Kontynuujemy naszą małą podróż po winnicach, których prowadzenia podjęły się z pasją oraz sukcesem znane osoby i zachwycające gwiazdy kina. Na owej „winnej ścieżce’’ spotykamy na przykład aktorkę Cameron Diaz, która założyła markę Avaline proponującą dwa rodzaje win letnich: białe hiszpańskie i różowe francuskie. Diaz określa swoje wina słowem „clean”, czyli czyste, ponieważ są one produkowane z winogron z upraw ekologicznych, a ponadto nie zawierają żadnych dodatków. Wina Drew Barrymore, byłego dziecka kina Hollywood – Pinot Grigio, Rosé e Pinot Noir – sprzedaje się pod nazwą Barrymore Wines, a produkuje we współpracy z kalifornijską winnicą Camel Road Estate.
Po „Seksie w wielkim mieście” wypadałoby powiedzieć Seks i wino. W 2019 Sarah Jessica Parker ogłosiła wypuszczenie swojej linii win – Invivo X SJP. Invivo X SJP Sauvignon Blanc jest produkowane w przepięknym regionie Marlborough w Nowej Zelandii, słynącym właśnie z tej odmiany winogron. Niedawno gwiazda wypuściła na rynek również wino różowe jako doskonały aperitif w prawdziwym stylu Seksu w wielkim mieście. Jest nim Invivo X SJP Rosé, produkowane w Prowansji z winogron Cinsault, Grenache i Syrah.
Dan Aykroyd (niezapomniany jest jego udział w filmie Blues Brothers wraz z Johnem Belushim) nie jest postacią nieznaną w świecie trunków. W 2017 roku aktor wypuścił na rynek swoją Crystal Head Vodka w butelce w kształcie czaszki zaprojektowanej przez artystę Johna Alexandra. Już kilka lat wcześniej Aykroyd zainwestował mnóstwo pieniędzy w firmę Diamond Estates, która posiada różne winnice leżące w kanadyjskim regionie Niagara.
„Wino, które produkuję nie jest do kolekcjonowania, lecz do otwierania i picia ze znajomymi przy partyjce w karty”. Gerard Depardieu w taki sposób przedstawia tworzone przez siebie wina. Choć proponowany wybór win czerwonych, białych i różowych jest dość szeroki, Château Tigné – posiadłość, którą kupił w 1989 roku, położona w sercu Anjou, słynie przede wszystkim z dwóch wyśmienitych cuvée, o nazwach Cyrano i Mozart, produkowanych w ograniczonej ilości wyłącznie podczas odpowiednich zbiorów. Ponadto, francuska gwiazda jest właścicielem wielu winnic na całym świecie.
Przepiękna aktorka Carole Bouquet, być może zainspirowana swoim byłym partnerem, Depardieu, rozpoczęła wiele lat temu produkcję znakomitego wina Passito. Miało to miejsce na Pantellerii na Sycylii, gdzie w jej posiadłości znajduje się także gaj oliwny i plantacja kaparów.
Nagrodzony Oscarem reżyser Francis Ford Coppola jest właścicielem słynnej posiadłości Rubicon Estate, położonej w pobliżu Geyserville w północnej części hrabstwa Sonoma w Kalifornii. Dwie proponowane linie, Diamond Collection oraz Director’s Cut, w których znajdujemy winogrona odmian Chardonnay, Cabernet Sauvignon, Zinfandel składają hołd historii rodziny Coppola, niepowtarzalnemu kalifornijskiemu terroir oraz światu kina.
Innymi znanymi postaciami są Meryl Streep oraz Helen Mirren, które posiadają dwa gospodarstwa w Apulii, gdzie produkują tylko autentyczne produkty.
Oto jak rozległy i wszechstronny jest pejzaż, który zbliża gwiazdy kina i rozrywki do świata wina oraz znakomitości, będących owocem najodpowiedniejszych terenów. Przy tym z powodzeniem udało się wykorzystać umiejętności artystyczne i przedsiębiorcze, które tworzą szczęśliwe połączenie rozkoszy, przygody i plotek…
Zresztą, któż by się nie zgodził ze stwierdzeniem, że wyśmienite wino jest dziełem sztuki lub przejawem artystycznej ekspresji (?), która wymaga badań, cierpliwości, profesjonalizmu i szacunku dla publiczności, zarówno tej obecnej na sali, jak i tej, która muska ustami kielich, biorąc łyk trunku w oczekiwaniu na eksplozję kubków smakowych oraz zmysłów gotowych rozbrzmieć w sercu…
tłumaczenie pl: Dominika Leśniak
***
Więcej artykułów o winie znajdziecie w naszej rubryce In vino veritas.
W zbiorowej wyobraźni dzisiejszego świata słowo „Włochy” kojarzy się z licznymi kulturami, które na przestrzeni ostatnich tysiącleci dołożyły swoją cegiełkę do historii tego niezwykłego półwyspu. To właśnie ta bogata i złożona tożsamość czyni go szczególnym. Ideał jedności z okresu Zjednoczenia Włoch był niesamowitą siłą napędową, która doprowadziła do powstania ustroju politycznego niezbędnego do tego, aby mierzyć się z Europą narodów.
Jednakże związana z procesem Zjednoczenia wizja narodu włoskiego, który w sposób ciągły nabył samoświadomość prowadzącą do powstania własnego państwa nie jest już aktualna. Książka „L’Italia immaginata” (pl. Włochy wyobrażone), pod redakcją Giovanniego Belardellego, systematycznie analizuje ikonografię związaną z Włochami na przestrzeni wieków, nie zapominając o złożonym związku między różnorodnością włoskich kultur, a potrzebą tworzenia wizerunku państwa zjednoczonego. Włoski Instytut Kultury w Krakowie, z inicjatywy dyrektora Ugo Rufino, poświęcił tej publikacji dwa spotkania w grudniu zeszłego roku – pierwsze z nich odbyło się w siedzibie Instytutu, a drugie na Uniwersytecie Pedagogiki w Krakowie. W spotkaniach udział wzięli: profesor Alessandro Campi z Uniwersytetu w Perugii, współautor książki, profesor Stefan Bielański z Uniwersytetu Pedagogiki w Krakowie oraz autor tego tekstu.
Wielką zaletą publikacji opracowanej przez Giovanniego Belardellego jest sięgnięcie badaniami aż do ikonografii miast greckich oraz do najstarszych cywilizacji bliskowschodnich. Pozwala to wyjaśnić jak nierozerwalnie związane są w naszej kulturze postaci kobiece i symboliczne przedstawienia regionów geograficznych.
„W niektórych przypadkach, jak np. właśnie Włoch czy Brytanii, która na płaskorzeźbie z III wieku n. e. podporządkowana jest imperatorowi Klaudiuszowi, ten rodzaj alegorii wyprzedza o kilkaset lat pojawienie się koncepcji narodu we współczesnym tego słowa znaczeniu, by potem zniknąć na bardzo długi czas. Pojawia się znów wraz z początkiem nowożytności. To właśnie wtedy rodzą się wielkie narodowe dynastie europejskie, a epoka renesansu przynosi zainteresowanie rzeźbami i monetami antycznymi, które dostarczają wielu przykładów tego typu alegorycznych postaci kobiecych…” wyjaśnia sam Belardelli we wstępie do,,L’Italia immaginata”.
Inną ciekawą kwestią podejmowaną w tej publikacji jest komplementarność tożsamości Rzymu i Włoch. Słowem “Włochy” nazywano przecież w czasach antycznych rzymskie prowincje znajdujące się na terenie całego półwyspu. Obie nazwy współwystępowały na zmianę obejmując jedna drugą – najpierw to Włochy były częścią Rzymu, a następnie, wraz z rozwijającą się koncepcją narodu, Rzym stał się częścią Włoch.
