lubiane i szanowane przez tego serdecznego dżentelmena, jak i współpracownicy i uczniowie, którzy widzieli w jego osobie swoisty punkt odniesienia i wzór do naśladowania. Spuścizną, którą Giovanni Gastel pozostawił po sobie, z pewnością jest właśnie jego niepowtarzalny styl, który na zawsze pozostanie czymś unikalnym.

tłumaczenie pl: Marcin Gawliński
fot. Gabriele Rigon

Sport jest dobry dla każdego, niezależnie od wieku!

0

Od 2007 roku firma Ferrero prowadzi w Polsce program z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu – Kinder Joy of moving, którego celem jest promocja aktywnego stylu życia wśród najmłodszych oraz ich rodzin. Obecnie w ramach Kinder Joy of moving realizowanych jest aż dziewięć ogólnopolskich projektów sportowo-edukacyjnych. Dwa z nich, Alternatywne lekcje WF oraz Alternatywne lekcje WF e-platforma, prowadzone są we współpracy z jedną z najlepszych i najbardziej utytułowanych polskich lekkoatletek, z olimpijką Moniką Pyrek. I to właśnie z naszą tyczkarką przeprowadziliśmy krótki wywiad, z którego dowiecie się, dlaczego ruch jest tak ważny w życiu każdego z nas!

Współpracuje Pani z firmą Ferrero w zakresie inspirowania najmłodszych oraz ich rodzin do prowadzenia aktywnego stylu życia. Dlaczego ruch jest tak ważny w życiu każdego z nas?

Jako były profesjonalny sportowiec nie wyobrażam sobie życia bez aktywności fizycznej. Od najmłodszych lat byłam aktywnym dzieckiem, a sport dał mi możliwość wykorzystania swojego potencjału. Teraz na sportowej emeryturze potrzebuję odrobiny ruchu niemal jak powietrza do oddychania. Ćwicząc czuję, że robię coś dla siebie, dla swojego zdrowia, dla kondycji, dla samopoczucia, dla relaksu, dla zabawy, bo właśnie sport daje nam aż tyle możliwości! Tylko od nas zależy, który kierunek najbardziej nas motywuje i który poderwie nas do ćwiczeń. Bycie aktywnym może stać się naszym stylem życia i pasją. A sport to inwestycja nie tylko tu i teraz, ale też na przyszłość.

Od kilku lat obserwujemy rosnący problem związany z bierną rozrywką – dzieci spędzają czas z komórką w ręce lub przed monitorem komputera. W jaki sposób możemy przekonać nasze dzieci do aktywności?

Podążamy za nowinkami technologicznymi, stąd nie ma co się dziwić, że dla dzieci też są one interesujące. Możemy oczywiście ograniczać, zabraniać, ale zakazany owoc smakuje najlepiej, a wówczas możemy stracić kontrolę nad treściami, które dzieci przeglądają. Dlatego w zamian musimy proponować równie atrakcyjne aktywności, które przyciągną dzieci do sportu. W naszym projekcie Kinder Joy of moving Alternatywne Lekcje WF, wykorzystujemy urządzenia interaktywne i symulatory sportowe, tak aby zapewnić dzieciom tę nowinkę technologiczną, która najbardziej przyciąga, jednak każde z naszych urządzeń skonstruowane jest w taki sposób, aby dzieci wykonywały podstawowe formy ruchu, jak bieg, skok, rzut. Gdy mierzymy im prędkość strzału na bramkę, muszą kopnąć piłkę, aby wygrać wyścig kolarski w wirtualnym wyścigu, muszą pedałować ile sił w nogach. Staramy się też ograniczyć bezpośrednią rywalizację, tak aby nakierować dzieci na rozwój własny, jeżeli wbiegają na metę biegu sprinterskiego, mierzonego za pomocą fotokomórki, czyli w takich warunkach jak na zawodach mistrzowskich, ich indywidualny wynik pokazuje się na tablicy. Jeśli chcą poprawić osiągnięty wynik, to idą w stronę doskonalenia swoich umiejętności, a nie porównywania się z innymi.

