Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 68

SpoilerMaster: „Pinokio”. Gościnnie wystąpi: Diana Dąbrowska

0
Źródło: SpoilerMaster - Podcast do słuchania po seansie

SpoilerMaster – Podcast do słuchania po seansie analizuje kultową postać Pinokia, najsłynniejszego bohatera włoskiej literatury dziecięcej, później także szeroko obecnego w kulturze i filmie. W tym odcinku gościnnie wystąpi także Diana Dąbrowska, autorka cyklu Dopóki jest kino, jest nadzieja, która opowiada o różnych filmowych wcielenia Pinokia oraz twórczości Mattea Garrone.

Autor podcastu: Michał Oleszczyk

Link do Spotify: https://open.spotify.com/show/30PAeiG1BPOinxuhCSnbK2

Facebook: 

Spektakl „Wojna i pokój” Lwa Tołstoja w Teatro Morlacchi w Perugii: PREMIERA 28.10

0

Po wspaniałym sukcesie „Mistrza i Małgorzaty”, Andrea Baracco i Letizia Russo towarzyszą nam w podróży na spotkanie z magicznym światem jednego z największych dzieł literatury światowej – „Wojna i Pokój” Lwa Tołstoja. Widownia Teatru Morlacchi stanie się wielką sceną, a widzowie, by obejrzeć spektakl zasiądą wyłącznie w lożach.

Każdy zna „Wojnę i Pokój” Lwa Tołstoja, ale gdyby przyszło Ci coś powiedzieć o tej powieści, odniósłbyś frustrujące wrażenie, że wszystko co potrafisz powiedzieć, to tylko czyste banały. Żadna z postaci nie daje się zamknąć w jednoznaczne ramy, a tematyka jest tak podniosła, że ciężko wyobrazić sobie jak można by było sprowadzić ją z powrotem na ziemię. Możemy albo próbować poruszać się po linii sprzecznych skojarzeń, albo sprawić by te postaci i tematy stały się pełnokrwiste i otoczone życiem. W przestrzeni teatralnej należy wyznaczyć im drogę, by potem przyglądać się ich wzajemnym zmaganiom. Nie do opisania jest bogactwo postaci i poruszanych treści, które nie daje się poskromić przestrzenią między kulisami. Scena nie jest w stanie pomieścić tak wielkiego dzieła.  Dlatego precz ze wszystkim – ze sceną, z kulisami i z widownią! Austerlitz, Łyse Góry, dom Anny Pawłowny, Moskwa, Petersburg, dorożki, bale, Andrzej i niebo, Pierre i masoneria – potrzebują przestrzeni!

Na ten niewyobrażalnie bogaty przekaz można odpowiedzieć tylko równie bogatym przekazem, a teatr idealnie nadaje się do potrzebnego zbliżenia i oddalenia. Tylko tutaj można pokazać na pierwszym planie emocje na twarzy Marii, Lizy czy Mikołaja, aby zaraz potem przejść do szerokich ujęć ulic Moskwy, pól bitewnych czy stanowiących znaczący element powieści spotkań towarzyskich, które towarzyszą nam już od pierwszych stron. Anna Pawłowna w zjawiskowy sposób rozpoczyna powieść otwierając drzwi swojego salonu. Raz mówi się tu po rosyjsku, raz po francusku – rosyjskie słowa wślizgują się w toczące się po francusku dysputy.

Z niesamowitą łatwością dwa języki zgrabnie splatają się przy subtelnych dźwiękach zastawy stołowej, w takt dyskretnych kroków służby oraz w otoczeniu wykwintnych potraw i czerwonego wina. Chyba nigdy nikomu nie udało się tak subtelnie przedstawić tego, co nienazywalne.

Próby oraz spektakle „Wojny i Pokoju” odbędą się w Teatro Morlacchi w Perugii, który z okazji wystawienia tej sztuki po miesiącach zamknięcia otwiera swoje podwoje. Doszliśmy do wniosku, że takie święto teatru jest potrzebne zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Na tak długo wyczekiwanym „przyjęciu” nie może zabraknąć tych, którzy na przestrzeni lat tu pracując i żyjąc tworzyli i tworzą to miejsce. Do sztuki wykorzystaliśmy scenografię i rekwizyty ze spektakli naszych poprzedników: od Castriego po Ronconiego… Wspomnienie sztuk teatralnych – życia, które tknęli w to miejsce zawsze będzie z nami obecne. I my z całych sił będziemy czerpać energię z tego życia, by na tych samych deskach spróbować powołać nowe życie.

Adaptacja: Letizia Russo
Reżyseria: Andrea Baracco
Występują: Giordano Agrusta, Caroline Baglioni, Carolina Balucani, Dario Cantarelli, Stefano Fresi, Ilaria Genatiempo, Lucia Lavia, Emiliano Masala, Laurence Mazzoni, Alessandro Pezzali, Ludovico Röhl, Emilia Scarpati Fanetti, Aleph Viola, Oskar Winiarski
Scenografia i kostiumy: Marta Crisolini Malatesta
Światła: Simone De Angelis
Muzyka: Giacomo Vezzani
Produkcja: Teatro Stabile dell’Umbria ze specjalnym wsparciem Fondazione Brunello e Federica Cucinelli

Spektakl będzie grany od poniedziałku 28 października do niedzieli 22 listopada:

  • od wtorku do piątku o godzinie 21:00
  • w soboty i w niedziele o godzinie 17:00

Źródło: www.teatrostabile.umbria.it/spettacolo/guerra-e-pace/?produzione=1

tłumaczenie pl: Agata Borkowska
fot. Karen Righi

EUR – Wieczne Miasto w nowoczesnej odsłonie

Ten, kto zna Rzym, na pewno słyszał również o dzielnicy EUR (Esposizione Universale di Roma), czyli Rzymskiej Wystawie Powszechnej, której akronim definiuje genezę, a mianowicie początkowy projekt. Koncept powstał w 1935 z inicjatywy gubernatora rzymskiego – Giuseppe Bottai, a następnie został zatwierdzony przez Bureau International des Expositions.

