Slide
Slide
Slide
banner Gazzetta Italia_1068x155
Bottegas_baner
baner_big
Studio_SE_1068x155 ver 2
Baner Gazetta Italia 1068x155_Baner 1068x155
ADALBERTS gazetta italia 1068x155
FA-1013-Raffaello_GazettaItalia_1068x155_v1

Strona główna Blog Strona 35

Pode mną, nade mną, przede mną…

0

Opracowanie przez dr Silvię Bruni wyboru powysiedleńczej poezji łemkowskiej, jaki dostępny będzie dzięki jej świetnym przekładom czytelnikowi włoskiemu, jest dla mnie nie tylko ważne kulturowo, ale też niesie dużą satysfakcję i radość z powodu zaistnienia naszego świata wrażliwości w innym otoczeniu odbiorczym. Jest oczywiste, że jako badaczka, propagatorka i twórczyni literatury łemkowskiej, przyklasnęłam pomysłowi wydania tomu z wierszami łemkowskimi przetłumaczonymi na język włoski i starałam się pomóc w miarę możliwości autorce pomysłu w jego zrealizowaniu. Cieszy mnie i wyobraźniowo inspiruje czytelnik, który biorąc do ręki niniejszy tomik przeniesie się w świat dla niego zapewne egzotyczny, ale też poniekąd bliski, bo wierzę że każdy, kto czyta poezję, jest obdarzony swoistą intuicją wyczuloną na obrazy i metafory oraz cechuje się głęboką empatią w przyjmowaniu Innego.

Przeniesie się w nasz świat, niełatwy, głęboko wstrząśnięty, a równocześnie łagodny i zanurzony w życie, jakie nieprzerwanie trwa w przyrodzie i micie. Witając go w tym świecie, chcę na progu poetyckiej wędrówki nakreślić kilka słów wtajemniczenia w duchową stronę naszej liryki, by próg przekroczył uważnie, z poczuciem, że iść warto, bo ścieżki nie są wydeptane i dostępne wszystkim, czekają na wrażliwych wędrowców, lubiących podążać w odległe od tras zakątki, czekające na odkrycie i subtelne z nimi spotkanie.

Jeśli by znane derridiańskie pytanie Czym jest poezja postawić wobec powysiedleńczej poezji łemkowskiej, jedna z pierwszych odpowiedzi brzmiałaby – zmaganiem się, co tym samym rozwija proces pytania o ciąg dalszy, dopełniający, nie urwany, zamykający i otwierający jednocześnie. Echem bowiem zmagania się będzie w tym przypadku niedokonanie – słowo głębokie jak rzeczywistość, ambiwalentne jak życie, z rozbudowaną rodziną semantyczną, gdzie konać stoi obok dokonać, ale też skończyć, kontynuować, konstruować. Istotą w tych znaczeniach jest kontynuacyjne dokonywanie, konstruowanie. Kiedy pojawia się ono z partykułą zaprzeczającą „nie”, jest to sygnał, iż nastąpiło jakieś pęknięcie, szczelina, przerwa w procesie trwania i życia. Istotnie, świat łemkowski przed ponad siedemdziesięciu laty doświadczył takiego pęknięcia i dla wszystkich twórców prezentowanych w tym tomie jest ono rzeczywistością pierwszą, jakiej doświadczają i niezbywalną, przenikającą do świadomości, pomimo, że oswojoną. W latach 1945-1947 przestała bowiem istnieć kraina zasiedlona przez ludzi, jacy zakorzenili się w łagodnych i pięknych górach zwanych Beskidem Niskim i tu stworzyli swoje uniwersum – ojczyznę, ojczystość, Łemkowynę. Bezwzględna polityka unifikacyjna, zwalczając różnorodność kulturową, wykorzeniała rdzenne społeczności różnymi sposobami. Łemków spotkała jedna z najostrzejszych form – całkowite wysiedlenie z ich rodzimych gór i rozproszenie na obszarach Ukrainy bądź na poniemieckich obszarach włączonych w granice Polski. Zaplanowana w ten sposób asymilacja przyniosła widoczne i zaawansowane efekty, nie osiągnęła jednak pełnej skuteczności.

Tu właśnie dotykamy bezpośrednio owego zmagania się. Poezja nie tylko najgłębiej, najbardziej dojmująco potrafi określić stan rzeczywistości łemkowskiej, ale też w swej performatywnej mocy stać się oporem wobec zanikania. Każda społeczność doświadczająca dyslokacji, przemieszczenia, musi stworzyć mit reinwencyjny, opowiedzieć, wyrazić siebie na nowo, w micie, narracji. Łemkowską reinwencję buduje w głównej mierze liryka, jaka wobec niechcianej dyslokacji tworzy symboliczną negację. To za jej sprawą ziemie, na które przesiedlono Łemków, do chwili obecnej określane są jako obczyzna (чужына). Podstawową figurą owej negacji jest opozycja Łemkowyna = sacrum wobec obczyzny = profanum.

Wszyscy z prezentowanych w tym tomiku poetów należą do nurtu, który określiłam jako nurt łemkowskiej autoprezentacji, gdyż przekraczają oni barierę ochronnej izolacji, otwierając się na czytelnika zewnętrznego i odzyskując dla Łemkowyny czas przyszły. Wszyscy żyją i tworzą na ziemiach rdzennych, na które świadomie powrócili z wygnania, codziennie konfrontując się z efektami wykorzenienia w płaszczyźnie społecznej i efektami trwałości w płaszczyźnie natury. To daje im moc i śmiałość otwarcia. Dlatego też to, co w wierszach dotyka porządku historycznego, jest napiętnowane traumą, bólem, świadomością zdewastowania, rujnowania. Natomiast to, co odnosi się do ziemi, do natury, ale też do ducha i woli przodków, jest trwałe, niezniszczalne, odradzające. Nazywam zatem poezję łemkowską poezją bólu, ale też poezją odbudowywania domu. Jej paradygmatem jest etos trwania. Wgłębia się ona, a wraz z nią jej czytelnicy, w tradycyjne pokłady kulturowe, gdzie znaki orientacji wyznaczane były mądrością i wyobraźnią folklorową, a jednocześnie podąża w jutro Łemkowyny. Zostało ono swoiście zaklęte w słowie „będzie”, jak u Pawła Stefanowskiego; w prezentacji odrodzenia „oto dom mój nowy / własny jak oddech”, jak u Grabana; pragnieniu, jak u Murianki; nadziei, jak w moich wierszach. Wiersze wzruszają, ale też skłaniają do głębokiej zadumy. Dysonans, pęknięcie przeważa nad harmonią i scaleniem. Podskórnym nurtem wciąż płynie pytanie jak podążać, „jak ma być, żeby było lepiej”.