O rozwoju alegorycznych postaci kobiecych Włoch rozmawiamy z profesorem Alessandro Campim:
„Mało kto dziś pamięta, zwłaszcza wśród młodych, że symbolem Włoch według oficjalnej ikonografii jest piękna i dostojna kobieta, a zatem, chociażby ze względu na dobre wychowanie, należy ją traktować wyłącznie z szacunkiem i uprzejmością. To kobieta elegancka i niezwykle fascynująca, unieśmiertelniona przez Cesarego Ripę (1560-1645) w jego dziele Iconologia (1603), w którym to postanowił przedstawić ją jako kobietę bogato ubraną, ukazując w ten sposób bogactwo artystyczne i naturalne półwyspu. Jej strój zdobiły symbole królewskie, oznaki dobrobytu i szczęścia. Już w tym przedstawieniu, wydobytym przez Ripę z epoki antycznej, zawiera się to wszystko, co Włochy symbolizowały w zbiorowej wyobraźni, także tych, którzy patrzyli i patrzą nadal na ten naród spoza jego granic. Ornamenty na kształt wież i murów na jej głowie reprezentują «Miasta, Ziemie, Zamki i Wille», czyli mnogość terytoriów, miasteczek i lokalnych społeczności. Dziś jest to po prostu 20 regionów, 107 prowincji i 7904 gminy (według danych z 20 lutego 2021), których nawet po zjednoczeniu narodowym nie udało się, według wielu osób, połączyć w jedną, dobrze funkcjonującą strukturę instytucjonalną”.
Na przestrzeni wieków przedstawienia Włoch jako kobiety nabierały przeróżnych cech, zgodnie z potrzebami danego momentu w historii. Czy zatem ikonografia może uchwycić to, w jakim stanie jest naród?
„Włochy bywały a to kochającą i opiekuńczą matką, swego rodzaju świecką Matką Boską, broniącą wszystkich swoich dzieci, ciągle na straży sprawiedliwości i dobrobytu, a to płaczącą wdową lub matką, która po wojnach miała symbolizować ból całej społeczności po stracie bliskich (czy udręczoną bólem kobietą, cierpiąca po śmierci wielkiego poety, jak przedstawiona jest na niezwykłym nagrobku Vittorio Alfieriego dłuta Antonia Canovy); waleczną amazonką, gdy trzeba było wezwać Włochów do walki; zuchwałą dziewczynką, symbolizującą dopiero co zjednoczony naród, który musi zawalczyć o swoje miejsce na arenie światowej zdominowanej przez starych graczy; pełną życia dziewczyną, z promiennym uśmiechem patrzącą w przyszłość zawsze wtedy, gdy Włosi musieli zakasać rękawy i zmienić ustrój polityczny; siostrą, która w czasie wojen niepodległościowych wypatrywała ponownego zjednoczenia z ziemiami opanowanymi przez wrogów (Trydent, Triest, Gorycja – młodsze siostry Włoch), a z kolei w okresie Zjednoczenia Włoch dzielnie wychodzącą naprzeciw austriackiemu najeźdźcy, u boku Marianny-Francji, starszej siostry będącej symbolem rewolucyjnego wyzwolenia.”
Włochy przedstawiano również jako żonę króla w czasach dynastii sabaudzkiej. W czasach faszyzmu dodawano do jej wizerunku coraz to więcej symboli wojskowych, aż w końcu jej twarz, już nie tak kobieca, w sposób oczywisty przypominała twarz Duce. Wielką zasługą publikacji opracowanej przez Giovanniego Belardellego jest zebranie, uporządkowanie i interpretacja licznych obrazów i przedstawień Włoch na przestrzeni wieków, ze szczególnym uwzględnieniem okresu po Zjednoczeniu.
„Jest to prawdziwy zbiór symbolicznych przedstawień Włoch – ostatnie przykłady pochodzą z czasów współczesnych i zawdzięczamy je pomysłowości rysowników ze znanych dzienników (Matteo Bertellego, Mauro Bianiego, Emilio Giannellego, Vaura). Często są to przedstawienia pełne bólu, jak zraniona kobieta-Włochy leżąca na ziemi po kolejnej śmierci urzędnika państwowego z rąk mafii; Włochy przygniecione cierpieniem na wzór Piety Michała Anioła po tragicznym trzęsieniu ziemi w Apulii z kwietnia 2009 r.; postać wspierająca się na kulach po latach strat spowodowanych kryzysem ekonomicznym; ciało leżące bez oznak życia na ziemi, które reanimuje ówczesna głowa państwa, Carlo Azeglio Ciampi; twarz kobiety- Włoch, która patrzy na nas przerażonym wzrokiem, z maseczką na twarzy (ostatnia ikonograficzna interpretacja związana oczywiście z wybuchem pandemii w lutym 2020 r.)”.
Kobieta-Włochy wśród wież, czyli w koronie ozdobionej wieżami i murami miasta ma na sobie jeszcze inny symbol, który zawsze jej towarzyszy. Jest to promieniejąca gwiazda symbolizująca piękny teren cieszący się łagodnym i zdrowym klimatem.
„Ten symbol, być może nadużywany przez samych Włochów, stał się w szerszym ujęciu «gwiazdą» bezpieczeństwa i opatrzności dla narodu, który powszechnie postrzegany jest jako ten, który zawsze sobie poradzi i pokona wszelkie przeciwności dzięki swoim możliwościom”.
Tursi to urokliwe miasteczko, liczące około pięciu tysięcy mieszkańców, oddalone o niecałą godzinę drogi samochodem od Matery i półtorej godziny od Potenzy, stolicy Basilicaty. Połączone w bardzo dogodny sposób z pobliskim wybrzeżem jońskim, Tursi jest położone tylko dwadzieścia kilometrów od złocistych plaż Policoro i czterdzieści kilometrów od najpopularniejszej miejscowości turystycznej Basilicaty, czyli Metaponto.
Tursi jest znane jako miasto pochodzenia współczesnego poety dialektalnego Albina Pierra, który kilkakrotnie był bliski zdobycia literackiej Nagrody Nobla, dzięki swoim utworom przetłumaczonym na wiele języków. Jego imieniem został nazwany Park Literacki, w którym co roku odbywają się ciekawe inicjatywy podtrzymujące pamięć o jednej z najważniejszych i najbardziej charyzmatycznych postaci tego miasta o arabskich korzeniach. Właśnie ze względu na swoje pochodzenie dzielnice arabskie Rabatana, Rabatane Tricarico i Pietrapertosa to kandydaci na listę dziedzictwa UNESCO. Przybywający do Tursi mogą zauważyć, że jego terytorium podzielone jest na kilka dzielnic, z których każda jest dobrze zdefiniowana i posiada specyficzne cechy. Najstarszą i najsłynniejszą z nich jest Rabatana, zbudowana wokół zamku między V a VI wiekiem, otoczona głębokimi i niedostępnymi wąwozami, które składają się na fantastyczny świat „Jaramme”, o którym wspominał sam Pierro. Można tutaj przejść wąskimi uliczkami ruin oryginalnego centrum miasta ze skromnymi domami, które często składały się tylko z pokoju na parterze.
Aby dostać się do Rabatany, należy wybrać szeroką i stromą drogę, która rozciąga się nad wąwozami na ponad 200 metrów. Tworzy ją pewien rodzaj schodów zwanych w dialekcie petrizze zbudowanych w miejscu niebezpiecznej ścieżki, Picciarello. Ścieżka składa się z pasa ziemi rozciągającego się od wzgórza zamkowego w kierunku południa i jest otoczona przepaściami.