„Wraz z wystawą powstaje nowe, wielkie miasto, o nowoczesnym wyglądzie, choć harmonijnie współgrające z monumentalnym klimatem Rzymu i jego krajobrazem. Miejsce, wyposażone w najnowocześniejsze rozwiązania oraz kompleksową sieć dróg rozchodzących się w kierunku miasta, wzgórz oraz morza, którego zadaniem było połączyć w przyszłości Rzym z morzem Tyrreńskim, a nawet nadać stolicy charakter morskiej metropolii. […] Przybywający od strony Rzymu czy morza, zatrzymując się na Via dell’Impero i kierując wzrok w stronę doliny Trzech Fontann (Tre Fontane), będą mogli podziwiać roztwierające się przed nimi wśród śnieżnobiałych marmurów i pozłacanych trawertynów, nowe miasto, w którym nie zabraknie zbiorników wodnych oraz zielonych przestrzeni, jednym słowem miejsce godne, by stać tuż u boku miasta starożytnego. Co więcej, dzięki swej surowej i potężnej architekturze, bez wątpienia, będzie miejscem, które harmonijnie połączy w jedną całość wielobarwne i dynamiczne życie obecnych oraz przyszłych czasów”. 

Te perspektywiczne słowa Vittoria Ciniego, komisarza generalnego wystawy EUR pojawiły się w pierwszym numerze czasopisma Civiltà. Ukończona w drugiej połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku dzielnica, pozostaje w dalszym ciągu bardzo nowoczesna. Jedyna w swoim rodzaju, doskonale wkomponowała się w panoramę miasta: z jednej strony ruchliwe i chaotyczne centrum biznesowe, za to z drugiej, gdy o zmroku wszystkie czynności administracyjne ustają, staje się miejscem o fascynującym uroku metafizycznym. 

Rzymska Wystawa Powszechna miała za zadanie ukazać światu włoską cywilizację za pomocą szeregu konstrukcji, niekiedy tymczasowych, niekiedy stałych, które po zakończeniu wystawy miały stanowić nową funkcjonalną dzielnicę Rzymu. 

W grudniu 1939 roku właśnie w tym celu powołano specjalną agencję, która miała nadzorować poszczególne przedsięwzięcia na poczet Światowej Wystawy E.42, a rok później projekt zagospodarowania przestrzeni zrealizowany przez grupę architektów takich jak Giuseppe Pagano, Marcello Piacentini, Luigi Piccinato, Ettore Rossi oraz Luigi Vietti.

Obszar ten został wybrany przez Mussoliniego nie bez powodu w Dolinie Trzech Fontann, gdzie, według kultu, między ulicą Via Ostiense a rzeką Tyber św. Paweł Apostoł poniósł śmierć męczeńską. Stąd na pierwszym wzniesionym tam budynku – Pałacu Urzędów (Palazzo degli Uffici), zaprojektowanym przez architekta Gaetana Minnucciego, wyryty został znamienny napis: LA TERZA ROMA SI DILATERÀ SOPRA ALTRI COLLI LUNGO LE RIVE DEL FIUME SACRO FINO ALLE SPIAGGE DEL TIRRENO(„Trzeci Rzym rozciągnie się ponad dalszymi wzgórzami wzdłuż świętej rzeki aż po plaże Morza Tyrreńskiego”). Napis ten przywołuje słowa wypowiedziane przez Duce już w 1925 roku na Kapitolu, kiedy licząca około 4 km² powierzchnia była całkowicie jałowa o charakterze wulkanicznym, pokryta wykopami oraz tunelami powstałymi w celach poszukiwania pucolany, wokół której gromadziły się rodziny żyjące w chatach i szałasach, tworząc małe wioski. 

Potrzeba było więc czasu, by zmienić ten nieprzyjazny teren w miejsce godne przyjęcia tak niesamowitego projektu. Schemat urbanistyczny wyglądał następująco: pięciokątna struktura, reprezentująca koniec fizycznej ścieżki, która ze starożytnych ruin Forów Cesarskich (plac Wenecki w Rzymie) prowadziła do Via Imperiale (aktualnie Via Cristoforo Colombo), gdzie nową dzielnicę wyobrażano sobie jako castrum Romanum z ulicami przecinającymi miasto na osi wschód-zachód oraz serią ulic przecinających się prostopadle wraz z przebiegającymi przez nie placami, gdzie styl klasyczny pokryty nowoczesnością poszczególnych budynków został skrupulatnie zaprojektowany w szeroko pojętej perspektywie. Nie mniej skrupulatnie zaprojektowano rozległy teren zielony, obejmujący nie tylko gęste zalesienia, lecz także sztuczne jezioro. 

Następnie zaplanowane poszczególne wystawy oraz ich rozmieszczenie. Do najważniejszych wystaw zorganizowanych w pawilonach stałych należą: Mostra della Civiltà Italiana (obecnie Palazzo della Civiltà Italiana), Mostra della Romanità (obecnie Museo della Civiltà Romana), Mostra dell’Autarchia, del Corporativismo e della Previdenza Sociale (obecnie Archivio centrale dello Stato), Mostra della Scienza (obecnie Museo Nazionale Etnografico Luigi Pigorini-Museo delle Civiltà), Mostra delle Arti e Tradizioni Popolari (obecnie Museo Nazionale delle Arti e Tradizioni Popolari-Museo delle Civiltà). Natomiast właściwa wystawa tymczasowa miała odbyć się w samym sercu miasta EUR. 