Wiemy, że Pani rodzina jest aktywna, na Pani profilach w social mediach często widzimy relacje ze wspólnych wycieczek rowerowych, rodzinnych gier i zabaw. Prosimy o wskazówki jak stać się sportową rodziną.

My po prostu bez sportu nie możemy się obejść. Wiem, w jakim stopniu sport mnie  stworzył, jak ukształtował mnie jako człowieka, nie tylko jako sportowca. Bez względu na to, czy moje dzieci będą kiedyś sportowcami profesjonalnymi chciałabym, aby pokochały bycie aktywnym. Sport niesie wiele korzyści, od tych dotyczących samej sprawności, po kondycję psychiczną. Dla mnie jako rodzica najważniejsze jest, aby moje dzieci były szczęśliwe, a sport jest do tego genialnym narzędziem. Sport jest świetną zabawą, wspólnym spędzaniem czasu, budowaniem więzi. Pokazujmy dzieciom różne sporty, nawet te, za którymi nie przepadamy. Gdy dziecko zobaczy, że sami się przełamujemy to chętniej będzie podejmowało się nowych wyzwań. W każdym z nas drzemie sportowy potencjał, dlatego uwierzmy w swoje dziecko, bo nawet jeżeli nie trafi ono do sportu zawodowego, to sport zdziała cuda w jego rozwoju osobistym. I co najważniejsze, to Ty jesteś największym autorytetem dla swojej pociechy, wykorzystaj to. Bądź aktywny, a dziecko będzie Twoim odbiciem lustrzanym. A w chwilach rozluźnienia stanie się największym motywatorem dla Ciebie!

Na koniec jeszcze jedno pytanie – czy sport jest naprawdę dla każdego?

Sport jest dla każdego i to niezależnie od wieku. W każdej grupie wiekowej dostarcza wielu korzyści. Dla dzieci jest niezastąpionym źródłem zabaw, ale też sposobem na rozładowanie ich nadmiaru energii, kształtuje ich charakter, uczy pracy zespołowej z rówieśnikami. Jeżeli dzieci nabiorą pozytywnego nawyku bycia aktywnym, to jako dorośli będą doceniać pasję do sportu jeszcze bardziej. Dla dorosłych sport może zdziałać cuda przede wszystkim w redukcji napięć i stresów związanych z pędem życia. Gdy regularnie ćwiczymy jesteśmy bardziej zrelaksowani, a ja wierzę w moc endorfin, hormonów szczęścia, które wyzwalają się w trakcie uprawiania sportu. Ćwiczenia poprawiają naszą odporność, dotleniają mózg, a dzięki temu lepiej śpimy, a gdy lepiej śpimy jesteśmy bardziej wypoczęci, mamy więcej energii, więcej sił witalnych, jesteśmy bardziej kreatywni i zapewne bardziej wydajni w pracy. Doceńmy sport również w dojrzałym wieku, wtedy kiedy dzięki ćwiczeniom poprawiamy naszą sprawność nie tylko fizyczną, ale też intelektualną. Sport ma swoje supermoce i tylko od nas zależy, czy z nich skorzystamy. A warto!

https://www.kinder.com/pl/pl/kinder-sport

Sycylia codziennie zaskakuje

0

Ania Dudar – autorka konta na Instagramie „pizzagirl.patrol” i bloga www.pizzagirlpatrol.com/pl oraz e-booków o Włoszech. Swoją miłość do Sycylii odkryła podczas Erasmusa dla przedsiębiorców. Po pracy w biurze marketingowym, zwiedzała nieznane turystycznie miejsca i zgłębiała włoską kulturę, a zdobytą wiedzą dzieli się z innymi w swoich autorskich publikacjach. W rozmowie z nami opowiada o biznesowym projekcie, włoskiej codzienności i jedzeniu.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z Erasmusem dla przedsiębiorców?