Częścią tej samej dzielnicy jest również Kolegiata Santa Maria Maggiore, zbudowana między X a XI wiekiem, która szczyci się XV-wieczną fasadą i wnętrzami w stylu barokowym. Wnętrze ma trzy nawy ze stropem kasetonowym i transeptem w całości ozdobionym freskami, obrazami i dekoracjami. Zakrystia wyposażona jest w masywne drewniane szafy, a kaplica prowadzi do kamiennej szopki zbudowanej w 1550 roku i przypisywanej Antonellowi Persio, który pozostawił znaczące ślady swojej sztuki rzeźbiarskiej w Materze i jej okolicach. W dolnej części lewej nawy bocznej znajduje się kaplica z czternastowiecznym tryptykiem przedstawiającym ikonę Matki Boskiej z Dzieciątkiem na tronie oraz sceny z życia Jezusa i samej Matki Boskiej. Malowidło pochodzi ze szkoły Giotta i ma ogromną wartość artystyczną.
Na Piazza Plebiscito, w dzielnicy San Filippo, znajduje się kościół o tej samej nazwie, co imię patrona miasta, który ma elegancką barokową fasadę i trzy nawy ozdobione cennymi dziełami sztuki. Równie znany jest Palazzo del Barone Brancalasso, który wyróżnia się wśród wąskich kamiennych uliczek i wokół którego krążą różne legendy. Według nich właściciel zaprzedał duszę diabłu. Mówi się, że cała budowla została zbudowana w ciągu jednej nocy przez grupę diabłów, które zatrzymane na zawsze na ziemi przez promienie świtu, pozostały w tym miejscu w postaci posągów. Posągi wzbogacają budynek, a także reprezentują sprawiedliwość, pokój i miłosierdzie.
Na Piazza Maria SS di Anglona znajduje się również Cattedrale dell’Annunziata, która została zniszczona przez dwa pożary w 1988 roku i ponownie otwarta dla chrześcijańskiego kultu zaraz po Wielkim Jubileuszu Roku 2000.
Ostatnim klejnotem miasta jest niewątpliwie Basilica Minore di Anglona położona między Tursi a Policoro.
Kościół, który pochodzi z XI-XII wieku, ma kształt krzyża łacińskiego. Posiada trzy nawy: centralną szeroką i bardzo wysoką oraz dwie nawy zewnętrzne, wąskie i niskie. Pierwotnie sanktuarium było bogate w cenne freski przedstawiające fragmenty ze Starego i Nowego Testamentu. Na kolumnach wciąż znajdują się postacie świętych. Na prawej ścianie nawy głównej nadal widoczne są sceny ze Starego Testamentu.
Starożytna legenda mówi o młodym pasterzu, który pasąc swoje stado na szczycie wzgórza Variante w połowie drogi między Tursi a Angloną, ujrzał zbliżającą się piękną kobietę, która poprosiła go, żeby udał się do wioski i poprosił mieszkańców, aby po nią przyszli. Ludzie początkowo nie dowierzali, a potem coraz bardziej zaciekawieni udali się na szczyt wzgórza, gdzie znaleźli posąg Madonny i przynieśli go z powrotem do sanktuarium. Na miejscu znaleziska zbudowano murowaną kapliczkę, a na pamiątkę zdarzenia postawiono tam drewniany krzyż. Od tego czasu co roku w pierwszą niedzielę po Wielkanocy Madonna jest niesiona na ramionach przez ponad 10 km i pokonuje dystans od sanktuarium do katedry.
Tursi słynie na całym świecie z pomarańczy, z rodzimej odmiany o nazwie Staccia, które są cennym, niszowym produktem i mogą osiągnąć wagę do półtora kilograma. Oprócz owoców cytrusowych znajdziemy tu również doskonałe owoce pestkowe, takie jak brzoskwinie i morele oraz kwitnące uprawy oliwek i winorośli.
Dzięki polskiej projektantce mody Nataszy Pavluchenko, by uhonorować Matkę Boską Anglońską powstał projekt łączący w sobie sztukę, modę, religię i filozofię nazwany „Maria di Anglona”. Projekt inspirowany jest starożytnym ołtarzem z gipsu i polichromii, który został odciśnięty na ozdobnych strojach. Mimo pandemii inicjatywa zyskała rozgłos zarówno we Włoszech, jak i w Polsce podczas festiwalu UrBBan Fusion, który odbył się w Bielsku Białej w grudniu 2021 roku.
„Przez ostatnie sześć lat – mówi burmistrz Salvatore Cosma – niestrudzenie pracujemy nad promowaniem i docenianiem naszej społeczności oraz jej piękna. Komunikacja przyniosła efekty w krótkim okresie, biorąc pod uwagę boom inwestycyjny z zagranicy, w szczególności ze Szwecji, Anglii i Francji, jeśli chodzi o zakup nieruchomości w naszym wspaniałym historycznym centrum. Ale to w perspektywie średnio- i długoterminowej chcemy osiągnąć wielkie cele nie tylko dzięki naszemu dziedzictwu artystycznemu, historycznemu i kulturowemu, ale także ludzkiemu. Mieszkańcy Tursi są niezwykle ciepli i gościnni.”
tłumaczenie pl: Telimena Michałowicz
fot: Comune di Tursi/Natalia Pavluchenko
Możliwe, że Krzysztof Zanussi jest najbardziej włoskim z polskich reżyserów. I właśnie o Italii, własnych korzeniach, Federico Fellinim, którego poznał, kondycji Europy i Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, na którym gościł, rozmawiamy z mistrzem kina moralnego niepokoju, który w 2018 otrzymał Nagrodę Gazzetta Italia.
Zanim przejdziemy do rozmowy, krótka opowieść o kinie Krzysztofa Zanussiego, które z Włochami wielokrotnie się łączyło. Mowa o kinie obecnym na Lido, na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji, który od kilku numerów jest szeroko omawiany w naszym magazynie. Wszystko zaczęło się od pokazywanego poza konkursem obrazu „Kontrakt” z 1980 roku nagrodzonego Nagrodą Katolickiego Biura Filmowego (OCIC) oraz Nagrodą Specjalną – Nagroda Funduszu Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF). To opowieść o ślubnej ceremonii córki funkcjonariusza partyjnego i syna skorumpowanego kardiologa, podczas której panna młoda ucieka sprzed ołtarza. Reżyser nagrodę OCIC otrzymał także rok później za obraz „Z dalekiego kraju”, pierwszy film będący zapisem życia papieża Jana Pawła II. Dalej Zanussi gościł w Wenecji już w konkursie głównym z filmami: „Imperatyw”, „Persona non grata” oraz „Rok spokojnego słońca”. Ten ostatni, to jeden z dwóch polskich filmów nagrodzonych Złotym Lwem. Był rok 1984, 41. edycja, której przewodniczącym był sam Michelangelo Antonioni, a w jury zasiadali chociażby Paolo i Vittorio Taviani, Isaac Bashevis Singer, Rafael Alberti czy Günter Grass. To opowieść o miłości, która powinna się spełnić, lecz okazuje się niemożliwa. Opowieść dziejąca się w powojennej rzeczywistości, gdzie spotyka się dwójka młodych ludzi – on Amerykanin, były więzień obozu, ona Polka, owdowiała ziemianka. Warto wspomnieć, że reżyser kręcił też filmy we Włoszech, tak było chociażby z tytułem „Czarne słońce” z 2007 roku, w którym gwiazda włoskiego filmu Valeria Golino wciela się w postać Agaty, zakochującej się z wzajemnością w Manfredim (Lorenzo Balducci). Ich szczęście zostaje jednak brutalnie przerwane – mężczyzna ginie. I choć zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie zgadzał się z opiniami na różne bieżące tematy, które porusza w swoich dziełach Zanussi, nie można mu odebrać najważniejszego, tego, że wprowadził do polskiego i europejskiego kina, co potwierdzają otrzymane nagrody, dialog i myśl jako formę odczuwania. Myśl, która rozmyła się już dawno w oparach absurdu nowego pokolenia, które zapomina stawiać sobie najważniejsze pytania, jak bohaterowie filmów Zanussiego.
Niewiele osób wie, że pana korzenie sięgają Italii.