Takie jest moje spojrzenie, zaangażowanego wewnętrznego uczestnika procesu zmagania się. Część wierszy dojmująco wyrażająca wskazane powyżej dążenia znalazła się w tym tomiku za moją sugestią i wskazówkami. Trochę inną ścieżka odkrywania poszła autorka całości projektu, Silvia Bruni. Poszukiwała ona w tej poezji czegoś, co dla niej zarówno wyrażało Łemkowynę taką, jakiej doświadczyła przez opowiadania, obrazy, bezpośredni wreszcie kontakt pejzażowy, a jednocześnie było artystycznym wyrazem wrażliwości indywidualnej poszczególnych poetów. Dla mnie jej spojrzenie jest bardzo cenne, bo pozwala odciążyć wiersze od obligacji, jaką sama w sobie niosę, uzyskać zwierciadło odbijające inne refleksy niż te rozszczepione pęknięciem, niespodziewanie zobaczyć scalone punkty obrazu artystycznego i duchowego. Z tej perspektywy okazuje się, iż osobowości twórcze reprezentatywnych poetów wypełniają, dopełniają się innym spojrzeniem, nic nie tracąc na wartości, nie zmieniając waloru, pogłębiając go tylko.

Zatem Paweł Stefanowski, który pod moim dyskursywnym piórem istniał jako najbardziej deklaratywny, manifestacyjny, a jednocześnie narratywizujący poeta – on to bowiem jako pierwszy upominał się o Łemków i ich prawo do bycia ludźmi, odczuwając, że powinien opowiedzieć, wyjaśnić, udowodnić „jak było, jak jest” i jak „być musi” – w oczach Silvii Bruni ujawnia się jako subtelny wyraziciel uczuć do kobiety i pragnienia jej bliskości.

Petro Murianka, który obdarza nas nabrzmiałą emocjami aż do bólu liryką patriotyczną, przez Silvię Bruni został przedstawiony też jako gwałtownie wyrażający porywy uczuć w liryce miłosnej. Władysław Graban, niezwykle wrażliwy na piękno i rytm przyrody pozostaje tak w moich jak i autorki przekładów oczach poetą jedności kosmicznej, pulsującej witalności, drżenia wzruszeń i wiatru, który porusza tak życie, jak i historię.

Stefania Trochanowska również niepodzielna w kobiecej ulotności, sensualnym wchłanianiu uniesień bliskich naturze, zadumie, lakoniczności i esencjalnym puentowaniu sensów, w wyborze Bruni zaistniała w podobnym zakresie jak ten, który pochodził by ode mnie.

Wreszcie moje podążanie wertykalne w wyborze do niniejszego tomu zostało zróżnicowane i rozszczepione na wiązki filozoficzne, igraszki językowe, esencję zaprzeczenia i ciągłe pogłębianie myśli w kolistym, nieprzerwanym ruchu. Wybór ten nieco inaczej rozłożył akcenty niż ten, który byłyby moją autoprezentacją.

Tym sposobem w niniejszym tomiku połączone zostały perspektywy: wewnętrzna – twórcza, badawcza, tożsamościowa i zewnętrzna – czytelnicza, estetyczna, uniwersalizująca. Uważam, że Silvia Bruni zrobiła wszystko, by czytelnikowi włoskiemu udostępnić w możliwie pełnym wymiarze nasz świat, zapewne odległy, ale też, wierzę, bliski i poruszający w swoim dążeniu autoprezentacyjnym i w woli trwania. Serdecznie jej dziękuję za pomysł, wytrwałą jego realizację i wspaniały efekt, jaki cieszy i wzrusza. Mam nadzieję, że te odczucia staną się także udziałem przyszłych czytelników.

***

Czytam, żyję lepiej to rubryka prowadzona przez Krystynę Juszkiewicz-Mydlarz, właścicielkę Księgarni Italicus w Krakowie, która działa nieprzerwanie od 1991 roku, początkowo jako sklep wysyłkowy, a obecnie jako księgarnia (również online) i kawiarnia. Italicus ma w swojej ofercie ponad 2 tysiące tytułów, w tym najważniejsze włoskie podręczniki do nauki i nauczania języka włoskiego, klasycznych i współczesnych autorów literatury włoskiej, w języku oryginalnym i w polskim przekładzie, oraz polskich autorów przetłumaczonych na język włoski.

Wielkie święto dla dzieci ukraińskich w Łowiczu

0
DCIM101MEDIADJI_0692.JPG

Od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę włoska firma Partnerspol Group udostępnia dla uciekających przed wojną swój hotel w Łowiczu, w którym już wcześniej przebywały Ukrainki pracujące w Polsce.