Udział w programie był dosyć spontaniczny. Przez dwa lata pracowałam w firmie, która zajmowała się projektowaniem stron internetowych i aplikacji mobilnych. Po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że praca na etacie nie jest dla mnie i w przyszłości chciałabym otworzyć swoją firmę lub pracować jako freelancer. Nie wiedziałam za bardzo, jak mogłabym to zrobić i nie czułam się gotowa, żeby otworzyć działalność. Przypadkowo wyświetliła się na moim Facebooku informacja o Erasmusie dla przedsiębiorców. Projekt bardzo mnie zainteresował, dlatego od razu postanowiłam poszukać o nim więcej informacji. Nie sądziłam, że jako dorosła osoba mogę wyjechać na Erasmusa. Okazało się, że program jest stworzony dla mnie. Zastanawiałam się kilka miesięcy, zanim podjęłam ostateczną decyzję, gdyż udział w Erasmusie wiązał się z rezygnacją z pracy. Postanowiłam zaryzykować i wysłałam aplikację. Program nie ma ograniczeń wiekowych i skierowany jest do osób, które w przyszłości planują otworzyć własną firmę lub już ją mają, jednak nie dłużej niż 3 lata. Jest to doskonała możliwość, aby wyjechać za granicę i jednocześnie uczyć się prowadzić własną firmę. Wybór firmy do współpracy zależy od tego, czym chcemy się zajmować w ramach własnego biznesu. Po powrocie powinno się otworzyć własny biznes, ale nie jest to konieczne. Ten rodzaj Erasmusa różni się od studenckiego wyjazdu, bo to nie praktyki, a budowanie relacji biznesowej z zagranicznym przedsiębiorcą. Współpraca polega na wymianie umiejętności. Ja dzieliłam się z firmą innowacyjnymi pomysłami i rozwiązaniami, ale także wspólnie poprawialiśmy kompetencje językowe.

Jak wybrać firmę, z którą podejmuje się współpracę?

Na samym początku trzeba napisać biznesplan, jeśli zostanie zaakceptowany umożliwia on dostęp do bazy firm z różnych krajów, które wyraziły chęć udziału w programie. We Włoszech baza obejmowała prawie 600 firm marketingowych. Musiałam przejrzeć ich strony, zapoznać się z portfolio i zadecydować, do której chciałabym pojechać.

Czy Sycylia była pierwszym wyborem?

Nie. W pierwszym momencie skupiałam się na firmach na północy Włoch, m.in. w Mediolanie i nie brałam w ogóle pod uwagę Sycylii. Przedsiębiorstwa do współpracy szuka się samodzielnie, ale firmy mogą też wysyłać oferty do nas. Każdy uczestnik programu dostaje stypendium, we Włoszech było to 900 euro. Po tym jak zapoznałam się z kosztami życia, zaczęłam myśleć, że trudno byłoby mi się utrzymać na północy kraju. Niedługo potem, otrzymałam ofertę od firmy z Sycylii. Region ten kojarzył mi się wcześniej z turystyką i byłam bardzo zaskoczona, że działają tam aktywnie agencje marketingowe. Bardzo ważne jest również to, z kim będziemy pracować, a ja w kontakcie z firmą z Sycylii poczułam bardzo przyjazną więź. Widziałam też, że to przedsiębiorstwo zajmuje się prowadzeniem mediów społecznościowych, marketingiem internetowym oraz budowaniem wizerunku dla marek i jest to dla mnie miejsce z dużą perspektywą, dlatego zdecydowałam się potwierdzić ofertę i zamieszkać na Sycylii.

Jak wyglądała praca we włoskiej firmie?

Miałam stałe godziny pracy, ale czasami zdarzało się, że kończyłam wcześniej lub później. Na początku miałam wątpliwości, co do Katanii, gdyż w Internecie jest o niej wiele nieprzychylnych opinii. Początkowo miałam być we Włoszech 4 miesiące, w programie można brać udział nie dłużej niż 6 miesięcy. Miałam wrócić w kwietniu, ale ze względu na pandemię pobyt przedłużył się do końca czerwca. W biurze zajmowałam się bieżącymi projektami, pomagałam w komunikacji, ale jednocześnie sama czerpałam wiedzę, np. podczas sesji mentoringowych.

Znajomość języka włoskiego była konieczna do rozpoczęcia pracy?