Wspaniałe projekty, które mogłyby wywołać niebywałe wrażenia wizualne, jak na przykład Mostra storica della Luce artificiale, która miała mieć miejsce w najwyższym punkcie ekspozycji, czy też monumentalny projekt łuku Adalberta Libery, niestety zostały porzucone i uwiecznione jedynie na szkicach oraz plakacie reklamowym Wystawy Światowej stworzonym przez Giorgia Quaroniego. 

W 1940 roku, kiedy to Włochy przystąpiły do wojny, ukończono jedynie Palazzo degli Uffici, za to budynki jak Palazzo dei Ricevimenti e dei Congressi, Palazzo della Civiltà Italiana, Musei della piazza Imperiale (obecnie Piazza Guglielmo Marconi), Chiesa dei SS. Pietro e Paolo, poczta oraz Palazzi delle Esedre nadal były w trakcie budowy. 

Rok 1942 oznaczał nie tylko dwudziestolecie Marszu na Rzym, a także planowaną datę wystawy. Niestety zamiast realizacji upragnionego projektu, do którego tak wytrwale dążono, rok 1942 okazał się rokiem dewastacji – cisza i degradacja objęły opustoszały plac budowy, który wkrótce wypełniły zarośla i chaszcze.

Dopiero pierwsze lata powojennej odbudowy pozwoliły przywrócić do życia niespełniony sen, przezwyciężając nawet uporczywe kontrasty ideologiczne. Wszystko w imię cenionego projektu, przy którym pracowało wiele wyjątkowych inżynierów, architektów, rzeźbiarzy oraz dekoratorów XX wieku. 

W ten właśnie sposób jeszcze pod czujnym okiem głównego bohatera projektów urbanistycznych Marcella Piacentini, a także nieustępliwego i wyjątkowego komisarza wystawy EUR, Virgilia Testy, powstało wiele niepowtarzalnych budynków. W latach pięćdziesiątych ukończono Palazzo dei Congressi, Palazzo della Civiltà Italiana, budynki INA oraz INPS, jak również, w 1953 roku, Archivio centrale dello Stato, pierwotnie zaprojektowany jako przestrzeń na  wystawę Mostra dell’Autarchia del Corporativismo e della Previdenza sociale.

W 1955 roku uruchomiono stację nowej linii podmiejskiej na odcinku Termini-EUR, co zapewniło zwiedzającym wystawę dogodny dojazd z samego historycznego centrum miasta. W tym samym roku odbyła się inauguracja Muzeum Cywilizacji Rzymskiej (Museo della Civiltà Romana), które zostało stałym gospodarzem prestiżowej ekspozycji Mostra dell’archeologia del 1911, zorganizowanej przez Rodolfa Lancianiego, a zaraz za nią Museo dell’Impero Romano del 1929 oraz Mostra Augustea della Romanità del 1937. Do wymienionych już wystaw dołączają również nie mniej prestiżowe kolekcje odlewów kolumny Trajana oraz ogromnego trójwymiarowego modelu stolicy Imperium Plastico di Roma, przygotowanego przez Itala Gismondiego. 

Zamknięcie Muzeum w 2014 roku sprowokowało wielkie oburzenie wśród obywateli, naukowców, specjalistów, archeologów oraz historyków sztuki. Powstało Stowarzyszenie Conosiamo EUR oraz profil na Facebooku Riapriamo il Museo della Civiltà Romana (Otwórzmy ponownie Muzeum Cywilizacji Rzymskiej). 

Obecnie stowarzyszenie koncentruje się głównie na badaniu pierwotnych źródeł i poszukiwaniu ustnych dowodów dotyczących powstania dzielnicy, co popiera wiele instytucji krajowych. W celu coraz większego poparcia i rozpowszechnienia projektu stowarzyszenie organizuje wiele wycieczek z przewodnikiem po dzielnicy, wykorzystując tę okazję również, by uzyskać dostęp do miejsc zazwyczaj zamkniętych dla zwiedzających. 

Tymczasem Covid-19 spowodował tymczasowe zawieszenie działalności publicznej Stowarzyszenia. Mimo to organizacja nie traci ducha, angażując się w badania nowych ścieżek, które w niedługim czasie pomogą zanurzyć się ponownie w pierwotnej scenografii projektu, odkrywając coraz to nowsze horyzonty. Tak miało to wyglądać w przypadku wyścigów Formuły E, wydarzenia awangardowego patrzącego w przyszłość motoryzacji, gdzie stosowane są jednomiejscowe samochody elektryczne, mające miejsce w dzielnicy powstałej właśnie z myślą o przyszłości, za to tor wyścigowy zlokalizowany tak, by przez cały odcinek trasy, wszystkie proste i 21 zakrętów, móc podziwiać wspaniałe budynki E.42, a także diabelski młyn rzymskiego parku rozrywki, który wpłynął na młodość niejednego pokolenia Rzymian. 

STOWARZYSZENIE KULTURALNE CONOSCIAMO L’EUR
E-mail: conosciamo.eur@gmail.com
Profil Facebook: Associazione Culturale Conosciamo l’Eur
Tel.: +39 392 8533253

tłumaczenie pl: Natalia Kogut
fot. Roberta Grappasonni

Nutella – nieodparta włoska pokusa

0

Pamiętnego kwietnia 1964, kiedy linie produkcyjne Ferrero w Albie, w rejonie Cuneo, wypuściły na rynek pierwszy słoik Nutelli, świat przekąsek dla dzieci miał już nigdy nie pozostać taki sam. 

Pietro Ferrero, a potem jego synowi Michele, już od lat dwudziestych przyświecał jeden cel – stworzenie czekoladowego przysmaku w niskiej cenie, który można by jeść razem z chlebem.