Moja rodzina została spolonizowana dopiero w trzecim pokoleniu. Nazwisko Zanussi pochodzi z Włoch, od rodziny architektów i budowlańców. Wciąż zdarzają się tacy, którzy boją się zapytać czy mam coś wspólnego z lodówkami i pralkami. Tak, to ta rodzina Zanussich. Poznałem ich jako młody chłopak. Włoska rodzina mi imponowała. Mieli własny samolot, pałace, do których dawali mi klucze. Inaczej było, kiedy to ja chciałem im zaimponować tym, że kręcę filmy pokazywane we Włoszech.
Nie można nie opowiedzieć o La Biennale di Venezia pomijając twórczość Krzysztofa Zanussiego. Pan gościł tam wielokrotnie, dwukrotnie zdobywając dwie najważniejsze nagrody za „Kontrakt” i „Rok spokojnego słońca”.
Niezwykle ważne dla mnie miejsce i najważniejsze nagrody, jakie otrzymałem, ale był jeszcze znacznie wcześniej film „Śmierć prowincjała”. To był rok 1965, ale byłem nieobecny na festiwalu. Dopiero później przekazano mi nagrodę za jeden z moich ważniejszych filmów krótkometrażowych o młodym historyku sztuki, który podejmuje pracę konserwatorskie w klasztorze.
Jak zatem włoska rodzina przyjęła wieść o pana sukcesie?
Musimy cofnąć się do mojego dzieciństwa, a ściślej do biblioteki moich rodziców. Ojciec kiedyś wskazał mi półkę z książkami, z której mogę korzystać, zaznaczył też, gdzie znajdują się książki dla dorosłych. Oczywiście od razu sięgnąłem tam gdzie nie mogłem. W moje ręce trafił Balzak. U Balzaka zawsze pojawia się postać biednego kuzyna z prowincji. Ja z rzeczywistości PRL-u z pięcioma dolarami w kieszeni do tych legendarnych Zanussich pojechałem. Zobaczyłem ich po raz pierwszy w życiu, a oni przyjęli mnie bardzo miło, ale ja już wiedziałem po tej zakazanej lekturze, jak ja się będę czuł dotykając klamki przy wejściu, jak będę czuł się przy stole i jak w tym wszystkim będę zagubiony.
Udział w weneckim festiwalu nie pomógł?
Na projekcji filmu „Imperatyw” pojawił się mój kuzyn Guido, był tam też Federico Fellini czy ówczesny premier Włoch. Czułem się niezwykle dowartościowany, że to ja mogłem posadzić mojego kuzyna, z tego rodu Zanussich, obok tak wpływowych i ważnych ludzi. Już nic więcej nie mogłem zrobić. Film otrzymał owacje na stojąco, publiczność tymi brawami dała do zrozumienia, że nie rozumie decyzji dlaczego ten film nie znalazł się w konkursie głównym, który w ówczesnym roku był wyjątkowo słaby. Po projekcji wyszedłem z sali niezwykle dowartościowany. Czułem, że udowodniłem sobie i moim włoskim kuzynom, że coś potrafię, że osiągnąłem bardzo dużo i z pewnością zyskałem w ich oczach. Nic bardziej mylnego.
Nie zrobił pan na nich wrażenia?
Mój kuzyn, który był z pokolenia mojego ojca po zakończonej projekcji zapytał mnie jedynie, gdzie wybierzemy się na kolację i co będziemy jeść, jakie wino dobierzemy do posiłku. Zrozumiałem, że ja już mu nigdy w życiu niczym nie zaimponuje. Kolacja była wspaniała, rozmowa nie miała końca, ale rozmawialiśmy o wszystkim innym, tylko nie o świetnie przyjętym filmie na festiwalu w Wenecji. Po czym następnego dnia schodząc na śniadanie w hotelu, Guido powitał mnie okrzykiem i zdziwieniem „Krzysztof jaki ty jesteś sławny, jaki odniosłeś sukces!” Odpowiedziałem mu, że przecież był na tej sali, widział owacje na stojąco dla mnie, a on na to, że kiedy wchodzi do swojej fabryki wszyscy pracownicy mu się kłaniają i biją brawo. To nic nadzwyczajnego. On zrozumiał to dopiero, kiedy tego poranka, we wszystkich gazetach pojawiło się nazwisko Zanussi i to w niektórych na pierwszych stronach. Zapytał mnie, czy wiem ile kosztuje w La Repubblica napisanie artykułu z taką reklamą ich nazwiska. Dodał tylko, że to majątek. I dopiero wtedy w jego oczach zobaczyłem podziw, co mnie, zakompleksionego chłopaka, niezwykle dowartościowało.
Utrzymuje pan dzisiaj kontakt z rodziną?
Dziś spotykamy się już bardzo rzadko. Kuzyn Guido nie żyje, zostało to młodsze pokolenie, które jest w moim wieku. To są bardzo miłe spotkania, często pełne kąśliwych żartów. Oni się dziwią czemu ja tak dużo i wciąż pracuje, robię film za filmem, a ja im na to odpowiadam, że jak można żyć tak jak oni, nic nie robiąc, nie pracując, to musi być szalenie nudne.
A jakie wspomnienia łączą pana z Federico Fellinim?
W pamięci jak kiedyś z Andrzejem Wajdą byliśmy u niego w odwiedzinach i on odprowadzał nas do wyjścia. Opowiadaliśmy mu o tym, jak Komitet Centralny wtrącał się do naszych filmów, jak cenzura kontrolowała to, o czym chcieliśmy opowiadać. Na co Federico, taki rozmarzony odpowiedział nam, że chciałby żeby rząd włoski poświęcił jego filmom chociaż jedno z posiedzeń i zastanowił się, o czym on mówi na ekranie swoimi filmami.
FOT. RAFAEL POSCHMANN / 2018.06.12 – Premio Gazzetta Italia 2018
Jakie znaczenie miało kino włoskie w pana karierze reżyserskiej?
Ogromne, ale nigdy nie był to włoski neorealizm. Bardzo uważnie oglądałem obraz powojennych Włoch, który był tam pokazywany i przyjmowałem to jako prawdę. Dziś już wiem, że była to tylko kreacja. To był czas, kiedy we Włoszech najwięcej osób zrobiło udaną karierę. Jeśli kino to na pewno Fellini, szczególnie ten po „La Stradzie”. To był dla mnie oszałamiająco piękny twórca. Oglądając jego kolorowe filmy zrozumiałem, że moje sny są jedynie czarno-białe. A dalej to już taka klasyka: Visconti, Antonioni i Pasolini, ale właściwie tylko „Teoremat”.
Skoro neorealizm był kreacją, gdzie szukać prawdy?
Powieść „Lampart” Giuseppe Tomasiego di Lampedusa, na podstawie której Visconti nakręcił swój najważniejszy film, uważam za jedną z najważniejszych książek w dziejach ludzkości. To wielki skarb włoskiej sztuki, tożsamości i dziedzictwa. I tym samym opowieść o upadku wartości, autorytetów, moralności.
A co dzisiaj zagraża Europie?
W momencie, w którym wszyscy mówili, że zagraża nam niebezpieczeństwo w postaci bomby atomowej albo wojny bakteriologicznej ja usłyszałem zdanie, że nam jako cywilizacji euroatlantyckiej najbardziej zagraża to, że tracimy ochotę do życia. To dotyczy całej przyrody ożywionej. Co chce żyć, to żyje, natomiast jak przestaje chcieć żyć, to umiera. I ja widzę dzisiaj w Europie niepokojące ślady umierania tej chęci do życia, ciekawości. To oczywiście zaczęło się znacznie dawniej. Wszystko załamało się sto lat temu, po wybuchu I wojny światowej. Nie ma już śladu Europy XIX wieku. Gdybyśmy byli naprawdę świadomi w jakiej sytuacji się znaleźliśmy, to żeby przeżyć najpierw powinniśmy rozwiązać problemy migrantów, którzy prędzej czy później wyprą nas z tej oazy luksusu i bezpieczeństwa. I zrobią to, ponieważ nie jesteśmy gotowi wyjść na spotkanie i podzielić się tym, czym powinniśmy. Gdybyśmy dziś włożyli wielkie pieniądze w nawodnienie Sahary to problem ekologiczny i ten, że ileś milionów Afrykańczyków chce przyjść do Europy, nierzadko zaczynając właśnie od Włoch, byłby w jakimś stopniu rozwiązany. Tylko gdzie jest polityk, który podjąłby taką inicjatywę? Potrzeba kogoś takiego jak Ghandi, człowieka czystego, bez ukrytego interesu.