Podczas projektu wykorzystywałam język angielski oraz włoski, którego uczę się od kilku lat. Jednak po powrocie ze studiów we Florencji do Polski, mając przerwę w używaniu języka, nie czułam się już tak pewnie. Jadąc na Sycylię znałam włoski, ale więcej rozumiałam niż potrafiłam powiedzieć. W firmie rozmawialiśmy na początku po angielsku, ale zaledwie po miesiącu rozpoczęliśmy komunikację po włosku, co było dla mnie mobilizacją do nauki tego języka.

Jak przyjęli Cię Włosi?

Na Sycylii od samego początku czułam się bardzo dobrze, gdyż mieszkańcy tego regionu są bardzo otwarci, pomocni i życzliwi. Po pierwszym tygodniu pobytu czułam się jak w domu. Wszyscy w pracy przyjęli mnie bardzo ciepło, zawsze rozmawialiśmy na przerwach o włoskim jedzeniu i włoskiej kulturze. W trakcie lockdownu koledzy i koleżanki z biura bardzo mnie wspierali. Czasami spotykaliśmy się po pracy i jechaliśmy na zwiedzanie ich rodzinnych miasteczek. Do tej pory mam kontakt ze wszystkimi. Poza pracą, poznałam też dużo mieszkańców Sycylii, 80% czasu spędziłam z lokalnymi ludźmi, którzy zabierali mnie do znajomych i do rodziny.

Czy Twoje e-booki są bezpośrednio związane z programem Erasmus?

Nie, już od dłuższego czasu działam w Internecie. Bloga założyłam ponad 3 lata temu, a Instagram 4. Blog powstał, kiedy byłam na studiach we Florencji i postanowiłam dzielić się doświadczeniem z innymi z perspektywy mieszkańca, a nie turysty. Zauważyłam, że mam dużą wiedzę, która wykracza poza standardowe informacje dostępne na innych blogach. Uważam, że dopiero jak pomieszka się dłużej w danym regionie i pozna lokalnych ludzi, poznaje się, jakie dane miejsce jest naprawdę. Chciałam dzielić się poradami i doświadczeniem o autentycznych Włoszech. Na Sycylii zafascynowało mnie jedzenie. Ten region kojarzymy głównie z cannoli, a ma on znacznie więcej do zaoferowania. W moich e-bookach opisuję różne potrawy. Jeden z nich poświęcony jest stricte Katanii, drugi dotyczy wschodniej części Sycylii. W każdym prezentuję ponad 50 sprawdzonych barów i restauracji, które wyróżnia smak, atmosfera i widoki.

Czy pomysł na e-booki powstał, kiedy mieszkałaś we Włoszech?

Nie, już wcześniej myślałam o tym, żeby napisać e-booka o włoskiej kuchni, ale brakowało mi inspiracji. Jadąc na Erasmusa dla przedsiębiorców wiedziałam też, że chcę zdobyć wiedzę na temat prowadzenia firmy marketingowej. Zależało mi również, aby wykorzystać czas wolny i rozwijać bloga, pojawił się także pomysł e-booków. Napisałam je w czasie lockdownu, kiedy miałam trochę więcej czasu. Przez 2 miesiące, codziennie, przygotowywałam treść. W połowie maja miałam już gotową zawartość, później zajmowałam się, m.in. stroną wizualną.

Czy po powrocie wykorzystałaś zdobytą wiedzę?

Tak, założyłam firmę, żeby wydać e-booki, następnie zaczęłam szukać klientów do obsługi w zakresie usług marketingowych. Aktualnie zajmuję się sprzedażą e-booków i rozwojem bloga, a także świadczę usługi marketingowe, tzn. tworzę strategie marketingowe i przeprowadzam audyty profili w mediach społecznościowych.

fot. Pablo Passariello

Co najbardziej zachwyciło Cię na Sycylii?