Na początku Pietro Ferrero nie celował w dzieci, ale w robotników. Założyciel przemysłowej dynastii przeniósł się z rodzimego Langhe do Turynu, gdzie otworzył pracownię cukierniczą. Obserwował tam robotników, którzy do pracy w fabrykach zabierali ze sobą chleb i zjadali go z pomidorami i serem. Pietro stwierdził, że gdyby udało mu się dać robotnikom coś słodkiego i taniego do zjedzenia z chlebem, trafiłby w dziesiątkę. W tamtych czasach w Piemoncie istniał już rodzaj lokalnej czekolady, wytwarzanej z odrobiny kakao i dużej ilości, bardzo drobno posiekanych orzechów laskowych – gianduia. Pietro Ferrero zaczął nad nią pracować i w 1925 udoskonalił do formy tak zwanego „pastone” – swego rodzaju dziadka Nutelli. Pastone było czekoladowo-orzechową pastą, doskonale nadającą się do jedzenia z chlebem. Oczywiście oprócz robotników natychmiast doceniły ją także dzieci i to one stały się celem Ferrero, przekonanemu że właśnie najmłodszym zawsze będziemy dawać drobne przekąski. 

Z nadejściem wojny Pietro zamyka pracownię w Turynie. Znajduje schronienie w Albie, gdzie dalej pracuje nad czekoladową masą. Smakuje dobrze, ale jest zbyt twarda i trudno ją nałożyć. Pietro szuka receptury, dzięki której stanie się bardziej miękka. Udaje się kilka miesięcy po zakończeniu wojny – na początku 1946 Pietro znajduje na regale zapomniany słoik masła kakaowego. Dodaje go do masy i otrzymuje idealnie miękką pastę, która daje się pokroić w plasterki, ma smak czekolady i – przede wszystkim – jest tania. W wycieńczonych wojną Włoszech nikt nie może sobie pozwolić na tracenie pieniędzy na słodycze i zachcianki. Składniki są więc dość codzienne – cukier, orzechy laskowe, tłuszcze roślinne i kakao. Nad nazwą Pietro długo się nie zastanawia – idealna wydaje się ta, którą nosi tradycyjna piemoncka czekolada z orzechami laskowymi. „Giandujot”, lub inaczej pasta gianduja, pojawia się na sklepowych półkach w 1946 i jest 4-5 razy tańsza od tradycyjnej czekolady. To rodzaj twardej marmolady w blokach owiniętych w pozłotko. Sprzedaje się ją na wagę, a pokrojoną w plasterki kładzie na kanapkę. 

Produkt od razu zyskuje popularność. Sukces jest natychmiastowy. Czekolada do jedzenia z chlebem jako przekąska sprzedaje się jak ciepłe bułeczki. Jedynym problemem Ferrero jest teraz realizacja zamówień na czas. Początkowo maleńka pracownia rzemieślnicza w Albie coraz bardziej się rozrasta. Monsù Pietro, jak wszyscy go nazywają, wpada na kolejny pomysł – sprzedaż Giadujot w pojemnikach zawierających więcej niż jedną porcję produktu. W ten sposób powstaje cremino, rodzaj czekoladek cieszących się popularnością jeszcze do niedawna. 

Kolejnym krokiem było takie udoskonalenie pasty, żeby dało się ją już nie kroić, a smarować. Kroku tego nie wykona jednak Pietro – założyciel Ferrero umiera 2 marca 1949 r., a zastępuje go jego syn, Michele (zmarł w 2015 r.). Jak głosi legenda, jeszcze tego samego roku, latem (które należało do wyjątkowo gorących), pasta gianduja rozpuściła się i można ją było rozsmarować na kromce. 

Wówczas Ferrero udoskonalił recepturę czyniąc pastę jeszcze miększą, tak by można ją było rozsmarowywać już zawsze, bez względu na temperaturę powietrza. Masa nie zawierała już masła, ale mieszankę olejów roślinnych. Co dokładnie wchodzi w skład tej mieszanki – to jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic Ferrero. Nieliczni, którzy ją znają, zgodnie z podpisaną umową, nie mogą opuszczać rejonu Cuneo. Żeby zachować recepturę w tajemnicy firma wolała nawet przegrać parę spraw w sądzie (najsłynniejszą w Stanach Zjednoczonych) – chodziło zawsze o niemożność ustalenia, co u licha kryje się pod sakramentalnym hasłem „oleje roślinne”

Produkt zostaje nazwany Supercrema i dołącza do pasty Giandujot, ale jej nie zastępuje. Jednak rodzice bardziej niż pastę do krojenia wolą krem do smarowania – to dlatego, że dzieci nie mogą już tak łatwo wyrzucić kromek chleba po to, by zjeść samo czekoladowe nadzienie, jak to się wcześniej często zdarzało. 

Istnieje także czynnik psychologiczny – we Włoszech, kraju katolickim, słodycze są postrzegane jako coś grzesznego. Żeby stały się bardziej akceptowalne, Ferrero umieszcza je w trwałych przedmiotach – najpierw zabawkach dla dzieci, potem w charakterystycznych szklankach. Pojemnik, który można potem wykorzystać, stanowi moralne usprawiedliwienie zakupu.

Lata pięćdziesiąte to czas spektakularnego rozwoju Ferrero, które otwiera zakład nawet w Niemczech, w Allendorf, 150 km od Frankfurtu. To właśnie z niemieckiej filii nadejdą najsilniejsze naciski na nazwy produktu – Supercrema okazuje się dla Niemców trudna do wymówienia, nie wspominając już o Giandujot, które sprawia kłopoty nawet Włochom. Dodatkowo w 1962 r. włoski parlament uchwala ustawę, którą interpretuje się jako zakaz używania przedrostków intensyfikujących przed rzeczownikami – oznacza to koniec wszystkich super, ultra, hiper itp. A Supercrema jak najbardziej zalicza się do tej kategorii.

W Albie trwają gorączkowe poszukiwania nowej nazwy. Wachlarz jest szeroki, w grę wchodzą Supernut, Nutosa, Nutola, Nusty. Jednak na końcu jak zawsze decyduje Michele Ferrero. I wybiera Nutellę. Nazwa składa się z dwóch części: pierwsza „nut” to po angielsku orzech, ale znaczenia łatwo się domyślić i w innych językach. Druga część, „ella”, to zdrobnienie w formie żeńskiej, które wywołuje pozytywne skojarzenia – czułość, sentyment, łagodność. Do tego łatwo ją wymówić w każdym języku.