Solidarność z matkami i dziećmi, dzięki której organizowane są kursy językowe, sale wykorzystywane do nauki i gier, wycieczki na basen i różne inne zajęcia, została wzbogacona o piękne wydarzenie z okazji Dnia Matki, które na Ukrainie, podobnie jak we Włoszech, obchodzone jest w drugą niedzielę maja. Sto dziewcząt i chłopców w wieku od 4 do 17 lat przygotowało pod kierunkiem Tatiany Safiulliny, która od 14 lat jest dyrektorem centrum edukacyjnego dla dzieci i młodzieży w mieście Chmielnicki w Ukrainie, intensywny program występów, zwłaszcza śpiewu, który zaangażował wielu gości hotelu. W pokazie wzięły również udział łódzkie piosenkarki Maja Ciesielska i Patrycja Kierzkowska. Wśród licznie zgromadzonej publiczności, złożonej z rodzin dzieci, znaleźli się oczywiście właściciele Grupy Partnerspol Umberto Magrini i Riccardo Caruso, prezydent Łowicza Krzysztof Kaliński, starosta łowicki, Marcin Kosiorek oraz studenci Uniwersytetu Łowickiego trzeciego wieku, którzy prowadzą lekcje języka polskiego dla ukraińskich dzieci. W wydarzeniu wzięli również udział Francesco Paolo Montefusco i Olga Młynarska z Lions Club Warszawa Centrum, którzy przynieśli prezenty dla dzieci i założyli w hotelu małą bibliotekę dla uchodźców.

tłumaczenie pl: Agata Pachucy

Krem bawarski z truskawkami i owocami leśnymi

0

Składniki:
250 g truskawek
150 g cukru
5 g żelatyny w listkach
250 ml śmietany

Składniki do galaretki z owoców leśnych:
150 g owoców leśnych (jagody, jeżyny, maliny)
70 g drobnego cukru
4 g żelatyny w listkach
1 łyżka soku z limonki

Przygotowanie:
Przygotowujemy najpierw silikonową formę na krem bawarski lub kilka pojedynczych foremek. Pierwszą rzeczą będzie przygotowanie galaretki z owoców leśnych. Miksujemy owoce mikserem lub blenderem i przelewamy je przez sitko, aby pozbyć się pestek. Część uzyskanego przecieru podgrzewamy w mikrofalówce lub garnuszku z 50 g cukru. Gdy jest jeszcze ciepły, dodajemy żelatynę namoczoną przez 5 minut w zimnej wodzie, a następnie wyciskamy ją i roztapiamy mieszając. Dodajemy pozostałe 20 g cukru oraz sok z limonki.

Wlewamy galaretkę do silikonowych foremek do 3/4 mm pojemności, a następnie wkładamy je do zamrażarki, aby przygotować w tym czasie krem bawarski.

Miksujemy truskawki, część podgrzewamy z cukrem i dodajemy żelatynę przygotowaną tak jak wcześniej. Mieszamy a następnie dodajemy resztę zmiksowanych truskawek i pozostawiamy do ostygnięcia w temperaturze pokojowej.

W tym czasie ubijamy śmietanę aż stanie się puszysta i łączymy ją z odstawioną wcześniej masą, mieszając od dołu do góry łopatką. Bierzemy ponownie silikonowe foremki i za pomocą rękawa cukierniczego lub łyżki dodajemy do nich krem i wkładamy do zamrażarki. Wyjmujemy zamrożony krem z foremek i wkładamy go do lodówki. Danie serwujemy z dodatkiem różowych makaroników bądź truskawki przeciętej na pół.

tłumaczenie pl: Anna Dabrowska

Polski dzień na 34-tych międzynarodowych targach SANA w Bolonii

0

FOCUS DAY POLONIA: relacje polsko włoskie – wyzwania i możliwości

Podczas 34-tej edycji targów produktów organicznych i naturalnych Sana w Bolonii Polska Izba Biznesowa we Włoszech CAPI wraz z Targami w Krakowie miały okazję przedstawić Polskę międzynarodowym firmom z branży kosmetycznej i żywnościowej.

W dniach od 8 do 11 września na stoisku CAPI PIBW ( pawilon 29 stoisko B59) odbyło się wiele spotkań B2B, w tym też te z udziałem polskich firm kosmetycznych Ava Cosmetic Laboratory, Yappco i Senelle.

W sobotę, 10 września na największym targowym miejscu – OPEN THEATRE ( gdzie dwa dni wcześniej nastąpiło oficjalne otwarcie targów) odbyła się konferencja FOCUS DAY POLONIA, relacje polsko-włoskie: wyzwania i możliwości. Jej organizator, Polska Izba Biznesowa we Włoszech CAPI pokazała nasz kraj jako interesujący tak turystycznie, jak i biznesowo.

Po przekazaniu pozdrowień od Honorowego Konsula RP w Bolonii Pasquale Laurenzano, moderująca wydarzenie Ewa Trzcińska, prezes CAPI powiedziała:

– Dziś Polska utrzymuje stosunki handlowe z ponad 200 krajami na całym świecie, Włochy są bardzo ważnym partnerem Polski. Większa wiedza oznacza również większą świadomość tego, co można wspólnie zrobić z przemysłowego i handlowego punktu widzenia. Żyjemy w szczególnym okresie, zdominowanym przez pandemię, a w ostatnich miesiącach przez wojnę na Ukrainie, która spowolniła światową gospodarkę, ale trendy się nie zmieniają – globalna ekspansja firm nie zatrzymuje się, jedynie ewentualnie spowalnia

Konferencja miała na celu pokazanie Polski jako atrakcyjnego partnera z punktu widzenia gospodarczego, ale też jako turystycznego. Tę ostatnią rolę idealnie wypełniła prezentacja Barbary Minczewa, dyrektor włoskiego oddziału Polskiej Organizacji Turystycznej, która w magiczny sposób przedstawiła nasz kraj. Wcześniej CAPI postarało się aby u każdego wystawcy na stoisku pojawiły się przekazana przez POT katalogi przedstawiające Polskę, podobnie jak w centrum prasowym czy tuż przed wejściem na samą konferencję.