A czy polityczna poprawność nie jest pułapką, narzędziem do zabierania nam wolności?
Ależ oczywiście jest! Polityczna poprawność zakłada, że wszystko ze wszystkim jest nieporównywalne. Dzisiaj takim modnym hasłem jest „różnorodność”, ale to przysłania pytanie, co jest lepsze. Są trzy najważniejsze domeny życia, także mocno widoczne w tożsamości Włoch – sport, sztuka i nauka. Nie da się w tych dziedzinach postawić znaku równości, rozgraniczyć na coś lepszego i gorszego. Dzisiaj myli się równość ze sloganem rewolucji francuskiej. Brak autorytetów jest jednym z powodów upadku. Oświecenie zakończyło się wraz z pierwszą wojną światową, a teraz niestety żyjemy w pewnego rodzaju globalnej histerii i nie rozumiemy, że społeczeństwo musi najpierw zmienić sposób działania i zdać sobie sprawę, że niebo na ziemi nie może istnieć. Tylko dla tych ludzi przypływających do Europy, których łódź rozbiła się w 2013 roku u brzegu Lampedusy i tych, którzy koczują na granicy polsko-białoruskiej, Europa jest rajem. Oni chcą się ogrzać i zjeść. I poczuć się wolni, bo nikt nie będzie do nich strzelał. To są te same marzenie, jakie mieliśmy w XIX wieku walcząc z głodem i innymi trudnościami. I my to wszystko osiągnęliśmy. Ale dzisiaj potrzebujemy nowego marzenia, to marzenie jest potrzebne do tego, żebyśmy się nie cofali, tylko mogli ruszyć dalej. Żyliśmy przez chwilę amerykańskim snem, a zapomnieliśmy o tym, że my tu w Europie też możemy mieć własne sny, marzenia, cele. I teraz ktoś przychodzi po to co nasze, a czego mu brakuje i my nie mamy żadnego prawa stawiać karabinów maszynowych na brzegu Lampedusy i zabronić komuś przyjechać się ogrzać i najeść. Zapomnieliśmy o marzeniach i wyobraźni.
Już 7 czerwca, w hotelu InterContinental Warszawa, odbędzie się 8 edycja „Borsa Vini Italiani” w Polsce, zorganizowana przez ITA – Italian Trade Agency, biuro w Warszawie.
W tegorocznej edycji wezmą udział 32 firmy i winnice z Włoch, które zaprezentują ponad 150 etykiet wyselekcjonowanych win oraz grappę, likiery i destylaty z 12 regionów Włoch.
Wydarzenie rozpocznie masterclass o 12:00 „A journey through the vines across Italy and its islands”, degustacja komentowana zostanie poprowadzona przez włoską sommelier Claudię Marinelli i polskiego eksperta win Macieja Nowickiego. Następnie od 13:00 do 18:00 odbędzie się degustacja Walk Around i spotkania B2B z przedstawicielami włoskich winnic i producentów alkoholi.
Włoskie firmy, które wezmą udział w Borsa Vini 2022 to: A Quercia vini e cantina, Agricole Gussalli Beretta, Alessandro di Camporeale, Bartali, Bosio Family Estates – Passato Organic Wines, Cantina Bosco – De Padova Experience, Cantina Villa Colle, Cascina Vèngore, Colacino Wines Srl Soc. Agr., Distilleria Jannamico Michele & Figli, Donvitantonio vini, Fattoria il Muro, FederTrade Scarl – Federation Export Consortia, Grillo Iole, I Feudi di Romans, Il Drago e la Fornace Group, ll Palazzo, Inverso Vini, IVAL, Livio Bruni – Ambre, Mossi 1558, Podere Colle Castagno, Poderi Moretti, Savian Biowinemaker, Scuderia Italia, Tenuta Canto alla Moraia, Tenuta di Trinoro & Passopisciaro, Tenuta Patruno Perniola, Tenuta San Jacopo, Villa De Varda, Villa Trasqua, Wine Generations – Italian Family Legacy.
Włochy od wielu lat są głównym dostawcą win do Polski. W 2021 roku wartość polskiego importu win z Włoch wyniosła 96,2 miliony Euro, co oznacza wzrost o 16,4% w porównaniu do 2020 roku, a jednocześnie stanowi 26,9% udziału w imporcie. Globalnie wartość polskiego importu win wyniosła 357,8 milionów Euro, notując wzrost o 10,6% w porównaniu do 2020.
Wstęp na Borsa Vini Italiani jest zarezerwowany tylko dla osób z branży, za zaproszeniem. W celu uzyskania dalszych informacji: varsavia@ice.it, tel. 22 6280243.
„Chiara”, uhonorowana nagrodą Europa Cinema Label na Festiwalu w Cannes w 2021, to trzeci pełnometrażowy film Jonasa Carpignano i jednocześnie trzecia część trylogii kalabryjskiej, na którą składają się „Mediterranea” (2015) i „Ciambra” (2017). „Chaiara” właśnie wchodzi do polskich kin, dzięki dystrybucji Aurora Films.
To film, który początkowo irytuje, wydaje się amatorskim nagraniem z życia typowej kalabryjskiej rodziny. Urywki domowego życia, rodzinne uroczystości i spotkania, w których dominuje chaos, niestabilny obraz, przesadzone zbliżenia. Rodzina Guerrasio zbiera się, aby uczcić osiemnaste urodziny najstarszej córki. Jesteśmy świadkami radosnego świętowania, obserwujemy zjednoczoną rodzinę i zdrową rywalizację na parkiecie między solenizantką a jej 15-letnią siostrą Chiarą. Następnego dnia, kiedy Claudio, ojciec dziewczynek, nagle znika, Chiara zaczyna badać powody, które skłoniły go do opuszczenia rodzinnej miejscowości Gioia Tauro. W tym momencie znika początkowy chaos wizualny, obraz się stabilizuje, a bohaterka próbuje dociec, co kryje się za wszechobecną zmową milczenia (wł. omertà). Im bardziej zbliża się do prawdy, tym bardziej będzie zmuszona zastanowić się nad tym, jakiej przyszłości chce dla siebie. Jonas Carpignano kontynuuje w filmie swój reżyserski styl zawieszony między dokumentem a fikcją. Realizm opowieści, osadzonej w splątanej z mafią społeczności, podkreślają zdjęcia Tima Curtina i muzyka skomponowana przez cenionego reżysera Benha Zeitlina.
Swamy Rotolo
Jonas Carpignano – reżyser i scenarzysta filmowy. Urodził się w 1984 roku, dzieciństwo dzielił między Rzym i Nowy Jork. Duże uznanie oraz liczne festiwalowe laury przyniosły mu już pierwsze filmy krótkometrażowe. W 2015 roku nakręcił swój pełnometrażowy debiut, film „Mediterranea”, który miał swoją premierę na Semaine de la Critiquefestiwalu filmowego w Cannes. Film zdobył Gotham Independent Film Awards 2015 i National Board of Review Awards 2015 w kategorii „Najlepszy nowy reżyser” i otrzymał trzy nominacje do Independent Spirit Awards 2016 w kategoriach najlepszy debiutancki film, najlepszy debiutancki scenariusz i najlepszy aktor w roli pierwszoplanowej (Koudous Seihon). Jego drugi film „Ciambra” (2017), którego producentem był Martin Scorsese, został zaprezentowany na Festiwalu Filmowym w Cannes w 2017 roku, gdzie zdobył nagrodę Europa Cinema Label w sekcji Directors’ Fortnight. Film był również włoskim kandydatem do Oscara w 2018 roku, a 21 marca 2018 roku zdobył nagrodę David di Donatello dla najlepszego reżysera.