Najwyraźniej nad wyborem porządnie się zastanawiano, bo nazwa została zmieniona dopiero 10 października 1963 r. Pierwszy słoik, jak już wspomnieliśmy, ujrzy światło dzienne 6 miesięcy później. 20 kwietnia 1964 r. rozpoczęła się epoka Nutelli, która, czy się nam to podoba czy nie, trwa do dziś. 

tłumaczenie pl: Marcelina Oniszczuk

***

Alessandro Marzo Magno

Pigułki kulinarne to rubryka mająca na celu pogłębienie wiedzy na temat historii kuchni, prowadzona przez dziennikarza i pisarza Alessandro Marzo Magno. Po tym jak przez prawie dekadę pełnił funkcję kierownika spraw zagranicznych w jednym z tygodników ogólnokrajowych, poświęcił się pisaniu książek opublikowanych przez ważne wydawnictwa, oraz w niektórych przypadkach – przetłumaczonych na wiele języków. W sumie wydał ich 17, a jedna z nich „Il genio del gusto. Come il mangiare italiano ha conquistato il mondo” (wł. „Geniusz smaku. Jak włoskie jedzenie zdobyło świat”) przypomina historię najważniejszych włoskich specjałów gastronomicznych. Uczestniczy w transmisjach telewizyjnych w stacjach publicznej telewizji włoskiej.

„Zła matka/La cattiva madre” 21.10 Klub Komediowy g. 19

0

„Zła matka/La cattiva madre” to studium macierzyństwa w autoironicznym kluczu. To spektakl o kobietach, które nie chcą odgrywać ról, jakie im się narzuca i chcą decydować o sobie. To ironiczna opowieść o relacjach z mężczyznami i nie tylko.

Data: 21.10.2020 godz. 19.00, Klub Komediowy w Warszawie

Reżyseria: Karolina Porcari
Tekst: Krzysztof Szekalski
Aktorzy: Karolina Porcari, Małgorzata Bogdańska
Muzyka na żywo: Daniel Pigoński
Choreografia: Izabela Chlewińska
Kostiumy: Olga Turczak

Bilety: komediowy.pl/event/zla-matka-rez-karolina-porcari-2/

Wydarzenie na Facebooku: fb.me/e/3yqIKvdOP

 

GAZZETTA ITALIA 83 (październik-listopad 2020)

0

Gazzetta 83, mozaika pełna emocji!

Kolaż z serca Neapolu zdobi najnowszą okładkę Gazzetta Italia, w którym znajdziecie artykuł o Rione Sanità, jednej z najbardziej autentycznych dzielnic Neapolu, autorstwa dziennikarza Pietra Treccagnoli. W nowym numerze jest dużo kina: wywiad z reżyserką Małgorzatą Szumowską i z operatorem filmu „Pod tym samym niebem” („Non odiare”) Michałem Sterzyńskim.

O kinie, języku i kulturze przeczytacie również w wywiadzie z Anną Osmólską Mętrak, którą z pewnością dobrze znają wszyscy studenci italianistyki na UW. Rubryka „Dopóki jest kino, jest nadzieja” od tego numeru ma natomiast nowe logo, zaprojektowane przez Zespół Wespół, interdyscyplinarną pracownię projektową, której historię opowiadamy w wywiadzie z Łukaszem Izertem. W nowym numerze przeczytacie również tekst o podróży do Ferrary, o sztuce, o nowym singlu Luki Del Sole, o włoskich kryminałach, jak zwykle jest też kącik językowy, samochody, a także wywiad z dziewczynami ze wspaniałego sklepu rybnego Popularna Ryba.

Beatrice .b – jakość i design Made in Italy

0

Marka Beatrice .b to celebracja włoskości w najlepszym wydaniu. U podstaw tego brand’u leżą wartości, które nieodzownie łączą się z metką Made in Italy, czyli ludzie, innowacja i jakość. Ta włoska marka odzieżowa jest częścią grupy Plissé, rodzinnej firmy, której korzenie sięgają lat 80-tych ubiegłego wieku. „Nasza pasja do mody jest tym, co zawsze nas inspirowało i prowadziło. To uczucie kryje się za formą i treścią każdego projektu”, mówi Paolo Mason, właściciel grupy. Marka nosi imię jego córki, Beatrice, która jest też główną projektantką marki. Poza nią firmę tworzy grupa pasjonatów, których charakteryzuje zamiłowanie do włoskiego rzemiosła i współczesnej estetyki. 

Jedną z cech charakterystycznych marki jest poszukiwanie piękna, które obejmuje nie tylko stronę estetyczną, ale przede wszystkim jakościową, odnoszącą się do know-how włoskiego dziedzictwa, które cechuje dbałość o szczegóły, doskonałe surowce i dążenie do wysokiej jakości łańcucha produkcyjnego. W trakcie pandemii koronawirusa we Włoszech Grupa Plissé zdecydowała się na zmianę swojego modelu produkcyjnego i wykorzystanie własnych zasobów do produkcji maseczek ochronnych i fartuchów medycznych dla szpitali. „Stoimy przed jednym z największych wyzwań, ale nasza natura sprawia, że nigdy się nie poddajemy. Chcemy wspierać nasz kraj, bo pod hasłem Made in Italy kryje się nie tylko jakość naszych produktów, ale także miłość i szacunek dla ludzi”, mówią założyciele Plissé, Morena Bragagnolo i Paolo Mason.