„Produkty naturalne: perspektywa rynku polskiego” to tytuł wystąpienia Agnieszki Szymeckiej – Wesołowskiej, FOOD LAW Centrum Prawa Żywnościowego, która w bardzo interesujący sposób przedstawiła perspektywę polskiego rynku produktów naturalnych.


O tym, jak trudno jest wprowadzić na rynek włoski produkty kosmetyczne z innych krajów powiedziała Jenny Zannoni, Brazzale Distribuzion, od kilku lat z powodzeniem reprezentująca w Italii polską markę RESIBO. Włosi znani są z przywiązania do rodzimych
marek, do wysokiej jakości ale także do estetyki opakowań. Polskie marki nie boją się wyzwań i mają odpowiednie doświadczenie tak w rodzimym kraju jak i na innych rynkach, aby zawalczyć też i w Italii, o czym świadczyło interesujące wystąpienie Agnieszki Piotrowskiej, Ava Cosmetic Laboratory.

„Sukces zaczyna się od spotkania” – tak swoje wystąpienie zatytułowała prezes Targów w Krakowie, Grażyna Grabowska zapraszając do Krakowa ( miasta 1800 restauracji i 190 hoteli, miasta docenionego przez UNESCO) i na same targi, przedstawiając bogaty program eventowy swojej firmy.

Agnieszka Gorzkowska, wiceprezes PIBW CAPI, nawiązując do wystąpień swoich poprzedniczek pokazała w jaki sposób Izba może wesprzeć włoskie i nie tylko firmy w wejściu na rynek polski, bo jak ważny jest doświadczony partner nikogo nie trzeba przekonywać.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni, że pierwsza w 34-letniej tradycji targów SANA konferencja poświęcona relacjom polsko-włoskim, możliwościom i wyzwaniom wzbudziła tak duże zainteresowanie. Chciałabym powiedzieć, że jako Izba planujemy już następne wydarzenia – podsumowała Ewa Trzcińska, moderatorka konferencji, dziękując tak przybyłym gościom ( tu w szczególności profesor Uniwersytetu Bolońskiego Carli Faralli ) jak i organizatorom (Claudia Castello i Carolina d’Alessandro), a Agnieszka Gorzkowska dodała:

– Mawia się, że Włochy są rynkiem dla najlepszych. Włochy to rynek dojrzały, w wielu sektorach nadal chłonny, ale wymagający odpowiedniego przygotowania i odpowiedniej strategii, które my jako Izba możemy zapewnić.

Zdjęcia: Aneta Malinowska

Truskawki: fałszywe owoce pełne niespodzianek

0
Stacked from 22 images

Słodkie, pachnące, jaskrawo czerwone: niech podniesie rękę ten, kto nie lubi truskawek! Jestem prawie pewna, że nikt z was ręki nie podniósł, ponieważ jeśli chodzi o słodkość to raczej jedynie czereśnie są w stanie dorównać truskawkom. Truskawki są tak uwielbianym owocem, że mają nawet własne muzea: pierwsze muzeum truskawki znajduje się w Wépion, w Belgii, zostało założone w latach siedemdziesiątych i jest uwielbiane przez turystów z całego świata. W 2017 we Włoszech, w mieście Parete, w prowincji Caserty, w starożytnych pomieszczeniach pałacu książęcego też powstało muzeum dedykowane truskawkom. Muzeum liczy sobie pięć sal inspirowanych różnymi motywami, między innymi botaniką i żywieniem, lecz także ekonomią, historią, sztuką i reklamą.

A gdybym wam powiedziała, że mimo tej sławy i tylu miłośników truskawki są owocem… fałszywym? Tak właśnie jest, lecz to jedynie kwestia terminologii: w botanice prawdziwymi owocami są tylko takie, które rozwijają się w jajniku, czyli w żeńskim układzie rozrodczym kwiatu. Wiele roślin ewoluowało jednak w inny sposób i owoce mogą wywodzić się z różnych części kwiatu, w takich przypadkach mówimy o fałszywych owocach. Innymi przykładami fałszywych owoców są jabłka (gdzie prawdziwy owoc składa się z gniazda nasiennego, który jest normalnie odrzucany) i owoce zbiorcze, składające się z wielu małych owoców połączonych w jedną całość, takie jak jeżyny, figi i nasze truskawki. Patrząc na powierzchnię truskawki, widać, że jest ona pokryta wieloma maleńkimi czarnymi nasionami, niełupkami: tylko one są w rzeczywistości prawdziwymi owocami rośliny, zgrupowanymi razem w miąższu, który tak bardzo lubimy.

Truskawki nie są więc prawdziwym owocem i nie są jagodami mimo tego, że angielskie tłumaczenie „strawberry” może wprowadzać w błąd (berry po angielsku znaczy jagoda). Zgodnie z botaniką, jagody są owocem, który ukrywa nasiona wewnątrz miąższu, tak jak na przykład kiwi lub pomidor. Truskawki nie są prawdziwym owocem, nie są jagodami, a co jeszcze ciekawsze: należą do rodziny Rosaceae, a zatem są blisko spokrewnione z różami. Na dodatek, nie wszystkie truskawki są czerwone: istnieją również odmiany albinosów. Tak jest na przykład w przypadku Pineberry, znanej jako truskawka ananasowa, pochodzącej z Chile, która jest biała z czerwonymi nasionami. Owoc pełen niespodzianek!

Z żywieniowego punktu widzenia truskawki zawierają wiele ważnych elementów, dlatego uważa się je za „superfood”, czyli produkt wyjątkowo dobry dla zdrowia: mało kalorii, bogate w wodę, błonnik i flawonoidy przeciwutleniające, magnez, wapń, potas i witaminę C, o właściwościach moczopędnych i sycących.