4 żółtka w temperaturze pokojowej
150 g cukru
1 łyżka wody
125 g masła
115 g mąki pszennej typu 00
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
1 szczypta soli
500 g pełnego mleka
4 białka w temperaturze pokojowej
4 krople octu lub cytryny
cukier puder do dekoracji
Przygotowanie:
Rozpuść masło w kąpieli wodnej i pozostaw do wystygnięcia. Podgrzej mleko aż będzie lekko ciepłe i pozostaw do ostygnięcia. Ubij żółtka z cukrem do uzyskania jasnej, kremowej masy. Następnie wlej wodę i stopniowo dodawaj masło, kontynuuj ubijanie jeszcze przez parę minut. Przesiej mąkę i połącz ją z resztą masy używając trzepaczki. Potem dodaj ekstrakt z wanilii, sól i powoli dolewaj mleko. Wymieszaj wszystko aż uzyskasz jednolity krem (nie będzie bardzo gęsty, to normalne). Ubij białka z octem na niezbyt sztywną pianę i delikatnie połącz z przygotowanym wcześniej kremem za pomocą szpatułki. Mieszaj ostrożnie składniki od góry do dołu starając się nie uszkodzić piany. Masę wlej do kwadratowej foremki o boku długości 20 cm wysmarowanej wcześniej masłem lub wyłożonej papierem do pieczenia. Piecz w piekarniku statycznym podgrzanym wcześniej do 150-160°C przez ok. 45-60 minut lub do momentu aż ciasto dobrze się zarumieni. Następnie wyjmij z piekarnika i zanim je pokroisz, pozostaw do ostygnięcia na przynajmniej 3 lub 4 godziny (moim zdaniem, ciasto jest jeszcze lepsze, jeśli postoi przez 1-2 godziny w lodówce). Przed podaniem posyp obficie cukrem pudrem.
Włoska historia stworzona z autentyczności i trwałych wartości
Wiek historii, która zaczyna się od rzemieślniczego procesu butelkowania wody mineralnej pochodzącej ze źródła Galvanina, usytuowanego na zielonym wzgórzu Paradiso w Rimini, gdzie niegdyś znajdowały się termy romańskie. Galvanina z czasem przekształciła się w działalność przemysłową, zachowując jednocześnie dbałość o każdy szczegół od pomysłu po produkcję napojów bio. Dzisiaj Galvanina funkcjonuje na ponad pięćdziesięciu rynkach międzynarodowych i produkuje napoje najwyższej jakości, od 30 lat propagując z sukcesem włoską tradycję na świecie.
Tradycja i innowacja kluczem do sukcesu
Historia Galvaniny charakteryzuje się nieustannym poszukiwaniem doskonałości, co widać w dbałości o jakość składników, wybieranych i przetwarzanych z wielką starannością. Potwierdza to również kreatywność w wykorzystaniu tradycyjnych receptur w innowacyjny sposób, a także wrażliwość estetyczna widoczna w niepowtarzalnym designie butelki z wytłoczonym wzorem marki. Napoje Galvanina są efektem wielkiej staranności, pasji i wiedzy, nic nie jest pozostawione przypadkowi.
Jedność jakości i smaku
Kombinacja smaku i jakości jest święta, „ponieważ my w Gavalninie lubimy poszukiwać idealnych walorów smakowych, które uszczęśliwią naszych klientów. To rytuał, który jest częścią tożsamości marki”, podkreśla dyrektor generalny Galvaniny, Fabio Pesiri. Zapach i smak naszych cytrusów: pomarańczy, limonki i mandarynki dosłownie eksplodują w ustach, dając podniebieniu intensywne i długotrwałe wrażenia smakowe zdolne do przeniesienia klienta w klimat i smaki południowych Włoch.
Marka wielokrotnie nagradzana
Wyjątkowość i jakość napojów Galvanina jest doceniana na świecie, o czym świadczą rozmaite wyróżnienia międzynarodowe w Europie i Stanach Zjednoczonych, do których zaliczyć możemy te przyznane bezpośrednio przez klientów: „Smak roku” we Francji i w Wielkiej Brytanii oraz inne nagrody takie jak Sofy award w Nowym Jorku i sześć złotych medali dla linii toników i napojów mieszanych otrzymanych w Londynie w 2021 roku. Jakość i smak napojów Galvanina jest zazwyczaj określana za pomocą ślepego testu przed międzynarodowym jury. Jednak to, co liczy się naprawdę, to codzienna reakcja, jaką otrzymujemy od klientów w odniesieniu do smaku, słodyczy oraz niepowtarzalnego charakteru napojów, które zachowują się w pamięci smakowej.
Partner strategiczny dla lokali gastronomicznych
Galvanina jest wyjątkowa i dodaje wyjątkowości innym. Przede wszystkim włoskim lokalom, które chcą zaoferować autentyczne smaki, włoski styl i charakter, Galvanina jest dla nich idealnym partnerem biznesowym. Napoje, które mogą być serwowane bez dodatków lub dostosowane do stylu lokalu poprzez sposób podania. Wszystkie można mieszać z alkoholami, tworząc klasyczny koktajl lub koktajl Singature. Osoby, które nie przepadają za alkoholem mogą przygotować mieszany koktajl bezalkoholowy, dodając plasterki owoców lub świeżych cytrusów do zmieszanych wcześniej napojów Galvanina. Gamę koktajli i przepisy możliwe do zrealizowania, dzięki niezwykłej wszechstronności napojów Galvanina, zamieszczono na stronie internetowej marki.
Bogata gama wielu doświadczeń smakowych
Od napojów na bazie owoców tworzonych z sokiem i miąższem cytrusów, po bezalkoholowe klasyki włoskiej i anglosaskiej tradycji i herbaty na zimno. Napoje Galvanina wyróżnia: pełnia smaku, niepowtarzalna szklana butelka z wytłoczonym wzorem marki i certyfikat jakości ekologicznej. Galvanina jest synonimem napojów premium.
W linii napojów na bazie owoców do klasycznych smaków pomarańczy, czerwonej pomarańczy, cytryny, mandarynki, czerwonego grejpfruta, dołączyły granat, mandarynka z opuncją figową oraz czerwona pomarańcza z borówką.
Linia Bio Napojów Bezalkoholowych „Wielkie klasyki” jest hołdem dla najlepszej włoskiej tradycji: Chinotto, smak pokolenia „Dolce Vita”, produkowany na bazie naparu z owocu gorzkiej pomarańczy Chinotto i ekstraktu z gorzkich ziół; Ginger idealny do przyrządzenia klasycznego aperitifu włoskiego; Gassosa, powstała na bazie przepisu z początku XX w., słynna w latach 50.; i w końcu Cedrata, orzeźwiający napój przyrządzony z aromatów pochodzących z cedru kalabryjskiego.
W hołdzie dla tradycji anglosaskiej stworzyliśmy również: Tonik z ekstraktem z chinowca; Ginger Ale wymyślony przez Anglików w czasach kolonizacji Indii oraz Ginger Beer powstały w osiemnastowiecznej Anglii, który Galvanina przyrządza według wyjątkowej receptury docenianej również przez specjalistów miksologii.
Odrodzenie winiarstwa pozwoliło Polsce przejść od niskiego spożycia i produkcji wina do bardziej pokaźnych liczb. Eksplozja wino-manii jest obecnie bez wątpienia zjawiskiem znaczącym; wystarczy przejść się ulicami Warszawy czy Krakowa, a nawet mniejszych miast, aby napotkać sklepy winiarskie, winiarnie czy restauracje oferujące wysokiej jakości wina z całego świata, nawet na kieliszki.