Sycylia wygrywa dla mnie pod względem ludzi, natury, zabytków, pogody i oczywiście jedzenia. Odbywa się tam wiele koncertów, ciekawych wydarzeń, np. cudownie wspominam udział w karnawale Acireale. Jeśli chodzi o jedzenie uważam, że owoce i warzywa na Sycylii są smaczne i zawsze świeże, a słodycze – kremy pistacjowe i nie tylko – najlepsze w całych Włoszech. Mimo że spędziłam tam prawie 9 miesięcy, czuję niedosyt i wiem, że mam tam wciąż wiele do odkrycia. Sycylia codziennie zaskakuje, nie sądziłam wcześniej, że jeden region może skrywać aż tyle ciekawostek.

A jakie jeszcze miejsca we Włoszech odwiedziłaś?

Apulia, Kalabria, Aosta, Mediolan, Wenecja, Rzym. Jednak na Sycylii i we Florencji mieszkałam, co jest dla mnie innym doświadczeniem, bo miałam dostęp do tego, czego na pierwszy rzut oka nie widać.

Co Twoim zdaniem wyróżnia włoską kulturę?

Włosi są bardzo otwarci, życzliwi, umieją wypoczywać, bawić się i cenią czas wolny. Oni nie czekają na weekend, żeby się z kimś spotkać, nawet na środku ulicy często można zobaczyć mieszkańców, którzy ze sobą rozmawiają. Na Sycylii Włosi bardzo dużą wagę przywiązują do rodziny.

Uważasz, że w Polsce można zjeść typowe włoskie danie?

Można, ale trzeba wiedzieć gdzie. Różnica jest jednak w atmosferze lokali, we Włoszech zwraca się uwagę na doświadczanie jedzenia. Właściciel i kelnerzy pytają gości, czy smakuje im danie, a w Polsce brakuje tego kontaktu z klientem.

Chciałabyś wydać kolejne e-booki? Myślisz o powrocie do Włoch po pandemii?

Tak, zdecydowanie chcę rozwijać portfolio e-booków. Bardzo chciałabym też wrócić do Włoch, jednak jest to obecnie niepewne ze względu na sytuację. Moim marzeniem jest napisanie przewodników po wszystkich regionach Włoch, szczególnie o jedzeniu, bo to mnie najbardziej interesuje. Mam też pomysł na e-book o kulinariach w Polsce, ale o tym więcej wkrótce.

Wszystkie koszmary Dylana Doga (I)

0

Pod koniec września 1986 roku wydawnictwo Bonelli opublikowało pierwszy numer miesięcznika „Dylan Dog”, zatytułowany „L’alba dei morti viventi” („Świt żywych trupów”). Pomimo początkowo nienajlepszych wyników sprzedaży, z upływem miesięcy seria zdobywała coraz więcej czytelników, stając się w końcu najbardziej kultowym włoskim komiksem wszech czasów.

Chociaż fabuła tej pierwszej opowieści nie była specjalnie błyskotliwa ani sprawnie skonstruowana, w kontekście głównego nurtu włoskiego komiksu tamtych lat była ona dziełem innowacyjnym i zaskakującym. Typowo horrorowe klimaty, otwarcie przedstawiana przemoc i makabryczne szczegóły (nieuniknione w opowieści o zombie), a także obficie pokazywana nagość (głównie kobieca) były elementami nowości, które rzadko spotkać można było w ówczesnych seriach Bonellego, związanych z bardziej tradycyjnymi gatunkami, takimi jak western czy przygoda. Surrealistyczna i koszmarna atmosfera oraz przeplatanie się grozy i humoru są do dziś cechami wyróżniającymi przygody Detektywa Mroku („Indagatore dell’Incubo” to dosłownie „Badacz Koszmaru”). Kolejnym typowym elementem „Dylana Doga” była – szczególnie we wczesnych latach – skłonność do niepohamowanego cytowania, świadcząca o postmodernistycznej wenie komiksu: trudno zliczyć obecne w poszczególnych odcinkach cytaty z dzieł literackich, filmów i utworów muzycznych (głównie rockowych i metalowych). Już sam tytuł pierwszego numeru zawiera jasne odniesienie do słynnego filmu George’a Romero „Noc żywych trupów”.