Truskawki Są dobre dla linii, nie tylko dlatego, że zawierają tylko 5,3 g węglowodanów w 100 g (banan zawiera ich aż 60), ale także dlatego, że zawarte w nich przeciwutleniacze zwiększają produkcję adiponektyny, hormonu, który stymuluje metabolizm i zmniejsza apetyt, a także kontroluje poziom cukru we krwi zapobiegając cukrzycy i tworzeniu się tłuszczu w jamie brzusznej.

Są również dobre dla serca, ponieważ są w stanie regulować poziom cholesterolu we krwi i obniżać jej ciśnienie skutecznym działaniem przeciwutleniającym i przeciwzapalnym. Są również bardzo bogate w witaminę C: 58 gramów na porcję 100 g, więcej niż w pomarańczach, a niewiele owoców wystarcza na pokrycie dziennego zapotrzebowania, które wynosi 60 g.

Zawierają również ksylitol, substancję, która zapobiega tworzeniu się płytki nazębnej i zabija zarazki odpowiedzialne za nieświeży oddech. Truskawki Idealnie nadają się zatem na pyszny i lekki deser po posiłku.

Podobnie jak wszystkie owoce i warzywa, aby lepiej docenić ich smak i zalety, ważne jest,

aby spożywać truskawki w sezonie, a więc wiosną i latem, mimo tego że są na rynku praktycznie przez cały rok. Mogą gościć na naszym stole kilka razy w tygodniu, nawet codziennie, a ich wszechstronność sprawia, że nadają się zarówno do słodkich, jak i słonych przepisów, na surowo, lecz także gotowane.

Doskonale nadadzą się do wszystkich rodzajów deserów jako dekoracja lub nadzienie: na przykład do letniej wersji tradycyjnego Tiramisu lub jako nadzienie do kruchego ciasta. Słodkie i delikatne, są doskonałym składnikiem do sałatek, na przykład z rukolą, surowymi pieczarkami i sokiem z cytryny. W połączeniu z surowym szpinakiem, grecką fetą i liśćmi mięty, świetnie sprawdzą się jako przystawka.

Truskawki mogą też być idealnym nadzieniem do piadiny i kanapek.

Na niesamowitą kolację spróbuj risotto z truskawkami i białym winem. Aromatyczne truskawki należy oczyścić z szypułki, posiekać i dodać do risotto dopiero w ostatnich minutach gotowania w ten sposób zachowane zostaną cały zapach i słodycz.

Zaufaj swojej wyobraźni i eksperymentuj z wieloma innymi przepisami: jeśli chcesz, wyślij mi zdjęcia swoich przepisów z truskawkami!

Macie pytania dotyczące odżywiania? Piszcie na info@tizianacremesini.it, a postaram się na nie odpowiedzieć na łamach tej rubryki!

tłumaczenie pl: Weronika Rosół

***

Tiziana Cremesini, absolwentka Neuropatii w Instytucie Medycyny Globalnej w Padwie. Uczęszczała do Szkoły Interakcji Człowiek-Zwierzę, gdzie zdobyła kwalifikacje osoby odpowiedzialnej za zooterapię wspomagającą. Łączy w tej działalności swoje dwie pasje – wspomaganie terapeutyczne i poprawianie relacji między człowiekiem i otaczającym go środowiskiem. W 2011 wygrała literacką nagrodę “Firenze per le culture e di pace” upamiętniającą Tiziano Terzani. Obecnie uczęszcza na zajęcia z Nauk i Technologii dla Środowiska i Natury na Uniwersytecie w Trieście. Autorka dwóch książek: “Emozioni animali e fiori di Bach” (2013) i “Ricette vegan per negati” (2020). Współpracuje z Gazzetta Italia od 2015 roku, tworząc rubrykę “Jesteśmy tym, co jemy”. Więcej informacji znajdziecie na stronie www.tizianacremesini.it

Klub Włoskiej Kultury w Jeleniej Górze

0

Klub Włoskiej Kultury w Jeleniej Górze działający przy Fundacji Maxibene pod Patronatem Włoskiego Instytutu Kultury w Krakowie, w dniu 4 czerwca 2022 zorganizował  spotkanie na cześć 76. Narodowego Święta Republiki Włoskiej, które obchodzono 2 czerwca 2022.  Miejscem spotkanie była Galeria Izerska w pięknym poewangelickim kościele zaadoptowanym do działań kulturalnych i udostępnionym nam już po raz drugi przez dyrektora obiektu Adama Spolnika. Pasjonaci Włoch i wspólnicy klubu za każdym razem chętnie się spotykają przy suto zastawionym stole dobrego włoskiego jedzenia tematycznego z regionów, tym razem na  stole  gościła Puglia, przygotowana osobiście przez wielką miłośniczkę Italii, która  40 latach życia w Itali, osiedliła się na karkonoskiej  ziemi, nie tracąc, a wręcz kultywując  atmosferę włoską, która wtargnęła jej do serca i krwi, i tak  założyła Klub Włoski.  Izabela Zobel (prezes i założyciel  Klubu Włoskiego)  sprowadza na spotkania  produkty z Itali łącznie z winem.

Na spotkaniu nie zabrakło pieśni włoskich, a  zostały wykonane przez tegoroczna absolwentkę  Muzycznej Szkoły w Jeleniej Gorze, obiecującą sopranistkę Karolinę Bielecką,  oraz diwę ukraińskiej sceny klasycznej z Równe, Sopran Proff. Natalia Faryna po koncertach w Italii specjalnie przyjechała, ażeby wystąpić dla naszego towarzystwa pasjonatów Italii. Akompaniament: Marcin Kostrzewski. Gitara oraz pianino Artur Rulewski. Nie zabrakło wśród nas również gości takich jak Hubert Papaj, Dyrektor KARR i organizator koncertow dla Młodzieży, przedstawicieli Dyrekcji Szkoły Muzycznej, przedstawicieli Filharmonii Dolnośląskiej, prezydenta Rotary Club Jelenia Gora, Zbigniewa Byczko (również członka klubu i vice prezesa)  oraz nestorów kultury uwielbiających Italię.