Oferta otwiera się również na produkcje lokalne, często na bardzo ciekawym poziomie. W Polsce modne jest picie wina, a najważniejszym sektorem gospodarki jest import, którego liderem są Włochy, których produkty stanowią 20% polskiego rynku. Także produkcja wina stała się modną aktywnością, pomimo trudności technicznych, które napotykają producenci, dystrybutorzy i handlowcy. Przez długi czas polski klimat był uznawany za zbyt surowy dla uprawy winorośli, chociaż już od końca siedemnastego wieku istniały na wschodzie obszary, gdzie produkowano niewielkie ilości wina. Ze względu na zaostrzenie klimatu, wpływ czynników politycznych i kulturalnych, a po 1945 roku brak zainteresowania uprawą winorośli, uprawy te w zasadzie zniknęły z Polski, choć powojenne przesunięcie granic na zachód spowodowało przyłączenie do Polski Grünbergu (Zielonej Góry), miasta na południowy wschód od Berlina, które było jednym z największych obszarów uprawy winorośli w Niemczech.
Renesans polskiego przemysłu winnego, którego jesteśmy teraz świadkami, rozpoczął się w 1989 dzięki zaangażowaniu paru producentów na granicy ze Słowacją. Winnicę polską tworzą tysiące hektarów upraw na obszarze 16 województw, z wyraźną przewagą województw południowych. Należy wziąć pod uwagę, że nie istnieje system kontrolowania jakości i pochodzenia wina i w chwili obecnej trudno byłoby określić style lub charakterystyki win w zależności od ich pochodzenia geograficznego. Dlatego wszystkie polskie wina są, póki co, w fazie określania i dopracowywania, a ostateczny produkt zależy od rąk pojedynczych winiarzy, winorośli, które zasadził i stosowanej przez nich metody produkcji.
Starając się wyodrębnić regiony o największym potencjale lub produkcji, można podzielić Polskę na sześć regionów: Podkarpacie (na południowym wschodzie, na granicy ze Słowacją i Ukrainą, z klimatem kontynentalnym i przewagą winorośli mieszanej, w którym produkcja wina jest najbardziej rozwinięta i wspierana również na poziomie rządowym; Małopolska (okolice Krakowa) z rozległymi glebami wapiennymi; Małopolski Przełom Wisły (części Małopolski najbardziej wysunięta na północ) oraz powiat sandomierski, z winnicami ciągnącymi się wzdłuż rzeki i korzystającymi z najlepszego mikroklimatu i dobrego nasłonecznienia; Dolny Śląsk, okolice Wrocławia, w południowo-zachodniej Polsce, najbardziej umiarkowany region kraju i dlatego najbardziej obiecujący dla klasycznych odmian winorośli jak Pinot Noir i Pinot Grigio; wspomniane wcześniej okolice Zielonej Góry, na zachodzie, które przed wojną należały do Niemiec i dzięki temu bogate są w tradycję i małe gospodarstwa produkujące Riesling, Sylvaner i Traminer.
Odmiany uprawne to inna z wyróżniających polskie winiarstwo charakterystyk, ale także element krytyki. Jak już wspomniano, surowy klimat zawsze warunkował uprawę winorośli, która nadal w dużej mierze opiera się na hybrydach uzyskanych poprzez krzyżowanie klasycznych gatunków z dzikimi winoroślami, które są bardziej odporne na zimno i choroby. Jedynie podwyższenie się średniej temperatury i stopniowe wyodrębnianie odpowiednich terenów, nasłonecznienia, sposobów sadzenia i technik uprawy, umożliwiło, od niedawna, sadzenie w Polsce winorośli szlachetnych, których obecność szybko się rozpowszechnia: Riesling, Pinot Grigio, Traminer, Chardonnay, Müller-Thurgau, Aoxerrois, Pinot Bianco, Bouvier, Kernling z białych oraz Pinot Nero, Zweigelt, Dornfelder, Frühburgunder i Merlot z czerwonych.
tłumaczenie pl: Ula Pawelec
***
Więcej artykułów o winie znajdziesz w naszej rubryce „In vino veritas”.
O rozwijających w Polsce się sektorach gospodarczych przeczytasz tutaj.
Rozmowa z Marco Lupo, prezesem Leonardo Poland przeprowadzona w sierpniu 2021 roku.
Gazzetta Italia: Od jak dawna jest Pan w Polsce i czy znał Pan polski rynek obronny i bezpieczeństwa, zanim został Pan mianowany prezesem Leonardo Polska?
Marco Lupo, prezes Leonardo Poland: Jestem w Polsce od początku 2019 roku, kiedy to powstała firma Leonardo Poland, poprzez którą wspieramy rozwój relacji z polskimi interesariuszami – rządem, wojskiem i przemysłem. Jestem związany z Leonardo od ponad trzech dekad i jestem blisko polskiego rynku od wielu lat. W tym okresie obserwowałem fantastyczny rozwój gospodarczy i przemysłowy Polski, a także zwiększające się znaczenie koncernu Leonardo w Polsce. W tym kontekście warto podkreślić, że przemysł obronny jest zazwyczaj jedną z sił napędowych gospodarki i innowacji technologicznych danego kraju. Polska już podąża tą drogą, nawet jeśli, jak uważam, jest jeszcze wiele do zrobienia, aby zyskać jeszcze większą wartości ekonomiczną, jaka płynie z sektora lotniczego, obronnego i bezpieczeństwa, a firma Leonardo jest tu właśnie po to, aby wspierać ten trend.
Jaka jest skala działalności Leonardo?
Leonardo jest globalną firmą w sektorze lotniczym, obronnym i bezpieczeństwa, oferującą rozwiązania z dziedziny zaawansowanych technologii, a także rozwiązania podwójnego zastosowania. Dzięki obecności na czterech rynkach krajowych: we Włoszech, Polsce, Wielkiej Brytanii i USA, koncern Leonardo stworzył wiele filii i biur regionalnych, aby lepiej służyć lokalnym rynkom. Aby lepiej przedstawić naszą pozycję na globalnym rynku lotniczym i obronnym, mogę powiedzieć, że Leonardo jest jednym z największych przedsiębiorstw sektora lotniczego, kosmicznego i obronnego na świecie i trzecim pod względem wielkości w Europie.
A jak Leonardo Poland wpisuje się w ten ekosystem?
Leonardo Poland jest spółką zależną Leonardo International, założoną, jak już wspomniałem, w styczniu 2019 roku w Warszawie. Racją bytu firmy jest wspieranie rosnącego zaangażowania Leonardo w Polsce, rozwijanie relacji ze wszystkimi głównymi interesariuszami, wspieranie pionów biznesowych Leonardo i firm zależnych w umacnianiu ich obecności na polskim rynku, a także bycie aktywnym graczem na polskim rynku obronności i bezpieczeństwa we współpracy z lokalnymi podmiotami gospodarczymi.
W październiku 2019 r. spółka uzyskała koncesję polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na handel bronią na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, a tym samym stała się pełnoprawnym podmiotem w procesie zaopatrzenia w uzbrojenie dla Polski.
Nasze podejście do umacniania pozycji Leonardo w Polsce poprzez aktywne uczestnictwo na rynku ma zastosowanie zwłaszcza do już sprawdzonego obszaru logistyki związanego z produktami Leonardo, a także do obszarów bezpieczeństwa cybernetycznego, usług kosmicznych i ochrony infrastruktury krytycznej.
Ile osób zatrudnia Leonardo w Polsce?
W 2020 r. koncern Leonardo zatrudniał w Polsce ponad 2500 pracowników. Ogromna większość z nich pracuje w naszym zakładach śmigłowcowych w Świdniku we wschodniej Polsce. Szereg osób jest zatrudnionych także w Warszawie. Wyżej wymieniona liczba obejmuje inżynierów, najlepszych specjalistów z różnych dziedzin oraz personel pomocniczy. Ponadto należy zauważyć, że działalność PZL-Świdnik zapewnia pracę kolejnym tysiącom osób w setkach firm naszego łańcucha dostaw w Polsce.