Włoską miłość do piękna i sztuki, znajdziemy w kolekcji na sezon wiosna – lato 2020, która inspirowana jest współczesnymi formami, tworzonymi przez architektkę i artystkę Royal Garance. Wyraża ona równowagę pomiędzy wymiarem, przestrzenią i kolorem, które są tak charakterystyczne dla prac Garance’a. Odzież została zinterpretowana jako pewnego rodzaju żywy obiekt, który oscyluje między formą stałą a płynną. To eksperymentowanie w kolekcji pozwala dostrzec podwójną naturę Beatrice .b: wyrafinowaną, ale jednocześnie bezpieczną i niezależną.

Napięcie pomiędzy ciałem stałym a płynnym wyrażone jest poprzez print z dużą różą, którego kobiecy charakter podkreślają dodatkowo geometryczne wpływy z lat 70-tych. Limonkowa zieleń zderza się z czernią i bielą, a płynność materiału dodaje wyrafinowania ubraniu. W najnowszej kolekcji znajdziemy też prochowce i minimalistyczne kurtki, bermudy czy dwurzędowy blezer, które tworzą nowatorski look. Limonkowa zieleń, odcienie burgundu i wędzonego łososia łączą się z kontrastowymi szwami w kolorze kremowym, dodającymi sznyt całemu ubraniu. Limonkowa sukienka mini i kurtka typu bomber z dużymi kieszeniami wykonane są z jedwabiu zdobionego printami, dzięki któremu zestaw ten jest jeszcze bardziej wyrafinowany.

W tej kolekcji róż ewoluuje i dzieli się na kilka odcieni, tworząc ciekawe motywy, w których abstrakcyjne grafiki nadają efektu delikatności i idealnie równoważą się z pasiastymi nadrukami. Ta płynność tonów przenosi się na bawełnianą popelinę: lekkie sukienki, plisowane spódnice i oversize’owe koszule tworzą harmonijny patchwork. Nie brakuje w nim haftowanych detali zaczerpniętych z beżowego druku, gdzie stylowe palmy stworzyły minimalistyczny i nowoczesny wzór. Dualizm i napięcie między przeciwstawnymi koncepcjami przekładają się na mocne kolory, takie jak neonowa pomarańcza i burgund.

Morze zlewa się z suchym lądem, a zapach oceanu oddaje beztroski letni klimat tropików. Ten nastrój symbolizują jedwabne obcisłe sukienki, patchworkowe kimona czy bluzki w stylu vintage z dzianinowymi wstawkami. Ubrania te są nowym wyobrażeniem letnich stylizacji. 

Nowa kapsułowa kolekcja bikini i strojów plażowych jest wyrazem siły i energii, charakteryzujących Beatrice .b od kilku sezonów. To integralna część kolekcji, a niektóre z jej elementów mogą być używane nie tylko jako strój kąpielowy, ale również jako body czy top. Zastosowane na nich nadruki są takie same jak na pozostałych ubraniach, w połączeniu z lekkim jedwabiem lub topami z siatki, zostaje im nadany całkowicie nowy wygląd. Wśród dodatków znajdziemy zarówno obszerne torby z frędzlami jak i kopertówki. Najnowsza kolekcja Beatrice .b, która odzwierciedla różnorodność jak i przywiązanie do jakości marki, jest najlepszym dowodem na to, że hasło Made in Italy to przede wszystkim szereg ponadczasowych wartości. 

Tortelli z dynią po modeńsku

0

Składniki na 4 porcje:

Ciasto:

  • 3 jajka
  • 300 g mąki pszennej zmieszanej z semoliną
  • szczypta soli

Farsz:

  • 800 g dyni
  • 100 g tartego parmezanu
  • 100 g pokruszonych ciasteczek amaretti
  • szczypta soli
  • szczypta gałki muszkatołowej

Do przyprawienia:

  • 150 g masła
  • starty parmezan

Jesień to czas roślin z gatunku dyniowatych, słodkich i delikatnych, ale o dość intensywnym w smaku miąższu. We Włoszech występują różnorodne typy dyni, zależnie od tego, w jakim miejscu się znajdujemy. Ciekawostką jest to, że każda część dyni może zostać wykorzystana w kuchni: od skórki po nasiona, co więcej, są dania, które zawierają w sobie każdą jej część. Najpopularniejszym przepisem na bazie dyni we Włoszech są tortelli dyniowe, charakterystyczne dla obszaru rozciągającego się od Ferrary aż po Reggio Emilia w regionie Emilia-Romagna, a na północy aż do Mantovy i Cremony.

Oczywiście istnieje wiele różnych odmian tortelli dyniowych, można ogólnie powiedzieć, że przemieszczając się ze wschodu na zachód wzdłuż prowincji na Via Emilia, nadzienie tortelli jest wzbogacane o co raz to inne składniki.

Podstawową wersją nadzienia do tortelli dyniowych jest ciasto na bazie dyni pieczonej w piekarniku, doprawionej solą, gałką muszkatołową i parmezanem. To jest przepis znany na obszarze Ferrary. Przemieszczając się w kierunku Modeny i Reggio Emilia, do ciasta zostaną dodane także pokruszone amaretti (ciasteczka na bazie migdałów), podczas gdy ruszając w kierunku północnym spostrzeżemy, że do ciasta została dodana musztarda.

Przepis najbardziej typowy i tradycyjny, znany w Modenie i Reggio Emilia:

Najpierw należy umyć dynię, odcinając zewnętrzną powłokę od wnętrza składającego się z włókien i nasion. Następnie należy podzielić na porcje 800 g miąższu z dyni, umieścić go na blasze do pieczenia i piec w temperaturze 190 stopni (bez dodatku przypraw) przez 20/25 minut, w zależności od rozmiarów kawałków. Pozwoli to na osuszenie dyni i usunięcie części wody z miąższu. Kiedy już kawałki dyni zostaną wyjęte z piekarnika, należy je dokładnie zmiksować za pomocą miksera. Do miąższu z dyni należy dodać szczyptę soli i gałki muszkatołowej, 100 g startego parmezanu i 100 g pokruszonych amaretti. Nasz farsz jest gotowy.