Nasze spotkania mają na celu rozpowszechnianie kultury włoskiej i podtrzymywanie tradycji, która dla mnie ma bardzo wielką wartość, najpiękniejszą na świecie. Dziękujemy, że Italia jest taka piękna i od tysięcy lat jest nestorem kultury na świecie, a ludzie są wspaniali.

Historia pewnej kolekcjonerki

0
Peggy Guggenheim w hallu wejściowym Palazzo Venier dei Leoni obok Maski Yoka (Nimba) będącej częścią jej kolekcji rzeźb afrykańskich, Wenecja, lata 60-te, Fundacja Solomona R. Guggenheima. Z archiwum CameraphotoEpoche. Dar Cassa di Risparmio di Venezia, 2005

Peggy Guggenheim urodziła się 26 sierpnia 1898 roku w Nowym Jorku, ze związku Benjamina Guggenheima i Florette Seligman. Benjamin Guggenheim (który w kwietniu 1912 roku umiera w katastrofie Titanica), przyczynia się do stworzenia, pod koniec XIX wieku, wraz z ojcem Meyerem (pochodzenia szwajcarskiego) i siedmioma braćmi, imperium finansowego opierającego się na górnictwie. Seligmanowie są natomiast ważnym rodem bankierów.

Peggy dorasta w Nowym Jorku, a w 1921 zaczyna podróżować po Europie. Dzięki Laurence’owi Vailowi (pierwszemu mężowi i ojcu dwójki dzieci: Sindbada i Pegeen, przyszłej malarki), Peggy dość szybko trafia do samego serca życia paryskiej cyganerii, wraz z częścią amerykańskiego społeczeństwa ekspatriantów i wieloma znanymi wówczas artystami, jak Constantin Brancusi, Djuna Barnes czy Marcel Duchamp, którzy następnie zostali jej przyjaciółmi.

W 1938 roku, zachęcana przez przyjaciółkę Peggy Waldman, Guggenheim otwiera

Peggy Guggenheim w kolczykach wykonanych dla niej przez Alexandra Caldera, lata 50-te

galerię sztuki w Londynie, którą inauguruje wystawą prac Jeana Cocteau, po której następuje osobista premiera Wasilija Kandinsky’ego w Anglii. W 1939 roku, zmęczona galerią, Peggy decyduje się „otworzyć muzeum  sztuki współczesnej w Londynie” ze swoim przyjacielem Herbertem Readem, jego późniejszym dyrektorem. Muzeum miało podążać ścieżką historyczną, natomiast kolekcja miała opierać się na liście artystów sporządzonej przez Readego, a później uzupełnionej przez Duchampa i Nellie van Doesburg. Między 1939 a 1940 Peggy nabywa prace do przyszłego muzeum, postanawiając sobie „zakup jednego obrazu dziennie.” To właśnie wtedy zostają zakupione niektóre z arcydzieł kolekcji, takie jak dzieła Francisa Picabia, Georges’a Braque, Salvadora Dalego i Pieta Mondriana. Peggy zaskakuje Fernanda Légera kupując jego Uomini in città w dzień, w którym Hitler atakuje Norwegię, a Uccello nello spazio Brancusiego, gdy Niemcy wkraczają do Paryża.

W lipcu 1941 Peggy opuszcza okupowaną przez nazistów Francję i powraca do Stanów Zjednoczonych  razem  z Maxem Ernstem, który kilka miesięcy później zostaje jej drugim mężem (rozwodzą się w 1943 roku). Podczas gdy Ernest dokonuje zakupu dzieł do swojej kolekcji, Peggy poszukuje nowej lokalizacji na muzeum. W październiku 1942 roku otwiera muzeum-galerię sztuki Art of This Century przy 57° ulicy w Nowym Jorku. Przywołując wieczór otwarcia, Peggy pisze: „Założyłam jeden kolczyk Tanguya, a drugi Caldera, aby pokazać moją bezstronność między surrealizmem i abstrakcjonizmem”. Galeria wystawia jej kolekcję sztuki kubizmu, abstrakcjonizmu i surrealizmu, tę która dziś prezentowana jest w dużej mierze w, Wenecji. W 1947 roku Peggy powraca do Europy. W 1948 roku jej kolekcja zostaje przedstawiona podczas pierwszego powojennego Biennale w Wenecji. To właśnie w Wenecji nabywa Palazzo Venier dei Leoni nad Canal Grande, gdzie się przenosi i udostępnia swoją kolekcję dla publiczności, rozpoczynając w 1949 roku wystawą rzeźb w ogrodzie. W ciągu trzydziestu lat spędzonych w Wenecji, Peggy nadal kolekcjonuje dzieła sztuki oraz wspiera takich artystów jak Edmondo Bacci i Tancredi Parmeggiani, zapoznanego w 1951 roku. W 1962 roku zostaje mianowana Honorowym Obywatelem Miasta Wenecji.

W 1969 roku nowojorskie Muzeum Solomona R. Guggenheima zaprasza ją do wystawienia swoich zbiorów, w siedzibie w słynnej spiralnej budowli zaprojektowanej przez Franka Lloyda przy Fifth Avenue.

Peggy umiera 23 grudnia 1979 roku, w wieku 81 lat. Jej prochy zostają pochowane w ogrodzie Palazzo Venier dei Leoni, w pobliżu miejsca, gdzie żegnała swoje ukochane psy. Po śmierci Peggy, Fundacja Solomona R. Guggenheima została właścicielem budynku i powiększyła jej dom, przekształcając go w jedno z najbardziej fascynujących muzeów sztuki współczesnej na świecie.