„Dylan Dog” jest przede wszystkim dziełem Tiziana Sclaviego, który napisał scenariusz do pierwszych 19 numerów komiksu – następnie dołączyli do niego inni pisarze. Z kolei graficzną charakteryzację głównego bohatera – opartą na fizjonomii Ruperta Everetta – stworzył rysownik Claudio Villa, który ilustrował wszystkie okładki serii do końca lat 80. Drugim najważniejszym artystą jest Angelo Stano – autor niektórych z najsłynniejszych odcinków „Dylana Doga”, począwszy właśnie od „Świtu żywych trupów”, a także twórca okładek serii od roku 1990 do 2016. Wśród innych rysowników, którzy zapisali się w historii miesięcznika, warto wyróżnić takie nazwiska, jak Giampiero Casertano, Luigi Piccatto, Corrado Roi czy duet Montanari & Grassani, natomiast do najważniejszych scenarzystów zaliczyć możemy Claudia Chiaverottiego, Pasqualego Ruju i Paolę Barbato, a także, w ostatnim dziesięcioleciu, Roberta Recchioniego.

Główny bohater jest zdecydowanie nietypowym detektywem, a właściwie jest w nim niewiele z prawdziwego śledczego – jednak nadrabia te braki dzięki szczęściu i intuicji (którą nazywa „piątym i pół zmysłem”). Pełen fobii, niezbyt skłonny do przemocy, będący wegetarianinem i abstynentem Dylan Dog mieszka w Londynie wraz ze swym asystentem i przyjacielem Grouchem. Dokładny adres to Craven Road 7, co stanowi ewidentny hołd dla reżysera filmów grozy Wesa Cravena (chociaż ulica ta istnieje naprawdę), a postać Groucha oparta jest oczywiście na Grouchu Marksie i wykazuje się w każdym odcinku absurdalnym humorem godnym amerykańskiego komika. Inną ważną postacią jest inspektor Bloch, przyjaciel Dylana i jego sojusznik w szeregach policji, natomiast bohaterowie drugoplanowi, tacy jak medium Madame Trelkovski czy wynalazca Lord H. G. Wells, pojawiają się co jakiś czas w przygodach Detektywa Mroku. Oczywiście nazwiska tych postaci są również wzorowane na znanych osobach, realnych czy fikcyjnych – są to odpowiednio pisarz Robert Bloch, Trelkovsky (główny bohater „Lokatora” Romana Polańskiego) oraz Herbert George Wells, ojciec fantastyki naukowej. Właściwie w każdym odcinku Dylan poznaje nową kobietę, w której się zakochuje, co oznacza, że przez ponad trzydzieści lat na rynku wydawniczym (uwzględniając też ogromną liczbę numerów specjalnych) miał on całe setki partnerek. Jest to specyficzny i po części kontrowersyjny aspekt serii, z którego sami scenarzyści nieraz żartują ustami Groucha.

„Dylan Dog” jest komiksem w pełni należącym do konwencji horroru: szczególnie w latach 80. i 90. Sclavi i inni scenarzyści czerpali pełnymi garściami z historii kina grozy, tworząc historie o zombie, wampirach, wilkołakach, wiedźmach i demonach, aż po samą Śmierć, która wiecznie depcze Dylanowi po piętach; ale i opowieści o bardziej ludzkich potworach, takich jak seryjni mordercy, sadyści, gwałciciele czy skorumpowani politycy. Zdecydowana większość odcinków zawiera mniej lub bardziej wyraźne elementy nadprzyrodzone, chociaż sporadycznie ukazują się też bardziej klasyczne detective stories. Mimo iż nie brakuje odcinków, których akcja rozgrywa się na angielskiej wsi lub w innych brytyjskich miastach (oraz – choć rzadziej – w innych krajach, w tym we Włoszech), głównym miejscem przygód Dylana jest zawsze Londyn. Stolica Zjednoczonego Królestwa staje się teatrem setek mrocznych, tragicznych i czasem szalonych historii, w których groza i elementy nadprzyrodzone splatają się z dramatami niezliczonych postaci i ze świadomością, że w sumie to właśnie ludzie są często najgorszymi potworami.

foto: Sławomir Skocki, Tomasz Skocki