Podczas gdy dynia jest w piekarniku, należy przygotować ciasto z jajek w stylu Reggio Emilia. Moja mama, która urodziła się w Modenie, miała w zwyczaju przygotowywać je w tradycyjny sposób: 1 jajko, 100g mąki pszennej wymieszanej z semoliną, szczypta soli. Przepis ten zawsze się sprawdza, a w ten sposób można łatwo uzyskać ciasto o dużej zawartości protein. Na porcję dla 4 osób należy użyć 3 jajka i 300 g mąki. Po tym jak już osiągnie odpowiednią konsystencję (wymieszana ręcznie lub za pomocą odpowiedniej maszyny), należy wyciąć z niej kwadraty o boku mniej więcej 5 cm, na środku których należy umieścić po łyżeczce farszu dyniowego. Następnie należy chwycić jeden rożek i złożyć go po przekątnej, ściskając krawędzie, aby dobrze je zacisnąć. Po otrzymaniu takiego trójkąta z nadzieniem, należy chwycić dwie jego krawędzie i owinąć je ostrożnie wokół kciuka, a następnie złączyć ze sobą, tworząc pewien rodzaj pasa i otrzymując tym samym klasyczną formę tortelli.

Tortelli muszą poleżeć pół dnia w suchym miejscu. Następnie mogą zostać zamrożone i przygotowane dopiero, kiedy zajdzie taka potrzeba.

Należy gotować je przez 3 lub 4 minuty w gorącej wodzie, uważając, by woda nie gotowała się zbyt mocno, co mogłoby sprawić, że tortelli się rozpadną.

Na szczęście najlepszy sposób serwowania tortelli dyniowych jest jednocześnie tym najprostszym. Wystarczy zostawić je na trochę na patelni z rozgrzanym masłem, a następnie przyprawić i przyozdobić na talerzu tartym parmezanem.

Smacznego!

tłumaczenie pl: Kacper Skawina
foto: Sara Bolognini

Kiełki, mój domowy ogród

0

Przywiązuje się ogromną wagę do konieczności jedzenia pięciu porcji owoców i warzyw dziennie. Wszystko musi być świeże, sezonowe i do tego możliwie biologiczne… i najlepiej w pięciu różnych kolorach! Czy to możliwe? Do tego warzywa powinny być czyste, umyte, pokrojone i odpowiednio przygotowane. A dziś nikt nie ma przecież ani czasu ani ochoty, aby zużywać w kuchni wszystkie posiadane pokłady energii.  

Bez względu na to jakie są składniki potraw znajdujących się na naszych talerzach, kwestia jedzenia bezwzględnie wymaga przemyślenia kilku spraw. Obecnie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej powinniśmy zwracać szczególną uwagę na spożywaną żywność, aby stanowiła ona  nie tylko pokarm dla ciała, ale i dla ducha. Istotnym jest, aby znaleźć czas na… zakochanie się w gotowaniu, nie postrzegając go tylko jako czynności przygotowywania czegoś do jedzenia; warto nauczyć się najadać się z radością, a nie tylko nasycać głodny żołądek. Powiedzmy TAK przekonaniu, że gotowanie to nie obowiązek czy nuda, a sztuka, która odkryje przed nami magię etapów przemiany poszczególnych składników w coś wyjątkowego.

Mówiłam już wielokrotnie o tym, że jestem osobą, która docenia jakość, zdrowie, ale również praktyczność. Kiełki hodowane w domu są jednym z polecanych przeze mnie sposobów na: pośpiech, żywność przemysłową i tą jedzoną poza sezonem oraz na superfoods pochodzące z innej części świata. Kiełki są pyszne, łatwe w hodowli, tanie, gotowe w bardzo szybkim tempie, a do tego nie wymagają wiele uwagi i niosą ze sobą magię życia, które rodzi się pod naszym dachem i przede wszystkim pod czujnym okiem hodowcy!

Zacznijmy od właściwości odżywczych, których kiełki mają całe mnóstwo. Znajdziemy w nich wiele składników mineralnych, w tym oligominerały takie jak selen i cynk. Ponadto witaminy, kwas foliowy, przeciwutleniacze, a zwłaszcza chlorofil działający pobudzająco na krążenie, regenerację i dotlenienie krwi oraz wytwarzanie erytrocytów. Kiełki pomagają również w trawieniu pokarmu i lepszym przyswajaniu witaminy A.

Ponadto, enzymy i białka, które zapoczątkowują w organizmie reakcje chemiczne, ułatwiające trawienie i przyswajanie witamin i minerałów, są konieczne do prawidłowego utrzymania funkcji metabolicznych. Dlatego tak ważne jest, aby były zawsze obecne w diecie. Niestety proces gotowania w większości pozbawia przygotowywane potrawy cennych enzymów. Z pomocą przychodzą właśnie kiełki, które w połączeniu nawet z gotowanymi potrawami wzbogacą o nie nasz organizm.

Nasiona oraz kiełki mają na ogół bardzo wysoką wartość energetyczną, dużą ilość węglowodanów, które zamieniają się w cukry proste i są przyswajane w bardzo szybkim tempie. Są jednocześnie ubogie w tłuszcze, które są im potrzebne do kiełkowania. Sole mineralne i różne typy oligominerałów zawarte w nasionach, stają się w kiełkach o wiele łatwiej przyswajalne i bogate w aminokwasy. Poza tym, wraz ze wzrostem nasion, witaminy zwiększają w nich swoją ilość aż podwójnie w kiełkach, a nawet potrójnie w dojrzałych już roślinach! Różne rodzaje kiełków zawierają z kolei substancje przeciwnowotworowe, których nie znajdziemy jeszcze w zbyt młodych w nasionach.