„…kochałam Europę bardziej niż  Amerykę, a po zakończeniu wojny czułam, że koniecznie muszę wrócić … Podczas podróży postanowiłam, że Wenecja będzie moją przyszłą ojczyzną” – Peggy Guggenheim

Tłumaczenie pl: Amelia Cabaj

SANA w Bolonii przepustką na europejskie rynki produktów naturalnych

0

Polska Izba Biznesowa we Włoszech CAPI wraz z Targami w Krakowie oraz Warszawską Izbą Gospodarczą dla polskich firm z branży kosmetycznej i żywnościowej na targach SANA w dniach 8-11 września zorganizują na stoisku CAPI PIBW ( pawilon 29 stoisko B59) spotkania B2B oraz zapewnią wsparcie na każdym poziomie. Jednocześnie Izba zaprasza wszystkie firmy włoskie chcące zaistnieć na rynku polskim do kontaktu.

SANA w tym roku ma swoją 34-tą edycję. W 1988 roku jako pierwsze targi w Europie otworzyły swoje drzwi na świat produktów organicznych i naturalnych, z zamiarem udzielenia głosu niszowym i wysoce innowacyjnym produktom, przewidując, że do nich należeć będzie przyszłość.

– Na naszym stoisku stworzymy możliwości krajowym brandom kosmetycznym bio, green do spotkań z potencjalnymi partnerami z Włoch, którzy mogą wprowadzić polskie firmy na rynek w Italii. Podobna koncepcja będzie w pawilonie zdrowej żywności, herbatek i suplementów diety, gdzie swoją ofertę będą prezentować Targi w Krakowie (zapraszając międzynarodowe firmy do Krakowa na targi HoReCa w listopadzie)– powiedziała Ewa Trzcińska, prezes PIBW CAPI i dodała:

– Mam zaszczyt poinformować, że targi SANA entuzjastycznie przyjęły naszą propozycję zorganizowania FOCUS DAY POLONIA, o czym poinformowała na konferencji prasowej Claudia Castello, odpowiedzialna za organizację

targów. Nasza Izba w sobotę 10 września będzie miała możliwość na jednej z głównych scen targów zaprezentować szerokiemu międzynarodowemu gronu potencjał polskiej branży kosmetycznej i spożywczej, ale i przedstawić polską gospodarkę. Razem z nami będą m.in Agnieszka Szymecka- Wesołowska, światowy ekspert, jeśli chodzi o prawo żywnościowe, Barbara Minczewa, dyrektor rzymskiego oddziału Polskiej Organizacji Turystycznej czy Grażyna Grabowska, prezes Targów w Krakowie. Nie zabraknie przedstawiciela Polskiej Izby Biznesowej we Włoszech CAPI (Agnieszka B. Gorzkowska, wiceprezes Izby) czy przedstawiciela włoskich dystrybutorów, z powodzeniem wprowadzających markę RESIBO na tym rynku, czyli Brazzale Distribuzion

SANA W PIGUŁCE

34. edycja Międzynarodowej Wystawy Produktów Organicznych i Naturalnych SANA zgromadzi wystawców i kupców z sektorów takich jak: żywność, kosmetyki naturalne i organiczne, ekologiczny styl życia. Obok targów SANA odbędzie się też Sanatech, profesjonalna wystawa poświęcona sektorowi ekologicznej i zrównoważonej żywności i rolnictwa, hodowli zwierząt oraz wellness.

Pielęgnacja ciała i uroda – SANA jest punktem odniesienia dla certyfikowanych i naturalnych kosmetyków, z obszarem w całości poświęconym pielęgnacji ciała, suplementom i ziołom. W 2022 r. będzie to kluczowe miejsce spotkań dla świata biznesu w sektorze naturalnych i zrównoważonych kosmetyków i suplementów, które stają się coraz ważniejsze zarówno dla profesjonalistów, jak i w życiu codziennym.

PIBW zapewnia wsparcie logistyczne i merytoryczne na każdym etapie przygotowań do targów, np. profesjonalne tłumaczenie materiałów, wsparcie w kontaktach z organizatorem, zapewnienie tłumaczek i hostess na czas trwania eventu.

– Mawia się, że Włochy są rynkiem dla najlepszych. Na pewno jest to rynek dla biznesu o wypracowanej, stabilnej pozycji w kraju pochodzenia. Włochy nie są wskazane jako kierunek internacjonalizacji dla firm, które, tracąc pozycję w Polsce, chciałyby podratować swoją sytuację finansową. Włochy to rynek dojrzały, w wielu sektorach nadal chłonny, ale wymagający odpowiedniego przygotowania i odpowiedniej strategii. Wymaga odpowiedniego wsparcia, które my jako Izba możemy zapewnić, a targi SANA, na które zapraszamy przy naszym wsparciu mogą stać się dla firm przepustką do wejścia na ten i okoliczne rynki – dodała Ewa Trzcińska, zapraszając do kontaktu bezpośrednio z Izbą na targach – pawilon 29, stoisko B59 lub mailowo ( et@capiplit.eu)

Focus Day Polonia odbędzie się w sobotę 10 września od godziny 14,30 w OPEN THEATRE, pawilon 28

Grattachecca – z Rzymu na Żoliborz

0

Konia z rzędem temu kto zgadnie co może łączyć hebel stolarski, blok lodu i pewną temperamentną Rzymiankę? I czy z takiego połączenia może wyniknąć coś dobrego?