Leonardo M-346FA
Leonardo M-346FA
Jakie są główne cele i obszary zainteresowań koncernu Leonardo w Polsce?
Biorąc pod uwagę fakt, że Polska jest jednym z krajów macierzystych Leonardo, naszym celem jest dostarczenie polskim klientom najnowocześniejszych produktów, ale jednocześnie chcemy rozwijać naszą stałą obecność w Polsce i nadal realizować lokalne inwestycje. Można to osiągnąć poprzez współpracę z lokalnymi firmami, ośrodkami badawczo-rozwojowymi i instytucjami szkolnictwa wyższego w zakresie rozwoju nowych technologii i zwiększanie zdolności produkcyjnych w kraju. Celem nie jest zwykła sprzedaż gotowych produktów, ale raczej zaangażowanie naszych polskich partnerów w rozwój i produkcję z korzyścią dla obu krajów. Takie podejście oparte na współpracy jest częścią DNA Leonardo i jest źródłem naszego globalnego sukcesu.
Ponieważ Leonardo jest firmą dostarczającą rozwiązania w różnych dziedzinach, staramy się zaprezentować w Polsce nasze produkty i możliwości w wielu dziedzinach. Śmigłowce, samoloty, bezzałogowe statki powietrzne, elektronika do zastosowań lądowych i morskich, systemy podwodne, bezpieczeństwo cybernetyczne i rozwiązania kosmiczne – to przykłady dziedzin, w których Leonardo widzi możliwości w Polsce.
Jaki sukces koncern Leonardo odniósł ostatnio na polskim rynku?
Leonardo jest obecny w Polsce już od około 30 lat. W ciągu tych dziesięcioleci udało nam się osiągnąć znaczące wyniki, jak nabycie PZL-Świdnik – jedynego polskiego Producenta Oryginalnego Sprzętu (OEM) w zakresie platform wiropłatowych – oraz powołanie Leonardo Poland do wspierania wszystkich pionów biznesowych i spółek zależnych Leonardo.
W ostatnich latach udało nam się zdobyć kontrakt na zintegrowany system szkolenia polskich pilotów samolotów bojowych, który umożliwił nam wprowadzenie do Polskich Sił Powietrznych samolotów szkolno-treningowych M-346 wraz z całym systemem zaawansowanego szkolenia pilotów. Wstępny kontrakt na 8 samolotów został rozszerzony do 16 platform, z których 12 zostało już dostarczonych Polskim Siłom Powietrznym. Warto wspomnieć, że Polska jest drugim rynkiem eksportowym, który otrzymał dostawę tego zaawansowanego samolotu szkoleniowego.
Kolejnym przykładem sukcesu w ostatnich latach jest kontrakt na dostawę 4 śmigłowców AW101 dla Marynarki Wojennej RP. Śmigłowce te, częściowo produkowane w naszych zakładach w PZL-Świdnik, które również odgrywają kluczową rolę głównego wykonawcy, będą wykorzystywane do różnych misji wsparcia i ratownictwa nad Bałtykiem i wybrzeżem. Biorąc pod uwagę, że polskie potrzeby w tych dziedzinach są znacznie większe, uważamy, że jest przestrzeń na zamówienie dodatkowych śmigłowców AW101 przez stronę polską.
Jeśli chodzi o sukcesy Leonardo Poland, to mogę powiedzieć, że w lipcu 2020 roku wygraliśmy (w konsorcjum z partnerami lokalnymi) kontrakt na skuteczniejsze wsparcie logistyczne związane z samolotami M-346 używanymi przez Polskie Siły Powietrzne. Jest to pierwszy krok programu Leonardo Poland, który aktywnie wspiera, wykorzystując lokalne zasoby i współpracując z lokalnymi firmami, działalność gospodarczą Leonardo w Polsce w zakresie logistyki.
Leonardo AW101
Powiedział pan, że polski rynek jest jednym z rynków krajowych, na którym inwestuje Leonardo. Jakie bezpośrednie inwestycje prowadzi Leonardo w Polsce i jaka jest ogólna strategia w tym zakresie?
Od momentu nabycia PZL-Świdnik w 2010 roku, Leonardo zainwestował w te zakłady około 1 mld zł (około 250 mln euro). Leonardo jako kluczowy inwestor i wiodący globalny koncern w dziedzinie obronności, aeronautyki i bezpieczeństwa ma pełne możliwości rozwoju i wzmacniania bezpieczeństwa Polski, wprowadzając szereg strategicznych technologii dla tego kraju, a także oferując krajowym firmom i klientom instytucjonalnym udział we wspólnych programach, które mogą zapewnić wysoki zwrot z inwestycji, a które dotyczą technologii, know-how, przemysłu i łańcucha dostaw, zatrudnienia, ale oczywiście mają także wymiar ściśle finansowy, ponieważ są to inwestycje o wysokiej stopie zwrotu.
Ponadto, mówiąc o tym, że będziemy kontynuować inwestycje w PZL-Świdnik poprzez nowe technologie i wiedzę organizacyjną w celu utrzymania konkurencyjności na rynku światowym, warto dodać, że zakłady PZL-Świdnik stały się międzynarodowym centrum doskonałości w ramach Leonardo w dziedzinie struktur lotniczych dla śmigłowców.
Na jakie programy i projekty Leonardo zwraca uwagę w kontekście zamówień publicznych?
Jak wspomniałem wcześniej, skupiamy naszą uwagę na różnych dziedzinach. Polska jest rozwijającym się krajem o silnej gospodarce i znaczących potrzebach w zakresie rozwiązań wysokich technologii. Jest również jednym z kilku państw członkowskich NATO, które wydają ponad 2% swojego PKB na obronność, co wyraźnie pokazuje, że kwestie bezpieczeństwa należą w tym kraju do najwyższych priorytetów. Obecny plan modernizacji wojska, przewidziany do 2035 roku, jest ambitnym przedsięwzięciem, które doprowadzi polskie wojsko do najwyższych standardów NATO. Koncern Leonardo jest przekonany, że dzięki swojej obecności możemy, jako organizacja przyczynić się do modernizacji Sił Zbrojnych RP, a tym samym do dalszego rozwoju gospodarki narodowej.
Poza wydatkami ściśle wojskowymi Polska planuje również duże inwestycje w dziedzinie zaawansowanych technologii, takie jak bezpieczeństwo cybernetyczne i przestrzeń kosmiczna. Różne projekty w tych obszarach, planowane na nadchodzące lata, pozwalają nam wierzyć, że możemy stać się poważnym dostawcą usług, produktów i technologii związanych z przestrzenią kosmiczną i domeną cyberbezpieczeństwa. Uważnie monitorujemy te możliwości.
Ogólnie rzecz biorąc, uważnie śledzimy wiele potencjalnych programów dotyczących zakupów w kilku dziedzinach, takich jak nowe śmigłowce wielozadaniowe, samoloty wojskowe, systemy do zastosowań morskich i lądowych, systemy bezzałogowe i wiele innych.
Podsumowując, jesteśmy otwarci na szeroką współpracę z polskim Ministerstwem Obrony Narodowej i przemysłem we wszystkich aspektach obronności i bezpieczeństwa. Oferujemy nie tylko produkty, ale także inwestycje, lokalną produkcję i montaż tych produktów oraz udział w międzynarodowych programach, stawiając Polskę i jej przemysł w czołówce graczy technologicznych. To nasza propozycja wartości i zaangażowanie w Polskę jako rynek krajowy.
***
O aktualnych wydarzeniach z Polski piszemy regularnie w naszym newsletterze Polonia Oggi. Kliknij tutaj, aby dowiedzieć się więcej.
Więcej artykułów o współpracy biznesowej między Polską a Włochami znajdziesz tutaj.