Antyoksydanty i substancje oczyszczające zawarte w kiełkach wspierają układ odpornościowy, zapobiegają przedwczesnemu starzeniu się, skutecznie zwalczają osłabienie i stres. 

Jak dotąd nie sądzę, że bardzo was zaskoczyłam. Prawdziwy powód, dla którego tak bardzo lubię kiełki, to niesamowita wygoda i praktyczność. Jeśli stworzymy im odpowiednio wilgotne warunki, nasiona wykiełkują w kilka dni, po czym są od razu gotowe do spożycia, bez konieczności dodatkowego ich przygotowania.

Ciekawi? Przejdźmy do części praktycznej: jak otrzymać te cudotwórcze kiełki? Wszystko czego potrzebujemy, to nasiona w miarę możliwości biologiczne oraz wazon lub doniczka – ceramiczna lub ze szkła.

Jakich nasion użyć? Może się to wydać niewiarygodne, ale praktycznie wszystkie nasiona mogą nam posłużyć do hodowli kiełków. I nie chodzi tylko o rośliny oleiste (czyli len, sezam, dynia i słonecznik), ale i ziarna zbóż (ryż, jęczmień, gryka, proso, amarant) oraz rośliny strączkowe (dla przykładu soja, soczewica czy fasola mung). Przecież wszystkie rośliny rodzą się z nasion, czemu mielibyśmy o tym zapomnieć i w tym przypadku?

Istnieje cały wachlarz możliwości wyboru, z czego prawie wszystkie nasiona można znaleźć w supermarkecie. Tylko po niektóre, nieco mniej spotykane produkty, trzeba udać się do sklepu  ze zdrową żywnością. Ważną rzeczą, na którą trzeba zwrócić uwagę podczas zakupu jest stan nasion: aby wykiełkowały, nie mogą być obrane, ale całe i niepalone w żaden sposób.  

Każdy z kiełków ma swój specyficzny smak, który zazwyczaj przypomina ten dojrzałej już rośliny. Niektórym przypadnie on od razu do gustu, innym mniej. Warto jednak spróbować różnych połączeń, aż znajdziecie odpowiadający waszym kubkom smakowym mix. Dla zdrowia naprawdę się opłaca!

Na początek, najszybsze i najbardziej satysfakcjonujące efekty dają nasiona soczewicy (dowolnego rodzaju, pod warunkiem, że etykieta nie wskazuje na to, że są oczyszczone i obrane), fasoli mung (znana również jako Adzuki, znajdziemy je w sklepach z produktami biologicznymi) czy lucerny.

Kiedy już wybierzemy odpowiednie nasiona, umieśćmy je w dużej ilości wody przez całą noc lub na kilka godzin. Można pominąć ten krok, jednak zdecydowanie przyspieszy on kiełkowanie. Następnie wypłuczmy nasiona i włóżmy do przygotowanego wcześniej pojemnika, wazonu lub miski, wypełniając je kilkoma milimetrami wody. Nasiona muszą być mokre, ale nie zanurzone w całości! Powtórzmy ten proces raz lub dwa razy dziennie. Dostarczenie wody uchroni nasiona przez pleśnią, a jej minimalny nadmiar stworzy odpowiednie warunki wilgoci do kiełkowania. 

Najpierw dostrzeżecie pierwsze pęknięcia na zewnętrznej powłoce ziaren – wyrośnie z nich zielony listek z łodyżką, która będzie wówczas zwiększała swój rozmiar w zawrotnym tempie. Po kilku dniach kiełki będą już gotowe do spożycia.

Wskazane jest, aby dwa pierwsze dni przechowywać nasiona najlepiej w ciemnym miejscu z dostępem powietrza – wystarczy przykryć je ściereczką. Kiedy łodyżki będą wystarczająco długie, można będzie umieścić je w lodówce, aby zatrzymać proces kiełkowania. Kiedy będzie odpowiednia pora na ich spożycie? Wszystko zależy od nas i od naszych preferencji. Pamiętajmy, że kiełki zmieniają smak wraz ze wzrostem. Próbujmy ich w różnych dniach, a na pewno znajdziemy ten odpowiedni dla naszych kubków smakowych.

Wszyscy pytają mnie, czy każdy kiełek należy obierać. Absolutnie nie! Nie tylko wnętrze, ale i skórka bogata jest we wszystkie wspomniane już wcześniej składniki odżywcze, bardzo pozytywnie wpływające na działanie naszego organizmu.

Jeśli zabawa w hodowlę kiełków w domowym ogrodzie wystarczająco wam się spodoba, pamiętajcie, że na rynku dostępne są także specjalne kiełkownice w przystępnych cenach. Czym są kiełkownice? To specjalne naczynie przeznaczone do hodowli nawet kilku różnych rodzajów kiełków, wyposażone w otwory odpływowe wody, dzięki którym czynności związane z nawadnianiem kiełków staną się jeszcze łatwiejsze i przyjemniejsze.  

Najbardziej specyficzny smak mają kiełki gryki (są słodkie, bogate w potas, wapń i witaminy z grupy B), rukoli, pora, sezamu (w trzecim dniu kiełkowania sezam staje się gorzki!), rzodkiewki i gorczycy (są ostre!).

Jedyne kiełki, które nie są polecane do samodzielnej hodowli w domu to m.in. ziemniaki, pomidory, bakłażan i papryka. Dlaczego? Powyższe nasiona podczas kiełkowania wytwarzają toksyczną substancję o nazwie solanina. Mogą też częściej pleśnieć.

Podsumowując, kiełki to doskonały składnik potraw o pozytywnym działaniu dla naszego organizmu. Jedzmy je na surowo, jako dodatek do sałatek oraz kanapek lub prażone na patelni. Smacznego!

www.tizianacremesini.it

Macie pytania dotyczące odżywiania? Piszcie na info@tizianacremesini.it i postaram się odpowiedzieć na łamach tej rubryki!

tłumaczenie pl: Iwona Żabowska