Zapewne niektórzy z was udzieliliby mniej lub bardziej sensownych odpowiedzi, ale chodzi mi o tę jedną właściwą i zawartą w pewnej legendzie miejskiej, opowiadającej o powstaniu rzymskiego napoju chłodzącego zwanego grattachecca. Według jednego z przekazów żona rzymskiego stolarza, niejaka Francesca, w przypływie emocji porwała hebel męża i zaczęła nim strugać bryłę lodu, która wówczas używana była m.in. w domach jako lodówka. Kiedy emocje opadły Checca (włoskie zdrobnienie od imienia Francesca) strasznie zmęczona i spragniona zauważyła, że tak starty lód doskonale nadaje się do ugaszenia jej pragnienia, a z dodatkiem syropu to już prawdziwa delicja. I tak, według niektórych, Checca drapiąca lód stworzyła pierwszą grattachecchę na świecie. Z kolei mniej romantyczna teoria mówi, że nazwa tego chłodzącego deseru jest związana z bryłą lodu, który w dialekcie rzymskim nazywany był „checca”, co w połączeniu z czasownikiem grattare (wł. drapać) daje nam grattachecca. Sam napój, oprócz tego, że doskonale gasi pragnienie i przynosi ulgę w upalne dni jest bardzo prosty do przyrządzenia. Wystarczy przy pomocy specjalnej tarki zetrzeć bryłę lodu, a następnie starte kryształki lodu przesypać do szklanki, zalać je syropem z wiśni, mięty lub migdałów, wedle uznania, dodać odrobinę krojonych owoców, wbić słomkę i smacznego! Będąc w Rzymie nie pomylcie broń Boże grattachecchi z granitą, bo choć obydwa te specjały mają wspólny mianownik, gaszenie pragnienia w upalne dni w połączeniu z odrobiną przyjemności, to na tym ich podobieństwa się kończą. Grattachecca, o czym wyżej już wspomniano, jako bazę ma świeżo starty lód, polany syropem, którego drobiny są wyczuwalne pod zębami w trakcie jedzenia. Natomiast granita jest mieszanką wody, syropu, cukru i innych składników, które są schładzane do momentu uzyskania lodowej, w miarę gładkiej, masy. Ponadto granita jest sycylijskim deserem serwowanym często na śniadania, zaś Rzymianie spożywają swój lodowaty deser raczej po południu i wieczorem. Choć coraz mniej w Rzymie jest miejsc, które serwują oryginalną, ręcznie robioną grattacheccę, to w kilku miejscach jest ona sprzedawana nieprzerwanie od początku XX wieku. I tak do najstarszych należy zaliczyć „Alla fonte d’oro”, działające od 1913 roku i znajdujące się przy Lungotevere Raffaello Sanzio. Wzdłuż Tybru, a dokładnie przy Lungotevere Degli Anguillara znajduje się też kiosk „Sora Mirella”, który także należy do jednych z najstarszych w Wiecznym Mieście, zaś na Via Trionfale u „Sora Maria” grattachecca jest serwowana od 1933 roku. Dziś coraz częściej m.in. ze względów sanitarnych do kruszenia lodu używa się specjalnego urządzenia zamiast tradycyjnej tarki. Jednak pomimo tego deser nie traci swojej wartości, jego konsystencja nadal jest na równi z oryginałem.

Dla osób, których upał złapie akurat w mieście Warsa i Sawy, a chciałyby spróbować tego włoskiego lodowego specjału, mamy doskonałą informację. Na warszawskim zielonym Żoliborzu swoją przygodę z grattacheccą rozpoczęła Flaminia Gelateria. Jak głosi, nie legenda, a sprawdzona informacja, do wykonania grattachecchi w Warszawie używa się tylko oryginalnych włoskich składników. Mamy zatem gwarancję, że jest przygotowywana z równie włoskim temperamentem i okraszana szczerym uśmiechem, a przy odrobinie szczęścia można zamienić słówko w dialekcie rzymskim z właścicielem Flaminii. Czegóż chcieć więcej w upalny dzień w mieście? Chyba jedynie kolejnego kubeczka z grattachecchą.

Debiutujący polski reżyser Damian Kocur na 79. Festiwalu Filmowym w Wenecji

0

Dziś 31 sierpnia rozpoczyna się 79. Festiwal Filmowy w Wenecji, który w tym roku obchodzi 90 lat. Podczas weneckiego festiwalu, najstarszego międzynarodowego festiwalu filmowego na świecie, którego pierwsza edycja odbyła się w 1932 roku, przez Lido przewinęły się najważniejsze postaci światowego kina. Podczas 79. edycji dla akredytowanych gości i publiczności odbędzie się 350 seansów, z których 30% wyreżyserowanych przez kobiety. W centrum uwagi znajdą się również kobiety – przewodniczącą jury konkursu głównego (aktorka Julianne Moore) oraz sekcji konkursowej Orizzonti (reżyserka i scenarzystka Isabel Coixet). O Złotego Lwa ubiegają się 23 filmy, a o nagrodę Orizzonti – 18, w tym „Chleb i sól”, debiut fabularny młodego polskiego reżysera Damiana Kocura. Interesujące są również oficjalne selekcje autonomicznych i równoległych sekcji Festiwalu, czyli Dni Weneckich (11 filmów w konkursie) i Tygodnia Krytyki Międzynarodowej (9 filmów fabularnych i 9 krótkometrażowych w konkursie). Lwy za całokształt twórczości otrzymają wspaniała francuska aktorka Catherine Deneuve oraz amerykański reżyser (Hazardzista, Pierwszy Reformowany, Ludzie-koty, Amerykański żigolak) i scenarzysta (Wściekły byk, Taksówkarz, Obsesja, Yakuza) Paul Schrader, którego nowy film „Master Gardener” zostanie zaprezentowany w Wenecji poza konkursem. W nowej edycji po dwóch latach pandemii publiczność znów będzie mogła podziwiać gwiazdy na czerwonym dywanie. Jak stwierdza dyrektor artystyczny Alberto Barbera, program tej edycji jest bardziej zróżnicowany niż zwykle i pokazuje, jak bardzo „kino wciąż chce próbować zmierzyć się z myślą, z wielkimi tematami i wielkimi pytaniami, a także z głębokimi relacjami, które łączą jednostki, siłą uczuć i pamięci oraz zdolnością do wypchnięcia spojrzenia poza horyzont teraźniejszości”. Matką chrzestną wystawy jest aktorka i modelka Rocío Muñoz Morales, towarzyszka aktora Raoula Bovy.